Moi Drodzy,
jako, że jutro będę do późnych godzin wieczornych poza domem, a obiecałam rozdział wcześnie... wrzucam go dziś. Taki bobus dla tych, którzy zaglądają tu często, nie tylko w dni publikacji ;)
Do piątku! :)
Siedzieli obok siebie w ciszy. Od dwudziestu minut, od momentu, w którym się do niej dosiadł, nie odezwała się słowem. Nie chciał naciskać, nie chciał jej zmuszać do zwierzeń. Wiedział, że gdy będzie gotowa sama mu powie. Póki co chciał z nią być, by dać jej poczucie, że nie jest sama i jeśli tylko zechce znajdzie w nim wsparcie.
- W Polsce jestem od kilku
tygodni – odpowiedziała wreszcie na pytanie, które zadał tuż po swoim przyjściu
– bardzo szybko trafiłam tutaj. Leczę depresję – szepnęła. Objął ją ramieniem i
pogładził plecy – Nie wiem, co będzie dalej, nie wiem, jak będę żyć, gdy stąd
wyjdę. Nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc – delikatnie chwycił jej podbródek i
zmusił, by spojrzała mu w oczy
- Masz mnie i zawsze możesz na
mnie liczyć- zapewnił – Ula, to że spotkaliśmy się tutaj i właśnie teraz to nie
jest przypadek. Co się z tobą działo przez te wszystkie lata?
- Gdy wyjechałam wtedy na staż do
Londynu poznałam Davida. Był ode mnie starszy dwanaście lat, rozwiedziony, z
dwójką dzieci. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Byłam z nim bardzo
szczęśliwa, ale ten związek oznaczał zerwanie kontaktów z rodziną. Ojciec nie
chciał zaakceptować, że jestem z człowiekiem z przeszłością, na dodatek
starszym. Postawił mi warunek, albo wracam do Polski i rozstaję się z Davidem,
albo nie jestem już jego córką – mówiła, a w jej oczach gromadziły się łzy. Był
zaskoczony. Miał okazję poznać Józefa i nigdy by nie przypuszczał, że postawi
córce taki warunek – Wybrałam miłość.
Nie mogliśmy się pobrać, bo sprawa o podział majątku z byłą żoną jeszcze nie
była zakończona. Po jakimś czasie chciałam mieć z nim dziecko. Nie chciał się
zgodzić, mimo tego, iż wiem, że bardzo mnie kochał. Mówił, że ma już dwójkę i
to wystarczy. Z Gordonem i Emmą nawiązałam dobry kontakt. To w gruncie rzeczy
były jeszcze małe dzieci. On ma teraz dwanaście lat, ona siedem. Nawet mnie
polubiły. David był całym moim światem. Postawiłam wszystko na miłość i
zapłaciłam za to ogromną cenę. Nie mam rodziny, przyjaciół, pracy. Zimą
ubiegłego roku David wracał z negocjacji z Edynburga. Pogoda była fatalna. W
wypadku samochodowym zginął na miejscu – jej ciałem wstrząsnął szloch. Mocniej
przytulił ją do siebie – nawet nie mogłam go pochować. Nie byłam nikim z
rodziny. Ceremonią zajęła się jego była żona. Ja na pogrzebie czułam się jak
intruz wytykana palcami przez całą rodzinę. Kilka dni później Kate zajęła się
jego majątkiem. Nawet nie odczekała okresu żałoby – gorzko zaśmiała się pod
nosem – jedynymi spadkobiercami firmy, domu i reszty majątku zostały jego
dzieci. Z uwagi na to, że nie są pełnoletnie, przez najbliższe lata zarządzać
nim będzie Kate. Dała mi miesiąc na opuszczenie domu, w którym mieszkałam z
Davidem przez ostatnie pięć lat, który kupił po rozwodzie. Zabrała mi wszystko,
samochód, biżuterię, zabrała mi nawet złotą zawieszkę w kształcie serca, którą
podarował mi na naszą trzecią rocznicę. W środku było jego zdjęcie. Nie chciała
słuchać, że to prezent. Dla niej liczyła się tylko wartość tego drobiazgu. Nie
pozwoliła zatrzymać mi nic, co będzie mi go przypominało. Jedyne co mi
pozostało, to wspomnienia. W tym samym tygodniu, kiedy odbył się pogrzeb
zwolnili mnie z pracy. Pracowałam w firmie Davida. Jego obowiązki przejął
Anthony, jego zastępca, przyjaciel i obecny partner Kate. Na jej życzenie
wręczył mi wypowiedzenie. W ciągu kilkunastu dni zostałam sama, bez pracy i
dachu nad głową. Wróciłam do Polski w kwietniu. Nie potrafiłam żyć w Londynie.
