B

środa, 29 kwietnia 2015

'Dwa plus dwa' III

W koprodukcji z KaEm! 





Od kilku dni Tośka wierciła jej dziurę w brzuchu o dodatkowe zajęcia na wakacje. Kółko plastyczne miało być po to, by nieco urozmaicić jej te całe dnie spędzone z panią Gienią. Mała lubiła starszą panią, która mieszkała w klatce obok i dorabiała jako opiekunka nieco starszych maluchów. Emerytura byłej pielęgniarki nie wystarczała na pokrycie wszystkich potrzeb i kilkaset złotych od pani Cieplak z pewnością ratowały miesięczny budżet. Jednak pani Genowefa nie była na tyle kreatywna, by non stop wymyślać fascynujące zabawy. Wakacyjne zajęcia dwa razy w tygodniu miały uatrakcyjnić ten wakacyjny czas. Ula na urlop w czerwcu ani lipcu nie miała co liczyć. W firmie było duże zamieszanie i obawiała się, że ciężko jej będzie wybłagać tydzień w sierpniu. Szef już dawno zapowiadał, że wakacyjne wyjazdy mają sobie planować na październik. Tośka była skazana na sąsiadkę, weekendowe pobyty w Rysiowie i wtorkowo-piątkowe zabawy pędzlem i plasteliną. W pozostałe dni miała siedzieć w domu…  Aż do czasu pojawienia się propozycji  zajęć językowych. W pierwszym momencie zaczęła się zastanawiać, czy na lekcje nie jest jeszcze za wcześnie. Antosia nie umiała jeszcze czytać i pisać po polsku, a co dopiero w jakimś obcym języku. Jednak po rozmowie z Dorotą, która miała o kilka lat starsze dzieci, postanowiła ulec namowom córki i poważnie rozważyć tę propozycję. Entuzjazm Tośki był godny pozazdroszczenia, chociaż doskonale wiedziała, że nie wzbudza go możliwość nauczenia się nowego języka, a towarzystwo. Na wakacyjny kurs oczywiście małą blondyneczkę namówił Janek, dla którego tata zarezerwował miejsce już na przełomie kwietnia i maja. Dzieci nie bardzo potrafiły jej wyjaśnić gdzie mają się odbywać zajęcia, ani kto je organizuje. Musiała dowiedzieć się szczegółów od Dobrzańskiego. Po zeszłotygodniowej wizycie na placu zabaw wybitnie nie miała ochoty na rozmowę z nim, ale nie miała wyjścia. Wiedziała, że jej córka tak łatwo nie odpuści, a i od wtorku zaczął wtórować jej Janek.
Wychodząc z centrum kultury dostrzegła go, gdy oparty dłonią o drzwi Land Rovera rozmawiał przez telefon. Wolnym krokiem ruszyła w jego kierunku mając nadzieję, że do tego czasu zakończy konwersację. Najwyraźniej zauważył, że skrada się w jego kierunku i chowając telefon do wewnętrznej kieszeni sportowej marynarki obrzucił ją pytającym spojrzeniem.
- Mogę zająć dwie minuty?
- Nawet cztery, słucham – czyżby wyczuła w jego głosie nutę uprzejmości? ‘Nie, pewnie się przesłyszałam’ zaśmiała się w duchu, obserwując jego zupełnie obojętną twarz. Nie zdobył się nawet na krótki uśmiech. ‘No tak, przecież ma mnie za rozhisteryzowaną panikarę, wariatkę i bóg jeden wie co jeszcze’.
- Od kilku dni Tosia nie nadje mi spokoju – westchnęła – Janek namawia ją by razem z nim chodziła na lekcje hiszpańskiego. Tylko nie bardzo potrafią mi wyjaśnić, o co tak dokładnie chodzi – wydawała się być zakłopotana
- A tak – wyprostował się i stanął naprzeciw niej – Wpadła mi w ręce oferta prywatnego przedszkola na Sadybie. Na Konstancińskiej, ale nie pamiętam dokładnego numeru – podrapał się w tył głowy – Janek co prawda chodzi na Nałęczowską, ale to w bliskiej okolicy. Zresztą sprawdziłem w Internecie, mają dobrą opinię, rodzice sobie bardzo chwalą. Od drugiej połowy czerwca do końca sierpnia organizują naukę języka dla dzieciaków pięć-siedem. Janek wspominał, że Tosia jest młodsza, ale myślę, że nie byłoby problemu, gdyby pani nalegała – po raz pierwszy tego dnia posłał jej coś na kształt uśmiechu – Gry, zabawy, połączone z nauką słówek. W poniedziałki i środy o siedemnastej. Nie wiem – zmarszczył brwi – godzina albo półtorej. Dwieście pięćdziesiąt złotych miesięcznie. Chyba mają być dwie grupy. Może ja przyniosę pani tę ulotkę we wtorek, to będzie pani mogła sama się zapoznać i ewentualnie zadzwonić tam, dopytać - zaproponował
- Byłabym bardzo wdzięczna. Tosia mi nie odpuści – zaśmiała się pod nosem
- No nasze dzieciaki bardzo się zżyły. Jasiek nigdy nie miał koleżanki, o której mówiłby przy każdej możliwej okazji – i na jego twarzy zagościł uśmiech. I wtedy znów rozdzwoniła się jego komórka – Przepraszam, muszę odebrać. Do zobaczenia – spojrzał na nią przepraszająco i rozpoczynając rozmowę wsiadł do samochodu.

