Zapraszam w piątek na kolejny rozdział!
- Chciałem cię przeprosić –
zaczął rozmowę w ich apartamencie tego niespiesznego poranka – W ostatnich
dniach zachowywałem się jak kompletny idiota i kretyn. Miałaś rację – westchnął
– przede wszystkim przyjechałem tutaj z tobą i powinienem o tym pamiętać – kiwnęła
głową ze zrozumieniem – Zgodzisz się towarzyszyć mi podczas dzisiejszego
brunch’u?
- Wybacz, ale nie mam ochoty na
kolejne przedstawienie z udziałem tych nowobogackich klaunów. Świat mody to nie
jest moje środowisko. Wolę w tym czasie zwiedzić kolejne zakątki Mediolanu,
zwłaszcza, że zaraz przyjdzie mi pakować walizki
- Ok, to zabieram się na
wycieczkę na północ miasta. Zjemy coś po drodze. Tylko załóż wygodne buty,
zamierzam cię przegonić po tym malowniczym mieście – puścił jej oczko – Wracam
za pięć minut – zastanawiała się, czy wyszedł, by nie zdążyła zaprotestować,
czy rzeczywiście miał coś jeszcze do załatwienia. Jak się okazało, udał się on
do pokoju oddzielonego o kilka drzwi z ich apartamentem i wydał Dawidowi
polecenie reprezentowania wraz z Pshemko firmy podczas brunch’u.
Musiała przyznać, że świetnie się
czuła w jego towarzystwie. Gdy chciał, potrafił być naprawdę miły i czarujący.
Tego dnia wyjątkowo się starał, jakby chciał odpokutować swoje winy. Zwiedzieli
bardzo wiele zakątków miasta. Najciekawsze były te mało popularne, niezbyt
tłumnie odwiedzane przez turystów, te o których nie wspominano w każdym
przewodniku. Zjedli w restauracji serwującej najlepsze pasty w mieście. Była
zachwycona i miastem i włoską kuchnią. Dopiero będąc w Mediolanie zrozumiała,
jak wiele brakowało pizzy i makaronom serwowanym w Polsce jako ‘dania włoskie’.
Cały dzień uważnie go słuchała i obserwowała. Choć nie chciała powiedzieć tego
głośno, to widziała, że w głębi serca nie jest do końca taki zły. Zarówno jeśli
chodzi o podejście do życia, jak i manifestowanie swojej zamożności. Był po
prostu pogubiony. Przy niej nie szpanował, nie udawał kogoś kim nie jest. Być
może dlatego, iż wiedział, że jej nie da się oszukać, że ona się na te sztuczki
nie nabierze i jej tym nie zaimponuje. Jej mógł zaimponować tylko szczerością,
otwartością i radością życia. Wrócili po kolacji uśmiechnięci i zrelaksowani.
Dla obojga ten dzień był bardzo udany. Pierwszy, bez wzajemnego dogryzania,
oceniania się. Pierwszy bez Klaudii. Zasnęli szybko, zmęczeni po tak
intensywnym dniu. Pierwszy obudził się Marek i ze zdziwieniem stwierdził, że w
nocy instynktownie objął Ulę ramieniem i przytulił się do jej pleców.
Zastanawiał się, czy tego nie poczuła, czy po prostu jej to nie przeszkadzało.
Po śniadaniu ona poszła do
pokoju, on został na dole z Dawidem. Blondyn musiał mu zdać relację z przebiegu
wczorajszych spotkań. Wrócił na górę po dwóch kwadransach.
- Spakuj się, wyjeżdżamy – wydał
polecenie
- Mieliśmy zostać do środy –
odparła zdziwiona
- Bo do Polski wracamy w środę.
Ale dziś jedziemy do Florencji. Samochód już czeka. Wypadły mi tam dwa spotkania.
A ty zwiedzisz nowe miasto – uśmiechnął się przyjaźnie – Poza tym nie chcę
zostawiać cię tu samej. W końcu przyjechałaś ze mną.
