Uffff, udało się!
Co prawda inna czcionka, ale nie chce mi się już z tym walczyć. Ważne, że hula.
Kolejna notka - 'Kto, jak nie Ty' 09 kwietnia.
Dobrego wypoczynku w ten świąteczny czas! :)
- Nie chce mi się wstać – mruknął
wtulając mocniej głowę w poduszkę – Ale musimy coś zjeść – skrzywił się
przypominając sobie, jak chwilę wcześniej burczało mu w brzuchu - Jak to
dobrze, że wziąłem dzisiaj wolne i możemy tak sobie leżeć i leżeć – wodził opuszkami
palców po jej ramieniu - Moja piękna –
spojrzał na nią z wyraźnym zachwytem, na co spuściła wzrok speszona - to na co
masz ochotę? Jajecznica, omlet, tosty?
- Nie taka piękna – chrząknęła
- Sugerujesz, że mam zły gust? –
udał oburzenie – Na kobiecym pięknie znam się, jak mało kto. Chyba zapomniałaś,
że jestem prezesem domu mody. A ty jesteś śliczna i będę ci to powtarzał tak
długo, aż wreszcie uwierzysz – namiętnie pocałował ją w usta – Tosty? – zapytał
po chwili
- Teraz to chyba bardziej jakieś
danie lunchowe – zaśmiała się mierzwiąc mu włosy - Dochodzi dwunasta – wskazała
na zegar wiszący na ścianie
- Czas przy tobie zdecydowanie za
szybko mi płynie – jęknął usiłując wstać z sofy, którą aktualnie zajmowali i na
podłodze salonu odnaleźć gdzieś swoje bokserki. Wczorajsza kolacja i maraton
filmowy trochę się przeciągnęły. Nim zdążył wygrzebać się spod koca, którym
byli okryci, w domu rozległ się dźwięk dzwonka. Spojrzała na niego
zdezorientowana, ale i przerażona. Leżała naga, na środku jego salonu i nie
wyobrażała sobie, żeby miał teraz przyjmować gości. Po chwili dzwonek zastąpiło
energiczne pukanie. Wzruszył ramionami nic sobie nie robiąc z powodu wizyty
niezapowiedzianego gościa.
- Udajemy, że nie ma nas w domu.
W zasadzie to powinienem być teraz w firmie. Nikt mnie o tej porze nie odwiedza
– szepnął i pochylił się, by pocałować jej szyję. Rozdzwoniła się jego komórka,
która do tej pory spokojnie leżała na szklanym stoliku. Wręcz rzucił się po
nią, przygniatając Ulę całym swoim ciężarem i gdy tylko dostrzegł na ekranie
napis ‘mama’ szybko schował urządzenie pod poduszkę, by stłumić dźwięk
rozchodzący się po całym mieszkaniu. Ulka widząc jego poczynania zaśmiała się
radośnie, ale szybko przyłożył palec do jej ust konspiracyjnym szeptem mówiąc
- To mama. Pewnie to ona stoi pod
drzwiami - W końcu telefon ucichł, a Helena Dobrzańska przestała dobijać się do
drzwi. Głośno wypuścił powietrze - Całe szczęście, że sobie poszła. Ostatnio
nago widziała mnie, gdy miałem trzy lata. I wolałbym, żeby tak zostało – znów
roześmiała się na całe gardło – I z czego się śmiejesz? – rzekł z udawaną
pretensją – Ty też nie masz nic na sobie – zauważył – I wolałbym, żeby wasze
pierwsze spotkanie przebiegło jednak w pełnej garderobie – ucałował wnętrze jej
dłoni i ruszył do łazienki. Rozkosznie się przeciągnęła.
Spacerowali po parku śmiejąc się
i dyskutując. Opowiadał jej o Pshemko, który wpadł dziś w histerię z powodu
nieodpowiedniego koloru wieszaków. Poczuł, że ktoś mu się intensywnie
przygląda. Rozejrzał się dookoła i dostrzegł w bocznej alejce, zmierzające w
ich stronę dwie kobiety. Lekko się spiął rozpoznając w jednej z nich swoją
matkę, ale postanowił nie dać tego po sobie poznać.
- Dzień dobry synku – widział w
oczach matki ogromne zaskoczenie.