Każda mijana knajpa, park, sklep przypominał mi o Davidzie. Nie mogłam pojechać
do Rysiowa. Ojciec mi mówił, że ten związek źle się dla mnie skończy. Nie
zrozumiałby. Zatrzymałam się u mojej kuzynki w Bydgoszczy. Ale nie potrafiłam
poukładać sobie życia na nowo, poradzić sobie z jego stratą. Potrzebowałam
pomocy i trafiłam tutaj – po raz kolejny tego popołudnia szloch wstrząsnął jej
ciałem
- Ciiii – szeptał w jej włosy,
uspokajająco gładząc po plecach – wszystko będzie dobrze, wszystko się jakoś
ułoży. Davida już nie ma, ale twoje życie toczy się dalej. Musisz znaleźć w
sobie siłę. A ja ci w tym pomogę. Nigdy już nie będziesz sama, bo masz mnie –
była mu wdzięczna. Odzyskała przyjaciela, którego tak bardzo teraz
potrzebowała.
Spotykali się regularnie każdego
dnia. Chodzili na długie spacery brzegiem morza albo siedzieli w kawiarni, gdy
pogoda była deszczowa. Ula nieco oderwała się od swoich problemów słuchając
opowieści o życiu Marka. Niewiele się u niego zmieniło. Jego stosunki z ojcem
wciąż nie były najlepsze.
- On wciąż chce kierować moim
życiem. Godziłem się na to mając dziesięć, dwadzieścia lat, ale teraz chcę żyć
po swojemu, a nie mogę – skarżył się podczas jednej z popołudniowych kaw.
- Może szczera rozmowa by coś
zmieniła – spojrzała na niego z troską. Odkąd spotkała go na plaży jej życie
odrobinę zmieniło się na lepsze. Spędzone w jego towarzystwie godziny dawały
jej wiele radości. Podświadomie tęskniła za nim wiele lat.
- Ty chyba naprawdę nie pamiętasz
jaki jest mój ojciec. Każdą rozmowę, która zbacza na niewygodne dla niego tory
ucina jednym zdaniem. Zawsze starałem się sprostać jego oczekiwaniom. Chciał,
bym skończył SGH, skończyłem, bym pracował w FD, pracuję, mimo, iż doskonale
wiesz, że chciałem być architektem. Podporządkowałem się by mieć spokój, by w
pewnym momencie, gdy spełnię jego oczekiwania pozwolił mi żyć normalnie. Bym
mógł sam o sobie decydować. Nic z tego – rzekł zrezygnowany – Kilkanaście dni
temu podczas niedzielnego obiadu jasno i dobitnie zakomunikował mi wraz z
matką, że mam już trzydzieści jeden lat i czas najwyższy, bym się ożenił –
wywrócił oczami – Czekaj, jak to było…. Synu, Tomek Kostrzewski się żeni we
wrześniu, córka Mikołajczyków wychodzi za mąż na wiosnę, a syn Rymkiewiczów w
grudniu zostanie ojcem, a w marcu bierze ślub. Oni są wszyscy od ciebie młodsi.
