KaEm się dopytywała pod ostatnią cześcią, czy skończymy 'Mezalians' przed moim urlopem...
Specjalnie dla Niej chyba tak! ;) Enjoy!
‘Dureń, idiota, ćwierćinteligent’
wyrzucał sobie przez cały czwartek. Marek Dobrzański najzwyczajniej w świecie
się bał. Odczuwał niepokój, że Ula po prostu nie przyjdzie. W minioną środę
w przypływie stresu, ale i euforii, że pojawiła się w jego domu, oczywiście zapomniał
poprosić ją o numer telefonu. ‘Trudno, jak nie przyjdzie zacznę od początku.
Będę próbował do skutku’ obiecał sobie. Cały czwartek i piątek przemierzał
firmowe korytarze, jak burza ciskając piorunami, a pracownicy, kiedy tylko mogli schodzili
mu z drogi. Jedynie Olszański odważył się zajrzeć w paszczę lwa i odwiedził
przyjaciela w porze lunchu.
- Siema stary, co ty taki
wściekły? – dopytywał wygodnie rozsiadając się na kanapie – Najpierw fundujesz
mega wyżerkę, a później opieprzasz każdego po kolei za pięć minut spóźnienia i
niewyraźny podpis.
- Umówiłem się na randkę –
Sebastian zrobił wielkie oczy
- Jest aż taka brzydka?
- Co? – burknął
- Pytam czy jest aż taka brzydka,
że wizja randki powoduje u ciebie stres i napięcie mięśni. Gdyby była piękna,
byłbyś teraz podniecony perspektywą udanego wieczoru, a nie wykluczone, że i
nocy – w zabawnym geście poruszał brwiami góra-dół. Marek wywrócił tylko oczami
- Boję się, że nie przyjdzie. A
ja nie mam jej numeru telefonu – rzekł jakby lekko zawstydzony
- No to powiedz wujkowi
Sebastianowi kogo wyrwałeś… Córkę Jagodzińskiego, czy tego reżysera? Jak jej
tam było, Arleta?
- Żadnej w wyżej wymienionych.
Poza tym nie chcę na razie o tym rozmawiać, żeby nie zapeszyć – uciął – Sorry,
ale robotę mam – spojrzał wymownie na stos dokumentów
- Kumam. To udanego wieczoru
gołąbeczku – Sebastian śmiejąc się głośno posłał mu powietrznego buziaka.
Dobrzański pokręcił tylko głową z powątpiewaniem.
Już trzeci raz poprawiał
ustawienie swojego kieliszka. Czas dłużył mu się niemiłosiernie. Po chwili jego
uwagę przykuły spinki przy mankietach. Kręcił nimi, dociskał. Musiał czymś
zająć ręce, bo wiedział, że za chwile zwariuje. Zarezerwował stolik dyskretnie
położony tuż przy oknie, nieco oddalony od głównej sali i wyjścia z kuchni. Wreszcie
się pojawiła. Uśmiechnął się w myślach stwierdzając, że dobrali się idealnie.
On postawił na dopasowany, granatowy garnitur i białą koszulę. Zrezygnował z
krawata, by wyglądać bardziej swobodnie, mniej oficjalnie. Ona również wybrała
granat. Sukienka przed kolano, na grubych ramiączkach idealnie podkreśla jej
smukłą talię i nie za duży, nie za mały biust. Gdy tylko ją dostrzegł zerwał
się z miejsca i chwycił bukiet chabrów. Długo nie mógł się zdecydować na
odpowiednie kwiaty.
- Dobry wieczór – przywitała się
z delikatnym uśmiechem. Widział, że jest spięta. Niepewnie stawiała każdy krok.
- Będzie bardzo dobry, bo
zdecydowałaś się przyjść – podał jej bukiet, wpatrując się w nią zachwyconym
spojrzeniem – Są w kolorze twoich oczu – szepnął. Spuściła wzrok zawstydzona.
Kelner już chciał odsunąć jej krzesło, gdy gestem dłoni dał mu znak, że sam się
tym zajmie.