- Witaj mamo – cmoknął jej
policzek i ucałował dłoń drugiej kobiety – Poznajcie się. Ula Cieplak, moja
mama – dokonał prezentacji. Błękitnooka niepewnie wyciągnęła dłoń w stronę
Dobrzańskiej, którą ta niechętnie uścisnęła. Starsza kobieta dosłownie
przeszywała ją wzrokiem. Najwyraźniej rozpoznała w niej dziewczynę z przyjęcia
– A to pani Teresa Niemirska, przyjaciółka mamy – blondynka z dużo większą
sympatią powitała towarzyszkę Dobrzańskiego – Chętnie byśmy się z paniami
przeszli – z wymuszonym uśmiechem ciągnął prezes – ale musimy się pożegnać.
Jestem za pół godziny umówiony z Sebastianem na squasha. Udanego popołudnia –
pożegnali się skinieniem głowy i nie dając Helenie dojść do głosu szybko
odeszli czując na sobie wzrok Dobrzańskiej.
- Uf – szepnął, gdy oddalili się
kilka metrów – Przynajmniej byłaś ubrana – spojrzał na nią wymownie, a jego
oczy błyszczały rozbawieniem
- Chyba nie była zachwycona na
mój widok. Można się było spodziewać, że nie przypadnę jej do gustu – rzekła z
grymasem, zagryzając dolną wargę
- To nie jej się masz podobać,
tylko mnie – objął ją ramieniem – A ja nie narzekam – musnął ustami jej skroń –
To co, lody?
- A squash? – zapytała zdziwiona
- Squasha mam jutro – odparł – Po
prostu uważałem, że uroczy spacerek z moją mamą, a nade wszystko z jej wścibską
przyjaciółką nie jest nam potrzebny tego popołudnia
Godzinę później wpadli do jego
mieszkania całując się szaleńczo. Ściągając z jej ramion żakiet naparł na nią,
kierując się w stronę sypialni
- Daj mi kwadrans – musnęła jego
usta lekko się odsuwając. Patrzył na nią zaskoczony – Cała się lepię od potu –
znów go pocałowała widząc jego zawiedzioną minę - Wezmę tylko prysznic i zaraz
do ciebie wracam
- W takim razie weźmiemy razem –
porwał ją na ręce i wszedł do łazienki
- Głodny jestem… Zamówimy pizzę?
– podniósł się do pozycji siedzącej i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu
swojego telefonu. Pokręciła głową rozbawiona
- Zauważyłam, że myślisz głównie
o dwóch rzeczach. Jedzeniu i seksie
- O trzech. I o tobie – spojrzał
na nią jednoznacznie i już po chwili rozpoczynali swoją kolejną, miłosną podróż
- Naprawdę zazdroszczę ci tego
wygodnego łóżka – przeciągnęła się, gdy wreszcie uspokoili oddechy i mógł swoją
uwagę poświęcić na przeglądanie menu największej sieci pizzerii w mieście
- Nie ma czego zazdrościć –
szepnął nie odrywając wzroku od ekranu - Będziesz w nim mogła spać codziennie,
gdy zdecydujesz się ze mną zamieszkać, a później zostać moją żoną – posłał jej
szeroki uśmiech i klikając ostatni raz stwierdził – pizza będzie za pół godziny
- Ty chyba naprawdę jesteś bardzo
głodny, bo zaczynasz bredzić – zignorował jej słowa i zapytał
- Ile chciałabyś mieć dzieci? –
oparł głowę na ramieniu i zatonął w jej oczach
- No chyba żartujesz – roześmiała
się
- Nie chcesz mieć ze mną dzieci?
– zmarszczył brwi i wlepił w nią intensywne spojrzenie
- Marek, na boga znamy się od
czterech tygodni! Bo spotkania na
bankiecie u twojej matki nawet nie liczę – zauważyła przytomnie
- No i co z tego – wzruszył
ramionami i zaczął bawić się palcami jej dłoni - To co, dwójkę? Trójkę?
- Chłopca i dziewczynkę –
szepnęła lekko skrępowana ich rozmową
- Idealnie – posłał jej
zniewalający uśmiech i rozpoczął ustami wędrówkę po jej piersiach. Tą przyjemną
dla obojga chwilę przerwał dzwonek. – Pizza? – zapytał narzucając na ramiona
szlafrok – Przecież jest za wcześnie -
rzucił bardziej do siebie, niż do niej – Sprawdzę. Nigdzie się stąd nie ruszaj,
bo zaraz do ciebie wracam – i rzeczywiście wrócił bardzo szybko – To mama. Nie
ma cię tu – rzucił i zamykając szczelnie drzwi do sypialni i sprzątając po
drodze porozrzucane części ich garderoby, które upchnął w stojącej w holu
szafie na okrycia wierzchnie, wpuścił Dobrzańską do środka.
