Witajcie! :)
Jedna z osób odwiedzających tego bloga dopytywała się mnie ostatnio, kiedy pojawią się miniaturki. Bardzo bym chciała wrócić do ich publikowania, ale to zależy od Was. Wiem, że mojego bloga odwiedza bardzo duża grupa Czytelników. Zdecydowana większość niestety milczy. Komentarze zostawia stała grupka najwierniejszych. Proponuję Wam pewnego rodzaju układ.
Opowiadanie wciąż będzie pojawiało się w poniedziałki i piątki. Miniaturki będą pojawiać się w środy, jeśli w komentarzach 'ujawni się' min. 10 osób. 10 osób komentuje = pojawia się miniaturka. Krótko mówiąc wszystko w Waszych rękach. Pozdrawiam! :)
Z kieliszkiem czerwonego wina
siedziała na parapecie w ich sypialni. Mimo tego, że w ostatnich tygodniach stało
się tak wiele złego, wciąż nie potrafiła myśleć inaczej o tym miejscu, jak o ‘ich
sypialni’. Przecież wasze byli tu razem. Sprowadzili się do tego domu ledwie
miesiąc po zaręczynach i od tego momentu zawsze byli w tym budynku we dwoje. ‘Nasz dom’, ‘nasza sypialnia’, ‘nasze życie’.
Wiedziała, że już niebawem będzie to jej dom, jej sypialnia i jej życie,
bez niego. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że ta perspektywa jej nie przeraża.
Owszem, przerażała ją. Nigdy nie
przypuszczałam, że będę musiała wyobrażać sobie swoje życie bez niego. A
jednak. Życie lubi zaskakiwać i to nie tylko w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Była wdzięczna za ten swoistego rodzaju zbieg okoliczności, że właśnie
dzisiaj Marek zabrał Szymona na noc do Konstancina. Chwilę po wyjściu tego
urwisa z domu zadzwonił Chrzanowski. Poinformował ją, że pierwsza i być może
jedyna rozprawa odbędzie się już za dwa tygodnie. Nie była pewna, czy jest na
nią gotowa. Cieszyła się, że jest dzisiaj w domu sama. Potrzebowała samotności.
Potrzebowała w ciszy i spokoju wszystko przemyśleć. Za czternaście dni miał
zapaść wyrok sądu, od którego już nie będzie odwrotu.
Zwykle czuła się dziwnie, gdy
pakowała swojego jedynaka i wiedziała, że nie wróci na noc, spędzając czas z
ojcem i babcią. Czym innym były dla niej jego wyjazdu do Rysiowa, czym innym
jego wyjazdy do Konstancina. Nie lubiła się z nim rozstawać. Nie, raczej nie lubię się nim dzielić. Zaśmiała
się w duchu. Jasne! Jestem po prostu zazdrosna, że on spędza czas z
Markiem, a ja nie. Kretynka zazdrosna o własne dziecko. Wciąż czuła się
pogubiona. Wiedziała, że Szymek też jest. Pamięcią wróciła do ich rozmowy kilka
dni po jego pierwszym spotkaniu z Markiem.
Wróciła wcześniej z pracy, by zwolnić panią Halinkę, która miała wizytę
u lekarza. Ze szklanką wody usiadła w salonie obok syna. Mały oglądał właśnie
swoją ulubioną bajkę, gdy zadzwonił jej telefon.
- Tak Dorotko? – zapytała naciskając zieloną słuchawkę
- ….
- Ale kto?
- ….
- A tak, tak. Musiałam popełnić błąd – na te słowa Szymek oderwał wzrok
od plazmy i przyjrzał się jej uważnie
- ….
- Nie ma potrzeby byś konsultowała się z Markiem. Po prostu wstrzymaj
ten przelew. Jutro się tym zajmę.
- ….
- Dobrze. Dzięki. Do jutra.
Zakończyła połączenie, a Szymon wciąż wpatrywał się w nią zamiast w
swojego ulubionego Garfielda.
- Mamo, ale ty się nie wyprowadzisz, prawda? – zapytał z przejęciem w
głosie, wlepiając w nią swoje szare oczy
- Co ty opowiadasz za głupstwa? – zapytała zaskoczona
- No bo popełniłaś błąd – tłumaczył poważnie
- Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi – przysnęła się do niego i zaczęła
gładzić dłonią jego sterczące włosy
- Tata mi powiedział, że się wyprowadził, bo popełnił błąd. Powiedział,
że ten błąd sprawił ci wielką przykrość i dlatego nie możemy już mieszkać razem
– patrzyła z uwagą na swojego czterolatka, który z przejęciem tłumaczył jej
swoje obawy, swoją teorię – A ty powiedziałaś teraz, że też popełniłaś błąd. I
ja się boję, że też się wyprowadzisz tak, jak tata.
Po tych słowach syna czuła, jakby jakaś niewidzialna obręcz zaciskała
się na jej piersi. Ten strach w oczach jej syna ją przeraził.
- Kochanie – powiedziała przytulając go do siebie – Bardzo cię kocham i
nigdy cię nie zostawię. Tata też bardzo cię kocha. To, że się wyprowadził to
sprawa między mną, a nim. Tata wyprowadził się z mojego powodu. Musisz
wiedzieć, że dorośli czasami nie potrafią się porozumieć i czasami się
rozstają. Tak jak ja i tata. Ale to, że już nie mieszkamy we trójkę wcale nie
znaczy, że mniej cię kochamy. Pamiętaj, że dla mnie i dla taty zawsze będziesz
najważniejszy – Szymon pokiwał ze zrozumiem głową
- Kocham cię mamo
- Ja ciebie też – powiedziała ze łzami w oczach tuląc do piersi swoje
jedyne dziecko.
