Na zewnątrz powoli robiło się
jasno, a ona czuła, jakby miną ledwie kwadrans od jego wyjścia. Od kilku godzin
siedziała w niezmienionej pozycji. Powoli zaczynało jej się robić zimno. Mokra
od łez bluzka skutecznie oziębiała jej ciało. Płakała, wciąż zadając sobie
pytanie ‘dlaczego?’. Przecież było im razem dobrze. Świetnie się dogadywali.
Rzadko kłócili, a jeśli już to o błahostki, które po godzinie, dwóch, nie miały
żadnego znaczenia, a oni znów cieszyli się swoją miłością. W łóżku też świetnie
się dopasowali. Co prawda Marek wciąż nie miał jej dość, ale sądziła, iż
potrafi go zaspokoić. Była niemal na każde jego zawołanie. Nie wykręcała się
bólem głowy i przemęczeniem. Byli razem szczęśliwi, zakochani i spełniali się
również w tej miłości fizycznie. Przynajmniej tak wyglądało to z jej
perspektywy. Sądziła, że Marek myśli podobnie. Jak widać myliła się. W czym ona jest lepsza ode mnie? To
pytanie wciąż krążyło po jej głowie. Starała się, dbała o siebie. Po ciąży
szybko wróciła do dawnej wagi, by wciąż być dla niego atrakcyjną. Jest młodsza? Z większym biustem? Po raz
kolejny szloch wstrząsnął jej ciałem. Może
gdybym z nim pojechała? Zaczęła sobie wyrzucać. Miała z nim jechać na
dwudniową konferencję polskich firm modowych do Krakowa. Dzień przed ich
wyjazdem Szymon wstał z temperaturą, która utrzymywała się przez cały dzień.
Nie chciała zostawiać chorego dziecka z opiekunką, czy dziadkami. To ona
podjęła decyzję, że pojedzie sam. ‘Przecież to tylko dwa dni’ powtarzała mu,
gdy dość niechętnie przystał na jej propozycję. Gdybym pojechała, może… Była głupia szukając winy w sobie. Ufałam mu. A przecież jak się ufa, nie
pilnuje się na każdym kroku. Gdyby chciał i nie zdradził mnie tam, równie
dobrze mógłby zrobić to w firmie czy na siłowni. Chętnych panienek wokół
niego nie brakowało. Modelki wciąż próbowały mu się przypodobać.
Pamięcią wróciła do wydarzeń
sprzed kilku lat.
Kilkanaście tygodni po pokazie podjęli decyzję, że Marek wróci na
stanowisko prezesa, a ona ponownie obejmie fotel dyrektora finansowego. Ich
duet sprawdzał się świetnie. Zamieszkali razem na Siennej. Wspólne lunche stały
się codziennością. I nagle pewnego dnia Marek zaproponował jej, żeby poszła z
Alą lub Violettą, bo on idzie z Sebą na squasha. Początkowo nie wzbudzało to
jej podejrzeń. Wiedziała, że lubi sport. Zanim jeszcze się związali często
wychodził z Olszańskim na kosza czy basen. Jeździli na siłownię, korty. Po
pewnym czasie te wypady na siłownię stały się codziennością. Znikał z firmy w
porze lunchu lub tuż po pracy. Sam lub z Olszańskim. Zaczęły się dziwne
telefony, które wzbudziły jej czujność. Gdy wchodziła do jego gabinetu szybko
ucinał rozmowę i odkładał słuchawkę, informując osobę po drugiej stronie, że
oddzwoni później. Zapewniał ją, że to namolny kontrahent. Gdy byli razem w domu
ignorował połączenia lub mówił, że nie może teraz rozmawiać. Mydlił jej oczy,
że w domu jest tylko dla niej i nikt nie będzie burzył ich spokoju. Zaczynała
składać wszystko w całość, a niepokój rósł. Miała dość. Postanowiła sprawę
wyjaśnić, bo podejrzenia i domysły dręczyły ją coraz bardziej.
Marek jak co dzień tuż przed lunchem wpadł do jej gabinetu.
- Cześć kochanie – musnął jej usta – ty kiedyś znikniesz mi pod tymi papierami.
Koniec tego moja droga. Violetta już na ciebie czeka. Jest strasznie
podekscytowana waszym dzisiejszym lunchem. Powiedziała mi, że zamierza cię dziś
wyciągnąć do ‘super ekstra wypasionej restauracji dla celebrytów’ – zaczął
naśladować swoją sekretarkę
- A ja bym wolała iść z tobą na zapiekanki – przyjrzała mu się
badawczo. Dziwny grymas przebiegł przez jego twarz, ale już po chwili znów
uśmiechnął się do niej uroczo
- Obiecuję zabrać cię tam jutro – pocałował ją w szyję – Violka tak się
nakręciła, że nie chcę psuć jej planów. A ja w tym czasie podjadę na basen.
