Kolejna notka w środę 05.02 :)
Punktualnie o dziesiątej zapukała do drzwi gabinetu prezesa. Niepewnie je otworzyła i wsunęła się do środka. Siedział na skórzanym fotelu z nogami założonymi na biurko. Konferował z kimś przez komórkę po francusku. Chciała się wycofać, ale dostrzegł ją i gestem dłoni zaprosił do środka, wskazując na sofę. Zajęła miejsce i obrzuciła go uważnym spojrzeniem. Jej granatowa garsonka, przy jego błękitnych jeansach i czerwonej koszuli w białą kratę prezentowała się niezwykle oficjalnie. Zakończył połączenie i ruszył w jej kierunku.
- Przepraszam, że musiałaś czekać
– rzekł z ujmującym uśmiechem. Musiała przyznać, że był bardzo przystojny. Z
pewnością niewiele kobiet potrafiło przejść obok niego obojętnie. Jednodniowy
zarost, dołeczki w policzkach i charakterystyczny błysk w oku dodawały mu uroku
– Tak w ogóle, to możemy sobie mówić po imieniu? – zapytał stając tuż nad nią –
Jestem przyzwyczajony do swobody w kontaktach służbowych
- Oczywiście – uśmiechnęła się
delikatnie i wyciągnęła dłoń w jego kierunku, którą delikatnie ścisnął – Ula
- Marek – rozsiadł się wygodnie
obok – Powiem wprost bez owijania w bawełnę, że nie mam pojęcia o prowadzeniu
firmy. Mówię otwarcie, bo wiem od matki, że jesteś świetną ekonomistką i
prędzej czy później byś się zorientowała – zaśmiał się pod nosem - Nie chcę tu
być i nie chciałem, ale mama się uparła. Poza tym jestem tu trochę z twojego
powodu, bo wiem, że to ty miałaś być p.o. prezesa, ale odmówiłaś. Ja nie miałem
wyjścia – wzruszył ramionami
- Czego ode mnie oczekujesz? –
przeszła do konkretów
- Pomocy – odpowiedział krótko i
konkretnie – Nie mam pojęcia o finansach, nie mam pojęcia, jak wygląda obecna
sytuacja firmy, ba… - westchnął – ja nawet nie wiem, jak wygląda praca w tego
typu firmie. Prawdę mówiąc w życiu w żadnej nie pracowałem. Jestem wolnym
strzelcem. Poważniejsze kontrakty załatwiał za mnie manager razem z prawnikiem.
A ja pilnowałem tylko, by ilość godzin mojej pracy przekładała się na
odpowiednią liczbę euro na moim koncie. To zupełnie inne kalkulacje –
opowiadał. Swoim szczerym wyznaniem wzbudził w niej odrobinę sympatii i zatarł
to nienajlepsze, pierwsze wrażenie, które wykreował dzień wcześniej.
- A czym się zajmujesz, jeśli
można wiedzieć? – odezwała się po chwili, obrzucając go pytającym spojrzeniem
- Jestem fotografem
- No tak – uśmiechnęła się pod
nosem – stąd twoja mama nazywa cię artystyczną duszą – lekko skrzywił się na te
słowa, ale nic nie odpowiedział. Postanowił szybko wrócić do głównego tematu
ich rozmowy
- To jak będzie? Mogę na ciebie
liczyć? – spojrzał na nią w taki sposób, że nie sposób było mu odmówić.
- Jednym słowem mam przejąć
kierowanie firmą w twoim imieniu, tak? Ja będę podejmować decyzje, które ty
będziesz firmował swoim nazwiskiem? – chwilę wcześniej podjęła decyzję, co nie zmieniało
faktu, że nie była z tego powodu szczęśliwa. Nie miała ochoty, ani siły, by
mieć na głowie cały dom mody.