Ona nie radziła sobie z tą
sytuacją. Szymon również. Do tej pory myślała tylko o sobie i swoim bólu. W
ostatnich dniach coraz częściej myślała o tym, co będzie dobre dla ich syna.
Między nimi wszystko się rozsypało, ale jest przecież ten mały chłopiec, o
którym nie mają prawa zapominać. To jeszcze małe dziecko, które nie rozumie,
które się boi, które jest zagubione. Zawsze był z Markiem bardzo związany. Z
niecierpliwością czekał na powrót taty z pracy. Wtedy też czekał – przypomniała sobie ten cholerny dzień, od
którego wszystko się zmieniło. Uwielbiał z ojcem wspólne zabawy. Nawet
najlepiej spędzony czas z panią Halinką nie mógł równać się z tymi chwilami
spędzonymi z ojcem. Od jej decyzji zależało, czy jej syn będzie miał ojca na
pełen etat. Zafunduję Szymonowi
weekendowego tatusia. Obwiniała się w myślach. Ale czy tak do końca to
tylko jej wina. Gdyby nie Marek, wszystko
byłoby jak dawniej. Znów chodziliby razem na spacery, a każdy weekend
rozpoczynaliby od porannej wizyty Szymka w ich sypialni. Mały Dobrzański
uwielbiał soboty i niedziele, kiedy wiedział, że rodzice nie spieszą się do
pracy, a on może bezkarnie budzić ich skacząc o świcie na ich łóżko. Jak teraz będzie wyglądało nasze życie?
Będzie spędzał miesiąc wakacji z ojcem, miesiąc ze mną? Jeden weekend będzie
spał tu, drugi u Marka? Czy on jest gotowy na takie zmiany? Przyszłość jej
syna zależała od jej decyzji. Przyszłość jej syna zależała od tego, czy potrafi
mężowi wybaczyć. Nie potrafię! –
powtarzała w myślach. Ilekroć się nad tym zastanawiała, utwierdzała się w
przekonaniu, że nie potrafi wybaczyć Dobrzańskiemu. Zbyt mocno mnie zranił. Nade wszystko i w życiu i w związku ceniła szczerość
i zaufanie. Sądziła, że po tym, gdy już raz dla niego nagięła wszystkie swoje
zasady, gdy już raz wybaczyła, on wyciągnął wnioski i już nigdy nie skaże jej
na podobną sytuację. A jednak. Bardzo dobrze pamiętała tamtą sytuację, gdy
posądzała go o romans, a on budował dom. Pamięta ten obezwładniający strach, to
przerażenie, tą niepewność. Wiedziała, że znów by tego nie zniosła, a tak
wyglądałoby jej życie, gdyby pozwoliła mu wrócić. Nie umiem się poświęcić dla dobra dziecka! Tak, to był wyrzut z jej
strony. Być może powinna pozwolić mu się wprowadzić, być może z czasem udałoby
im się cokolwiek odbudować, być może znów byłoby tak jak dawniej. Już nigdy nie będzie tak jak dawniej! Nawet
gdyby wrócił nie potrafiłabym… Łzy płynęły po jej policzku. Spojrzała za
okno. Niebo płakało razem z nią. Duże krople spływały po szybie. Widziała je
bardzo dobrze, mimo iż na zewnętrz była już noc. Nie czuła kiedy minęły
ostatnie godziny. Westchnęła. Myślami znów wróciła do mężczyzny, dla którego
kilka lat temu straciła głowę, który wywrócił jej życie do góry nogami. Wróciłby i co? Pytała samą siebie. Wiedziała, że nie
potrafiłaby nawet stwarzać pozorów. Nie potrafiłaby być z nim, nawet spać z nim
w jednym łóżku. Wciąż myślałabym o tym,
jak jego dłonie pieszczą ciało tej dziwki! Jak ją całuje, jak obok niej
zasypia. Nie poradziłabym sobie z tym. Szloch wstrząsnął jej ciałem. Szymon znów zadawałby pytania. Dlaczego nie
śpimy w jednym łóżku, dlaczego ze sobą nie rozmawiamy, dlaczego nie jest tak
jak dawniej. Miała świadomość, że taki ‘układ’ dla dobra dziecka, by miał
pełną rodzinę i tak by się nie udał. Ona nie potrafiłaby tak grać. Po jakimś
czasie ta sytuacja byłaby nie do zniesienia również dla Szymona. Nie chciała by
jej syn wychowywał się w domu pełnym kłamstwa i obłudy. Prędzej, czy później i
tak skończyłoby się to rozwodem. Zaczęła się zastanawiać, jak radziła sobie
Paulina. Jak mogła się z nim kochać
wiedząc, że jeszcze kilkanaście godzin wcześniej tulił w ramionach inną
kobietę? Z jednej strony nie potrafiła zrozumieć Febo. Z drugiej,
zazdrościła jej takiego podejścia. Gdybym
była taka, jak ona, może byłoby prościej… Przeżyliśmy razem pięć ociekających
szczęściem lat. Jest świetnym ojcem, był dobrym partnerem. Czy jeden czyn może
przekreślić wszystkie dobre chwile? Może! Utwierdziła się w przekonaniu, że
decyzja, którą podjęła, jest jedyną słuszną w obecnej sytuacji. Nie potrafię już z nim być.
