Idealnie! 13-sty rodział opublikowany 13-tego!
Co do nowego opowiadania, które wystartuje w piątek... Patrząc na wyniki ankiety postanowiłam zacząć nieco przewrotnie od opowiadania z III miejsca. Także 17.04 startuje 'Dwa plus dwa'. Enjoy!
Kończył się właśnie jego ulubiony
program publicystyczny, gdy dosiadła się na sofę, okrywając sobie nogi kocem.
Jesień w tym roku rozpoczynała się deszczowymi i dość chłodnymi dniami.
Wieczorami słupki rtęci nie wskazywały więcej, jak jedenaście stopni.Nie znosiła tej pory roku.
- Możesz przełączyć na osiemnasty
– wskazała na pilota – zaraz ma się zacząć dramat psychologiczny z Kutcherem.
- Efekt motyla? – spojrzał na nią
zmieniając kanał. Kiwnęła potakująco głową – Chcesz herbaty?
- Chętnie. Malinową, jeśli możesz
– uśmiechnął się do niej serdecznie i po kilku minutach wrócił z dwoma
parującymi kubkami. Leżała rozłożona na połowie sofy. Przysiadł z boku nie
chcąc jej spychać, ani krępować swoją zbytnią bliskością – Chłopcy już śpią? –
zapytał, rzucając okiem na ostatnie reklamy, które przez dobre piętnaście minut
nudziły Ulkę
-Leon śpi jak kamień po tym
waszym wieczornym spacerze. Roch pakował tornister na jutrzejsze zajęcia i miał
się położyć - Widziałeś już kiedyś ten film? –
zagadnęła, gdy na ekranie pojawiły się pierwsze napisy
- Tak – przyznał poprawiając koc
na jej podkulonych nogach, tym samym nieco zmniejszając dzielący ich dystans –
Ciekawe ujęcie zdarzeń przyczynowo-skutkowych. Dobry do refleksji nad własnym
życiem. Choć uważam, że teraz powinnaś oglądać jakieś komedie. Na przykład ‘głupi
i głupszy’ – roześmiała się, obserwując jego śmieszną minę
- Daj spokój. Wiesz, że nie
znoszę komedii! – zaprotestowała
- Ale przyznasz, że ‘Listy do
Julii’ ci się podobał – spojrzał na nią prowokująco, przypominając sobie jedno
z ich pierwszych wyjść do kina tuż po zaręczynach
- No może troszkę – wywróciła oczami
- Taaa – rzucił zaczepnie –
Troszkę. Płakałaś pod koniec – spojrzała na niego z udawanym politowaniem –
Widziałem – ku jego zaskoczeniu położyła mu głowę na ramieniu
- Dobra – głośno wypuściła
powietrze – No może trochę płakałam – delikatny uśmiech zagościł na jego twarzy.
Ostrożnie wyswobodził rękę i objął ją delikatnie pozwalając, by wtuliła głowę w
zagłębienie jego szyi - A teraz cicho bądź, bo oglądam!
– rzekła kategorycznie, hamując się od śmiechu. Oboje delektowali się swoim
dotykiem, bliskością, zapachem. Do obojga dopiero teraz z pełną mocą docierało,
jak bardzo za tym tęsknili.
Gdy film się skończył smacznie
spała. Wykonując milimetrowe ruchy, tak by jej nie obudzić, wstał i ułożył jej
głowę na puchatym jaśku. Mruknęła coś przez sen, ale się nie zbudziła. Szczelnie okrył ją kocem i przez chwilę przyglądał się z rozczuleniem. Nachylił się i musnął ustami jej skroń. Zostawiając włączoną
niewielką lampkę w rogu pokoju, ruszył na górę.
Nie uciekała przed jego dotykiem,
ale i on nie starał się być nachalny. Ot, zwykłe przytulenie, całus na
powitanie w policzek, trzymanie za rękę, by dodać otuchy podczas wizyty
kontrolnej u profesora. Po prostu był obok. Na szczęście wyniki były w porządku, a oni mogli
wreszcie odetchnąć z ulgą.
- Wróciliście do siebie? –
zapytała Milewska, gdy w jedno z październikowych popołudni piła kawę w salonie
pani Dobrzańskiej
- No co ty! – roześmiała się –
Skąd taki pomysł?
- Z obserwacji – przyjrzała się
przyjaciółce uważnie - Prowadzicie normalne życie rodzinne.
- Przesadzasz. Marek mi tylko
pomaga przy chłopcach. Nie powinnam się jeszcze forsować – tłumaczyła próbując
przekonać i Alicję i siebie.
