B

czwartek, 27 sierpnia 2015

'W chmurach' II

Załóżmy, że u mnie dziś już piątek ;) Udanego weekendu! 

W koprodukcji z K.! 




W świetnie skrojonym, czarnym garniturze i śliwkowej muszce stał na hotelowym korytarzu pod drzwiami numer trzysta pięć. Nie kazała długo na siebie czekać. Dopasowana, z odkrytymi plecami suknia w kolorze rubinowym świetnie podkreślała wszystkie jej atuty. Obrzucił ją zachwyconym spojrzeniem.
- Pięknie wyglądasz – szepnął podając jej ramię
- Ty też niczego sobie – roześmiała się. Po popołudniowym stresie związanym z wystąpieniem nie było już śladu. Była w świetnym humorze – Chodź, idziemy posyłać sztuczne uśmieszki i odbywać kurtuazyjne rozmowy
- Może nie będzie tak źle – rzekł sprowadzając ją ostrożnie ze schodów – I gratuluję. Świetnie ci poszło. Muszę przyznać, że twoje wystąpienie było najciekawsze.
- Przestań. Nogi miałam, jak z waty, a ręce mi się tak trzęsły, że w pierwszej chwili nie mogłam rozczytać liter na kartce – zaśmiała się
- Kompletnie nie było tego po tobie widać. Pełen profesjonalizm.

Rzeczywiście na bankiecie nie było tak źle. Zwykle nie znosiła tego typu imprez. Do tej pory na różnego rodzaju konferencjach, a co za tym idzie również bankietach, towarzyszyła szefowi trzykrotnie i zazwyczaj szybko z nich uciekała do pokoju, tłumacząc się zmęczeniem i bólem głowy. Dziś w towarzystwie Dobrzańskiego bawiła się znakomicie, a czas mijał im jak z bicza strzelił. Marek był świetnym partnerem nie tylko na parkiecie, ale również elokwentnym towarzyszem rozmów, który co ważne potrafił  uważnie słuchać. Był zabawny i szarmancki. Był idealny. I choć nie wiedziała nic o jego życiu prywatnym, to musiała przyznać, że poznała wreszcie naprawdę interesującego faceta. Co prawda nie zauważyła na jego dłoni obrączki, w żadnej rozmowie nie wspomniał słowem o żonie, ale nie oznaczało to, że nie jest w szczęśliwym związku. Postanowiła więc, dla swojego dobra, traktować ich znajomość jako zwykłe koleżeństwo, by nie robić sobie znów złudnych nadziei. Na kilkanaście minut przed pierwszą, jako jedni z ostatnich opuścili bankiet. Mieli szczęście, że nocowali w tym samym miejscu, w którym odbywały się obrady i bankiet. Część gości niecierpliwie oczekiwała w holu na taksówki, które miały ich rozwieźć po innych hotelach. Odprowadził ją pod drzwi pokoju i dziękując za udany wieczór złożył pocałunek na jej dłoni. Z uśmiechem na ustach pożegnała go, życząc dobrej nocy.