Miał nadzieję odebrać telefon i
dowiedzieć się, że wszystko nieaktualne. Nic się takiego nie stało. Postanowił
nie jechać na Lwowską, tylko od razu do sądu. Miał nadzieję, że jego żona
również będzie wcześniej i może uda im się jeszcze porozmawiać. Na korytarzu
dostrzegł Chrzanowskiego. Przywitał się z nim uściskiem dłoni.
- Moja żona już przyjechała? –
zapytał z nadzieją, iż usłyszy odpowiedź twierdzącą
- Nie – mecenas przecząco pokiwał
głową – Pani Urszuli nie będzie na rozprawie. Przekazała mi wszystkie
pełnomocnictwa. Zależało jej, by w rozprawie nie uczestniczyć. Sąd przychylił
się do naszego wniosku – wytłumaczył prawnik. Dobrzański w tym momencie
zrozumiał, że nie ma już żadnej brzytwy, której mógłby się chwycić. Stracił
nadzieję. To koniec.
Nie potrafiła skupić się na
pracy. W zasadzie nie wiedziała dlaczego przyjechała do biura. Chyba tylko po
to, by nie zwariować w domu. Miała nadzieję zająć choć trochę swoją uwagę
wykresami i tabelkami. Nic z tego. Wiedziała, że powinna była jechać do sądu.
Wiedziała, że powinna była stanąć z nim twarzą w twarz. Wiedziała, że nie
powinna chować głowy w piasek, ale tak po prostu było jej łatwiej. Miała
świadomość, że nie zniosłaby widoku jego zrozpaczonej twarzy, jego niemej
prośby, by zrezygnowała. Z zamyślenia wyrwał ją dzwonek telefonu. Na
wyświetlaczu dostrzegła napis ‘Mec. Chrzanowski’.
- Dzień dobry Pani Urszulo –
usłyszała ciepły głos swojego prawnika
- Dzień dobry – powiedziała gardłowym
głosem. Czuła, że brakuje jej tchu.
- Mam dobre wieści. Wszystko
przebiegło zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami.
- Cieszę się – wyszeptała zaciskając
mocniej powieki. Czyli już po wszystkim.
- Przyjadę do pani jutro ze
wszystkimi dokumentami. Miłego dnia
Samotna łza spłynęła po jej
policzku. Usiadła na skórzanej sofie. Musiała napić się wody. Sądziła, że ten
zimny płyn będzie w stanie ugasić jej emocje. Nie jesteś już mój.
Pojechał do domu. Zamknął się w
swoim pokoju i pił. Wiedział, że teraz będzie musiał jakoś zorganizować swoje
życie bez niej. Rano byłem jeszcze
Markiem Dobrzańskim – mężem. Teraz jestem Markiem Dobrzańskim – skończonym nieudacznikiem.
Przecież wiedziałem, że Ula to nie Paulina. Wiedziałem, że ona nie wybaczy.
Pieprzony ze mnie egoista! Przez jedną chwilę zapomnienia przekreśliłem całe
swoje życie. Doigrałeś się Dobrzański!
Helena z niepokojem obserwowała swojego
syna, który od trzech dni przy pomocy alkoholu odreagowywał rozwód. Gdy
zaczynał trzeźwieć otwierał kolejną butelkę. Alkoholem chciał zagłuszyć wyrzuty
sumienia i wyciszyć ból. Całe szczęście,
że nie ma tu Krzysztofa.
Pojawił się wreszcie w firmie.
Ktoś życzliwy już rozniósł plotki, że kryzys, który niedawno wybuchł w ich
związku, zakończył się rozwodem. Widział te złowrogie spojrzenia pracowników. Mają rację. Udał
się prosto do jej gabinetu. Zamarła, gdy stanął w jej drzwiach. Przez chwilę
bez słowa mierzyli się wzrokiem. Podszedł bliżej jej biurka. Spojrzał jej w
oczy tak, jakby chciał zajrzeć w zakamarki jej duszy. Wreszcie się odezwał.
- Zgodziłem się na ten rozwód, bo
tego właśnie chciałaś – mówił powoli, pewnym głosem – Ale ten świstek papieru nic
dla mnie nie znaczy. Kocham cię – jego oczy potwierdzały to uczucie - Nigdy nie
przestanę cię kochać – po raz ostatni zatonął w jej chabrowych tęczówkach i
opuścił jej biuro.
Od rozwodu minęły cztery miesiące. Ich stosunki można było nazwać poprawnymi. Nie utrudniała jego kontaktów z Szymonem. Wiedziała jak wiele ojciec znaczy dla małego i jak są sobie potrzebni. Dlatego poczas pierwszego spotkania z Chrzanowskim zgodziła się na nieograniczone kontakty Dobrzańskiego z synem. Przestała na niego reagować alergicznie i agresywnie. Wyciszyła emocje. Tęskniła, ale nie potrafiła się przełamać. Wiedziała, że tak jest lepiej. Gdy niekiedy spotykali się we trójkę dla dobra ich syna, potrafili nawet normalnie rozmawiać na niezobowiązujące tematy. Wspólnie ustalali kiedy Szymon będzie spędzał czas w mieszkaniu Dobrzańskiego, które kupił w Piasecznie. W pracy też całkiem nieźle się dogadywali. Ula przestała się wysługiwać Dorotą i gdy trzeba było nie miała oporów, by ustalić coś z byłym mężem. Ona nazywała go byłym mężem. On wciąż określał ją mianem swojej żony. Na jego palcu wciąż błyszczała obrączka z białego złota.
Pewnego dnia odebrała telefon. Słowa, które padły po drugiej stronie zmroziły ją. Poczuła, że robi jej się słabo. Nogi odmawiały jej posłuszeństwa. Była przerażona.