- Proszę zająć się kwiatami –
rzekł dość chłodno – I na początek poprosimy butelkę Sancerre La Moussiere
rocznik dwa tysiące dwanaście – kelner skłonił się nisko i odszedł z bukietem. Celowo
przyjechał taksówką. Po pierwsze by móc napić się z nią wina, po drugie by jej
nie spłoszyć. Zdecydowanie nie wyglądała na kobietę, która spojrzy na niego przychylniej,
gdy ujrzy jego bajecznie drogie Maserati.
- Dziękuję ci, że jednak nie
zrezygnowałaś. Bałem się, że weźmiesz mnie za wariata i zdezerterujesz –
przyznał – A ja wciąż nie mam twojego numeru – skrzywił się – I znów musiałbym
posunąć się do podstępu i zorganizować przyjęcie – chciał ją nieco rozbawić, by
się rozluźniła. Udało mu się. Roześmiała się ukazując swoje białe zęby.
- Każdy ma w sobie coś z wariata
- To na co masz ochotę? – zerknął
w menu
- Zdaję się na ciebie – odparła przyglądając
mu się z zaciekawieniem i ewidentną przyjemnością. Posłał jej tajemniczy
uśmiech i skupił się na wyborze odpowiedniego dania. Zaśmiał się w duchu. ‘Przez żołądek do serca?’ pytał sam siebie.
Spędzili uroczy wieczór.
Opowiadała mu o sobie. O swojej rodzinie mieszkającej w Rysiowie. O swoim o
osiem lat młodszym barcie, o ojcu, i o matce pediatrze, która zmarła sześć lat
temu. Opowiadała o swojej pracy, zainteresowaniach. On rewanżował jej się tym
samym. Miał wrażenie, że jeszcze nigdy, nikomu w ciągu trzech godzin nie
powiedział tak dużo o sobie. Ale prawda jest taka, że oboje świetnie się czuli
w swoim towarzystwie i kompletnie nie czuli upływającego czasu. Pozwoliła mu
się odwieźć do domu. Wynajmowała wraz z koleżanką z Rysiowa dwupokojowe
mieszkanie na Gocławku.
- Dziękuję ci za podwiezienie –
rzekła, gdy stali przed wejściem do jej bloku, a nieopodal czekała na niego
taksówka – I za cały wieczór. Było bardzo miło – uśmiechnęła się delikatnie i
szepcząc ‘dobranoc Marek’ – ruszyła w stronę drzwi
- Ej, ej, ej – chwycił ją za rękę
i mocno splótł ich palce – Dokąd to? – spytał z udawanym oburzeniem. Roześmiała
się - Ja cię nie puszczę, dopóki mi nie powiesz, kiedy znów się zobaczymy. Masz
jakieś plany na jutro? – szybko miejsce rozbawienia zajęła poważna mina – Może teatr,
skoro dawno nie byłaś. Jest jakaś nowa sztuka w Polskim - Przyglądała mu się
przez chwilę w milczeniu
- Marek – westchnęła – spędziłam
z tobą naprawdę świetny, piątkowy wieczór, chyba najlepszy w moim życiu, ale
oboje wiemy, że to nie ma sensu
- Co? – zmarszczył brwi nie
rozumiejąc do czego zmierza
- Nasza znajomość – odparła spoglądając
w jego szare, wpatrzone w nią z nadzieją oczy
- Bo - ponaglił ją oczekując
wyjaśnień
- Bo kompletnie do siebie nie
pasujemy. Żyjemy w dwóch różnych światach – rzekła z nutą goryczy – Ty jesteś
prezesem wielkiej firmy, ja kelnerką, która mieszka w czterdziestometrowym,
wynajętym mieszkaniu w bloku w wielkiej płyty – słuchał jej uważnie, przecząco
kręcąc głową
- Gdybyśmy do siebie nie
pasowali, nie spędzilibyśmy cudownego wieczoru, nie przegadalibyśmy trzech
godzin, które dla mnie były ledwie kwadransem – kciukiem masował wnętrze jej
dłoni - Gdybyśmy do siebie nie pasowali, nie miałbym ochoty na następne
spotkanie, a później kolejne i kolejne. To jak będzie z tym teatrem? – nie dawał
za wygraną. Sięgnęła do czarnej kopertówki i wyciągnęła niewielki kartonik, na
którym starannie było zapisane dziewięć cyfr i swoje imię. Podała mu świstek, a jego
oczy się śmiały.
