Witajcie! Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednimi dwoma notkami. Wczoraj wieczorem miałam problemy z zalogowaniem się na google, więc stąd to opóźnienie. Awarie techniczne nie są zależne ode mnie.
Swoją drogą bawią mnie takie 'pretensjonalne' i rozczeniowego komentarze wytykające mi cokolwiek. Pod każdym kolejnym rozdziałem pojawią się komentarze od kilkuosobowej grupki tych samych osób. Jednak, gdy coś nie jest terminowo, zawsze uaktywniają się Anonimy, które zwykle nie mają ochoty kiwnąć palcem, by napisać dwa zdania komentarza, że jednak czytają. Cóż.
Ostatni rozdział w piątek! :)
Pozdrawiam
- Czy jest jakaś szansa na to, że
zostanę ojcem? – dopytywał lekarza podczas kolejnej wizyty kontrolnej. Doktor
spojrzał na Marka z uśmiechem
- Czyli jednak pojawiła się ta
właściwa kobieta – Dobrzański kiwnął potakująco głową – Panie Marku – urwał na
chwilę - szansa jest zawsze. Jedno jądro nie wyklucza możliwości posiadania
potomstwa. Pytanie jakiej jakości jest sperma po leczeniu radiologicznym i
chemicznym. Od zakończenia terapii minęło już trochę czasu, sądzę, że warto
byłoby zbadać nasienie. U większości pacjentów jego jakość z upływem czasu
znacznie się poprawia. Oczywiście nie jest już taka, jak przed chorobą, ale
jeśli nie będziecie stosować antykoncepcji, to myślę, że partnerka w pewnym
momencie zajdzie w ciążę – lekarz nieco podbudował go tymi słowami. Bardzo
chciał w przyszłości dać Uli dziecko. Zasługiwała na pełną rodzinę…. Może też
chciał po sobie coś zostawić, gdyby okazało się, że musi odejść z tego świata
wcześniej.
W sierpniowy wieczór podjechał
pod dom Cieplaków. Umówili się z Ulą na domową kolację i krótki spacer. Miał
dla niej propozycje. Byli razem już pięć miesięcy, kochali się. Nadchodził czas
na kolejny krok. Chciał go, choć nie ukrywał, że się obawiał.
- Wyjedź ze mną na weekend –
zaproponował, gdy spacerowali uliczkami podwarszawskiej mieściny
- Ale… - chciała coś powiedzieć,
ale on mówił dalej
- Beatka zostanie z Jaśkiem, albo
poprosimy Maćka, żeby się nią zajął – spojrzała mu głęboko w oczy i już wiedziała
dlaczego zależy mu na tym wyjeździe
- Dobrze – zgodziła się z lekkim
uśmiechem. Ona także była gotowa, by ich związek wkroczył na nowy etap. Ona
także go pragnęła.
Był środowy wieczór. Sierpniowe
wieczory i noce były już chłodne i szybko zapadał zmrok. Z kubkiem gorącego
kakao siedziała w ogrodzie, okryta cienkim kocem. Zastanawiała się nad tym, jak
w ciągu ostatniego pół roku zmieniło się jej życie. Straciła ojca, zyskała człowieka,
z którym chciała iść przez życie. Z jednej strony się bała, że bardzo szybko
może zostać sama, że to szczęście w najmniej oczekiwanym momencie może zostać
jej brutalnie odebrane. Z drugiej nie wyobrażała sobie, że mogłaby z niego
zrezygnować. Przypomniała sobie ich rozmowę na leśnej polanie, gdy powiedział
jej, że powinni się rozstać. Rozumiała go. Chciał zrezygnować, żeby ją chronić.
Na szczęście skutecznie wybiła mu ten pomysł z głowy zapowiadając, że wchodzi w
ten związek na własne ryzyko i chce spędzić z nim tyle czasu, ile jest im dane.
Wówczas i on wyznał jej miłość. Tamta rozmowa była z jednej strony bolesna, z
drugiej wzruszająca. Wciąż powracała do jego historii o ślubie. Zastanawiała
się, jaką trzeba być kobietą, by zostawić narzeczonego na chwilę przed ślubem z
powodu choroby.
Kolejny obraz, który pojawił się
w jej głowie, to ich pobyt w domku należącym do jego rodziny pod Mikołajkami.
Pojechali w piątek po południu by spędzić tam dwa pełne dni. Uśmiechnęła się
pod nosem na wspomnienie każdego szczegółu, o który zadbał Marek. Szampan,
świece i płatki róż, które niewiadomo skąd wzięły się na puchatym dywaniku
przed kominkiem. To właśnie tam kochali się po raz pierwszy. Wciąż pamięta jego
zmieszanie, a nawet wstyd, gdy doszedł zanim jeszcze do czegokolwiek doszło.