- Kogo ty chcesz oszukać? –
spojrzała na nią z politowaniem – Od trzech miesięcy żyjecie w zawieszeniu i
udajecie, że tak jest dobrze. Ale to wpływa źle zarówno na was, jak i na
chłopców. Powinnaś coś zdecydować. Albo w prawo, albo w lewo. Albo jesteście
razem, albo nie. Widzę, jak on się stara, jak ewidentnie liczy na to, że do
niego wrócisz, jak chodzi radosny po firmie. Od lat go takiego nie widziałam. A i ty wydajesz się ostatnio jakby szczęśliwsza.
- Proszę cię, daj spokój –
westchnęła upijając łyk zielonej herbaty – Dopiero co się podźwignęłam po
związku z Arturem. A poza tym nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki –
machnęła ręką
- Doprawdy? - spojrzała na nią wymownie - Rzeka nigdy nie jest
taka sama. Wy nie jesteście tacy sami – spojrzała na swoją pasierbicę z troską –
Przyzwyczaiłaś się do tego, że on jest obok. Chłopcy również. Będzie płacz,
krzyk i histeria. Im później tym gorzej. Zastanów się, czego chcesz i rozwiąż tę
sytuację. Sami siebie oszukujecie, bo jest wam tak wygodnie, nie patrząc na
konsekwencje i na to, co będzie za pół roku. Piłka jest po twojej stronie –
cmoknęła jej policzek i ruszyła do wyjścia
Rzeczywiście Alicja miała rację.
Od kilku miesięcy żyli jak normalna rodzina. No prawie. O ile na początku Marek
był niezbędny do pomocy przy Leonie i odciążeniu jej z domowych obowiązków, o
tyle teraz radziła sobie świetnie sama. Owszem, wciąż bardzo ją wspierał, albo
robił to dlatego, że chciał, a nie dlatego, że takie były wskazania lekarskie.
Blizny po operacji się zagoiły, a ona od tygodni funkcjonowała normalnie.
Udawali taką ‘pararodzinę’. Jak parabank. Gotowali razem obiadki, chodzili na
spacery, układali puzzle. Rano robiła im śniadanie, pracowała kilka godzin nad dokumentami,
które przysyłał jej Maciek, przygotowywała obiad i bawiła się z Leonem, gdy
Elwira szła już do domu. Marek rano odwoził Rocha do szkoły, wracając z pracy
robił zakupy, czytał Leo bajkę i kładł go spać, pomagał pierworodnemu w
odrobieniu pracy domowej. Wieczorami, gdy zostawali sami dużo rozmawiali, albo
nadrabiali zaległości kinowe. Prawdziwy związek partnerski. I jedynym elementem różniącym ich od klasycznej,
normalnej rodziny, normalnego małżeństwa, były dwie, osobne sypialnie. Marek był
świetnym ojcem, mogłaby powiedzieć, że również dobrym przyjacielem… Ale nie
chciała używać w stosunku do niego tego określenia. Wciąż w głowie dudniły jej zasłyszane
słowa znanego reżysera, że ‘gdy dwoje ludzi potrafi się przyjaźnić po
rozstaniu, to znaczy, że nigdy się nie kochali’. A ona i Marek przecież
naprawdę się kochali. Wciąż był jej bardzo bliski. Ale nie potrafiła jednoznacznie
określić, czy mógłby znów być jej partnerem. Nie potrafiła lub nie chciała tego
powiedzieć głośno. Owszem, brakowało jej bliskości. Brakowało jej mężczyzny.
Marek wciąż powtarzał, że jest piękna, cudowna… i wiedziała, że mówi to
szczerze, a nie tylko po to, by podbudować jej wiarę w siebie. Jego oczy wyrażały wszystko. On naprawdę
patrzył na nią z zachwytem i…. Miłością? Czy ona potrafiła jeszcze tak na niego
patrzeć? Tęskniła za pocałunkami, dotykiem… Mężczyzny. Pytanie, którego?
Artura, a może właśnie Marka? Wiele razy analizowała ich rozmowę z sypialni. Jego deklarację, że jest dumny i wściekły... On w gruncie rzeczy postawił sprawę jasno. Alicja miała rację. Nie mogą dalej tak żyć.
- Jestem – krzyknął do progu
licząc na to, że w przedpokoju za chwilę pojawi się dwóch urwisów. Przywitała
go jednak cisza. Wszedł do salonu i zastał tam Ulę – Cześć – musnął ustami jej
policzek – Gdzie chłopcy?
- Maciek zabrał ich do Rysiowa –
wyjaśniła przyglądają mu się uważnie.