My naprawdę z mamą nie wiemy dlaczego ty nie możesz się ustatkować. Co my mamy
mówić znajomym? Czas, żebyś dorósł i się ożenił! To było mniej więcej
powiedziane takim tonem – wyjaśnił Ulce – I oczywiście wciąż ojciec nie może
przeżyć, że Paula nie zostanie jego synową. Wypomina mi to przy każdej możliwej
okazji – podkreślił
- Wciąż nie znają powodów waszego
rozstania? – bardziej stwierdziła, niż zapytała. Pokiwał przecząco głową
- Ojciec by tego nie zrozumiał.
Nawet nie miałem po co zaczynać tej rozmowy – machnął ręką
- Marek, przyjdzie taki moment, że
będziesz musiał mu powiedzieć
- A on wtedy uzna, że mam
wypaczone poczucie humoru. Nie, nie, nie – westchnął - Ta rozmowa nie jest na
moje nerwy. Zresztą na ojca też. Później będzie mi wyrzucał, że jego problemy z
sercem to moja wina. Matka będzie miała do mnie pretensję.
- Co zamierzasz? – dociekała –
Wiesz, że on teraz nie spocznie, dopóki cię nie ożeni.
- Przyjechałem tutaj by znaleźć
jakieś rozwiązanie i szczerze mówiąc nic nie wymyśliłem. Chciałbym z nim
porozmawiać, ale boję się. Jestem zwykłym tchórzem – powiedział gorzko, nerwowo
zagryzając dolną wargę – gorzej będzie, jak ojciec sam zacznie mi szukać
kandydatki na żonę. Już sobie wyobrażam ten casting na panią Dobrzańską, która
będzie najlepiej pasować do rodziny. Całe szczęście, że dziewczyn, z którymi
pojawiałem się na pokazach nie traktował w kategoriach potencjalnej synowej i
nie przeprowadzał im testu na inteligencję. Póki co traktował to w kategoriach
przygodnych znajomości i darował sobie komentarze na ich temat. No nic –
wciągnął głośno powietrze – zobaczymy, jak to się ułoży. Póki co, wracasz ze
mną do Warszawy w czwartek. Zamieszkasz u mnie. Dom jest duży, mieszkam w nim
sam, wprowadzisz do niego trochę życia. Przynajmniej będzie mnie komu witać po
przyjściu z pracy – posłał jej czarujący uśmiech – do tej pory robił to pies
sąsiadów. W międzyczasie pomyślimy o jakiejś pracy. Staniesz na nogi.
- Dziękuję – szepnęła tonąc w
jego szarych oczach. W ciągu ostatnich kilkunastu dni okazał jej wiele serca.
Od nikogo wcześniej nie otrzymała tak wielkiego wsparcia. Nawet jej kuzynka,
gdy stanęła w jej drzwiach zapłakana, nie potrafiła po prostu jej przygarnąć i
przytulić do siebie. Dobrzański bez problemu odczytywał jej potrzeby. Nawet nie
musiała mu nic mówić, o nic prosić. Miał rację, mówiąc kiedyś, że łączy ich
porozumienie dusz.
-Sympatyczna dziewczyna –
odezwała się Helena, gdy Marek odwoził ją do domu po jej niezapowiedzianej
wizycie
- Owszem. Jest dla mnie bardzo
ważna – odpowiedział nie odrywając wzroku od drogi
- Czy między wami… - chciała
dokończyć, ale nie pozwolił jej
- Nie – rzekł stanowczo – To moja
przyjaciółka
- Z którą mieszkasz – podkreśliła
– To pierwsza kobieta, którą na dłużej wpuściłeś do swojego domu
- Która mieszka u mnie – wyjaśnił
– Przechodzi teraz trudny okres w swoim życiu. Pomagam jej – wyjaśnił i tym
samym zakończył dyskusję. Nie miał ochoty na dalszą polemikę z matką.
-Ula, chodź do mnie na chwilę –
krzyknął z salonu, gdy usłyszał, że drzwi wejściowe się otworzyły. Często
wieczorami odbywała godzinne spacery po okolicy. Obrzeża Warszawy zachwycały ciszą
i spokojem, którego nade wszystko teraz potrzebowała. Mieszkali razem prawie
dwa miesiące. Ula zaczęła powoli stawać na nogi. Marek zapewnił jej
cotygodniowe sesje u psychologa i dach nad głową. Z oszczędności, które
przywiozła z Wysp dorzucała się do utrzymania, co wywoływało jego protesty.