Najwyraźniej długa abstynencja i ogromne podniecenie zrobiło swoje. W pierwszej
chwili miała ochotę roześmiać się radośnie, jednak w tej samej sekundzie zdała
sobie sprawę, że bardzo by go tym skrzywdziła. Stał ze spuszczoną głową
oddychając ciężko. Wydawało się, że gdyby mógł najchętniej założyłby teraz
czapkę niewidkę. Czule pogładziła jego policzek zapewniając, że taka reakcja na
jej dotyk i pieszczoty może być tylko komplementem dla niej. Po chwili odgonił
od siebie wstyd. A później już było idealnie. Był jej trzecim partnerem.
Wcześniej, podczas studiów miała dwóch chłopaków, ale żaden z nich nie dał jej
tyle czułości i szczęścia, co Marek. Leżąc przy nim, wpatrując się w jego
rozpromienioną twarz na tle wesołych płomieni palącego się drewna zrozumiała,
że to właśnie prezes Dobrzański jest dla niej stworzony.
Tuż po ich powrocie z tego pamiętnego
weekendu zaczęła pracę w Febo&Dobrzański. Postanowili nie obnosić się w
pracy ze swoją zażyłością. Jej bardzo na tym zależało, a Marek uszanował jej
decyzję. Tworzyli zgrany duet. Szybko zaprzyjaźniła się z kilkoma dziewczynami
z firmy i z Sebastianem, przyjacielem Marka.
Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk
przychodzącego sms’a. Chwyciła w dłoń telefon i odczytała ‘Kocham Cię. Już za
miesiąc będziesz każdej nocy zasypiać u mego boku. Nie mogę się doczekać!’.
Radosny uśmiech rozjaśnił jej twarz. Właśnie dzisiaj zabrał ją do swojego ulubionego
Konstancina. Pokazał trzy domy z prośbą, by wybrała ten, który podoba jej się najbardziej.
Od kilkunastu dni wiercił jej dziurę w brzuchu, że chce kupić dom, by mogli
zamieszkać razem. Ona też tego chciała. Tęskniła za nim każdego wieczora. Mała
Beti miała zamieszkać z nimi. Jasiek chciał się usamodzielnić. Wraz z
dziewczyną od października miał studiować na Politechnice Warszawskiej. Marek
zaproponował, że odstąpi im swoje mieszkanie na Ochocie. Właśnie dziś wybrali
dwustumetrowy dom parterowy z niewielkim poddaszem, na którym znajdowały się
trzy sypialnie i dwie łazienki. Budynek otoczony był dużym ogrodem
zaprojektowanym w stylu angielskim. Budynek był stosunkowo nowy, ale wymagał
drobnych prac remontowych i dostosowania go do ich potrzeb. Na początek
przyszłego tygodnia Marek zamówił ekipę, która miała pomalować ściany na
wybrane kolory i zmienić aranżację największej łazienki. Dobrzański upierał się
przy dużej wannie wbudowanej w podłogę, w której zamierzał spędzać namiętne
chwile ze swoją wybranką. Na przyszły tydzień byli po raz pierwszy zaproszeni
na wspólny, oficjalny obiad z jego rodzicami. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że
się nie obawia. Bardzo bała się, jak przyjmie ją jego matka. Seniora
Dobrzańskiego miała już okazję poznać w firmie. Był sympatycznym, ciepłym
starszym panem.
Zasypiała mając przed oczami
obraz roześmianego Marka. Była cholernie szczęśliwa, ale wciąż z tyłu głowy
pojawiała się myśl ‘dobrze, jak nie za dobrze’. Bała się, że gdy będzie zbyt
szczęśliwa, to szczęście szybko zostanie jej odebrane.
Amicus,
OdpowiedzUsuńjak to wspaniale, że oni jednak się nie rozstali. To byłby duży ból zarówno dla Uli, jak i dla Marka. Przecież oni świata poza sobą nie widzą.
Wspólny weekend, planowanie wspólnego domu... Kurczę, żeby chociaż w nim długo i szczęśliwie pomieszkali - takie moje malutkie marzenie. Ja wiem, wiem. Nie wszystko kończy się szczęśliwie. I nawet, jeżeli "Miłość bez końca" nie skończy się happy endem, to i tak będę usatysfakcjonowana, bo przedstawienie tej historii, nie do końca optymistycznej, naznaczonej chorobami, wyszło Ci przepięknie :)
Buziaki :)
PS. Malkontentami się nie przejmuj, niech się udławią własnym językiem :P
Co do tego, jak będzie wyglądać ich przyszłość, przekonasz się dzisiaj wieczorem. Dzięki za wizytę i wpis.
UsuńPozdrawiam :)
Amicus!