- To ja po nich pojadę – już się
chciał odwrócić, gdy w ostatniej chwili złapała go za rękę
- Poczekaj. Specjalnie się ich
pozbyłam na te kilka godzin. Chciałam z tobą porozmawiać – rzekła spokojnie. Zmarszczył brwi i
spojrzał na nią niepewnie. Miał złe przeczucia - Kilka dni temu ktoś mi
uświadomił, że nie możemy dłużej tak żyć, że muszę zdecydować, że to
zawieszenie, w którym tkwimy od kilkunastu tygodni nie jest dobre dla nikogo –
nerwowo podrapał się po głowie i przełknął ślinę, czując w gardle rosnącą gulę –
Przede wszystkim chciałam ci bardzo podziękować za ostatnie miesiące. Za opiekę
nade mną i chłopcami, za troskę i wsparcie. Widzę, jak się starasz i… – jej wywód przerwał
jego nerwowy śmiech
- Wiesz co, darujmy sobie tę
akademię. Czuję, jakbym miał za chwilę dostać dyplom wzorowego ucznia. Więc omijając
kurtuazję grajmy w otwarte karty – spojrzał na nią z wyraźnym zawodem malującym
się na twarzy – Chyba tyle jesteśmy sobie winni. Mam się spakować, tak? –
spojrzał na nią tak, jakby czekał na wyrok
- Tak – ten krótki wyraz,
składający się z trzech liter, niczym ostrze sztyletu wbiło się prosto w jego
serce. Spuścił głowę próbując ukryć swój ból i jak z procy wystrzelił na górę.
Wbiegając po schodach do sypialni rzucił pod nosem ‘na co ja głupi liczyłem’. Słyszała. Wolnym krokiem ruszyła za nim. Stanęła
w progu obserwując, jak zamaszystymi ruchami wrzuca koszule do swojej walizki.
- Narwany, jak zawsze – z uśmiechem
pokręciła głową. Spojrzał na nią, jak na wariatkę. On właśnie w tej chwili
przeżywa swój dramat, a ona ze śmiechem przygląda się jego kolejnej porażce –
Powoli, bo się pogniotą i będziesz musiał na nowo prasować – chciała zabrać mu
z ręki materiał, ale odsunął się
- Będę musiał – wzruszył
ramionami – I tak nie będę miał nic lepszego do roboty
- Marek – zaczęła spokojnie, ale
ten jej ton doprowadzał go w tym momencie do szału
- Co, przygotowałaś dla mnie
pożegnalną kolacyjkę? – wycedził
- Musiałaby, to być kolacja
pożegnalno-powitalna – zatrzymał się w pół kroku i kilkakrotnie zamrugał
oczami, jakby układając sobie w głowie, podczas tej krótkiej chwili, sens jej
słów – Nie dałeś mi dokończyć…. – posłała mu tajemniczy uśmiech – Chciałam,
żebyś spakował swoje rzeczy i przeniósł je do mojej sypialni – niedowierzanie mieszało
się ze szczęściem. Z każdą sekundą coraz szerszy uśmiech pojawiał się na jego
twarzy. Ona również śmiała się do niego – Nie obiecuję, że od razu będzie
normalnie, że będę potrafiła z tobą być w pełnym tego słowa znaczeniu –
spuściła wzrok – Nie do końca jeszcze się akceptuję – szepnęła – Ale chcę,
byśmy znów byli normalną rodziną
- Niczego innego nie pragnę –
rzekł wyraźnie wzruszony
- Pocałuj mnie – nie trzeba mu
było dwa razy powtarzać. Zachłannie wpił się w jej wargi. Tak bardzo tęsknił za
jej ustami. Jej również brakowało jego czułych muśnięć i namiętnego tańca
języków.
- Wciąż tak bardzo cię kocham –
szepnął i oparł swoje czoło o jej. Ona nie potrafiła odpowiedzieć mu równie
mocnym wyznaniem.
- Ja nigdy do końca nie pozbyłam
się tej miłości do ciebie – stwierdziła zgodnie z prawdą – A tak szczerze, to
czuję, jakbym zakochiwała się w tobie od nowa – pogładziła kciukiem jego gładki
policzek. Muskał palcami jej kark, włosy, jakby chciał sobie przypomnieć ich
fakturę, zapach.
- Mam nadzieję, że będę potrafił
dać ci szczęście, na które zasługujesz- wymruczał
- Kto, jak nie ty? – spytała i
mocno wtuliła się w jego ramiona.
https://www.youtube.com/watch?v=FxLzdkglwj0
Fantastyczne! Na razie tylko na tyle mnie stać. Jak opanuję emocje będzie trochę więcej. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńwiesz, że czekam na więcej... ;)
UsuńWiem, wiem.