- Jutro obiecałam tacie, że
przyjadę do domu. Ale niedzielę mam wolną
- Dziękuję. Będę pilnował, jak
oka w głowie – w zabawnym geście chuchnął na kartonik i schował do wewnętrznej
kieszeni marynarki – Dobranoc – puścił jej palce, by po chwili tą samą dłonią
lekko podnieść do góry podbródek i krótko musnąć jej usta. Po chwili obserwowała, jak z tajemniczym uśmiechem wsiada do taksówki.
Nastrój prezesa zmieniał się, jak
w kalejdoskopie. Po chmurze gradowej z końca tygodnia nie było śladu. W
poniedziałkowy ranek Marek Dobrzański wysiadł z windy na piątym piętrze z
szerokim uśmiechem na twarzy i wyraźnie zadowolony witał każdego napotkanego
pracownika. Odbierając pocztę od Ani nawet wesoło pogwizdywał, by na koniec
puścić recepcjonistce oczko. Po firmie w mgnieniu oka zaczęły krążyć plotki, że
prezes jest chyba uzależniony od substancji w Polsce zakazanych, bo jego
zmienne nastroje ewidentnie wiązano z dopalaczami lub miękkimi narkotykami. Więksi
plotkarze snuli tworzyli teorie, co się stanie z firmą, gdy Marek zostanie
wysłany na odwyk, a nie będzie go mógł zastąpić Krzysztof, który regeneruje
siły w szwajcarskim kurorcie.
- To kiedy ślub? – do jego
gabinetu wpadł wyraźnie podekscytowany Olszański
- Weź zejdź ze mnie i znajdź
sobie jakiś inny obiekt do drwin – westchnął. Przyjaciel zaczynał wyprowadzać
go z równowagi. Nie miał na razie ochoty dzielić się z nikim opowieściami o Uli
- Ja się tylko o ciebie martwię –
udał zasmucenie - Chodzą plotki, że jesteś dziś na niezłym haju. Ja naprawdę
chciałbym poznać tą, która tak ci zawróciła w głowie
- Spokojnie. Będziesz moim drużbą.
To ci mogę obiecać – rzucił na odczepnego i chwycił do ręki telefon chcąc
pozbyć się przyjaciela z gabinetu.
Amicus ozłocę Cię. KaEm.
OdpowiedzUsuńprzyjmuję przekazy, przelewy i sztabki złota w paczkach pocztowych :D
UsuńWyślę kurierem :). KaEm.
Usuńok. czekam! :))
UsuńUwielbiam Cię !!!! Nie wiem czy to wiosna tak na Ciebie wpłynęła czy coś innego.....ważne,że są "marchewki". Marek jest zdeterminowany i dąży do celu, Ulka zachowuje się asekuracyjnie, boi się , ma rację to są zupełnie inne światy, które przy odrobinie dobrej woli pewnie da się połączyć , cóż dodać -akcja się rozwija w dobrym kierunku, czekam na cd., pozdrawiam B.
OdpowiedzUsuńPS. pomimo ogromnej sympatii do nowego opowiadania, mam nadzieję że nie zmieniłaś zdania i "Przyjaźń..." będzie w piątek ?B.
Usuńraczej możliwość wygospodarowania odrobiny wolnego czasu ;)
Usuńpotwarzam po raz enty - 'przyjaźń' jutro zgodnie z zapowiedziami ;)
Pozdrawiam
Ula kelnerką? Trudno uwierzyć, chyba że kłamie i chce wystawić uczucia Dobrzańskiego na próbę. A w tym tempie publikacji , to pewnie niedługo dowiemy się. Może jeszcze przed Niedzielą Palmową.
OdpowiedzUsuńA co do publikacji , to ja ciągle czekam na Kto nie jak ty. Naprawdę nie da sie przyspieszyć choć troszkę. Bardzo, bardzo proszę.
jak może kłamać skoro poznali się, gdy roznosiła szampana podczas przyjęcia u Dobrzańskiej?
