Kolejny rozdział w niedzielę
Siedział w swoim gabinecie,
wpatrzony w szybę wychodzącą na ciemną o tej porze ulicę Lwowską.
Coraz częściej wracasz do przeszłości, do tego co było. Starzejesz się
Dobrzański. Dobijasz pięćdziesiątki i zebrało ci się na rachunki, podsumowania.
Zaczynasz się zachowywać jak staruszek na łożu śmierci, który robi rachunek
sumienia. Ale czy nie powinieneś tego rachunku zrobić już dawno. Zacznijmy od
tego, czy jesteś szczęśliwy… Czy jesteś naprawdę szczęśliwy? Kiedyś odpowiedź
na to pytanie była łatwa. W młodości wszystko wydawało się jasne i proste.
Białe to białe, czarne to czarne. Później poznałeś odcienie szarości. Bo
przecież doskonale wiesz, że nie o takie szczęści ci chodziło. Znów się
oszukałeś, znów liczyłeś na coś innego. Ale w życiu nie zawsze dostajemy to, co
chcemy. Teraz możesz się zacząć zastanawiać nad ludźmi, których skrzywdziłeś.
Oooo, tych jest zdecydowanie wiele. Raniłeś od lat młodzieńczych.
Skrzywdziłeś swojego przyjaciela, który nakrył cię w łóżku ze swoją dziewczyną,
krzywdziłeś później te wszystkie zapatrzone w ciebie kobiety. Brałeś, ale nie
potrafiłeś dawać. Bo doskonale wiesz, że nie chodziło w tym wszystkim o
zasypywanie tych panienek drogimi prezentami, ale o uczucia. One wszystkie
pragnęły tylko jednego, żebyś je kochał. Ale ty nie potrafiłeś kochać. Nigdy
nie poznałeś smaku miłości. Nawet twoja narzeczona nie potrafiła w tobie
wzbudzić cieplejszych uczuć. Ją też krzywdziłeś przez lata, zdradzając ją
dziesiątki razy. Ona też nie była idealna. Ale może wszystko potoczyłoby się
inaczej, gdybyś ty był inny. Może i ona byłaby łagodniejsza. Nie pragnęła
wiele. Chciała tylko, żebyś ją kochał i był jej wierny. Nie potrafiłeś. Aż
wreszcie stanęła na twojej drodze ta, która potrafiła poruszyć struny twojego
serca, która zaczęła na nich grać jak najlepszy wirtuoz świata. Nie była
piękna, zjawiskowa. Nawet nie była ładna. A jednak zwróciłeś na nią uwagę
dzięki jej charakterowi. Rozkochała cię swoją dobrocią, łagodnością, oddaniem.
A później z brzydkiego kaczątka zrobił się łabędź. Rozkwitła, wypiękniała. Ją
też skrzywdziłeś. Przez długie miesiące ją oszukiwałeś, mamiłeś, składałeś
obietnice bez pokrycia. I mimo tego, że kochałeś, że chciałeś dać jej to
wszystko, co jej obiecywałeś, to wiedziałeś, że nigdy nie dasz jej siebie. Ty
od dawna byłeś przyrzeczony innej. I choć chciałeś, nie potrafiłeś się z tego
wyplątać. Byłeś tchórzem. Bałeś się reakcji narzeczonej, otoczenia, rodziców. Bałeś
się, że przyjaciel cię wyśmieje. I w jednej chwili wszystko się wydało. W
niefortunnych okolicznościach dowiedziała się o intrydze. I gdy zrozumiałeś, że
właśnie ją tracisz, przestałeś się bać. Nic się nie liczyło, oprócz niej.
Bardzo długo starałeś się odzyskać jej zaufanie. Bardzo długo starałeś się jej
uświadomić, że to już nie jest gra, że ty ją naprawdę kochasz. Musiałeś pokonać
wiele przeciwności. Otoczenie wam nie sprzyjało. Była twoja była, która wciąż
liczyła na twój powrót i był Piotr. Ale wreszcie się udało. Odzyskałeś swoją
miłość. Miałeś wrażenie, że unosisz się kilka centymetrów nad ziemią, a ptaki
śpiewają tylko dla was. Nie chciałeś tracić już ani chwili. Chciałeś z nią
mieszkać, ożenić się, stworzyć rodzinę. Miałeś prawie trzydzieści lat i byłeś
gotowy stać cię odpowiedzialnym mężem i ojcem. Miałeś dość zabaw i hulanek.