- Umówmy się, że będę się
stopniowo wdrażał. Swoją drogą mam nadzieję, że ojciec szybko wróci… No nic –
westchnął - Chciałbym, abyś przez najbliższe kilka dni wprowadziła mnie wraz z
Anią w bieżące sprawy. Mamy się przygotowywać do jakiejś kolekcji, tak? Poza
tym wiem, że niebawem mają być jakieś targi. Chcę, a w zasadzie nie chcę, a
muszę poznać cały proces. W sprawy finansów nie będę się wtrącał. Podpiszę
wszystko, co mi podsuniesz. Wiem, że rodzice mają do ciebie pełne zaufanie,
więc daję ci wolną rękę i nie zamierzam podważać twoich decyzji – zapewnił
patrząc jej w oczy
- Dobrze – westchnęła nieco
zrezygnowana. Wiedziała, że nie ma wyjścia. Jeśli nie pomoże młodemu
Dobrzańskiemu firma zbankrutuje. W sumie z jej kwalifikacjami znalazłaby pracę
gdziekolwiek, ale przyzwyczaiła się. Dobrzańscy dawali jej dużą swobodę,
nieograniczony czas pracy, doceniali ją finansowo. A poza tym polubiła ludzi tu
pracujących. Nie chciała, by wylądowali na ulicy. Na dodatek była to tylko
sytuacja przejściowa. Sama nigdy by się na to nie zdecydowała, ale teraz był
Marek. Jakby nie patrzeć odpowiedzialność rozkładała się po połowie.
- Świetnie! – autentycznie się
ucieszył – To co, jutro o jedenastej u mnie w biurze. Wprowadzisz mnie w tą
kolekcję i ustalimy co z tymi targami
- Fashion Week w Madrycie.
- No właśnie – pokiwał głową
- Tyle, że w środy zwykle
zaczynam pracę od trzynastej – zmarszczył brwi w charakterystycznym geście –
rano mam wykłady na uczelni – wyjaśniła szybko
- Wykładasz na uczelni? – w jego
oczach dostrzegła zdziwienie, ale i cień podziwu
- Tak. Ekonomię na SGH na
pierwszym i drugim roku. Dwa lata temu obroniłam doktorat.
- Gratuluję – uśmiechnął się
serdecznie – Matka miała rację. Ty rzeczywiście powinnaś być na moim miejscu… a
tak będziesz kierować firmą z tylnego siedzenia. W sumie i tak powinienem być
ci wdzięczny – posłał jej ciepłe spojrzenie – dobrze, to w takim razie widzimy
się o trzynastej – uprzejmie się z nią pożegnał i po jej wyjściu rozsiadł się
za biurkiem.
Do końca tygodnia niemal nie
wychodziła z jego gabinetu. Przedstawiła mu harmonogram działań na najbliższy
miesiąc, zapoznawała z etapami przygotowania nowej kolekcji, omawiała budżet,
podsuwała do podpisu kolejne dokumenty. Podporządkował się jej wizji. Widziała,
że momentami był znudzony, ale mimo wszystko starał się okazywać jej uwagę. Miała
świadomość, że generalnie jest mu obojętne to, co robią, że mogłaby mu podsunąć
papiery dotyczące przejęcia firmy, a on bez czytania by to podpisał. Ale mimo
wszystko musiała przyznać, że zaczynała się całkiem nieźle dogadywać z nowym
prezesem.