- Kochani – nieco podniesionym głosem, by uciszyć towarzystwo zaczęła pani Agnieszka – dziś będziemy robić laurki dla waszych mam. Niedługo ich święto i z pewnością będzie im miło, jeśli dostaną od Was kolorową kartkę przygotowaną przez was samodzielnie. Na stolikach macie kredki, flamastry, ale też brokat, kolorowe koraliki, tasiemki. Możecie coś namalować lub wykleić. Serce, słońce, waszą mamę – tłumaczyła – co tylko chcecie. Do wyboru macie kartki w różnych kolorach. Każdy wybiera swój ulubiony, składa na pół i do dzieła – dzieciaki ochoczo rzuciły się do pracy. Wszystkie oprócz Janka. Prowadząca zauważyła, że nawet nie ruszył się po kartkę. Podeszła do stolika, przy którym siedział wraz z Antosią i kucnęła koło niego
- Jasiu, a ty nie chcesz zrobić prezentu dla mamy?
- Moja mama nie żyje – odparł wzdychając ciężko
- Przepraszam – pogładziła go po plecach – Nie wiedziałam. To może namalujesz coś dla babci, albo cioci – zaproponowała uśmiechając się pocieszająco
- Dobrze – kiwnął głową i bez entuzjazmu chwycił czerwoną tubkę brokatu
- A może chcesz mi pomóc? – zapytała Tosia – Możemy zrobić coś razem. Albo ja zrobię kartkę dla mamy, a ty dla taty – patrzyła na niego swoimi wielkimi, błękitnymi oczami
- Pomogę ci – nieco się ożywił – Co mam robić?
- Namalujesz różę? Z różowymi płatkami? Wychodzą ci takie ładne – wyszczerzyła się
- Jasne – uśmiechnął się
- Nie martw się. Ja mam tylko mamę. Tata wjechał za granicę, gdy byłam mała i mama mówi, że szybko nie wróci – przyjrzał jej się uważnie – Czasami ci zazdroszczę, że tata po ciebie przyjeżdża. Ja swojego nie pamiętam – spuściła wzrok
- A ja ci zazdroszczę mamy. Tata mówi, że tak czasami jest, że czyjaś mama musiała trafić do nieba wcześniej i opiekuje się nami z góry. Może twój tata niedługo wróci
- Chyba nie – pokręciła głową
- Nie mamy dwójki rodziców, za to ja mam fajną dodatkową siostrę – cmoknął ją w policzek
- A ja brata! – wykrzyknęła uradowana – Pracujemy – wskazała na fioletową kartkę papieru
Maj ustąpił miejsca gorącemu czerwcowi. Dzieciaki stały się nierozłączne. Nie mogły się już doczekać zajęć z hiszpańskiego, na które mieli uczęszczać do tej samej grupy. Prawdziwą przygodą, którą przeżyli razem była wyprawa z kółka plastycznego pod Warszawę do fabryki bombek. Dzieciaki nie przejmowały się, że za oknem żar lał się z nieba. Z prawdziwą pasją dekorowały szklane ozdoby w wymyślnych kształtach. Zarówno Tosia, jak i Janek coraz głośniej zaczynali domagać się wspólnego spędzania czasu w pozostałe dni. Tłumaczyła, że to niemożliwe, bo mieszkają dość daleko od siebie, każde chodzi do innego przedszkola, a rodzice mają ważne sprawy do załatwienia. Próbowała przekonywać, że jeszcze chwila, a będą się widywać cztery razy w tygodniu. Po zajęciach zdecydowanie unikała placu zabaw wychwalanego przez Janka. Wolała nie ryzykować ki wielkiemu sprzeciwowi córki. Za to raz dała się namówić na lody z Jankiem, Wojtkiem i jego rodzicami. Dobrzański przystał na propozycję mamy rudego pięciolatka dość niechętnie. Ostatecznie te pół godziny poświęcił na konwersacji z ojcem chłopca. Ula wraz z tatą Jaśka wciąż traktowali się dość obojętnie, niekiedy udając, że jedno nie zauważa drugiego. 

