Część II w środę. Zapraszam!
Byli już razem od czterech lat.
Czy była z nim szczęśliwa? Tak. Chyba tak. Czuła, że ją kocha. Dawał jej
miłość, szacunek. Dbał o nią, rozpieszczał, ale…. No właśnie, miłość to nie wszystko. Brakowało jej
poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Nigdy nie zaczynał tematu ślubu. Ba,
nawet się nie oświadczył. Byli razem, mieszkali razem, ale z jego strony nigdy
nie padły żadne deklaracje odnośnie wspólnej przyszłości. Początkowo i ona nie
przywiązywała do tego wagi. Cieszyła się z tego, że są razem, ale z biegiem lat
zaczęło jej tego brakować. Gdy zaczynała temat ślubu zawsze padała ta sama
odpowiedź. ‘Mamy przed sobą całe życie. Przecież jest dobrze tak, jak jest. Do
czego nam papier?’. Dla niej nie było dobrze.
Zwykle nie kontynuował rozmowy, szybko zmieniając temat. Przyjęła, że
być może jest mężczyzną, który boi się trwałych związków, boi się deklaracji.
Gdy rozpoczynała temat dziecka śmiał się, że odezwał się jej instynkt
macierzyński. Wciąż powtarzał ‘Jesteśmy jeszcze młodzi. Mamy czas. Po co się
spieszyć? Korzystajmy z życia, a na kupki i zupki przyjdzie kiedyś czas’. Mijały
miesiące, a w jego mniemaniu ten czas nie nadchodził. A jej zegar biologiczny
tykał. Miała dwadzieścia dziewięć lat i powoli miała dość bycia konkubiną i
odkładania decyzji o ciąży. Kochała go, ale z coraz większą mocą docierało do niej,
że po prostu do siebie nie pasują, że mają inne priorytety. On chciał być
wolny, żyć beztrosko. Ona pragnęła rodzinnego ciepła i stabilizacji. On chciał
spędzać wakacje na egzotycznej wyspie. Ona marzyła o zabawie z dzieckiem w
ogródku. I jedną z ostatnich kropek nad ‘i’ była wiadomość o tym, że ich
przyjaciele, którzy pobrali się półtora roku temu, spodziewają się dziecka.
Miała wrażenie, że już wszyscy ich znajomi mają poukładane życie. Ona też
chciała. Decyzja, którą podjęła nie była łatwa. Tysiące razy analizowała za i
przeciw. To nie miała być rozmowa, która postawi go pod ścianą i nie da wyboru.
Nie chciała stawiać go w takiej sytuacji i zmuszać do działania wbrew sobie. To
miała być rozmowa, która ją od niego uwolni, która pozwoli zacząć nowy etap w
życiu. Z krwawiącym sercem, ale może jednak lepszy etap, dający szansę na
spełnienie marzeń. Szkoda, że tych marzeń nie mogła spełniać z nim, ale
powiadają, że nie można mieć wszystkiego.
Z kieliszkiem wina, na dodanie
odwagi, czekała na niego w salonie. Czas jej się dłużył, minuty zdawały się być
godzinami. Wreszcie usłyszała dźwięk przekręcanego w zamku klucza.
- Jest… Em – krzyknął z progu
najwyraźniej napotykając na swojej drodze spakowaną bagaż – Co ta walizka robi
w przedpokoju? – spytał wyraźnie zaskoczony, gdy dostrzegł ją na sofie –
Wyjeżdżasz gdzieś? Coś z ojcem, musisz jechać do Rysiowa? – zmarszczył brwi
- Nie. Tata czuje się dobrze –
odparła przyglądając się jego twarzy. Targały nią sprzeczne emocje, ale za wszelką
cenę starał się utwierdzić w przekonaniu, że decyzja, którą podjęła, jest
jedyną słuszną – Usiądź – wymownie spojrzała na stojący naprzeciw niej fotel –
chciałam z tobą porozmawiać
- Twój ton zaczyna mnie niepokoić
– poluzował krawat i zajął wskazane miejsce – Stało się coś?