Od kilku godzin usilnie pracowała
nad zestawieniami sprzedaży, które napływały z butików w całej Polsce. Musiała
przyznać, że mimo wewnętrznego kryzysu, firma stała na mocnych nogach, a
sprzedaż była imponująca. Usłyszała pukanie i po chwili w drzwiach pojawił się
młody Dobrzański
- Ania do rana wierci mi dziurę w
brzuchu, że jutro mamy spotkanie z przedstawicielami ItalFashion i powinienem
ustalić z tobą wszystkie kwestie przed rozpoczęciem negocjacji – wyjaśniał od
progu. Westchnęła głośno, odchylając głowę do tyłu
- Na śmierć o tym zapomniałam –
powiedziała cicho. Wprowadzanie nowego prezesa i przygotowania do wyjazdu do
Mediolanu tak ją pochłonęły, iż zapomniała o spotkaniu z ich zagranicznym
kontrahentem. Stanął przed jej biurkiem i wlepił w nią wyczekujące spojrzenie –
Adam powinien mieć gdzieś przygotowane wyliczenia. Zaraz go poproszę o
dostarczenie. Prawnicy mieli sprawdzić umowę – spojrzała na zegarek – nie jest
jeszcze tak późno. Dam radę to do jutra ogarnąć.
- Dziękuję – uśmiechnął się –
będzie potrzebny jakiś mój podpis?
- Podpis? – odparła nieco
zaskoczona jego pytaniem – Potrzebna będzie twoja obecność na tym spotkaniu. Ja
jestem jedynie dyrektorem finansowym, który jedynie opiniuje taką umowę. Podpisuje
ją prezes, czyli ty.
- No trudno – puścił jej oczko –
Pójdziemy tam razem. Marriott o ile się nie mylę? – kiwnęła potakująco głową –
Dobrze.
- Tylko, że jest pewien problem –
odparła niepewnie
- Z czym? – zmarszczył brwi
- Z tobą – powiedziała bojąc się
nieco jego reakcji. Nie wiedziała, jak zareaguje na jej uwagę – A w zasadzie z
twoim stylem – krytycznym spojrzeniem obrzuciła jego beżowe spodnie, koszulę w
biało granatową kratkę i granatowe mokasyny – Zauważyłam, że preferujesz dość
luźny sposób ubierania się, ale w przypadku tego typu spotkania garnitur byłby
wskazany – z nutą obawy spojrzała mu w oczy
- O nie! – kategorycznie zaprzeczył
– nie dam się namówić na garniak. Duszę się w nim. Zakładam go na super ważne
okazje. Tak naprawdę w ciągu ostatnich trzech lat miałem go na sobie raptem pięć
razy. Mowy nie ma. Nie dam się wciągnąć w ten wasz korporacyjny dress code.
- Musimy wyglądać na poważnego
partnera biznesowego. Oni niestety będą w garniturach. To jest biznes Marek i
pewne rzeczy trzeba po prostu przyjąć i się do nich dostosować. Ja też bym
wolała przychodzić do pracy w zwiewnej sukience w kwiatki, a jednak muszę
wybierać oficjalne stroje – tłumaczyła – Jeśli nie chcesz zakładać krawata,
trudno. Ale proszę cię chociaż o ciemne spodnie i gładką koszulę – z niezadowoleniem
pokiwał głową i wywrócił oczami
- Dobrze, ale robię to tylko dla
ciebie – posłał jej jeden ze swoich zniewalających uśmiechów i opuścił jej
gabinet.
No prosze, Marek wydawal sie fircykowatym facetem, a tu zupelnie powazny mlody czlowiek, nie z tego sektoru ale zdajacy sobie sprawe ze swoich brakow w dziedzinie ekonomii. Maja zlota okazje by sie poznac, zostac przyjaciolmi i wiecej.
OdpowiedzUsuńGdzies jednak wyczuwam problem bo jakos za gladko im sie rozwijaja te relacje. A ich terazniejsze zycie osobiste, jednego i drugiego ? Kazde z nich jest chwilowo na pustyni uczuc i trafienie na siebie zazieleni te szarosc ? A moze sa juz w zwiazkach i to bedzie ten problemik ?
Opisane sa spojrzenia kazdego z nich ale nie wiadomo czy te spojrzenia tak naprawde zniewalaja ich wzajemnie.... pewnie tak ale to jeszcze nie jest jawne.
No i pierwszy Mariott przed nimi...
Stylu zachwalala nie bede bo i tak wiesz, ze jestem twoja stuprocentowa fanka.
