Rankiem cicho
wsunął się do jej sali. Nie spała. Patrzyła się w okno. Niepewnym krokiem
podszedł do jej łóżka i uprzednio stawiając na szafce dwa jednodniowe soki marchwiowe
usiadł na krześle obok. Przeniosła swój wzrok na niego.
- Jak się
czujesz? – zapytał cicho, obawiając się dystansu z jakim go będzie traktować
- Lepiej,
dziękuję
- Był już
obchód?
- Tak. Godzinę
temu
- Rozmawiałem
wczoraj z twoim lekarzem… a w zasadzie Norbert rozmawiał. Mają ci dziś zrobić
resztę badań. Pójdę później dowiedzieć się czegoś więcej – kiwnęła głową z
wdzięcznością – Mam nadzieję, że nie będą cię trzymać tutaj długo i będę cię
mógł zabrać do domu… do Warszawy – dodał, gdy obrzuciła go pytającym
spojrzeniem
- Marek, ja z
tobą nie wrócę – westchnął głośno. Tego się właśnie obawiał.
- Wiem, że ta
przeklęta rozmowa bardzo cię zraniła. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę.
Bardzo żałuję słów, które wtedy wypowiedziałem. Byłem tchórzem i ostatnim
gnojkiem. Wciąż się boję, że nie sprostam, że okażę się kolejnym palantem,
który nie zasługuje na miano taty. Nie chcę być taki, jak mój ojciec. Nigdy ci
o tym nie mówiłem, ale nasze relacje zaczęły się poprawiać dopiero gdy byłem
nastolatkiem. Zresztą nawet teraz nie są idealne. Jako dzieciak tak naprawdę
miałem tylko mamę. Ojciec niby był, ale był gdzieś z boku. Taki niedzielny
tatuś, który swoją nieobecność i brak czasu chce odkupić drogimi prezentami.
Przez kilkanaście lat mieszkaliśmy w jednym domu, a żyliśmy jakby obok siebie.
Boję się, że będę taki sam, że nie będzie potrafił okazać swojej miłości, nie
będę poświęcał odpowiedniej uwagi naszemu dziecku. Ale chcę być tatą i wierzę,
że z twoją pomocą, twoimi wskazówkami mi się to uda. Chcę dać swojemu dziecku
to, czego sam od ojca nie otrzymałem. Miłość, uwagę. Chcę być dumny nawet z
jego najmniejszych sukcesów i chcę mu o tym mówić – obojgu oczy zaszkliły się
łzami – Wróć do mnie proszę. Kocham cię. Bardzo cię kocham – chwycił jej
dłoń i splótł ich palce. Nie wyrwała się
– Ja już sobie nie wyobrażam życia bez ciebie…. Bez was – dodał po chwili tonąc
w jej oczach – chcę spróbować być tatą, a nie tylko ojcem – nic nie
odpowiedziała. Zamknęła oczy hamując łzy. Jedyną jej reakcją było pogłaskanie
kciukiem wnętrza jego dłoni. Odczytał bezbłędnie ten wysłany przez nią sygnał.
Po tygodniu
wypisali ją ze szpitala. Miała się oszczędzać, dużo leżeć, ale dalsza
hospitalizacja nie była konieczna. Lekarz miał świadomość, że przebywanie na
oddziale nie wpływa pozytywnie na pacjentki. Marek cały czas był przy niej.
Stery w firmie na te kilka dni przejął Sebastian, ale wiedzieli, że tak dłużej
nie dadzą rady funkcjonować. Poprosił o pomoc rodziców. Ojciec zgodził się
wrócić do firmy na jakiś czas i przejąć najważniejsze obowiązki. Marek
przeniósł się z hotelu do wynajmowanego przez Ulkę mieszkania.
Dwa tygodnie po
wyjściu ze szpitala stawili się na badania kontrolne.
- To zapraszam
jeszcze panią na USG – rzekł jej lekarz prowadzący. Ruszyła za nim. Marek nie
bardzo wiedział, jak w tej sytuacji się zachować. Wyjść, czy zostać. Nie
ustalili tego przed wizytą – Tatusia również zapraszamy. Proszę usiąść obok
żony – uśmiechnął się przyjaźnie – Pierwsze dziecko? – zapytał Dobrzańskiego
- Owszem
- Tak myślałem.