Chciałeś stabilizacji i ciepłego domu. Razem z Ulą taki stworzyliście. A gdy
dowiedziałeś się, że jest w ciąży oszalałeś ze szczęścia. Marzyłeś o małej
księżniczce, którą będziesz mógł rozpieszczać. I po dziewięciu miesiącach
przyszła na świat Zosia.
Jego rozmyślania przerwała
dzwoniąca komórka.
- Tak kochanie?..... Tak, tak już
skończyłem. Właśnie wychodzę. Będę za pół godziny – westchnął i się rozłączył. Rzeczywistość wzywa!
Gdy wszedł do salonu zobaczył elegancko
nakryty stół. Po chwili pojawiła się jego żona, niosąc półmisek z pieczoną
kaczką
- Przygotowałam kolację – posłała
mu uśmiech – Ostatnio tak rzadko bywasz w domu, dlatego pomyślałam, że ta
kolacja będzie dobrą okazją, żebyśmy spędzili razem trochę czasu. Zdecydowanie
się ostatnio przepracowujesz – zaplotła dłonie na jego karku i krótko musnęła
jego usta.
- Tak, masz rację – mruknął - Ale
z drugiej strony doskonale wiesz, że zbliża się jesienny pokaz i nie mam
wyjścia. Muszę wszystkiego dopilnować
Tego wieczora znów siedział na
parapecie.
Od Świąt Bożego Narodzenia
zostały cztery dni. Lubił ten czas. Wszyscy ludzie byli wobec siebie bardziej
uprzejmi, kolorowe dekoracje przypominały o nadchodzących świętach, a uroku
dodawał śnieg, który spadł kilka dni temu.
- Kochanie, moja mama już się nie
może doczekać, aż przyjedziemy na Wigilię. Zaproponowała, że możemy zostać na całe
dwa dni. Wspaniale prawda? – Sandra była wyraźnie podekscytowana wizją
spędzenia świąt u swojej rodziny w Toruniu
- Ja pierwszego dnia muszę wrócić
do Warszawy. Po południu jestem umówiony z dziećmi
- No chyba sobie żartujesz? –
oburzyła się. Zirytowała go
- Nie wiem, o co ci chodzi. Co
roku jest ten sam problem. Wiążąc się ze mną wiedziałaś, że mam dwójkę dzieci.
To naturalne, że chcę się z nimi spotkać w święta!
- To zaproś je do nas. Przygotuję
jakąś kolację, albo obiad.
- Jestem już umówiony z Ulą
- No oczywiście, że z Ulą –
prychnęła – Bo tutaj bardziej chodzi o spotkanie z nią! Dzieci są tylko
pretekstem!
- Czy ty siebie słyszysz? –
szyderczo zaśmiał się pod nosem – Zosia przyleciała tylko na tydzień. I nie
dziwię się, że chce ten czas spędzić z matką, za którą bardzo tęskniła. Poza
tym nie jadę tam tylko do niej i Ulki. Będą tam również moi rodzice
- Jak na kochającą się rodzinkę
przystało – syknęła – Z Ulą oczywiście chętnie się zobaczą w święta, bo o
zaproszeniu nas na Wigilię nawet nie pomyśleli. Ba, nie pomyśleli, żeby nas
zaprosić na kawę w drugi dzień świąt. Nie cierpią mnie
- Rozmawialiśmy o tym już setki
razy i nie zamierzam po raz kolejny do tego wracać. Pojadę z tobą do Torunia na
Wigilię, pierwszego dnia po śniadaniu wrócę do Warszawy. Jeśli chcesz możesz
wrócić ze mną
- I będę siedziała sama w domu? –
weszła mu w słowo
- Jeśli nie, zostaniesz u
rodziców. Ja przyjadę po ciebie drugiego dnia
- Jasne, co roku to samo
- Nie każ mi wybierać między tobą
a dziećmi – rzekł zdecydowanie i chwytając po drodze płaszcz wyszedł z
mieszkania
Pokonując kolejne metry parkowej
alejki rozmyślał. Ostatnio było to jego ulubione zajęcie.