O ich teraźniejszym życiu nic Ci teraz nie napiszę. To się wyjaśni już niebawem... Wszystko w swoim czasie. Będzie czas na rozmowy, fajerwerki i pytania ;)
UsuńDziękuję Ci, że zajrzałaś! Pozdrawiam
No i ten intrygujacy tytul ! Kto ma o kim zapomniec i DLACZEGO ? A serce nie sluga... pewnie nie bedzie chcialo sie podporzadkowac i wyrzucic wszystkiego z pamieci i moze to lepiej dla nas cztelnikow.
OdpowiedzUsuńtytuł też wyjdzie w praniu ;) może któreś z nich nie będzie gotowe na związek? ;)
UsuńMiały być dzisiaj dwa rozdziały, a może się mylę?
OdpowiedzUsuńJak na razie Marek to tylko figurant i póki co, jego obecność w firmie nie zmienia faktu, że to Ula nadal będzie tyrać jak dzika mrówka. Nie chciała sama być prezesem, to będzie wykonywać jego obowiązki tak czy owak. Pozytywne u Marka jest to, że chce się uczyć i poznawać zasady panujące w firmie. Z pewnością będzie to trudne, bo przecież nie ma bladego pojęcia o finansach, natomiast jego artystyczna dusza może być pomocna przy ocenie projektów i gotowych już kreacji. Może nawet sam zechce je fotografować zamiast Czarka? Ula wzięła zadanie ponad siły, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo oprócz codziennych obowiązków dyrektora finansowego i wykładów na uczelni, musi trzymać rękę na pulsie jeśli chodzi o interesy firmy i edukować Marka, który jeszcze tego nie potrafi. Nadzieja tylko w tym, że ma bystry umysł i zacznie szybko łapać.
Zaskoczeniem była dla mnie uwaga Uli o jego ubiorze na oficjalne spotkania. Zwykle to jej zwracano uwagę. Teraz ubiera się modnie i ze smakiem, a Marka należy zreformować. Pamiętam jak Filip w jednym z wywiadów mówił, że lubi swobodne ubrania, jest wielbicielem koszul w kratkę, a w szafie ma jeden garnitur. Od tego momentu wiele się zmieniło, ale on chyba nadal woli jeansy, koszulę i sweter. To było tylko takie luźne nawiązanie do tego co napisałaś, bo w serialu Dobrzański chodził niemal wyłącznie w garniturach.
Dzięki za tą część Amicus. Serdecznie pozdrawiam. :)
w tym wypadku się mylisz. Mają być dwie części jedna po drugiej bez rozdzielania ich miniaturką ;)
UsuńTutaj Ula jest tą zorientowaną, przykładną, doświadczoną ekonomistką, która długo już pracuje w branży. Stąd wie jak się zachować i co wypada w tym korporacyjnym światku. Dla Marka to nowość, stąd trzeba go trochę 'wytresować'. Są różne 'zboczenia'. Koszule w kratkę, znam też miłośników koszul ze stójką i miłośników szalików niezależnie od pogody. A i jeszcze bluza z kapturem, niezależnie od okoliczności i wieku. Znam artystę (wciąż nie znosze tego słowa!), który nawet na super oficjalną galę, na której odbierał ważną nagrodę pofatygował się w wymiętej koszuli, marynarce, ale bez krawata... żadnego nawet nie ma w szafie.
Dzięki za komentarz :) Pozdrawiam
Amicus,
OdpowiedzUsuńBardzo ucieszyła mnie wiadomość o tym, że kolejny wpis będzie w środę.
A teraz przechodzę do rozdziału. Bardzo fajny. Chociaż widać, że Marek jest znudzony firmowymi sprawami i go one nie interesują, to i tak próbuje czegoś się dowiedzieć. Nie ukrywa też przed Ulą, że nie zna się na finansach i innych sprawach firmowych. Ma do niej zaufanie podobnie jak jego rodzice. Ciekawe co będzie dalej w ich relacjach.