UsuńPamiętam jak cztery miesiące temu zastanawiałyśmy się "Kto, jak nie Ty", ale co? Pamiętam jaka byłam zła - najpierw na Marka, potem na Ulę, że nie dała mu nic wyjaśnić. Potem okazało się, że nie co wyjaśniać, że dupek i tyle. Adrenalina była słowem kluczem, potem mi było żal i Marka i Ulki, a przede wszystkim Rocha. Potem pojawił się mały Leo wychowywany w dziwnym układzie dzięki Tatusiowi. Potem nastała krótka, ale jednak era Artura i to na niego się wkurzałam. A potem smutek, walka i przemiana Marka. Aby wreszcie na koniec móc powiedzieć, że Marek dojrzał, zmienił się, spoważniał, dorósł. Jest wspaniałym, odpowiedzialnym, troskliwym ojcem, będzie opiekuńczym, kochającym mężem/partnerem. Pomyśleć, że gdyby nie choroba, zniknięcie, tchórzostwo, egoizm Artura - Marek mógłby nie dostać kolejnej szansy. Teraz doświadczony, nauczony, że adrenalina to rekiny i bungie, a nie romans tej szansy nie zmarnuje! Wie jak wiele by stracił, jakby cierpiał przez własną głupotę. Wie, że kolejnej szansy by nie było. Że skrzywdziłby Ulę, dzieci i siebie, a żadna dupa na boku nie jest tego warta!
Alicja. No nareszcie miała szansę/okazję zrobić coś dobrego, mądrego i ją wykorzystała. Wreszcie użyła rozumu i zobaczyła to co było naprawdę, a nie to co chciała. Faktycznie tworzą szczęśliwą rodzinę i faktycznie udają, że nic się nie dzieje, że to ze względu na zdrowie Uli, że tak po prostu musi być i już. No musi, ale nie dlatego, że Ula nie da rady sama a dlatego, że obojgu ta sytuacja odpowiada, dlatego że oboje siebie i swojej rodziny potrzebują. Ulka poradziłaby sobie sama, ale jako matka - a sama twierdzi, że nie chce być tylko matką, potrzebuje poczucie bezpieczeństwa, ciepła, dotyku - a Marek jej to wszystko może dać i daje. Zdał najtrudniejszy egzamin wtedy kiedy go najbardziej potrzebowała - nie zawiódł. Był i czuwał, nie narzucał się - wspierał. Ulka sama musiała dojrzeć do tego, żeby pozwolić mu na czulsze gesty. On czekał. Wcześniejszy Marek tego nie potrafił. Nie umiał czekać. Wspólne życie, śniadania, obiady, spacery które zbliżają ich do siebie, cementują ich rodzinę. Oboje udawali, że nic się nie dzieje na szczęście (raz jej się udało!) jest Alicja w odpowiednim miejscu i czasie! A Ulka podejmuje wyzwanie - wie, że to od niej wszystko zależy - Marek postawił sprawę jasno, teraz jej kolej i na szczęście po tylu latach, zawirowaniach znowu będą razem. Inni, dojrzalsi, mądrzejsi jako partnerzy a nie przyjaciele. Bo teraz zmieni się tylko i aż tyle, że będzie wspólna sypialnia, wspólne łóżko i jedna kołdra ;). Ulka dała Markowi szansę - nie dla dobra dzieci (chociaż dla nich to też niezwykle ważne), ale przede wszystkim dla siebie. Widzi jego troskę, opiekuńczość, miłość. I wie, że nikt inny tylko Marek jej tego nie da. I chociaż nie wszystko będzie takie jak dawniej. Nie od razu Marek dostanie wszystko, Ulka wprost mówi, że sama nie jest jeszcze gotowa na wszystko. Ale wynika to tylko z jej braku pewności siebie a nie z braku uczuć do niego. Na razie musi im wystarczyć wspólne łóżko i przytulenie przed snem. I wystarczy.
Ta rozmowa Uli i Marka -ból, żal i nieukryty smutek Marka jego pośpiech aby nie widziała jego załamania REWELACJA. Spragnienie siebie przez te wszystkie lata tęskniący (bardziej świadomie lub mniej) są mocniejsi i będą szczęśliwi, nareszcie. Ten Marek będzie umiał sprawić, że Ulka będzie szczęśliwą kobietą, żoną/partnerką, matką, kochanką.