- Dzień dobry – rzekła mało
przyjaznym tonem i nie czekając nawet na zaproszenie weszła do środka
- Przepraszam, że długo czekałaś,
ale spałem – wyjaśnił uśmiechając się rozbrajająco, by ukryć swoje
zdenerwowanie
- Rozumiem, że poprzedniej nocy
ta kelnereczka nie dała ci spać – rzekła z przekąsem – Marek, w co ty się
pakujesz? – spojrzała na niego karcąco
- A to jest chyba moja sprawa z
kim się spotykam – odparł spokojnie. Za wszelką cenę nie chciał doprowadzić do
awantury
- Twoja, dopóki publicznie się z
nią nie prowadzasz i nie kompromitujesz mnie przed znajomymi. – rozsiadła się
na sofie – Ale nie ważne – machnęła ręką - Umówiłam cię na weekend z Angeliką
Canelotii. Jej ojciec jest prezesem firmy deweloperskiej na południu Włoch, a
matka moją dobrą przyjaciółką z czasów szkolnych. Angelika jest teraz w Polsce.
Pokażesz jej nasz domek na Mazurach. Może podczas tego weekendu przypadniecie
sobie do gustu – Marek roześmiał się z drwiną
- Ja się chyba przesłyszałem.
Nigdzie nie jadę. Z żadną Angeliką, ani z żadną inną. I przestań szukać mi
żony! Poradzę sobie sam – rzekł stanowczo
- Właśnie widzę. Prowadzając się
z hostessą! – ostatnie słowo wypluła z prawdziwą pogardą – Jak książę i
służąca!
- Nie żyjemy w średniowieczu! –
krzyknął oburzony - Ciebie to w ogóle nie obchodzi, że jestem z nią szczęśliwy?
– zapytał z niedowierzaniem
- A można być szczęśliwym z
hostessą!? – zaśmiała się kpiąco
- A jakie to ma znaczenie, czym
się zajmuje?
- Kluczowe kochanie, kluczowe.
Zamierzasz ją wprowadzić na salony? Wiesz jaki będzie skandal? Prezes domu mody
i kelnerka! – huknęła – Będziesz pośmiewiskiem wśród znajomych! Nie dopuszczę
do tego, żebyś wprowadził do naszej rodziny pierwszą, lepszą dziewczynę z
ulicy! – spojrzała na niego gniewnie
- Dość! Nie będziesz jej więcej
obrażać! To piękna, inteligentna i bystra dziewczyna, którą kocham! – wyraźnie
zaakcentował ostatnie słowo - Skończyła filologię angielską i administrację!
Zna biegle angielski i francuski. A to, że jest kelnerką to efekt tego, że
pochodzi ze skromnej rodziny, która nie ma znajomości. Takie są realia, że bez
koneksji nie można znaleźć dobrej pracy – nerwowo krążył po salonie – Zresztą
rozmawiałem już z Mirkiem Gruszczyńskim. Przydałby mu się tłumacz w firmie.
Jeśli Ula będzie chciała, zmieni pracę. Jeśli nie, to nie. Mnie to naprawdę nie
przeszkadza, czy jest dyrektorem w wielkiej korporacji, czy dziewczyną z firmy
cateringowej. Bo mnie nie kręci jej stanowisko i pozycja, ale ona sama! –
Dobrzańska z niedowierzaniem kręciła głową - Czy ja byłbym prezesem, gdyby nie
firma założona przez ojca? Może byłbym dziś kurierem albo mechanikiem! A poza
tym, ty już zapomniałaś, kim byłaś zanim wyszłaś za ojca? – zaśmiał się
złośliwie - Tak, teraz jesteś prezesem fundacji. Eleganckie rauty, bankiety.
Zaliczasz się do warszawskiej śmietanki. Ale wydaje mi się, że zapomniałaś, że
zanim ojciec założył dom mody, notabene dzięki majątkowi dziadka, to byłaś
zwykłą krawcową! Więc bardzo cię proszę
nie oceniaj Uli!
- Chyba się zapominasz –
wysyczała wściekła
- Nie mamo – rzekł już spokojniej
- to ty się zapominasz, mieszając się w mój związek. Jestem już dużym chłopcem
i musisz mi pozwolić żyć po swojemu – Helena oburzona słowami syna, bez słowa
opuściła jego mieszkanie. Dobrzański wziął dwa głębokie oddechy i nalał sobie
szklankę wody, którą wypił duszkiem. I choć wiedział, że czeka go trudna
przeprawa, że rodzina niełatwo zaakceptuje Ulę, to z drugiej strony czuł dumę.