- Marek – westchnęła – odchodzę –
rzekła patrząc mu prosto w oczy. Tylko ona wiedziała, ile kosztowało ją
wypowiedzenie tego krótkiego słowa.
- Słucham? – zaśmiał się nerwowo
i pokręcił głową z niedowierzaniem. Szybko na jego twarzy pojawiło się
przerażenie
- Musimy się rozstać –
powiedziała spokojnym głosem i tym razem nie była już w stanie wytrzymać jego
spojrzenia. Spuściła głowę i utkwiła wzrok w resztce cieczy w kolorze słomkowym
na dnie kieliszka
- Poznałaś kogoś? – to była
pierwsza myśl, która przyszła mu do głowy. Inny mężczyzna.
- Zwariowałeś? – nieco się
uniosła, by zaraz szybko skarcić się za to w myślach. Obiecała sobie spokój.
Żadnych awantur, żadnego płaczu.
- Przestałaś mnie kochać? –
przecząco pokręciła głową - Więc nie rozumiem – i on lekko podniósł głos –
Jesteśmy razem do czterech lat, jest nam razem dobrze. Przychodzę z pracy, wita
mnie spakowana walizka i ukochana, która komunikuje mi, że odchodzi.
Przepraszam cię bardzo, ale mam prawo nie rozumieć! – uderzył zaciśniętą
pięścią w obicie fotela.
- Nie pasujemy do siebie – rzekła
krótko i zdecydowanie
- Co? – zaśmiał jej się w twarz –
Jakie nie pasujemy? Cztery lata – pokazał na palcach – Cztery szczęśliwe lata i
nagle niezgodność charakterów? – zakpił – Masz mnie za idiotę? Kim on jest? –
upierał się przy swoim pierwszym przypuszczeniu
- Jestem i byłam ci wierna, ale
jeśli chcesz mnie obrazić, to brnij dalej – posłała mu spojrzenie pełne żalu –
Mamy inne priorytety i razem nie potrafimy być w pełni szczęśliwi. Bo gdy jedno
zaspokoi swoje potrzeby, drugie będzie skazane na cierpienie. Ty potrzebujesz
wolności i braku zobowiązań. Ja chcę stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa.
Chcę być żoną i matką, a ty do tego nie dorosłeś. I obawiam się, że nigdy nie
dorośniesz. Marek – westchnęła – najwyraźniej ten typ tak ma, a ja nie
zamierzam czekać na coś, co nigdy nie nastąpi, ani tym bardziej zmuszać cię do
czegokolwiek. Wiem, że nade wszystko cenisz w związku wolność i ja nie
zamierzam teraz przystawiać ci noża do gardła i wymagać deklaracji – niemal przeszywał
ją wzrokiem – Uwierz mi, że ta decyzja nie była dla mnie łatwa. Z jej podjęciem
zwlekałam kilka miesięcy, ale nie chcę dłużej tak żyć. Wybacz mi, że w ten sposób
kończę naszą znajomość – w jej oczach pojawiły się łzy, które próbowała hamować
za wszelką cenę – Na początku oboje będziemy cierpieć, ale uwierz mi, że za
kilka lat przyznasz, że miałam rację. My razem nie potrafimy być w pełni i
prawdziwie szczęśliwi. Ja nie mogę się zgodzić na bycie ‘dziewczyną’ i ‘partnerką’
do końca życia, a ty boisz się ślubu i zobowiązań. Nie chcę do niego
doprowadzać siłą, nie chcę ciągnąć cię przed ołtarza za ucho, tak jak Paulina
- To była zupełnie inna sytuacja - pokręcił głową - Pauliny nie kochałem
