Nerwowo przerzucał kartki
jakiegoś kolorowego magazynu, o tytule którego nie miał nawet pojęcia. Co
chwila spoglądał na nowoczesny, designerski zegar ścienny kultowej, hiszpańskiej
marki, który w ubiegłym roku, podczas wakacji kupił za osiemset euro. Był
dumą i chluba pana domu i zajmował honorowe miejsce w salonie. Tak, Marek
Dobrzański miał bzika na punkcie dobrych i drogich zegarków. Lecz w tej chwili
przeklinał w myślach to urządzenie, które tak wolno odliczało kolejne
upływające minuty. Odrzucił katalog na szklany stolik kawowy i zaczął
przemierzać salon wszerz i wzdłuż. Nie miał pewności, jak dziewczyna zareaguje
na to kolejne, dziwne spotkanie. Koniec końców zrezygnował z usług barmana i
postanowił ściągnąć do mieszkania tylko kelnerki. Z zaproszenia gości również
zrezygnował. Z najbliższych przyjaciół w domu gościł jedynie Sebastiana z
kolejnymi partnerkami i Arka z żoną, z którym znał się jeszcze od czasów liceum. Ostatecznie
uznał, że lepiej, gdy zostaną sami, niż ich spotkaniu ma się przyglądać czwórka
nieznanych ów dziewczynie osób. Kwadrans po dziewiętnastej usłyszał dzwonek
domofonu. Kilka chwil później w drzwiach pojawiło się dwóch mężczyzn z
wózeczkami po brzegi wyładowanymi półmiskami i tacami. Zaskoczeni rozejrzeli
się po salonie, który w żadnym razie nie przypominał miejsca, gdzie zaraz ma
się odbyć przyjęcie. Polecił im by wystawili wszystko na blat kuchenny.
Postanowił, że wszystkie sałatki, kanapeczki i tartinki zawiezie jutro do
firmy. Jedzenie nie trafi do kosza, a pracownicy będą go wychwalać pod niebiosa
za te rarytasy. Trzydzieści minut przed wyznaczą godziną rozpoczęcia przyjęcia
domofon zadzwonił ponownie. Teraz miał już pewność, że pojawiły się hostessy,
których zadaniem jest serwowanie gościom trunków i przekąsek. Nerwowym wzrokiem
obrzucał wchodzące do środka dziewczyny. Wreszcie się pojawiła, jako ostatnia,
piękna, błękitnooka. Uśmiechnęła się do niego serdecznie, choć widział lekkie
zaskoczenie w jej oczach. Najwyraźniej pani Marta dotrzymała słowa i nie wspomniała
dziewczynie o namolnym kliencie, który chciał wyłudzić jej numer.
- Drogie panie, przyjęcie
niestety odwołane. Goście mnie zawiedli – kobiety spojrzały po sobie
zdezorientowane – Ale nie martwcie się, rachunek został uregulowany, a tu
drobna premia za fatygę. Dziękuję i do zobaczenia następnym razem - każdej podał małą, kolorową
kopertę. Każdej, oprócz brunetki, która pomogła mu w tamtą sobotę – A panią bym
prosił, żeby chwilę zaczekała. Chce przy okazji podziękować za przysługę –
koleżanki spojrzały na nią podejrzliwie i zniknęły za drzwiami, które
Dobrzański szczelnie zamknął. W pierwszej chwili przestraszyła ją jego prośba.
Chciała szybko opuścić to mieszkanie wraz z koleżankami. Lecz w gruncie rzeczy
ten przystojny mężczyzna o ciepłym spojrzeniu nie wyglądał na psychopatę i
gwałciciela.
- Rozumiem, że to przyjęcie nigdy
się miało nie odbyć, a to zlecenie to podstęp – rzekła, gdy gestem dłoni
wskazał jej drogę do salonu. Drogi garnitur i śnieżnobiała koszula lekko rozpięta
pod szyją dodawały mu uroku.