Wreszcie postawił sprawę jasno i zachował się jak mężczyzna, a nie syneczek,
który daje się prowadzić za rękę i pozwala sobie wszystko narzucać. Ruszył w
stronę sypialni, zdając sobie sprawę, że Ula słyszała całą kłótnię. Oboje w
nerwach mówili dość głośno. Gdy tylko uchylił mahoniowe drzwi dostrzegł Ulę
ubraną już w bieliznę i fioletowe cygaretki, które jeszcze kwadrans temu
wisiały na oparciu fotela
- Nie wiedziałeś mojej bluzki? –
zapytała rozglądając się po pomieszczeniu
- Co ty robisz? – stojąc w progu
obserwował jej poczynania z niepokojem
- Szukam bluzki – odparła nawet
na niego nie spoglądając – chyba zostawiłam ją wczoraj w przedpokoju, albo w łazience
– chciała go wyminąć, ale zagrodził jej drogę ręką
- Przestań się wygłupiać! Miałaś
zostać do jutra – przyciągnął ją do siebie i zamknął w swoich ramionach – Chyba
nie pozwolimy, żeby moja matka zniszczyła nam tak cudowny dzień – szepnął
- Twoja matka nigdy mnie nie
zaakceptuje – te cicho wypowiedziane słowa przepełnione były goryczą
- Do diabła z moją matką! –
odsunął ją lekko, by móc tonąć w jej błękitnych oczach – Chciałem wyznać ci
miłość w trochę innych okolicznościach – wzruszył ramionami - Planowałem zabrać
cię w weekend do jakiego urokliwego hoteliku za miasto i podczas pikniku na
polanie powiedzieć ci, co czuję… ale skoro już słyszałaś naszą kłótnię, to
słyszałaś również, jak powiedziałem, że cię kocham – spuściła głowę, by po
chwili spojrzeć w jego oczy i powiedzieć
- Ja ciebie też kocham, ale to
nic nie znaczy… Dzieli nas zbyt wiele – jęknęła
- Nieprawda! – zaprotestował
gwałtownie – To bardzo wiele znaczy. Daj mi chwilę – ruszył do przedpokoju w
poszukiwaniu teczki. Po chwili ponownie znalazł się przy niej – To nie tak,
miało wyglądać – pokręcił głową nieco zażenowany swoim nieprzygotowaniem –
Nawet nie mam kwiatów – skrzywił się i wyciągnął z kieszeni szlafroka małe,
czerwone pudełeczko – Wyjdziesz za mnie? – spojrzał w jej oczy z nadzieją i
miłością. Zakryła usta dłonią, a gdy pierwszy szok minął westchnęła
- Marek… - chciała jeszcze coś
powiedzieć, ale wtrącił się
- Wiem, jak to wygląda. Wiem, że
możesz pomyśleć, że robię to na złość matce, ale to nieprawda. Zachwyciłem się
tobą na tym pieprzonym bankiecie. Zakochałem się już na naszej pierwszej
randce. Ja nigdy, dla żadnej kobiety nie straciłem tak głowy, jak dla ciebie….
I utwierdziłem się w przekonaniu, że ty i tylko ty, po naszej pierwszej,
wspólnej nocy. Kupiłem ten pierścionek tydzień temu. Od razu chciałem ci się
oświadczyć, ale bałem się, że się wystraszysz. W sumie znamy się miesiąc, ale
jestem pewny, że chcę być tylko z tobą – uśmiechnął się i krótko musnął jej
usta – Jeśli to dla ciebie za szybko, to oczywiście poczekam i dam ci tyle
czasu, ile potrzebujesz… ale chciałem, żebyś wiedziała, że cię kocham i że
tylko ty możesz być moją żoną – łzy wzruszenia zaczęły płynąć po jej
policzkach. Nigdy nie przypuszczała, że podczas tego dziwacznego bankietu,
który obsługiwała, znajdzie mężczyznę swojego życia. Mężczyznę, do którego
kompletnie nie pasowała, a ściślej mówiąc, do którego rodziny nie pasowała, a
którego pokochała całym sercem. Oparł się czołem o jej i scałowywał słone
krople z twarzy.
- Kocham cię – szepnęła, gdy
nieco się uspokoiła.