Amicus,
OdpowiedzUsuńdo końca miałam nadzieję, że dadzą sobie szansę. Ula zaczęła myśleć o swoim synku, o tym, jak będzie wyglądać jego życie. W końcu to jeszcze dziecko, nie musi wszystkiego zrozumieć, a takie przerzucanie od ojca do matki nie jest najlepsze. Niestety, zafundowałaś im rozwód, który kompletnie załamał Dobrzańskiego. Niby sam sobie na to zapracował, ale i tak mi tego szkoda...
Końcówka zmroziła mi krew w żyłach. Stało się coś z Markiem? Szymkiem? Obstawiam, że jednak z tym pierwszym. I od razu nasuwa mi się na myśl jakaś celowa próba odebrania sobie życia. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać do piątku.
Pozdrawiam! ;)
Marcysiu, dziecko żyjące, wychowujące się w domu, w którym nie panuje miłość, szczęście i spokój też nie jest szczęśliwe. Wyczuwa nastroje rodziców. Czuje napięcie. Widzi, że już nie jest tak, jak dawniej, że rodzice inaczej się zachowują. Czasami rozstanie naprawdę jest lepszym wyjściem i przy dobrej postawie dwojga rodziców, dziecko wciąż czuje się ważne i kochane.
UsuńFaktycznie stało się coś złego. Będzie szpital, strach i droga do zdrowia. Czyja? Tego nie zdradzę. Zapraszam w piątek! :)
Dzięki za wpis. Pozdrawiam! :)
No no fajne opowiadanie . Chociaż jest trochę niedosyt do tej części. Ale końcówka naprawdę fajna , może będzie nagły zwrot akcji?
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Witaj. Swoimi komentarzami wyrażacie popracie dla miniaturki. Cieszę się, że zaczynacie się odzywać w komentarzach :)
UsuńKolejna część już w piątek. Może będzie przełomowa.... Zobaczymy ;)
Dzięki za wizytę.
Pozdrawiam.
Ulka jak zawsze ma w nosie innych i ich uczucia i robi wszystko tak by to jej było jak najlepiej nie mysląc o innych. Najpierw tak postąpiła z Piotrem, Markiem a teraz ma w nosie uczucia Szymona. Pytanie kiedy jej za to przyjdzie zapłacić, a wydaje mi sie że właśnie teraz sądząc po końcówce. Tylko komu się coś stało czy Markowi czy Szymkowi, bo sądząc po reakcji to musiało być cos bardzo poważnego a nie wydaje mi się żeby to dotyczyło kogos z Rysiowa bo by chyba ąz tak nie zareagowała. Ale może jeśli to Marek lub Szymek jest poszkodowany to to będzie możliwość by ich do siebie zbliżyć ( albo raczej coś Uli uświadomić- że kocha marka tak samo jak przedtem i że rozwód był błędem). Dobrze że Marek jej uświadomił że wcale nie chciał rozwodu i że dał go jej bo tego chciała, bo ja kocha.
OdpowiedzUsuńUla czuje się zraniona, zdradzona i oszukana. Już raz Marek ją skrzywdził. Oszukał, wykorzystał jej miłość, naiwność. Wybaczyła. I gdy sądziła, że już nic jej szczęściu nie zagraża, otrzymała kolejny cios od najbliższej jej osoby. A cios od najbliższej osoby boli kilka razy bardziej. Nie wymagajmy, by tak, jak Paulina, przyjęła męża z otwartymi ramionami. Myślę, że niewiele kobiet potrafi przejść obok zdrady obojętnie. Kobiety czasami godzą się na powrót niewiernego męża dla dobra dziecka, bo pełnej rodziny oczekuje otoczenie... Kobiety tworzą taką rodzinę i czują się w niej nieszczęśliwe. A nieszczęście rodziców odbija się na dziecku.
UsuńNie można powiedzieć, że Ula nie myśli o synu. Owszem myśli. Obok swojego bólu zastanawia się, co będzie dobre dla niego. I podejmuje decyzję, że w tej sytuacji, gdy nie potrafi wybaczyć Markowi, gdy nie potrafi wrócić do porządku dziennego nad tym, co się stało, decyduje się na rozstanie.
Był wypadek, który być może wiele zmieni. Przekonacie się w piątek ;)
Dzięki za wizytę i wpis! :)
Pozdrawiam
dobry pomysł Amicus pozdrawiam Monika :)
OdpowiedzUsuńPS czekam na miniaturki :)
Witaj Moniko :)
UsuńCiszę się, że miło wspominasz moje miniaturki i czekasz na kolejne. Przyznaję, że brakuje mi tych krótkich form. Zawsze pisałam je z wielką przyjemnością. Uwielbiam 'co by było gdyby'. Niebawem po raz kolejny wracam do odcinków BrzyUli, więc zapewne pojawią się i nowe pomysły. Póki co, mam nadzieję, że uda mi się zrealizować te, które już pojawiły się w mojej głowie, dzięki Wam i Waszej aktywności, do której gorąco zachęcam. Najlepsza nagroda dla piszących, to odzew od Czytelników! :)
Pozdrawiam! :)
szkoda że Dobrzański okazał się idiotą i dla jednej chwili uniesienia przekreślił taką miłość sama nie wiem czy po raz kolejny wybaczyła bym taki postępek dla tego nie dziwię się Uli że jest taka zacięta ,a końcówka mnie zaintrygowała i to bardzo bo chociaż w życiu nie wybaczyła bym (chyba) to w tym opowiadaniu po cichu na to liczę
OdpowiedzUsuńNiewiele kobiet potrafi wybaczyć taki postępek od razu. Przebaczenie wymaga czasu. Cierpliwość i metoda małych kroków niekiedy mogą przynieść efekty. Związek potrafi się odbudować nawet po tak wielkim ciosie, gdy zbudowany jest na fundamencie naprawdę silnego i prawidzwego uczucia.
