B

wtorek, 1 lipca 2014

'Dziecko' VII



Rankiem cicho wsunął się do jej sali. Nie spała. Patrzyła się w okno. Niepewnym krokiem podszedł do jej łóżka i uprzednio stawiając na szafce dwa jednodniowe soki marchwiowe usiadł na krześle obok. Przeniosła swój wzrok na niego.
- Jak się czujesz? – zapytał cicho, obawiając się dystansu z jakim go będzie traktować
- Lepiej, dziękuję
- Był już obchód?
- Tak. Godzinę temu
- Rozmawiałem wczoraj z twoim lekarzem… a w zasadzie Norbert rozmawiał. Mają ci dziś zrobić resztę badań. Pójdę później dowiedzieć się czegoś więcej – kiwnęła głową z wdzięcznością – Mam nadzieję, że nie będą cię trzymać tutaj długo i będę cię mógł zabrać do domu… do Warszawy – dodał, gdy obrzuciła go pytającym spojrzeniem
- Marek, ja z tobą nie wrócę – westchnął głośno. Tego się właśnie obawiał.
- Wiem, że ta przeklęta rozmowa bardzo cię zraniła. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Bardzo żałuję słów, które wtedy wypowiedziałem. Byłem tchórzem i ostatnim gnojkiem. Wciąż się boję, że nie sprostam, że okażę się kolejnym palantem, który nie zasługuje na miano taty. Nie chcę być taki, jak mój ojciec. Nigdy ci o tym nie mówiłem, ale nasze relacje zaczęły się poprawiać dopiero gdy byłem nastolatkiem. Zresztą nawet teraz nie są idealne. Jako dzieciak tak naprawdę miałem tylko mamę. Ojciec niby był, ale był gdzieś z boku. Taki niedzielny tatuś, który swoją nieobecność i brak czasu chce odkupić drogimi prezentami. Przez kilkanaście lat mieszkaliśmy w jednym domu, a żyliśmy jakby obok siebie. Boję się, że będę taki sam, że nie będzie potrafił okazać swojej miłości, nie będę poświęcał odpowiedniej uwagi naszemu dziecku. Ale chcę być tatą i wierzę, że z twoją pomocą, twoimi wskazówkami mi się to uda. Chcę dać swojemu dziecku to, czego sam od ojca nie otrzymałem. Miłość, uwagę. Chcę być dumny nawet z jego najmniejszych sukcesów i chcę mu o tym mówić – obojgu oczy zaszkliły się łzami – Wróć do mnie proszę. Kocham cię. Bardzo cię kocham – chwycił jej dłoń  i splótł ich palce. Nie wyrwała się – Ja już sobie nie wyobrażam życia bez ciebie…. Bez was – dodał po chwili tonąc w jej oczach – chcę spróbować być tatą, a nie tylko ojcem – nic nie odpowiedziała. Zamknęła oczy hamując łzy. Jedyną jej reakcją było pogłaskanie kciukiem wnętrza jego dłoni. Odczytał bezbłędnie ten wysłany przez nią sygnał.
Po tygodniu wypisali ją ze szpitala. Miała się oszczędzać, dużo leżeć, ale dalsza hospitalizacja nie była konieczna. Lekarz miał świadomość, że przebywanie na oddziale nie wpływa pozytywnie na pacjentki. Marek cały czas był przy niej. Stery w firmie na te kilka dni przejął Sebastian, ale wiedzieli, że tak dłużej nie dadzą rady funkcjonować. Poprosił o pomoc rodziców. Ojciec zgodził się wrócić do firmy na jakiś czas i przejąć najważniejsze obowiązki. Marek przeniósł się z hotelu do wynajmowanego przez Ulkę mieszkania.
Dwa tygodnie po wyjściu ze szpitala stawili się na badania kontrolne.
- To zapraszam jeszcze panią na USG – rzekł jej lekarz prowadzący. Ruszyła za nim. Marek nie bardzo wiedział, jak w tej sytuacji się zachować. Wyjść, czy zostać. Nie ustalili tego przed wizytą – Tatusia również zapraszamy. Proszę usiąść obok żony – uśmiechnął się przyjaźnie – Pierwsze dziecko? – zapytał Dobrzańskiego
- Owszem
