Ten wyjazd bardzo jej pomógł.
Wyciszyła się. Nabrała pewnego dystansu do wydarzeń sprzed kilkunastu dni. O ile można nabrać jakiegokolwiek dystansu
do zdrady męża. Podjęła ważne decyzje. Była wdzięczna teściowej. Nie
pytała, nie zmuszała do rozmów, nie prawiła jej kazań, nie podsuwała gotowych
rozwiązań. Po prostu była obok. Powtarzała, że cokolwiek postanowi, może na nią
liczyć. Przytulała, gdy płakała, troszczyła się nią i o Szymona. Podczas tych
kilku dni nad morzem była takim dobrym duchem, który zabierał jej synka, gdy
tylko pragnęła zostać sama. Szymon spędzał czas z babcią, a ona miała ciszę,
spokój i czas na przemyślenia. Nigdy nie spodziewała się po Helenie tyle
serdeczności, wsparcia i ciepła. Zawsze sądziła, że teściowa za nią nie
przepada, że wolałaby na jej miejscu widzieć Paulinę. Owszem, zachowywała się
poprawnie, zawsze była miła, nie dawała jej odczuć swojej niechęci, antypatii,
ale Ula i tak wiedziała, że nie jest jej wymarzoną synową. Teraz jej zdanie
diametralnie się zmieniło. Dostrzegła, że wyciągnęła błędne wnioski. Helena po
prostu nie była zbyt wylewne, raczej zdystansowana, ale w obecnej sytuacji
sprawdzała się na medal. W ciągu tych dwóch tygodni okazała Uli więcej
wsparcia, niż jej najwierniejsza przyjaciółka Alicja. Okazała jej więcej sympatii,
niż przed sześć lat związku z Markiem. Dobrzańska musiała przyznać, że tak
świetnie radziła sobie głównie dzięki wsparciu rodziny i przyjaciół. Stanęli na
wysokości zadania. Począwszy od teściowej, na Maćku i Sebastianie kończąc. W
ogóle po tym ostatnim nie spodziewała się takiej postawy. Kilka dni temu
przysłał jej krótkiego sms’a. Ta kilkuzdaniowa wiadomość mówiła jasno, że stoi
po jej stronie i jeśli tylko będzie czegoś potrzebować, może liczyć na oboje
Olszańskich. To wsparcie wiele dla niej znaczyło.
Szymon coraz częściej dopytywał
się o ojca. Nie mam siły i ochoty dłużej
go okłamywać, że tata wyjechał za granicę. Ona również nie może uciekać.
Nie może wiecznie uciekać przed Markiem, ich spotkaniem. Musi żyć normalnie.
Musi swoje życie wprowadzić na normalne tory. Postanowiła jechać do firmy.
Bez pukania weszła do gabinetu
męża. Siedział pochylony nad laptopem. Zmizerniałeś.
Nie widziała go kilkanaście dni, a jego widok wywołał w jej wnętrzu
prawdziwą burzę. Mieszały się z niej wszystkie uczucia. Od miłości i tęsknoty,
na nienawiści, pogardzie i złości kończąc. Próbowała się uspokoić. Tylko powaga
i opanowanie mogły jej pomóc przejść przez to spotkanie tak, by jak najmniej
ucierpieć.
Podniósł wzrok znad laptopa i
zorientował się, że nie jest sam. Stała w drzwiach i przyglądała mu się z
nieodgadnionym wyrazem twarzy. Tak długo
czekałem na to spotkanie. Gwałtownie zerwał się z miejsca. Prezesowski
fotel pod wpływem jego nerwowego ruchu odjechał, a on o mały włos nie wylądował
pod biurkiem. W ostatniej chwili złapał równowagę.
- Ula – wyszeptał jej imię w tak
charakterystyczny dla siebie sposób.
Pewnym krokiem podeszła do
stojącego nieopodal fotela i usiadła na nim zakładając nogę na nogę.