- Czy to kocham cię, jest
jednoznaczne, ze słowem ‘tak’? – chciał się upewnić. A gdy delikatny uśmiech
zagościł na twarzy i skinęła głową, szybko wsunął jej na palec pierścionek i
porwał w ramiona, obracając się kilkakrotnie w koło.
uff, jak dobrze że masz dwa komputery, bo już się bałam że te plagi egipskie sie nie skończą.Helenka jak żywa, biedna jeszcze "globusa" dostanie, a mówiłam wyślij ją do Szwajcarii, Marek pokazał kto nosi spodnie i nie dał się tej jędzy , mamusia niech spada na drzewo a oni i tak będą szczęśliwi. Wesołych Świąt B.
OdpowiedzUsuńledwie ma kilka dni i już się okazał niezbędny ;)
UsuńHelena chyba dopiero teraz dołączy do Krzysztofa, lecząc swoje zszargane przez syna nerwy. A Marek... takiego właśnie lubimy! :) Pozdrawiam
super zakończenie.Marek w końcu dostał to czego chciał. Cieszę się, że udało Ci się jednak wstawić ten rozdział. Przepraszam, że pozostawiam taki krótki komentarz ale obowiązki wzywają.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWiktoria
ważne, że się odezwałaś :) Pozdrawiam
UsuńMarek - mężczyzna ... a nie chłoptaś! Uwielbiam takich facetów, którzy pewnie stąpają na ziemi, są romantyczni i potrafią dążyć do celu - acha i dlatego uwielbiam Twojego bloga, bo tu taki Marek (mężczyzna) się pojawia :) Obecnie wróciłam do Twojego ' Wbrew..." i muszę przyznać, że i Helenka i Marek są podobni, ale takie iskrzenie tylko podsyca smak :) Dziękuję, że dziś!!! :)
OdpowiedzUsuńLubię opisywać coś, co nie istnieje ;)
UsuńWbrew? Fajnie! :) Bardzo lubię to opowiadanie.
Pozdrawiam serdecznie
Hmm jak powiem, że rewelacja to nie uwierzysz ;). Helenka, moja ulubienica. Szałowa i delikatna jak zwykle. Mistrzyni taktu i klasy. No po prostu chodzący ideał cnót wszelakich. Co to za argumenty w ogóle. Dobra zrozumienie Helenki jest ponad moje siły, to za duży wysiłek intelektualny. Zdecydowanie. A Marek mężczyzna, zakochany, stanowczy, pewny. Walczący i z matką i z wątpliwościami Uli. Świetne to było. Mamy ostatnio czas ostatnich części a to oznacza tylko jedno, że gdy coś się kończy coś się zaczyna ;). Na razie urlop. Przerwa podczas której Ty nabierasz sił.
OdpowiedzUsuńAmicus odpoczywaj, niech Cię wiatr nie porwie i nic Ci nie urwie.
Do następnego razu. KaEm.
uwielbiam Twoje złośliwe podsumowania Heli :D
UsuńDokładnie! coś się kończy, coś się zaczyna! :)
A to na Lubelszczyźnie też tak wieje? Bo właśnie tam się wybieram... żeby mieć blisko na najlepszy Lany Poniedziałek w Kazimierzu ;)
Pozdrawiam
Złośliwość jest cechą ludzi inteligentnych :D. No głupotę tylko tak można reagować - kurde za pytanie czy można być szczęśliwym z hostessą - powinna z liścia dostać! Co za różnica czy kelnerka czy sklepowa, czy dyrektor Banku Światowego?! Nie wiążę się z jej pracą a z Nią! Twoja Helena zazwyczaj mnie zadziwia swoim oryginalnym sposobem wyrażania matczynej troski!
UsuńHa a więc witamy na Lubelszczyźnie. Nie wiem jak jest dzisiaj (bo jestem 70 km od Kazimierza i tu nadal wieje - to najdelikatniejsze określenie), ale wczoraj był śnieg, deszcz, deszcz ze śniegiem i śnieg z deszczem a wszystkiemu towarzyszył zajefajny, silny wiatr. Cudem udało mi się nie stracić głowy. Także uważaj na siebie, odpoczywaj i pozdrów Kazimierz ;). Miłego odpoczynku. KaEm.
Witaj KaEm po przerwie ;)
Usuńno wiesz.... dla Heli krawcowej to jednak ma znaczenie. Chciałaby żeby jej synuś sprowadził do domu Miss World... a minimum przyzwoitości to Angelina Jolie - znana, bogata, piękna. Z tym dyrektorem Banku Światowego to pudło, bo na czele stoi facet, o ile nic się w ostatnim czasie nie zmieniło.