- Rozgryzła mnie pani –
uśmiechnął się ujmująco – Proszę usiąść. Wina, kawy, wody? – zaproponował
podchodząc do stoliczka na którym stała karafka z wodą i kilku butelek alkoholi
- Nie bardzo rozumiem, co tutaj
robię – zignorowała jego pytanie siadając na popielatej sofie i nerwowo splotła
dłonie. Była spięta. Bardzo spięta.
- Już wyjaśniam… To co? – wskazał
na butelki
- Wody, jeśli pan również będzie
pił – bezbłędnie odczytał jej intencję i uśmiechnął się pod nosem. Nalał cieczy
do dwóch szklanek i zajął miejsce w fotelu naprzeciw. Wypił duszkiem połowę zawartości,
by dać jej znak, że może się czuć bezpiecznie, ale nade wszystko by nieco się
uspokoić. Wbrew pozorom był zestresowany.
- Po pierwsze to chciałem pani
bardzo podziękować. Gdyby nie pani z pewnością trudniej byłoby mi uciec –
zaśmiał się pod nosem, próbując maskować swoje zmieszanie - Ja nie do końca miałem świadomość w jakim celu
mama ściąga mnie na to przyjęcie i że będę jego główną atrakcją – wywrócił
oczami uparcie wpatrując się w trzymaną w dłoni szklankę. Zaśmiała się
- Rzeczywiście okazja była dość
wyjątkowa. Widziałam już wiele dziwnych imprez, jak przyjęcie z okazji ciąży,
rozwodu, a nawet pogrzebu, ale castingu na żonę jeszcze nie – w jej oczach
malowało się rozbawienie
- Nie ukrywam, że wciąż jestem
zakłopotany tą sytuacją – odparł szczerze zdając sobie sprawę, że całe
zdenerwowanie gdzieś uleciało, a on czuje się w jej towarzystwie swobodnie.
- Zakłopotana, to była pańska
matka, gdy się zorientowała, że pana nie ma. Przez blisko dwadzieścia minut
niemal przeczesywała dom – znów się roześmiała przypominając sobie śledztwo
pani Dobrzańskiej. W swoich poszukiwaniach z całą pewnością mogła dorównać
detektywowi Rutkowskiemu. ‘Ślicznie wygląda, gdy się śmieje’ – Dobrze, w takim
razie jeden powód naszego dzisiejszego spotkania już znam. Jaki jest drugi? –
spojrzał na nią lekko nieobecnym wzrokiem, starając się z całych sił skupić na
jej słowach – Powiedział pan, że po pierwsze chciałby mi podziękować. Słucham
więc drugiego powodu.
- A tak.. Po drugie, to… żałowałem,
że nie zapytałem, jak ma pani na imię
- Ula – wtrąciła.
- Marek – nie wstając z fotela
przysunął się nieco i wyciągnął w jej kierunku szklankę. Lekko zdezorientowana stuknęła swoim szkłem
o rant jego naczynia i niegazowaną wodą uczcili ten moment.
- I bardzo żałowałem Ula, że nie
poprosiłem cię o numer telefonu – spojrzała na niego lekko zaskoczona – kilka
dni temu próbowałem go zdobyć w twojej firmie, ale masz bardzo uczciwych przełożonych.
Pani Marta nie chciała się nawet zgodzić na przekazanie tobie mojej wizytówki,
a ja czułem, że musimy się jeszcze spotkać – wyjaśnił szczerze – Stąd ten mój
pomysł z przyjęciem. Nie widzę na twoim palcu obrączki, więc tym bardziej mam
nadzieję, że zgodzisz się zjeść ze mną jutro kolację – spojrzał na nią z
nadzieją i wyczekiwaniem. Przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu
najwyraźniej analizując, czy ta propozycja ma w ogóle sens, jakie są jego
motywacje. Przypomniała sobie Helenę
Dobrzańską, wszystkie eleganckie dziewczyny z dobrych domów na sobotnim
przyjęciu. Spojrzała na niego, na jego drogi garnitur, ekskluzywny apartament
na jednym z najdroższych w mieście osiedli i szybko zdała sobie sprawę, że choć
Marek Dobrzański pociąga ją jako mężczyzna, który jest przystojny, miły, kulturalny,
to ona tu kompletnie nie pasuje.