Sam już nie wiesz, czy dokonałeś właściwego wyboru, prawda? Po co ci to
było? Chwilowy kaprys, który przekreślił wszystko. Masz wrażenie, że Sandra ma
wiele wspólnego z Pauliną? Obie nieustępliwe, skupiona na sobie i swoich
potrzebach. Obie lekko wyniosłe i nie akceptujące słowa ‘nie’. Masz już serdecznie
dość tych corocznych przepychanek o święta. Masz dość Wigilii u jej rodziny.
Znów teściowa będzie wygłaszać peany na twoją cześć, jak to dobrze, że jej
córka ułożyła sobie życie z kimś takim, jak ty. A ta wychuchana jedynaczka
będzie opowiadać, jakie to wasze małżeństwo jest idealne. Bzdura! Nie jest
idealne. Nie ma idealnych związków, bo nie ma idealnych ludzi. A w drodze
powrotnej znów będziesz musiał wysłuchiwać, jak to musiała kłamać, bo
oczywiście wasze problemy w związku są tylko i wyłącznie winą Uli. Mimo, że od
blisko trzech lat nie jesteście małżeństwem Sandra wciąż upatruje w niej
zagrożenie. Trudno, żebyś jednym zdecydowanym ruchem wykreślił Ulę ze swojego
życia. Przecież łączy was piętnaście lat małżeństwa, łączą was piękne
wspomnienia. A nade wszystko łączy was Kuba i Zosia, dwójka fajnych dzieciaków.
Teraz się cieszysz, że nie zostałeś ojcem po raz trzeci. Na samym początku
zapowiedziałeś Sandrze, że nie godzisz się na dziecko, że nie chcesz mieć ich
więcej. Przez długie miesiące próbowała cię przekonywać. Jest od ciebie o pięć
lat młodsza i marzyła by zostać jeszcze matką. Twierdziła, że czterdziestka, to
ostatni dzwonek. Byłeś nieustępliwy. Teraz wiesz, że dobrze zrobiłeś.
Świetna niespodzianka, takżem czuła, że coś tu może być, ale jeśli ten rozdział miał mi coś wyjaśnić to niestety się nie udało. Skoro Marek jest taki skory do wspomnień, taki troskliwy ojciec, tęskniący za dziećmi i byłą żoną, to na co mu ta Sandra i rozwód z Ulką? Nie kumam. Ale poczekam. Jaki chcesz kolor tego szalika :D? Pozdrawiam, KaEm.
OdpowiedzUsuńto ja tu wychodzę naprzeciw Waszym oczekiwaniom, wstawiam rozdział wcześniej, a tu tylko 3 komentarze? a taka imponująca liczba była pod poprzednim rozdziałem... no nic... możesz mi zrobić kilka - czarny, szary, czerwony :P Pozdrawiam
UsuńOjej zapomniałam wspomnieć, że na razie do wyboru masz: zgniły zielony, rażący pomarańczowy i urzekający różowy. Nie rób mi przykrości, na coś musisz się zdecydować. KaEm.
UsuńNiestety nadal nie wiem o co chodzi,nic mi się nie rozjaśniło. Chwilowy kaprys- Sandra , czyli wygląda na to że zdradził Ulkę. Dobrzańscy nie akceptują nowej synowej i odwiedzają byłą żonę Marka, o co tu chodzi ? Te przemyślenia Marka z których wynika, że nadal zależy mu na Uli , to po co żenił się z Sandra? Mam tyle pytań , ale i tak wiem że na nie odpowiesz więc pozostaje tylko cierpliwie czekać. Pozdrawiam B.