- Cieszę się, że wreszcie mamy
okazję porozmawiać – zaczął niepewnie siadając na sofie. O ironio, pierwszy raz widzę wielkiego Marka Dobrzańskiego, którego
pewność siebie to drugie imię, tak zakłopotanego – przeleciało jej przez
głowę – Wiem, że potrzebowałaś czasu, dlatego… - nie pozwoliła mu dokończyć,
zdecydowanie wchodząc w słowo
- Nie przyszłam tutaj, żeby z
tobą rozmawiać. – jej chłodny ton brutalnie sprowadził go na ziemię i odarł ze
wszystkich złudzeń – Przyszłam cię poinformować, że skracam swój urlop i od
poniedziałku wracam do pracy – mówiła zdecydowanie, świdrując go wzrokiem. On
nie potrafił patrzeć jej prosto w oczy. Spoglądał na nią co chwilę, rzucał jej
krótkie spojrzenia, ale nie potrafił wytrzymać tego napięcia, gdy ich wzrok
spotykał się.
- Oczywiście – wydukał – Uważam
jednak, że czas, byśmy porozmawiali o tym, co się stało. Byś pozwoliła mi
cokolwiek powiedzieć – powiedział z bólem
- Nie mam ochoty na rozmowy z
tobą i mam nadzieję, że to uszanujesz – zmroziło go. Wolałby, żeby zrobiła mu
awanturę, żeby go spoliczkowała. Ten jej pozorny spokój wykańczał go – Wracam do
pracy i chciałabym, abyś potrafił rozdzielić sprawy prywatne od zawodowych.
Nasze relacje nie będą wykraczać poza granice dyrektor finansowy – prezes –
powiedziała stanowczo – Od dzisiaj łączy nas tylko i wyłącznie praca – zabrakło
mu tchu. Złapał gwałtownie powietrze.
- Jest jeszcze Szymon – wyszeptał
mocno zaciskając powieki. Czuł gromadzące się łzy. Spojrzała na niego z politowaniem.
- Nooo proszę, przypomniałeś
sobie o dziecku – powiedziała szyderczo - Szkoda, że o nim nie pamiętałeś, gdy
posuwałeś jakąś naiwną pannę – w jej głosie słyszał wściekłość. Tego się po
niej nie spodziewał. Wiedział, że zaczynają puszczać jej nerwy. Nie powinnam była – zganiła się w
myślach. Przede wszystkim obiecała sobie spokój. Spokój i jasny, rzeczowy
komunikat. Wzięła głęboki oddech i udało jej się wyciszyć emocje. Wytrzymaj jeszcze chwilę – powtarzała w
myślach – A właśnie, skoro już zacząłeś temat naszego syna – celowo
zaakcentowała dwa ostatnie słowa – Dziecko się o ciebie dopytuje. Nie zamierzam
ograniczać waszych kontaktów. To, że kompletnie nie sprawdziłeś się w roli
wiernego męża – powiedziała złośliwie – nie oznacza, że zwalnia cię to z roli
ojca. Wiem, że tymczasowo mieszkasz w Konstancinie. Przywiozę go jutro po
południu. Chciałabym, byś wytłumaczył Szymonowi dlaczego już z nami nie
mieszkasz. To jeszcze małe dziecko i czuje się trochę zdezorientowane, a ja nie
zamierzam we wszystkim cię wyręczać – mówiąc to wstała i skierowała się w
stronę drzwi. Rzuciła mu ostatnie spojrzenie. Siedział ze spuszczoną głową. Nie
potrafił się podnieść z zajmowanego miejsca. Czuł, jakby jego ciało było
sparaliżowane. Zdążyła już położyć rękę na klamce, gdy usłyszała za plecami
- A co będzie z nami? – zapytał ledwie
słyszalnie. Wzięła głęboki oddech. Wiedziała, że po raz ostatni tego dnia musi
się trzymać. Odwróciła się i wlepiła w niego swoje spojrzenie. To, co zobaczył
w jej oczach przeraziło go.