Postanowiła, iż od września zacznie szukać pracy – Usiądź, chcę z tobą
porozmawiać – zaczął poważnym tonem. Widziała na jego twarzy skupienie, ale i
cień obawy – Chciałbym, żebyś wysłuchała mnie do końca. Ja zdaję sobie sprawę,
jak zabrzmi to, co za chwilę powiem, ale w chwili obecnej wydaje mi się to
najrozsądniejszym wyjściem, na którym oboje skorzystamy – westchnął przypominając
sobie po raz enty rozmowę z matką - Ula, weźmy ślub – powiedział prosto z
mostu. Jej oczy były teraz wielkości pięciozłotowej monety. Pokiwała głową z
niedowierzaniem – Zapewnie ci najlepsze warunki. Niczego ci nie zabraknie.
Będziesz miała spokój i dostatnie życie – wyliczał - Jeśli będziesz chciała,
znajdziemy ci pracę, jeśli nie, nie musisz pracować. Jako twój mąż wezmę
wszystko na siebie. Jeśli podejmiesz decyzję, że nie dasz rady dłużej tego
ciągnąć, albo w pewnym momencie poznasz kogoś wartego twojej uwagi, obiecuję,
że rozwiedziemy się w krótkim czasie. Zabezpieczę cię. Ja pomogę tobie, a ty
mnie. Tym ślubem zamknę usta rodzicom. Wiem, że potrzebujesz czasu na
zastanowienie. Nie będę naciskał. Proszę jedynie, byś to przemyślała – spojrzał
na nią z nadzieją. Wstał i ruszył do swojego gabinetu.
- Zgadzam się – usłyszał
Fantastycznie to wymyśliłaś! Genialnie! Już teraz rozumiem, czego dotyczy ten tytułowy układ. Mam tylko nadzieję, że ten układ zamieni się w prawdziwą miłość i nie będzie już potrzeby załatwiania rozwodu.
OdpowiedzUsuńUla ma ciężkie przejścia za sobą. Serce nie sługa. Zakochała się w człowieku zajętym, w mężu i ojcu. Najwyraźniej odwzajemniał tę miłość. Jego śmierć pozbawiła ją praktycznie wszystkiego i tak jak piszesz zostały jej jedynie wspomnienia po nim. Nawet własny ojciec się od niej odwrócił. Marek wydaje się tutaj kołem ratunkowym dla niej. On widzi też ratunek dla siebie, skoro składa jej propozycję małżeństwa.
To jest tak intrygująca historia, że już bym chciała przeczytać o tym, co będzie dalej.
Podziwiam Cię za te świetne pomysły na opowiadania i... chyba trochę zazdroszczę.
Serdecznie Cię pozdrawiam. :)
PS.
Naciskana przez niektóre moje czytelniczki zmobilizowałam się i napisałam epilog do "Pozory mylą". Jeśli znajdziesz czas, przeczytaj. :)
O rozwodzie i miłości pisać nie będę, bo zdradziłabym, co zdarzy się w kolejnych rozdziałach, których nota bene zostało niewiele. To takie mini opowiadanie, więc wszystko dzieje się szybko.
UsuńTy zazdrościsz mnie? No bez przesady. Masz na swoim koncie pokaźną liczbę świetnych historii. Daleko mi do Ciebie.