Jest pan trochę spanikowany. Niech pan się nie martwi, sam nie byłem lepszy.
Dopiero przy trzecim dziecku przestałem przeżywać
- Trzecim? –
zdziwił się
- Mam syna i
trzy córki – powiedział dumnie i skupił się na badaniu. Oboje z zaciekawieniem
wpatrywali się w monitor. Ula nie pierwszy raz widziała swoją małą fasolkę,
która z dnia na dzień rosła. Dla Marka to była nowość. Z zafascynowaniem
wsłuchiwał się odgłosy pracy serca. Ścisnął mocniej rękę Uli i uśmiechnął się
radośnie. To było dla niego coś niezwykłego. Coraz bardziej nie mógł się
doczekać momentu przyjścia dziecka na świat.
- Wygląda na
to, że wszystko powoli wraca do normy – rzekł doktor podając Cieplakównie zwój
papierowych ręczników – Co nie oznacza – podkreślił – że może pani wrócić do
normalnego trybu życia. Wciąż musi pani bardzo na siebie uważać i oszczędzać
się. Choć myślę, że czujny tatuś nie pozwoli na żadne niewłaściwe zachowania.
Nie dźwigamy, leżymy, odżywamy się zdrowo i przyjmujemy leki, które
włączyliśmy. I widzimy się za miesiąc
- A czy możliwa
jest dłuższa podróż? – zapytał Dobrzański, gdy już mieli wychodzić
- Samolotem?
- Nie. Autem.
Do Warszawy – Ula posłała mu pytające spojrzenie
- Nie widzę przeciwwskazań
Gdy tylko
wyszli spojrzała na swojego partnera wyczekująco
- Niebawem
chyba wrócimy do Warszawy – wyjaśnił
- Nie – odparła
zdecydowanie – Chcę tu zostać aż do rozwiązania.
- Ale..
- Marek,
dlaczego podjąłeś decyzję bez konsultacji ze mną?
- Myślałem, że
będziesz chciała być bliżej rodziny. Poza tym firma – nie dała mu dokończyć
- Jestem blisko
rodziny. Mam Agnieszkę i Norberta, którzy bardzo mi pomogli w najtrudniejszym
momencie mojego życia – spuścił wzrok wciąż mając poczucie winy – Masz firmę.
Rozumiem jeśli musisz wrócić. Ja chcę zostać tu do rozwiązania. Mają tu świetną
porodówkę, doktor Wołek to dobry specjalista. Chcę by nasze dziecko urodziło
się tutaj. W miejscu, w którym zaczęliśmy wszystko od nowa, a dopiero później
wrócę do Warszawy. Jeśli musisz, jedź do firmy.
- Przecież
wiesz, że cię nie zostawię. Przepraszam – musnął jej usta – W firmie świetnie
dadzą sobie radę przez te kilka miesięcy. Zresztą mogę ją nadzorować via Internet.
Kocham cię moja ty mamusiu.
Pięć miesięcy
później powitali na świecie syna. Zgodnie ustalili, że Marek poczeka na
korytarzu. Ulka widziała, że Dobrzański nie pali się do obecności na sali
porodowej i nie chciała go zmuszać. W szkole rodzenia, do której chodzili
razem, usłyszała, że partner musi być w stu procentach przekonany o tym, że chce
porodu rodzinnego. Ona również nie była do niego w pełni przekonana. Nie
chciała ulegać modzie. Marek, choć nie mówił tego głośno bał się kompromitacji.
Od dziecka nie znosił choćby badań krwi. Bał się, że najzwyczajniej w świecie
zamiast ją wspierać, zemdleje na porodówce. Gdy pielęgniarka wyszła mu
powiedzieć, że ma syna i że oboje wraz z Ulą zostaną za chwilę przewiezieni do sali
numer osiem, poczuł dumę. ‘Zostałem ojcem’ powtarzał w myślach i rósł w swoim
mniemaniu. Gdy pierwszy raz zobaczył tego szkraba leżącego na piersi jego
ukochanej poczuł szczęście. Prawdziwe szczęście trudne do opisania słowami.