Wiesz Amicus, nie mam oczu w mokrym miejscu, mi przeciwieństwie do Nel oczy rzadko się pocą ale naprawdę się wzruszyłam. A gdy dodałam do tego ten utwór, który zaproponowałaś to kaplica. Amicus, kto jak nie Ty potrafi tak wzruszać?! Dziękuję Ci za te emocje, od strachu zaczynając, na wzruszeniu kończąc, za puzzle i malinową herbatę. Pokazałaś życie, po prostu codzienną walkę i problemy, które można pokonać.
Trochę więcej ;).
Pozdrawiam serdecznie.
K,
Usuńjak cudownie podsumowałaś całe to opowiadanie! Dziękuję Ci! Aż zaczęłam mieć o nim lepsze zdanie.
Przyjmijmy, że będą dwie kołdry, ale jedno łóżko ;D
Ach, jak Ty lubisz dowalać Alicji i Arturowi Ale fakt. Milewska zawsze była ślepa, za to geny Artura.. ja wciąż powtarzam, że nie mogą się zmarnować! :D I oby się nie zmarnowały!
Właśnie, fajnie, że też to widzisz, że ona robi to z miłości, a nie z rozsądku. Że chce być z Markiem dla siebie a nie dla dobra dzieci.
Marek rzeczywiście się zmienił. Tamten sprzed kilku lat.... nie potrafił wytrzymać bez kobiety ani chwili. I gdy tylko Ulka na moment zajęła się czymś innym, niż nim, to szukał wrażeń u Klaudii. Ten Marek, dojrzały, starszy, mądrzejszy czeka. Czeka na swój moment i szansę. Czeka samotnie, oddają się rodzinie, nie szukając adrenaliny w przelotnych znajomościach.
Bardzo się cieszę, że go wysłuchałaś! Bardzo lubię ten utwór, chociaż mam kilka innych, bardziej ulubionych tego duetu, a w zasadzie tego projektu. To właśnie pod wpływem innego kawałka powstało 'po drugiej stronie nieba' chociaż akurat tematyka ciut inna.. ale tytuł mogłam ściągnąć i dobrze mi się przy nim pisało. A i jeszcze pojawi się jedno short story związane z jeszcze innym utworem z płyty Co-opery.
Pozdrawiam i do piątku! :)
Zaraz, zaraz to Ty nie jesteś z tego opowiadania zadowolona? Wyjdzie na to, że się podlizuję czy coś - ale podobnie jak Jute uważam, że jest jednym z najlepszych. Nadal ulubionym i na pierwszym miejscu (u mnie) jest "Wbrew..." wiem,wiem nie będziesz zaskoczona. Ale "Kto... ", na podium na pewno się znajduje - szczególnie od momentu zniknięcia Pana od Czekolady. Apropo tego Pana, skoro o nim mowa, to liczyłam na jakąś wzmiankę co z tymi jego genami? Dał chłopak radę uradować pół świata czy też niestety misja się nie powiodła? Może jakiś epilog :P?
UsuńIlości kołder nie będę się czepiać - w sumie od przybytku głowa nie boli. Jedna, dwie co za różnica co ma być to będzie, co ma się zdarzyć i tak się zdarzy ;).
Od wczoraj dzwoni mi w uszach ta piosenka, uwielbiam takie połączenia ;). "Po drugiej stronie..." od razu skojarzyło mi się z Tobą i opowiadaniem, podobnie jak "Zapomnij o mnie" ... Dobra koniec prywaty w tym miejscu i czasie. Ale muzyka ekstra. Opowiadanie też. Do piątku.
Tego nie powiedziałam. Opowiadanie napisałam zgodnie ze swoją koncepcją, uwzględniłam w nim wszystkie te sceny, które chciałam pokazać, zakończyło się tak, jak od początku planowałam... Co nie zmienia faktu, iż uważam, że napisałam rzeczy lepsze. Choćby niekwestionowany lider 'wbrew'... Postawiłam wówczas poprzeczkę dość wysoko i ciężko mi teraz przeskoczyć na wyższy level. Potencjał miał też 'mezalians' ale nie chciało mi się wchodzić w szczegóły i rozbudowywać go, bo de facto miał być przerywnikiem.... Ale gdyby tak dołożyć tam kilka elementów, rozpisać więcej szczegółów i kilka wątków pobocznych, to powstałaby fajna historia.
Usuń'Zapomnij o mnie' jest na moim podium, 'kto'.... niekoniecznie. Aczkolwiek te opowiadania związane z Co-operą coś w sobie mają ;)
Epilogom mówię nie. Niezbyt lubię je pisać ;)
Poważnie uwielbiasz? Bardzo mnie to cieszy! Zwłaszcza, że mało jest ludzi mniej więcej w moim wieku którzy jarają się tego typu muzyką. :)
Do piątku :)
"Mezalians" był świetną historią, miał potencjał i nie ukrywam, że byłam zaskoczona , że miał tylko cztery części, ale takie prawa przerywnika ;).