No z mapy Polski to ja najbardziej morze i właśnie Lubelszczyznę! Pogoda była przyzwoita zwłaszcza po świętach ;D A polewanie na rynku nie ma sobie równych! Jest strażacka moc!
do niebawem!
Nie zdążyłam podelektować się "Przyjaźnią" o tu już "Mezalians" skończony ;). Bosko, że się udało zakończyć będę się mogła delektować w świątecznej przerwie:).
OdpowiedzUsuńA teraz do rzeczy, będzie trochę jadu. Faktycznie mezalians bo syn królowej, przepraszam krawcowej, Heleny Dobrzańskiej chce poślubić dziewczynę z "ludu". Przepraszam na razie chodził z nią na spacery i do kina. Masakra - już nawet na dworze brytyjskim takich problemów nie mają. Nieważne że kocha; nieważne że jest szczęśliwy. Ważne co powiedzą przyjaciele Mamusi! No w mordę co za oryginalne podejście. Kocha go piękna, inteligentna kobieta, jego a nie pieniądze i nazwisko. Charakter, sposób bycia a nie majątek. Ale czy Helena która sama zanotowała awans społeczny wie co to miłość. Nie wyrachowanie, nie kalkulacja ale ciepło i motyle w brzuchu. Taaa ona wie. Wie wszystko najlepiej. Tylko, że inaczej rozumiemy to najlepiej. Nie lubię jej takiej, w sumie nawet po serialu trudno mi sobie o niej wyrobić zdanie. Tak naprawdę nie wiem jaka była. Czy wyrachowana Pani Prezesowa, czy jednak kochająca matka nie wiem. Jakiejś spektakularnej jej przemiany to nie było.
A Marek - no ideał. Wiem, wiem nie ma takich facetów - brutalnie i stanowczo mi to uświadomiłaś, w sumie nie musiałby się po czterech tygodniach oświadczać ;), ale jakby był taki stanowczy i zakochany. On kocha ją, ona jego - jest im razem dobrze. Świetnie się rozumieją i dogadują nie tylko w łóżku. Potrafią rozmawiać i milczeć i to ich nie męczy. Ale Marek zna Mamusie i wie, że ta jej mina nic dobrego nie wróży. Chce zorganizować spotkanie w "ubraniu" (w sumie czy to Helena czy nie, lepiej żeby pierwsze spotkanie potencjalnej synowej i teściowej było jednak zaplanowane ;)). Ale Helenka nie byłaby sobą, szczególnie że spotkała Marka z hostessą (o rany!) w parku. Co za nietakt, niefart, upokorzenie. Matko nie no kelnerka to jednak najbardziej hańbiący zawód na świecie już nie ma gorszego. A zresztą jaka to różnica w jaki sposób ktoś zarabia. Nie kradnie, nie kłamie własną pracą zarabia na życie! A to, że zna języki ma dobre wykształcenie już Heli nie interesuje. Co za baba. Ale tu Marek znowu punktuje ta jego racjonalna, początkowo spokojna ale rzeczowa rozmowa - mistrzostwo. Kawa na ławę i stanowczość. O tak tego mu nie można odmówić. Mamusia kapituluje on triumfuje ale oprócz Mamusi musi jeszcze przekonać Ulkę. W sumie dobrze, że słyszała tę rozmowę przynajmniej mają to już za sobą. A przekonanie jej do tego, że są dla siebie stworzenie, że ją kocha, że chce z nią być również się udaje. Marek jest zakochany i niesamowicie dojrzały, pewny siebie i tego czego i kogo chce. A ten tekst przy oświadczynach, to zakłopotanie, że nie ma kwiatów, to zapewnienie, że nie robi tego na złość matce, to wyznanie i wspomnienie pierwszej randki fantastyczne. Pokonali Helenę mam nadzieję, że skutecznie, że ta coś zrozumiała (jaka ja jestem naiwna). Wiem, że będą szczęśliwi. Oboje są mądrzy, kochają się i wiedzą czego chcą. To się musi udać.
Dzięki Ci Amicus za to pozytywne krótkie opowiadanie, intensywnie nad fundowane. Bosko. Pozdrawiam serdecznie.
Ps.1. Dzięki, że informację co to są cygaretki - kurcze uwielbiam swoje spodnie i nie wiem, że mają fachową nazwę :).
Ps.2. Amicus ponawiam apel - przenieś napisane rozdziały na jakiś pendrive albo coś ;). Lepiej zapobiegać niż leczyć ;).