- Jasne – odparła smutno. Coraz bardziej utwierdzała się w swoich
przypuszczeniach.
- Później mam spotkanie z Terleckim, muszę jeszcze podjechać do banku,
więc do firmy już nie wrócę. Zobaczymy się w domu – zbliżył swoje usta do jej
ucha i delikatnie muskając wargami jej poduszeczkę, wyszeptał – kocham cię.
Została sama. Wariowała. Czas to wyjaśnić. Ruszyła w kierunku gabinetu
dyrektora HR.
- Cześć Ulka, co tam? – zapytał Olszański, gdy stanęła w jego drzwiach.
Usiadła naprzeciwko niego i uważnie do obserwowała.
- Sebastian, powiedz mi…. – urwała, by po chwili niemal wyszeptać – Czy
Marek ma romans? – oczy Olszańskiego wielkością przypominały monetę
pięciozłotową. Odchrząknął nerwowo i zapytał
- A skąd taki pomysł?
- Znika niemal codziennie na kilka godzin. Twierdzi, że chodzi basen,
tenisa. Wiem, że kłamie – westchnęła ciężko – Sebastian, jesteś jego
przyjacielem. Proszę cię, powiedz mi prawdę.
- Tu nie chodzi o kochankę – odparł krótko
- Więc o co? – dociekała
- Sądzę, że powinnaś zapytać Marka. Sam powinien ci to wyjaśnić. Od
początku byłem przeciwny tym tajemnicom, ale on się uparł.
- Nie mów mu, że z tobą rozmawiałam – poprosiła i pospiesznie opuściła
jego gabinet. Nic z tego nie rozumiała. Postanowiła od razu jechać do domu i
tam poczekać na Dobrzańskiego. I tak nie
mogłaby skupić się już dzisiaj na pracy.
Wrócił przed siedemnastą. Zdziwił się, że jego dziewczyna jest już w
domu. Z poważną miną siedziała na kanapie i bacznie mu się przyglądała. Chciała
wyczytać coś z jego twarzy, ale nie bardzo jej się to udawało. Czyżby wrócił do
dawnych nawyków a ona niczego nie dostrzegła?
- Masz romans? – spytała prosto z mostu ze łzami w oczach. Stanął jak
wryty. Przez pierwszy moment szoku zapomniał o oddychaniu. Złapał gwałtownie
powietrze i zapytał marszcząc brwi
- O czym ty mówisz?
- O twojej kolejnej zabawce! Twój dzisiejszy basen to blondynka czy
brunetka? – zapytała ostro wstając z sofy – Ja się nie pozwolę tak traktować!
- O jakiej zabawce mówisz? – lekko zdenerwowany stanął przed nią
wpatrując się w jej oczy – Ty naprawdę myślisz, że mam kochankę!?
- A ty myślisz, że ja jestem idiotką? Od sześciu tygodni wmawiasz mi,
że chodzisz na basen, siłownię, squasha! A ja wiem, że kłamiesz! Ani razu z
bagażnika nie wyciągnąłeś swojej sportowej torby… ba, ty nawet koszulki nie
uprałeś! Jeszcze wciągnąłeś w to wszystko Sebastiana! Dalej twierdzisz, że
byłeś dzisiaj na basenie?
Westchnął ciężko i kierując się do wyjścia rzucił – ubierz się, czekam
w samochodzie.
Stała zdezorientowana na środku salonu. Jego już dawno nie było w
pobliżu. Gdzie ona ma z nim jechać? Zamiast wyjaśnić jej całą sytuację zamierza
sobie urządzać wycieczki. Wzięła kilka głębszych oddechów, niechętnie zarzuciła
na ramiona marynarkę i ruszyła w kierunku parkingu. Siedział już za kierownicą.
Widziała, że jest zdenerwowany.
- Czy ja mogę wiedzieć dokąd jedziemy? – pretensja w jej głosie była
ewidentna
- Do mojej kochanki – odparł drwiąco nawet na nią nie spoglądając.
Zachowywał się dziwnie. Była na niego wściekła. Nie wiedziała, czego
może się spodziewać. Co on sobie wyobraża!? Jechali już ponad pół godziny.
Dawno wyjechali z Warszawy, wokół był las. Nie odzywali się do siebie. Nawet na
siebie nie spoglądali. W końcu zjechał w jakąś boczną drogę, by po kilkuset
metrach zatrzymać się na ulicy Mozarta.
- To tu zdradzam cię od kilku tygodni – rzucił i wysiadł z auta. Z
bagażnika wyjął czarny worek, z którego wyciągnął nieco ubłocone kalosze.
Otworzył jej drzwi i postawił obok nich obuwie.