OdpowiedzUsuńNie przejmuj sie "niecierpliwymi" anonimami;)
cudownie to rozegrałas, planują swoje zycie razem nie osobno i to jest w tym opowidaniu naprawde cudowne że sie nie rozstali lecz czyż jak nazwa sama mówi " Miłośc bez końca' jest wlaśnie bez końca;)
mam nadzieje ,że Ula zajdzie w ciąze wezmą ślub i oczywiście żeby helena zaakceptowała ją;)
Już nie moge sie doczekać pozdrawiam patka;)
Mogę napisać tylko tyle, że po tym, jak potrakowała Marka Paulina, Helena zmieniła co do niej zdanie, a Ulą będzie zachwycona ;)
UsuńMiło, że wpadałaś. Pozdrawiam :)
W sytuacji jakiej jest Marek nie dziwi mnie, że Ula obawia się ich wspólnej przyszłości. On jest naznaczony potencjalnie śmiertelną chorobą i szczęście w każdej chwili może się odwrócić i dojdzie do jej wznowy. Jednak mimo to ta część jest bardzo optymistyczna. Przede wszystkim Marek ma inne nastawienie. Jest bardzo pozytywny. Ma cel w życiu i nie myśli ciągle o raku. Buduje wraz z Ulą przyszłość. Dom, to coś bardzo stabilnego i coś na długie lata. Myślę, że w jakimś stopniu chce też zabezpieczyć Ulę, gdyby miał się zdarzyć ten najczarniejszy scenariusz. Ja podobnie jak ona nie dopuszczam do głowy tej myśli i wierzę, że nie zafundujesz nam jakiegoś nieszczęścia np. że ona zajdzie w ciążę, a Marek odejdzie w niebyt. To byłoby zbyt okrutne, gdyby miał nie zobaczyć swojego potomka, więc oszczędź nam tego. Oni powinni być teraz najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi, bo zbyt wiele dramatycznych momentów mają już za sobą.
OdpowiedzUsuńPiękna część Amicus. Część dająca nadzieję.
Pozdrawiam. :)
Małgosiu, masz rację. Ten dom, to nie tylko miejsce, w którym wreszcie bądą mieszkać razem. To rodzaj 'polisy' dla Uli. Zresztą to nie koniec zabezpieczeń. Marek w tej kwestii będzie bardzo skrupulatny.
UsuńDziękuję za wpis. Pozdrawiam :)
Bardzo wzruszająca część, dzięki której można uświadomić sobie, że prawdziwa miłość potrafi znieść wszystkie przeciwności, i że warto dla miłości ryzykować-nawet gdyby miała trwać tylko przez chwilę. Ula, tak bardzo doświadczona przez los, nie boi się podjąć tego ryzyka, bo wie, że miłość to coś najwspanialszego i najważniejszego w życiu. W końcu sama powiedziała Markowi, że wchodzi w ten związek na własne ryzyko i chce spędzić z nim tyle czasu, ile jest im dane. Miłość Uli jest bezwarunkowa. Jest wręcz niemożliwa we współczesnym nastawionym na bogactwo i sławę świecie. Historia tych dwojga uczy, że powinniśmy kochać nie tylko za coś, ale przede wszystkim pomimo. Opowiadanie przełamuje również krzywdzące tabu, jakoby chorzy ludzie nie mieli prawa do szczęścia. Marek odrzucony przez Paulinę z powodu choroby, w końcu odnalazł swoje szczęście u boku Uli.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że jakby to powiedział Pshemko, Ula i Marek po tych wszystkich zawieruchach i mieliznach dopłyną w końcu do bezpiecznej przystani.:) Z niecierpliwością czekam na następny rozdział. Gorąco pozdrawiam :)
Rozdział już dziś po 19:00. Już teraz zapraszam. Dzięki za komentarz. Pozdrawiam :)
UsuńŻyczę im wielu lat wspólnego życia. Zasługują na to oboje. I na wspólne dziecko. Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńbewunia
Zobaczymy.... zobaczymy ;) Pozdrawiam
UsuńNie ma jak to stara wierna wiara.Amicus kochana.Moja babciunia zawsze mi wytyka tylko błędy i na okrągło powtarza: -poczuwasz się do winy? - Nie.- To po jaka cholerę się idiotom tłumaczysz?- No to by było na tyle wyjaśnień,gwoli początku.Ja mówię olej!
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam w którymś z Twoich komentarzy,że w Twoim środowisku jest wielu znajomych lekarz. Domyślam się więc,że nie omieszkali poinformować Ciebie,że raka da się całkowicie wyleczyć w 100%. Pod warunkiem,że będziemy dbać o swoje ciało,zdrowie,nie prowokując do zaniedbywania z góry założonego celu.
Mam nadzieję,że w przypadku Marka będzie to 100 % wyleczenie,bo jak sam mówi, musi zostawić po sobie wspólne, ich potomstwo miłości.