- Nie sądzę, żeby to był dobry
pomysł – odezwała się wreszcie po dłuższej chwili
- Ja uważam wręcz przeciwnie. Proszę
cię, to tylko kolacja – przyjemne ciepło rozlało się w jej wnętrzu. Najpierw
tak wytrwale dążył do ich ponownego spotkania, teraz tak zabiega o kolejne.
Miała świadomość, że inna na jej miejscu by się nie zastanawiała.
- Dlaczego tak bardzo ci na tym
zależy?- zapytała podejrzliwie wciąż pełna wątpliwości.
- Bo chcę cię lepiej poznać i
chcę, żebyś ty poznała mnie – westchnęła cich. Ujmował ją coraz bardziej.
- Zgoda, niech będzie kolacja –
cień triumfu pojawił się na jego twarzy -
Ale jutro pracuję
- To w piątek? – kiwnęła potakująco
głową – Dasz mi swój adres? Przyjadę po ciebie o dziewiętnastej.
- Wolałabym spotkać się na
miejscu – rzekła asekuracyjnie. Przyjął to ze zrozumieniem.
- To o dziewiętnastej trzydzieści
w San Lorenzo na Jana Pawła – doskonale to sobie zaplanował. Wybrał lokal dość
nowoczesny, bez zbędnego przepychu, ze świetną kuchnią i miłą obsługą. Nie
chciał zabierać jej do miejsca, w którym z całą pewnością czułaby się
skrępowana.
- Dobrze – odstawiła szklankę tuż
obok magazynu, który wcześniej przeglądał i chwyciła torebkę – Pójdę już
- Dziękuję – również wstał
- Za co ty mi znów dziękujesz –
odparła nieco rozbawiona faktem, że po raz kolejny to słowo padło z jego ust
- Że się zgodziłaś i że zjesz w piątek ze mną – uśmiechnął się czarująco
- Nie wiem, czy będziesz w stanie
cokolwiek przełknąć. Masz całą kuchnię jedzenia na dwanaście osób –
roześmiała się - Szkoda tylko, że większość się zmarnuje. Tartinki z łososiem i
sałatka z makaronem i suszonymi pomidorami są naprawdę wyborne – stanęła obok
drzwi.
- Nie zmarnuje, moi pracownicy
jutro będą się raczyć tymi pysznościami – ujął jej dłoń w swoją i spojrzał
prosto w oczy – Do piątku Ula – nim się spostrzegła z czcią całował jej dłoń. Lekko oszołomiona
wydarzeniami dnia dzisiejszego bez słowa opuściła jego mieszkanie.
Oczom nie wierzę, ale to przez tę nieludzką godzinę.Przeczytałam więcej późnym wieczorem bo teraz nie jestem w stanie wzbić się na wyżyny intelektualne.
OdpowiedzUsuńDzięki Tobie to będzie długi ale dobry dzień. Dzięki. Do potem. Dobrego wtorku ;)
:) ha! chciałam Cię autentycznie ;) zaskoczyć! :D
Usuńw sumie Ty też zaskoczyłaś mnie godziną komentarza ;)
Dobra przyznam się: udało Ci się :). Do porannej (bardzo porannej ) herbaty miałam na poprawę humoru (co by ten wykańczający dzień był przyjemniejszy) poczytać o zabawnej Helenie D. A tu zamiast I, zupełnie niespodziewanie II ;). Staram się napisać coś mądrego ale to wyżyny intelektualne i tak nie będą - cudownie, że ten dzień się kończy. A początek był rewelacyjny.
