B

środa, 2 września 2015

'Piotruś Pan' 2/2

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze pod poprzednią częścią! Nie odpowiadałam, bo musiałabym Wam zbyt wiele zdradzić. A wszystko wyjaśni się już za chwilę ;)

Na kolejny rozdział 'W chmurach' zapraszam w poniedziałek 07.09!  



Od kilku dni snuł się po firmie, jak cień. Czuł się okropnie, jakby stracił nieodwracalnie coś najważniejszego, coś bez czego nie można funkcjonować normalnie. Całe szczęście, że Ula od roku nie pracowała już w FD. Dzięki temu uniknął tłumaczeń i współczujących spojrzeń, bo zapewne jej odejście wiązałoby się z wymówieniem z pracy. Starał się udawać, że wszystko jest w porządku, ale najbliżsi współpracownicy i tak widzieli, że coś nie gra.

- Stary, nie uwierzysz – od progu rzekł lekko zrezygnowany Sebastian – Violka wymyśliła imiona dla naszego syna. Już pomijam fakt, że na ustalenie płci jest jeszcze za wcześnie, ale ona się upiera, że to będzie chłopiec – paplał nie zwracając uwagi na nastrój przyjaciela – Dała mi trzy imiona do wyboru. Jonasz, Bożydar i Wawrzyniec. Co jedno, to gorsze! – grzmiał – Ja z nią nie wytrzymam. Jakby nie mogła wybrać czegoś bardziej na czasie, nie wiem, jakiś Marcin, Łukasz albo chociaż Paweł. Bożydar Olszański, czy ty to w ogóle ogarniasz?

- Wcale – odparł, wciąż wpatrując się w okno

- Stary, co jest? Violka wspominała, że od dwóch dni jesteś jakiś nie do życia. Macie z Ulką ciche dni? – zaśmiał się

- Ula ode mnie odeszła – stwierdził wypranym z emocji głosem. Sebastian ryknął śmiechem

- Dobre! Ale dziś nie Prima Aprilis. Co, pewnie cię przyłapała, jak się oglądasz za jakimiś małolatami? Przejdą jej te dąsy – machnął ręką

- Czy ty nie rozumiesz po polsku? – huknął - Odeszła ode mnie! Spakowała się w walizkę i wyszła z naszego mieszkania – obrzucił przyjaciela wściekłym spojrzeniem

- Tylko mi nie mów, że bzyknąłeś jakąś modelkę! – Olszański nie krył oburzenia. Odkąd ożenił się z Violką, zachowywał się, jak na porządnego męża przystało. Skończył z klubem i romansami. Co więcej, skończył nawet z niegroźnym flirtem.

- Nigdy jej nie zdradziłem! – gdyby jego wzrok mógł zabijać, kadrowy już leżałby martwy – Chce dziecka i małżeństwa, a skoro ja nie mogę jej tego dać, to stwierdziła, że do siebie nie pasujemy.

- Ale przecież ją kochasz, to w czym problem? Byliście razem cztery lata, czas najwyższy to sformalizować.

- Boję się ślubu, ok? Nie chcę go. Po co na własne życzenie komplikować coś, co dobrze funkcjonuje? Przecież nasz związek był szczęśliwy bez tych wszystkich ‘w zdrowiu i w chorobie’ – wzruszył ramionami i nalał sobie szklankę wody

- Ale kobiety lubią mieć pewność. Zresztą, ja na przykład chciałem ślubu. I dobrze się czuję z obrączką na placu. Urosłem w swoich oczach – rozmarzył się nieco Sebastian, przypominając sobie moment swojego sakramentalnego ‘tak’.

- Nie każdy jest stworzony do małżeństwa – odparł wzruszając ramionami

- Ale przecież żyjesz z jedną kobietą, kochasz ją, jesteś jej wierny, to tak, jak w małżeństwie

- No i właśnie nie muszę przed jakimś klechą, który w ciągu miesiąca grzeszy więcej ode mnie, który niby żyje w celibacie, a tak naprawdę nie ma o nim zielonego pojęcia, mam składać deklaracje? Jak byśmy się mieli rozstać, jakbym miał ją zdradzić, to uwierz mi, nie miałoby dla mnie znaczenia, co i przed kim przysięgałem dwa czy dziesięć lat temu

