B

piątek, 11 grudnia 2015

'Teatrzyk' XIV ost.



Od kilkunastu minut leżał z głową wspartą na przedramieniu i przyglądał się jej twarzy pogrążonej we śnie. Wreszcie zaczęła się przebudzać
- Dobrze mieć cię blisko – szepnął. Uśmiechnęła się i wyciągnęła dłonie w jego kierunku, by po chwil mocno go do siebie przytulić. Nie tracił czasu. Zaczął obsypywać pocałunkami jej szyję, ramię, dekolt - O której masz pierwszy wykład? – zapytał ściągając pospiesznie swój biały t-shirt.
- O dziesiątej – mruknęła, przygryzając lekko wargę. Już wiedziała na co Marek ma ochotę.
- No i bosko. Najwyżej spóźnię się na posiedzenie zarządu – nie zdążyła nic powiedzieć, bo gwałtownie wpił się w jej wargi. Jego pieszczoty odbierały jej jasność umysłu. Uwielbiała ten stan.

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Miał nadzieję, że spędzą je razem, jednak rozsądek podpowiadał, że będzie musiał poczekać jeszcze rok. Ula już od dawna zapowiadała, że dwudziestego drugiego jedzie do rodziców i zostanie tam, aż do drugiego dnia świąt. Bardzo chciała spędzić ten czas z Dobrzańskim, w jego mieszkaniu, albo u jego rodziny, ale była pewna, że matka nie wybaczyłaby jej nieobecności. Gdyby sytuacja była inna z pewnością zabrałaby Marka ze sobą, ale dopiero przed Wigilią zamierzała powiedzieć rodzicom, że jest w związku. I bardzo obawiała się ich reakcji, zwłaszcza reakcji matki. Dobrzański zadeklarował, że po pracy chętnie ją zawiezie. Odmówiła. Z pewnością plotki wywołane przez wścibskie sąsiadki nie ułatwiłyby sytuacji. Nalegał. Twierdził, że nie może pozwolić, by z ciężką torbą tarabaniła się autobusem tyle kilometrów. W końcu stanęło na tym, że odwiezie ją do Rysiowa i wysadzi na przystanku PKS, z którego miała tylko jakieś siedem, osiem minut spacerkiem do domu. Tuż za tablicą z napisem Rysiów zjechał na pobocze, by jak wyjaśniał, móc się z nią swobodnie pożegnać. Zatracili się w tych pocałunkach do utraty tchu. Dobrzański wciąż narzekał, że nie wie, jak wytrzyma bez niej tyle dni. Wreszcie wyciągnął ze schowka niewielkie pudełeczko opakowane czerwonym, błyszczącym papierem i przewiązane złotą wstążką. Prosił, żeby otworzyła dopiero w Wigilię. Uśmiechnęła się do niego promiennie, informując, że on swój prezent znajdzie w jej nocnej szafce.

Rodzina bardzo ucieszyła się z jej przyjazdu. Zajęła swój dawny pokój i zaangażowała się w przygotowania świąteczne. Świąteczne porządki nie były szczytem jej marzeń, ale za to bardzo chętnie wspierała matkę w przygotowywaniu świątecznych potraw. Ula postanowiła najpierw porozmawiać z matką o swoim partnerze. Jej reakcji obawiała się najbardziej. Świetnym momentem miało być pieczenie pierniczków.
- Poznałam kogoś – rzekła, gdy wycinała słodkie ciasteczka w kształcie choinki.
- Nareszcie córeczko. Już się bałam, że zostaniesz starą panną – Magda uśmiechnęła się szeroko – To ktoś z uczelni? Chłopak z innego kierunku?
- Nie, jest starszy – rzekła niepewnie
- Rozumiem, że przed tobą kończył studia. To jakiś doktorant? – dopytywała
- Skończył studia już jakiś czas temu. Nie poznaliśmy się na uczelni. Poznaliśmy się całkiem przypadkiem. Wpadłam na niego na ulicy i oblałam kawą – uśmiechnęła się na wspomnienie ich pierwszego, dość niemiłego spotkania – Opieprzył mnie wtedy. A po kilku dniach przypadkiem trafił do mojej kawiarni. Przeprosił za swoje zachowanie i zaprosił na spacer – miała świadomość, że nie może powiedzieć matce prawdy o początku swojej znajomości z Dobrzańskim. Nie zrozumiałaby. A poza tym tą opowieścią próbowała odwlec nieco w czasie tę najtrudniejszą informację – Marek jest sporo starszy. Ma trzydzieści pięć lat – oczy pani Cieplak były wielkości monety pięciozłotowej
- Chcesz mi powiedzieć, że znalazłaś sobie sponsora? – zapytała z oburzeniem
- No coś ty! Kocham go, a on kocha mnie
- Nie mydl mi oczu. Myślisz, że nie widziałam tego nowego telefonu, kurtki! Nie tak cię wychowałam! – ze złością rzuciła ścierkę na blat
- Na te rzeczy zarobiłam w wakacje. Marek nie jest moim sponsorem! – zerwała się z miejsca i uciekła do swojego pokoju. Złość z niej kipiała. ‘Jak matka mogła ocenić mnie w ten sposób?’ Miała ochotę spakować się i wrócić do Warszawy, do Marka i z nim spędzić święta. ‘Skoro matka nie akceptuje mojego wyboru, to znaczy, że nie akceptuje mnie. Nie będę jej zmuszać na siłę. Nie zrezygnuję z miłości z powodu jej widzimisię’. Nie zdążyła się jednak zacząć pakować, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Do środka weszła Magda Cieplak
- Przepraszam córeczko – rzekła z wyraźną skruchą – Zaskoczyłaś mnie – usiadła na skraju łóżka – Myślałam, że znajdziesz sobie chłopca w swoim wieku
- Ja na początku też tak myślałam. Ale zakochałam się w Marku. A chłopaki w moim wieku to wciąż duże dzieci. Ja chyba potrzebuje odpowiedzialnego i statecznego faceta.
- Opowiesz mi o nim?
- Jest troskliwy, czuły, zabawny, inteligentny i cholernie przystojny. Jest urzeczywistnieniem moich marzeń. I jestem z nim szczęśliwa.
- A czym się zajmuje? – dopytywała już bardziej przyjaznym tonem. Tonem matki, która się martwi o swoje dziecko
- Jest prezesem domu mody Febo&Dobrzański. Jego rodzice założyli firmę, gdy był mały
- Zdajesz sobie sprawę, jak wiele was dzieli? – spojrzała na córkę uważnie.
- Zdaję – westchnęła – Ale jakoś nam to nie przeszkadza. Niedawno przedstawił mi swoich rodziców. Są bardzo majętni, ale przy tym bardzo normalni. Ma uroczą babcię. Polubili mnie. I chciałabym, żebyście wy z tatą polubili Marka. Chciałabym w styczniu przyjechać do was z nim.
- To…. może zaproś go na obiad w drugi dzień świąt. A wieczorem razem wrócicie do Warszawy – Ula z ulgą przytuliła się do matki
- Dziękuję

- Cześć kochanie! – przywitał ją radosnym głosem
- Cześć. Tęsknisz za mną choć trochę?
- Nie prowokuj mnie! Bo za chwilę przyjadę do Rysiowa i zabiorę cię do domu – uśmiechnęła się na myśl, że mają teraz z Markiem wspólny dom
- To mam dla ciebie dobrą wiadomość. Zobaczymy się trochę szybciej. Moi rodzice zapraszają cię na obiad w drugi dzień świąt
- Powiedziałaś im? Jak zareagowali? - wiedział, że jego ukochana bardzo przeżywa tę rozmowę. Sam też się denerwował, chociaż starał się tego nie okazywać. Przy braku akceptacji Cieplaków, wiedział, że będzie im trudniej, a Ula będzie się tym zadręczać
- Na początku mama nie tryskała optymizmem, ale koniec końców przełknęła tę różnicę wieku i teraz jest ciebie ciekawa. Ojciec cieszy się, że wreszcie sobie znalazłam kogoś odpowiedniego. Jest tylko jeden problem. Nie powiedziałam im, że mieszkamy razem, więc proszę cię, nie wygadaj się. Powiem im później, za kilka tygodni. Tylu rewelacji na raz mogliby nie zaakceptować.
- Jasne – uśmiechnął się do słuchawki – Słodkich snów – szepnął - Boże, jaką mam ochotę cię teraz pocałować – westchnął
- Musisz wytrzymać te kilka dni. Obiecuję ci wynagrodzić wszystko po powrocie. Pa

Świąteczny obiad generalnie przebiegł w dobrej atmosferze. Co prawda Marek cały czas czuł się bacznie obserwowany przez potencjalną teściową, jednak Magda Cieplak starała się być w stosunku do niego uprzejma. Początkowa nieufność szybko ustąpiła miejsca sympatii. Marek zdecydowanie był typem mężczyzny, który potrafi przekonać do siebie każdą kobietę. Tak było i tym razem, a Ulka mogła odetchnąć z ulgą. Najbardziej zachwycony partnerem siostry był Jasiek, który bez skrępowania stwierdził, że Marek ma ‘niezły wózek’.

Wracali właśnie do Warszawy gawędząc o świętach i minionym spotkaniu
- Babcia nie mogła mi wybaczyć, że nie przywiozłem cię na święta. Musiałem ją udobruchać obietnicą, że zjemy z nimi obiad noworoczny. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe
- No co Ty! Uwielbiam twoją babcię, a i z rodzicami całkiem nieźle się dogaduję.
- Bardzo mnie to cieszy. Wydaje się, że i ja małymi krokami zdobędę pełną akceptację twojej mamy. Aż mi się ręce pociły na początku, jak mi się tak przyglądała badawczo.
- Jest bardzo ostrożna i martwi się. Pierwszy raz jestem w związku i to na dodatek ze starszym od siebie facetem. Jednak jestem przekonana, że nie miną dwa, trzy miesiące, a będzie cię ubóstwiać.
- Co ty na to, żeby spędzić Sylwestra w Karczmie pod Warszawą? – obrzuciła go pytającym spojrzeniem – Żaden wystawny bal. Zwykła impreza na sto osób. O północy lampka szampana i pokaz fajerwerków. Na górze są pokoje, więc pojechalibyśmy autem – wyjaśniał – To w gruncie rzeczy pomysł Sebastiana. Ja tak bardzo skupiłem się na tobie, że zapomniałem coś zaplanować. On już w listopadzie zarezerwował stolik dla sześciu osób. Oprócz niego i Violetty ma być jeszcze Robert, ten od wyjazdów zagranicznych, którego poznałaś w Mediolanie. Całkiem fajny facet. Będzie z żoną. Jeśli jednak nie masz ochoty, to możemy zostać w domu – zaznaczył
- Bardzo chętnie. Na elegancki bal bym się nie zgodziła, bo nie potrafiłabym się tam odnaleźć. A skoro tu ma być luźniej, to czemu nie. Nigdy nie byłam na imprezie sylwestrowej.
- To teraz będzie twój pierwszy raz. Cieszę się, że ze mną – uśmiechnął się na wspomnienie innego, pierwszego razu.

Bawiła się w towarzystwie jego znajomych wyśmienicie. Praktycznie cały wieczór wirowała w ramionach Marka. Niechętnie schodził z parkietu. Był świetnym tancerzem, o czym miała okazję przekonać się jeszcze w Mediolanie. O północy wznieśli toast i złożyli sobie życzenia. Chwilę przed pierwszą Marek szepnął do Sebastiana, że zamierza z Ulą świętować nadejście Nowego Roku w bardziej kameralnym gronie i porwał ukochaną na górę.
- Myślałam, że będziesz chciał się bawić do białego rana. Szczerze mówiąc miałam ochotę jeszcze z tobą poszaleć na parkiecie – mówiła, gdy wchodzili na górę
- Zamierzam zasnąć dopiero nad ranem, a szaleć będziemy w łóżku - szepnął jej do ucha. Ula śmiejąc się wywróciła oczami
- A ty tylko o jednym – gdy tylko otworzyły się przed nimi drzwi pokoju numer dwanaście patrzyła zaskoczona to na łóżko, to na Marka. Pościel ozdobiona była płatkami czerwonych róż, a na stoliku stał piękny bukiet kwiatów i butelka szampana z dwoma kieliszkami. Stanęła na środku zaskoczona, a gdy odwróciła się, Marek już przed nią klęczał, trzymając w ręku pudełeczko z pierścionkiem
- Kochanie, wyjdziesz za mnie? O niczym innym nie marzę – dodał, widząc jej spanikowany wzrok. Nie widziała, co ma mu odpowiedzieć. Kochała go, chciała z nim być, ale…. To przedłużające się milczenie jeszcze bardziej go zestresowało.
- Marek – westchnęła i chciała zacząć swoją przemowę, ale on już doskonale wiedział, co za chwilę usłyszy
- Wiem, co chcesz powiedzieć – rzekł wstając i wciąż wpatrując się w jej oczy z nadzieją – Że jest za wcześnie, że krótko się znamy, że nie chcesz teraz ślubu
- Bo nie chcę – rzekła – Najpierw chcę skończyć studia. Muszę skupić się na pisaniu pracy, a nie wybieraniu na łapu capu kwiatów i zaproszeń. Chcę się do tego ślubu dobrze przygotować. Co nie oznacza, że nie chcę za ciebie wyjść. Bardzo chcę. Ale najwcześniej latem, za półtora roku, jak się już obronię. Będziesz tyle czekał?
- Oczywiście, że tak. Nie zamierzam na ciebie naciskać w kwestii terminu – pogładził ją po policzku - Po prostu chcę się zaręczyć, chcę mieć tę pewność, że będziesz kiedyś moją żoną. A poza tym zdecydowanie wolałbym mówić o tobie ‘moja narzeczona’, niż dziewczyna. Pobierzemy się w czerwcu, po twojej obronie. Ja sobie to wszystko dobrze przemyślałem. Później zaczniesz studia magisterskie na drugim kierunku. Po czwartym roku weźmiesz roczny urlop dziekański i wtedy urodzisz nam małego Dobrzańskiego, albo Dobrzańską – nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Miał całe ich życie zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. W jej oczach pojawiły się łzy wzruszenia - Obiecuję iść na tacierzyński, żebyś mogła spokojnie napisać pracę. A jak już skończysz studia, to zatrudnimy opiekunkę, albo moja mama zajmie się dzieckiem i zaczniesz pracę w Febo&Dobrzański. Co ty na to? – z lekką niepewnością spojrzał w jej oczy
- Kocham cię – rzekła, roniąc łzę, którą szybko starł – To pokaż ten pierścionek – z uśmiechem założył na jej dłoń krążek z białego złota, z niewielkim brylancikiem.
- Tak bardzo się cieszę i dziękuję – porwał ją w ramiona

41 komentarzy:

  1. Pierwsza :D
    Nie mogę uwierzyć, że to jest ostatni rozdział. Pięknie skończyłaś. Ale ta Ula szczęściara :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. braku happy endu byście mi nie wybaczyli, gdyby np. ich rozdzieliła pani Cieplak ;) pozdrawiam

      Usuń
  2. Ale mi się trafiło .Pierwszy komentarz, chociaż raz.
    Piękna część. Szkoda tylko , że już koniec.Myślałam, że będzie jeszcze kilka. Nie narzekam jednak, bo zakończenie jest bez niespodzianki.
    Pozdrawiam miło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak nie pierwsza. :( Trudno.

      Usuń
    2. spokojnie, spokojnie, tu nie chodzi o to, kto pierwszy-ten lepszy :)
      I tak to opowiadanie miało sporo rozdziałów. Gdyby się uparł całą treść można byłoby zamknąć w 10 rozdziałach. Pozdrawiam

      Usuń
  3. wiedział, że jego ukochana bardzo przeżywa tą rozmowę.... te z ogonkiem bardzo prosze :-)
    chcę mieć tą pewność.... te z ogonkiem bardzooo prosze....

    Bardzo dziekuje za to cieple opowiadanie... badzo ladne i pozytywnie nastrajajace... Z byczkami to juz tak bywa, ze czasem sie pojawiaja... ja lubie za pastucha robic wiec juz tak jest :-)
    Pozdrawiam ... i cekam na kolejne cudenka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to specjalnie, żeby Cię sprowokować do zostawienia komentarza ;) a tak serio, to dzięki, niezwłocznie (!) poprawię ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Przecież umawiałyśmy się na jutro, a tu taka niespodziewana niespodzianka. A nawet przed chwilą wspominałam, że mam wrażenie że jest sobota i bach! Mam jedno, ale za to wielkie, olbrzymie, gigantyczne zażalenie: dlaczego to już koniec? Nie dałoby się jeszcze cosik? Uwielbiam to. Mama Cieplak wcale nietaka beznadziejna, jeszcze będą z niej ludzie, nawet teściową może będzie fajną i babcią. Apropo babci czyli jednak kiedyś będą z tego dzieci. Mówiłam! Kolega Marek całkiem mądry się przy Uli zrobił. Fajny, porządny facet. I jeszcze chce więcej no ideał po prostu, już mu wspólne mieszkanie nie wystarcza. Boskie. I uwaga mamy nowe podium tadam: "Nie powinniśmy", "Teatrzyk", "Wbrew...", "W chmurach" - kolejność alfabetyczna, bo ułożenie od 1 do 3 jest niemożliwe. A i zauważyłam, że co nowe opowiadanie to coraz bardziej mi podium wywraca, chyba jestem niestała w uczuciach, albo tworzysz coraz lepsze dzieła. Nie wiem. Ale pozdrawiam i pytam co będzie dalej i kiedy?! KaEm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie lubisz niespodziewanych niespodzianek? :P
      odpowiadając na Twoje zażalenie - nie mogliśmy jednej historii ciągnąć w nieskończoność. Coś się kończy, coś się zaczyna.
      Że niby teatrzyk wyprzedził wbrew? No to mnie zaskoczyłaś!
      Jutro zaczynamy publikować coś, co wrzuciłam tu po raz pierwszy już dawno temu... 'przeszłość'. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Tego nie powiedziałam pewnie, że lubię szczególnie takie. Oby więcej i częściej :D. Czyli moje zażalenie zostało odrzucone trudno. Ha! Widzisz czasami i ja zaskakuję, nie może być tak, że zaskakujesz tylko Ty, zawsze i od nowa. "Przeszłość" mówisz, no niech będzie, ale jakoś się boję tego opowiadania. Zobaczymy. Pozdrawiam, KaEm.

      Usuń
    3. bać to się powinnaś 'lekcji pokory' ;)

      Usuń
    4. "Lekcją..." jestem wprost przerażona :(.

      Usuń
    5. to będzie bajka z morałem, a Mareczek nie zawsze musi być idealny ;)

      Usuń
  5. Ja podobnie jak moja przedmówczyni liczę choć na jakiś Epilog do "Teatrzyku"... cudownie, rodzinnie, wzruszająco i tak pięknie, odpowiedzialnie. Marek wyszedł idealny, aż szkoda, że większość facetów wokół to jednaj chłoptasie wycackane przez nadopiekuńcze mamusie...cóż została nam literatura piękna internetowa :) Miód na serce, fantastyczny weekend, wieczór piątkowy!!!
    I cóż ... czekam na cd / nowe, fantastyczne i zadziorne opowiadania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie lubię wracać do już zamkniętych już historii, zwłaszcza, że tę historię skończyłam już jakiś czas temu... jednak pojawia się sporo głosów, żeby pojawiło się coś jeszcze, więc obiecuję pomyśleć ;)
      Dlatego właśnie tworzę idealnego Marka, żeby był przeciwwagą, ale rzeczywistości ;)
      pozdrawiam

      Usuń
  6. Dziękuję za fajne opowiadanie, to była przygoda i wiele radości. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopisz epilog, dopisz historie po latach, dopisz cokolwiek!

    OdpowiedzUsuń
  8. No proszę Mama C. wcale taka straszna nie była. Nie dziwię się Ulce, że obawiała się jej reakcji, zapewne dla większości mam szokiem byłaby informacja, że córka spotyka się ze starszym facetem (w opinii niektórych dwanaście lat to przepaść). Co prawda z oskarżeniami o sponsoring wyskoczyła za szybko, zbyt bezczelnie i bezpodstawnie. Nie dała ani Uli, ani Markowi żadnej szansy. Od razu wydała wyrok. O tyle dobrze, że potem poszła po rozum do głowy, ochłonęła i zmądrzała. Skoro Ulka jest szczęśliwa, kocha i jest kochana to czego matka może chcieć dla niej więcej? Fajnie, że w ostatecznym rozrachunku dała Markowi szansę i go zaakceptowała. Urok osobisty Marka zadziałał, znowu. W takich okolicznościach łatwiej będzie im budować związek. A Marek - no cóż ma facet ambitne plany i nie zasypia gruszek w popiele, co prawda nie w Wigilię, jak go Ulka podejrzewała, ale tydzień później oświadcza się, chcę mieć słowo, pewność, że Ulka jest i będzie jego. No proszę, jak to przy odpowiedniej kobiecie zmieniają się priorytety! Ulka go kocha jest z nim szczęśliwa, jeśli nie będzie jej osaczał, będzie wspierał i rozumiał, że na razie ma inne cele to im się uda i wszystkie plany Marka krok po kroku zrealizują. A babcia Marysia doczeka prawnuków :). Tak Marek ma za co Uli dziękować, nie tylko za to, że zgodziła się zostać jego żoną, ale przede wszystkim za to, że pokazała mu co jest w życiu ważne, jak powinien żyć i że nie jest taki beznadziejny na jakiego wyglądał. Że pieniądze i ścianki nie są najważniejsze, że warto kochać i walczyć o uczucie. Że związek to nie tylko seks, ale przede wszystkim zaufanie, tęsknota, szacunek. Za to, że pokazała mu nowe uczucia jak tęsknota, zazdrość, miłość. Trochę jej zawdzięcza. Szkoda chłopa, strach pomyśleć co by było, gdyby niewylana kawa, obrażona Była i Mediolan :D. Dobra, niech będzie - uroczyście oświadczam, że końcowy Marek dupą wołową nie jest! Porządny facet! Całkiem dobry materiał na męża, ojca i przyjaciela. Chociaż początki miał trudne, to jednak w ostateczności zimna kawa wylana na jedwabną koszulę dobrze mu zrobiła! A wydane dziesięć tysięcy to najlepsze inwestycja życiowa. Profity będzie czerpał przez lata. Po raz kolejny potwierdza się teoria, że mężczyzna jest tak mądry, jak mądra jest jego kobieta - faktycznie tu tak było. Dopóki Marek uganiał się za Byłą i z nią tworzył, coś na kształt związku błyskotliwością i mądrością nie grzeszył, a gdy tylko zaczął przebywać z Ulką, myśleć i łączyć fakty doznał cudownego olśnienia. I brawo dla niego. Co prawda po powrocie z ziemi włoskiej do Polski miał pewien kryzys i problemy z myśleniem, ale w sumie zgrabnie wybrnął :D. Na co były te początkowe deklaracje, że od czegoś "więcej" ma kogoś innego niż Ula, jak koniec końców bez Uli ani rusz, a i to "więcej" z nią jest zdecydowanie ciekawsze. Po co była flanela, drut i słonie (chyba tylko po to żeby było ciaśniej), po co te kłótnie o spanie nago - jak teraz oboje tylko na takie chwile czekają! Nigdy nie mów nigdy, jakie to prawdziwe. W tym opowiadaniu było wszystko niechęć, pyskówki, złośliwości, niedomówienia, kłamstwa, flanela, a nawet słonie :D, łzy, kłótnie, policzkowanie, spanie na kanapie, ogradzanie drutem, gra, przyjaźń, zazdrość, zaufanie, fascynacja, spacery, tańce i pocałunki. Tęsknota, niepewność, szacunek, cierpliwość i miłość. A w końcu wspólne mieszanie, zaręczyny, szczęście, ślub, dzieci, rodzina. I zapomniałabym: Kasia była. Bardzo fajna postać.
    Ciąg dalszy nastąpi....

    OdpowiedzUsuń
  9. ..... Szczerze mówiąc/pisząc brakowało mi takiego opowiadana gdzie Marek starszy, bardziej doświadczony życiowo i odpowiedzialny wiąże się z dużo młodszą Ulką. Gdzie żyją w różnych światach, gdzie mają różnych znajomych, zajęcia, obowiązki. Gdzie on musi się troszczyć o byt rodziny i bierze pełną odpowiedzialność za ich wspólne życie, gdzie udaje im się te dwa różne światy, problemy pogodzić. Gdzie pojawiają się podejrzenia, że to nie miłość tylko gra, że kryzys wieku średniego i szukanie młodej dziewczyny. Gdzie padają oskarżenia o sponsoring, wyrachowanie i cwaniactwo. Gdzie otoczeniu się wydaje, że ona jest z nim dla pieniędzy a on szuka przygód - i to wszystko tu było! Z czego bardzo się cieszę. Warto było siedzieć na balkonie (w sumie nawet wygodnym!), obserwować i się zachwycać, aż żal i smutno, że to koniec (bisem/epilogiem nie wzgardzę!). Problemy z dźwiękiem odeszły w zapomnienie :D. Wielkie brawa za mądry scenariusz, wspaniałą reżyserię, promocję, emocjonującą grę i dobre zakończenie. Kurtyna! Oklaski i prośby o bis nie milkną. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam Twoje komentarze i analizy. Po raz kolejny się nie zawiodłam! Uwielbiam zostawiać sobie Ciebie na deser. :D Dzięki Ci! Swoją drogą nie myślałaś nigdy, żeby zacząć pisać. Potencjał masz do rozwijania swoich myśli, a i pomysły dobre, o czym mogłam się już przekonać :)
      Zgadzam się, że mężczyzna jest tak mądry, jak jego kobieta. Ale do tej historii pasuje jeszcze jedno - mężczyzna potrafi się zmienić, jeśli ma przy boku odpowiednią kobietę. Marek ewidentnie na taką trafił, a zmiana byłej na obecną wyszła mu na zdrowie.
      Cieszę się, że koniec końców balkon Ci się podobał!
      O epilogu pisałam już wyżej - pomyślę. Chociaż, jak już zapewne wiesz, dość niechętnie wracam do zamkniętych już rzeczy. Ja obecnie jestem trochę do przodu, ale może po 'przeszłości' lub w jej trakcie wrzucę coś nawiązującego do tej historii.
      Dziękuję za wszystkie brawa! Jak mawia jeden artysta - lepsze są brawa, niż oklaski! W brawach jest więcej entuzjazmu ;)Pozdrawiam i dziękuję za ten komentarz i za wszystkie poprzednie!

      Usuń
    2. Weź przestań, bo się zarumienię :D.
      Nigdy o tym nie myślała, zdecydowanie wolę czytać i wymyślać niż pisać. Wiesz, że pisanie nie jest moim ulubionym zajęciem (chociaż czasami powinno :|).
      Wiem, że nie lubisz wracać do zamkniętych historii. Wiem. Ale wiem też, że jeśli przedstawienie jest dochodowe i cieszy się dużym zainteresowaniem widzów to się do niego wraca :). A to przedstawienie akurat miało publikę sporą, na balkonie było ciasno, a za drzwiami czekały tłumy ;). A tak poważnie przemyśl te prośby, bo jeszcze może być ciekawie. A ja nadal postaram się być deserem :D. Brawa jeszcze raz. Pozdrawiam :).

      Usuń
    3. myślę, że się nie doceniasz. Co innego pisać coś lekkiego, a co innego, to co piszesz teraz ;)
      Niby się wraca, ale ja nie przepadam za odgrzewanymi kotletami. Jeśli przedstawienie jest dochodowe, to się po prostu wprowadza zmiany w programie, zostawia szczęśliwą obsadę i robi coś nowego. Niemniej pomyślę. Może w przerwie świątecznej do tego wrócę. Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Szkoda, że już koniec-może jakiś epilog?
    Czekam na kolejne opowiadanie..
    Kiedy będzie??/MM

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne zakończenie i chociaż zaczęło się oryginalnie, nie było lekko to fajnie, że potem pomału udało im się zgrać i są szczęśliwi. Szkoda, że to koniec ale mam nadzieję, że udało im się stworzyć rodzinę i że byli szczęśliwi. Moje poprzedniczki świetnie to opowiadanie podsumowały, K. bardzo lubię czytać Twoje komentarze. A opowiadanie super. Amicus dziękuję. Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ja dziękuję za wszystkie komentarze pod kolejnymi rozdziałami. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  12. Piękne zakończenie kolejnego pięknego opowiadania. Właściwie po wypowiedziach poprzedniczek nie mam nic do dodania, bo nie chcę powtarzać tego, co już powiedziano. :) Dodam tylko, że uwielbiam twoje teksty i na każdy czekam cieprliwie, bo wiem, że pisanie niełatwą sztuką jest. :)
    Pozdrawiam serdecznie, droga Autorko.
    AnMa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pozdrawiam równie serdecznie i dziękuję za wizytę i komentarz! :)

      Usuń
  13. Cudowne zakończenie cudownego opowiadania, chyba przeczytam całe od początku jeszcze raz:) Pozdrawiam serdecznie i czekam na nowe opowiadanie co teraz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wracamy do 'przeszłości'. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  14. Wspaniałe zakończenie :) Rozpłynęłam się gdy czytałam tę część. Mogę jedynie żałować że tak szybko to się skończyło...
    Pozdrawiam, UiM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie tak szybko. było aż 14 części. Może chodzi o to, że 'teatrzyk' w przeciwieństwie do wcześniejszych opowiadań nie był przerywany innymi historiami i dlatego skończyło się szybciej. Pozdrawiam

      Usuń
  15. Zakończenie super. Kiedy będzie opowiadanie na które głosowałam w ankiecie Droga do kobiecego serca. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz będzie 'przeszłość', bo w pewnym sensie zaczęłam je już kilkanaście miesięcy temu, a później 'niebezpieczna gra' lub 'droga' - jeszcze się nie zdecydowałam ;) pozdrawiam

      Usuń
  16. Dawno nie pisałam tu nic :P Jakoś tak się złożyło, że ostatnimi czasy czytałam z telefonu rozdziały ... ;) Szkoda, że to już koniec, chociaż muszę przyznać, iż początek był jak dla mnie bardziej interesujący niż zakończenie ;) Na początku coś się działo, a na koniec już wszystko takie oczywiste ;) Czekam na kolejne opowiadanie :) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyznaję, że dawno, ale ważne, że wróciłaś i że wciąż czytasz :)
      zwykle zakończenia bywają bardziej przewidywalne. Zresztą jakbym zastosowała nieprzewidywalne zakończenie, bez happy endu, to 3/4 Czytelników by mnie zlinczowała ;)
      Pozdrawiam

      Usuń