UsuńJaki ten Marek jest fajny. Zdeterminowany, ale niecierpliwy. Niepewny czy dobrze robi, czy przyjdzie czy będzie chciała rozmawiać. A jaki ma gest całe FD ma wyżerkę na cały dzień :). Rewelacyjny jest - taki ideał. Myśli, działa, walczy. Fajnie, że nikogo nie zaprosił przynajmniej mogli porozmawiać. A ona cieszy się, że go znowu widzi chociaż od razu go rozgryza, domyśla się, że coś kombinuje - jest zaskoczona jego propozycją ale jednocześnie jest pod wpływem jego niewątpliwego uroku. Mówi pierwsze TAK :). Myślę, że Ulka podoba się Markowi tak po prostu - feromony, chemia - a nie na złość Helenie. To nie działanie w afekcie a raczej w fascynacji. Skromna, piękna, niepozorna, błękitnooka zrobiła na nim piorunujące wrażenie. Nadal robi i .... nadal będzie robić. Czy musi mieć fortunę, stanowisko prezesa i kąpać się codziennie w kozim mleku? Wiem, że według Heleny, tak ale mam nadzieję, że Marek ma więcej genów Krzysztofa niż Mamusi. Marek świetnie się czuje w towarzystwie Uli, jest sobą, niczego nie udaje. I to właśnie przy niej spełnia swoje marzenia/pragnienia a przy okazji może będzie spełniał jej :). Strasznie podobało mi się w poprzedniej części wzmianka o tym, jeżu czy gdzieś jest facet który tak myśli?
A Ulka? Ulka nie chce na razie żeby po nią przyjeżdżał widząc jego stan posiadania, że tak ujmę tę fortunę, widzi przepaść która ich łączy, ale mimo tej kasy widzi w Marku też fajnego, sympatycznego, normalnego (czego o jego Mamusi powiedzieć nie można), szarmanckiego mężczyznę. Nie afiszuje się z kasą, pozycją która ma. Jest normalny! I tym zaskarbia sobie jej zaufanie i sympatię. Dlatego, że jest taki normalny spędzi z nim ten pierwszy wieczór, pewnie nie ostatni :). A przy bliższym poznaniu Marek pewnie tylko zyska, bo skoro pierwsze wrażenie umiał zrobić, to teraz już na pewno się postara żeby ją do siebie przekonać, szczególnie że jest nią zauroczony. Bo ona też jest normalna w przeciwieństwie do tych wszystkich "okazów" sprowadzonych przez Mamusię. Ona nie chce jego kasy, pozycji, nazwiska, nawet go nie znała, niewiele o nim wie - tylko tyle, że ma Matkę Wariatkę :) i jeszcze, że bardzo zależało mu na spotkaniu z Nią. Ulka na razie nic nie traci, nic nie ryzykuje czemu miałaby rezygnować? W imię czego? Skoro ona mu się podoba, on jej - fajnie im się rozmawia. Uda się. A Mamusia na kurację psychologiczną :).
Co do pory, zdecydowanie nieludzka, ale czasem trzeba. Wiesz pocieszę Cię też się starzeję :) kiedyś wstawałam codziennie o 5 i dawałam radę - teraz po 8 bardziej zmartwychwstaję niż wstaję. Starość nie radość, dropsy nie tik-taki :). Czekam na kolejne "niebawem". Pozdrawiam serdecznie.
K, czytam, czytam i sprawia mi to wielką frajdę. Znów szalałaś z długością, a mnie to się bardzo podoba. :D
UsuńCzy są gdzieś tacy faceci? Nie ma i dlatego stworzyłam Marka. Możemy sobie pomarzyć i poczytać ;)
Czytając o tej Matce Wariatce, przypomniała mi się Ciotka Wariatka, jak zwykł ją nazywać Zanussi, z filmu 'Cwał'. Tylko, że tamta miała akurat rozdwojenie jaźni. ;)
Pocieszyłaś mnie z tą starością. Od razu mi lepiej :D
Pozdrawiam i dziękuję, że się tak naprodukowałaś w imię mojej przyjemności :)
Dzięki, że tak brutalnie obdarłaś mnie ze złudzeń, że gdzieś taki Marek chodzi po świecie. Super :(.
UsuńTo nie tylko w imię Twojej ale również mojej (co za egoizm) przyjemności :D.