UsuńCo do epilogu to szkoda ;), sama sobie dośpiewam przyszłość i stworzę historię o pewnych genach, to będzie bardzo ciekawa historia, jako że bardzo lubiłam Czekoladowego Chłopaczka i jego geny ;).
Poważnie. Poważnie. Jak najpoważniej. To prawda mało, ale są. Na szczęście :)
Do jutra :)
Amicus
OdpowiedzUsuńDziękuję za ten piękny a przede wszystkim szczęśliwy finał. Milewska w serialu nie była zbyt lotna i jeszcze pełna głupich porad, ale u Ciebie zabłysnęła inteligencją. Chociaż raz. Nie zawsze mimo starań i poświęceń doczekamy nagrody, ale tutaj wszystko się spełnia i kończy się tak jak powinno. Cudnie.
Pozdrawiam. :)
no chciałam ją tym razem przedstawić w lepszym świetle ;)
Usuńzresztą bak happy endu chyba byście mi nie wybaczyły
Pozdrawiam i dzięki, że wpadłaś :)
A ślub to gdzie, czy unieważnienie rozwodu? Albo choćby scena jak mówią o tym swojej rodzinie. Jest pięknie , ale mogło byc piękniej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam M.
a czy zawsze musi być ślub? Chyba najważniejsze, co ludzie chcą i co do siebie czują, a nie czy mają na to papier.
UsuńRodzina też nie jest najważniejsza. Trzeba być razem dlatego, że my tego chcemy, a nie dlatego, że tego oczekuje rodzina, przyjaciele.
Jeśli nie jesteś w pełni usatysfakcjonowana, to sorry. Taką miałam wizję i takie wymyśliłam zakończenie.
Pozdrawiam serdecznie :)
Kilka miesięcy temu narzekałam, że akurat na ten tytuł głosowałam w poprzedniej ankiecie, a teraz po czterech miesiącach okazuje się, że był bardzo dobry wybór! Kręcili się wokół siebie, niby razem żyli niby nie. Razem mieszkali, jadali, gotowali i pomyśleć, że gdyby nie Ala nadal mieliby oddzielne sypialnie ;). Nikt nie chciał tego zmieniać, udawali że nic się nie dzieje, że nic się nie zmieniło ale to nieprawda. Prawdą jest natomiast to, że się bali. W sumie to Ulka się bała, nie była gotowa a taka sytuacja jej bardzo odpowiadała - ale ile można? W końcu zaczęła pragnąć czegoś więcej niż tylko dotyk i całus w policzek, wiele przeszła i wie, że życie jest za krótkie i trzeba z niego brać garściami, szczególnie jak daje miłość, szacunek, bezpieczeństwo. Dureń Marek dostał nauczkę i szansę. Tylko koszul żal po się pogniotły i zamiast się cieszyć sobą trzeba będzie prasować :D. Świetne to było. Potrafisz pokazać emocje bohaterów, ich smutek ale i radość. Szapoba :D.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie, KaEm.
może jednak były lepsze. Jeszcze nie wiesz, co straciłaś ;)
UsuńUla pomoże mu prasować ;)
Staram się ukazywać te emocje. Czasem się udaje, czasem nie.... Różnie to bywa.
Dzięki za wizytę i obowiązkowy komentarz.
Pozdrawiam :)
Wróciłam z pracy, przeczytałam i idę na obiad. Dzięki za opowiadanie , było wspaniałe.
OdpowiedzUsuńPrawie trafiłam z tym ostatnim zdaniem. Zabrakło tylko słowa Marek. Jak pisałam wyżej cudne opowiadanie. Cały czas trzymające w napięciu i oczekiwaniu, kiedy Ula będzie gotowa na nowy/stary związek.
UsuńPozdrawiam i do piątku. Chyba ,że zgotujesz nam niespodziankę prędzej.
Najwięcej napięcia wprowadził chyba Artur ;)
UsuńPiątek to piątek i tego się będę trzymać.
Dzięki. Pozdrawiam
Jednak trafiłam , tak myślałam ze to będzie Alicja albo Józef, fajnie że ich połączyłaś, czas zatarł rany, po czasie na pewne rzeczy patrzy się inaczej i oni to zrobili i znów sa rodziną, a tak na marginesie to chyba polubiłam Artura , facet z wyczuciem zjawił się wtedy kiedy trzeba było pomóc Uli po zdradzie i zniknął kiedy nie był już potrzebny ( żartowałam ), czekam na kolejne opowiadanie, a mam pytanie kiedyś wstawiłas zapowiedź pt "Przeszłość" czy jest szansa że kiedyś to skończysz ,bo nie ukrywam że zainteresowało mnie ? pozdrawiam B.