- Załóż to – niemal jej rozkazał, ale nie rozpoczynała dyskusji. Już
teraz wiedziała, że nie miała racji, że niesłusznie go oskarżyła. Nie czekając
na nią ruszył w kierunku placu budowy. Naciągnęła sporo za duże kalosze i
ruszyła jego śladem. Ojej oczom ukazał się parterowy budynek z poddaszem. Powoli
zaczynała rozumieć.
- O pan znowu tutaj?- zapytał starszy mężczyzna w roboczym stroju –
Miało pana już dzisiaj nie być…
- Tak, ale widzi pan – wskazał w kierunku Cieplak – ukochana się
uparła. Nie mogła się już doczekać – spojrzał na nią ze smutkiem – To jest pan
Andrzej Kowalczuk, kierownik budowy naszego domu – przedstawił jej mężczyznę.
- Urszula Cieplak – niemal wyszeptała. Czuła się okropnie.
- Miło mi – serdecznie uśmiechnął się mężczyzna i ponownie zwrócił się
do Dobrzańskiego – w sumie dobrze, że pan przyjechał. Przed chwilą przywieźli
dachówkę. Jak tak dalej pójdzie, do końca miesiąca skończymy i chłopaki będą mogli
brać się za wstawianie okien. Są dwie nowe faktury do podpisania. Pójdzie pan
ze mną?
- Jasne – odparł prezes i nawet nie spoglądając na swoją dziewczynę
ruszył do blaszanego baraku – Widziałem się dzisiaj z tym pana znajomym.
Ustaliliśmy, że jak tylko skończycie zacznie działać. Chciałbym jak najszybciej
ogrodzić, by już się nie zdarzały żadne kradzieże.
Stała na środku działki i najzwyczajniej w świecie było jej głupio.
Wiedziała, że zrobiła mu ogromną przykrość tymi podejrzeniami. Miała prawo się
martwić, ale powinna to załatwić w inny sposób. Powinna porozmawiać z nim
spokojnie, a nie od samego progu obrzucać go oskarżeniami o zdradę i romans.
Ona sądziła, że ma kochankę. On w tym czasie budował dla nich dom. Nie czekając
na niego ruszyła w kierunku auta. Schowała kalosze i wsiadła do środka. Po
chwili i on się pojawił. Odpalił samochód, chwyciła jego dłoń tym samym dając
mu znak, by jeszcze nie odjeżdżali.
- Marek, przepraszam – powiedziała wpatrując się w jego twarz. Nie
odwrócił się w jej kierunku. Patrzył przed siebie – Kochanie, tak strasznie mi
głupio…. – westchnęła – nie powinnam była. Przepraszam.
- Ile my już jesteśmy razem? – zapytał i spojrzał na nią smutnym
wzrokiem – Tydzień, miesiąc…- zaczął wyliczać
- Pół roku
- Właśnie. Od kiedy się w tobie zakochałem inne kobiety przestały dla
mnie istnieć – powiedział szczerze – Jesteś tylko ty. Przez ostatnie osiem miesięcy
nawet nie spojrzałem na inną kobietę. Ula – przymknął na chwilę oczy i nerwowo
przygryzł wargę – ja doskonale pamiętam jaki byłem. Nie musisz mi o tym przypominać
na każdym kroku. Pamiętam jak żyłem i każdego dnia tego żałuję. Nie musisz mnie
pilnować i sprawdzać na każdym kroku. Wiem co, a raczej kto jest w moim życiu
ważny i nie zmarnuję tego. Proszę cię o odrobinę wiary we mnie i więcej
zaufania.
- Masz rację. Przepraszam. Ja tak strasznie się bałam…
- Wiem – odparł – Kocham cię. I ja też cię przepraszam. Nie powinienem posuwać
się do tych drobnych kłamstewek. Ale chciałem ci zrobić niespodziankę i powiedzieć
ci o tym domu, gdy budowa się już zakończy. Tym razem powinienem był posłuchać
rad Seby – zaśmiał się gorzko – On od początku namawiał mnie, bym powiedział ci
prawdę. Ja się uparłem. Wybacz mi tą siłownię, basen i korty.
Wybaczyła. Te malutkie,
nieszkodliwe kłamstewka koniec końców były w dobrej wierze. Wierzyła w niego i
obdarzyła bezgranicznym zaufaniem. Teraz wiedziała, że być może to był błąd.
Siedziała teraz w ich domu, domu-niespodziance i płakała nad własnym życie,
małżeństwem, nad własną miłością. Spojrzała na zegar. Dochodziła siódma. Musze się jakoś pozbierać. Zaraz wstanie
Szymek. Ruszyła w kierunku łazienki. Brak snu i płacz zrobiły swoje.
Wyglądała okropnie. Doprowadziła się do stanu względnej używalności i poszła do
kuchni zrobić synowi śniadanie. Postanowiła zadzwonić do Maćka i poprosić go,
by przyjechał po Szymona. Nie była w najlepszej formie, a na dodatek jedyne
czego pragnęła to ciszy i spokoju. Jest
już zdrowy, więc nic mu się nie stanie jak dwa dni spędzi w Rysiowie.
- Mamo, chcę naleśniki –
wykrzyknął malec, który z zaspanymi oczkami wszedł do kuchni. Spojrzała na
niego z uśmiechem. Tak bardzo przypominał jej Marka. Takie same oczy, włosy. Z
Dobrzańskiego brakowało mu tylko dołeczków w policzkach.
- Przykro mi, nie ma naleśników.
Jest za to kanapka z twoim ulubionym serkiem – odparła i pośpiesznie starła
łzę, która spłynęła po policzku na wspomnienie męża – Jedziesz dzisiaj do
Rysiowa. Cieszysz się?
- Taaak!
- Jak poprosisz dziadka, na pewno
zrobi ci naleśniki na kolację – mały z radością kiwną głową. Usiadła naprzeciw
syna i patrzyła jak ze smakiem pałaszuje kanapkę. Ona nie była głodna. Wręcz
mdliło ją na widok jedzenia.
- Mamo, czemu jesteś smutna? –
zapytał czterolatek. Uśmiechnęła się do niego blado
- Bardzo boli mnie głowa –
odpowiedziała, co po części było zgodne z prawdą
- A kiedy wróci tata? – tego pytania
najbardziej się obawiała. W jej oczach znów zgromadziły się łzy. I co ja mam mu teraz odpowiedzieć? –
pytała samą siebie
- Tak jak obiecał za kilka dni
zabierze cię do ZOO – odparła wymijająco, za wszelką cenę unikając odpowiedzi
na pytanie – skończyłeś? No to marsz do łazienki. Zaraz przyjedzie wujek
Maciek.
Szymczyk przyjechał po kilkunastu
minutach. Akurat zdążyła spakować syna na dwa dni. Przyjrzał jej się
uważnie
- Ula… - weszła mu w słowo, nie pozwalając dokończyć
- Błagam, o nic nie pytaj –
spojrzała na niego ze smutkiem i mocno przytuliła syna. – Przyjadę po ciebie
jutro wieczorem. Daj buziaka – Szymon cmoknął ją w usta – Będę bardzo za tobą
tęsknić, wiesz? – powiedziała ledwo hamując łzy – No idź już z wujkiem. Dziadek
z babcią Alą już na ciebie czekają.
Wyszli, a ona znów mogła
swobodnie płakać.
- Marek. Marek – powtórzyła i dotknęła
ramienia syna. On jedynie mruknął pod nosem ‘Ula’ i przekręcił się na drugi
bok. Poczuła od niego silną woń alkoholu. Zerknęła na nocną szafkę. Stała tam
pusta butelka po Finlandii – Pięknie – powiedziała do siebie i ruszyła w
kierunku wyjścia. Podejmowanie rozmowy z synem nie miało teraz sensu – Jeśli myśli,
że alkohol uratuje jego małżeństwo, to jest w błędzie – w dalszym ciągu
prowadziła monolog – Całe szczęście, że Krzysztof jest w Szwajcarii. Z
pewnością dostałby zawału widząc co tu się dzieje – zauważyła gosposię w drugiej
części korytarza – Marysiu, ja teraz wychodzę. Jak Marek wstanie daj mu jakąś
tabletkę na ból głowy i lekkie śniadanie. Jest pijany, więc powinien spać
jeszcze kilka godzin.
Zamówiona taksówka już czekała,
by zawieźć ją do Magdalenki. Zapukała raz, drugi, kolejny i kolejny. Wiedziała,
że Dobrzańska jest w domu, bo jej Lancia stała na podjeździe. Kolejna próba
okazała się skuteczna. Drzwi się uchyliły i stanęła w nich jej synowa.
Wyglądała jak siedem nieszczęść. Podpuchnięte i czerwone od płaczu oczy,
bladość skóry, rozczochrane włosy.
- Marka nie ma – odparła obojętnie
i zostawiając otwarte drzwi i stojącą w nich teściową ruszyła w kierunku salonu
- Wiem. Leży u mnie w domu
kompletnie pijany – weszła za synową do środka
- Jeśli przyszłaś go bronić, to
tracisz czas – powiedziała z bólem i zajęła swoje ulubione od kilkunastu godzin
miejsce w rogu sofy
- Gdzie Szymon? – zapytała, gdy
zorientowała się, że jej wnuka nie ma. Zwykle radośnie biega po salonie czy
ogrodzie.