Produkcji nie zatrzymuję będzie trwać.
Miłego dnia ;).
Wybacz... Ale co Cię mam oszukiwać. Przynajmniej później jest mniejsze rozczarowanie ;)
UsuńWzajemnie!
pewnie usłyszałaś ten mój okrzyk, gdy otworzyłam, jak to robię kilka razy dziennie, Twojego bloga :D No, no...oczom nie wierzę, że ten szarmancki człowiek to sam Marek Dobrzański. Ma gość "głowę" i inteligencję ;) sprytny jest...hehhe. A Ula no cóż, Marek też ją ujmuje, chyba dobrze mu z oczu patrzy :) Czuję, że będzie ciekawie :) czekam na cd...tak jak na resztę Twoich nieprzeciętnych stories... :) Miłego i słonecznego całego dnia...
OdpowiedzUsuńP.S. Umiesz zaskakiwać!!!! Oby częściej :) Chyba jestem uzależniona od tego blogu (i od Małgosi też).... :)
nie...nie słyszałam. Pewnie za daleko mieszkasz ;)
UsuńNo Mareczek ciut 'odskoczył' od mamusi. Najwyraźniej wdał się w ojca ;)
'przyjaźń' w piątek! ;)
Pozdrawiam i dzięki za poranną wizytę
Jeszcze nie zdążyłam skomentować pierwszej części, a tu już kolejna. Ula pracuje w cateringu? Czy to dlatego, że nie mogła znaleźć pracy w zawodzie ekonomisty, czy dlatego, że nim nie jest?
OdpowiedzUsuńKolejny fantastyczny pomysł na opowiadanie, a może na short story? Czego to nie zrobi mężczyzna, kiedy kobieta go zauroczy? Dobrzański musiał wymyślić jakiś pretekst do ponownego spotkania błękitnookiej Uli i muszę powiedzieć, że dość kosztowny, ale co to dla niego. Ula nie jest BrzydUlą, ale piękną kobietą i pociąga Marka konesera płci pięknej.
Helena koniecznie pragnie go wyswatać i choć on sam niechętnie godzi się z jej poczynaniami to trzeba przyznać, że gdyby nie ta impreza, nie miałby okazji poznać Uli. Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło. Cieplakówna nieco się asekuruje, ale i Marek wywarł na niej wrażenie i to pozytywne, bo inaczej nie umówiłaby się z nim przecież.
Bardzo jestem ciekawa dalszego rozwoju wypadków. Czy będą jakieś kłopoty, czy od samego początku jak w bajce.
Jutro też zastaniemy taką niespodziankę w postaci 3 części?
Pozdrawiam. :)
Hahaha, no narzuciłam dość szybkie tempo ;)
UsuńWykształcenie Uli się wyjaśni w kolejnej części.
Short story zdecydowanie.
Gdy mężczyzna jest zauroczony kobietą to pieniądze nie grają roli. Zwłaszcza, jeśli jest tak zamożny, jak Dobrzański ;)
Jutro? Wątpię ;) Tu jakby nie patrzeć jest pewna prawidłowość. I część w niedzielę, II we wtorek, więc III.... może, może... ;)
Pozdrawiam
W czwartek ;). KaEm.
Usuńhahaha, ja jak rzecznik Kremla 'nie potwierdzam i nie zaprzeczam' ;)
UsuńAmicus, jak Ty nas rozpieszczasz - coś kombinujesz - jest marchewka aż się boję pomyśleć o kiju.... Jedyną małą czarną szykowałam na imprezę a tu proszę już po imprezie. I dobrze, fajnie było :).
OdpowiedzUsuńRewelacja - jak ja takie konfiguracje lubię - zdeterminowany Marek, zauroczony skromną Ulą, pewny siebie, szarmancki a jednocześnie trochę nieśmiały - idealny. Oj zdobywa ją, zdobywa małymi kroczkami i chociaż Uli wydaje się, że nie pasuje do tego świata to też jej się Marek podoba. W sumie czy to dziwne? A prawda jest taka że Ula zdecydowanie lepiej tu pasuje niż Vanessa Rydz i Samanta Gwódź razem wzięte. Tylko chwilowo nieobecnej Heleny żal :D, ale wiem, że jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Czekam na kolejne marchewki. Pozdrawiam, KaEm.
