B

poniedziałek, 8 lipca 2013

'Po drugiej stronie nieba' cz. I

Witajcie! :) 
Przedstawiam Wam dzisiaj nową historię. Będzie się ona ukazywała w poniedziałki i piątki. Jak zwykle przywiązuję dużą wagę do symbolicznej godziny. Po raz kolejny wracam do godz. 19:04.
Zapraszam do czytania, a przede wszystkim do komentowania! :) 




Już blisko godzinę siedział w samochodzie nieopodal swojej posesji w podwarszawskiej Magdalence. Nie mógł zebrać się w sobie, żeby wreszcie wjechać do garażu i wejść do domu. Bał się. Najzwyczajniej w świecie się bał. Był tchórzem. Pieprzonym tchórzem. Siedział i myślał. Nad sobą i swoim życiem. Wiedział, że momentu konfrontacji nie może odciągać w nieskończoność. Wiedział, że tym razem nie będzie tak, jak kiedyś. Wiedział, że tym razem nie będzie umiał udawać. Po raz kolejny tego wieczora jego komórka odezwała się. Do tej pory trzy próby nawiązania z nim połączenia ignorował. Tym razem przyszedł sms. Niechętnie sięgnął po swojego smartfona i odczytał wiadomość. ‘Marek, co się dzieje? Zaczynam się martwić’. Miała prawo. Zwykle ze służbowych wyjazdów wracał wcześniej, niż zapowiadał. Ponownie otworzył wiadomość, którą otrzymał od niej jakieś dwie godziny temu. ‘O której będziesz? Tęsknię’. Nie odpisał. Dobrzański weź się w garść! – pomyślał i odpalił samochód. Wjechał na podwórko. Mimo później pory dom był rozświetlony. To oznaczało tylko jedno – czekają na niego. Wyjął z bagażnika niewielką walizkę, wziął głęboki oddech i z duszą na ramieniu ruszył w kierunku drzwi. Dźwięk przekręcanego klucza w zamku sprawił, że w przedpokoju zmaterializował się czteroletni chłopiec ubrany w swoją ulubioną piżamkę.
- Tata! Tata! – krzyknął mały i biegiem rzucił się w kierunku ojca. Pośpiesznie odstawił bagaż i kucnął przed chłopcem, mocno go przytulając. Zamknął oczy, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Jesteś wreszcie! – radośnie powiedziała jego żona, która właśnie weszła do przedpokoju. Obserwowała chwilę ten obrazek, a uśmiech powoli znikał z jej twarzy. Dobrzański niechętnie wypuścił chłopca ze swoich objęć i podniósł się. Stanął naprzeciw żony ze spuszczoną głową i nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy. Ona już wiedziała. Znała go doskonale. Jego dzisiejszy powrót znacznie różnił się od tych zwyczajnych, normalnych. Zwykle przyjeżdżał wcześniej, wpadał do domu z prędkością błyskawicy oznajmiając radośnie, że bardzo się za nimi stęsknił i witał się spontanicznie i wylewnie.
- Rozumiem, że stało się to, czego najbardziej się obawiałam – powiedziała głosem całkowicie wypranym z emocji. Przeraził go jej ton.
- Ula – wyszeptał. Chciał dodać coś jeszcze, ale nie dała mu szansy.
- Daruj sobie – powiedziała ostrzej niż zamierzała – Szymon – zawołała syna, który zdążył już przemknąć do salonu – tata musi jeszcze na trochę wyjechać. Pożegnaj się - mały ponownie wtulił się w ramiona ojca.
- Niedługo się zobaczymy – powiedział, całując syna w policzek – i tak jak ci obiecałem, zabiorę cię do ZOO. Zgoda? – malec kiwnął radośnie głową i objął ojca za szyję. Kolejna łza spłynęła po jego policzku. Ula przyglądała się temu z kamienną twarzą.
- Biegnij na górę. Zaraz przyjdę przeczytać ci bajkę – gdy chłopiec zniknął im z pola widzenia, Marek wreszcie się odezwał
- Ula, porozmawiaj ze mną. To nie miało żadnego znaczenia - rzekł zrozpaczonym głosem.
- Nie bądź śmieszny! – krzyknęła, by już po chwili zganić się za to w myślach. Obiecała sobie trzymać nerwy na wodzy. Postanowiła, że załatwi to spokojnie, a przede wszystkim, że się przy nim nie rozpłacze. Odważył się spojrzeć wreszcie w jej oczy. Ból i rozpacz jaką zobaczył w jej błękitnych tęczówkach przeraziły go  – Idę przeczytać Szymkowi bajkę, jak skończę nie chcę cię tu widzieć. Bądź tak dobry i zabierz resztę swoich rzeczy z sypialni – spojrzała na niego z żalem po raz ostatni i ruszyła w kierunku schodów.