Pozdrawiam :)
Amicus ,błagam powiedz,ze Marek nie jest gejem.Nie mam nic przeciwko gejom.Ale taka strata,taki słodziak.Chyba się utopie w..przecierze pomidorowym. Postaw mnie na nogi,bo padłam. Zlituj się i powiedz coś.Kurde a niedawno żartowałam sobie na ten temat.Kurde powiedz coś błagam.A tak właściwie to dobry wieczór Amicus. Przepraszam
OdpowiedzUsuńJa odpowiem dzień dobry! :) scio me nihil scire! Przecier gotowy? Teraz czas na konfiturę z wiśni! :) Pozdrawiam
UsuńAmicus, Wzięłam parę głębokich wdechów i prysznic.Przeczytałam końcóweczkę u Małgosi i już mi lepiej. Chyba dostałam jakiegoś odparzenia zwojów mózgowych,czy coś(uwaga nowa jednostka chorobowa)Nie mam zielonego pojęcia co Ty kombinujesz.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńszybko się dowiesz, co kombinuję. Ta historia nie powala długością
UsuńAmicus,
OdpowiedzUsuńbardzo współczuję Uli. Nie dość, że odsunęła się od niej rodzina, to jeszcze straciła ukochanego. Okropne. Oboje z Markiem mają pod górkę - z tym, że Dobrzański nie musi się martwić o dach nad głową. Jakie to szczęście, że jest na tyle wspaniałomyślny, aby przygarnąć Ulkę do siebie. Jednak tego, że zaproponuje jej małżeństwo bym nie wymyśliła.... Podobnie jak Małgosia mam nadzieję, że historia nie skończy się wizytą w sądzie.
Pozdrawiam :)
Ciszę się, że wciąż potrafię zaskakiwać. Punkt dla mnie. Dzięki za wizytę. Pozdrawiam :)
UsuńA dlaczego Marek rozstał się z Pauliną? Czemu ojciec oskarżyłby go o spaczone poczucie humoru? Żal mi Marka. Ślub to ciekawy pomysł. Nie wiem czy przemyślany, ale ciekawy. Czy tylko by razem mieszkali, a Dobrzański miewałby kochanki? Czy założył, że będą funkcjonować jak normalne małżeństwo? A gdzie uczucia. Wprawdzie lubią się oboje. Przyjaźnili się kiedyś. Ale czy to wystarczy? Potrzeba dużej tolerancji by nie doprowadzały do szału porozrzucane skarpety czy podniesiona deska klozetowa.
OdpowiedzUsuńMarek bierze pod uwagę ewentualny rozwód. Ty masz chyba inne plany. Które z nich ma się zakochać? A może oboje i nie będą się do tego przyznawać?
Masz ciekawe pomysły. Postacie Uli i Marka tworzysz bardzo zróżnicowane i nie sposób przewidzieć kolejnego zwrotu akcji. Czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam.
bewunia
Ich małżeństwo to tytułowy układ. W momencie, gdy pada propozycja nie ma mowy o uczuciach. To jest na zasadzie ja pomogę tobie - ty mnie. Kolejny rozdział tej historii we wtorek. Jutro na prośbę Jute startuję z nowym opowiadaniem.
UsuńDzięki, że wpadłaś. Pozdrawiam
Cios za ciosem,jak pisałam w poprzednim komentarzu.
OdpowiedzUsuń1.Cios rodziców wobec syna,jedynaka. Cios,bo pogarda i zero miłości do syna.
2.Cios Marka wobec Uli. Zero uczuć.Zero miłości,jedynie nie zobowiązujący układ,narzucony przez Marka,a wręcz ratowanie kolejny raz jego tyłka.
3.Cios bolesny wobec Uli,która na pewno liczyła na okazanie więcej uczucia i miłości przez Marka,a nie puste słowa coś tam obiecujące,tak naprawdę nie wiedząc czy się w przyszłości w pełni sprawdzą i spełnią.
Dziwnie odebrałam czytając ten układ. Śmiesznie może zabrzmi to co napiszę,ale nie zdziwiłabym się,gdybyś napisała,że matka i ojciec też żyją na zasadzie jakiegoś układu.Sorki,trochę mnie poniosło.
Pozdrawiam i czekam do piątku.
Nie możemy w tej chwili mówić o ciosie zadanym Uli. Ona nie jest zaangażowana uczuciowo. Marek to jej przyjaciel. Nie zapominajmy, że ledwie kilka miesięcy wcześniej straciła ukochanego. Jest Markowi wdzięczna za pomoc, lubi go, ale z pewnością jej serce wciąż należy do Davida. To Brytyjczyk był miłością jej życia.