UsuńNo przed Palmową to raczej wątpię
'Kto..' było zapowiadane na przyszły tydzień i tego się trzymam
Pozdrawiam
Może Ula nie mogła dostać pracy w swoim zawodzie i z braku laku została kelnerką. I zdziwiło mnie to ,że jej mama była pediatrą. Chociaż u mnie była kiedyś rehabilitantką.
Usuńa kim była jej matka naprawdę? Ja nie wiem, bo nigdy nie udało mi się zobaczyć pierwszych 60-70 odcinków...
UsuńChyba nie było powiedziane, ale ojciec co kojarzę to był stolarzem.
UsuńAmicus,dopiero skończyłam skrobać pod drugą częścią a tu już następna.Super! .Jestem ciekawa,czy Marek wytrwa.No i co zrobi nasza "kobita z II B " jak się dowie o nowej znajomej swojego syna.Martwi mnie tylko,że to tempo jest podyktowane jakimś "suchym "tygodniem,czy cuś???.Pozdrawiam. Bardzo czekam na "Kto,jak nie TY"
OdpowiedzUsuńha! widzisz jakie narzuciłam tempo :D
Usuńoooo dowie się już w następnej części ;D
tempo podyktowane jest lekkim oddechem w pracy i w życiu ;)
pozdrawiam
Kto koło połowy przyszłego tygodnia ;)
A jednak środa :D...choć może i jutro będzie...uwielbiam Cię!!!kochana...taki uroczy Marek, taki uroczy wieczór...normalnie....wiosna w pełni...Amicus ma wenę...i rozpieszcza nas:) dziękuję :)!!!! czekam na cd...jak nie wiem co...*******
OdpowiedzUsuńnie, dziś nie będzie ;) nie chcę Was rozpuścić :P
UsuńAmicus nie ma weny, Amicus ma czas!
Pozdrawiam
Wspaniale czyta się to opowiadanie, choć bardzo cenię sobie historie, w których próbujesz przekazać ważne i aktualne zjawiska społ. i rodzinne, łącząc je z losami ulubionych bohaterów, Twoje poczucie humoru jest niezwykle zaraźliwe; wujek Sebastian, koniecznie na haju jest zdecydowanie moim ulubieńcem. Fajnie jest po ciężkim dniu móc przeczytać coś intrygującego, zabawnego i nietuzinkowego. Również dziękuję za marchewki!
OdpowiedzUsuńto też jest ważne zjawisko społeczne i aktualne. Jak wiele jest rodzin, które uważaja się za niemal arystokrację i nie pozwalają do niej wejść 'niższemu gatunkowi'.
UsuńJa dziękuję za wizytę i wpis.
Pozdrawiam :)
Amicus! Uwielbiam Cię.
OdpowiedzUsuńChyba czytasz mi w myślach, właśnie zastanawiałam się jak jutro znaleźć chwilę na przeczytanie i komentarz a tu problem z głowy - III jest jeszcze dzisiaj.
Jestem zachwycona tym Markiem ale to już wszyscy wiedzą. Powiedzieć, że jest idealny to mało. Mam nadzieję, że wystarczy mu siły i determinacji żeby w przyszłości wygrać z szaloną Heleną - bo taka konfrontacja musi nastąpić skoro ma taką Mamusię. Ale w sumie jest idealny, mądry i skuteczny, posiada spore doświadczenie w postępowaniu z Mamusią także da sobie radę. Musi :).
Ale od początku, najprościej mówiąc: Marek Dobrzański się zakochał :). Tak po prostu, nagle, niespodziewanie. Poznał wreszcie co to za uczucie te słynne motyle w brzuchu, o których marzył. A to wszystko dzięki niepozornej i skromnej Uli. Jaki on jest uroczy gdy się denerwuje przed tym spotkanie, jak się komplementuje trafnymi określeniami :D, jak jest taki niepewny, jak czeka zniecierpliwiony. Dobrze, że miał spinki :). Przeżywa to spotkanie jakby nigdy nie był na randce, co ta miłość robi z ludzi ;). Faktycznie trafiła go strzała Amora. Kurde jaki fajny gość. A tymi chabrami to mnie tak kupił że zgodziłabym się na wszystko. No prawie wszystko ;).