OdpowiedzUsuńjak Ty mnie już dobrze znasz ;) ale cieszę się, że stawiasz te pytania, że się zastanawiasz, że nic nie jest jasne... o to chodziło ;) pozdrawiam
UsuńNie wiem jaki błąd popełnił Marek ,że Ula jest jego byłą żoną. Jednak te przemyślenia bardzo mi się podobają. Spojrzenie z jego perspektywy. W tym opowiadaniu jest wiele tajemnic ,które chce się odkryć. 15 lat małżeństwa nie przekreśla się od tak więc była jakaś przyczyna. Nie rozumiem tylko dlaczego jest z Sandrą. Dzieci mają zdolne i może jest szansa naprawić błędy przeszłości. Sandra chyba nie jest do końca szczęśliwa będąc jego żoną. Myśle ,że wyjazd i Sandra to były dwa powody dla ,których posypało się małżeństwo. Tylko Ula jest jakaś za miła dla Marka jeśli to on odpowiada za rozpadł ich związku. A może to ona? Nic pozostaje mi na razie domyślać się. Nie osądzam ich bo jeszcze nie znam ich przeszłości . Pewnych zdarzeń ,które wpłynęły na to co jest teraz. Wszystko jest trochę skomplikowane ale w tym tkwi urok tego opowiadania. Czekam na cd. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńlubię trzymać Was w napięciu ;) i lubię gdy jak najdłużej nie wiecie o co dokładnie chodzi ;) bo później, jak wszystko staje się oczywiste, to już nie ma takiego funu. Niemniej jeszcze trochę, jeszcze jeden rozdział, jeszcze dwa i już będziecie wiedzieć dlaczego się rozstali. Pozdrawiam
UsuńRozmyślania Marka są takie głębokie, krytyczne i takie prawdziwe...Aż trudno uwierzyć, że facet potrafi wejść w siebie i przemyśleć swoje życie. Oni wydają się tacy powierzchowni, lecz wydaje mi się, że Ty właśnie ukazałaś mężczyznę. Może pogubionego, zaśniedziałego, ale tego prawdziwego. Szkoda tylko małżeństwa Ulki i Marka. Już wiemy, że nie są małżeństwem od 2 lat, z Sandrą są 2 lata...ale czy to przez Sandrę...mam nadzieję przekonać się już wkrótce. Choć patrząc na relacje Ulki z teściami, to musiała być jakaś wina Marka...bo oni nie akceptują Sandry. A tak swoją drogą, może się czepiam, ale imię Sandra kojarzy mi się właśnie z kimś pustym i zapatrzonym w siebie (choć nie znam żadnej)... Ale, że Marek dał się wrobić w ślub z nią...coś tu jest na rzeczy...
OdpowiedzUsuńi proszę tak samo przesunąć niedzielę, jak i piątek :)
być może facet tak nie potrafi - nie wiem, ale niestety autorem tego opowiadania jest kobieta ;) i tak sobie marzę, że może gdzieś tam w odległej galaktyce jest taki, który się nad sobą zastanawia i potrafi oceniać siebie krytycznie. Ula i Marek nie są małżeństwem prawie od 3 lat.
Usuńtym razem niedziela, to niedziela. Święta się zbliżają i mam masę spraw na głowie. Pozdrawiam
Uwielbiam takie "piątki" ;) Już nie mogę się doczekać niedzieli :) A jeśli chodzi o opowiadanie to jest ciekawie i czekam na więcej:)
OdpowiedzUsuńcieszę się, że póki co wciąż potrafię Was trzymać w zawieszeniu i niewiedzy. Pozdrawiam :)
Usuń"Wiem, że nic nie wiem!". Tym razem pasuje najlepiej. Cholera, a tak bardzo nie lubię nie wiedzieć! Co Ty znowu wymyśliłaś?! O co tu chodzi? Pewne podejrzenia mam, nie mogę powiedzieć, że graniczące z pewnością, ale jednak coś mi się tli! Ale do rzeczy. Bilans Marka na razie nie jest zbyt pozytywny. Wnioskuję (może błędnie), że sam jest sobie winien, że po stronie minusów jest więcej pozycji. Co go tak nagle na wspominki i porządkowanie życia rodzinnego zebrało... Hm. Ma żonę, byłą żonę, fajne dzieci, prawie 50 na karku, coś się musiało stać, że na taki bilans się porwał. Jedyne pocieszenie dla niego jest takie, że wszyscy się starzejemy. Nieuchronnie. Tylko, że jedni z godnością inni wprost przeciwnie. Co niby ma/miało być tym chwilowym kaprysem? Rozwód, romans z Sandrą (jeśli takowy był), małżeństwo z Sandrą? Nie rozumiem. Znaczy ja wiem, ale ciekawa jestem do jakich wniosków dojdzie Marek. Po co mu Sandra skoro coraz bardziej