Dopiero, gdy wziął małego na ręce zrozumiał, jak wiele mógł stracić, jak wiele
mogło go ominąć przez głupotę i strach. Ula rozczulona tym widokiem chwyciła w
dłoń komórkę i zrobiła mu zdjęcie.
Kilkanaście minut później rozesłał je do
rodziny i znajomych z podpisem ‘Dziś o 19:46 zostałem dumnym tatą Jasia’.
KONIEC!

Cudo!!! Zmiana sposobu myślenia Marka wręcz spektakularna. Czasem widok swojego dziecka na ekranie monitora potrafi zdziałać cuda nawet u największego twardziela. W Marku ten widok poruszył najczulsze struny jego duszy. Pięknie to opisałaś. Dobrze zrobił, że powiedział Uli o swoich obawach, o tym jak sam traktowany był przez ojca i jak bardzo nie chciał w ten sam sposób traktować swojego dziecka. To chyba zaważyło na decyzji Uli, a także fakt, że cały czas Marek przy niej był otaczając ją troską i opieką.
OdpowiedzUsuńKolejne piękne opowiadanie do tej sporej już kolekcji. Dziękuję Amicus za nie i pozdrawiam. :)
Lubię tworzyć z Marka taki model bliski ideałowi. Przynajmniej o mężczyźnie, który widzi swoje błędy, żałuje i chce je naprawić możemy poczytać.
UsuńDzięki komentarze pod każdą kolejną częścią.
Pozdrawiam :)
i wszystko wrociło na własciwe tory. Marek w końcu sie otwrzyl i powiedział głośno swoje obawy w sprawie ojcostwa uli. Cieszy mnie to ,że to i on i ona zrozumieli co w życiu jest najwazniejsze .
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne wspaniałe opowiadanie. Kolejny rozdzial miłości bez końca;)
kiedy bedzie morzna sie go spodziewać?Pozdrawiam Patka
Ps.
jak tam twoja reka? Ja dzisiaj sobie zbiłam palec konczyny dolnej także znam ten ból
Dokopałam się do miłości bez końca, więc póki co będę wstawiała to, co już mam. A może powoli uda mi się napisać dalsze rozdziały. Ręka usztywniona. Powoli opuchlizna schodzi ale z ruchomością jeszcze nie najlepiej.
UsuńTakże zapraszam jutro na kolejny rozdział :)
Pozdrawiam
Widzę,że z wielkim trudem pokonałaś swoją niedyspozycję pisząc ten piękny rozdział. O takim właśnie Marku pisałam w poprzednim komentarzu.Widok kruszynki , zmienia patrzenie na niepewną przyszłość. Wspólne wspierania się zawsze podbudowuje ego,obojętnie czy to jest jej,czy jego.Miłość,tolerancja i wzajemne poszanowanie zwycięża i Ty to Amicus pokazałaś .Dziękuję Ci za . Kuruj swoją łapkę i nie przeciążaj jej,wierni czytelnicy zawsze wracają.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńRozdział na szczeście był już napisany. Lewą ręką chyba bym go pisała pół roku ;)
UsuńZ Waszymi komentarzami 'męczę' się kilkadziesiąt minut pisząc je w Wordzie i przeklejając.
Na szczęście trochę rzeczy jest już napisanych, więc wracamy bez dłuższej przerwy do miłości bez końca. Zapraszam na piątek.
Pozdrawiam :)
Pieknie, wszystko sie naprostowalo, dobrze, ze Ula to madra osoba i nie zamknela sie w urazonej dumie. Teraz to juz bedzie lepiej.
OdpowiedzUsuńA nawiasem rzecz biorac to ciekawa jestem czy twoj zawodowy kierunek odbiega bardzo (moze i wcala nie ma zwiazkow) od psychologii bo twoje postacie sa skomplikowane , a portrety nietuzinkowe. Z czystej ciekawosci zastanawiam sie czy ta roznorodnosc to wylacznie obserwacja swiata czy ma to jakies zrodlo w tym z czym stykasz sie czesciej niz przecietny smiertelnik.