Nie spotkali się w hotelowej restauracji na śniadaniu. Dobrzański wyjątkowo długo konsumował swoją jajecznicę, ale najwyraźniej musieli się minąć, a Ula jadała dość wcześnie. Zauważył ją godzinę później w sali konferencyjnej. Dyskutowała z jakimś siwiejącym panem o latynoskiej urodzie. Skinął głową na powitanie i zajął miejsce o przedostatnim rzędzie. Ku jego radości po chwili do niego dołączyła tłumacząc, że dziś nie musi się udzielać w dyskusji i tyły sali będą idealne. Prelegenci mówili wyjątkowo znudzonym głosem, a i zaplanowane na ostatni dzień tematy nie były porywające. Marek zaproponował zamianę kongresu na spacer. Zgodziła się bez namysłu. Niespełna dwie godziny od rozpoczęcia obrad wymknęli się bocznym wyjściem. Gdy spotkali się kwadrans później przy wyjściu, musiała przyznać, że Dobrzański w mniej formalnym stroju wygląda jeszcze bardziej interesująco. Wesoło gawędząc ruszyli przed siebie uliczkami Amsterdamu.
- Świetnie mi się z tobą rozmawia – przyznała – Mam wrażenie, że znamy się od lat, a nie od dwudziestu czterech godzin
- I vis a vis, jakby to powiedziała moja sekretarka – spojrzała na niego, jak na kosmitę – To dość specyficzna osoba. Jest mało kompetentna i niezwykle rozbrajająca. Jej powiedzonka stały się już w naszej firmie kultowe. I nie zwolniłem jej do tej pory tylko dlatego, że jest narzeczoną mojego przyjaciela - wyjaśnił
- Wiesz, to zabawne, ale wiem sporo o twojej pracy, odbytych podróżach, a nawet o poglądach politycznych, ale nie wiem nic o tobie – spojrzała wprost w jego oczy, gdy stali pośrodku jednego z mostów, których w centrum były dziesiątki
- Ja o tobie też – odbił piłeczkę – Masz kogoś? – roześmiała się
- Szybko przechodzisz do konkretów – ale widząc jego wyczekujące spojrzenie dodała – Nie. Od roku jestem sama. A ty? W twoim życiu jest ktoś?
- Tak – rzekł krótko. Musiała przyznać, że w głębi duszy czuła się zawiedziona. Starała się nie dać tego po sobie poznać, ale żałowała, że tak, jak ona nie jest samotny. Może coś by z tego wyszło? Podobał się jej. Ale przecież to naturalne, że taki facet nie jest sam i nie bywa samotny. Facet, który od dwóch dni jej nie odstępuje, okazuje się mieć szczęśliwie ułożone życie. Zawsze tak trafiała, jak kulą w płot. Całe szczęście, że już wczoraj postanowiła utrzymywać ich relację na stopie koleżeńskiej. Pewnie gdyby wczoraj chciała, przespałby się z nią bez mrugnięcia okiem, a rano zakomunikował jej, że jest w związku i ta przygoda nic dla niego nie znaczyła. Znała takich, jak on. Takich, którzy podczas delegacji szukali przygód, by ostatecznie z uśmiechem na ustach wrócić na łono rodzinne. Od początku powinna wyczuć, że coś jest z nim nie tak. Był zbyt idealny. A przecież ideały nie istnieją. Sięgnął do kieszeni po portfel i wyciągnął niewielką fotografię – To jest Marysia. Zdecydowanie kobieta mojego życia – na zdjęciu ujrzała dziewczynkę, na oko sześcioletnią, o dużych piwnych oczach i ciemnych włosach. W układzie ust i spojrzeniu doszukała się nawet podobieństwa do ojca. Bez słowa oddała mu zdjęcie. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć – Nie zapytasz o jej matkę? – po krótkiej chwili milczenia spojrzała mu prosto w oczy
- Nie wiem, czy mam prawo drążyć i zadawać bardzo osobiste pytania…
- Zapytać zawsze można. Jeśli bym nie chciał, po prostu bym nie odpowiedział. Ale nie mam nic do ukrycia. Chodź, usiądziemy tu - chwycił ją za rękę. Nie wyrwała się. Pozwoliła się zaprowadzić do niewielkiej kafejki przy brzegu jednego z kanałów. Gdy złożyli zamówienie rozpoczął swoją opowieść - Prawie od trzech lat sam wychowuję córkę. Moja żona odeszła ode mnie, gdy Marysia skończyła cztery lata – skarciła się w myślach za wcześniejsze przypuszczenia. Zanim zdążyła go dobrze poznać, już wrzuciła do worka ‘żonaty lowelas’. Poczuła się głupio, że tak go oceniła - Od pewnego czasu czułem, że coś jest nie tak, ale mnie zbywała. Dwa dni po urodzinach naszej córki zakomunikowała mi, że odchodzi. Moja była żona jest w połowie Włoszką. Często wyjeżdżała sama do Mediolanu, podobno odwiedzić rodzinę. Podczas jednego z takich wyjazdów poznała przystojnego i bogatego Lorenzo. Stwierdziła, że się zakochała – zaśmiał się gorzko pod nosem – Powiedziałem jej, że się nie zgadzam na rozwód, że nie chcę stracić kontaktu z córką, gdy ją wywiezie do Włoch. Paulina wtedy postanowiła, że dziecko zostanie ze mną, a ona będzie ją odwiedzać i dwa razy w roku zabierać do siebie na miesięczne wakacje – Ula słuchała tej opowieści z szeroko otwartymi oczami – Zabrała ją raz, na samym początku. Sama była ze dwa razy w Polsce. Niby przyjeżdżała do Marysi, ale tak naprawdę raz była na sprawie rozwodowej, drugi raz regulowała wszystkie swoje zobowiązania, które miała w Polsce. Była współwłaścicielką firmy, której jestem prezesem. Zrzekła się udziałów na rzecz brata. Przestała przyjeżdżać, tłumacząc się licznymi obowiązkami na miejscu. Przestała Marysię zabierać twierdząc, że Lorenzo nie lubi dzieci – pokręciła głową z niedowierzaniem. Nie mogła pojąć jak kobieta może zrezygnować z własnego dziecka na rzecz mężczyzny. Przecież gdyby jej nowy partner kochał ją naprawdę, akceptowałby jej córeczkę. Pewnie nie musiałby skakać z radości na wieść o przyjeździe Marysi, ale powinien przynajmniej tolerować jej obecność w ich życiu – Ona wciąż za matką bardzo tęskni. Czasami jeszcze zdarza jej się zapytać, czy mama kiedyś do nas wróci. Staram się jej wytłumaczyć, że jesteśmy po rozwodzie, że mama ma nowe życie we Włoszech, ale to przecież tylko mała dziewczynka, która jeszcze wszystkiego nie rozumie. Postawiła sobie koło łóżka zdjęcie Pauliny i codziennie wieczorem opowiada, jak minął jej dzień – nerwowo zagryzł wargę – A Paula jedyne co robi, to dwa razy w roku, na gwiazdkę i urodziny, przysyła małej prezenty. Jakby te drogie gadżety miały jej wynagrodzić nieobecność matki. Nigdy mnie nawet nie poprosiła, żebym wysłał jej aktualne zdjęcie córki. Czy tak postępującą kobietę w ogóle można nazwać matką? – miała nadzieję, że to pytanie retoryczne, jednak gdy napotkała jego wzrok zrozumiała, że czeka na jej reakcję. Odchrząknęła
- Ja nigdy nie potrafiłabym z własnej woli zrezygnować z kontaktów z dzieckiem. Co innego rozstanie z mężem, gdy się nie dogadujemy i zdecydowane odcięcie kontaktów, a co innego więź z córką. Najwyraźniej nigdy nie była zbyt silna, skoro zostawiała z tobą małe dziecko i sama wyjeżdżała do rodziny.
- Pewnie masz rację. Być może to mój błąd. To ja chciałem dziecka – bezradnie wzruszył ramionami
- I jesteś zapewne super tatą – uśmiechnęła się do niego, chcąc nieco rozluźnić atmosferę, która zgęstniała przez tą dramatyczną opowieść
- Staram się – obrzucił ją ciepłym spojrzeniem – Cieszę się, że ci o tym powiedziałem – wyjął z portfela banknot i zostawiając go na stoliku, podał jej rękę – Chodź. Amsterdam czeka – ruszyli w dalszą drogę