go drażni? Skoro traktuje, ją jak obcego człowieka, jak już się dał wmanewrować w małżeństwo to albo niech brnie dalej, ale przekonywująco, albo niech uczyni "byłą żoną" kolejną kobietę! Kim Sandra była/jest dla niego -kolejnym kaprysem czy pocieszeniem? Chyba nie jest dla niego bardzo ważna. Fajnie, że Marek chce spędzić czas z dziećmi, fajnie, że o nich myśli, ale takie traktowanie (jakby nie patrzeć małżonki) nie jest zbyt uczciwe. Skoro jest jego żoną! Wiedziała, że ma dzieci, że miał jakieś życie przed nią, że będzie chciał z dziećmi spotykać i za to dla Marka plusy. OK. Ale zarówno dzieci, jak i rodzice Marka nie akceptują Sandry, a do tego on sam też nie ułatwia jej roli bycia żoną numer 2. W sumie chyba oboje nie traktują swojego związku poważnie, wypadałoby chociaż porozmawiać jakie się ma pomysły na święta?! Czy oni w ogóle o czymś rozmawiają? Bo mam wrażenie, że żyją obok siebie a nie z sobą, mają zupełnie inne wizje wspólnego życia. Więc ponawiam pytanie po co był ślub?! A już fakt, że nie chciał mieć z nią dzieci powinien jej jasno dać do zrozumienia, że poważnie jej nie traktuje. A może to ona zagięła na niego parol i skutecznie "przekonała" do wspólnego pożycia?! I dlatego nie ma co liczyć na akceptację, że strony wszystkich pokoleń Dobrzańskich? Najpierw zafundowałaś nam rozwód, potem Sandrę, teraz jeszcze Dobrzańskich nie tolerujących nowej synowej... Wnioski nasuwają się same, ale się powstrzymam. Zacisnę zęby i nie pisnę ani słowa. W sumie zastanawiam się po co ja się tak rozpisuję, skoro i tak nic, a nic mi to nie pomaga... Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJak ja lubię, jak Ty nic nie wiesz i gdybasz. Wychodzą Ci wtedy najlepsze komentarze. Po co się rozpisujesz? Żeby sprawić mi przyjemność! Ja piszę dla Waszej przyjemności (trochę dla swojej też, ale cicho ;)), a Wy komentujecie dla mojej :) Tak jest chyba sprawiedliwie.
UsuńCzyżbyś chciała, że babcia Hela nie lubiła Uli, a ubóstwiała Sandrę? No nie tym razem ;) Pozdrawiam serdecznie! :)
Taa, nie bierz mnie pod włos! Najbardziej to Ty lubisz się nade mną znęcać. Złośliwa kobieto! A jeśli dla Twojej przyjemności to niech będzie. Niech stracę :D.
UsuńDo babci Heleny na razie uwag nie mam :). Na razie!
Pozdrawiam.
Po przeczytaniu, coś tam wiadomo, ale pytań ciągle mnóstwo, co się stało między Ula i Markiem, 15 lat byli szczęśliwi, czyżby Marek zdradził po takim czasie jest jeszcze tyle rzeczy nie jasnych, ale pewnie kolejne informację będą nam dawkowane wraz kolejnymi rozdziałami, ach trzyma w napięciu, Pozdrawiam Kasia
OdpowiedzUsuńcieszę się, że jeszcze trzyma w napięciu. Ale już niebawem wszystko będzie jasne... niestety ;) Pozdrawiam
UsuńMam takie same wrażenia jak moje poprzedniczki. Nadal niewiele wiadomo. Skoro Marek tak tęskni za dziećmi, chce być dobrym ojcem to po co mu był związek z Sandrą. Po co mu była Sandra. Czekam na więcej zdecydowanie. Ania.
OdpowiedzUsuńz facetami różnie bywa ;) Pozdrawiam
Usuńsuper rozdział. Jestem ciekawa co sie wydarzy pozniej. Moze uda Ci się dodać jeszcze przed niedzielą. Pozdrawiam MM
OdpowiedzUsuńniestety nie. Tym razem niestety niedziela i to chyba dopiero pod wieczór. Pozdrawiam
UsuńIntrygujesz ;) Mam coraz więcej pytań. Czekam na niedzielę. Pozdrawiam Weronika;)
OdpowiedzUsuńDzięki za niemanie dziecka to jakieś pocieszenie.Dziecko, gdzie nie ma prawdziwej miłości to zły pomysł, bo Marek tej całej Sandry na pewno nie kocha tak mocno jak Uli. Ciągle coś czuje do niej to widać,słychać i czuć.Pewnie chodziło o jakiś drobiazg, że rozstali się albo ktoś namieszał miedzy nimi i nie potrafili porozmawiać szczerze. Liczę, że kolejne Boże Narodzenie spędzą już razem. Zastanawiam sie tylko co się musi stać, aby zrozumieli , że się kochają i będą aż do śmierci.
UsuńPozdrawiam miło.
