B

poniedziałek, 7 grudnia 2015

'Teatrzyk' XII

Wybaczcie mi to tygodniowe opóźnienie! 


Od dwóch dni poszukiwała w Internecie czegoś pobudzającego wyobraźnię, ale niezbyt wyzywającego. Przez moment chciała nawet poprosić o pomoc Kaśkę, ale stwierdziła, że nie ma ochoty wysłuchiwać jej komentarzy. W środę przed zajęciami postanowiła podjechać do sklepu z bielizną w centrum handlowym. Poszukiwania w sieci nic nie dały. Wciąż nie wiedziała czego chce, więc postanowiła zdać się na porady fachowca. Wyszła z butiku z niewielką, papierową torebką, skrywającą w swym wnętrzu komplet koronkowej bielizny w kolorze grafitowym. Zachodziła w głowę, jak za takie dwa skrawki materiału, które więcej odsłaniały, niż zakrywały, można zapłacić trzysta dwadzieścia złotych. Do tej pory swoją bieliznę kupowała na halach wielkich marketów, nie wydając na nią więcej niż kilkadziesiąt złotych. ‘Oby chociaż podobała się Markowi.’ Wiedziała, że zbliżenia nie może wiecznie odciągać. Nie mogła i nie chciała. Coraz bardziej go pragnęła. Chciała wreszcie poczuć, jak to jest być z mężczyzną. I wiedziała, że Marek jest odpowiednim kandydatem. Zawsze sobie powtarzała, że jak seks, to tylko z miłości. Kochała Dobrzańskiego i wiedziała, że on kocha ją. Gdyby tak nie było, już dawno próbowałby zaciągnąć ją do łóżka, a jeśli by mu się nie udało, szybko znalazłby za nią zastępstwo. Ich wyjazd do Berlina miał być tym przełomowym momentem w ich relacjach.

W czwartkowe popołudnie podjechał po nią na uczelnię. Jej walizkę zabrał od Kaśki wracając z pracy. Wreszcie ją dostrzegł, gdy wychodziła z nowoczesnego gmachu w towarzystwie wysokiego blondyna. Rozmawiali jeszcze chwilę, po czym mężczyzna nachylił się, całując policzek swojej towarzyszki i gładząc dłonią jej plecy. Mocniej zacisnął ręce na kierownicy. ‘Co to za pajac?’ Zgrabnie wskoczyła do wnętrza jego auta i szybko musnęła jego usta.
- Cześć kochanie. Nie mogę się doczekać tego wyjazdu. Zabrałeś moją walizkę? – pospiesznie zapięła pas i spojrzała na niego. Siedział z zaciętym wyrazem twarzy i kompletnie ignorując jej pytanie odezwał się wreszcie
- Kto to był? – wlepił w nią wyczekujące spojrzenie
- Ale kto? – nie bardzo wiedziała, o co mu chodzi.
- Ten fircyk, z którym wyszłaś
- Aaaaa – machnęła ręką – Darek, kolega z grupy – wyjaśniła
- Wszyscy twoi koledzy żegnają się z tobą tak wylewnie? – mocniej zacisnął szczęki. Na jej twarz wypłynął delikatny uśmiech
- Jesteś zazdrosny? – to było bardziej stwierdzenie, niż pytanie. Przez dłuższą chwilę milczał, by ostatecznie przyznać jej rację
- Jestem. Jestem cholernie o ciebie zazdrosny. Jesteś cudowną, piękną i inteligentną dziewczyną, koło której kręcą się młode chłopaki. Mam prawo być zazdrosny i czuć zagrożenie.
- Jestem bardzo stała w uczuciach – rzekła patrząc mu prosto w oczy i delikatnie gładząc jego kark – Jedźmy już, bo spóźnimy się na lotnisko