UsuńZ pewnością Uli byłoby łatwiej, gdyby to był pierwszy raz. Marek niestety rani i zawodzi ją po raz kolejny. Stąd większe rany, większe wątpliwości i większy żal.
Dziękuję Ci za komentarz i wizytę na moim blogu.
Pozdrawiam Cię serdecznie! :)
Świetne opowiadanie. Gratuluje talentu;) i oczywiście czekam na miniaturki
OdpowiedzUsuńNo proszę... Wystarczy zachęcić Was nagrodą, a odzywacie się tłumnie! Bardzo się cieszę!!! :) Mam nadzieję, że kolejnymi częściami i miniaturkami zachęcę Was do regularnego komentowania! :)
UsuńDzięki!
Pozdrawiam!
Ta końcówka rodziału może wiele mówić albo cos sie stało z Markiem albo Szymonem... jedno wiem napewno, że to ich połączy z powrotem i mam nadzieje że będą znowu razem do zobaczenia w piątek...
OdpowiedzUsuńKinga
Witaj Kingo!
UsuńWielką radość sprawił mi komentarz od kolejnej osoby, która czyta i wreszcie zdecydowała się odezwać. Mam nadzieję, że będziesz częściej dzielić się swoimi refleksjami po kolejnych rozdziałach i miniaturkach. Gorąco Cię do tego namawiam. :)
Owszem. Coś złego stało się z jednym z dwóch najważniejszych mężczyzn w życiu Urszuli Cieplak. Nie będę zdradzać szczegółów, ale będzie trochę strachu i wątku szpitalnego.
Dzięki za wizytę i komentarz! :)
Do piątku, a być może nawet do środy! :)
mój komentarz 15, wiec może jakaś miniaturka w nagrode dziś??? myśle ze nie jedna osoby by sie ucieszyła, pozdrawiam Gosia
OdpowiedzUsuńHahaha. Nic z tego ;) Owszem, Twój komentarz jest 15, ale jesteś dopiero ósmą osobą. Miało być 10 ;) Moje odpowiedzi się nie liczą w tej wyliczance :) Pod każdą notką zwykle jest ok. 9-10 wpisów, wraz z moimi odpowiedziami. A teraz zamierzam rozkręcić tego bloga i w pewnym stopniu zmusić Was do aktywności. Nowe notaki wymagają ode mnie nakładu pracy i chcę w nagrodę za tą pracę mieć odzew od Was. Jest dobrze. Jak tak dalej pójdzie, to miniaturka z pewnością pojawi się już w środę. I mam nadzieję, że ta miniaturka również nie zostanie bez echa, a być może nawet będziecie skłonni napisać coś o jej treści, jak ją odbieracie, co Wam się podoba. Na to liczę i gorąco do tego zachęcam!
UsuńDzięki Gosiu za wizytę i zapraszam częściej.
Pozdrawiam! :)
Jak zwykle super, nie mam czasu pisac wiecej, co do miniaturek to oczywiscie jestem za. ( lectrice)
OdpowiedzUsuńNa miniaturkę zapraszam już w środę! :)
UsuńPozdrawiam
A ja do końca miałam nadzieję, że jednak do rozwodu nie dojdzie. Zdziwiło mnie, że Dobrzański tak szybko odpuścił Ulce. Myślałam, że będzie walczył w sądzie, a on już na pierwszej rozprawie odpuścił.
OdpowiedzUsuńZaintrygowałaś mnie tą końcówką. Czyżby coś stało się Markowi? Jeśli tak, to jednak znaczy, że Ulce w głębi serca zależy na Dobrzańskim. W przeciwnym razie nie przejęła by się tym co usłyszała aż tak bardzo.
Mam nadzieję, że wszystko nam wyjaśnisz w piątek. Boże chyba nie wytrzymam 4 dni :)
Walka nic by tu nie dała. Marek zdawał sobie doskonale sprawę, że utrudnianie rozwodu jeszcze bardziej rozwścieczy Ulkę. On ma świadomość, że bardzo ją zranił, a próba zmuszania jej do bycia z nim, stawiania pod ścianą i pójście na otwartą wojnę, z pewnością nie zbliżyłoby ich do siebie.
UsuńTak, w piątek będzie wątek szpitalny ;) Wszystko się wyjaśni.
Już dziś Cię zapraszam na kolejny rozdział.
Dziekuję Ci za komentarz!
Pozdrawiam
Twoje opowiadania sa naprawde bardzo dobre. Super piszesz, mimo ze niedawno znalzlam Twojego bloga to juz zdazylam przeczytac wszystkie opowiadania i musze powiedziec ze jestem pod wrazeniem. Czekam na na nastepna czesc ktora mam nadzieje bedzie przelomowa. Mam nadzieje ze pojawi sie rowniez miniaturka:-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Beata
Witaj Beato!
UsuńCiszę się, że podobają Ci się moje prace i bardzo się cieszę, że odzywasz się w komentarzu. Mam nadzieję, że nie po raz ostatni! :)
Miniautrka będzie w środę. Kolejna część sporo zmieni w ich relacjach, chociaż Ula wciąż będzie bała się zaufać.
Bardzo Ci dziękuję za komentarz i za wizytę!