Marek zdaje sobie sprawę z tego, że Ulka może go wziąć za wariata, ale potrafi rewelacyjnie rozładować atmosferę. Taki pozytywny, zakochany wariat. Fantastycznie się razem czują, dogadują, wbrew obawom mają mnóstwo wspólnych tematów. Spędzają razem fajny wieczór, Marek utwierdza się w przekonaniu, że Ulka jest wyjątkowa, ona natomiast zdaje sobie sprawę, że mimo tego jak wiele ich łączy równie wiele ich dzieli. Chociaż w sumie dzieli ich tylko zasobność portfela i stan posiadania. Tylko albo aż. Chyba najprostsza a jednocześnie najtrudniejsza przeszkoda. Bo tu wszystko zależy od podejścia. A Marka podejście jest bardzo zdrowe. Dla niego apartament, zegarki, maserati to rzeczy nabyte, luksusowe ułatwiające życie ale nabyte. Dla niego tak ale dla Helenki zdecydowanie nie. Kurde żyjemy w XXI a nie XIX wieku gdzie pochodzenie i ilość posiadanych dóbr miało znaczenie! Matko jaką ta kobieta ma moc - nie ma o niej nawet słowa w rozdziale a wszystkie rozważania się do niej sprowadzają. Kobieta na siłę przebicia. Wredota zawsze się przebije.
Marek nie afiszuje się tym co ma, przynajmniej jakoś specjalnie tego nie robi. Wprost przeciwnie swojej luksusowej zabawki nie zabiera na randkę bo wie, że Ulce tym nie zaimponuje wprost przeciwnie tylko pogorszyłby sprawę, a to ostatnia rzecz jakiej by chciał. Pożegnanie po kolacji to kolejna scena, która rozwaliła mnie na łopatki. Zależy mu na kolejnych spotkaniach, jest nią zauroczony i zdeterminowany. A ona no cóż jest pod jego wrażeniem (trudno nie być), też jest zauroczona ale zdaje sobie sprawę jak z dwóch różnych światów pochodzą dla niej to problem - dla niego żaden. A każdy dzień bez niej uważa za stracony. Co za typ. Ale ma jej numer teraz będzie mógł zadzwonić :). Kolejna randka za nimi, kolejne przed nimi. A Sebastian jak zwykle bystry i inteligentny inaczej. Ale za to ma szansę zostać drużbą kiedyś :). Troska pracowników o szefa wzruszająca, wiosna w sercu Marka widoczna gołym okiem a zmienność nastrojów typowa dla zakochania w fazie początkowej. Jestem zachwycona i rozpieszczona w tym tygodniu wyjątkowo. Ale nas raczysz prezentami. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłyśmy ale już się boję kary. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję :).
Widzę, że poszłam na rękę nie tylko KaEm, ale i Tobie :) Widzisz, jak ja Ci ułatwiam życie :D
UsuńHela już w następnej cześci. Tamten rozdział to dopiero zdominuje :D
Kij będzie od czwartku. Biorę urlop!
Dzięki Ci za każde zdanie w tym komentarzu, który jak zwykle sprawił mi wiele frajdy. Pozdrawiam i do jutra! :)
Zdecydowanie ułatwiasz mi ten ziemski byt. Wielkie dzięki :).
UsuńHelena i kij w jednym tygodniu co za niefart. Co za zabójcze połączenie. Będzie bolało ale poczekamy ;).
Do jutra ;).
Helenka i kij to taki bonus z okazji wiosny i świąt i ciepełka ;)
UsuńAmicus chyba inaczej rozumiemy słowo "bonus" :D.
UsuńNo tego się nie spodziewałam :) Że cd. mezaliansu pojawi się już w srodę, w sensie :) Akcja rozwija się w dobrym kierunku, Marek jest cudowny i nic dziwnego, że Ula chce się z nim spotykać, mimo że "pochodzą z różnych światów". Jak ja lubię twoje opowiadania i takie niespodzianki, droga Autorko! Już nie mogę się doczekać dalszego ciągu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. A.
Lubię Wam robić niespodzianki! :)
UsuńCiąg dalszy po weekendzie.