Liczył się z takim obrotem spraw, ale nie sądził, że będzie go tak bolało. Westchnął ciężko i ruszył w kierunku sypialni, by spakować drugą walizkę. Z jednej strony miał nadzieję, że to przejściowe, że Ula da mu szansę na wytłumaczenie, że da mu szansę na ponowne odzyskanie zaufania, że po jakimś czasie wybaczy i pozwoli wrócić. Ale z drugiej strony bardzo dobrze ją znał. Wiedział, że jego żona potrafi wybaczyć wiele, niemal wszystko, oprócz zdrady. Pakując koszule do srebrnej walizki maksymalnie się ociągał. Liczył, że może jeszcze dzisiaj uda mu się z nią porozmawiać. Zwykle Szymon bardzo szybo zasypiał. Bardzo często nie mógł dotrwać nawet do końca bajki. Dzisiaj Ula w jego pokoju spędzała zdecydowanie zbyt wiele czasu. Zrozumiał, że czeka, aż on wyjdzie. Postanowił nie męczyć jej na siłę. Musi dać jej czas na ułożenie sobie tego wszystkiego.
Drzwi na dole wreszcie się zatrzasnęły a ona mogła swobodnie wyjść z pokoju syna. Czekała, aż opuści dom. Nie miała siły, ani ochoty na niego patrzeć. Zeszła na dół, skuliła się na sofie i dała upust swoim łzom. Dobrze, że miała Szymka. W przeciwnym razie tego wieczoru jej życia kompletnie straciłoby sens.
Postanowił pojechać do rodziców. Miał ochotę zamknąć się w swoim dawnym pokoju i nigdy z niego nie wychodzić. Po raz kolejny ją skrzywdził. Wiele razy obiecywał sobie, że nie zrobi nic, przez co jego żona miałaby płakać. Po raz kolejny jego obietnice były gówno warte. Przez swoją głupotę stracił ją. Stracił najważniejszy element swojego życia. Stracił rodzinę.
Najciszej jak potrafił wszedł do willi rodziców, dzierżąc w ręku średniej wielkości walizkę. Szmery w przedpokoju wzbudziły czujność Heleny, która mimo później pory czytała książkę w salonie. Zdziwił ją widok syna.
- Marek? Co ty tutaj robisz? – nie odpowiedział. Jego wzrok był pusty. Zaniepokoiła się – Marek, co się stało? Dlaczego przyjechałeś tutaj? Przecież Ula na ciebie czeka – odparła i zbliżyła się do syna. Spojrzała w jego oczy.
- Nie czeka – wyszeptał ledwie słyszalnie.
- O czym ty mówisz? – wiedziała, czuła, że w ich małżeństwie stało się coś niedobrego. Po chwili jej przypuszczania potwierdziły słowa syna
- Zdradziłem ją, mamo – powiedział gorzko i rozpłakał się jak mały chłopiec.
- Jak mogłeś? Marek, czy ty zdajesz … - przerwała. Nie wiedziała co w tej sytuacji powiedzieć. Tego się nie spodziewała. Znała swojego syna. Wiedziała, jak żył kiedyś. Ale od pięciu lat tworzyli z Ulą zgodne i szczęśliwe małżeństwo. Wydawało jej się, że Marek spoważniał, że zrozumiał co jest w życiu ważne. Z jednej strony miała ochotę go przytulić, pocieszyć. Z drugiej nie mogła zrobić nic. Nie potrafiła go zrozumieć – Chodź, porozmawiamy – powiedziała poważnym tonem i ruszyła w kierunku salonu.
- Nie dzisiaj – odparł i wszedł  na schody – Chcę zostać sam.
Zniknął w swoim pokoju, a ona nie wiedziała co zrobić. Widziała, że żałuje, że jest mu ciężko, ale jej myśli bardziej zaprzątała teraz Ula. Nawet nie chciała myśleć, jak musiała się teraz czuć jej synowa.
Zamknął się w pokoju i ciężko opadł na łóżko. Był palantem. Zwykłym palantem. Wyciągnął z kieszeni telefon. Było kwadrans przed północą, gdy wykręcił numer przyjaciela
- Czyś ty zgłupiał? Wiesz, która jest godzina? – zapytał go na powitanie Olszański
- Zastąpisz mnie jutro
- Ja rozumiem, że żona się za tobą stęskniła, ale… - nie słuchał dalej wywodu Sebastiana. Nie miał siły słuchać. Po prostu się rozłączył. Rzucił telefonem o podłogę i po raz kolejny tej nocy łzy spłynęły po jego twarzy. Wyjął z walizki butelkę wódki, którą zdążył kupić jadąc z Magdalenki do Konstancina. Miał nadzieję, że ten gorzki płyn choć na chwilę pozwoli mu zapomnieć o krzywdzie, jaką wyrządził żonie.  