Skoro ma być potomstwo,to dlaczego nie ma być,podwójna radość.Uwielbiam bliźniaki i to parki.Mam w rodzinie i te szkraby są tak boskie,że nie chce się z nimi nawet na chwilę rozstawać /oczywiście pomoc przy nich jest moja zawsze./.
A tak a propos,-od kiedy sielanki są nudne? No chyba,że zadek siedzi w domu to inna inszość.Idź na ławkę do parku,uszy Ci w czasie sielanki odpadną.O rety.Ha,ha. A łapka kuleje,na pewno,ale powolutku dojdzie do siebie.Nie przesilaj.
Życzę powrotu do zdrowia.Pozdrawiam.
Owszem, nowotwór można wyleczyć w 100%. Można w 100% pozbyć się z organizmu komórek nowotworowych. Niemniej to, że komórek w danej chwili nie ma, nie oznacza, że pacjent jest zdrowy i zdrowy już będzie zawsze. I nie zawsze chodzi tu o zalecenia i wytyczne, które trzeba przestrzegać. Nowotwory są sprytne. Potrafią wyciszyć się całkowicie, by po czasie uderzyć ze zdwoją siłą. Taki organizm jest już obarczony ryzykiem nawrotu i co do tego nie ma wątpliwości. Stąd dmuchanie na zimne, częste kontrole i badania, jednak ryzyka nie można całkowicie wyeliminować.
UsuńOsobiście nie przepadam za bliźniakami. Zresztą dzieci się lepiej chowają, gdy jest między nimi 2-3 lata różnicy.
Ok, może inaczej. Sielanki nie są nudne, są po prostu przewidywalne.
Ręka już od jakiegoś czasu ma się świetnie. Po kontuzji nie ma śladu. Ale dzięki :)
Pozdrawiam
Cieszę się, że Marek i Ula jednak się nie rozstali. Bałam się, że Cieplak nie zdoła przekonać swojego ukochanego do tego, że kocha go i będzie kochać mimo wszystko. Mimo tego, że jest strasznie chory, że być może nie będą mogli mieć dzieci. Zawsze jest jednak jakiś cień szansy. Marek chce dać Uli dziecko, zanim... zanim okaże się, że jest za późno. Przecież, tak jak napisałaś w poprzednim rozdziale, siedzi na bombie, która w każdej chwili może wybuchnąć.
OdpowiedzUsuńJa mam nadzieję jednak, że owa bomba nigdy nie wybuchnie, że Marek i Ulka doczekają się gromadki wspaniałych dzieci i może wnuków.
Przecież tak pięknego uczucia nie może pokonać choroba! To byłoby niesprawiedliwe, ale wiadomo, że... nigdy nic nie wiadomo.
Pozdrawiam cię serdecznie.
Choroba nie może pokonać uczucia. W końcu to miłość bez końca. Może jednak zabrać tę druga połówkę. Takie okrutne bywa życie.
UsuńDzięki, że wpadłaś. Pozdrawiam :)
U mnie na blogu pojawiła się miniaturka - zapraszam!
OdpowiedzUsuńU mnie na blogu nowa część opowiadania - zapraszam serdecznie! :)
OdpowiedzUsuńWitaj Amicus. Cieszę się,że jednak zdecydowałaś się podarować im szczęście.Trochę już poznałam Ciebie a właściwie Twoją twórczość więc jedno wiem na pewno,że nie mam pojęcia jak się ta historia zakończy.I jeszcze jedno,piszesz przewrotnie ,ze sielanki są nudne.Nie są.Bywają tyko nieudolne i nudne opisy owych sielanek.Przepraszam za póżny i krótki komentarz,ale ostatnio ,mam wrażenie ,że każdy dzień jest strasznie krótki.Pozdrawiam i czekam na jutro.
OdpowiedzUsuńWyjaśniałam to już wyżej... iż zmieniam swoje 'sielanki są nudne', na 'sielanki są przewidywalne' ;)
UsuńDaj spokój. Ja sama się zastanawiam, dlaczego moja doba ma 12h, a nie 24. Dzień mija za dniem, aż strach.
Pozdrawiam :)
Droga Autorko, bardzo się cieszę, że jednak zdecydowali się być razem. Nawet, gdyby to miało trwać kilka miesięcy, kilka lat, to warto. Cenna jest każda chwila. Bo jak kiedyś ktoś zaśpiewał, w życiu tylko one są piękne.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
A.
Masz rację - piękne są tylko chwile. Jedne dłuższe, drugie krótsze, ale w zestawieniu z całym życiem, to tylko chwile.
UsuńPozdrawiam :)
Będzie dzisiaj next?
OdpowiedzUsuńwystarczy przeczytać informację znajdującą się na górze, przed rozdziałem ;)
Usuń