Weronika, cieszę się, że to opowiadanie Cię zaciekawiło. Pozdrawiam i zapraszam w niedzielę
UsuńRanczUla,
Kocha, nie kocha, oto jest pytanie ;)
A kto powiedział, że wrócą do siebie? Może będą żyć w przyjaźni dla dobra dzieci, jednak osobno ;) W końcu Marek zaobrączkowany
Pozdrawiam
Raz się rozwiódł to równie dobrze może zrobić to drugi raz. Wprawę ma.
UsuńCieszę się, że robisz nam takie miłe niespodzianki. Nie mogę się doczekać kolejnego...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam miło xDDD
ja się cieszę, że Wy się cieszycie. Pozdrawiam
UsuńCoraz bardziej wciaga mnie ta historia, :)) czekam z niecierpliwoscia, co wydarzy sie dalej :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam...
:)) ha! cieszę się. Pozdrawiam
UsuńWedług mnie Marek zdradził Ulę z Sandrą i chyba dociera do niego, że to nie był dobry pomysł na dalsze życie. Chyba zaczyna rozumieć, że nigdy nie przestał kochać Uli a Sandra to tylko chwilowy kaprys "Sam już nie wiesz, czy dokonałeś właściwego wyboru, prawda? Po co ci to było? Chwilowy kaprys, który przekreślił wszystko."
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło DS
Myślę, że o slub mu chodziło.Po zdradzie Ula miła by nie była.
Usuńwielką radość sprawiają mi te Wasze komentarze, analizowanie i zastanawianie się, 'co się stało' i 'co się stanie' :) Pozdrawiam
UsuńWitaj Amicus. Obiecałam,że będę wpadała od czasu,do czasu na Twoja stronkę i oto jestem.
OdpowiedzUsuńCo do poprzednich opowiadań...szapo ba.
W dzisiejszej treści,bardziej zagłębię się filozoficznie. Twoje opowiadanie,pozwala mi na swobodną wypowiedź moich myśli.Troszkę będzie szarpane,ale tak wiele myśli mi przebiega co do tego opowiadania. Otóż.
Dla mnie Marek,to osoba o dwóch osobowościach,dwóch charakterach.. złym i dobrym,czyli czarnym i białym,gdzie zło jest wyższością nad dobrem.
Dokonuje dogłębnej spowiedzi,wobec samego siebie.
Zauważa wyeliminowaną dozgonną miłość Uli i utracone z nią szczęście.Zauważa odcienie szarości,które wiele dają mu wiele do przemyślenia,bo boli go,że zniszczył wszystko dobro,a pozwolił wkroczyć do jego życia,złu.
Dzisiaj dojrzały mężczyźnie,o łagodnym charakterze,tym dobrym,który mimo wyrządzonych krzywd i zła,cieszy się na spotkanie z dziećmi,z byłą żoną.Dostrzega tym samym,wymazane szczęście, radość i miłość.Toczy sam ze sobą wewnętrzną walkę,bo ma żonę,z którą winien być bardzo szczęśliwy,a jednak,nie dostrzega u niej walorów,a samo zło,jego złe decyzje i poczynania,które przyjmuje z agresją.
Sądzę,że między nimi byłoby dobrze,gdyby o sobie nie dała znać,zazdrość o dzieci i Ulę... ale czy tylko o to?
Wydaje mi się,że oboje będą toczyć bez sensowa walkę o swoje racje,o nicość.
Marek,toczy wewnętrzną wojnę sam ze sobą,z dobrem i złem.
Wewnętrzne zło ma nad nim władzę,sam zadaje sobie ból,gdyż ciągle żyje przeszłością.Czas i pora postanowić i wybrać drogę życia,ponieważ wiszą nad jego głową,kolejne deszczowe czarne chmury.Wiem jedno,że dojrzałość potrafi o sto osiemdziesiąt stopni zmienić życie.
Mam nadzieję,że z tych moich rozmyśleń,utrwalisz mnie w błędzie.Pozdrawiam.
Ps.Powinnam przeczytać za nim ujawnię tekst z błędami...
Usuń..wybrać dalszą drogę życia z żoną..
Przepraszam.
Nie warto było się wysilać.Wszystkiego najlepszego.
UsuńDzięki,pozdrawiam.
MT
Coraz bardziej mi sie podoba to opowiadanie ! ��
OdpowiedzUsuńEww.