11 komentarzy:

  1. MalgorzataSz18 lipca 2013 19:39

    O w mordę... Kompletnie mnie zatkało. A to ci historia. Zaczynasz ją od zdrady Marka. Początkowo sądziłam, że to Paulina jest jego żoną i to z nią ma syna. Myślałam tak do momentu, gdy wyszeptał jej imię. O mój Boże, jak on mógł... Zaraz staje mi przed oczami serial i jego rozpaczliwe starania o Uli przychylność i wybaczenie intrygi. Te wszystkie jego zabiegi, by spojrzała na niego łaskawszym okiem, żeby się uśmiechnęła. A tu to, o co walczył z tak ogromną determinacją bierze w łeb, bo nie potrafił dochować jej wierności. W czym była gorsza od jego kochanki?
    "Natury nie da się oszukać". Tak napisałam kiedyś w jednym ze swoich opowiadań, choć wydarzenie, które w nim opisywałam miało tylko znamiona zdrady, która tak naprawdę nie miała miejsca. ("Ula i Marek-trochę inna bajka"). Jednak teraz przeczytawszy ten rozdział sądzę, że to zdanie zaczyna nabierać sensu. Przez pięć lat był jej wierny i nagle odezwała się w nim ta negatywna strona charakteru. Faceci są jednak dziwni. Nie zdradzą do momentu, w którym okazja sama pcha im się w łapy. Obrzydliwe. Tym nieodpowiedzialnym posunięciem zniszczył swoją rodzinę. Zawiódł na całej linii Ulę, która chyba przez cały okres tego małżeństwa obawiała się takiej sytuacji.
    To prawdziwy dramat dla niej i dla ich synka, który nie jest już niemowlęciem. Jest czterolatkiem, a dzieci w tym wieku zdają się więcej rozumieć niż nam się wydaje, a już na pewno wyczuwają nastrój dorosłych i domyślają się, że dzieje się coś niedobrego.
    "Gdyby głupota miała skrzydła, fruwałabyś nad miastem jak gołębica". Tak powiedział doktor Strossmayer w serialu "Szpital na peryferiach" do jednej z pielęgniarek. To bardzo a'propos w stosunku do Marka. Przez własną głupotę zniszczył sobie życie. Czy będzie mu dane je odbudować? Czy Ula ponownie okaże swoją wielkoduszność i mu wybaczy a przede wszystkim znowu mu zaufa? Trudne wyzwanie przed Tobą. Napisałaś wcześniej, że to opowiadanie nie zakończy się szczęśliwie i aż się tego boję, czym nas uraczysz. Z drugiej strony kobiecie ciężko jest się podźwignąć po czymś takim. Ja czekam na dalszy rozwój wypadków.
    Świetna i bardzo wciągająca część. Serdecznie pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu,
      w odpowiedzi na Twój komentarz nie chcę się zbytnio rozpisywać, by nie zdradzić zbyt wiele. Chcę by to opowiadanie nieco Was zaskakiwało i jak widzę małymi kroczkami mi się to udaje - jak choćby 'żona' Marka. Miałam nadzieję, że w pierwszej chwili pomyślicie o Paulinie. A tutaj niestety Ula okazała się tą zdradzaną.
      Z tym, iż 'natury nie da się oszukać' w tym przypadku w pełni zgodzić się nie mogę. Jak to pisał ktoś w jednym z kolejnych komentarzy pod tym rozdziałem, nic nie jest ani białe, ani czarne. Marek popełnił błąd, bardzo poważny błąd, ale nie do końca było to z premedytacją zaplanowane działanie. Zresztą cała ta jego zdrada 'wyjaśni' się w kolejnym rozdziale.
      Ja pamiętam, iż o tym konkretnym opowiadaniu pisałam, że będzie długie i wielowątkowe. Czy skończy się szczęśliwie, nie napiszę teraz. Potrzymam Was trochę w niepewności. W sumie nawet jeśli to się skończy szczęśliwie zawsze kolejne mogę skomplikować na tyle, by happy end był niemożliwy. ;)
      Dziękuję Ci za tak długi komentarz. :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Amicus,
    moje odczucia są bardzo podobne do tego, co napisała Gosia. Też miałam nadzieję, że tą zdradzaną jest Paula, a że zdrady dopuścił się z Ulą własnie. Nie miałam pojęcia, że zdradził właśnie Ulę! Przecież to chore... Ja kiedyś zaczęłam jedno ze swoich opowiadań od rozwodu, Ty zaczynasz od zdrady. U Ciebie to dalej da się poskładać. Tylko czy Dobrzańska będzie chciała cokolwiek składać? To ciężki cios, być może zbyt ciężki. Dobrze, że jest Szymek, może to dla niego powinni się postarać?
    Nie wiem, ciężko mi ocenić całą sytuację. To był jeden wyskok, jedno , całkiem pochopne odezwanie się złej natury Marka. Ale czasem jedno złe posunięcie może rozwalić wszystko: szczeście, miłość, rodzinę, małżeństwo. Przykre to bardzo, ale wiem, że z tego wybrniesz :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie i do piątku! ;)
    Marcysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu,
      jednak tą zdradzoną żoną udało mi się Was początkowo zmylić! Ha! Mój sukces! :D
      Właśnie. Świetnie to ujęłaś. Bo generalnie dałoby się poskładać, gdyby obie strony chciały. Pytanie czy chcieć będą?
      Nie będę się rozpisywać, by nie odkrywać kart zbyt wcześnie. Zapraszam na kolejne rozdziały.
      Dzięki za wizytę i wpis. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. ulka-brzydulka8 lipca 2013 22:00