Pozdrawiam
oooo... super.... kiedy ciag dalszy bo tchu brakuje... Przechodzisz sama siebie... :)
OdpowiedzUsuńCzekam.... i juz nawet koncoweczki nie chce tylko zwykly ciag dalszy ...
Lectrice, a już myślałam, że porzuciłaś mojego bloga ;) Miło mi, miło, że jednak wpadasz :)
UsuńTempo zabójcze przed urlopem.
Co się z Tobą dzieje????? Martwię się. Nie chcesz końcówki? Czyżbyś brała te same dopalacze co Dobrzański? ;)
Pozdrawiam
upajam sie rozwojem sytuacji... juz nawet koncoweczka nie jest potrzebna... taka z Ciebie czarodziejka... :) :)
UsuńNie poznaję Cię. Dalszy rozój sytuacji po weekendzie. Dziś wieczorem 'przyjaźń' ;)
UsuńWybacz mój bardzo oszczędny poprzedni komentarz, ale mnie zamurowało. Ale już odzyskuje świadomość :).
OdpowiedzUsuńZa kolejne marchewki,
Za ćwierćinteligenta,
Za granatowy garnitur i chabry,
Za niepewnego Marka,
Za jego mało błyskotliwe pytania "co?" i "bo?",
Za jego wyjaśnienie dlaczego pasują do siebie,
Za odwagę Sebastiana :)
Wielkie dzięki. Sprawiłaś mi wielką niespodziankę. Na środę się dopiero na imprezę szykowałam a tu już mamy romans :). Markowa troska, determinacja i zabieganie o Ulkę rewelacyjne. Facet ewidentnie się zakochał. I w nosie ma, że są z dwóch światów czy to takie ważne? Znam ludzi dla których to priorytet i nie mówię o Heli. Ale na szczęśliwych ich dzieci nie wyglądają. Ulka jest mądra, inteligenta a czy fakt, że jest kelnerką coś znaczy? Czy to, że nie jest prezesem banku i córką właściciela salonu samochodowego i nie ma na imię Vanessa sprawia, że jest gorsza. Na szczęście dla Marka nie. On chce się nią opiekować, spędzać z nią czas, nie z wyrachowania ale z sympatii. Ta jej "zwykłość", normalność, znajomość normalnych warunków życia sprawia, że jeszcze bardziej go interesuje. Nie jest zepsuta, zmanierowana. Inteligenta, piękna kobieta a że nie ma kiecki od Diora to co? Jedno wielkie nic. Rewelacyjnego Marka stworzyłaś. Uwielbiam to story. I marchewki ;). Dziękuję.
Pozdrawiam, KaEm.
Rozwaliłaś mnie na łopatki tą swoją wyliczanką :)
UsuńJa uważam, że największym problemem jest jej imię. Takie zwykłe, pospolite! :D
Kieckę od Diora zawsze jej może kupić Dobrzański ;)
Ja też lubię takiego Marka :D
A kij też lubisz? :P
Pozdrawiam :)
W sumie nie ma problemu którego nie da się rozwiązać - imię zawsze można zmienić - Vanessa Cieplak na przykład :D.
UsuńPod poprzednią częścią wspomniałaś, że ten Marek jest idealny a nie taki jak "Wbrew..." mam nadzieję, że to nie oznacza, że przestraszy i podporządkuje się Mamusi? Nie będzie mami synkiem prawda? Póki co nie jest można więc oczekiwać, że to się nie zmieni. Plisss.
Kije czy lubię, to zależy od kija :). Jeśli opuścisz nas tylko na tydzień to jakoś przetrwam. Znaczy postaram się. Do jutra. KaEm.
Vanessa Cieplak brzmi egzotycznie :D (czyt. właściwie)
Usuńsą różne wymiary idealności ;) tamten był bardzo zdecydowany, ten również jest, ale i nuta w nim takiej.... nieporadności? nie wiem czy to dobre słowo, ale mam nadzieję, że łapiesz o co mi chodzi ;)
tylko na tydzień. taki króciutki, tyci, tyci
Do wieczora! :)
A to jeśli tyci, tyci to ok, jesteś usprawiedliwiona. Zostanie to wybaczone :).