OdpowiedzUsuńa jednak!!! No wreszcie zaczynacie się doszukiwać pozytywów w tej postaci :D
UsuńPoczciwy, dobry Artur! :D
Co do 'Przeszłości' to oczywiście, że jest szansa. Wstawiłam jeden pilotażowy odcinek, ale niestety ta historia przegrała właśnie z 'kto jak nie ty' w poprzedniej ankiecie. Teraz pojawiły się nowe, zapowiedziane już publikacje, ale obowiązkowo chcę do tamtego opowiadania wrócić... bo póki co jeszcze chyba nikt czegoś takiego nie prezentował, nie szedł w tę stronę i wierzę, że może Wam się spodoba. W każdym razie bardzo mi miło, że o nim pamiętasz.
Pozdrawiam :)
Pieknie i tak jak lubie... konczy sie dobrze.... zafundowalas mi drgawki przy tym 'tak'... no ale nadrobilas... dzieki... moje ckliwe serce jest totalnie usatysfakcjonowane... :) :) :)
OdpowiedzUsuńlubię trzymać w napięciu ;)
Usuńi cierpliwie doczekałaś końca :) bez domagania się końcóweczki... ;)
pozdrawiam
Witaj Amicus.Pozwól,że się jakowymś kijaszkiem podeprę -"harfa eolska .. po prostu cud jak z nut: liryka,liryka..tkliwa dynamika."Spodziewałam się jakiejś erupcji wulkanu,głosu Mingwana i nie wiem czego jeszcze, a tu niespodziewanka.Spokój i rozsądek.Fajnie.Należy im się ten spokój,zwłaszcza Uli.To chyba jedno z najlepszych Twoich (i nie tylko) opowiadań..Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńspokój i rozsądek na pewnym etapie życie są bardzo ważne ;)
UsuńNaprawdę tak sądzisz? Ja do końca tak nie czuję. Póki co zdecydowanie w mojej ocenie najlepsze było 'wbrew całemu światu' i jakoś nie potrafię wspiąć się wyżej i go przebić nową produkcją ;)
Pozdrawiam
A już chciałam napisać, że Ula jest niewdzięczna, choć gdzież z tyłu głowy wiedziałam, że będzie happy end. Ale jej się na żarty zebrało...widać, że wraca do formy i nie ma już wahań nastrojów - w końcu Marek dzielnie przy niej był, aby wyszła jak najszybciej :) Jednak i tak ją podziwiam, że zaufała raz jeszcze...Marek zasłużył, bo przez bardzo długi czas udowodnił, ze się zmienił :) Ale Ala i tak musiała jej pewne sprawy uświadomić-piękne!!!
OdpowiedzUsuńDzięki za to opowiadanie, za traumę zdrady, ale i radość zmiany i nawrócenia :)
Pozdrawiam
cóż... happy end zapowiadałam od dawna, więc zaskoczenia nie było...
UsuńGdyby Ula nie zaufała raz jeszcze, obawiam się, że część Czytelniczek chciałoby mnie zastrzelić ;)
dzięki za komentarze pod każdym rozdziałem. Pozdrawiam :)
Fajne zakonczenie, podoba mi sie, ze Ulka potrzymala Marka w niepewnosci do konca i oczywiscie z tego, ze jest happy end z Markiem :) czekam na kolejne opowiadanie :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńnie potrzymała w niepewności, tylko po prostu bardzo narwany człowiek jest i nie chciał wysłuchać do końca ;) a koniec był dla niego bardzo szczęśliwy ;)
UsuńKolejne opowiadanie startuje w piątek.
Pozdrawiam
Nie mogę wyjść z podziwu. To było takie piękne. Wiedziałam, że wrócą do siebie, ale ze w taki spektakularny sposób? Dalej jestem pod wrażeniem. A ta rozmowa Uli z Markiem-bezcenna. Ulka zrobiła go w "bambuko" :D czekam na kolejne opowiadanie, bo wszystkie już zakończyłaś :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i dzięki za komentarz pod moim opowiadaniem, Andziok :)
no niektórzy twierdzą, że mało spektakularny, bo nie było fajerwerków ;)
Usuńcoś się kończy.. coś się zaczyna ;)
zawsze komentuje, jak tylko mam czas
pozdrawiam :)
Podtrzymuje swoje słowa,mam coś z czarownicy.Niech żyje przytulańsko i miłłooość...... Chapeau bas.......AMICUS..