- Maciek zawiózł go do mojego
ojca – odparła, wpatrując się w tylko sobie znany punkt na przeciwległej
ścianie salonu
- To dobrze. Nie powinien cię
widzieć w takim stanie – westchnęła – Nie przyszłam go bronić. Przyszłam ci
pomóc. Nie powinnaś być teraz sama – przysiadła tuż obok dziewczyny – A przede
wszystkim przyszłam cię na za niego przeprosić
- powiedziała ze łzami w oczach. Ból, który malował się na twarzy jej
synowej sprawiał, że i ona czuła się strasznie. Ciałem Uli znów wstrząsnął
szloch. Niewiele myśląc przytuliła ją do siebie. Nic więcej nie mogła zrobić. –
Musiałam popełnić jakiś błąd w jego wychowaniu – wyszeptała – Tak bardzo cię
przepraszam – Ula mocniej wtuliła się w jej ramię. Helena zaczęła uspokajająco
gładzić ją po plecach. Wiedziała, że niewyobrażalnie cierpi.
- Dlaczego? Dlaczego? – zapytała przez
łzy
- Nie wiem – odparła zgodnie z
prawdą – Jesteś cudowną kobietą – chciała wzmocnić jej wiarę w siebie. Zdrada
to dla kobiety największy cios. Wiedziała jaka Ula była kiedyś, gdy jej syn się
w niej zakochał. Widziała, jaka jest teraz, dlatego tym bardziej nie potrafiła
zrozumieć zachowania swojego jedynaka. Naprawdę jej współczuła. Pamiętała jak
na początku podchodziła z dystansem do tej mało urodziwej dziewczyny z Rysiowa.
Pamiętała, jaki miała żal do Marka, gdy wybrał Cieplak zamiast Febo. Później
zrozumiała, że jej syn dokonał najlepszego w swoim życiu wyboru. Widziała tą
skrzącą się pomiędzy nimi miłość, widziała jak Cieplakówna zmieniła jej syna. A
teraz znów Dobrzański pokazał swoją dawną twarz – Miałam nadzieję, że się
zmienił – wyszeptała
- Zmienił się – słowa synowej
zaskoczyły ją. Odsunęła lekko dziewczynę od siebie i spojrzała na jej twarz –
Nie kłamał mi prosto w oczy. Nie udawał, tak jak to robił w przypadku Pauliny –
wyszeptała ocierają mokre policzki. Helena musiała przyznać jej rację. Mimo
tego, że zdradził, że skrzywdził, zachowywał się inaczej, niż w przypadku
Pauliny. Po prostu się przyznał. I jej i swojej żonie. Paulinie zawsze wmawiał wierność. Tym razem wiedział, że popełnił błąd. Zdawał sobie z
tego sprawę i żałował. Widziała to już wczoraj, gdy stanął w progu jej domu.
- Chodź, zaprowadzę cię na górę.
Powinnaś odpocząć. Pewnie nie spałaś całą noc, mam rację? – z matczyną troską
przyjrzała się jej. Dziewczyna w odpowiedzi kiwnęła jedynie głową i ruszyła z
matką swojego męża na górę. Teściowa przykryła ją kocem i sądząc, że zasnęła po
cichu zeszła na dół. Przygotowała dziewczynie kanapki i zostawiła na stole wraz
z karteczką ‘Powinnaś coś zjeść. Musisz być silna ze względu na Szymona.
Przyjadę jutro. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, dzwoń’.
Ona tylko udawała, że śpi. Bardzo
chciała zasnąć, ale nie potrafiła. Zawsze trudno jej się zasypiało wiedząc, że
nie obudzi się wtulona w jego ciało. Nie znosiła, gdy wyjeżdżał. Nie lubiła
budzić się w tym wielki łóżku sama. Teraz miała świadomość, że musi do tego
przywyknąć, bo jego już przy niej nie ma.
- Wstałeś wreszcie. Głowa boli? –
powiedziała nieco ironicznie, gdy jej syn skrzywił się na dźwięk zatrzaśniętych
drzwi – Pomogło ci to, że się spiłeś w trupa? – usiadła naprzeciw niego z
poważną miną
- Nie – unikał jej wzroku
- Nie tak cię wychowałam! Jak
mogłeś jej to zrobić!? – krzyknęła z pretensją. Był zdumiony. Jego matka nigdy
nie unosiła głosu.
- Nie mam pojęcia jak to się
stało – odparł spuszczając głowę
- Nie masz pojęcia jak zdradziłeś
swoją żonę? – wycedziła przez zęby, wyraźnie akcentując ostatnie słowo –
Myślałam, że się zmieniłeś, że coś zrozumiałeś, że dorosłeś... Twój związek z Pauliną
od początku nie był udany. Może jest w tym też trochę mojej winy, bo koniecznie
chciałam was połączyć, ale w końcu pojawiła się Ula. Sądziłam, że naprawdę ci
na niej zależy, że ją kochasz…
- Bo kocham – wszedł jej w słowo
- Oczywiście. I dlatego ją
zdradziłeś! – powiedziała ze złością
- Procenty szumiały mi w głowie - rzekł żałośnie
- Widocznie za dużo pijesz! –
odparła kpiąco – Marku, alkohol to nie jest usprawiedliwienie.