- Z nami? – powtórzyła dziwnym
tonem jego dwa ostatnie słowa – Nas już nie ma od twojego pamiętnego wyjazdu do
Krakowa – nacisnęła klamkę i na odchodne rzuciła – Mam nadzieję, że było warto.
Został sam. Ukrył twarz w
dłoniach. Czuł jak po jego skórze spływają słone krople. Stracił ich. Był
nikim. Do czasu ich spotkania miał jeszcze nadzieję, że może jeszcze uda mu się
ją odzyskać. Wiedział, że nie będzie łatwo. Wiedział, że całkowicie zawiódł jej
zaufanie, ale tliła się niewielka iskierka, że jeszcze kiedyś uda mu się ją do
siebie przekonać, że znów będzie dobrze. Teraz wiedział, że nie będzie. Gdy
słuchał jej pozbawionego emocji głosu, gdy patrzył w jej oczy, który wyrażały
tyle bólu i żalu wiedział, że wszystko stracił. Miał świadomość, że wszystko
zniszczył. Zdradzając zabił ich miłość. Tą krótką nocą przekreślił wszystkie
ich plany, marzenia, przyszłość. Zabił to cudowne uczucie, które od pięciu lat
towarzyszyło mu każdego dnia, które powodowało, że jego życie miało sens, że cieszył
się z każdego kolejnego dnia. Zabił jej marzenia o drugim dziecku, zabił ich
marzenia o wspólnej starości. Tak bardzo pragnął zabrać w te wakacje ich do
swojej ukochanej Toskanii. Planował ten wyjazd od dawna. Chciał pokazać synowi
te wszystkie miejsca, które tak bardzo zachwyciły go, gdy był od Szymka
niewiele starszy. Chciał ponownie spacerować wąskimi uliczkami miast, tym razem
trzymając za rękę ukochaną żonę. Tak bardzo pragnął zabrać do swojego
ukochanego miejsca dwie najważniejsze osoby w swoim życiu. Przegrałem swoje życie. Ona mi nigdy tego nie wybaczy.
Starała się jak najszybciej
opuścić budynek firmy, by nikt nie wiedział jej łez. Wreszcie znalazła się w
samochodzie i już nie musiała się pilnować. Wreszcie mogła krzyczeć z rozpaczy
i swobodnie płakać. To spotkanie wiele ją kosztowało. Zbyt wiele. Jadąc tutaj
sądziła, że będzie łatwiej. Była z siebie dumna, że potrafiła przy nim zachować
pozory obojętności. Tylko ona wiedziała co działo się w jej środku, gdy
siedziała obok niego, gdy na niego patrzyła, gdy słuchała jego głosu. Nie
zamierzała przez jego błędy rezygnować z ulubionej pracy, która dawała jej
satysfakcję. Nie zamierzała rezygnować ze spotkań z przyjaciółmi i pozbawiać
się środków do życia. Chciała wrócić do firmy, z którą związała całe swoje
życie, której była współwłaścicielem. Chciała wrócić, ale nie miała pewności
czy da radę. Czy zniesie jego widok i obecność. Wiedziała, że każde kolejne
spotkanie będzie ją bolało. Wiedziała, że każde kolejne spotkanie będzie
wywoływało nieprzyjemne ukłucie żalu w jej sercu. Musiała być silna. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć ludzi, którzy
twierdzili, że od miłości do nienawiści jest tylko krok. Teraz już wiem, że
mieli rację. Jednego dnia się kocha, drugiego nienawidzi. Dwa skraje uczucia
tak odległe, a jednak tak bliskie. Nawet wtedy, gdy ją oszukał, gdy wydała
się intryga, nie potrafiła go znienawidzić, mimo, że bardzo chciała. Teraz
przyszło jej to z łatwością. Można by nawet rzec, że wbrew jej woli. Był
najważniejszym mężczyzną w jej życiu. Był jedynym mężczyzną, który tak bardzo
ją zranił.