UsuńNic więcej pisać nie będę. Zapraszam do śledzenia tej historii.
Pozdrawiam :)
Marek jest gejem ???
OdpowiedzUsuńNa jakiej kanwie został zbudowany ten wniosek?
UsuńOpowiadanie jak zwykle interesujące. Bardzo się cieszę, że na Twoim blogu możemy czytać tak niebanalne historie :) Nigdy nie pomyślałabym, że tytułowy układ dotyczyć będzie Marka i Uli. Po pierwszej notce myślałam, że to Marek i Seba znowu coś wymyślili, a tu proszę takie zaskoczenie. Mam nadzieję, że opowiadanie ma szczęśliwy finał , a Ty nie zaserwujesz Nam jakiegoś dramatu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Dobrze, że jeszcze potrafię zaskakiwać i trzymać Czytelnika w napięciu ;) Nie wszystkie historie muszą kończyć się szczęśliwie ;)
UsuńPozdrawiam i zapraszam jutro na pierwszy rozdział nowego opowiadania
Amicus ,czemu walnęłaś mnie cytatem tego staruszka?.Przypominam Ci Ksantypę,a Ty trenujesz swoją cierpliwość?( kurde a ja zawsze chciałam być babską wersją Colasa Breugnon)Chyba mi nie sugerujesz,żebym chlapnęła jakąś cykutę ,czy coś?Mam nadzieję ,ze nikogo nie demoralizuję.No bo świadomość tego ,że nic nie wiem to w moim wieku mam już za sobą. Nie ma jak przykryć zagadkę zagadką.Tak na marginesie wiśnie już dawno są w spiżarni. I bardzo proszę się nie nabijać z moich prac( już taka jedna nabija się z machania ścierką) Ja po prostu przez prawie całe swoje dorosłe życie pracowałam ruskie osiem godzin (od 8 rano do 8 wieczór) .Dom zwykle ogarniała jakaś miła Pani, zwykle przychodząca co drugi dzień. Ja teraz normalnie odpoczywam sobie. I tyle.A wracając do meritum muszę przyznać ,że dziś, po tej Twojej odpowiedzi wiem mniej niż wczoraj.Jestem ciekawa czym zastrzelisz jutro.
OdpowiedzUsuńPo raz kolejny jestem wściekła na google, bo taki ładny komentarz do Ciebie wymalowałam i zamiast się opublikować, uleciał w siną dal. W każdym razie napisałam tyle, że ja absolutnie się nie nabijam z Twoich prac. Ja bardzo sobie cenię ludzi, którzy robią przetwory od lat, a nie nie od roku, bo bycie eko stało się modne. Sama jeszcze dwa lata temu korzystając z 3 miesięcy wakacji produkowałam dżemy, powidła i konfitury. Teraz nie mam na to czasu, a i stałam się chyba bardziej leniwa i pozostałam na poziomie ogórków. Resztę nabywam w sklepach eko, które wyrastają jak grzyby po deszczu. Do przetworów pełną gębą wrócę na emeryturze. Co do tego, że przykrywam zagadkę zagadką, to ja po prostu buduję napięcie ;) I będzie budować jeszcze długo. Bo kolejny rozdział 'układu' dopiero we wtorek a i on nie przyniesie odpowiedzi na wszystkie niewiadome. Na to jeszcze trzeba chwilę poczekać i poćwiczyć cierpliwość. W każdym razie jutro startujemy z nową historią. Czy Was zastrzelę? Wątpię. Zaczyna się nudno i zwyczajną prozą życia. Zgodnie z Twoim życzeniem będą pubilkowane dwa opowiadania jednocześnie. A że 'Układ' długością nie grzeszy, to nim się skończy 'Wbrew całemu światu' wystartujemy z kolejną historią. Mam nadzieję, że nie będziecie się ze mną nudzić ;)
Usuń