- Wiem i wiem też, że mnie kochasz. Ale chcemy żyć inaczej. Tak czasami bywa, że z pozoru idealne związki takie nie są
- To była zupełnie inna sytuacja - pokręcił głową - Pauliny nie kochałem
- Wiem i wiem też, że mnie kochasz. Ale chcemy żyć inaczej. Tak czasami bywa, że z pozoru idealne związki takie nie są
- Kochanie, proszę cię, nie
przekreślaj wszystkiego - rzekł ze łzami w oczach - Weźmiemy ślub. Będziesz miała białą sukienkę, elegancką limuzynę i wystawne przyjęcie w gronie najbliższych. Będziesz miała wszystko, co zechcesz
- Ale oboje dobrze wiemy, że w głębi duszy ty tego nie chcesz. A ja nie chcę, żebyś się dla mnie poświęcał. Tak będzie lepiej. Będzie bolało, ale po jakimś czasie oboje dojdziemy do tego, że to jedyne, słuszne wyjście - klęknęła obok fotela i obejmując go za szyję, oparła swoje czoło o jego - Jesteś miłością mojego życia, ale my po prostu nie potrafimy być razem w pełni szczęśliwi - po twarzach obojga spływały łzy. Siedział nieruchomo, bez słowa. Krótko musnęła jego usta i zostawiając w przedpokoju klucze, wyszła ciągnąc za sobą walizkę.
Kolejny raz tego wieczora kieliszek został wypełniony przeźroczystym płynem. 'Ma rację. Boję się ślubu. Boję się zobowiązań na całe życie. Boję się, że po ślubie wszystko się zmieni. Jestem cholernym palantem, który nie potrafi dorosnąć. Który nie potrafi stworzyć rodziny i wziąć za nią odpowiedzialność. Już nawet Sebastian się ogarnął. A ja? Wciąż chcę być wolny, wciąż chcę zostawić sobie otwartą furtkę. Gdybym się nie bał, gdybym nie był tak zapatrzony w siebie, ona wciąż byłaby ze mną, nie odeszłaby. Straciłem ją przez swoją niedojrzałość i fakt, że nie wiem czego chcę od życia. Bo ją kocham, chcę z nią być, ale niekoniecznie chcę ślubować, że aż do śmierci. Swoją drogą ja kompletnie nie rozumiem instytucji małżeństwa. Po co to przysięganie nie wiadomo komu? Jakby bóg miał uchronić nasze małżeństwo przed rozpadem. Sranie w banie. A dziecko? Przecież mogliśmy je mieć bez ślubu. Sądziłem, że mamy jeszcze czas, ale może Ula ma rację. Lat lecą. Przecież z czterdziestką na karku nie będą biegał za rowerkiem. Czy ja w ogóle chciałbym kiedyś usłyszeć słowo 'tato'?' Pił do upadłego, analizując swoje życie.
- Ale oboje dobrze wiemy, że w głębi duszy ty tego nie chcesz. A ja nie chcę, żebyś się dla mnie poświęcał. Tak będzie lepiej. Będzie bolało, ale po jakimś czasie oboje dojdziemy do tego, że to jedyne, słuszne wyjście - klęknęła obok fotela i obejmując go za szyję, oparła swoje czoło o jego - Jesteś miłością mojego życia, ale my po prostu nie potrafimy być razem w pełni szczęśliwi - po twarzach obojga spływały łzy. Siedział nieruchomo, bez słowa. Krótko musnęła jego usta i zostawiając w przedpokoju klucze, wyszła ciągnąc za sobą walizkę.