- Wiem – skulił się, a po jego
policzku spłynęła łza
- Dobrze – głośno wypuściła
powietrze – Powiedz mi jak to się stało
- Był bankiet. Mnóstwo ludzi,
dużo świetnych trunków. Wiedziałem, że następnego dnia wracam dopiero po
południu, dlatego mogę więcej wypić. Tęskniłem za Ulą. Żałowałem, że nie
zdecydowała się przyjechać ze mną. Spotkałem Ankę, moją dziewczynę ze studiów. Jest teraz dyrektorem w jednej z firm w Kielcach, czy z Katowicach… - machnął ręką – nie ważne zresztą.
Zaczęliśmy rozmawiać przy kolejnych drinkach. Opowiadała o sobie, swojej pracy, wróciliśmy wspomnieniami do dawnych czasów. Wróciły dawne pragnienia, pocałowałem ją. Pamiętam, że po północy poszedłem odprowadzić
ją do pokoju. Nie wiem, co było dalej. Urwał mi się film. Rano obudziłem się w
swoim apartamencie, a obok leżała ona.
Gdy mimo kaca zaczynało do mnie docierać co się stało, powiedziała mi, że od naszego rozstania czekała na ten moment, na tą noc... - wyszeptał - W kwadrans spakowałem swoje
rzeczy i zostawiłem ją samą. Przyjechałem do Warszawy i nie potrafiłem wejść do
własnego domu. Nie potrafiłem spojrzeć Uli w oczy – rozpłakał się. Choć
wiedział, że łzy tu nic nie pomogą nie umiał ich powstrzymać.
- Co zamierzasz zrobić?
- Nie wiem – wzruszył ramionami. Jego oczy wyrażały pustkę
- Użalanie
się nad sobą nic nie pomoże. Marek, musisz o nią walczyć. Macie dziecko –
przypomniała mu, choć on nawet na chwilę nie zapomniał o Szymonie - Musisz z nią porozmawiać –
próbowała zmotywować go do działania. Nic nie odpowiedział. Zakrył twarz
dłońmi. Przed oczami stanął mu obraz roześmianej żony i ich dziecka.
Amicus,
OdpowiedzUsuńMarek zachował się jak świnia, a mimo wszystko mi go szkoda. Naprawdę dawnego Dobrzańskiego już nie ma, a to jest dobry znak. To był jeden cholerny błąd, który przecież nie może przekreślić ich małżeństwa! Nie wiem, może jestem zbytnio tolerancyjna, ale on tego nie zrobił świadomie. Pomógł mu alkohol - swoją drogą, Amicus, wyślij go na jakiś odwyk, co :D
Bardzo cieszy mnie postawa Heleny. Nie próbuje bronić swego syna, bo to nie jej rola. Wspiera tą bardziej pokrzywdzoną stronę i to się chwali. Nie wiem czemu sądzi, że to może być jej wina. Marek sam to zrobił, nikt mu nie pomagał.
I Ula... Jej to mi najbardziej szkoda. Ona go bardzo mocno kocha i nie wyobraża sobie bez niego życia, mimo że myśl o Marku bardzo boli. On też szuka w sobie winy, ale przecież jest dla niego najważniejsza, podobnie jak Szymek.
Czekam na ich rozmowę, chocby krótkie spotkanie i pozdrawiam Cię serdecznie :*
Marcysia
Wiesz, czasem jeden błąd przesądza o całym naszym życiu. Podejmujemy decyzję, dokonujemy czynów, których nie da się cofnąć, wytłumaczyć, które się ciągną za nami całe życie.
UsuńOdwyk? Nie, absolutnie nie. Marek owszem wypił za dużo na bankiecie. Teraz pije z rozpaczy, ale z pewnością nie jest alkoholikiem i nie można na ten 'problem' zrzucać winy za jego czyny.
Helena oprócz tego, że jest matką, jest przede wszystkim kobietą i mimo wielu wydarzeń, które będą jeszcze miały miejsce, wielu decyzji obojga, zawsze będzie stała po stronie synowej. Co ważne synowej, która nie jest Pauliną Febo ;)
Dziękuję Ci za wizytę i komentarz.
Pozdrawiam i do poniedziałku ;)
Po tym rozdziale nabrałam pewnych podejrzeń i doszłam do wniosku, że do poprzedniego podeszłam chyba zbyt emocjonalnie. Teraz nie jestem już taka pewna tej zdrady. Być może, że podczas bankietu wróciły jakieś sentymenty, ale trzeba pamiętać, że Marek sporo wlał w siebie alkoholu i nawet jeśli obudził się rano z dawną dziewczyną u boku, to nie wiadomo, czy rzeczywiście coś wydarzyło się między nimi. Upojony trunkami mógł po prostu runąć na łóżko i natychmiast zasnąć, a dziewczyna widząc, że nic nie wskazuje na upojną noc, położyła się obok i także zasnęła. Rano sytuacja wyglądała jednoznacznie i mogła sprowokować Ankę do wydumanych zwierzeń typu, że od ich rozstania czekała na ten moment, na tę noc. On nic nie pamięta i łatwo mu wmówić taką wersję wydarzeń. Bardzo jestem ciekawa, czy to się potwierdzi a jeśli tak, to w jaki sposób Ula się o tym dowie. W retrospekcji też podejrzewała go niesłusznie, choć też wszystko co robił, utwierdzało ją w przekonaniu, że jest zdradzana.