- A Klaudia?
- Czy każda nasza rozmowa musi
sprowadzać się do tematu Klaudii? – wyraźnie się zdenerwował – Spakuj się – polecił
– Wyjeżdżamy za godzinę. Wracamy jutro przed wieczorem, żeby zdążyć na
pożegnalny bal.
Florencja zachwyciła ją od
pierwszej sekundy. To przeurocze miasto u stóp Apeninów zachwycało architekturą
i miało zupełnie inny klimat, niż Mediolan. Urokliwe uliczki, kamienne mostki.
Z zaciekawieniem rozglądała się wkoło, gdy Marek stosując się do poleceń GPS’a
kierował się w stronę hotelu. Zdziwiła się, gdy weszli do pokoju dwuosobowego z
podwójnym łóżkiem. ‘Przecież tutaj już
nie musimy udawać’.
- No co? – zapytał widząc jej minę
– Spaliśmy razem przez pięć dni
- Cztery – poprawiła go szybko
- Masz rację, przez cztery –
skrzywił się na wspomnienie nocy spędzonej na niewygodnej kanapie – Więc
kolejna nie powinna ci już robić różnicy. Nie chrapię, nie rozpycham się na
łóżku, nie ściągam z ciebie kołdry – wyliczał na palcach lewej dłoni –
Pozwolisz, że pierwszy skorzystam z łazienki. Jem lunch z przedstawicielem
tutejszej firmy. Jeśli masz ochotę, możesz do nas dołączyć – mówił pospiesznie
wyciągając białą koszulę i garnitur z pokrowca - Obiecuję, że tym razem
wszystko przebiegnie bez niemiłych niespodzianek. Jeśli nie chcesz iść ze mną,
zamów sobie coś do pokoju, a ja obiecuję zabrać cię na kolację wieczorem. Przy
okazji rozejrzymy się po mieście. We Florencji byłem tylko raz, jako mały
dzieciak, niewiele pamiętam.
Postanowiła, że zostanie. Nie
chodziło o to, że mu nie ufała, że bała się, że wykorzysta ją po raz kolejny.
Po prostu na wszelki wypadek wolała się nie rozczarować, skoro ich relacja
wkroczyła na nowy, nieco bardziej pokojowy etap. To, że Marek miał zachowywać
się w porządku, nie oznacza, że nie będzie narażona na jakieś nieprzyjemne
aluzje ze strony jego kontrahenta. Odkąd zaczęła ubierać się w stroje
przywiezione przez Dobrzańskiego widziała te jednoznaczne spojrzenia mężczyzn.
Wracali do hotelu późną nocą.
- Jak chcesz, to potrafisz być
naprawdę fajnym facetem – podsumowała go z uśmiechem. Butelka wina, którą
wypili do kolacji wprawiła ją w wyśmienity nastrój. Postanowił tego nie
komentować. Pamiętał, jak wspominała, że ma słabą głowę.
- Naprawdę? – udał zaskoczenie –
Nigdy nie przypuszczałem, że usłyszę komplement z twoich ust
- Bo ty mnie jeszcze nie znasz –
wyszczerzyła się – Jestem bezpośrednia w swoich ocenach i walę prosto z mostu.
Niektórzy biorą to za zaletę, inni za wadę
- Ja traktuję to w kategoriach
zalety. Lepiej wiedzieć, niż myśleć, że ktoś jest dla ciebie miły bo cię lubi,
a koniec końców ma ochotę wsadzić ci nóż w plecy. Nie lubię obłudy – parsknęła
śmiechem
- Doprawdy? I człowiek, który
obłudą się brzydzi postanowił udawać przez ukochaną, że ma nową dziewczynę
- Proszę cię, nie rozpoczynajmy
znów tematu Klaudii. Wiem, jakie masz zdanie na ten temat. I powiem ci, że
cieszę się, że je poznałem. Gdzieś widziałem w necie taki obrazek ‘wolę ludzi,
którzy głośno przeklinają, niż małych, cichych skurwysynów’. Cieszę się, że
wyłożyłaś mi kawę na ławę. A poza tym muszę przyznać, że nigdy w życiu, w tak
krótkim czasie nie przeprowadziłem tyle rozmów inteligentnie uszczypliwych.