- Tak myślałem. Jest pan trochę spanikowany. Niech pan się nie martwi, sam nie byłem lepszy. Dopiero przy trzecim dziecku przestałem przeżywać
- Trzecim? – zdziwił się
- Mam syna i trzy córki – powiedział dumnie i skupił się na badaniu. Oboje z zaciekawieniem wpatrywali się w monitor. Ula nie pierwszy raz widziała swoją małą fasolkę, która z dnia na dzień rosła. Dla Marka to była nowość. Z zafascynowaniem wsłuchiwał się odgłosy pracy serca. Ścisnął mocniej rękę Uli i uśmiechnął się radośnie. To było dla niego coś niezwykłego. Coraz bardziej nie mógł się doczekać momentu przyjścia dziecka na świat.
- Wygląda na to, że wszystko powoli wraca do normy – rzekł doktor podając Cieplakównie zwój papierowych ręczników – Co nie oznacza – podkreślił – że może pani wrócić do normalnego trybu życia. Wciąż musi pani bardzo na siebie uważać i oszczędzać się. Choć myślę, że czujny tatuś nie pozwoli na żadne niewłaściwe zachowania. Nie dźwigamy, leżymy, odżywamy się zdrowo i przyjmujemy leki, które włączyliśmy. I widzimy się za miesiąc 
- A czy możliwa jest dłuższa podróż? – zapytał Dobrzański, gdy już mieli wychodzić
- Samolotem?
- Nie. Autem. Do Warszawy – Ula posłała mu pytające spojrzenie
- Nie widzę przeciwwskazań
Gdy tylko wyszli spojrzała na swojego partnera wyczekująco
- Niebawem chyba wrócimy do Warszawy – wyjaśnił
- Nie – odparła zdecydowanie – Chcę tu zostać aż do rozwiązania.
- Ale..
- Marek, dlaczego podjąłeś decyzję bez konsultacji ze mną?
- Myślałem, że będziesz chciała być bliżej rodziny. Poza tym firma – nie dała mu dokończyć
- Jestem blisko rodziny. Mam Agnieszkę i Norberta, którzy bardzo mi pomogli w najtrudniejszym momencie mojego życia – spuścił wzrok wciąż mając poczucie winy – Masz firmę. Rozumiem jeśli musisz wrócić. Ja chcę zostać tu do rozwiązania. Mają tu świetną porodówkę, doktor Wołek to dobry specjalista. Chcę by nasze dziecko urodziło się tutaj. W miejscu, w którym zaczęliśmy wszystko od nowa, a dopiero później wrócę do Warszawy. Jeśli musisz, jedź do firmy.
- Przecież wiesz, że cię nie zostawię. Przepraszam – musnął jej usta – W firmie świetnie dadzą sobie radę przez te kilka miesięcy. Zresztą mogę ją nadzorować via Internet. Kocham cię moja ty mamusiu.
Pięć miesięcy później powitali na świecie syna. Zgodnie ustalili, że Marek poczeka na korytarzu. Ulka widziała, że Dobrzański nie pali się do obecności na sali porodowej i nie chciała go zmuszać. W szkole rodzenia, do której chodzili razem, usłyszała, że partner musi być w stu procentach przekonany o tym, że chce porodu rodzinnego. Ona również nie była do niego w pełni przekonana. Nie chciała ulegać modzie. Marek, choć nie mówił tego głośno bał się kompromitacji. Od dziecka nie znosił choćby badań krwi. Bał się, że najzwyczajniej w świecie zamiast ją wspierać, zemdleje na porodówce. Gdy pielęgniarka wyszła mu powiedzieć, że ma syna i że oboje wraz z Ulą zostaną za chwilę przewiezieni do sali numer osiem, poczuł dumę. ‘Zostałem ojcem’ powtarzał w myślach i rósł w swoim mniemaniu. Gdy pierwszy raz zobaczył tego szkraba leżącego na piersi jego ukochanej poczuł szczęście. Prawdziwe szczęście trudne do opisania słowami. Dopiero, gdy wziął małego na ręce zrozumiał, jak wiele mógł stracić, jak wiele mogło go ominąć przez głupotę i strach. Ula rozczulona tym widokiem chwyciła w dłoń komórkę i zrobiła mu zdjęcie. 