Ula wykłada na uczelni. Tego się nie spodziewałam.
Czekam na kolejną część.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Ania.
Dziękuję, że wpadłaś, przeczytałaś i dałaś znać w komentarzu.
UsuńPozdrawiam :)
Amicus;)
OdpowiedzUsuńTo jest naprawdę fajna notka.
Byłam bardzo ciekawa co robił i kim jest tak naprawde Marek dobrzanski... i okazlao sie że jest fotografem!!!!
to bardzo fajne i ze Ula z Markiem się jako tako dogadują ,. widac ,ze Marek ma do uli zaufanie Bardzo dobry kawełek z tym ubiorem to było dobre
Ciekawe i mam nadzieje ,że sie wkrótce zaprzyjaźnią i Marek zrobi moze jej pare fotek co ty na to?
pozdrawiam Patka;)
ta jego profesja w sumie będzie przewijać się wielokrotnie... ale głównie w rozmowach z Ulą...
Usuńzapraszam do śledzenia kolejnych rozdziałów. Będzie się działo nieco więcej i nieco szybciej
Pozdrawiam jednocześnie dziękując za wizytę :)
Wreszcie nowa notka :).
OdpowiedzUsuńSuper się czytało, ciekawie rozwija się akcja - ale jak to bywa w takich sytuacjach wydaje mi się, że zaraz coś się popsuje. Zastanawia mnie to fotografowanie Markowe, nie wiem dlaczego ale skojarzyło mi się, że ta działalność będzie miała jakiś podtekst niekoniecznie pozytywny. Do tego tytuł opowiadania, który optymizmem nie napawa. No i jak ktoś już wcześniej zauważył ta tajemniczość, obecnego życia Uli i Marka, z kim, gdzie i dlaczego :).
Czekam na rozwiązanie moich przypuszczeń.
Pozdrawiam i czekam do środy.
Pzdr. K.
kryzys musi być obowiązkowo. W końcu ktoś będzie musiał o kimś zapomnieć ;)
Usuńwszystko powoli się wyjaśni... prosze o odrobinę cierpliwości :)
Pozdrawiam i dzięki za komentarz! :)
Marek jak widzę,ma swoją własną profesję i zapewne z niej nie zrezygnuje,ponieważ każdy artysta jest otoczony swoim własnym murem i żyje we własnym świecie iluzji. Chociażby strój,na który wszyscy zwracają uwagę,mówi już sam za siebie,że cyferki to nie jego branża,z uwagi na orientacje seksualną,a świat flesza i wolność.A mimo to potrafił się dostosować do wymogów i trendów jakie obowiązują w biznesie. Podejrzewam,że Ula lekko będzie się podkochiwać w Marku i chyba na tym pozostanie,gdy zorientuje się o jego orientacji. Stąd ten tytuł opowiadania chociaż mogę się bardzo mylić.Pozdrawiam i czkam na cd. Marit
OdpowiedzUsuńDroga Marit,
Usuńchyba zaszła drobna pomyłka. Marek nie jest gejem. To, że facet ubiera się w kolorowe spodnie, ktrótko mówiąc chce być modny, absolutnie nie określa jego orientacji. Fragment o homoseksualiście tyczył się oczywiście Pshemko.
W otaczającym nas świecie jest za dużo świetnych facetów, którzy są homoseksulani, więc ja nie zamierzam robić z Marka kolejnego nieosiągalnego ;)
Pozdrawiam
Dzięki za wyjaśnienie,ale chciałam Ciebie troszkę sprowokować, swoimi sugestiami do uchylenia rąbka tajemnicy o samym Marku,bo tak naprawdę, nic o nim jak dotychczas za wiele nie wiemy.Biorąc pod uwagę,iż to jest nowe opowiadanie. Uzbrajam się w cierpliwość w oczekiwaniu na ciąg dalszy.
Usuń