Jesteś bardzo bystra i zawsze wiesz, co powiedzieć.
- Nieźle, nieźle. Odpłacasz
komplementem za komplement. Nim dojdziemy do hotelu jeszcze się okaże, że się
zaprzyjaźniliśmy – zaśmiała się rozweselona po procentowym trunku
- Bo chyba trochę tak jest, nie
uważasz? – spojrzał na jej profil – Nikomu, w ciągu kilku dni nie powiedziałem
tyle o sobie, z nikim nie przeprowadziłem tyle szczerych rozmów.
- I co? I teraz tak będziemy się
przyjaźnić? Spotykać na swoich urodzinach, jadać razem kolacje i chodzić na
kawki?
- Lubię jeść w twoim towarzystwie
– oświadczył poważnym tonem i mocno chwycił za rękę, gdy potknęła się na
nierównym chodniku. Nie wypuścił jej dłoni aż do samego hotelu.
- A wiesz, że moja współlokatorka
jest twoją wielką fanką – pokręciła głową z pobłażaniem, gdy jechali już windą
na górę
- Naprawdę? – musiał przyznać, że
doprawdy była urocza taka lekko podcięta
- Nawet jej proponowałam, żeby
przyjechała tutaj zamiast ciebie – machnęła ręką – znaczy mnie. Żeby
przyjechała tutaj za mnie – poprawiła się
- A ja cieszę się, że
przyjechałaś tutaj właśnie ty. Zapewne ona nie potrafiłaby w kilku krótkich zdaniach
sprowadzić mnie do pionu – otworzył drzwi i puścił przodem.
Kolejny dzień minął im w równie
miłej atmosferze. Nawet zdecydowała się mu towarzyszyć podczas ostatniego
spotkania z kontrahentem. W zasadzie, to ku jego zdziwieniu, sama się na to
spotkanie wprosiła, gdy okazało się, że ów partnerem biznesowym ma być
czterdziestoletnia Francuzka, która dziesięć lat temu na stałe osiedliła się we
Włoszech, zakładając jedną z najlepszych firm produkującej kapelusze i nakrycia
głowy. Tłumaczyła, że ma dość siedzenia w hotelu i chętnie pozna tak
przedsiębiorczą kobietę. Wrócili do Mediolanu późnym popołudniem w świetnych
nastrojach, z dwoma podpisanymi umowami.
Starannie wykonała wieczorowy
makijaż, który świetnie komponował się z granatową, wieczorową suknią. Podpięła
włosy w finezyjny kok. Spryskała skórę perfumami, które przywiozła. Niezbyt
drogimi, za to o ciekawym zapachu cedru połączonego z trawą cytrynową i nutą
magnolii. Marek dumnym krokiem prowadził ją w stronę stolika numer pięć, który
zajmowała firma Febo&Dobrzański. Dziś postanowił, że nie zostawi jej nawet
na chwilę. Wiedział, że podczas kilku wcześniejszych imprez dał plamę. Chciał
jej udowodnić, że w jego towarzystwie też będzie się dobrze bawić i żaden Dawid
nie będzie jej potrzebny. Kilku mężczyzn próbowało podchodzić, by poprosić ją
do tańca, ale skutecznie ich odstraszał swoim wzrokiem. Sam, za to bardzo
chętnie pląsał z nią po parkiecie.
- Zauważyłeś, że Klaudia przyszła
bez Fabio – szepnęła mu na ucho, gdy przytuleni, w takt wolnej muzyki kołysali
się. Czuła, że wyraźnie się spiął.