Kilkanaście minut później rozesłał je do rodziny i znajomych z podpisem ‘Dziś o 19:46 zostałem dumnym tatą Jasia’. 


KONIEC! 

16 komentarzy:

  1. MalgorzataSz11 lipca 2014 23:25

    Cudo!!! Zmiana sposobu myślenia Marka wręcz spektakularna. Czasem widok swojego dziecka na ekranie monitora potrafi zdziałać cuda nawet u największego twardziela. W Marku ten widok poruszył najczulsze struny jego duszy. Pięknie to opisałaś. Dobrze zrobił, że powiedział Uli o swoich obawach, o tym jak sam traktowany był przez ojca i jak bardzo nie chciał w ten sam sposób traktować swojego dziecka. To chyba zaważyło na decyzji Uli, a także fakt, że cały czas Marek przy niej był otaczając ją troską i opieką.
    Kolejne piękne opowiadanie do tej sporej już kolekcji. Dziękuję Amicus za nie i pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię tworzyć z Marka taki model bliski ideałowi. Przynajmniej o mężczyźnie, który widzi swoje błędy, żałuje i chce je naprawić możemy poczytać.
      Dzięki komentarze pod każdą kolejną częścią.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. i wszystko wrociło na własciwe tory. Marek w końcu sie otwrzyl i powiedział głośno swoje obawy w sprawie ojcostwa uli. Cieszy mnie to ,że to i on i ona zrozumieli co w życiu jest najwazniejsze .
    Czekam na kolejne wspaniałe opowiadanie. Kolejny rozdzial miłości bez końca;)
    kiedy bedzie morzna sie go spodziewać?Pozdrawiam Patka

    Ps.
    jak tam twoja reka? Ja dzisiaj sobie zbiłam palec konczyny dolnej także znam ten ból

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokopałam się do miłości bez końca, więc póki co będę wstawiała to, co już mam. A może powoli uda mi się napisać dalsze rozdziały. Ręka usztywniona. Powoli opuchlizna schodzi ale z ruchomością jeszcze nie najlepiej.
      Także zapraszam jutro na kolejny rozdział :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Widzę,że z wielkim trudem pokonałaś swoją niedyspozycję pisząc ten piękny rozdział. O takim właśnie Marku pisałam w poprzednim komentarzu.Widok kruszynki , zmienia patrzenie na niepewną przyszłość. Wspólne wspierania się zawsze podbudowuje ego,obojętnie czy to jest jej,czy jego.Miłość,tolerancja i wzajemne poszanowanie zwycięża i Ty to Amicus pokazałaś .Dziękuję Ci za . Kuruj swoją łapkę i nie przeciążaj jej,wierni czytelnicy zawsze wracają.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział na szczeście był już napisany. Lewą ręką chyba bym go pisała pół roku ;)
      Z Waszymi komentarzami 'męczę' się kilkadziesiąt minut pisząc je w Wordzie i przeklejając.
      Na szczęście trochę rzeczy jest już napisanych, więc wracamy bez dłuższej przerwy do miłości bez końca. Zapraszam na piątek.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Pieknie, wszystko sie naprostowalo, dobrze, ze Ula to madra osoba i nie zamknela sie w urazonej dumie. Teraz to juz bedzie lepiej.
    A nawiasem rzecz biorac to ciekawa jestem czy twoj zawodowy kierunek odbiega bardzo (moze i wcala nie ma zwiazkow) od psychologii bo twoje postacie sa skomplikowane , a portrety nietuzinkowe. Z czystej ciekawosci zastanawiam sie czy ta roznorodnosc to wylacznie obserwacja swiata czy ma to jakies zrodlo w tym z czym stykasz sie czesciej niz przecietny smiertelnik.
    Jesli twoje teksty to wylacznie indywidualna obserwacja i analiza to tym bardziej brawo.
    Lapka zdrowsza, wszyscy na twm blogu Ci tego zycza, jestesmy prawdziwymi fankami prawej lapki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój zawodowy kierunek odbiega... Jedyny mój związek z psychologią jest taki, że jak każdy humanista miałam jeden semestr psychologii społecznej. A.. no i jeszcze uczelnia psychologiczna. Tak, ta dla celebrytów ;)
      Niemniej w swoich opowiadaniach staram się budować postać na podstawie obserwacji ludzi, znajomych, rodziny. I jakoś tak się udaje. Mam chyba barwne postaci wokół siebie ;)
      Moja ręka nawet nie zdaje sobie sprawy ze swojego funclubu!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Pięknie! Nie wiem co jeszcze powiedzieć... po prostu wspaniale ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Pozdrawiam i zapraszam na piątek :)