- Nikt ci nie każe brać ślubu kościelnego. Sądzę, że twoje poglądy na kościół Ulka by szanowała i nie zmuszała cię do przysięgania przed ołtarzem. A taka de facto umowa prawna w wielu sytuacjach pomaga i niekiedy jest niezbędna. Bo w szpitalu nikogo nie będzie interesować, że Ulkę kochasz, tylko fakt, że prawnie jesteście dla siebie obcymi ludźmi. Mnie się wydaje, że tutaj nie jest problemem sam ślub, kościelny, czy cywilny, ale to, że ty się po prostu ślubu boisz

- Może tak. Sam już nie wiem. Od kilku dni mam mętlik w głowie- przeczesał dłonią włosy

- Kiedyś wreszcie trzeba się na coś zdecydować – poklepał kumpla po plecach i ruszył do wyjścia – Trzymaj się



Nie widzieli się od trzech tygodni. Miał wrażenie, że jeśli nie usłyszy zaraz jej głosu, to zwariuje. Na ekranie smartfona wystukał dziewięć cyfr i czekał na połączenie. W duchu modlił się, żeby odebrała. Po czwartym sygnale usłyszał, jak wypowiada jego imię

- Cześć – urwał na chwilę czując, jak zasycha mu w gardle – Dzwonię, bo…. Ula, proszę cię, spotkajmy się

- Daj spokój, wiesz, że to nie ma sensu – westchnęła

- Błagam. Jesteś w Rysiowie? Mogę przyjechać?

- Nie, nie ma mnie w Rysiowie i bardzo cię proszę nie denerwuj mojego ojca i nie rób zamieszania. Oboje dobrze wiemy, że rozdrapywanie ran nie ma sensu.

- Chyba po czterech latach jesteśmy sobie winni krótką rozmowę – rzekł ostrzej niż zamierzał. Dłuższą chwilę milczała

- Dobrze, niech ci będzie. Za pół godziny przy wejściu do parku od Niegodzińskiej

- Dzięki

Czekał na nią z dużym bukietem czerwonych róż. Chciał ją pocałować na powitanie, ale odsunęła się. Przyjęła za to kwiaty. Nie przypominała tej Uli, którą widział każdego dnia, przez ostatnie lata. Była przygaszona, ze smutnym wzrokiem

- Gdzie mieszkasz?

- Zatrzymałam się na kilka dni u Alicji, ale to nie potrwa długo. Wczoraj znalazłam fajną kawalerkę – starała się na niego nie patrzeć, by nie potęgować swojego bólu - W przyszłym tygodniu podpisuję umowę

- Jesteś szczęśliwa? – zapytał, gdy pokonywali kolejne metry parkowej alejki

- Chyba niepotrzebnie tu przyszłam – pokręciła głową i miała ochotę odwrócić się na pięcie i uciec. Przewidująco złapał ją za rękę i mocno splótł ich palce

- Odeszłaś ode mnie, żeby być szczęśliwa, a wyglądasz podobnie, jak ja - stwierdził - Ja nie potrafię bez ciebie funkcjonować. Wszystko straciło sens. Dobrze wiesz, że jesteśmy sobie przeznaczeni – nie dał jej dojść  do słowa, kontynuując swój monolog – Ja wiem, że odeszłaś przeze mnie, przez to, że jestem niedojrzały. Masz rację. Jestem niedojrzały i jestem egoistą, ale kocham cię naprawdę. I naprawdę chcę z tobą być. To prawda, że nie chcę ślubu. Ale nie dlatego, że nie kocham cię wystarczająco mocno, albo nie chcę być z tobą na zawsze. Po prostu nie rozumiem instytucji małżeństwa i się go boję. Ale jeśli dla ciebie jest on bardzo ważny, to jestem skłonny go wziąć. Chcę to zrobić, bo cię  kocham i chcę, żebyś była szczęśliwa.