Kolejny raz tego wieczora kieliszek został wypełniony przeźroczystym płynem. 'Ma rację. Boję się ślubu. Boję się zobowiązań na całe życie. Boję się, że po ślubie wszystko się zmieni. Jestem cholernym palantem, który nie potrafi dorosnąć. Który nie potrafi stworzyć rodziny i wziąć za nią odpowiedzialność. Już nawet Sebastian się ogarnął. A ja? Wciąż chcę być wolny, wciąż chcę zostawić sobie otwartą furtkę. Gdybym się nie bał, gdybym nie był tak zapatrzony w siebie, ona wciąż byłaby ze mną, nie odeszłaby. Straciłem ją przez swoją niedojrzałość i fakt, że nie wiem czego chcę od życia. Bo ją kocham, chcę z nią być, ale niekoniecznie chcę ślubować, że aż do śmierci. Swoją drogą ja kompletnie nie rozumiem instytucji małżeństwa. Po co to przysięganie nie wiadomo komu? Jakby bóg miał uchronić nasze małżeństwo przed rozpadem. Sranie w banie. A dziecko? Przecież mogliśmy je mieć bez ślubu. Sądziłem, że mamy jeszcze czas, ale może Ula ma rację. Lat lecą. Przecież z czterdziestką na karku nie będą biegał za rowerkiem. Czy ja w ogóle chciałbym kiedyś usłyszeć słowo 'tato'?' Pił do upadłego, analizując swoje życie.
Sytuacja trudna i niestety Ula ma rację , jedno z nich zawsze nie będzie w pełni szczęśliwe, kobiety dojrzewają wcześniej do tego instynkt macierzyński , zegar biologiczny który dla kobiet tyka jakby szybciej, a facet to dziecko całe życie tylko zabawki coraz droższe, no cóż mam nadzieję że jakoś to rozwiążą i dojdą do porozumienia, pozdrawiam B.
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem Ulcia ma racje,nie można całe życie być tytułowym Piotrusiem Panem.Jeśli postanawiasz z kimś zamieszkać i jesteś z tą osobą 4 lata,kochacie się to prędzej czy później druga osoba będzie chciała jakieś stabilizacji. Amicus wiesz jak ją uwielbiam miniaturki. Czekam niecierpliwie na drugą część i na "w chmurach".
OdpowiedzUsuńPozdrawiam GOZDI ^.^
Cały dzień czekałam, od rana. Ale się doczekałam. Ale się Marek doigrał. Mówiłam już dawno, że mężczyźni rosną i dojrzewają do trzeciego roku życia, a potem tylko rosną! I proszę Marek tak właśnie ma. Nie dorósł do małżeństwa, dzieci, rodziny, a dorósł do partnerki, monogamii i wierności? Dziwne, bo jeśli kocha to ślubowanie nie powinno być problemem. Chociaż osobiście uważam, że papierek nie jest najważniejszy, to jednak jeśli drugiej stronie zależy na sformalizowaniu związku to w czym problem? A sądzę, że Marek kocha. Ciekawe jak to się skończy, mam tylko nadzieję, że Ulka "Piotrusia Pana" nie zamieni na Piotrusia w Polo to było wpadnięcie z deszczu pod rynnę! Dobrze, że środa za dwa dni. Pozdrawiam, KaEm.
OdpowiedzUsuńPo wstępie myślałam, że o Piotra chodzi a tu ciągle niedojrzały Mareczek. Może potrzebował takiego wstrząsu, zobaczy jak to jest bez Uli i teraz dorośnie i mocno zatęskni.
OdpowiedzUsuńFajnie, że kolejna część już we środę. Pozdrawiam miło.
Tak to w życiu bywa,kochane panie...skoro mamusie przed czasem,nie przetną pępowinki synusiom....dziewczyny mają przerąbane.
OdpowiedzUsuńDojrzeje...? Jakoś tego nie bardzo widzę. Uli natomiast,wróżę poznania macho.....i szczęścia na nowej drodze życia.
Marek...no,cóż....Piotrusiem pozostanie. THE END.....hahaha
Przeczytam w środę......Pozdrawiam.