- Pshemko mówił, że ponoć się
wczoraj rozstali
- Masz teraz drogę wolną –
mruknęła. ‘Czyżby w jej głosie
pobrzmiewała nuta smutku?’
- Taaaa – westchnął i mocniej
przycisnął do siebie, wtulając twarz w jej włosy – Napijemy się szampana? –
lekko odsunął ją od siebie, gdy w głośnikach rozbrzmiała nieco bardziej
energetyczna piosenka. Kiwnęła głową na znak zgody. Porwał z tacy kelnera dwa
kieliszki i poprowadził ją w stronę tarasu. Trzech eleganckich mężczyzn paliło
cygara, kilkanaście pozostałych osób, w małych grupach dyskutowało w różnych
językach. Najwidoczniej, tak jak oni, zawędrowali tu w poszukiwaniu ciszy i
świeżego powietrza. Marek podał jej smukły kieliszek wypełniony gazowaną cieczą
i stuknął szkłem.
- Za ten magiczny wieczór –
spojrzał jej w oczy
- Za ostatni wieczór w Mediolanie
– uśmiechnęła się do niego delikatnie. Traktował ją dzisiaj wyjątkowo. Czuła,
że jest dziś dla niego najważniejsza. Nawet na moment nie spuścił z niej
wzroku. Nawet na moment nie spojrzał na Klaudię, mimo iż kręciła się koło nich
kilkukrotnie. Przysunął się bliżej i krótko musnął jej usta. Później kolejny,
nieco dłuższy pocałunek i następny, bardziej namiętny. Odrywał się na chwilę,
obserwując jej twarz, by po chwili znów złączyć ich wargi. Zachowywał się tak,
jakby sprawdzał, na ile może sobie pozwolić. A ona pozwała na coraz to bardziej
żarliwe tańce warg i języków. Nie zastanawiała się, czy Dobrzański robi to, bo
tego chce, czy znów prowadzi jakąś grę. Skupiła się na jego ustach i
przyjemności, jaką jej te wargi dawały.
- Dziękuję, że tu ze mną
przyjechałaś – szepnął zamykając ją w swoich ramionach. Czuła się dziwnie
podekscytowana i chyba szczęśliwa.
Extra pozdrawiam Paula
OdpowiedzUsuńUwielbiam Cię! Moja Mistrzyni!
OdpowiedzUsuńDotarło do Robaczka z całą mocą, dotarło i jak się okazuje nie bolało. Można myśleć i nie cierpieć :D. Fajny facet, mój kolega! Już oficjalnie :D. Mam nadzieję, że tego nie spieprzy i z tego zaszczytnego tytułu nie zrezygnuje :D. Jak chce potrafi być miły i szarmancki, potrzebował tylko bodźców. I proszę miał dwie baby, biegał za jedną a w końcu wybiegał drugą. Jak on chciał to Klaudia nie chciała, jak Klaudia chce to on nie. Dobrze, że facet zmądrzał i wyciągnął wnioski! Bosko. Teraz tylko pożar i momenty nam zostały :). Pozdrawiam, KaEm.
Ale sie ciesze, ze juz dzis kolejny rozdzial!! :) Byłam mega podekscytowana jak czytalam koncowke opowiadnia :)Marek naprawde potrafi byc czrujacym facetem i w koncu zachowal sie jak nalezy. Nie krecil sie specjalnie przed Klaudia, a umial skupic uwage na Uli, zabrac ja na wycieczke po Mediolanie czy tez pojechac razem do Florencji,. Spedzili calkiem fajny czas i to na pewno zaowocowało pozytywnie ... Ula poznala Marka zupelnie od innej strony, a Marek...? Marek tez zobaczyl w Uli kogos wiecej niz pyskata zołze ;) Ula jest naprawde piekna, mloda, bardzo inteligenta kobieta :) a jej humor po odrobinie alkoholu tez jej dodaje uroku. :) Ciekawa jestem, co bedzie po powrocie....czy Marek przejrzał na oczy, czy jeszcze mu to chwile zajmie...facet to jednak facet:P pocałunek na koncu był mega! :) w moim odczuciu rosnie pewna konkurencja dla "Wbrew..." :) jestem bardzo ciekawa, co bedzie dalej i czekam niecierpliwie na c.d. Pozdrawiam cie serdecznie! :) M.M.