- Nie ma sensu szczęście jednej osoby, kosztem drugiej – rzekła ze łzami w oczach. Tak bardzo chciała mu powiedzieć, że się zgadza, że mogą pobrać się choćby jutro. Ale nie mogła…

- To mam inną propozycję. Ja sobie to wszystko bardzo dobrze przemyślałem, przez ostatnie dni…. – chrząknął - Sama mnie nauczyłaś, że związek to sztuka kompromisów. I ja taki kompromis chcę ci zaproponować. Zaręczyny bez ślubu. Nie twierdzę, że tak będzie zawsze, ale w najbliższych latach chyba nie będę jeszcze gotowy na ślub. Może kiedyś. Teraz jednak proponuję zamianę statusu dziewczyny, na narzeczoną. I chcę mieć dziecko. Jeśli nie chcesz już czekać, możemy od zaraz przestać się zabezpieczać – spojrzała na niego zaskoczona – Doszedłem do wniosku, że chciałbym kiedyś usłyszeć słowo ‘tato’ i wiem, że tylko ty możesz być matką moich dzieci. Jestem gotowy, by wziąć na siebie odpowiedzialność za ciebie i dziecko. A przecież czasy się zmieniają. Coraz więcej dzieci pochodzi z nieformalnych związków. Nasz syn, czy córka – słysząc te słowa uroniła kilka łez – nie będą wyjątkiem – wpatrywała się w jego oczy, jakby szukając w nich potwierdzenia słów, które przed chwilą padły. Chciała mieć pewność, że on w stu procentach wie, co jej proponuje – Proszę cię, powiedz coś – rzekł błagalnym tonem 
- Bardzo za tobą tęskniłam – rzuciła mu się na szyję i dała upust emocjom. Płakała w jego ramionach, tuląc się do niego ufnie. Był zdezorientowany. Nie wiedział, czy to zły szczęścia, czy rozpaczy, przed kolejnym pożegnaniem – Naprawdę chcesz dziecka? - w jej głosie mieszała się nadzieja z niedowierzaniem i niepewnością 
- Tak - uśmiechnął się do niej uroczo - Tylko w jakiejś rozsądnej liczbie. Jedno, nooo maksymalnie dwoje. I obiecuję się angażować w te wszystkie kupki, zupki i kolki. Tylko musisz mi obiecać jedno, że wybierzemy jakieś imię na czasie. Nie żadne Stefanie, Honoraty i Bożydary - nie przypuszczał, żeby jego ukochana miała podobne pomysły do Violki, ale wolał się zabezpieczyć. Roześmiała się szczęśliwa.  
- Kocham cię. Tak bardzo cię kocham. I chyba nie potrafiłabym mieć dziecka z kimś innym – uśmiechnął się szczęśliwy.

- Wrócisz ze mną do domu? – potakująco kiwnęła głową. Łapczywie wpił się w jej wargi.

15 komentarzy:

  1. Witaj Amicus.Cieszę się z takiego zakończenia.Niby nie jest idealnie,ale jest dobrze.Czasem tak jest,że trzeba zrobić krok do tyłu, żeby zrobić dwa kroki do przodu.Pozdrawiam. Czy w piątek też przewidujesz jakiś pokarm dla naszych wyobrażni?..Mam nadzieję, że tak.

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, już doczytałam. Następna część chmurek w poniedziałek, trudno.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna część . Wzruszająca i pełna obaw i wątpliwości. Jednak miłość zwyciężyła. Marek dzięki odejściu Uli miał wiele do przemyślenia. Naszły go refleksje i doszedł do wniosku ,że chce mieć z nią dziecko i zostać narzeczonym. Nie zawsze ślub jest potrzebny do szczęścia. Pozdrawiam i zapraszam na ,, cudzą narzeczoną'' .

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie to rozegrałaś. Wprost cudownie. Kompromis jest i wrócili do siebie. To najważniejsze
    Pozdrawiam Andziok

    OdpowiedzUsuń
  5. Markowi wstrząs dobrze zrobił, trochę zrozumiał, wysilił szare komórki i stwierdził, że pora dorosnąć. Lepiej późno niż wcale. Wystarczyło pogadać wcześniej a nie najpierw zmieniać temat, unikać rozmowy, a potem zabrać walizkę. Ale w sumie może taka rozłąka była im obojgu potrzebna. Wyszło im to na dobre, dobrze się skończyło to najważniejsze. A że zmarnowali kilka tygodni wspólnego życia to inna inszość. Dzięki za miły poranek. Proszę częściej i gęściej :D. Pozdrawiam, KaEm.

    OdpowiedzUsuń
  6. I bardzo dobrze , czasami taki zimny prysznic jest potrzebny, aby przewartościować swoje życie, pozdrawiam B.