Ula bardzo dobrze postąpiła. Mam nadzieję, że Marek uświadomi sobie jaki błąd popełnił.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Już tytuł podpowiedział mi o czym będzie mini. Ula ma trochę racji. Mają inne priorytety i pomysły na życie. Nie da sie doprowadzić do kompromisu w tej sytuacji. Wydaje mi się, ze Ulka odejściem uzmysłowi Markowi, że jednak w głębi serca chce słyszeć słowo"tato" :)
OdpowiedzUsuńCzekam do środy. Pozdrawiam serdecznie Andziok :)
Witaj Amicus,
OdpowiedzUsuńDziś będzie krócej ponieważ mam bardzo mieszane uczucia. Nie chodzi o pomysł, styl, wykonanie - wiesz, że nie. Chodzi o to, że nie potrafię zrozumieć ani Uli, ani Marka. Chociaż bardzo się staram na każdy argument pojawia się kontrargument. I gdybym chciała wszystkie wątpliwości tu wymienić nie wystarczyłoby miejsca. Naprawdę nie wiem co o tej sytuacji myśleć. Jednocześnie rozumiem i nie rozumiem Uli. Jej zachowanie, powody takiej decyzji, argumenty znam ale nie zgadzam się z nimi (przynajmniej nie z wszystkimi), ale z drugiej strony chyba wiem o co jej chodzi. Podobnie mam z Markiem, który chyba sam nie wie czego chce. Mam ochotę nimi obojgiem mocno wstrząsnąć. Po raz pierwszy ich nie rozumiem (obojga!), dlatego z wydawanie wyroków, opinii, ocenami i komentarzem zaczekam do środy, do drugiej części - może wtedy uda mi się wszystko zrozumieć. Pozdrawiam serdecznie ;).
Ojoj... dosc smutna perspektywa, ale niestety prawdziwa....Kochają się, ale Ula chce czegos wiecej, a Marek,..Marek ja kocha, ale nie umie do konca wziac odpiwiedzialnosci za swoje zycie i boi sie prawdziwych zobowiazan, co stoi na przeszkodzie prawdziwemu, trwalemu zwiazkowi.... Jestem ciekawa, jak to dalej poprowadzisz :) Pozdrawiam :) M.M
OdpowiedzUsuńTo się chyba nie może udać, związek powinien być kompromisem a tu żadna ze stron nie wykazuje chęci. Ulka się pakuje i ucieka woli być "prawie" szczęśliwa z kimś kogo nie kocha ale da jej obrączkę i dziecko, niż z Markiem którego kocha i który kocha ją. A Marek jest wygodnicki, nie lubi zmian i sam nie wie czego chce. Panie Dobrzański pora się określić bo zegar biologiczny tyka. Nie wiem co z tego wyniknie ale każde rozwiązanie mnie zaskoczy. Ania.
OdpowiedzUsuńWitaj Amicus.Przeczytałam opowiadanie wczoraj,ale jedyne co mogłam napisać to ała, tak z dziesięć razy.Jak zwykle żal mi Uli,ale ona przynajmniej już wie czego chce w życiu. Marek jeszcze nie wie.Myśl facet ,myśl, byle nie za długo.Wkrótce wolność może się zamienić w samotność,wykruszą się przyjaciele,zajęci własnymi żonami, dziećmi. własnym życiem.Potem zacznie się czuć trochę dziwnie w ulubionym klubie.(może mu się wydawać,że usłyszał "dziadek mety pomyliłeś"). No pozostanie mu potem jeszcze jakiś sponsoring.Albo też natura w komitywie z jakimś głupim przypadkiem spowoduje ,że zostanie mężem kobiety,której nigdy nie będzie kochał ale która nie będzie miała żadnych problemów z zaciągnięciem go do ołtarza " za ucho" ( ciążą). Jest też możliwość ,że potrzebował takiego kopa .jak odejście ukochanej kobiety i wydorośleje w tempie ekspresowym.Jestem bardzo ciekawa jak to dalej poprowadzisz.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń