Od kilkunastu minut leżał z głową
wspartą na przedramieniu i przyglądał się jej twarzy pogrążonej we śnie.
Wreszcie zaczęła się przebudzać
- Dobrze mieć cię blisko –
szepnął. Uśmiechnęła się i wyciągnęła dłonie w jego kierunku, by po chwil mocno
go do siebie przytulić. Nie tracił czasu. Zaczął obsypywać pocałunkami jej
szyję, ramię, dekolt - O której masz pierwszy wykład? – zapytał ściągając
pospiesznie swój biały t-shirt.
- O dziesiątej – mruknęła,
przygryzając lekko wargę. Już wiedziała na co Marek ma ochotę.
- No i bosko. Najwyżej spóźnię
się na posiedzenie zarządu – nie zdążyła nic powiedzieć, bo gwałtownie wpił się
w jej wargi. Jego pieszczoty odbierały jej jasność umysłu. Uwielbiała ten stan.
Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia.
Miał nadzieję, że spędzą je razem, jednak rozsądek podpowiadał, że będzie
musiał poczekać jeszcze rok. Ula już od dawna zapowiadała, że dwudziestego
drugiego jedzie do rodziców i zostanie tam, aż do drugiego dnia świąt. Bardzo
chciała spędzić ten czas z Dobrzańskim, w jego mieszkaniu, albo u jego rodziny,
ale była pewna, że matka nie wybaczyłaby jej nieobecności. Gdyby sytuacja była
inna z pewnością zabrałaby Marka ze sobą, ale dopiero przed Wigilią zamierzała
powiedzieć rodzicom, że jest w związku. I bardzo obawiała się ich reakcji,
zwłaszcza reakcji matki. Dobrzański zadeklarował, że po pracy chętnie ją
zawiezie. Odmówiła. Z pewnością plotki wywołane przez wścibskie sąsiadki nie
ułatwiłyby sytuacji. Nalegał. Twierdził, że nie może pozwolić, by z ciężką
torbą tarabaniła się autobusem tyle kilometrów. W końcu stanęło na tym, że
odwiezie ją do Rysiowa i wysadzi na przystanku PKS, z którego miała tylko
jakieś siedem, osiem minut spacerkiem do domu. Tuż za tablicą z napisem Rysiów
zjechał na pobocze, by jak wyjaśniał, móc się z nią swobodnie pożegnać.
Zatracili się w tych pocałunkach do utraty tchu. Dobrzański wciąż narzekał, że
nie wie, jak wytrzyma bez niej tyle dni. Wreszcie wyciągnął ze schowka
niewielkie pudełeczko opakowane czerwonym, błyszczącym papierem i przewiązane
złotą wstążką. Prosił, żeby otworzyła dopiero w Wigilię. Uśmiechnęła się do
niego promiennie, informując, że on swój prezent znajdzie w jej nocnej szafce.
Rodzina bardzo ucieszyła się z
jej przyjazdu. Zajęła swój dawny pokój i zaangażowała się w przygotowania
świąteczne. Świąteczne porządki nie były szczytem jej marzeń, ale za to bardzo
chętnie wspierała matkę w przygotowywaniu świątecznych potraw. Ula postanowiła
najpierw porozmawiać z matką o swoim partnerze. Jej reakcji obawiała się
najbardziej. Świetnym momentem miało być pieczenie pierniczków.
- Poznałam kogoś – rzekła, gdy
wycinała słodkie ciasteczka w kształcie choinki.
- Nareszcie córeczko. Już się
bałam, że zostaniesz starą panną – Magda uśmiechnęła się szeroko – To ktoś z
uczelni? Chłopak z innego kierunku?
- Nie, jest starszy – rzekła niepewnie
- Rozumiem, że przed tobą kończył
studia. To jakiś doktorant? – dopytywała
- Skończył studia już jakiś czas
temu. Nie poznaliśmy się na uczelni. Poznaliśmy się całkiem przypadkiem.
Wpadłam na niego na ulicy i oblałam kawą – uśmiechnęła się na wspomnienie ich
pierwszego, dość niemiłego spotkania – Opieprzył mnie wtedy. A po kilku dniach
przypadkiem trafił do mojej kawiarni. Przeprosił za swoje zachowanie i zaprosił
na spacer – miała świadomość, że nie może powiedzieć matce prawdy o początku
swojej znajomości z Dobrzańskim. Nie zrozumiałaby. A poza tym tą opowieścią
próbowała odwlec nieco w czasie tę najtrudniejszą informację – Marek jest sporo
starszy. Ma trzydzieści pięć lat – oczy pani Cieplak były wielkości monety
pięciozłotowej
- Chcesz mi powiedzieć, że
znalazłaś sobie sponsora? – zapytała z oburzeniem
- No coś ty! Kocham go, a on
kocha mnie
- Nie mydl mi oczu. Myślisz, że
nie widziałam tego nowego telefonu, kurtki! Nie tak cię wychowałam! – ze złością
rzuciła ścierkę na blat
- Na te rzeczy zarobiłam w
wakacje. Marek nie jest moim sponsorem! – zerwała się z miejsca i uciekła do
swojego pokoju. Złość z niej kipiała. ‘Jak
matka mogła ocenić mnie w ten sposób?’ Miała ochotę spakować się i wrócić
do Warszawy, do Marka i z nim spędzić święta. ‘Skoro matka nie akceptuje mojego wyboru, to znaczy, że nie akceptuje mnie.
Nie będę jej zmuszać na siłę. Nie zrezygnuję z miłości z powodu jej widzimisię’.
Nie zdążyła się jednak zacząć pakować, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Do
środka weszła Magda Cieplak
- Przepraszam córeczko – rzekła z
wyraźną skruchą – Zaskoczyłaś mnie – usiadła na skraju łóżka – Myślałam, że
znajdziesz sobie chłopca w swoim wieku
- Ja na początku też tak
myślałam. Ale zakochałam się w Marku. A chłopaki w moim wieku to wciąż duże
dzieci. Ja chyba potrzebuje odpowiedzialnego i statecznego faceta.
- Opowiesz mi o nim?
- Jest troskliwy, czuły, zabawny,
inteligentny i cholernie przystojny. Jest urzeczywistnieniem moich marzeń. I jestem
z nim szczęśliwa.
- A czym się zajmuje? – dopytywała
już bardziej przyjaznym tonem. Tonem matki, która się martwi o swoje dziecko
- Jest prezesem domu mody
Febo&Dobrzański. Jego rodzice założyli firmę, gdy był mały
- Zdajesz sobie sprawę, jak wiele
was dzieli? – spojrzała na córkę uważnie.
- Zdaję – westchnęła – Ale jakoś
nam to nie przeszkadza. Niedawno przedstawił mi swoich rodziców. Są bardzo
majętni, ale przy tym bardzo normalni. Ma uroczą babcię. Polubili mnie. I chciałabym,
żebyście wy z tatą polubili Marka. Chciałabym w styczniu przyjechać do was z
nim.
- To…. może zaproś go na obiad w
drugi dzień świąt. A wieczorem razem wrócicie do Warszawy – Ula z ulgą
przytuliła się do matki
- Dziękuję
- Cześć kochanie! – przywitał ją
radosnym głosem
- Cześć. Tęsknisz za mną choć
trochę?
- Nie prowokuj mnie! Bo za chwilę
przyjadę do Rysiowa i zabiorę cię do domu – uśmiechnęła się na myśl, że mają
teraz z Markiem wspólny dom
- To mam dla ciebie dobrą
wiadomość. Zobaczymy się trochę szybciej. Moi rodzice zapraszają cię na obiad w
drugi dzień świąt
- Powiedziałaś im? Jak
zareagowali? - wiedział, że jego ukochana bardzo przeżywa tę rozmowę. Sam też
się denerwował, chociaż starał się tego nie okazywać. Przy braku akceptacji Cieplaków,
wiedział, że będzie im trudniej, a Ula będzie się tym zadręczać
- Na początku mama nie tryskała
optymizmem, ale koniec końców przełknęła tę różnicę wieku i teraz jest ciebie
ciekawa. Ojciec cieszy się, że wreszcie sobie znalazłam kogoś odpowiedniego. Jest
tylko jeden problem. Nie powiedziałam im, że mieszkamy razem, więc proszę cię,
nie wygadaj się. Powiem im później, za kilka tygodni. Tylu rewelacji na raz
mogliby nie zaakceptować.
- Jasne – uśmiechnął się do
słuchawki – Słodkich snów – szepnął - Boże, jaką mam ochotę cię teraz pocałować
– westchnął
- Musisz wytrzymać te kilka dni. Obiecuję
ci wynagrodzić wszystko po powrocie. Pa
Świąteczny obiad generalnie
przebiegł w dobrej atmosferze. Co prawda Marek cały czas czuł się bacznie obserwowany
przez potencjalną teściową, jednak Magda Cieplak starała się być w stosunku do
niego uprzejma. Początkowa nieufność szybko ustąpiła miejsca sympatii. Marek zdecydowanie
był typem mężczyzny, który potrafi przekonać do siebie każdą kobietę. Tak było
i tym razem, a Ulka mogła odetchnąć z ulgą. Najbardziej zachwycony partnerem
siostry był Jasiek, który bez skrępowania stwierdził, że Marek ma ‘niezły wózek’.
Wracali właśnie do Warszawy gawędząc o świętach i minionym spotkaniu
- Babcia nie mogła mi wybaczyć,
że nie przywiozłem cię na święta. Musiałem ją udobruchać obietnicą, że zjemy z
nimi obiad noworoczny. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe
- No co Ty! Uwielbiam twoją
babcię, a i z rodzicami całkiem nieźle się dogaduję.
- Bardzo mnie to cieszy. Wydaje
się, że i ja małymi krokami zdobędę pełną akceptację twojej mamy. Aż mi się
ręce pociły na początku, jak mi się tak przyglądała badawczo.
- Jest bardzo ostrożna i martwi
się. Pierwszy raz jestem w związku i to na dodatek ze starszym od siebie
facetem. Jednak jestem przekonana, że nie miną dwa, trzy miesiące, a będzie cię
ubóstwiać.
- Co ty na to, żeby spędzić
Sylwestra w Karczmie pod Warszawą? – obrzuciła go pytającym spojrzeniem – Żaden
wystawny bal. Zwykła impreza na sto osób. O północy lampka szampana i pokaz
fajerwerków. Na górze są pokoje, więc pojechalibyśmy autem – wyjaśniał – To w
gruncie rzeczy pomysł Sebastiana. Ja tak bardzo skupiłem się na tobie, że
zapomniałem coś zaplanować. On już w listopadzie zarezerwował stolik dla
sześciu osób. Oprócz niego i Violetty ma być jeszcze Robert, ten od wyjazdów
zagranicznych, którego poznałaś w Mediolanie. Całkiem fajny facet. Będzie z
żoną. Jeśli jednak nie masz ochoty, to możemy zostać w domu – zaznaczył
- Bardzo chętnie. Na elegancki
bal bym się nie zgodziła, bo nie potrafiłabym się tam odnaleźć. A skoro tu ma
być luźniej, to czemu nie. Nigdy nie byłam na imprezie sylwestrowej.
- To teraz będzie twój pierwszy
raz. Cieszę się, że ze mną – uśmiechnął się na wspomnienie innego, pierwszego
razu.
Bawiła się w towarzystwie jego znajomych
wyśmienicie. Praktycznie cały wieczór wirowała w ramionach Marka. Niechętnie
schodził z parkietu. Był świetnym tancerzem, o czym miała okazję przekonać się
jeszcze w Mediolanie. O północy wznieśli toast i złożyli sobie życzenia. Chwilę
przed pierwszą Marek szepnął do Sebastiana, że zamierza z Ulą świętować
nadejście Nowego Roku w bardziej kameralnym gronie i porwał ukochaną na górę.
- Myślałam, że będziesz chciał
się bawić do białego rana. Szczerze mówiąc miałam ochotę jeszcze z tobą
poszaleć na parkiecie – mówiła, gdy wchodzili na górę
- Zamierzam zasnąć dopiero nad
ranem, a szaleć będziemy w łóżku - szepnął jej do ucha. Ula śmiejąc się wywróciła
oczami
- A ty tylko o jednym – gdy tylko
otworzyły się przed nimi drzwi pokoju numer dwanaście patrzyła zaskoczona to na
łóżko, to na Marka. Pościel ozdobiona była płatkami czerwonych róż, a na
stoliku stał piękny bukiet kwiatów i butelka szampana z dwoma kieliszkami.
Stanęła na środku zaskoczona, a gdy odwróciła się, Marek już przed nią klęczał,
trzymając w ręku pudełeczko z pierścionkiem
- Kochanie, wyjdziesz za mnie? O
niczym innym nie marzę – dodał, widząc jej spanikowany wzrok. Nie widziała, co
ma mu odpowiedzieć. Kochała go, chciała z nim być, ale…. To przedłużające się
milczenie jeszcze bardziej go zestresowało.
- Marek – westchnęła i chciała
zacząć swoją przemowę, ale on już doskonale wiedział, co za chwilę usłyszy
- Wiem, co chcesz powiedzieć –
rzekł wstając i wciąż wpatrując się w jej oczy z nadzieją – Że jest za
wcześnie, że krótko się znamy, że nie chcesz teraz ślubu
- Bo nie chcę – rzekła – Najpierw
chcę skończyć studia. Muszę skupić się na pisaniu pracy, a nie wybieraniu na
łapu capu kwiatów i zaproszeń. Chcę się do tego ślubu dobrze przygotować. Co
nie oznacza, że nie chcę za ciebie wyjść. Bardzo chcę. Ale najwcześniej latem,
za półtora roku, jak się już obronię. Będziesz tyle czekał?
- Oczywiście, że tak. Nie
zamierzam na ciebie naciskać w kwestii terminu – pogładził ją po policzku - Po
prostu chcę się zaręczyć, chcę mieć tę pewność, że będziesz kiedyś moją żoną. A
poza tym zdecydowanie wolałbym mówić o tobie ‘moja narzeczona’, niż dziewczyna.
Pobierzemy się w czerwcu, po twojej obronie. Ja sobie to wszystko dobrze
przemyślałem. Później zaczniesz studia magisterskie na drugim kierunku. Po
czwartym roku weźmiesz roczny urlop dziekański i wtedy urodzisz nam małego
Dobrzańskiego, albo Dobrzańską – nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Miał całe
ich życie zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. W jej oczach pojawiły się
łzy wzruszenia - Obiecuję iść na tacierzyński, żebyś mogła spokojnie napisać
pracę. A jak już skończysz studia, to zatrudnimy opiekunkę, albo moja mama
zajmie się dzieckiem i zaczniesz pracę w Febo&Dobrzański. Co ty na to? – z lekką
niepewnością spojrzał w jej oczy
- Kocham cię – rzekła, roniąc
łzę, którą szybko starł – To pokaż ten pierścionek – z uśmiechem założył na jej
dłoń krążek z białego złota, z niewielkim brylancikiem.
- Tak bardzo się cieszę i
dziękuję – porwał ją w ramiona
Pierwsza :D
OdpowiedzUsuńNie mogę uwierzyć, że to jest ostatni rozdział. Pięknie skończyłaś. Ale ta Ula szczęściara :D
Pozdrawiam :)
braku happy endu byście mi nie wybaczyli, gdyby np. ich rozdzieliła pani Cieplak ;) pozdrawiam
UsuńAle mi się trafiło .Pierwszy komentarz, chociaż raz.
OdpowiedzUsuńPiękna część. Szkoda tylko , że już koniec.Myślałam, że będzie jeszcze kilka. Nie narzekam jednak, bo zakończenie jest bez niespodzianki.
Pozdrawiam miło.
A jednak nie pierwsza. :( Trudno.
Usuńspokojnie, spokojnie, tu nie chodzi o to, kto pierwszy-ten lepszy :)
UsuńI tak to opowiadanie miało sporo rozdziałów. Gdyby się uparł całą treść można byłoby zamknąć w 10 rozdziałach. Pozdrawiam
wiedział, że jego ukochana bardzo przeżywa tą rozmowę.... te z ogonkiem bardzo prosze :-)
OdpowiedzUsuńchcę mieć tą pewność.... te z ogonkiem bardzooo prosze....
Bardzo dziekuje za to cieple opowiadanie... badzo ladne i pozytywnie nastrajajace... Z byczkami to juz tak bywa, ze czasem sie pojawiaja... ja lubie za pastucha robic wiec juz tak jest :-)
Pozdrawiam ... i cekam na kolejne cudenka...
to specjalnie, żeby Cię sprowokować do zostawienia komentarza ;) a tak serio, to dzięki, niezwłocznie (!) poprawię ;)
UsuńPozdrawiam
:-) :-) :-)
UsuńPrzecież umawiałyśmy się na jutro, a tu taka niespodziewana niespodzianka. A nawet przed chwilą wspominałam, że mam wrażenie że jest sobota i bach! Mam jedno, ale za to wielkie, olbrzymie, gigantyczne zażalenie: dlaczego to już koniec? Nie dałoby się jeszcze cosik? Uwielbiam to. Mama Cieplak wcale nietaka beznadziejna, jeszcze będą z niej ludzie, nawet teściową może będzie fajną i babcią. Apropo babci czyli jednak kiedyś będą z tego dzieci. Mówiłam! Kolega Marek całkiem mądry się przy Uli zrobił. Fajny, porządny facet. I jeszcze chce więcej no ideał po prostu, już mu wspólne mieszkanie nie wystarcza. Boskie. I uwaga mamy nowe podium tadam: "Nie powinniśmy", "Teatrzyk", "Wbrew...", "W chmurach" - kolejność alfabetyczna, bo ułożenie od 1 do 3 jest niemożliwe. A i zauważyłam, że co nowe opowiadanie to coraz bardziej mi podium wywraca, chyba jestem niestała w uczuciach, albo tworzysz coraz lepsze dzieła. Nie wiem. Ale pozdrawiam i pytam co będzie dalej i kiedy?! KaEm.
OdpowiedzUsuńnie lubisz niespodziewanych niespodzianek? :P
Usuńodpowiadając na Twoje zażalenie - nie mogliśmy jednej historii ciągnąć w nieskończoność. Coś się kończy, coś się zaczyna.
Że niby teatrzyk wyprzedził wbrew? No to mnie zaskoczyłaś!
Jutro zaczynamy publikować coś, co wrzuciłam tu po raz pierwszy już dawno temu... 'przeszłość'. Pozdrawiam
Tego nie powiedziałam pewnie, że lubię szczególnie takie. Oby więcej i częściej :D. Czyli moje zażalenie zostało odrzucone trudno. Ha! Widzisz czasami i ja zaskakuję, nie może być tak, że zaskakujesz tylko Ty, zawsze i od nowa. "Przeszłość" mówisz, no niech będzie, ale jakoś się boję tego opowiadania. Zobaczymy. Pozdrawiam, KaEm.
Usuńbać to się powinnaś 'lekcji pokory' ;)
Usuń"Lekcją..." jestem wprost przerażona :(.
Usuńto będzie bajka z morałem, a Mareczek nie zawsze musi być idealny ;)
UsuńJa podobnie jak moja przedmówczyni liczę choć na jakiś Epilog do "Teatrzyku"... cudownie, rodzinnie, wzruszająco i tak pięknie, odpowiedzialnie. Marek wyszedł idealny, aż szkoda, że większość facetów wokół to jednaj chłoptasie wycackane przez nadopiekuńcze mamusie...cóż została nam literatura piękna internetowa :) Miód na serce, fantastyczny weekend, wieczór piątkowy!!!
OdpowiedzUsuńI cóż ... czekam na cd / nowe, fantastyczne i zadziorne opowiadania:)
nie lubię wracać do już zamkniętych już historii, zwłaszcza, że tę historię skończyłam już jakiś czas temu... jednak pojawia się sporo głosów, żeby pojawiło się coś jeszcze, więc obiecuję pomyśleć ;)
UsuńDlatego właśnie tworzę idealnego Marka, żeby był przeciwwagą, ale rzeczywistości ;)
pozdrawiam
Dziękuję za fajne opowiadanie, to była przygoda i wiele radości. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńdziękuję również! Pozdrawiam
UsuńDopisz epilog, dopisz historie po latach, dopisz cokolwiek!
OdpowiedzUsuńrozważę ;)
Usuńbędę czekać na pozytywną reakcję autora :)
Usuń:)
UsuńNo proszę Mama C. wcale taka straszna nie była. Nie dziwię się Ulce, że obawiała się jej reakcji, zapewne dla większości mam szokiem byłaby informacja, że córka spotyka się ze starszym facetem (w opinii niektórych dwanaście lat to przepaść). Co prawda z oskarżeniami o sponsoring wyskoczyła za szybko, zbyt bezczelnie i bezpodstawnie. Nie dała ani Uli, ani Markowi żadnej szansy. Od razu wydała wyrok. O tyle dobrze, że potem poszła po rozum do głowy, ochłonęła i zmądrzała. Skoro Ulka jest szczęśliwa, kocha i jest kochana to czego matka może chcieć dla niej więcej? Fajnie, że w ostatecznym rozrachunku dała Markowi szansę i go zaakceptowała. Urok osobisty Marka zadziałał, znowu. W takich okolicznościach łatwiej będzie im budować związek. A Marek - no cóż ma facet ambitne plany i nie zasypia gruszek w popiele, co prawda nie w Wigilię, jak go Ulka podejrzewała, ale tydzień później oświadcza się, chcę mieć słowo, pewność, że Ulka jest i będzie jego. No proszę, jak to przy odpowiedniej kobiecie zmieniają się priorytety! Ulka go kocha jest z nim szczęśliwa, jeśli nie będzie jej osaczał, będzie wspierał i rozumiał, że na razie ma inne cele to im się uda i wszystkie plany Marka krok po kroku zrealizują. A babcia Marysia doczeka prawnuków :). Tak Marek ma za co Uli dziękować, nie tylko za to, że zgodziła się zostać jego żoną, ale przede wszystkim za to, że pokazała mu co jest w życiu ważne, jak powinien żyć i że nie jest taki beznadziejny na jakiego wyglądał. Że pieniądze i ścianki nie są najważniejsze, że warto kochać i walczyć o uczucie. Że związek to nie tylko seks, ale przede wszystkim zaufanie, tęsknota, szacunek. Za to, że pokazała mu nowe uczucia jak tęsknota, zazdrość, miłość. Trochę jej zawdzięcza. Szkoda chłopa, strach pomyśleć co by było, gdyby niewylana kawa, obrażona Była i Mediolan :D. Dobra, niech będzie - uroczyście oświadczam, że końcowy Marek dupą wołową nie jest! Porządny facet! Całkiem dobry materiał na męża, ojca i przyjaciela. Chociaż początki miał trudne, to jednak w ostateczności zimna kawa wylana na jedwabną koszulę dobrze mu zrobiła! A wydane dziesięć tysięcy to najlepsze inwestycja życiowa. Profity będzie czerpał przez lata. Po raz kolejny potwierdza się teoria, że mężczyzna jest tak mądry, jak mądra jest jego kobieta - faktycznie tu tak było. Dopóki Marek uganiał się za Byłą i z nią tworzył, coś na kształt związku błyskotliwością i mądrością nie grzeszył, a gdy tylko zaczął przebywać z Ulką, myśleć i łączyć fakty doznał cudownego olśnienia. I brawo dla niego. Co prawda po powrocie z ziemi włoskiej do Polski miał pewien kryzys i problemy z myśleniem, ale w sumie zgrabnie wybrnął :D. Na co były te początkowe deklaracje, że od czegoś "więcej" ma kogoś innego niż Ula, jak koniec końców bez Uli ani rusz, a i to "więcej" z nią jest zdecydowanie ciekawsze. Po co była flanela, drut i słonie (chyba tylko po to żeby było ciaśniej), po co te kłótnie o spanie nago - jak teraz oboje tylko na takie chwile czekają! Nigdy nie mów nigdy, jakie to prawdziwe. W tym opowiadaniu było wszystko niechęć, pyskówki, złośliwości, niedomówienia, kłamstwa, flanela, a nawet słonie :D, łzy, kłótnie, policzkowanie, spanie na kanapie, ogradzanie drutem, gra, przyjaźń, zazdrość, zaufanie, fascynacja, spacery, tańce i pocałunki. Tęsknota, niepewność, szacunek, cierpliwość i miłość. A w końcu wspólne mieszanie, zaręczyny, szczęście, ślub, dzieci, rodzina. I zapomniałabym: Kasia była. Bardzo fajna postać.
OdpowiedzUsuńCiąg dalszy nastąpi....
..... Szczerze mówiąc/pisząc brakowało mi takiego opowiadana gdzie Marek starszy, bardziej doświadczony życiowo i odpowiedzialny wiąże się z dużo młodszą Ulką. Gdzie żyją w różnych światach, gdzie mają różnych znajomych, zajęcia, obowiązki. Gdzie on musi się troszczyć o byt rodziny i bierze pełną odpowiedzialność za ich wspólne życie, gdzie udaje im się te dwa różne światy, problemy pogodzić. Gdzie pojawiają się podejrzenia, że to nie miłość tylko gra, że kryzys wieku średniego i szukanie młodej dziewczyny. Gdzie padają oskarżenia o sponsoring, wyrachowanie i cwaniactwo. Gdzie otoczeniu się wydaje, że ona jest z nim dla pieniędzy a on szuka przygód - i to wszystko tu było! Z czego bardzo się cieszę. Warto było siedzieć na balkonie (w sumie nawet wygodnym!), obserwować i się zachwycać, aż żal i smutno, że to koniec (bisem/epilogiem nie wzgardzę!). Problemy z dźwiękiem odeszły w zapomnienie :D. Wielkie brawa za mądry scenariusz, wspaniałą reżyserię, promocję, emocjonującą grę i dobre zakończenie. Kurtyna! Oklaski i prośby o bis nie milkną. Pozdrawiam :).
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje komentarze i analizy. Po raz kolejny się nie zawiodłam! Uwielbiam zostawiać sobie Ciebie na deser. :D Dzięki Ci! Swoją drogą nie myślałaś nigdy, żeby zacząć pisać. Potencjał masz do rozwijania swoich myśli, a i pomysły dobre, o czym mogłam się już przekonać :)
UsuńZgadzam się, że mężczyzna jest tak mądry, jak jego kobieta. Ale do tej historii pasuje jeszcze jedno - mężczyzna potrafi się zmienić, jeśli ma przy boku odpowiednią kobietę. Marek ewidentnie na taką trafił, a zmiana byłej na obecną wyszła mu na zdrowie.
Cieszę się, że koniec końców balkon Ci się podobał!
O epilogu pisałam już wyżej - pomyślę. Chociaż, jak już zapewne wiesz, dość niechętnie wracam do zamkniętych już rzeczy. Ja obecnie jestem trochę do przodu, ale może po 'przeszłości' lub w jej trakcie wrzucę coś nawiązującego do tej historii.
Dziękuję za wszystkie brawa! Jak mawia jeden artysta - lepsze są brawa, niż oklaski! W brawach jest więcej entuzjazmu ;)Pozdrawiam i dziękuję za ten komentarz i za wszystkie poprzednie!
Weź przestań, bo się zarumienię :D.
UsuńNigdy o tym nie myślała, zdecydowanie wolę czytać i wymyślać niż pisać. Wiesz, że pisanie nie jest moim ulubionym zajęciem (chociaż czasami powinno :|).
Wiem, że nie lubisz wracać do zamkniętych historii. Wiem. Ale wiem też, że jeśli przedstawienie jest dochodowe i cieszy się dużym zainteresowaniem widzów to się do niego wraca :). A to przedstawienie akurat miało publikę sporą, na balkonie było ciasno, a za drzwiami czekały tłumy ;). A tak poważnie przemyśl te prośby, bo jeszcze może być ciekawie. A ja nadal postaram się być deserem :D. Brawa jeszcze raz. Pozdrawiam :).
myślę, że się nie doceniasz. Co innego pisać coś lekkiego, a co innego, to co piszesz teraz ;)
UsuńNiby się wraca, ale ja nie przepadam za odgrzewanymi kotletami. Jeśli przedstawienie jest dochodowe, to się po prostu wprowadza zmiany w programie, zostawia szczęśliwą obsadę i robi coś nowego. Niemniej pomyślę. Może w przerwie świątecznej do tego wrócę. Pozdrawiam :)
Szkoda, że już koniec-może jakiś epilog?
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne opowiadanie..
Kiedy będzie??/MM
pomyślę ;) pozdrawiam
UsuńPiękne zakończenie i chociaż zaczęło się oryginalnie, nie było lekko to fajnie, że potem pomału udało im się zgrać i są szczęśliwi. Szkoda, że to koniec ale mam nadzieję, że udało im się stworzyć rodzinę i że byli szczęśliwi. Moje poprzedniczki świetnie to opowiadanie podsumowały, K. bardzo lubię czytać Twoje komentarze. A opowiadanie super. Amicus dziękuję. Ania.
OdpowiedzUsuń:) ja dziękuję za wszystkie komentarze pod kolejnymi rozdziałami. Pozdrawiam serdecznie
UsuńPiękne zakończenie kolejnego pięknego opowiadania. Właściwie po wypowiedziach poprzedniczek nie mam nic do dodania, bo nie chcę powtarzać tego, co już powiedziano. :) Dodam tylko, że uwielbiam twoje teksty i na każdy czekam cieprliwie, bo wiem, że pisanie niełatwą sztuką jest. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie, droga Autorko.
AnMa
pozdrawiam równie serdecznie i dziękuję za wizytę i komentarz! :)
UsuńCudowne zakończenie cudownego opowiadania, chyba przeczytam całe od początku jeszcze raz:) Pozdrawiam serdecznie i czekam na nowe opowiadanie co teraz?
OdpowiedzUsuńwracamy do 'przeszłości'. Pozdrawiam serdecznie :)
UsuńWspaniałe zakończenie :) Rozpłynęłam się gdy czytałam tę część. Mogę jedynie żałować że tak szybko to się skończyło...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, UiM
nie tak szybko. było aż 14 części. Może chodzi o to, że 'teatrzyk' w przeciwieństwie do wcześniejszych opowiadań nie był przerywany innymi historiami i dlatego skończyło się szybciej. Pozdrawiam
UsuńZakończenie super. Kiedy będzie opowiadanie na które głosowałam w ankiecie Droga do kobiecego serca. :)
OdpowiedzUsuńteraz będzie 'przeszłość', bo w pewnym sensie zaczęłam je już kilkanaście miesięcy temu, a później 'niebezpieczna gra' lub 'droga' - jeszcze się nie zdecydowałam ;) pozdrawiam
UsuńDawno nie pisałam tu nic :P Jakoś tak się złożyło, że ostatnimi czasy czytałam z telefonu rozdziały ... ;) Szkoda, że to już koniec, chociaż muszę przyznać, iż początek był jak dla mnie bardziej interesujący niż zakończenie ;) Na początku coś się działo, a na koniec już wszystko takie oczywiste ;) Czekam na kolejne opowiadanie :) Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńprzyznaję, że dawno, ale ważne, że wróciłaś i że wciąż czytasz :)
Usuńzwykle zakończenia bywają bardziej przewidywalne. Zresztą jakbym zastosowała nieprzewidywalne zakończenie, bez happy endu, to 3/4 Czytelników by mnie zlinczowała ;)
Pozdrawiam