B

środa, 5 lutego 2014

'Zapomnij o mnie' III



Bardzo niechętnie, ale jednak wziął sobie jej prośbę do serca. Zamienił swoje ulubione kraciaste koszule na nieco bardziej stonowane, oficjalne. Kolorowe spodnie zostały zastąpione popielatymi, do sportowego garnituru, który kupił na najważniejsze spotkania. Bardzo tego nie lubił. Wyznawał zasadę, że świat jest na tyle szary, iż ludzie powinni swoim strojem wprowadzać do niego trochę życia. Uwielbiał kolory, uwielbiał się nimi bawić, zestawiać je ze sobą, ale miał świadomość, że na jakiś czas musi z tego zrezygnować. Nie chciał utrudniać.
Kilka minut po czternastej pojawił się w jej gabinecie. Taksówka, która miała zawieźć ich do hotelowej kawiarni już czekała. Wyglądała pięknie. Już od progu obrzucił ją zachwyconym spojrzeniem. Grafitowa sukienka idealnie podkreślała jej figurę. Delikatne marszczenia uwydatniały biust, a czarne szpilki wydłużały jej zgrabne nogi. Musiał przyznać, że coraz bardziej mu się podobała. Chociaż i tak największą uwagę zawsze skupiał na jej oczach. Niezwykle błękitnych. Jeszcze nigdy w życiu takich nie widział. Spojrzała na niego z uznaniem i komplementowała zmianę wizerunku. Oboje wyglądali naprawdę dobrze.
Gdy jechali w stronę Centrum jego komórka zadzwoniła. Rozmawiał krótko, konkretnie, po angielsku. Słyszała jak mówił, że w tym roku nie będzie brał udziału, że da szansę swoim kolegom po fachu, zapewnił, że w kolejnych latach z pewnością nie odmówi i po raz kolejny będzie świętował. Poinformował również, że zatrzymały go w Polsce na dłużej sprawy rodzinne. Nie dopytywała o co chodzi, nie wypadało.
Przywitali się z prezesem i jego asystentką. Negocjacje zakończyły się sukcesem. Niewiele się wtrącał oddając jej pole do popisu. Była nieustępliwa, walczyła o jak najlepsze warunki dla firmy. Imponowała mu. Przez całe spotkanie asystentka prezesa ItalFashion obdarowywała go przeciągłymi spojrzeniami i tajemniczymi uśmiechami. Sprawiał wrażenie, że zupełnie tego nie zauważa. Zamiast na atrakcyjnej dwudziestoparolatce o południowej urodzie, całą swoją uwagę skupiał na pani dyrektor. Dokumenty zostały podpisane. Ula wyraźnie odetchnęła. Gdy wychodzili z Marriotta usłyszała za plecami głos prezesa
- To może w ramach świętowania nowego kontraktu zjemy razem późny lunch? – spojrzała na niego nieco zaskoczona. Uśmiechnęła się przepraszająco i odparła
- Nic z tego. Muszę jeszcze dzisiaj skończyć zestawienia z ostatniego kwartału i chociaż zacząć sprawdzać kolokwia… W przeciwnym wypadku nie wyrobię się do środowego wykładu.
- Jasne – posłał jej niewyraźny uśmiech – Jeśli wszystkie potrzebne materiały masz ze sobą, to jedź od razu do domu. Ja sobie poradzę w firmie
- Ok. W takim razie do poniedziałku – pomógł jej wsiąść do taksówki i poczekał aż odjedzie. Przywołał następny samochód.