OdpowiedzUsuńTeraz jest nieco inna sytuacja, bo on sam wierzy w to, że ją zdradził.
Helena zachowała się wspaniale. Jest jak druga matka Uli. Pociesza ją i wspiera, również dba o nią a przy tym wszystkim współczuje jej bardzo i trzyma jej stronę. To z pewnością nie jest dla Uli bez znaczenia.
Ciężka sytuacja i naprawdę nie wiem, czy ona będzie w stanie mu wybaczyć. Wszak sam mówił, że ona potrafi wybaczyć wiele, niemal wszystko prócz zdrady.
Świetna część, znakomicie napisana a jej dodatkowym atutem jest retrospekcja. Uwielbiam retrospekcje, bo czasami potrafią wiele wyjaśnić, szczególnie powody takich a nie innych zachowań. Mam nadzieję, że kolejny rozdział rzuci nieco więcej światła na wydarzenia mające miejsce na bankiecie.
Dziękuję za kolejną dawkę emocji i serdecznie pozdrawiam. :)
Wasze komentarze prowokują mnie do odkrywania kart.... ;) Postaram się jakoś z tego wybrnąć, żeby wilk był syty i owca cała.
UsuńPowiem tak - Marek nie był do końca szczery z matką. Tak naprawdę nikt nie dowie się prawdy.
Helena będzie odgrywać tu pozytywną rolę do samego końca. Co nie oznacza, że ta jej rola będzie podobać się jej synowi.
Dzięki za komentarz. Udanego weekendu! :)
To co sie stalo jest zdrada ale alkohol gra tu za duza role, brak swiadomej decyzji w dzialaniu Marka. Gdyby nie pil to by sie tak nie zachowal. Pod wplywem alkocholu robi sie rozne rzeczy - tanczy na stole, kloci z innymi, mozna byc smielszym, narwanym, porywczym... Alkochol czesto pomaga ujawnic, skrywana nature, ktorej czasem zupelnie nie jestesmy swiadomi. Nikomu nie zdarzylo sie nie uwierzyc albo byc wrecz zszokowanym na wiadomosc, ze robil pewne rzeczy po alkoholu, rzeczy, ktore nie latwo przyjac do wiadomosci, do ktorych trudno sie przyznac ?
OdpowiedzUsuńA jednoczsnie, jesli alkohol wyzwala gleboka nature to ta Marka nie zupelnie sie zmienila ... chociaz ta facet i takie zachowania niestety sa poniekad do przewidzenia; Alkohol to zupelny brak hamulcow...
No oczywiscie zakladajac, ze ta panienka Go nie wrobila i nie oszukala; skoro byl tak pijany to moze nie bardzo zdolny do dzialania ...?
Wniosek : nie pic do upadlego zwlaszcza gdy jest sie samym, bez bliskich i rzyczliwych ludzi, ktorzy nas pohamuja w krytycznym momencie.
To glupota Marka jest nie do usprawiedliwienia bo sam sie postawil w sytuacji "zacmienia" swiadomego podejmowania decyzji.
Powinni jakosc przejsc przez te probe. Uczucie nadal ich laczy i jesli tego nie docenia to nie sa tego uczucia warci. To powinien byc pewnego rodzaju "nawias" w ich doskonalym zyciu, takie "nawiasy" czasem wzmacniaja i spajaja ludzi nawet jesli brzmi to paradoksalnie.
Jak sie nie potrafi wybaczyc slabosci (sobie i drugiemu czlowiekowi) to chyba nie calkiem jest sie przygotowanym do zycia.
Bedzie Im trudno ale mimo wszystko sa w komfortowej sytuacji bo nadal sie kochaja, a to nie dane jest wszystkim.
Czekam na ciag dalszy.
Czyta sie twoje teksty miekko, doskonale dobierasz slowa, zdania sa dobrze zbudowane, dialogi nie mieszaja stylow. Plynie sie przez twoje teksty lekko i przyjemnie.
Wszystko jedno jak sie potocza losy bohaterow, mam ochote czytac twoje teksty dla samej jakosci literackiej.
Gratulacje umiejetnosci wyslawiania sie jezykiem pisanym!