OdpowiedzUsuńTrafiła ich strzała amora, tarcia na linii Ula -Marek przekształciły się na innego rodzaju tarcia. Trafiła się Markowi jego własna , prywatna dziewica. Klaudia krąży koło nich jak sęp koło padliny, oby tylko nie namieszała, mam nadzieję że Marek będzie konsekwentny w swych przemyśleniach . Pozdrawiam B.
OdpowiedzUsuńChyba się nam Marek odnalazł, a to dobrze. Zaczął myśleć i dostrzegać. Mówiłam, że wcale taki beznadziejny nie jest. Miał potencjał i pozwolił się mu wydostać na powierzchnię. Jak chce potrafi być w porządku, co udowadnia, bo to chyba nie jest gra tym razem w drugą stronę. Ulka też zaczyna dostrzegać, była niemiła, jak on był niefajny a teraz oboje pokazują to milsze oblicze. Bardzo, bardzo mnie to cieszy. Oby Klaudia definitywnie odeszła w zapomnienie. Super. Ania.
OdpowiedzUsuńOrzesz, w paszczaka.... podwyższony testosteron u Marunia na maksa... ? Ojjjjj....
OdpowiedzUsuńUfo,nie odpuszcza i w dalszym ciągu oblatuje Marka,....?Odpuści...? czy natarcie na Ulcię z
robi ? Zapowiada się,zapowiada.....a Ulka ? Czyżby zmiękły stópki....ach.... miłość....?
Buziale Amicus.
No cudnie, cudnie.... taka slodka, ciepla i nastrojowa czesc... po tych ostatnich paryskich horrorach troche koi dusze... a z nimi coraz blizej... i dobrze... czekam na ciag dalszy ... :)
OdpowiedzUsuńCzyżby do Marka coś dotarło? Swoją drogą dziwne miał poczucie "miłości" ;) Szkoda, że do piątku tak daleko... :( Może jednak jakieś marchewki wcześniej? ;) Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCuuudo! <3 Inteligentna i uszczypliwa kobieta to skarb, jak się okazuje :) hehe... I to na serio, prawdziwy mężczyzna nie chce głupawej panny, która spełnia każdą zachciankę i jest na każde zawołanie... Piękne, romantyczne i nie przesłodzone :) Oj czekam na cd...ale, że aż!!! do piątku :)
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak się cieszę, że rozdział był dzisiaj! Cudownie :D. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńCo tu pisać, jest rewelacyjnie. I na tym powinnam przestać. Ale, że wtedy nie byłabym sobą, a Ty byś krzyczała... to przejdę do rzeczy. Najprościej mówiąc - wzięło ich, oj wzięło :D. Wzięło Marka, wzięło Ulkę tylko patrzeć jak razem się wezmą do działania :D. Chyba właśnie się skończyła bezzwiązkowa era Uli. Wkraczają oboje na nowy etap. Już czuję te iskry. Ale po kolei, Markowi pyskówki, kłótnie i inteligentne docinki dobrze zrobiły, tego facet potrzebował - jak kania dżdżu. Co prawda bez jego dobrych chęci nic z pogadanek umoralniających Ulki by nie było- to prawda, ale jednak mógł ją i jej opinie mieć w poważaniu i nadal zachowywać się jak debil, kretyn i pajac w jednym :D. Na szczęście taki beznadziejny jak sądziła Ulka nie jest i potrafi myśleć. Oczywiście pod warunkiem, że znajdzie odpowiedni bodziec i motywacje. No ale w końcu jest facetem i nie wymagajmy zbyt wiele :D. W sprzyjających okolicznościach potrafi się zachować na poziomie, przyznać do błędów i przeprosić. Czego chcieć więcej? Spacer dobrze