    Amicus,
    Nie mam słów. Piszę ze łzami w oczach. Dlaczego? Dlaczego on zrobił to swojej rodzinie? Dlaczego tak szybko się przyznał? Dlaczego nie próbował się bronić? Dlaczego nie ratował małżeństwa? Dlaczego? Przeczuwam kolejne wspaniałe opowiadanie wypełnione bólem i cierpieniem. Bardzo mi się podoba, lubię czytać takie historię.
    Szkoda mi najbardziej Szymka, który nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje. I że nie będzie taty na co dzień, jak do tej pory.
    Ulka, tyle wycierpiała by być z Markiem, a Marek zaprzepaścił wszystko przez jeden moment myśląc czym innym niż głowa. Bo nie sądzę, że zrobił to w pełni świadomie i z premedytacją.
    W ogóle jak ma się zachować Helena, gdy jej syn okazał się nieodpowiedzialnym dupkiem.
    Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam
    Bea

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bea,
      Aż takie emocje wywołała ta część? Cieszę się! :) Dlaczego się przyznał? O tym wspominam właśnie w kolejnej części. Napiszę tyle - przyznał się, bo mimo wszystko zmienił się.
      Tak, jak pisałam już Gosi, o premedytacji nie może być mowy. Kolejny rozdział przyniesie wiele odpowiedzi odnośnie tego jego wyskoku.
      Zapraszam w piątek!
      Dzięki za komentarz. Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  4. Zaczyna sie ciezko... nie masz litosci dla nas, biednych czytelnikow, a mamy przeciez wakacje, czas przeznaczony na "radowanie sie". Powinnas zaczynac takie opowiadania na jesieni...
    No ale coz, oczywiscie bedziemy czekac niecierpliwie na wszystko co napiszesz. Mam nadzieje, ze nie bedzie za bardzo dolujaco... a swoja droga to natura ludzka jest dziwna, czlowiek brnie w akcje ktore pozbawia go stabilnosci i niezbednych do zycia osob czyli rodziny.
    Marek wie co zrobil, wie jakie sa tego konsekwencje i poddaje sie biernie odrzuceniu. Gdzies tli w nim nadzieja na przebaczenie ale jest ona bardzo slaba.
    Nie zapominaj, ze nic nie jest zupelnie biale lub zupelnie czarne, a prawda zazwyczaj lezy po srodku. Nie wiemy co sklonilo Marka do takiego dzialania, mam nadzieje, ze Nam to wyjasnisz.
    Czasami w zwiazkach biernosc jest destrukcyjna, ciche odrzucenie, brak dialogu, brak zrozumienia potrzeb drugiej osoby (psychicznych i fizycznych) i wini sie osobe ktora "zdradza" to znaczy dziala i robuje przerwac marazm zycia codziennego, a moze probuje po prostu ZYC a nie zadawalac sie namiastka zycia.
    Trudno mi uwierzyc w "zla nature" Marka czy "naturalny powrot do nawykow", to by bylo za latwe do wytlumaczenia.