- Możesz się nie wtrącać w moje
życie! – krzyknął od progu
- O co ci chodzi? – Helena nie
kryła swojego zaskoczenia
- Po co pojechałaś z Ulą nad
morze? – zapytał z nieukrywaną pretensją w głosie – Namawiałaś ją żeby
całkowicie mnie przekreśliła?
- Jak możesz tak mówić? Staram
się jej pomóc. Potrzebuje wsparcia – próbowała mu na spokojnie wytłumaczyć w
czym rzecz.
- A ty jej tego wsparcia
oczywiście udzielasz! Przecież nigdy jej nie lubiłaś!
- Nie ma znaczenia czy ją
lubiłam, czy nie. Współczuję jej. A przede wszystkim żal mi mojego wnuka,
któremu ty rozbijasz rodzinę! – rzuciła oskarżycielskim tonem
- Jasne! Bo to tylko moja wina!
Nawet nie pozwoliła mi wytłumaczyć! Może to ma jakiś związek z waszym wyjazdem
i twoimi cudownymi radami, żeby zostawiła tego łajdaka Mareczka, co? – jeszcze nigdy
nie widziała go takiego wściekłego.
- Nie bądź bezczelny! – starała się
nieco ustawić go do pionu. Rozumiała, że jest rozżalony, ale oskarżenia pod jej
adresem były bezpodstawne – Powinieneś ją zrozumieć. Ona czuje się zraniona.
- Ona mnie po prostu nienawidzi! -
wrzasnął
- Marek – matka stanęła naprzeciw
niego i spojrzała prosto w oczy – skrzywdziłeś ją, dlatego ma prawo cię nienawidzić.
Ale to wcale nie oznacza, że już cię nie kocha. To zbyt potężne uczucie, by
odkochać się w ciągu kilkunastu dni – westchnął – Ją na razie to wszystko
bardzo boli, ale z czasem być może pozwoli ci wytłumaczyć i znów się do siebie
zbliżyć
- Nie sądzę – odparł przecząco
kiwając głową – Za bardzo ją to dotknęło. Zbyt mocno ją zraniłem – po
wcześniejszej furii nie było już śladu. Teraz był tylko ból – Myślę, że będzie
chciała rozwodu – szepnął ledwie słyszalnie
- Zrób wszystko, by do tego nie
dopuścić – powiedziała zdecydowanie. Ona nie miała prawa się wtrącać, ani do
niczego namawiać Uli. Ona mogła tylko stać z boku i wspierać, ale jej syn mógł
tutaj zdziałać najwięcej
- Jeśli zażąda rozwodu, dam jej
go. Może jeszcze znajdzie człowieka, który będzie potrafił dochować jej
wierności, bo jak mało kto na nią zasługuje – odparł zrezygnowany i wolnym
krokiem ruszył w kierunku schodów
- Marek! Nie możesz się poddać –
krzyknęła za nim
- Mogę. Nie zmuszę jej do tego,
by mi wybaczyła i do mnie wróciła – ruszył w kierunku swojego pokoju.
Bardzo dobrze znał swoją żonę.
Dziś był jej pierwszy dzień po urlopie. Ograniczała ich kontakty do minimum.
Kiedyś sama przychodziła do jego biura po dokumenty, lubiła gdy on odwiedzał
jej gabinet w wolnych chwilach. Teraz wszystko co mogła załatwiała za
pośrednictwem Doroty. Unikała go na korytarzach. Już po kilku godzinach zaczęły
się plotki. Oboje się nimi nie przejmowali. Opinia ich pracowników była teraz
najmniej ważna. W poniedziałkowe popołudnie usłyszał pukanie, a zaraz po nim w drzwiach
stanęła Ania
- Marek, masz gościa – spiął się.
Ostatnim razem takie niezapowiedziane spotkanie nie było dla niego przyjemne.
Bał się, że za chwilę w drzwiach ponownie zobaczy Urbańską. Na szczęście za
jego asystentką wszedł elegancki mężczyzna około pięćdziesiątki.