mu zrobił, zrozumiał i naprawił błędy z nawiązką. Chcąc naprawić wcześniejsze nietaktowne zachowania rezygnuje z reprezentowania firmy, woli ten czas spędzić z Ulą. Prawie ideał :). A co najważniejsze obojgu te wspólne spacery i zwiedzanie wychodzi na dobre. Bez grania, udawania, szczere rozmowy i naturalne zachowania im służą. Coraz lepiej się dogadują i czują w swoim towarzystwie. Teraz to Marek się stara i chce by Ulka także w jego towarzystwie, a nietylko Dawida czuła się swobodnie i dobrze. I to mu się udaje. Ulka dobrze się bawi, pozwala sobie na śmiałe opinie i słusznie, niech się docierają. I Kaśka się w tle przydaje, kolejny dowód dla Marka, że dobrze zrobił wybierając Ulkę. A ona nawet zrezygnowała z drutu kolczastego i bardziej świadomie lub nie pozwala na łóżkowe przytulanie. Na razie tylko tyle :D. Mam nadzieję, że na razie! Fajną parę tworzą i oboje po tych oczyszczających rozmowach zauważają zalety drugiej strony. Do tego całowanie, przytulanie i chodzenie za rączkę wychodzi im równie dobrze, jak utarczki słowne z początku znajomości. Ale żeby dojść do tego etapu oboje musieli ciut przystopować, chcieć i się postarać. I dzięki temu mają spory potencjał na stworzenie fajnego związku. Wybiegam może za daleko, ale mam podstawy by na to liczyć. Szczególnie, że Marek ma już Byłą w głębokim poważaniu, to co ona robi, z kim to robi i po co interesuje go tak jak zeszłoroczny śnieg albo jeszcze mniej. I dobrze, niewarto było tracić na nią czas, energię i pieniądze! Zdecydowanie można je lepiej zainwestować. Trafiła się Markowi fajna, mądra, piękna dziewczyna z zasadami, charakterem i pakietem cech, o których Była nawet nie słyszała. Prawdziwe wyzwanie przed nim, ale jak się postara to mu się uda. Przecież oboje dzięki tej znajomości mogą się nauczyć wielu ciekawych rzeczy, na różnych płaszczyznach :D.
Pozdrawiam i cieszę się, że do piątku :).
Jak miło, już się tak dłużyło do tej środy, fajnie że wstawiłaś wcześniej, do Marka w końcu zaczyna coś docierać, nie wiem czy już sobie zdaje z tego sprawę, jeśli nie to już kwestia tylko czasu, no ciekawa jestem czy czeka nas happy end, czy coś jeszcze się pokomplikuje w i tak dość skomplikowanej relacji jak ich łączy. Czy Mareczek coś jeszcze wymyśli :) Pozdrawiam Kasia
OdpowiedzUsuńDzięki Amicus za piękną niespodziankę, na każdy rozdział czekan z dreszczykiem ciekawości, pozdrawiam.M.
OdpowiedzUsuńDługi miłośny pocałunek i niedługo Ula i Marek zostaną parą :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
czyżby po balu miał nastąpić wybuch namiętności? :) Mam nadzieję!
OdpowiedzUsuńJak nic Klaudia to już przeszłość a co za tym idzie Ula to przyszłość. Teraz powinno odmienić się Klaudii i chciałaby wrócić do Marka a on powinien powiedzieć jej, że ma Ulę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam miło.
Piątek już trwa od 15 godzin i 23 minut...czekam i czekam :) :D Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńAmicus, czekam(y) z niecierpliwością! ;)
OdpowiedzUsuń