Ps.3. Dobrego urlopu ;)
Z jednej strony współpraca z Tobą przy tworzeniu historii jest fajna, ale z drugiej... beznadziejna, bo nie możesz sobie pozowolić na te mega komentarze :D
UsuńHelena krawcowa vel królowa :D to Ci się udało :D
Wybacz, że tak bezczelnie pozbawiłam Cię złudzeń ;)
Nie zagłębiam się dalej... Może i Helena niewiele zrozumiała.. Marek zdaje sobie sprawę, że z jego rodziną będzie ciężko, że być może nie zaakceptują Ulki, ale on już wybrał, wie czego chce i będzie się tego trzymał.
A skąd wiesz, że spodnie, które nosisz to akurat cygaretki? Może jednak nie ;)
Pandrive jest, ale to niczego nie zmienia, bo się po prostu nie udawało wkleić nic z Worda w oko bloga.
Dzięki!
Pozdrawiam :)
Wiesz, że mam ten sam dylemat. Muszę się bardzo pilnować. Ciągle pod pręgierzem ;).
UsuńWybaczam - w sumie lepiej być zaskoczoną niż rozczarowaną - bo jak to mówią im większe oczekiwania tym większe rozczarowania. Także lepiej racjonalnie patrzeć na męski świat.
Marek jest idealny, pewny siebie i stanowczy to jego życie a nie Mamusi. Jego wybory, jego decyzje. Trzeba wiedzieć kiedy odciąć pępowinę!
No jak to skąd wiem Amicus, proszę Cię, od wujka google. Przecież musiałam sprawdzić w jakim to stroju Ulka pierścionek przyjmuję ;P. Całe życie się człowiek uczy, do tej pory spodnie to były spodnie. Odróżniałam dzwony od rurek, a tu coś nowego - moje słownictwo się dzięki Tobie bardzo rozwija ;).
Dzięki ;)
Pozdrawiam.
Rozczarowania rozczarowaniami... ale jak kochać to księcia ;) który później okazuje się ropuchą :D jakieś mam dziwne poczucie humoru o tej godzinie...
UsuńHahahaha, cieszę się, że Cię uświadomiłam ;)
Pozdrawiam
Rozplynieta cala z zachwytu klaniam sie pieknie... Milego urlopu... zbieraj sily na kolejne cudenka.... :) :) :)
OdpowiedzUsuńznów mnie zaskoczyłaś swoją wizytą! :) miło, miło! Dzięki! Pozdrawiam
UsuńMarek stanowczy, bezwzględny, szalenie zakochany.. Taki mmm.. "wymarzony", a Ulka skromna, szczęśliwa przy boku Marka.. Helena przykład "teściowej", która chce wybierać dla siebie, zapominając, że to młodzi mają żyć ze sobą i być razem.. Plus dla Marka za jego nieustępliwość w stosunku do Heleny. Opowiadanie, które ukazało tak naprawdę problem wielu "młodych", którzy mimo, że kochają się, nie spotykają się z akceptacją rodziny jednej ze stron. A dialogi, twój styl, rewelacja! Miłego wypoczynku! Ciepłego! Pozdrawiam JuSta :)
OdpowiedzUsuńTakie potencjalne teściowe to naprawdę kara boża... ostatnio miałam okazję poznać mamuśkę, która choć chłopak fajny będzie mu odstraszać wszystkie kandydatki na żonę... koszmar!
UsuńDzięki!
pozdrawiam :)
Aż prosi się o C.D.N. a w nim.Ula jak okaże się ,że studiuje np. medycynę jak jej mama a ojciec bądź dziadek to sławny medyk , a jej rodzina jest równie bogata. I tylko dlatego pracuje jako kelnerka , bo jest dumna i nie chce żyć tylko z utrzymania rodziny. Pozdrawiam i miłego wypoczynku w te brzydkie" późno jesienne dni."
OdpowiedzUsuńjakoś ta medycyna nijak się ma skoro skończyła filologię i administrację? To by było dość egzotyczne połączenie i rozwiązanie.
UsuńPozdrawiam :)
Szmacianka Helcia uziemiona i chwała synowi,za szczerość .Nieraz tak trzeba od serca i dosadnie.Młodych niech bezgranicznie szczęście nie opuszcza.A ja po prostu fruwam z radości,że oni są szczęśliwi.
OdpowiedzUsuńDla Ciebie kochana Amicus chapeau bas....do samej ziemi.
Miłego uropowania,odpoczynku.Miłego spędzania Świąt, w gronie rodzinnymi i niech tradycją stanie się w lany poniedziałek,na szczęście,wody pełno w gatkach.