- Dzień dobry panie Marku–
podszedł do prezesa z wyciągniętą dłonią – Nazywam się Waldemar Chrzanowski,
reprezentuję pańską żonę – poczuł, że robi mu się duszno. Nogi miał jak z waty.
Jego najgorsze przypuszczania właśnie się sprawdzały.
Usłyszał trzask zamykanych drzwi.
Ocknął się lekko. Nie pamiętał, kiedy uścisnął dłoń mężczyzny, jakim cudem
przemieścił się na fotel, jak wyglądała ich rozmowa. W głowie kołatały mu się
tylko pojedyncze słowa rozwód, mojej
klientce zależy na czasie, dom, bez orzekania o winie, państwa syn, podział
majątku, prawo do kontaktów z małoletnim Szymonem, firma, alimenty. Oddychał
ciężko. Wszystko w nim buzowało. Zaczął krążyć po gabinecie niczym
rozwścieczone zwierze. Jednym ruchem dłoni zrzucił wszystko, co znajdowało się
na jego biurku. Spojrzał przez szybę na korytarz. Stała po drugiej stronie.
Przyglądała mu się. Gdy ich spojrzenia się spotkały szybkim krokiem ruszyła w
kierunku swojego gabinetu.
Był wściekły na siebie, ale na
nią trochę też. Miał do swojej żony żal, że nie było jej stać na przyjście
tutaj i powiedzenie mu prosto w twarz, że chce rozwodu. Po chwili stał już na
środku jej biura. Obrzuciła go obojętnym spojrzeniem i wróciła do pisania
raportu. Spojrzał na jej dłonie. Na prawej brakowało obrączki. Poczuł jakby
ktoś wbił nóż w jego serce. Zacisnął zęby.
- Był u mnie twój prawnik –
zaczął niemrawo. Cała jego pewność siebie gdzieś ulatywała, gdy stawał przed
nią. Zawsze to on ją onieśmielał. Każde jego spojrzenie, gest, słowo
powodowało, że to ona niekiedy zapominała języka w gębie. Teraz było zupełnie
odwrotnie. Poczuł na sobie jej wzrok. Przenikliwy, uważny.
- Cieszę się. Prosiłam go o dość
sprawne działanie – spotkania z nim nie należały do najłatwiejszych. Po każdym
była psychicznie wykończona. Te konfrontacje wiele ją kosztowały. Cały czas
musiała się pilnować.
- Ula – podszedł bliżej – proszę
cię, wstrzymaj się jeszcze z tym pozwem – w jego szarych tęczówkach malowała
się rozpacz - Daj nam – automatycznie się poprawił – daj mi trochę więcej
czasu.
- Czasu na co? Na to, żebyś mógł
mnie zdradzić po raz kolejny? – zapytała z bólem
- To był jeden, cholerny błąd!
Kocham cię! – powiedział zdecydowanie
- Kochasz mnie? – zapytała z
przekąsem – Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak się kogoś kocha, to wierność nie jest
żadnym wyczynem – Nie powinnam była dać
się wciągnąć w tą dyskusję! – Ty dawałeś radę, przed pięć lat… mam nadzieję
– dodała, podkreślając ostatnie słowa – I teraz nagle to, więc albo nigdy mnie
nie kochałeś… - gwałtownie jej przerwał
- Dobrze wiesz, że to nie prawda!
Jesteś pierwszą kobietą, którą pokochałem tak naprawdę! – zapewniał ją gorliwie
- Jeśli tak, to masz dziwny
sposób udowadniania tej miłości – odparła ze smutkiem, by już po chwili
ponownie na twarz założyć maskę obojętności – Przez tyle lat nie wiedziałam, że
ty tak pojmujesz związek, miłość. Gdybym miała tego świadomość, ja też zapewniałabym
cię o swoim uczuciu w podobny sposób. W imię naszej miłości pozwoliłabym się
przelecieć Kondrackiemu z Fox Fashion, naszemu informatykowi, Arkowi ze szwalni
w Poznaniu. Jak bardzo chcesz, to możemy pójść na taki układ – każde jej słowo
ociekało niepohamowanym gniewem. Wiedział, że ta rana, którą jej zadał wciąż
krwawi. Bez słowa opuścił jej gabinet.