- Zarezerwowałem nam hotel w samym centrum Berlina – tłumaczył, gdy znaleźli się już w taksówce – Jak dobrze pójdzie, to z okna powinniśmy widzieć Bramę Brandenburską. Jutro po spotkaniu zabiorę cię na spacer. Zobaczymy katedrę, Bundestag, Pomnik Ofiar Holocaustu, który ponoć jest jedyny w swoim rodzaju przez niezliczoną ilość labiryntów między betonowymi blokami. Mam nadzieję, że pływają jeszcze statki po Sprewie. Czytałem, że podczas kilkudziesięciominutowego rejsu można zobaczyć najważniejsze punkty miasta. Dziś jest już późno – krytycznie spojrzał na zegarek, który wskazywał dwudziestą drugą – więc zjemy w hotelu, ale jutro zabieram cię na currywurst.
- Widzę, że zaplanowałeś sobie ten wyjazd w najdrobniejszych szczegółach – pogładziła jego dłoń
- Chcę, żebyśmy wykorzystali te kilka dni do maksimum i żebyś była zadowolona – posłał jej uroczy uśmiech
 - Sądzę, że ty będziesz zadowolony bardziej – szepnęła. Już miał dopytać, co miała na myśli, ale taksówka zatrzymała się przed wejściem do hotelu. Podał kierowcy dwa banknoty i pomógł wysiąść swojej towarzyszce, odbierając od Niemca walizki.
- Ha! Miałem rację, że będziemy stąd widzieć Bramę Brandenburską – cieszył się, jak dziecko – Jeśli chcesz, to biegnij się odświeżyć. Za kwadrans idziemy na kolację. Umieram z głodu
Zasyceni treściwą kolacją wracali na górę wesoło gawędząc o mało wdzięcznym i dźwięcznym języku niemieckim. Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, Dobrzański rzucił się na łóżko podkładając sobie ręce pod głowę
- Miałem dziś paskudny dzień. Najpierw Pshemko do południa doprowadzał mnie do szewskiej pasji tym, że nasza firma nie dysponuje odpowiednim kolorem wieszaków dla jego kreacji – westchnął –Później nasz księgowy zawracał mi głowę jakimiś bzdurnymi fakturami za papier do ksero, który ponoć był o całe złoty osiemdziesiąt droższy od poprzedniego zamówienia. Zwariować można w tej firmie. Mam nadzieję, że ci Niemcy nie będą podobnymi dziwakami, bo mnie chyba szlag trafi. Boże, jaki jestem zmęczony – przetarł oczy i twarz chcąc się nieco rozbudzić – Idź pierwsza pod prysznic
- Hmmm, miałam nadzieję, że pójdziemy razem – mruknęła cicho - a potem… A zresztą nie ważne – Dobrzański jak na komendę zerwał się do pozycji siedzącej - Skoro jesteś zmęczony, to faktycznie powinieneś odpocząć przed jutrzejszym spotkaniem – udawała, że intensywnie czegoś szuka w walizce
- Nie, nie, nie. Co potem? Zaczęłaś, to bardzo ciebie proszę skończ – wolnym krokiem ruszył w jej kierunku. Miał wrażenie, że właśnie spełnia się jedno z jego marzeń
- Miałam nadzieję, że po wspólnym prysznicu będziemy się kochać – lekko zagryzła wargę – Ale skoro musisz odpocząć – wzruszyła ramionami – To trudno. Co się odwlecze… - przyciągnął ją do siebie, zachłannie wpijając się w usta
- Nie mam zamiaru czekać nawet sekundy dłużej – powoli zaczął ściągać z niej bluzkę – Czekałem prawie trzy miesiące. To wystarczająco długo
- Ale przecież  byłeś zmęczony – drażniła się z nim, delikatnie gładząc jego tors, okryty cienkim materiałem koszuli
- W sekundę mnie rozbudziłaś – posłał jej cwaniacki uśmiech – A w zasadzie pobudziłaś – krótko musnął jej usta, biorąc na ręce i kierując się w stronę łazienki. Kolejne elementy ich garderoby lądowały na błękitnych kaflach podłogi. Całował ją zachłannie, badając dłońmi kolejne centymetry jej odsłoniętego ciała. Wreszcie stała przed nim naga, lekko zawstydzona, z zaróżowionymi policzkami. Ściągnął bokserki i pociągnął ją  w stronę kabiny.  Po ich nagich ciałach zaczęła spływać ciepła woda.
- Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem – rzekł szczerze. Niejedna modelka mogłaby jej zazdrościć figury, piersi i kształtnych pośladków. Do tej pory te cuda oglądał jedynie w opakowaniu bawełnianej piżamki. Teraz mógł je gładzić, całować i pieścić. Rozprowadzał po jej skórze waniliowy żel pod prysznic, przy okazji ucząc się jej kształtów. Naśladowała jego ruchy. Raz po raz sięgał do jej ust, miażdżąc jej wargi zachłannymi pocałunkami. Wreszcie spłukał z nich pianę i puchatym ręcznikiem zaczął ususzać ich ciała. Wciąż lekko zakłopotana obserwowała, jak dosłownie pożerał ją wzrokiem. Był bardzo czuły i delikatny. Znów wziął ją na ręce, niosąc w stronę łóżka. Położył ją delikatnie i obrzucił jej ciało zachwyconym spojrzeniem. Wreszcie się doczekał. Jego cierpliwość już za chwilę miała zostać wynagrodzona. Wrócił jeszcze na moment do łazienki, by wrócić z białym ręcznikiem, który podłożył jej pod pośladki. Napotykając jej pytające spojrzenie szybko wyjaśnił
- To na wszelki wypadek – omiótł gorącym oddechem jej usta i nos – Obsługa hotelowa nie musi wiedzieć, że miałem zaszczyt być tym pierwszym. To będzie nasza tajemnica – obcałowywał całe jej ciało, rozpalając ich powoli. Nie zamierzał się spieszyć. Chciał celebrować tę chwilę. Gdy dotarł ustami do jej kobiecości, gwałtownie wciągnęła powietrze, zaciskając dłonie na białym prześcieradle. Zaczęła cicho pojękiwać, a te odgłosy tylko zachęcały go do dalszych pieszczot. Gdy uznał, że oboje są gotowi odsunął się na moment, intensywnie szukając portfela, w którym zawsze nosił prezerwatywę.
- Nie potrzeba. Biorę tabletki – obrzucił ją zaskoczonym spojrzeniem – Reguluję gospodarkę hormonalną – wyjaśniła szybko, by jednocześnie go uspokoić. Posłał jej szeroki uśmiech i znów wrócił do pieszczot jej warg. Językiem badał każdy zakamarek jej ust. Wreszcie poczuła jego twardą męskość między nogami. Już miał się w niej zanurzyć, gdy odepchnęła go lekko
- Poczekaj
- Co się dzieje? – zmarszczył brwi, klnąc w myślach. ‘Jeśli teraz każe mi się wycofać, to chyba strzelę sobie w łeb’
- Boję się – szepnęła
- Czego? – pogłaskał ją kciukiem po policzku
- Że nie sprostam twoim oczekiwaniom – szepnęła. Unikała jego przenikliwego wzroku - Masz pewnie duże doświadczenie, a ja… - chrząknęła zmieszana
- Nie myśl teraz o tym… Nie rób nic na siłę. Jeśli nie jesteś jeszcze gotowa… - rzekł wbrew sobie.
- Jestem. Chcę się z tobą kochać – rzekła pewnie
- Ja też mam tremę – delikatnie uśmiechnął się pod nosem, czym nieco rozładował atmosferę - Nigdy nie byłem z dziewicą, a to duża odpowiedzialność być dla kogoś tym pierwszym. Od tego, co ci teraz dam zależy jaki zbudujesz sobie obraz zbliżenia z mężczyzną. Chciałbym, żeby to był piękny obraz i żebyś ty była szczęśliwa – tymi słowami rozwiał wszelkie jej wątpliwości. Przyciągnęła go bliżej siebie, jednocześnie rozkładając szerzej nogi. Zdecydowanym ruchem wszedł w nią. Zacisnęła usta i powieki, a jej twarz wykrzywiła się w grymasie. Zamarł na kilka chwil, by mogła się do  niego przyzwyczaić.
- To zaraz minie – szepnął uspokajającym głosem i próbując odciągnąć jej uwagę od chwilowego dyskomfortu znów powrócił do całowania jej warg. Po kilku chwilach dała mu znak, że jest gotowa na dalszą podróż ku krainie spełnienia. Zaczął się wolno poruszać. Może był nawet zbyt ostrożny, ale chciał, żeby od teraz czuła tylko rozkosz, a nie ból. Powoli doprowadził ich oboje do szczęśliwego finału. Ciężko dyszała w jego ramionach.
- Od teraz będzie już tylko lepiej i przyjemniej. Obiecuję – szepnął, przytulając ją do siebie. Zasnęła w jego ramionach spełniona i szczęśliwa.