- Przepraszam bardzo – zagadnął uroczy szatynek o kręconej czuprynie. Ojciec stał dwa kroki za nim – co prawda zapraszałem już Tosię, ale chciałem zapytać się jeszcze pani – posłał jej ujmujący uśmiech – Chciałem zaprosić Antosię na moje urodziny. W sobotę kończę sześć lat i tata organizuje dla mnie przyjęcie
- Kinder party dla przyjaciół z zerówki i kółka plastycznego – odezwał się Dobrzański
- Nie mamy żadnych planów. Tosia pewnie jest zachwycona – uśmiechnęła się do chłopca
- Proszę przywieźć małą o szesnastej. Zdrojowa siedemnaście e
- Dziękuję za zaproszenie Tosi – skinęła w jego kierunku uprzejmie i ruszyła przed siebie próbując odnaleźć wzrokiem córeczkę, która chwilę wcześniej pobiegła do toalety

31 komentarzy:

  1. Czyżby Marek zmieniał swoje nastawienie do Uli? Wydaje mi się jakby był mniej na nią cięty? Zastanawiam się dlaczego jest dla niej taki oziębły, przez tą kolizję? Trochę słaby powód, ale... Dzieci grają główną rolę w tym opowiadaniu :) Może zabawią się w swatkę, pozdrawiam, UiM

    PS: Czekam na kolejną część, w....?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przekonasz się czytając kolejny rozdział, czy potrafią spokojnie i sympatycznie ze sobą rozmawiać ;) a kolejna część tradycyjnie w piątek.
      pozdrawiam

      Usuń
  2. Zdrojowa siedemnaście ce?
    A może C?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zazdroszczę ludziom perfekcyjnym, którzy nigdy się nie mylą

      Usuń
  3. Witaj Amicus,
    sprawiłaś nam miłą niespodziankę wstawiając rozdział w środę. Czyżby Marek zmieniał zdanie o Uli? Oby. Dzieciaki stają się coraz bardziej nierozłączni. Rozczuliło mnie jak Tosia i Janek zwrócili się do siebie jako brat i siostra. Szkoda mi Jasia, bo jego mama zmarła tak samo jak Tosi, która swojego ojca prawie nie pamięta. Dzieci będą bawić się w swatkę? Czyżby?
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział lub na jakąś miniaturkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kolejny rozdział w piątek. Miniaturki na razie nie będzie, ale być może pojawi się w międzyczasie short story. Póki co, po powrocie muszę ogarnąć swój kalendarz i nadrobić zaległości
      Pozdrawiam i dzięki za wizytę