42 komentarze:

  1. No co za flądra z Pauliny jak zwykle kobieta z klasą, ogładą i tupetem, tym ostatnim przede wszystkim. Ale w ogólnym rozrachunku dobrze bo to znaczy, że Marek obrączki nie ma!!! Czyli romans, czyli miłość, szczęście, sielanka :D. Prawda? A ten jej Lorenzo też wzór cnót wszelakich. Para jak z żurnala wybitnie dobrana. Tylko Marka i Marysi żal co dziecko winne, że ma durną mamusię! Czekam na więcej szczegółów. I coś tak czułam w kościach, że piątek może być szybciej! Czyli jutro nie będzie surprise'a? :(. Pozdrawiam, KaEm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marek obrączki już nie ma ;) Do romansu to jeszcze kawałek ;) Co do Lorenzo i Pauli - trafił swój na swego
      Jutro nie będzie, bo był dzisiaj. Nie można mieć wszystkiego ;) Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ale romans będzie :D?
      A no wszystkiego nie można niestety, życie. Ale nie trzeba czekać do następnego piątku? Będzie jakaś promocja? KaEm.

      Usuń
    3. nie potwierdzam, nie zaprzeczam ;)
      Promocja będzie w poniedziałek. Doczekacie się zapowiedzianej już dawno miniaturki. Pozdrawiam

      Usuń
    4. Amicus, nie baw się w Antka M. on też wie ale nie powie skąd ;).
      Miniaturka w poniedziałek to jest to co też lubimy :). A i wiesz nie musisz zmieniać profilu bloga wystarczy dodać trochę seksownych "momentów" do życia Uli i Marka RAZEM tylko w takiej konfiguracji :D. Pozdrawiam, KaEm.