Kij będzie w przyszłtym tygodniu, bo w czwartek wyjeżdżam na tygodniowy urlop ;)
UsuńPocieszyłaś mnie!! :D Już się bałam, że tylko ja dysponuję jedną sukienką wyjściową i jako wybryk natury jestem wybitnie 'spodniolubna' ;)
Znów wyszedł ideał... Ale to zdecydowanie nie ten z 'wbrew' ;)
Jak możesz tak mówić! Vanessa pasuje wszędzie!
Hahaha, marchewki tradycyjnie... niebawem.. już się pojawiła pierwsza zielenina ponad ziemią ;)
Pozdrawiam :)
Ha. Wiedziałam, wiedziałam, że nie może być tak dobrze.... marchewki marchewkami ale czułam ten kij nad nami. Dobrze, że mamy czas psychicznie się do niego przygotować. A skończymy do tego czasu "Mezalians"? Doprowadzimy Helenkę do szału? :D.
UsuńSpodniolubnych znam zdecydowanie więcej także spoko, całkiem sporą grupę dyskusyjną mogłybyśmy stworzyć "Zalety i plusy spodni".
Wybacz moje lekceważące podejście do Vanessy, obiecuję poprawę ;).
Uwielbiam marchewki :).
Pozdrawiam, KaEm.
Szczerze mówiąc nie wiem, czy skończymy. Z pewnością pojawi się 'przyjaźń' i 'kto..'. Przyszły tydzień mam trochę zajęty i ciężko mi powiedzieć, czy znajdę chwilę na kolejny 'mezalians'.
UsuńPozdrawiam
Kocham Twoje opowiadania!!! Kazde ma w sobie cos ze z niecierliwoscia czekam na kolejne rozdzialy. Pozdrawiam serdecznie sloneczko ;)
OdpowiedzUsuńMiło mi! A ja kocham Wasze komentarze! :) Pozdrawiam
UsuńNiesamowita jesteś, niespodzianka goni niespodziankę ale najbardziej zaskoczyła mnie godzina publikacji tego rozdziału, co ty kobieto spać nie możesz ? Co do opowiadania , czy ty chcesz Helenkę do palpitacji serca doprowadzić, a spiritus movens całego zdarzenia będzie niczego nieświadoma pięknooka kelnerka , Krzysiu w Szwajcarii leczy nadwątlone zdrowie, niech Helenka do niego jedzie leczyć skołatane nerwy, a Junior w tym czasie będzie mógł zorganizować swoje życie uczuciowe i nie tylko... bez ingerencji nadopiekuńczej mamuśki, pozdrawiam serdecznie B.:)
OdpowiedzUsuńKaEm ma rację. Serwuje Wam marchewki zanim pojawi się kij ;)
UsuńMogę spać, oj mogę! Zwłaszcza ostatnio. Śmieję się, że się starzeję, bo jeszcze do niedawna godzina 7:00 nie stanowiła dla mnie problemu. A teraz 8:30 ciężko mnie wyciągnąć z pościeli. Ale niestety zdarze się i tak, że trzeba być na nogach o świcie, a nawet przed świtem. Więc przy porannej kawie postanowiłam Wam zrobić niespodziankę ;)
No jak Heli zacznie serce nawalać, to tak jak piszesz dołączy do Krzyśka w Szwajcarii a synek będzie miał spokój ;)
pozdrawiam :)
marchewki są ok, natomiast kij bardzo mi się nie podoba, ale cóż każdemu należy się trochę wytchnienia, ale może przed urlopem dasz rade wrzucić kolejny odcinek "Przyjaźń..." i "Kto..." ?