Jesli twoje teksty to wylacznie indywidualna obserwacja i analiza to tym bardziej brawo.
Lapka zdrowsza, wszyscy na twm blogu Ci tego zycza, jestesmy prawdziwymi fankami prawej lapki !
Mój zawodowy kierunek odbiega... Jedyny mój związek z psychologią jest taki, że jak każdy humanista miałam jeden semestr psychologii społecznej. A.. no i jeszcze uczelnia psychologiczna. Tak, ta dla celebrytów ;)
UsuńNiemniej w swoich opowiadaniach staram się budować postać na podstawie obserwacji ludzi, znajomych, rodziny. I jakoś tak się udaje. Mam chyba barwne postaci wokół siebie ;)
Moja ręka nawet nie zdaje sobie sprawy ze swojego funclubu!
Pozdrawiam :)
Pięknie! Nie wiem co jeszcze powiedzieć... po prostu wspaniale ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Dzięki. Pozdrawiam i zapraszam na piątek :)
UsuńLepiej póżno niż wcale. Cieszę się,że wyprostowałaś im drogę.Kocham takie zakończenia.Jak jest każdy widzi,wystarczy się rozejrzeć dookoła.Można to opisać,ale wtedy moim zdaniem jest się tylko wyrobnikiem.Żeby napisać jak być powinno, trzeba to wymyślić.Mieć wizję i wenę.Aby opowiadanie brzmiało prawdziwie,trzeba mieć odpowiedni poziom inteligencji.A żeby było piękne i "dobrze wchodziło" czytelnikowi trzeba mieć talent.Mała jesteś wielka. Muszę przyznać,że przeczytałam komentarz Lectrice, tez się zastanawiam, czym się zajmujesz.Mnie zastanowiło skąd wiesz o PET.Jest to stosunkowo nowa diagnostyka obrazowa.Parę ośrodków w kraju ją stosuje.Nie zwykłe markery ,tomografia, tylko PET.Masz coś wspólnego ze służbą zdrowia? Ciekawe babsko jestem.Wybacz. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTwój komentarz mile połechtał moje ego ;) choć uważam, że z tym talentem to trochę przesadzasz :)
UsuńPóki co nie zajmuję się nieczym konkretnym. Leczeniem palców, spotkaniami ze znajomymi i planowaniem sobie życia po studiach ;)
Powiem tyle, że mam znajomości w medycznym świecie i trochę się osłuchałam ;)
Ciekawość, to pierwszy stopień do piekła... chociaż z drugiej strony kto pyta nie błądzi :)
Przesłuchałam męża pod kątem co on sobie myślał na wieść o mojej ciąży. Ostrożnie dobierał słowa. Wracając do Marka. On nie miał wyboru. Albo Ulka w pakiecie z dzieckiem albo nic. Trochę nie dowierzam jego ''nagłemu" nawróceniu i zmianie zdania. On potrzebował czasu, żeby przetrawić sytuację.
OdpowiedzUsuńPiszesz cudnie, ale ten Marek był przez moment baaaaardzo nieprzyjemny.
Pozdrawiam
bewunia
oj będzie jeszcze historia w której będzie jeszcze bardziej nieprzyjemny. Oj będzie... Będziecie go dusić przez ekran komputera. Teraz wracamy do miłości bez końca... a później będzie dziwnie i nieprzyjemnie ;)
UsuńPozdrawiam
Amicus ,planujesz,powiadasz.Prawo młodości.A jeden stary i złośliwy stwierdził-"Jeżeli chcesz rozśmieszyć Boga ,opowiedz mu o swoich planach na przyszłość"Mnie pozostaje tylko mieć nadzieję, że jutro, będzie cd " Miłości bez końca"Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńżeby tak sądzić, trzeba najpierw w niego wierzyć. A ciężko jest wierzyć w dzisiejszych czasach, patrząc na to, co wyrabiają jego 'wybrańcy' i kościół generalnie jako instytucja. W życiu wolę się kierować rozumem, niż wiarą. ;)
UsuńCd będzie tuż przed 23:00.
Pozdrawiam :)