UsuńŁapię, łapię ... chyba. Zresztą niebawem się okaże ;).
Do potem ;). KaEm.
Uwielbiam takiego Marka trochę szalonego, zdesperowanego (tu chodzi mi o numer telefonu Uli) i przede wszystkim szarmanckiego. Cieszę się, że nie wpadł na pomysł kolejnego bukietu róż, ale właśnie chabrów tak bardzo przypominających kolorem jej ładne oczy.
OdpowiedzUsuńMyślę, że Uli to zachowanie Marka i ta atencja względem niej bardzo przypadły do gustu, bo z całą pewnością doświadczała takich rzeczy pierwszy raz w życiu lub niezwykle rzadko. Sama siebie ma pewnie za dziewczynę niezwykle skromną, choć bez ambicji ułożenia sobie życia z człowiekiem, który stoi znacznie wyżej od niej w hierarchii społecznej ze względu na posiadany majątek. To głównie dlatego uważa, że te spotkania z Dobrzańskim nie będą miały sensu, bo są zbyt różni. Tu bardzo podoba mi się postawa Marka i ta wyliczanka mająca jej uświadomić, że pozycja społeczna jest tu kompletnie bez znaczenia skoro tak świetnie im się rozmawia i nadają na tych samych falach.
Spotkania z całą pewnością będą, bo on mając już teraz jej wizytówkę z numerem komórki na pewno nie odpuści. Bardzo jestem ciekawa dalszego ciągu szczególnie, że zaintrygował mnie koniec rozdziału i ta deklaracja Marka, że Olszański na pewno będzie jego drużbą. Czyżby Dobrzański zauroczony urodą i charakterem Uli wybiegał myślą już tak daleko?
Pozdrawiam. :)
dziękuję Ci Małgosiu za wizytę i długi komentarz.
UsuńStwierdziłam, że róże są przereklamowane, a akurat ten Marek może się bardziej wysilić i coś wykombinować ;)
Marek do początku jest Ulką zachwycony, ona jest nim oczarowana.... coś z tego będzie. A czy ślub? Może to i pierwsze plany, a może zwykła chęć pozbycia się wścibskiego Olszańskiego ;)
Pozdrawiam
A kiedy dalsze części kto jak nie ty i przyjaźni z bonusem? ?? przecież nie mogę już wytrzymac
OdpowiedzUsuńNo i 'przyjaźni' dziś nie będzie. Jutro też nie. Najpewniej przez jakże 'uroczego' sąsiada i jego wiertarkę zostałam pozbawiona sieci, technik będzie w poniedziałek, a przez smartfona rozdziału nie dodam. Także sorry, siła wyższa. Proszę o chwilę cierpliwości, a czeka Was bardzo dobry tydzień - z przyjaźnią, kto i mezaliansem.... o ile fachowcy się ogarną. Trzymajcie za nich kciuki! I za sąsiada też!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Amicus
to może jakieś streszczenia.
Usuńnormalnie sąsiadowi skopać tą część ciała , gdzie się plecy kończą, przecież ja tu usycham !!!!!! B.
UsuńChetnie się dołączę do kopania... zwłaszcza że do końca miesiąca muszę wysłać pracę zaliczeniową ma studia... i oby w poniedziałek sieć hulała..... amicus
Usuńwidzę, że sytuacja jest poważna i komplikuje Ci życie, gdybyś bliżej mieszkała to bym Ci użyczyła trochę fal internetowych, a tak pozostaje tylko wierzyć w fachowców i ich moc naprawczą, pozdrawiam B.
UsuńAmicus:) szybkiego powrotu do nas przez internet...!!! Ale cóż, możemy poczytać historie sprzed lat dla ukojenia bólu... :D
OdpowiedzUsuńJakis pozytyw... w tym wszystkim... amicus
UsuńDobre! Prima aprilis jest dopiero we środę.
OdpowiedzUsuńMoje poczucie humoru jest nieaktywne... :/ amicus
UsuńZaraz wyślę drugiego kuriera tym razem do sąsiada z niespodzianką! Ale skoro następny tydzień będzie owocny :D.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, KaEm.