OdpowiedzUsuńPozdrawiam...
a kiedyś na wiejskich weselach śpiewało się 'niech żyje wolność i swoboda'. Czasy się na szczęście zmieniają. ;)
UsuńDzięki za wizytę. Pozdrawiam :)
Opowiadania "kto, jak nie ty" pokazuje jak z biegiem lat w naszym życiu przewijają się różne gamety odcień miłość. Jak człowiek zmienia się pod wpływem różnych przykrych, smutnych doświadczeń. Musi ponieść konsekwencje swoich czynów. Żałuje za swoje błędy, ale też się na nich uczy, wyciąga wnioski, dojrzewa emocjonalnie. Ostatnia cześć zrobiła na mnie największe wrażenie, ponieważ nie spodziewałam się takiego zakończenie. choć , gdzieś tam liczyłam na happy end,ale w trochę innej formię. Z niecierpliwością czekam na koleje opowiadania. Jestem trochę zawiedziona, ponieważ liczyłam na pierwszą z planowanych publikacji opowiadanie "Ukryta prawda", ale poczekam. Jak to mówią nie chwal dnia przed zachodem słonica. Może opowiadanie "Dwa plus dwa" też będzie fajne. Pozdrawiam Natalia
OdpowiedzUsuńChciałam, żeby to opowiadanie było życiowe... i najwyraźniej mi się udało. Nie chciałam pisać bajki rozpoczynającej się od zdrady idealnego Marka, idealnej, szybko wybaczającej Uli w imię miłości i dobra dzieci. Chciałam pokazać trudności, ludzkie rozterki, uczucia. I to, że nigdy nic nie jest ani białe, ani czarne. Życie jest pełne szarości. Niestety, a przez to jest bardziej skomplikowane.
UsuńW jakiej formie? Chętnie poznam Twoją opinię.
Ukryta prawda będzie jako ostatnia, tak przewrotnie. Zresztą mam wiele zastrzeżeń co do wiarygodności tej ankiety. W życiu wśród komentarzy nie ujawniła się nawet połowa głosujących... więc coś jest chyba na rzeczy
Mam nadzieję, że będzie.
Pozdrawiam serdecznie :)
Odpowiedzi na twoje pytanie najprawdopodobniej otrzymasz w piątek wieczorem- jak będę miała czas, lub w sobotę rano. Żeby nie robić zamieszania na twoim blogu odpowiem e-mailowo.Pozdrawiam Natalia
UsuńPs. Liczę na to, ze tak będzie :)
ok. czekam na wiadomość :)
UsuńAmicus
OdpowiedzUsuńPięknie zakończyłaś tą historię. Najważniejsze, że Ulą podjęła ostateczną decyzję na dalsze jej życie. Ich synowie napewno będą szczęśliwi widząc, że ich rodzice się kochają i chcą być razem. Tak myślałam, że ślubu nie bd bo przecież wcześniej był rozwód. Zwyciężyła miłość.na początku nie chciałam aby ona mu kiedykolwiek wybaczyła ale jakiś czas temu zmieniłam zdanie.chyba wtedy gdy Ula była w szpitalu i jak zajmował się dziećmi.potem zniknął Artur na początku mi nie przeszkadzał do momentu gdy zapragnął dziecka z Ulą.ona nie była na to gotowa.Po ostatnich dwóch rozdziałach przeczytałam, że być może do siebie wrócą. I teraz widzę., że intuicja mnie nie zawiodła.czekam na nowe opowiadanie. Pozdrawiam
Najważniejsze, że Ula zrobiła to dla siebie, a nie dla dzieci. Związki z miłości są dużo lepsze niż te z rozsądku.
UsuńNowe opowiadanie startuje w piątek. Już teraz zapraszam! Pozdrawiam :)
Przepraszam, że dopiero dziś komentuję, ale miałam zwariowany tydzień, przeczytałam zakończenie tej historii na szybko w poniedziałek, a dziś dopiero mogłam na spokojnie przeczytać jeszcze raz:), piękne zakończenie, w końcu upragniony happy end:), Marek w końcu dopiął swego, cierpliwością i miłością i oddaniem:), dalej można sobie do opowiedzieć, że żyją długo i szczęśliwie:), chodź jakbyś miała wenę na jakiś epilog:), to na pewno też byś taką ich sielankę po tych wszystkich perypetiach pięknie opisała:) Pozdrawiam serdecznie i lecę do nowego opowiadania Kasia
OdpowiedzUsuń