Amicus,
OdpowiedzUsuńUlka próbuje się trzymać, ale to nie do końca jej wychodzi. Chce być obojętna w stosunku do swego meża, ale chyba uczucie tym razem góruje. Ona już nie widzi dla nich żadnego ratunku, a Marek również jakby się załamywał. I nie wiem czemu ma pretensje do swej matki. Co, miała poprzeć TAKIEGO syna, ktory nie dokońca docenił, co ma? W końcu wszyscy sie od niego odwrócą i to naprawdę będzie koniec. Mam nadzieję jednak, że może tli się cień szansy dla ich związku.
Pozdrawiam Cie serdecznie ;)
Marcysiu,
UsuńUla jest zraniona, rozżalona i rzeczywiście widzi tylko jedno rozwiązanie, stąd kontakt z prawnikiem. Marek ma ogromne poczucie winy. Wie, że ją skrzywdził, że zranił, że zawinił i dlatego też nie ma odwagi walczyć zdecydowanie. Chciałby coś zrobić, ale z drugiej strony nie chce jej osaczać i zniechęcać do siebie jeszcze bardziej. Czy będzie rozwód czy nie, o tym już w następnej części.
Ślicznie Ci dziękuję za wpis. Pozdrawiam! :)
Ciekawa jestem czy Ulka decydując się na rozwód pomyślała choć przez chwile o dziecku i o tym co dla niego będzie najlepsze bo odnoszę wrażenie że nie, że wybrała rozwiązanie które jej wydawało się najprostsze a raczej najłatwiejsze. Mam jednak nadzieję że do rozwodu nie dojdzie, że Ulka się rozmyśli albo ( co jest bardziej prawdopodobne) sąd jej go nie da tym bardziej że jest spora szansa na to że uda się ocalic małżeństwo bo oboje dalej się kochają, a poza tym to by było najlepsze dla dziecka.
OdpowiedzUsuńRefleksje o tym, co jest najlepsze dla Szymona i ostateczna decyzja czy do rozwodu dojdzie już w następnej części. Ula rzeczywiście czuje się bardzo rozżalona i kieruje się emocjami. Na trzeźwą analizę też przyjdzie czas. Sąd nie daje rozwodu, przeciąga sprawę i wprowadza mediatora lub terpaię, gdy jedna ze stron deklaruje, że tego rozwodu nie chce.
UsuńDziękuję Ci za wizytę i komentarz. Zapraszam już w poniedziałek! Pozdrawiam! :)
Amicus
OdpowiedzUsuńTrafiłaś kochana, dostało się Markowi,niech się chłopina pomęczy trochę, zasłużył.Nawet w Seba nie zrozumiał, dlaczego zdradził żonę, swoją największą miłość.Włosów mu zabraknie aby z głowy rwać.
Ula, ta jej wielka miłość, taka do końca życia,wywalczona,oparta na zaufaniu nagle przeobraziła się w nienawiść,Zastanawia się pewnie,dlaczego to ja, w głowie ma kołowrotek, bardzo brakuje jej męża, dziecku ojca,cierpi,rozsypało się wszystko. Nie widzi innego wyjścia, tylko rozwód, ale nie ma odwagi aby pójść i mu powiedzieć to prosto w oczy,wysyła prawnika.Gdyby powiedziała mu to sama oznaczałoby to definitywny koniec.
Ojej, superowski rozdział, dobrze że poniedziałek niedaleko.