22 komentarze:

  1. Cieszę się, że jest nowy rozdział! Wchodziłam tu po kilka(naście)razy dziennie i sprawdzałam czy jest ;) To kiedy można się spodziewać kolejnej części?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety nie miałam możliwości wrzucić rozdziału wcześniej. Tym razem nie będziecie musieli czekać aż tak długo. Kolejny rozdział w piątek lub sobotę. Pozdrawiam

      Usuń
  2. O matulu! Wiesz,że czekałam niecierpliwie. Wiesz, że się cieszę, że jesteś. Wiesz, że Cię uwielbiam, ale czy wiesz, że wspięłam się na Mount Everest cierpliwości siedmiokrotnie!? Właziłam, schodziłam i od nowa. Śmiało możesz mi mówić Yeti. Ale warto było! Cudowne, rewelacyjne, świetne. Były iskry, są emocje, jest pożar. Z łatwością można się poparzyć. Jestem w pełni usatysfakcjonowana i wybaczam ten poślizg. Rozpływam się. Niezapomniany dla obojga weekend, działo się i będzie się dziać, bo to dopiero początek. Zacieram rączki na dalej, mając nadzieję, że nie muszę znowu się wspinać i czekać 13 dni! Plisss. Pozdrawiam i dziękuję. KaEm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czy to nie były przypadkiem wspinaczki wysokościowe w czeskiej wersji językowej? Wybacz to znęcanie się nad Tobą, ale wiesz, że nie dałam rady wcześniej. Będę mieć wreszcie wolny weekend, więc dwa kolejne rozdziały z pewnością ukażą się planowo - piątek/sobota i poniedziałek. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Eee dlaczego w czeskiej wersji? Chyba nie rozumiem dowcipu :|. Znęcanie wybaczam przecież wiesz, że mam dobre serce :D, ale do czasu. Pozdrawiam bardzo! KaEm.

      Usuń
  3. Witaj Amicus. Cieszę się, że jesteś, bardzo tu było pusto. A rozdział świetny i teraz to już bardzo poważna relacja. Fajne jest to, że zbudowali ten związek na uczuciu i miłości, a nie łóżku. Seks nie był najważniejszy, a tylko świadomym, przyjemnym dodatkiem. Są bardzo fajną parą, mimo że początek znajomości był dziwny. Bardzo lubię to opowiadanie. Pozdrawiam. Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też się cieszę, że wreszcie mam sekundę oddechu i mogę wrócić do bloga. Początek znajomości był nieoczywisty i być może w tym tkwi ich urok. :) Pozdrawiam

      Usuń
  4. Nareszcie się doczekałam :) Trochę nas przeciągnęłaś :) Mam nadzieję, że na następną część nie będziemy musieli aż tak długo czekać :D Rozdział cudowny... a może to Marek jest cudowny? :) Rozmarzyłam się...
    Pozdrawiam, UiM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wybaczcie, ale połączenie pracy i przeziębienia totalnie mnie wyeliminowało na pewien czas. Już zapowiadałam wyżej, że kolejne dwa rozdziały planowo. Znów Marek jest cudowny... zaczyna się robić nudno ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Wybaczam! Wynagrodziłaś to opóźnienie piękną częścią. Rozpływam się kiedy to czytam.Brawo dla Uli. Odważyła się, szczerze mówiła o swoich uczuciach. Brawo dla Marka. Pokazał,że jest mężczyzną czułym, troskliwym, który dba o swoją kobietę.
    Pozdrawiam cieplutko, Andziok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bhawo oni! :D na dobry rozdział trafiło, który Wam wynagrodził to opóźnienie ;) Pozdrawiam

      Usuń
  6. Wszystko pięknie oby było tak dalej.Widać, że warto było czekać trzy miesiące,aby lepiej się poznać i lepiej to przeżyli.Tylko ta prezerwatywa w portfelu nie podoba mi się, bo albo był przygotowany na Ulę albo taki wierny nie jest.chyba, że tam ma ,że zawsze ma. :)
    Pozdrawiam miło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem tak - załóżmy, że zawsze tam ma. Wierny jest zdecydowanie, bo znów przez przypadek wyszedł mi ideał ;) A co do przygotowania na Ulkę.... to z drugiej strony było do przewidzenia, że kiedyś to nastąpi, więc może był przygotowany i czekał tylko na jej 'tak'.
      pozdrawiam