UsuńTak, jak zapowiadałam, 'przyjaźń' pojawi się w najbliższy piątek. Jeśli chodzi o 'Kto...' to oczywiście kolejny rozdział wrzucę jeszcze przed świętami, ale nie bardzo mogę określić jeszcze którego dnia... Z całą pewnością będą to okolice połowy tygodnia. Pozdrawiam
UsuńUwielbiam i opowiadania i komentarze,,,a i odpowiedzi... :) Brzydula się skończyła, ale społeczność żyje...i się łączy :) pięknego wiosennego wieczorku :*
OdpowiedzUsuńchyba utworzymy jakąś grupę wsparcia ;) szczerze mogłabym towrzyć historie o innych bohaterach, ale chyba nie byłoby takiego zainteresowania. W końcu wpadacie tu ze względu na Ulę i Marka ;) dobrej środy!
UsuńSądząc po twoich pomysłach jeszcze dłuuuugo Ula i Marek pozostaną na topie :) Grupa się stworzyła samoistnie...od razu po Twojej info o rzadszych notkach odezwali się czytacze ;) grupa zadziałała motywująco :) no to do czwartku, choć jutro też sprawdzę :D
UsuńJedni przychodzą, inni odchodzą, bo ubyło kilka osób, które już od dawna śledziły tego bloga, więc w sumie bilans wychodzi na 0 ;)
UsuńZdecydowanie do czwartku ;)
Świetne notki (I i II), intrygujące sytuacje, no i ten Marek... Choć nie zawsze mam czas i możliwości komentować, tym razem nie mogę sobie odmówić napisania kilku słów. Twoje pomysły, droga Autorko, są oryginalne i zaskakujące, a bohaterowie, choć niby ci sami, a tak zupełnie inni. I zgadzam się, że pewnie dlatego Ula i Marek długo jeszcze zostaną na topie. Czekam z nieustającym zainteresowaniem na kolejne części kolejnych twoich opowiadań. Pozdrawiam. A.
OdpowiedzUsuńDroga A,
Usuń:) Bardzo się cieszę, że czytasz, że Ci się podoba i że zdecydowałaś się odezwać. Dla takich chwil warto poświęcić te kilkanaście, czy kilkadziesiąt godzin na stworzenie nowego opowiadania.
Mam nadzieję, że kolejne części tego opowiadania, jak również nowe historie również przypadną Ci do gustu.
Pozdrawiam serdecznie jednocześnie dziękując za wpis.
Witaj Amicus.Przez kilka dni nie miałam łączności z siecią ,a tu takie niespodziewanki!Znowu nasza ulubienica,niesforna Helcia jakoweś breweryje wyczynia.Ma kobiecina zdrowie, pewność siebie,(pewnie kupioną razem z nowymi bucikami od Prady) i zero skrupułów.( o dobrym wychowaniu już nie wspomnę).Ma też przeświadczenie o swojej MISJI!.Chce wyżej. Uważam,że w samym parciu na szczyt nie ma nic złego,tak samo jak w bogaceniu się ludzi,to są bardzo dobre sprawy.Kiedyś w końcu nowe pieniądze staną się starymi,a frak czy smoking po dziadku będzie świetnie "leżał" na wnuku.Jedno jest pewne,nie dajmy się zwariować a głupotę i prostactwo trzeba obśmiać, głośno!.Wracając do meritum,żal mi Marka.Jego plecy, a właściwie życie mają być schodkiem dla matczynej ambicji.Z drugiej strony, jest dorosły,może żyć po swojemu.Ciekawe, czy tak naprawdę będzie tego chciał i "postawi się" rodzicielce.Przepraszam,za te dygresje,nie mogłam się powstrzymać, może dlatego,że jestem stara i pomimo sklerozy pamiętam jak to się wszystko zaczynało i "działo".Pozdrawiam i bardzo czekam na cd "Kto,jak nie Ty"
OdpowiedzUsuńCiekawa część.Interesuje mnie jak to dalej się rozwinie. Przepraszam że dopiero dziś zajrzałam ale miałam zabiegamy tydzień. Czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam GOZDI ^.^