      Usuń
    5. Seksowne momenty będą w 'Niebezpiecznej grze' ;) Pozdrawiam

      Usuń
  2. Krótko mówiąc droga wolna , obydwoje są sami nikt nikogo nie skrzywdzi, ale coś mi tu nie gra , byłoby zbyt sielankowo gdybyś wpakowała ich do łóżka , a potem byłoby "i żyli długo i szczęśliwie", więc albo Paula zechce wrócić na łono rodziny, albo Marysia kompletnie nie zaakceptuje Uli, albo jeszcze inne plagi egipskie na nich spadną,cieszę się że czwartek jest piątkiem , ale z drugiej strony do następnej części dłużej trzeba czekać, pozdrawiam B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. łóżko nie tak szybko.... Tylko Wam momenty w głowie ;) Coś za coś Pozdrawiam

      Usuń
    2. Tylko....tylko, normalne zdrowe odruchy, czyż nie ?B.

      Usuń
    3. chyba powinnam, ku Waszej wielkiej uciesze', zamienić tego bloga, na takiego z opowiadaniami erotycznymi ;)

      Usuń
    4. Jeśli o mnie chodzi to możesz stworzyć nawet blog o losach Kunta Kinte jeśli wpleciesz w to Ule i Marka i oczywiście momenty....B.

      Usuń
    5. hahaha! i na momenty przyjdzie czas ;)

      Usuń
  3. Jak ja lubie te czwartko - piątki :) Hm.. Marek jakby idelany, jako facet, jako ojciec :) Ula też wolna, zastanawia mnie, co bedzie nie tak :D czekam na cd
    Pozdrawiam :) M.M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Amicus,zrobiłam sobie krótką przerwę na herbatę,a tu taka niespodziewanka.Komentarz wieczorem.( o ile nie padnę).Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Amicus,rozpieszczasz nas tymi codziennymi opowiadaniami.Czyli jednak córka,ciesze się że nie narzeczona.Boje się że Paula może wrócić i namieszać w tym spokojnym życiu Maseczka.
    Pozdrawiam GOZDI ^.^

    OdpowiedzUsuń
  6. No kochana...co to znaczy nam momenty w głowie...Singgggelki nie moga pomarzyć o figlach..? Oj tam...chyba nie robisz się dewotą...nie?
    Cholernie mnie wciągnęło w te Twoje obłoczki.... Obawiam się,że bez grzmotów,udziału piorunów i błyskawic,w tych białych obłoczkach nie obejdzie się.
    Doprowadź do ognia,..ale tylko między Ulą,Marysią i Markiem..gaśnica na włoszczyznę.
    Tiaaa...a czwartko-piętek..nie będzie przypadkiem wtorko środa....?
    Np trzym się kochana.Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Singielki mogą marzyć. Swoją drogą coraz bardziej krystalizuje mi się pomysł na historię o Uli-singielce ;) poniedziałko-poniedziałek będzie czasem miniaturki... z pozoru o mylącym tytule ;)
      pozdrawiam

      Usuń
    2. Tylko i tylko marzyć..? Proszę Cię... Masakra jak cholerka...Cieszę się natomiast na zwiastun,Uli singielki....no,no,to tak jak tytuł nowego serialu?
      Miłego weekendu,z nogami na ścianie dla relaksu...hihi.
      Pozdrowionka.

      Usuń
    3. ja broń boże nie każę TYLKO marzyć! ależ skąd! ;)
      nowy serial? boże, ile tego produkują. Każda stacja swoje. Jakby człowiek chciał oglądać wszystkie, chyba by zwariował nie odchodząc od telewizora. Matka mojej koleżanki z podstawówki kiedyś rzuciła pracę, bo calymi dniami ogladała brazylijskie seriale :D

      Usuń
  7. Wreszcie coś wiemy o życiu prywatnym Marka. Na samym początku myślałam, że mówi on o Paulinie, czyli jego narzeczonej, a tu taka niespodzianka. Mam już pewne spekulacje jak poprowadzisz to opowiadanie :)
    Pozdrawiam serdecznie Andziok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ciekawe, czy trafiłaś z pomysłem w koncepcję K ;) Pozdrawiam