    OdpowiedzUsuń
  7. Metoda małych kroczków sprawdza się wszędzie:) A ponad to wstrząs, choćby bardzo bolesny, potrzebny jest czasami, aby pójść dalej. Marek się boi małżeństwa, przynajmniej się przyznał do tego przed sobą-nie udaje maczo... Myślę, że za dojrzeje i do małżeństwa i ich dzieci nie będą się wychowywały w nieformalnym związku - dla dzieci jest często dziwne dlaczego mama i tata nazywają się inaczej. Owszem można tłumaczyć, ale jest to zdecydowanie bardzo zagmatwane i zaśniedziałe. Jeśli ktoś nie wierzy, to hipokryzją byłoby branie ślubu kościelnego, ale cywilny ...to tak jak Sebastian mówi, nawet z punktu widzenia prawnego.

    Acha... i okrutnie czekam na piątek

    OdpowiedzUsuń
  8. Najlepsze zdanie: "I obiecuję się angażować w te wszystkie kupki, zupki i kolki" - rozbroiło mnie. :) Bardzo się cieszę, że doszli do kompromisu i Marek sie zdecydował :). Bardzo fajna mini. Pozdrawiam i czekam na kolejna czesc " w chmurach".. :) M.M.

    OdpowiedzUsuń
  9. O wiele więcej niż poprzednio nie rozumiem i chociaż mam pewne wątpliwości to - cieszę się, że się dobrze skończyło i znowu są razem. Dziury w całym szukać nie będę, bo nie ma sensu. Ważne, że jest happy end. Miało być dłużej i więcej, ale nie będzie, wybacz Amicus ;). Mam bardzo skrajne wrażenia i przemyślenia. Nie wiem, jak powinnam Ulkę i Marka ocenić i co myśleć. Fajnie, że rozstrzygnęłaś to na plus i ich oświeciłaś. Rozmowa, wstrząs, szok, tęsknota cokolwiek zadecydowało, że dojrzeli i zrozumieli ważne, że tak się stało. Widocznie obojgu postawienie sprawy na ostrzu noża, przysłowiowy wóz albo przewóz, był potrzebny. Aby zrozumieć, że szczęśliwi osobno być nie potrafią i że "jak dzieci to tylko z Dobrzańskim". A dziecko jest zdecydowanie trwalszym scementowaniem związku niż papier. To pierwszy krok do wzięcia odpowiedzialności nie tylko za siebie i drugą dorosłą osobę, ale przede wszystkim za małego człowieka, który bez dorosłych nie ma żadnych szans. Chociaż nie da się ukryć, że taki papier mnóstwo rzeczy ułatwia to i bez niego można być szczęśliwym. Czekam na chmury, wznosząc się na wyżyny cierpliwości. Pozdrawiam ;).

    OdpowiedzUsuń
  10. A jednak się udało. Dobrze, że się ogarnęli i zrozumieli. Markowi trochę czasu zajęło zrozumienie o co chodzi i zgodzenie się na ustępstwa, chociaż jakieś wielkich wyrzeczeń się nie podjął. Ulka jak zazwyczaj bywa była tą stroną aktywniejszą, jej bardziej zależało. Czasami mam wrażenie, że to ona w tym związku jest facetem. W rzeczywistości też coraz częściej się tak zdarza. Ważne, że się dobrze kończy. Czekam na chmury. Szkoda, że aż tyle trzeba. Wiem, wiem co za dużo, to niezdrowo. Ania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobre zakończenie to coś co lubię.Mam nadzieję że Mareczek dotrzymał słowa.Miniaturka była świetna.Czekam na "W chmurach"
    Pozdrawiam GOZDI ^.^

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna miniaturka! Niejednoznaczna, dzięki czemu człowiek od samego początku nie trzyma strony któregoś z bohaterów. I zaskakujący finał. Dobrze, że szczęśliwy. Pozdrawiam. Sara

    OdpowiedzUsuń
  13. będzie dziś nowa część?

    OdpowiedzUsuń
  14. Też czekam i sprawdzam, ale spokojnie poniedziałek potrwa jeszcze 4 godziny :D. Aczkolwiek mam pewne obawy. KaEm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dajcie spokój. Napisała, że dzisiaj, to dzisiaj! cierpliwości!

      Usuń