      Usuń
  4. Marek mięknie, może w końcu pokaże nam swoje czulsze oblicze, bo to że takie posiada to nie mam wątpliwości:), pewnie czas pokaże w którą stronę to będzie podążać, za to dzieciaki widać, że świetnie się dogadują i czują w swoim towarzystwie, oby rodzice też do tego dołączyli. Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rodzice potrzebują więcej czasu ;)
      pozdrawiam

      Usuń
  5. A gdzie momenty, ja sie pytam.... bo tu nic prosciej miedzy nimi, droga Autorko... a ja to mam ochote na wiecej... Rozumiem , ze w czasie kindrer balu wreszcie spedza czasu troche razem... no prosze... tok pieeeknie... :)
    Dobrzanski jest mily i ukladny ale to nic jeszcze nie znaczy bo taki pewnie do wszystkich... przynajmniej ich sytuacja singlowa jest jasna...
    No to sobie czekam i scenariusze ukladam... a mam wyjscie ???
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, a Tobie tylko momenty w głowie. Miał się na nią rzucić tak na 'dzień dobry'? ;)
      podziel się swoim scenariuszem!
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Dobra powiem wprost. Bez owijania w bawełnę. Podoba mi się :). Bardzo mi się podoba. Naprawdę to jest to. I nie jest to egoizm tak po prostu jest. Za Tośkę i Janka wielkie szapoba :D bo dzieciaki są rewelacyjne. Pozdrawiam, pozostając pod wrażeniem. KaEm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak tak czytam to stwierdzam, że lepsza jednak byłabym Amanda i Brajan! :P
      pozdrawiam :)

      Usuń
    2. O Królowo wróciłaś! Jak dobrze już zaczynałam się o Ciebie martwić :).
      Amicus, uroczyście obiecuję, że jeśli jeszcze kiedyś będziemy razem pracować pojawi się Kasandra i Elvis, albo Stella i Dżastin :D.
      Pozdrawiam, KaEm.

      Usuń
  7. I super teraz już wiem trochę więcej :). I to co wiem podoba mi się jeszcze bardziej niż to czego nie wiedziałam. Janek i Tośka para idealna, wzajemna fascynacja nie słabnie - wprost przeciwnie nabiera tempa i rumieńców. W sumie jak na razie same plusy - każdy powód jest dobry aby zachęcić dzieci do nauki języka :). A dla Janka i Tosi wspólne zajęcia plastyczne i wypady na plac zabaw to już zdecydowanie za mało. Faktycznie zaczynają zachowywać się jak rodzeństwo. Dzieciaki są rozbrajające (powtarzam się, wiem!). Ich rozmowa o rodzicach niby dziecięca, ale jakże poważna i dojrzała. A jaka ważna dla nas, czyli tak jak przypuszczałam Tatuś zabrał zabawki i wyjechał zostawiając Ulkę samą z córką, a mała nawet go nie pamięta, czyli de facto nie zna. Smutne. Janek natomiast tęskni za Matką. Bo Tata jest fajny, ale Tata to Tata. Marek jest świetnym ojcem, który spędza czas z dzieckiem, ale także organizuje mu inne formy spędzania czasu, aby miał kontakt z innymi dziećmi, nie siedział tylko z nim, nianią czy babcią. Widać, że ciężko pracuje, ale w tej całej bieganinie służbowej nie zapomina o synu, którego zawsze przywozi i odbiera z zajęć nie wyręczając się nikim innym. I chyba do Uli nabiera trochę innego podejścia, a właściwie to dzieci przyczyniają się do tego zupełnie nieświadomie. W sumie niemożliwym jest unikanie się i ignorowanie w momencie kiedy dzieciaki cały czas wspominają o sobie nawzajem i razem spędzają czas coraz częściej. Chcąc - nie chcąc muszą się spotykać, rozmawiać, tolerować - na razie tylko tyle. Rozmowa o rodzicach pokazuje jeszcze coś, a mianowicie że dzieciaki tęsknią za pełną rodziną - Mamą, Tatą - powoli, zupełnie nieświadomie, bo są zdecydowanie za małe, na świadome swatanie kogokolwiek, zaczynają we wspólnej zabawie, spacerach szukać namiastki rodziny. Nie ma im się co dziwić, lubią siebie a przecież dla dzieci wszystko jest proste. Tutaj sytuacja nie jest niebezpieczna i Marek i Ula są samotni także nic/nikt nie stoi na przeszkodzie żeby tęsknoty dzieci zostały kiedyś zaspokojone, ale na razie do tego daleko, chociaż ciut bliżej niż ostatnio. Marek odzyskał swoją zabawkę po remoncie, także i żal o stłuczkę jakby trochę przyblakł :), bo nawet na delikatny uśmiech się zdobył. Jest zdecydowanie milszy i sympatyczniejszy, bo to pewnie jak zwykle fajny facet jest :). A teraz szykują się urodziny, które zapewne są po coś, o ile Cię znam :), nie tylko po to żeby Janek stał się starszy. W sumie nie może na nich zabraknąć Tosi, a jak Tosia to i Ula, a jak urodziny Janka to i Janek, a jak Janek to i Marek. Może wtedy coś się ociepli we wzajemnych relacjach. Miłego odpoczynku weekendowego. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to, co piszesz to fakt. Marek stara się być dobrym ojcem, który stawia syna na pierwszym miejscu. Zresztą będzie o tym jeszcze mowa.
      urodziny już w piątek. Chociaż w gruncie rzeczy nie o kinder bal tutaj chodzi ;)
      Ja też się powtórzę - uwielbiam Cię! :)
      pozdrawiam