      Usuń
  6. Lepiej póżno niż wcale. Cieszę się,że wyprostowałaś im drogę.Kocham takie zakończenia.Jak jest każdy widzi,wystarczy się rozejrzeć dookoła.Można to opisać,ale wtedy moim zdaniem jest się tylko wyrobnikiem.Żeby napisać jak być powinno, trzeba to wymyślić.Mieć wizję i wenę.Aby opowiadanie brzmiało prawdziwie,trzeba mieć odpowiedni poziom inteligencji.A żeby było piękne i "dobrze wchodziło" czytelnikowi trzeba mieć talent.Mała jesteś wielka. Muszę przyznać,że przeczytałam komentarz Lectrice, tez się zastanawiam, czym się zajmujesz.Mnie zastanowiło skąd wiesz o PET.Jest to stosunkowo nowa diagnostyka obrazowa.Parę ośrodków w kraju ją stosuje.Nie zwykłe markery ,tomografia, tylko PET.Masz coś wspólnego ze służbą zdrowia? Ciekawe babsko jestem.Wybacz. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz mile połechtał moje ego ;) choć uważam, że z tym talentem to trochę przesadzasz :)
      Póki co nie zajmuję się nieczym konkretnym. Leczeniem palców, spotkaniami ze znajomymi i planowaniem sobie życia po studiach ;)
      Powiem tyle, że mam znajomości w medycznym świecie i trochę się osłuchałam ;)
      Ciekawość, to pierwszy stopień do piekła... chociaż z drugiej strony kto pyta nie błądzi :)

      Usuń
  7. Przesłuchałam męża pod kątem co on sobie myślał na wieść o mojej ciąży. Ostrożnie dobierał słowa. Wracając do Marka. On nie miał wyboru. Albo Ulka w pakiecie z dzieckiem albo nic. Trochę nie dowierzam jego ''nagłemu" nawróceniu i zmianie zdania. On potrzebował czasu, żeby przetrawić sytuację.
    Piszesz cudnie, ale ten Marek był przez moment baaaaardzo nieprzyjemny.
    Pozdrawiam
    bewunia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj będzie jeszcze historia w której będzie jeszcze bardziej nieprzyjemny. Oj będzie... Będziecie go dusić przez ekran komputera. Teraz wracamy do miłości bez końca... a później będzie dziwnie i nieprzyjemnie ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Amicus ,planujesz,powiadasz.Prawo młodości.A jeden stary i złośliwy stwierdził-"Jeżeli chcesz rozśmieszyć Boga ,opowiedz mu o swoich planach na przyszłość"Mnie pozostaje tylko mieć nadzieję, że jutro, będzie cd " Miłości bez końca"Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby tak sądzić, trzeba najpierw w niego wierzyć. A ciężko jest wierzyć w dzisiejszych czasach, patrząc na to, co wyrabiają jego 'wybrańcy' i kościół generalnie jako instytucja. W życiu wolę się kierować rozumem, niż wiarą. ;)
      Cd będzie tuż przed 23:00.
      Pozdrawiam :)

      Usuń