      Usuń
  7. Koniec czekania:), piękny rozdział, widać jak Marek się mienił dla Uli dzięki Uli, to ona jest najważniejsza i oby tak dalej. Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic się w tej kwestii już nie zmieni, bo powoli zmierzamy do końca. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Zawsze jak czytam takie opowiadania to uśmiech nie schodzi mi z twarzy i jestem szczęśliwa. Szczerze zawsze tak miałam :D Część pięknie opisałaś. Przełom w związku Uli i Marka. Ciekawe co będzie dalej? Może zaręczyny? Aa, najpierw wspólne mieszkanie. Czy jak tam wolisz. Mam nadzieje, że wszystko dobrze się ułoży i nie będzie żadnych komplikacji.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdecydowanie jestem zwolenniczką wspólnego mieszkania przed zaręczynami ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Uroczyście wybaczam! Naczekałyśmy się na ten rozdział prawie tyle, co Marek na Ulkę - ale podobnie jak w przypadku Marka - warto było. Nam i Markowi czekanie zostało wynagrodzone :). Niesamowicie ważna i piękna część. Jasnym było, że kiedyś do pierwszego razu dojdzie, że w końcu Marek się doczeka, a Ulka zrezygnuje z bawełenki, że przytulanie to za mało, ale mimo wszystko to było bardzo zaskakujące. Delikatne, smaczne, wysublimowane. Może dlatego, że znowu stworzyłaś porządnego Marka i mądrą Ulę? Ulka wreszcie dojrzała do tej decyzji, stopniowo przekonując się, że Markowi może zaufać, była w pełni gotowa na kolejny krok, na wprowadzenie ich związku na nowy etap. I na pewno nie będzie żałować, że zrezygnowała z drutu, flaneli i bawełny - ma fajnego, porządnego mężczyznę, którego sama sobie wychowała, który przy niej dojrzał. Bardzo mądrze zainwestowała ciężko zarobione pieniądze podczas podróży do Włoch. Kolejny argument za tym, że Marek dokonał najlepszej inwestycji w życiu proponując jej włoską przygodę. On na pewno nie żałuję tych wydanych złotówek :). Jego cierpliwość, wyrozumiałość i delikatność została nagrodzona i pewnie proponując niemiecki wyjazd nawet nie podejrzewał, że spotka go taki zaszczyt. A jednak marzenia się spełniają. A Berlin od teraz będzie im się tylko dobrze i namiętnie kojarzyć. Bo jedno jest pewne ten wyjazd dla obojga był niezwykle ważny, przełomowy i niezapomniany. Marek miał co prawda inne plany, ale zapewne narzekać nie będzie. Swoją drogą bardzo szybko się regeneruje, a taki biedak był zmęczony :). Dodatkowo wspomnę, że zazdrosny jest rewelacyjny. Uwielbiam go takiego, zagubiony, zazdrosny jest taki słodki! Co prawda Fircyk nie stanowi dla niego żadnej konkurencji, ale dzięki niemu Marek poznaje nowe uczucia - nieplanowana, szczerość zazdrość to też dla niego nowość. Tyle tylko, że na razie nie ma powodów. Prawo może i ma, ale powodów nie. Zagrożony też nie musi się czuć, czemu Ulka w Berlinie dała najlepszy dowód. Ale odrobina zdrowej zazdrości jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Pozdrawiam serdecznie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kamień z serca! mam nadzieję, że wybaczysz mi również to drugie milczenie ;) obiecuję niebawem poprawę!
      No bez przesady! Czekałyście powiedzmy dwa tygodnie, Marek czekał trzy miesiące! To jednak jest różnica!
      Bardzo Cię proszę nie zapominaj o różowych słoniach! Czy byłby drut bez słoni!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Ale facet...można się rozpływać nad jego zaletami, taki szarmancki, męski i delikatny. Cóż Amicus...warto było czekać...na rozdział i na ten pierwszy raz... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mówisz zupełnie, jak Kaśka. W tekście było, że gdy pierwszy raz zobaczyła Dobrzańskiego padło 'ja pieprze, ale facet!'. ;) Oczekiwanie wzmaga apetyt
      Pozdrawiam

      Usuń