      Usuń
  8. Relacje między maluchami są naprawdę rozczulające. Między dorosłymi trochę gorzej. Jakiś dziwny chłód i obojętność, chociaż może trochę to się jednak zmienia. Może właśnie te urodziny Janka coś odmienią i sprawią, że dorośli lepiej się poznają i zmienią stosunek do siebie.
    Liczyłam, że rzucisz nieco więcej światła na partnerów Marka i Uli. Wiemy jedynie, że matka Janka nie żyje, a ojciec Tosi wyjechał z kraju. Trochę mało mi szczegółów i mam nadzieję na więcej.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. metoda małych kroków ;)
      więcej szczegółów niebawem :)
      pozdrawiam i dzięki, że wpadłaś

      Usuń
  9. Co za miła niespodzianka. Piątek we środę , chociaż dla mnie w czwartek. Czy to znaczy ,że w piątek nic nie będzie? Albo będzie wyjazd na weekend majowy.
    W końcu jest jakiś przełom wiemy już co się stało z ojcem Tosi i mamą Jasia. Teraz czekam kiedy maluchy wpadną na pomysł wyswatania rodziców , bo myślę ,że tak właśnie będzie. Wątek , że Ula i Marek sami się zakręcą , to mi jakoś nie pasuje.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety krótki urlop spowodował, że musicie ciut dłużej poczekać
      dlaczego Ci nie pasuje? :D
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Ciekawe opowiadanie,jak zawsze.Przepraszam że nie odezwałam się pod ostatnią notką.To opowiadanie jest strasznie wciągające,nie mogę doczekać się następnej części.I jak zawsze mam pytanie o to samo-czy można liczyć na jakąś miniaturke?
    Pozdrawiam GOZDI ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak, pamiętam, że jesteś fanką miniatur. Niestety nie w najbliższym czasie. Za to może pojawi się short story
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Bardzo fajna relacja miedzy dziecmi :) troche tez dowiedzielismy sie juz o drugich polowkach, zarowno ULi i MArka.. :) Czekam na ciag dalszy i rozwoj wydarzen :) Milej majowki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. majówka była super. Nie ma, jak Bałtyk. Wietrzny, ale cudowny. :)
      dzieci miały być gwiazdami niczym Hela w poprzednich opowiadaniach
      pozdrawiam