Nową wiertarke? Amicus
UsuńMiałam trochę inny pomysł ... czy chcesz powiedzieć, że oprócz tego, że zabrał sieć to i wiertarce odebrał życie? Fachowiec, że tak zażartuję. KaEm.
UsuńWiertarka niestety pracuje.. burząc mój spokój do 21:15 :/
UsuńJeżu to jakaś nie najszczęśliwsza kumulacja i niesprawiedliwość. Gdyby się dało to kurierem i sieć bym wysłała. KaEm.
UsuńFajne opowiadanie,ogólnie cała historia mi się podoba.Ale jak to już wspominałam chętnie poczytałabym o brzydkiej Ulci(chociaż miniaturke)ale to ty tu rządzisz i ty wybierasz co pisać.Poza tym wiem że trzeba skończyć obecne opowiadania.Czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam GOZDI ^.^
Amicus poinformuj sąsiada,że może otworzyć okna. Robienie dziur w ścianach to nie jest najlepszy sposób na wietrzenie.
OdpowiedzUsuńsłuszna uwaga... niby się tłumaczył, że remontuje przedpokój, ale chyba jednak chciał posprzątać i przewietrzyć przed świętami... Amicus
UsuńMożemy się spodziewać dzisiaj przyjaźni?
OdpowiedzUsuńKiedy przyjaźń? Czekałam cały weekend i więcej nie zniose :)
OdpowiedzUsuńno tak, życie to nie bajka, musiało się schrzanić bo przecież nie było by tak piękne, że jest tyle notek na raz :( czekam z niecierpliwością
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Andziok
No dobra idę spać. Cały dzień czekałam na jakiś wpis, ale nie ma i nie ma. A mój wewnętrzny zegar jeszcze się nie przestawił , więc jutro pobudka co by nie było ok. 4.30
OdpowiedzUsuńa miało być tak pięknie "Przyjaźń..." i pozostałe , a tu straszna posucha i nie ma nic, wielka szkoda .
OdpowiedzUsuńCzekam, czekam i nic? Miał być już wczoraj! Kiedy jakaś notka?
OdpowiedzUsuńAmicus nie rób nam tego, odezwij się chociaż i powiedz kiedy następną notka
OdpowiedzUsuńWitajcie,
OdpowiedzUsuńmachanie szabelką i pretensje do mnie naprawdę na niewiele się zdadzą... Zresztą zabawne, że zwykle najgłośniejsi i najmniej mili i taktowni są ci, którzy zwykle siedzą cicho, nie komentują i udają, że ich nie ma.
Notka być może będzie dziś. Wczoraj nie udało się usunąć usterki. Monteży mają być ponownie dziś o 18. Oby dziś ich wizyta zakończyła się sukcesem, bo blog blogiem, ale praca i studia też czekają.
Pozdrawiam,
Amicus
Tupię nóżką na sąsiada ... :(
OdpowiedzUsuńAgata
Sąsiadowi trzeba urwać głowę.
OdpowiedzUsuńAmicus, cierpliwość co niektórym się przyda szczególnie w Wielkim Tygodniu. Tymi się akurat przejmować nie musisz :). Spokojnie poczekamy aczkolwiek współczuję Ci tego oderwania od świata. Smartfon to jednak nie wszystko. Trzymaj się i trzymam kciuki. KaEm.
Ja też o dziwo czekam cierpliwie i mocno pozdrawiam...oby udało się wreszcie odzyskać necik :) właśnie myślałam o Twoich studiach i pracy, którą miałaś dosłać... powodzenia :)
OdpowiedzUsuńmoże zaczniesz od Kto jak nie ty.
OdpowiedzUsuńProszę, najpierw przyjaźń :***
UsuńA ja wolę moją Mamę.... Ludzie weźcie coś na wstrzymanie dajcie dziewczynie czas na ogarnięcie codzienności. Jak będzie miała możliwość to coś doda. I zamiast się domagać gdy czegoś nie ma to doceniajcie wtedy jak jest - widzę, że komentarze pisać umiecie, więc..... Amicus trzymaj się, cierpliwości :).
OdpowiedzUsuń