Lectrice,
Usuńpowaliła mnie na kolna długość Twojego komentarza, za który baaardzo Ci dziękuję! :)
Masz rację, że niekiedy alkohol pomaga podejmować decyzję, których na trzeźwo się nie podejmuje. Łamie hamulce, wyzwala nieokreślone pokłady odwagi, ale alkohol bywa także świetnym wytłumaczeniem.
Marek zmienił się na tyle, że się przyznał. Będąc w związku z Pauliną i przed nią i przed matką nigdy wprost nie przyznał się do zdrady. One i tak wiedziały, ale nigdy to nie były 'wiadomości' od niego. Teraz nie kręcił. Wziął winę na siebie, jest świadomy popełnionego błędu. Ale faktycznie nie do końca się zmienił, gdyż nadal nie potrafi być w pełni szczery.
Dzięki za wszystkie miłe słowa. Twój komentarz jest bardzo budujący.
Dziękuję Ci za wizytę i już dziś zapraszam na poniedziałek, gdy wszystko się wyjaśni
Pozdrawiam :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńu mnie nowa część i krótka informacja :)
Pozdrawiam!
Marcysia
Amicus,
OdpowiedzUsuńTak mi szkoda Uli… Marka zresztą też, choć jest sam sobie winny i jak Helena powiedziała alkohol nie jest wytłumaczeniem. Ale najbardziej ucierpi na tym dziecko, przy którym nie ma taty „na zawołanie” tak jak do tej pory.
Jejku, Marek naprawdę się zmienił, ale ta natura chyba wewnątrz pozostała, po prostu uśpił siedzącego w sobie lwa. Tą niespodzianką dla Uli, którą był dom, faktycznie mógł ją wtedy przestraszyć. Spodobała mi się scena kiedy powiedział jej krótko, żeby się ubrała i że czeka w samochodzie.
Bardzo dobrze zrobiła Helena odwiedzając Ulkę i wspierając ją. Zachowała się wspaniale, pozazdrościć takiej teściowej, co nie staje w obronie syna, a synowej :)
Ogólnie rozdział bardzo smutny…
Już czekam na następny. Świetnie piszesz, a ja lubię czytać takie historie jak ta:)
Pozdrawiam i zapraszam do siebie na rozdział ;)
Bea
Marek tak naprawdę chyba po raz pierwszy zdaje sobie sprawę z tego czym jest zdrada i jakie mogą być jej konsekwencje. Podczas związku z Paulą nigdy się nad tym nie zastanawiał, żył beztrosko, bo wiedział, że Febo bez względu na wszystko przyjmie go i wybaczy. Helena zachowuje się na medal. Stoi i będzie stała po stronie synowej.
UsuńTego smutku będzie w tym opowiadaniu jeszcze sporo.
Ta sytuacja z domem... Wtedy Ula była zbyt wyczulona, zbyt dobrze pamiętała jak Marek żył przed związkiem z nią. Teraz uśpiła tą czujność. Całowicie mu uwierzyła, zaufała i sądziła, że po tylu latach małżeństwa będzie wierny. Nie sądziła, że zdrada spotka ją, gdy układa im się dobrze, Szymon jest już spory i generalnie sielanka kwitnie.
Dzięki za komentarz. pozdrawiam :)
U mnie ostatni już rozdział opowiadania "Ból istnienia". Serdecznie zapraszam. :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie: http://ula-marek-opowiadania.blog.onet.pl/
OdpowiedzUsuńAmicus
OdpowiedzUsuńNapisano już tutaj dużo na temat zachowania Marka,nie wiem czy cokolwiek go tutaj usprawiedliwia.Pamięta jak żył kiedyś,pokochał prawdziwie,spodobało mu się to uczucie i co? nagle trach, nie muszę się pilnować bo kocham i ona też kocha.Przecież właśnie o niewierność wobec Pauliny suszyła mu Ulka głowę,zna jej stanowisko w tej sprawie. Jeszcze chyba nie do końca dojrzała w nim ta miłość,jeżeli naprawdę się kocha wierność jest oczywista.
Ciężki kaliber przed Tobą Amicus,ciekawa jestem co wyjaśni następny rozdział.
Dobrze się czyta Twoje dzieła, gratuluję i do boju!
D.
Witaj!
UsuńBardzo się cieszę, że kolejna osoba odzywa się w komentarzu! Dzięki! :)
Zachowanie Marka ciężko usprawiedliwić i znaleźć jakieś wytłumacznie. Tak, masz rację. Chyba nawet w którejś części pada zdanie 'jeśli się kocha wierność nie jest żadnym wyrzeczeniem'.
Następmny rozdział już za 20 min, więc nie będę zdradzać szczegółów.
Dziękuję Ci za komplement, chociaż to żadne dzieła. To pseudo literacki bełkot... ;)
Dziękuję Ci za ten komentarz. Liczę na kolejne :)
pozdrawiam :)