Pozdrawiam! :)
Świetna część. Ula w końcu zaczęła myśleć również o swoim synku i o tym, jak on zareaguje na to, że jego rodzice już nie będą razem. Plus jest taki, że potrafią ze sobą rozmawiać. Przynajmniej Szymek nie odczuwa tak tego rozstania rodziców.
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa co u Uli wywołało taki strach?
Serdecznie pozdrawiam i czekam na CD ;]
Kawi,
UsuńUla w tym momencie wybrała w swoim mniemaniu mniejsze zło. Rodziców oddzielnie, ale żyjących w miarę spokojnie. Wiedziała, że nawet gdyby pozwoliła Markowi wrócić atmosfera w domu byłaby napięta, a to z pewnością negatywnie odbiłoby się na Szymku.
Szymon, mimo tego, że rodzice nie mieszkają razem, czuje się kochany i to jest najważniejsze.
Wypadek, o którym już w kolejnej części.
Dzięki za wpis!
Do piątku, a w zasadzie do środy. Już jutro miniaturka, na którą również Cię zapraszam! :) Pozdrawiam
Sporą część tego rozdziału poświęciłaś właściwie Uli i jej walce samej ze sobą. Jeśli kobieta kieruje się takimi zasadami w życiu jak ona, taka sytuacja nie jest prosta. Ula jest uczciwa i wiążąc się z Markiem wierzyła, że i on w stosunku do niej okaże się uczciwy. No i okazał się, ale tylko w tym, że nie ukrywał przed nią zdrady. Ona rozważa wszystkie za i przeciw ale już pod kątem ich wspólnego dziecka i wreszcie bierze pod uwagę, co dla niego będzie najlepsze. Sama dochodzi do wniosku, że nie potrafiłaby żyć w atmosferze pełnej udawania i pozorów wmawiając Szymonowi, że wszystko jest w porządku a ich rodzina funkcjonuje bez zarzutu. To jej uczciwość decyduje, że nie zniosłaby takiej sytuacji na dłuższą metę.
OdpowiedzUsuńZ pewnością przemawia też przez nią wielki i uzasadniony żal, że coś się skończyło, że nie będzie już tak jak dawniej, bo coś się rozsypało i wypaliło. Szkoda jej tych lat, bo przecież to były szczęśliwe lata a ona w skrytości ducha zaczyna za nimi tęsknić tak jak za Markiem, którego przecież nie przestała kochać. Nakłada maskę na twarz, ukrywa emocje nawet wtedy, gdy on wchodzi do jej gabinetu mówiąc, że ten rozwód nie ma dla niego znaczenia, bo nadal żywi do niej głębokie uczucie.
Trochę przygnębiła mnie ta częsć, a szczególnie ten szybki rozwód. Ostatnie zdanie daje do myślenia. Z pewnością coś się stało albo Markowi, albo Szymonowi i mam nadzieję, że będzie na tyle traumatyczne, że zbliży ich do siebie i da szansę na powrót.
Przepiękna, wzruszająca część, a przemyślenia Uli cudownie opisane.
Serdecznie Cię pozdrawiam i również optuję za wstawianiem miniatur. Tych nigdy mi dosyć. :)
Małgosiu, czekałam na Twój komentarz. Twoje przemyślenia są dla mnie bardzo ważne.
UsuńZdecydowanie Ula jest zbyt uczciwa by pakować się 'układ' dla dobra swojego dziecka. Nic na siłę i na kłamstwie i udawaniu człowiek daleko nie zajedzie. Dlatego decyduje się na rozwód, a nie na poświęcenie, aby Szymon miał pełną rodzinę.
Masz rację. Ona gra. Wycisza emocje, stara się pokazać mu, że świetnie sobie radzi sama, a on jest jej obojętny. To w pewnym stopniu jej reakcja obronna, bo boi się siebie, gdyby wykrzyczała mu prosto w twarz jak bardzo ją zranił, jak bardzo to ją boli. Ale to również kara dla Marka. On wolałby już ten wybuch złości, niż takie unikanie się, uciekanie od rozmowy.
Szybki rozwód był dla Uli wybawieniem. Przynajmniej tak sądziła. Sądziła, że gdy przestanie być żoną, będzie mniej bolało. To była decyzja dość pochopna i nie chciała jej odkładać w czasie w obawie, że później nie będzie jej pewna. Marek godzi się na ten rozwód, by bardziej jej nie ranić, by jej do niczego nie zmuszać siłą. Jest przeciwny, a jednak się godzi, sądząc, że dzięki temu jego żona może będzie szczęśliwsza.
Być może zbliży, być może coś Uli uświadomi, ale ona nie będzie podejmować już pochopnych kroków. Będzie bardzo ostrożna. Zawsze była, zwłaszcza po intrydze, a teraz to już w ogóle będzie jej ciężko przyznać się przed samą sobą, że Marek wciąż jest dla niej ważny.
Dzięki za ten bogaty w przemyślenia komentarz. Do jutra :)
witaj Amicus :)
OdpowiedzUsuńno i skłoniłaś mnie jednak do odezwania się :)))
na początku dziękuję Ci za pisanie i publikowanie... z ogromną przyjemnością zawsze czytam Twoje opowiadania i miniaturki... ba... wyczekuję kolejnych... i zazwyczaj nie mogę się doczekać :)
co do obecnego opowiadania i bardzo ważnego i wbrew pozorom kontrowersyjnego tematu jakim jest zdrada...