      Usuń
  8. Uwielbiam Twoje niespodzianki. Bardzo fajna część, czyli Marek znowu nie miał szczęścia z Paulą. Wredna baba, jak można dziecko zostawić i tak po prostu o nim zapomnieć? Dobrze, że Marysia ma fajnego Tatę, który zrobi dla niej wszystko sądząc po tym jak o niej opowiada. Mam nadzieję, że między nimi coś się jeszcze zdarzy w Holandii i że po powrocie do Polski nadal będą sobą zainteresowani. Czekam na więcej. Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Momenty w Holandii? No proszę Cię, znają się dwa dni ;) ostatnio za dużo Wam zdradzam w komentarzach. Muszę się za siebie wziąć (wg. posłanki Pawłowicz powinno być wziąść)! ;) Pozdrawiam

      Usuń
  9. On po przejściach ona po rozstaniu z kimś. Na razie pięknie, bo nie ma Pauliny ani Piotra? W następnej części może dowiemy się coś więcej o przeszłości Uli. Wesoła historia to może nie będzie. A co do córeczki Marka to myślę, że Marysia pokocha Ulę i nie będzie złą macochą.
    Pozdrawiam miło i dziękuję za niespodziankę.

    OdpowiedzUsuń
  10. No wreszcie dotarłam.Witaj Amicus (znowu). Mnie też wydaje się,że będą schody i to bardzo wysokie.Jestem ciekawa, czy Marek jeszcze kocha Paulinę,bo myślę ,że był (jest?) zakochany skoro chciał mieć z nią dziecko.Mała kompletnie nie rozumie,że matka odeszła od ojca i od niej.Myślę ,że w pojawienie się Uli w ich życiu w rozumieniu małej,może być powodem czy też przyczyną tego ,że mama nie wróci już nigdy.Marek bardzo kochający córkę,która jak sam twierdzi jest kobietą jego życia,potrzebuje kogo?, przyjaciółki do pogadania?, kobiety do łóżka?..Co do samej Uli,nie wydaje się być nieszczęśliwa , ale to pewnie jeszcze przed nią. Co więcej mam wrażenie ,że to właśnie Marek jej ten stan zafunduje.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witam, witam i o samopoczucie pytam ;)
      posiadanie jednej kobiety życia, nie wyklucza posiadania innej, zwłaszcza w tym przypadku, gdy ta pierwsza jest niepełnoletnia ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Amicus, znowu to zrobiłaś! No naprawdę, ale Ty jesteś .... Eh.
    PS. Ale podoba mi się bardzo.
    Pozdrawiam mimo wszystko ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znowu co zrobiłam? pozamieniałam - np. wiek Marysi, czy opublikowałam przed czasem? to jaka będzie kara?
      swoją drogą współpraca z Tobą ma duży minus - zostawiasz oszczędne komentarze ;) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Kara? Jeszcze nie wiem, ale na pewno adekwatna do czynów czyli bolesna ;).
      Z tym aspektem współpracy też mam problem!
      Pozdrawiam ;).

      Usuń
    3. już zaczynam się bać ;)

      Usuń
  12. Uwielbiam twoje ostatnie niespodzianki <3
    Eww.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak nie odrzuci corki to ma u niego szanse :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Amicus zaskoczyłaś mnie totalnie. Marek Dobrzański samotnym ojcem-no tego się nie spodziewałam. Czytając wrzuciłam go już do tego samego worka co Ulka, a tu taka niespodzianka. Ale cieszę sie, że Marek nie jest zaobrączkowany, ani zajęty przez jakąś narzeczoną czy coś. Jeżeli mają być razem to daję im swoje błogosławieństwo, niech im się wiedzie. Chociaż do pełni szczęścia do pewnie daleko.
    Pozdrawiam. Karolina.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pomyje na Paulinie zostały wylane, ja w myśl zasady, że "leżącego się nie kopie" swoich razów nie dołożę, choć to, co zrobiła jest nieludzkie. A Marek wyrasta tu na ideała...Ty to nas katujesz...tacy nie istnieją, człowiek pomarzy i ...rozczarowanie ;( Ten taki szarmancki, z wyczuciem, z szerokimi horyzontami, a większość facetów to takie niemęskie typki...
    A teraz posłodzę...strasznie mi się podoba to, jak piszesz...człowiek odlatuje i aż szkoda lądować :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak zaproponowałam Marka nie idealnego w 'lekcji pokory', to jakoś nikt na ten tytuł głosować nie chciał. Widać, że zdecydowanie wolicie tego wyidealizowanego. Miło mi! Dzięki! Pozdrawiam

      Usuń