Pozdrawiam,
Darka
Ula sądziła, że po tej intrydze, po tym wszystkim przez co oboje przeszli już nic złego jej nie spotka. Sądziła, że do końca życia będzie w szczęśliwym związku. Życie jednak lubi zaskakiwać. Zdarzają się sytuacje, które sprawiają ból, które zmieniają nasze dotychczasowe, poukładane życie. Błąd Marka wiele kosztuje ją, ale jego również. To taka lekcja życia.
UsuńDzięki za wizytę, a przede wszystkim za komentarz i do poniedziałku! :) Pozdrawiam Cię serdecznie :)
Jestem rozdarta i już nie wiem którego z nich bardziej mi żal. Czy Uli, czy Marka. Nie mam pewności, czy ten rozwód to nie zbyt pochopny krok. Zdrada, to ciężki kaliber czynu. Nawet ja sama chyba nigdy nie mogłabym wybaczyć i z całą pewnością odeszłabym od takiego męża. Jednak jest jeszcze dziecko. Zbyt małe, by móc zrozumieć problemy dorosłych. Jak mu wytłumaczyć, że od teraz nie będzie miał taty na co dzień a jedynie tylko w weekendy? A co jeśli zada pytanie, czy tata już nie kocha mamy? Czterolatek zadaje mnóstwo pytań. Chłonie sytuacje, bo ciekawy jest świata. Nieprzygotowanie go w odpowiedni sposób na drastyczne zmiany w jego krótkim życiu może odbić się na nim bardzo negatywnie i z pewnością pośpiech najmniej jest tu wskazany. Ula działa z pewnością bardzo emocjonalnie a znacznie mniej kieruje się zdrowym rozsądkiem. To tak jakby brała pod uwagę tylko swój ból, swoją krzywdę, a nie myślała podczas podjęcia decyzji o rozwodzie o ich synu. Nie potrafi do końca ukryć swoich uczuć w rozmowie z Markiem, choć stara się z całych sił zachować stoicki spokój i obojętność. Jest dotkliwie zraniona i w jakimś sensie upokorzona tym, że on nie dochował jej wierności. To tak, jakby ona mu nie wystarczała i musiał szukać spełnienia w ramionach dawnej dziewczyny. Nie posądzam tu Marka o wyrachowanie i o to, że zdradził z pełną premedytacją, bo istotnie kocha żonę i syna nad życie. Nic dziwnego, że przeraża go jej obojętność i sposób w jaki stara się załatwić rozwód. Dla niego to za szybko. Nawet w serialu wszystkie sprawy musiały dojrzeć, bo on zawsze czekał na "odpowiedni moment". Wynajęcie przez Ulę w tak krótkim czasie prawnika z pewnością nie było odpowiednim dla Marka momentem. Liczył przecież na rozmowę, na próbę wyjaśnienia jej tego, co zrobił, a ona nie chce słuchać już żadnych jego wyjaśnień i trudno jej się dziwić. Przecież dobrze pamięta jaki był kiedyś. Kręcił i kombinował przez co był zupełnie niewiarygodny. Zmieniła go, ale czy do końca?
OdpowiedzUsuńHelena zachowuje się wspaniale. Nie wtrąca się i stara się ulżyć Uli ze wszystkich sił opiekując się wnukiem. Myślę, że podobnie jak ja i ona jest wewnętrznie rozdarta, bo niczego nie pragnie bardziej niż tego, żeby wrócili do siebie. Póki co, to awykonalne. Jeśli rzeczywiście tak ma być, to długa droga przed nimi a szczególnie przed Markiem. Będzie musiał przejść po dnie swojego prywatnego piekła, żeby usłyszeć od niej słowa wybaczenia. Nie mam pojęcia, czy do tego dojdzie, choć bardzo tego pragnę.