Ulę to boli i dla Uli jest to tragedia... Ula oddała się w całości temu związkowi i zespoliła się w jedno z Markiem... dlatego właśnie tak boli...
w prawdziwym życiu w mało którym związku jest takie pełne zespolenie; często zamiast niego jest zazdrość, niepewność, chęć kontroli i emocjonalne uwieszenie się na partnerze;
a przecież w związku jest dwoje ludzi, dwa odrębne byty i dwie świadomości, ze swoimi zaletami, wadami, silnymi stronami i niestety słabościami...
oczywiście zaufanie jest podstawą związku, oczywiście ważny jest szacunek, ważne są podobne poglądy w kluczowych sprawach...
ale trzeba chyba dać i sobie i partnerowi prawo do popełniania błędów, po zdradzie wbrew pozorom (dla niektórych)można żyć, można być w związku i ten związek może mieć się znacznie lepiej niż wcześniej...
i w ten sposób porażkę możemy przekuć w sukces :)))
żeby tak było dwie strony muszą wykonać pracę a dodatkowo osoba, która skrzywdziła musi wykazać skruchę i chęć zadośćuczynienia...
mam nadzieję, że w Twoim opowiadaniu dwie osoby wykonają job i wrócą do siebie - bo przecież mu lubimy szczęśliwe zakończenia...
i jeszcze jedno: w komentarzach przewija się czasem zdanie typu "nigdy bym nie wybaczyła zdrady"... prawda jest taka, że nikt nie wie jak się zachowa dopóki nie zostanie zdradzony...
wszelkie deklaracje tracą moc w momencie, kiedy musimy się ze zdradą zmierzyć...
pozdrawiam Cię Amicus bardzo serdecznie, pozdrawiam też pozostałe czytające, komentujące i piszące ...
Monik
Ha! Jednym słowem wystarczyło Was przekupić miniaturką! ;)
UsuńWitaj Monik.
Baaaardzo się cieszę, że zdecydowałaś się zostawić komentarz i to komentarz tak długi i bogaty w przemyślenia. Dziękuję Ci i mam nadzieję, że to dopiero początek i zechesz jeszcze kiedyś podzielić się ze mną swoimi refleksjami po kolejnych częściach, miniaturkach.
Zwykle to Paulina była zdradzana. Kobieta, która trwała u jego boku, która była jego narzeczoną, a której nie kochał. Stąd było łatwiej i o zdradę i o swoistego rodzaju wytłumaczenie jego czynu. Nie czuł się emocjonalnie związny, więc i nie pojmował swoich wyskoków w kategorii prawdziwej zdrady. Ulę kocha, jest z nią z miłości, a jednak popełnia błąd. Bo ten wyskok, ta chwila zapomniania to błąd, który popełnił, gdy na chwilę stracił rozum.
Zawiódł zaufanie, które małymi krokami udało mu się odzyskać, stracił rodzinę. Ta zdrada boli Ulę, ale także Marka.
Dobrzański próbował dotrzeć do żony, ale ona skrzywdzona po raz kolejny okopała się tak bardzo, że nie potrafi się przebić przez ten mur. Jest mu jeszcze trudniej niż za pierwszym razem.
Czy mu się uda odbudować to, co było między nimi, czy uda im się znów stworzyć rodzinę... Te pytania pozostawiam na razie bez odpowiedzi. Droga jest długa. Tak jak napisałaś, zarówno przed Ulą, jak i przed Markiem. On podejmując próbę odzyskania żony, musi mieć pewność, że już nigdy nie dopuści do takiej sytuacji, że będzie potrafił się kontrolować, że będzie potrafił być wierny, bo nie może jej krzywdzić w nieskończoność. Ona sobie na to nie zasłużyła. A niektórzy uważają, że jeśli się zdradziło raz, to kolejny przyjdzie z łatwością. Zwłaszcza jeśli druga strona wybacza.
Dziękuję Ci Monik za wizytę, komentarz i zapraszam już jutro na miniaturkę, a w piątek na kolejną część opowiadnia.
Pozdrawiam Cię serdecznie! :)
Miniaturka oczywiście o orginalnej godz 19.04?
OdpowiedzUsuńPatka
Witaj :)
UsuńZgadza się. Godzina pozostaje bez zmian. Chyba, że wolicie powrót do starej 21:09? ;) Pozdrawiam
nie , lepiej zostańmy przy 19. 04
Usuńpozdrawiam ;)
Patka
nie każ nam czekać jeszcze dłużej :)
Usuńok, zostaje bez zmian :)
UsuńAmicus,
OdpowiedzUsuńZ góry cię przepraszam za nieskomentowanie twoich rozdziałów na czas, ale wakacje jakoś rozleniwiają, a że pogoda dopisuje to i nie było czasu zaglądać na blogi. I z moim opkiem też trochę odpuściłam. Ale biorę się do pracy i już wszystko po kolei nadrabiam.
Po pierwsze, po raz kolejny muszę ci powiedzieć, że uwielbiam to jak piszesz. Potrafisz w swoim opowiadaniu zawrzeć tyle emocji, a w przypadku tego, tyle bólu, że czytając czujesz to samo co bohater. Przenosisz się jakby w jego skórę, jesteś nim. To naprawdę bardzo realistyczne. Choć podobają mi się szczęśliwe historie i sielanka Dobrzańskich, to ta historia zwaliła mnie z nóg. Jest wspaniała. I chyba nie ma już dobrego wyjścia… Ale do rzeczy.