    Prosze nie rob biednej ofiary z Uli i nieuczciwego meza z Marka, niech ta zdrada ich czegos nauczy, niecz zaczna rozmawiac i szukac przyczyn rozpadu ich zwiazku, miejmy nadzieje, ze nie definitywnego.
    Kazde z nich musi sie zastanowic nad swoim wkladem i swoja wlasna rola w tym rozpadzie, zamiast oceniac drugiego czlowieka trzeba najpierw przyjrzec sie sobie.
    Ten schemat : uczciwa Ula, przykladna matka itp i Marek zduszony hulaka, trzesacy sie na widok kazdej panienki, jest meczacy i mam nadzieje, ze nie bedziesz go poglebiac.
    Z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - wakacje. Czas idelany na pisanie długiego i skomplikowanego opowiadania, które wymaga czasu i przemyślenia. ;) A po co w czasie jesieni wprowadzać dołujące historie? Jesienią powinno wiać optymizmem.
      Nie zapominam o tym. Pisałam już wcześniej Gosi w komentarzu, że nie zamierzam wprowadzać tutaj podziału na białe i czarne. Sami ocenicie, czy to mi się udało. Nie zamierzam robić z Marka potwora, który potrafi tylko ranić. Popełnił błąd, ale mimo wszystko zmienił się. Dawnego Marka już nie ma.
      Coś czuję, że to opowiadanie Wam się spodoba, skoro już pierwszy rozdział wywołał tyle emocji i przemyśleń.
      Zapraszam w piątek!
      Pozdrawiam Cię serdcznie i dziękuję za wpis! :)

      Usuń
  5. MalgorzataSz111 lipca 2013 17:40

    Amicus
    Zapraszam na przedostatni rozdział mojego opowiadania. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Amicus
    Witaj, pierwszy raz piszę ale muszę( bo się uduszę).Rozdział bardzo emocjonujący. Nie wiem jak Marek wybrnie z tej sytuacji, przecież już raz ją zawiódł! i boleśnie musiał się nadreptać do Uli serca aby mu wybaczyło, a Ula... no nic życzę Ci wielkiej weny bo zapowiada się świetnie tylko proszę nie uśmiercaj żadnego z nich.
    Pozdrawiam i płaczę(ze wzruszenia)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! :)
      Cieszę się, że początek tego opowiadania wywołuje takie emocje. Aż takiej Waszej rekacji się nie spodziewałam. Bardzo się cieszę, że piszesz po raz pierwszy i głęboko wierzę, że nie ostatni. Komentarze, informacja zwrotna to najlepsza nagroda na piszącego.
      Nie chcę zdradzać dalszych ich losów. Chcę Was potrzymać w niepewności. Niemniej długa droga i wiele wyzwań stoi przed obojgiem. Pytanie, czy będę potrafili wyciągnąć wnioski?
      Bardzo Ci dziękuję za wpis, który sprawił mi wielką radość! Już dzisiaj drugi rozdział. Zapraszam o 19:04.
      Pozdrawiam!

      Usuń