To opowiadanie jest wspaniałe i z gatunku takich, które lubię najbardziej. Stawia przed czytelnikiem wiele pytań, nawet tych egzystencjalnych. Przedstawia sytuacje, które nie są wcale takie rzadkie w prawdziwym życiu a ludzie uwikłani w podobne problemy. Wszystkie wspólne zamierzenia, plany biorą w łeb w wyniku jednego nieopatrznie popełnionego błędu. Czy Marek zaangażuje się w walkę o swoją rodzinę? Jestem pewna, że tak, bo za bardzo ją kocha. W ciężkich chwilach potrafi być desperatem i walczyć. Oby tylko ta walka przyniosła pozytywne rezultaty. Na to właśnie liczę.
Serdecznie Cię pozdrawiam i pięknie dziękuje za kolejną, wspaniałą część. :)
Zdecydowanie Ula kieruje się emocjami. Ma żal, jest rozgoryczona i zraniona. Nie wiedzi już dla nich szansy. Nie po tym wszystkim, co się stało między nimi od samego początku. Zanim się zeszli, zanim wybaczyła mu intrygę, kierowała się głównie rozumem. Wszyscy dobrze pamiętamy, że serce mówiło jej, żeby wybaczyła i dała mu drugą szansę. Rozum był przeciwko Dobrzańskiemu. I długo trwała ta walka serca z rozumem.
UsuńUli wydaje się, że to co będzie dobre dla niej, automatycznie jest dobre dla Szymona. Podejmuje radyklane decyzje i działa szybko. W kolejnym rozdziale przyjdzie czas na refleksję co ostatecznie powinna zrobić, czy rozwód będzie dobry dla ich syna i czy jest w stanie dać Markowi kolejną szansę.
Gosiu, bardzo Ci dziękuję za ten meega długi komentarz! :) Twoje przemyślenia sprawiły mi ogromną radość.
Dziękuję za wizytę i zapraszam już w poniedziałek! :) Pozdrawiam!
hej ! Twoje opowiadania są świetnie, ale mam jedno pytanie czy znajdą się niedługo jakieś miniaturki takie co kiedyś dodawałaś?
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Witaj! :)
UsuńZ moich ulubionych miniaturek nie rezygnuję, mimo, iż ostatnio skupiłam się wyłącznie na opowiadniu. Mam kilka pomysłów na te krótkie formy. Kiedy się pojawią? To zależy od Was, moich Czytelników. Mam dla Was pewną propozycję, która pojawi się wraz z poniedziałkową notką.
Pozdrawiam! :)
Zapraszam do mnie na nn i krótkie wyjaśnienie!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;]
Trochę mnie nie bylo, ale teraz staram się wszystko nadrabiać.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam te cztery notki z niebywałą przyjemnością, choć są można by powiedzieć bardzo smutne.
W tym opowiadaniu przedstawiasz nam Marka, który po mimo tego, że jest kochającym mężem i ojcem to i tak dopuścił się zdrady. Przyznał się jednak do tego, chociaż było mu bardzo ciężko, bowiem wiedział, że znów poważnie zrani Ulę. Załuje tego co się stało, pragnie odzyskać zaufanie swojej ukochanej. Jest mu jednak ciężko, bo Ula nie dopuszcza do siebie żadnych wyjaśnień. Zachowuje się przy Marku tak, jakby w ogóle ją nie obchodziło to co się stało. Dobrzański widzi jednak, jak wielki ból jej sprawił. Mam nadzieję, że rozwód będzie wybawieniem dla nich, bo oboje będą mogli sobie wszystko na spokojnie przemyśleć. Taka rozłąkała może im pomóc po raz kolejny stać się prawdziwą rodziną.
Serdecznie cię pozdrawiam i z niecerpliwością wyczekuję poniedziałku i kolejnego fantastycznego rozdziału.
Kawi, jak dawno Cię nie było. Obiecuję wejść dzisiaj, najpóźniej jutro na Twój blog i przeczytać ostatnią notkę. :)
UsuńUla zachowuje się rzeczywiście dość dziwnie. Jak nie ona. Ale to jej reakcja obronna. Tak po prostu jest jej łatwiej poradzić sobie z obecną sytuacją.
Dziękuję Ci za wizytę i komentarz. Pozdrawiam! :)