Rozdział III
Wszyscy wieszają psy na Marku. Fakt, zasłużył, ale mimo wszystko jest mi go szkoda. Za to podziwiam postawę Heleny w stosunku do Uli, to, że zabrała ją i wnuka i wyjechali. Ulka zdecydowanie potrzebowała chwili wytchnienia w miejscu, gdzie nic nie będzie jej się kojarzyło z mężem. No i końcowa wizyta… Teraz mówi, że ma rodzinę… Ale kiedy nie myślał głową, a inną częścią ciała nic się nie liczyło, nawet uczucia najbliższych. Ehh… pogmatwane to trochę.
Rozdział IV
Wyobrażam sobie jak nadludzkim wysiłkiem dla Uli musiała być konfrontacja z Markiem w jego gabinecie. Na tym etapie to jeszcze emocje grają pierwsze skrzypce, choć głęboko przez Ulke chowane to jednak. Jedno jest pewne – łączy ich syn. Dla jego dobra powinni utrzymywać jak najlepsze, choćby poprawne stosunki, a przede wszystkim nie doprowadzać do kłótni.
Marek robi wyrzuty matce o wyjazd z Ulką zupełnie nie wiem dlaczego. A na kogo Ulka mogła liczyć? Na Marka? No chyba właśnie o niego w tej sprawie chodziło… Przecież on zawiódł jej zaufanie na całej linii. Oj, zmartwił mnie ten pozew o rozwód. Nie wiem czy nie za szybko Ulka to postanowiła. Chociaż w tym czasie nie widziała innej możliwości i ja to rozumiem, ale ja na jej miejscu poczekałabym aż opadną te złe emocje. Ale ona też stchórzyła, bo wysłała prawnika, by powiedział o wszystkim Markowi. Myślę, że to nie w porządku, powinna była sama mu o tym powiedzieć.
Rozdział V
Ciekawie wymyśliłaś z tymi miniaturkami A ode mnie masz pewny komentarz, bo ja tak bardzo lubię analizować twoje historie.
Biedny, mały Szymek, z dnia na dzień wszystko wokół niego się zmieniło. Nie rozumiał jeszcze zbyt wiele z tego, co działo się między jego rodzicami, ale to on cierpiał najbardziej. Nie widywał tak często taty, którego tak bardzo kochał. Nie widział swoich rodziców razem, nie bawili się we trójkę, nawet posiłków nie jedli razem. To dla dziecka musi być ogromny szok.
Ach, do końca miałam nadzieję, że ten rozwód nie dojdzie do skutku. A jednak! No cóż, zostało mi tylko pogodzić się z losem i współczuć. Bo mimo rozwodu, Ulce nie jest ani trochę lżej. A no i jeszcze to, że nie pojechała do sądu. Kolejny raz stchórzyła. Chociaż z drugiej strony, skoro jest osobą wrażliwą i kocha Marka, to jego widok mógłby sprawić, że wycofałaby się z wcześniej podjętej decyzji, więc może jej nieobecność na sali rozpraw była gruntownie przez nią przemyślana.
A jak to mówią czas leczy rany, choć niektórzy twierdzą, że tylko przyzwyczaja do bólu. I myślę, że w przypadku Ulki mamy do czynienia z tą drugą opcją. Niewątpliwie kocha Dobrzańskiego, ale też go nienawidzi, a ból, który jej zadał ciągle w niej tkwi, choć trochę go uśpiła. Zawsze dogadywali się w pracy, więc zostawiając za drzwiami życie prywatne mogli być dobrymi współpracownikami.
Zastanawia mnie tylko co z tym telefonem? Komu coś się stało? Marek czy Szymon? Mam wrażenie, że to wydarzenie na powrót zbliży byłe małżeństwo do siebie.
Ujjj, ale się rozpisałam… Ale musiałam nadrobić zaległości. Teraz postaram się być już na bieżąco, choć prawdopodobnie niedługo zaczynam pracę, więc zobaczymy jak to będzie. W każdym razie twoje opowiadanie z rozdziału na rozdział mnie wciąga.
Pozdrawiam serdecznie
Bea
Bea,
Usuńjestem Ci niezwykle wdzięczna, że zechciałaś się odnieść do kilku ostatnich rozdziałów. To co piszesz, to miód na moje serce! Dziękuję. To motywuje! :)
Liczę, że miniaturkę, zgodnie z obietnicą, również zanalizujesz! :)
Tak w ogóle to bardzo się cieszę, że wróciłaś. Mam nadzieję, że niebawem pojawi się u Ciebie coś nowego. Bardzo na to liczę!
To historia skomplikowana. Mimo, że opowiada o wielkiej miłości, to jednak nie jest sielankowa. W końcu życie też nie składa się z samych sukcesów i miłych chwil. Takie sytuacja, jak ta w małżeństwie Uli i Marka zdarzają się u wielu par. Każda radzi sobie z tą sytuacją inaczej. Ula nie potrafiła przejść obok tej zdrady obojętnie i wrócić do porządku dziennego. Mąż zbyt mocno ją zranił. Zresztą nie po raz pierwszy.
Wątek szpitalny wiele zmieni w ich relacjach. Nie będę zdradzać o co dokładnie chodzi, bo mam nadzieję nieco Was zaskoczyć w piątek.
Tymczasem dziś też szykuje się wątek szpitalny. Jakoś mnie tak ostatnio naszło na służbę zdrowia ;)
Baaardzo Cię dziękuję za ten mega długi komentarz! Uwielbiam, gdy dzielicie się ze mną swoimi przemyśleniami!
Pozdrawiam Cię bardzo gorąco! :)
Na moim blogu pojawiła się pierwsza część nowego opowiadania. Serdecznie cię na nią zapraszam!
OdpowiedzUsuń;)