      Usuń
  12. Dzieciaki w roli głównej, hehehe. Te są wyjątkowo rezolutne i inteligentne, nie wspomnę, że ciut przebiegłe :) Rozczuliła mnie scena brat-siostra-tak szczere i niewinne są tylko dzieci. Cud!!! A Ula z Markiem, bo pewnie kiedyś to nastąpi, póki co rozmawiają o dzieciach i dzięki dzieciom. Widać, że chłód relacji minął, jest "coś" przejściowego:) Czekam na cd i póki co zadowalam się powtórkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trochę czytania miałaś, bo całkiem sporo już tego naprodukowałam... ;)
      cd w piątek. Już teraz zapraszam :)
      pozdrawiam

      Usuń
  13. Janek i Tosia bardzo zacieśniają więzy i nieświadomie zbliżają do siebie rodziców, takie małe szkraby są boskie , niezwykle szczere i zawsze mówią to co myślą, Dobrzański jakby nieco łagodnieje, ale mam wrażenie że jest jakimś odludkiem, bo nie tylko alergicznie działa na niego Ula, ale i rodzice Wojtka , w ostateczności porozmawiał chwilę z tatą chłopca, czyżby miał jakiś uraz do kobiet ? Mam nadzieję że przyjęcie urodzinowe Jasia nieco ociepli stosunki, kiedy cd., już nie mogę się doczekać ?B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem tak, wolał Ulę obserwować, niż z nią rozmawiać ;)
      cd w piątek. Wytrzymasz?
      pozdrawiam

      Usuń
    2. ciężko będzie , ale dam radę , fajnie że się odezwałaś już myślałam że cię gdzieś powiało nad Bałtykiem, B.

      Usuń
    3. mam się świetnie. Jod działa na mnie zbawiennie. ;) Rzeczywiście wiało, ale za to było cudowne słońce. Naładowana jestem pozytywną energią

      Usuń
  14. Witaj Amicus.Postanowiłam zadusić tego lenia ,który we mnie siedzi (kiedyś bywałam leniwa a teraz mam wrażenie,że ten stan jest u mnie permanentny)i napisać komentarz.Jakoś tak dziwnie mam wrażenie,że może to opowiadanie będzie bardziej pogodne,niż pozostałe,że to najgorsze jest już za naszymi bohaterami.Może teraz będzie wychodzenie z dołka samotności i rozczarowań.Wiadomo,ze takie wychodzenie z doła jest pod górkę, wiec pewnie jeszcze trochę się "podzieje"..Może końcówka będzie będzie taka: Kochanie ,zrób coś, bo twoje dziecko i moje dziecko sprawdzają,czy nasze dziecko jest niezatapialne.(zabawa w basenie)Dobra ,to pewnie znowu,tylko moje pobożne życzenia.Co do płyty, to mam ją chyba od roku.Syn ją gdzieś wyczaił.Jest bardzo oryginalna,nie pasuje do żadnej szufladki.Trochę niepotrzebnie soliści "rozdymali " swoje poprzednie dokonania,bo płyta doskonale broni się sama.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy masz pomysł. Musiałabym skonsultować z KaEm zmianę scenariusza ;)
      każdy z nas ma w sobie odrobinę lenia, także nie martw się :) też tak mam
      No proszę, zaskoczyłaś mnie. Widzę, że jej zasięg i popularność jest całkiem niezła wbrew obawom twórców. Nie ma co ukrywać, że są znani i doceniani w wąskim środowisku melomanów. A K.A.K bardziej poza Polską niż w ojczyźnie. To 'rozdymanie' dokonań, o którym piszesz, pozwoliła ten podziemny projekt nieco rozpromować, żeby dowiedziało się o nim ciut więcej osób. Ciężko jest prowadzić na rynek coś nowego, trudnego do sklasyfikowania, wydanego niemal w chałupniczych warunkach.
      Pozdrawiam

      Usuń