WESOŁYCH ŚWIĄT.
No Lany Poniedziałek to prawdziwe widowisko tam, gdzie akurat byłam. Świąta Wielkanocne to zupełnie nie moja bajka, traktuję ten czas, jako okazja właśnie do urlopowania. :)
UsuńDzięki!
Zapraszam już za kilkanaście godzin na 'kto...'
Pozdrawiam i dzięki za wizytę
Brawo dla Marka. Prezentuje bardzo dojrzałą i bardzo odpowiedzialną postawę. Przeciwstawia się matce hipokrytce wywalając jej prawdę prosto w oczy o tym, kim była kiedyś i co sobą reprezentowała. Pod względem wykształcenia stała zdecydowanie niżej od Uli. To taki typ matki, której nie interesuje szczęście syna, ale żeby znaleźć mu żonę z liczącej się w kręgach wyższych sfer rodziny i to w dodatku z odpowiednim posagiem.
OdpowiedzUsuńChyba Helcia sama nie przypuszczała, że jej jedynak stanie w kontrze do jej wyobrażeń o przyszłej synowej. Stanowczość Marka powala i bardzo mi się podoba, bo pozwala i Uli poczuć się pewniej u jego boku.
Piękna mini. A ja czekam na kolejną publikację, a tymczasem życzę Ci spokojnych, radosnych i udanych świąt. Pozdrawiam. :)
Mareczek znów okazał się ideałem. Jak my takiego lubimy!
UsuńNowy rozdział, już śmiało można powiedzieć, dziś. Pozdrawiam
Mareczek w końcu zachował się jak przystoi na faceta.Postawił się matce.Pokazał że nie liczy się czy dziewczyna ma pieniądze tylko to jakie ma serce.Czekam na inne notki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę spokojnych i radosnych Świąt :)
GOZDI ^.^
mało takich facetów, oj mało...
UsuńPozdrawiam :)
Mmm *.* rozpływam się jak lukier na babce wielkanocnej. Mareczkowi w końcu się udało :) bardzo mnie to cieszy. Tym bardziej, że pokazał, że jest prawdziwym mężczyznom, mężczyznom przez duże M, a nie jakieś ciepłe kluchy! Ta akcja z mamusia powaliła mnie na łopatki. Bardzo Ci dziekuje. Człowiek przy czytaniu Twoich opowiadań rozpływa się ...
OdpowiedzUsuńCzego chcieć wiecej? Chyba tylko normalnej pogody haha
Życzę Ci radosnych i spokojnych świąt :)
Pozdrawiam
Agata :)
hahaha i oby ten lukier poszedł w cycki! ;)
Usuńpogoda normalna już nadchodzi. Coraz piękniej i cieplej.
dzięki za wizytę i wpis. pozdrawiam
Witaj Amicus.Co myślę(czasem jeszcze mi się zdarza) o Helenie i jej podobnym już napisałam wcześniej,jednak widzę,że jest gorzej niż myślałam.Kobieta myśli,że kasa daje automatycznie nobilitację.No chyba,że tytuł nada sam PAN WIERZCHOWSKI,książę ?.A może Dobrzańska powinna zajrzeć do "Armorial de la noblesse polonaise titree",może tam są jacyś Cieplakowie albo Dobrzańscy.Tym samym by się pozbyła kompleksów?.Dobra, już przestaję się nabijać.Po mojemu, lepiej być dobrą krawcową, florystką,kelnerką niż kiepskim lekarzem,prawnikiem lub fałszywą hrabiną.Dobrze ,że Marek nie przejmuje się kompleksami i ciągotami rodzicielki.Pieniądze już ma,jeżeli dobrze poprowadzi firmę,będzie miał jeszcze więcej, ale miłość, to jest ekstra bonus od losu,tego nie da się kupić.Pozdrawiam i życzę Ci świąt jak marzenie.Czekam na "Kto, jak nie ty"
OdpowiedzUsuńWitaj Jute! :)
UsuńPamiętajmy, że to de facto kasa jej teścia ;)
A to racja... Każdy musi znaleźć swoje powołanie i być dobrym w tym, co robi. Ktoś może byłby kiepskim malarzem, za to potrafi wyczarować cudne obrazki na kawie...
Kto, jak nie Ty już dziś... Cierpliwości ;)
Pozdrawiam
już jutro 9 :)
OdpowiedzUsuńhahaha, rozwalasz mnie! U mnie to już nawet 'dziś' ;) Zaglądajcie wieczorem ;)
Usuń