W kolejnym tygodniu Ula znów pracowała na podwójnych obrotach. Za dziesięć dni mieli lecieć do Madrytu na Fashion Week. Starała się trzymać rękę na pulsie, starała się o niczym nie zapomnieć. Ania ustalała z organizatorami miejsce ich pobytu, transport z lotniska, godzinę pokazu i konferencji prasowej. Ula dbała, by mistrz miał zapewnione odpowiednie warunki, by wszystkie jego zachcianki były spełniane. Poprosiła nawet obsługę techniczną o zakup specjalnego nawiewu w olejkami eterycznymi, gdyż Pshemko twierdził, że w oparach jaśminu lepiej mu się pracuje. Sebastian wraz z asystentem Pshemko przeprowadzali casting. Trzeba było wybrać pięć modelek, które polecą do Hiszpanii. Plik dokumentów leżał na jej biurku. Czekały tylko na podpis prezesa. Z niepokojem spojrzała na zegarek. Dochodziła jedenasta, a Dobrzańskiego wiąż nie było. Komórki też nie odbierał. Miała świadomość, że jeśli te papiery nie wyjdą dziś z firmy nie zdążą ze wszystkim na czas. Przed dwunastą dostała telefon od Ani, że Marek właśnie pojawił się na piątym piętrze. Błyskawicznie ruszyła w tamtym kierunku. Gdy wpadła do sekretariatu, zdążyły się zamknąć za nim drzwi. Weszła bez pukania. Była zirytowana. Znów porzucił korporacyjne kolory na rzecz śliwkowych spodni, białej koszuli i szarych trampek. Postanowiła darować sobie uwagę na ten temat. Obok biurka postawił wielką czarną torbę i spojrzał na nią z uśmiechem
- Cześć – rzucił uradowany. Ten jego uśmieszek doprowadzał ją teraz do furii
- Czy ty wiesz, która jest godzina? – zapytała ostro – Od trzech godzin wszystko stoi, bo czekamy tylko na twój podpis
- Wybacz – rzucił, odbierając od niej dokumenty – rano było genialne światło i postanowiłem pojechać na chwilę w plener – zadowolony z siebie puścił jej oczko. Szlak ją trafił
- Na chwilkę? – zapytała sarkastycznie – Genialne światło? Plener? – wierzyć jej się nie chciało – Przyszłam do biura godzinę wcześniej, odwalam za ciebie całą robotę, a ty tak po prostu pojechałeś porobić sobie zdjęcia! – wysyczała przez zaciśnięte zęby – No oczywiście, czego ja się mogłam spodziewać.
- Ale przecież nic się nie stało – próbował bagatelizować
- No jasne! Ja zapomniałam, że my inaczej myślimy! Upierdliwa ekonomistka i beztroski artysta nie mogą się dogadać! Mam dość! Nie zamierzam ciągnąć twojej firmy za uszy do góry, kiedy ty najzwyczajniej w świecie masz wszystko w nosie! – wyszła trzaskając drzwiami. Westchnął. Sądził, że nic się nie stanie, jak przyjedzie troszkę później. I tak niewiele pomagał, na wielu rzeczach po prostu  się nie znał. Sądził, że być może nikt nawet nie zwróci uwagi na jego nieobecność. Chwycił teczkę z papierami i wyszedł z gabinetu.
Usłyszała pukanie. Drzwi uchyliły się nieznacznie i ujrzała filiżankę kawy. Po chwili pojawiła się druga dłoń z niewielkim talerzykiem, na którym pysznił się sernik z owocowym sosem. Zobaczyła Dobrzańskiego. Pierwsza złość już minęła. Za wszelką cenę starała się zachować powagę. Miała nadzieję, że ten jej wybuch jakoś na niego wpłynie i zacznie poważniej podchodzić do pracy w firmie.  
- Chciałem cię przeprosić i nieco osłodzić tę pracę ze mną – powiedział stawiając przed nią kawę i ciastko – Wiem, że ci nie pomagam, że wszystko jest na twojej głowie. Niby się staram, niby chciałbym, ale mi nie wychodzi. Boję się, że coś spieprzę i będzie z tego więcej szkody niż pożytku. Stąd ta moja bierność. Firma to nie mój świat… - westchnął – co nie oznacza, że podzielam twój pogląd… Uważam, że nie upierdliwa, za to poświęcająca się całą sobą ekonomistka, ma szansę dogadać się z fotografem drugiej klasy, który faktycznie, bywa czasem beztroski – od momentu, gdy pojawiła się przed jej biurkiem, tonął w tym błękitnym spojrzeniu. Musiała przyznać, że zrobił na niej dobre wrażenie tym co powiedział.  
- Jeśli obiecasz, że następne plenery będziesz sobie urządzał w weekendy, a dziś pomożesz mi wszystkie zestawienia poskładać w jedno, to jestem w stanie puścić ten incydent w niepamięć – wciąż starała się zachować powagę, by nie zorientował się, że już od dobrych kilkunastu minut nie jest na niego wściekła
- Słowo harcerza – uśmiechnął się i wymownie spojrzał na sernik. Wzięła kęs i odparła ze śmiechem, wywracając oczami  
- W zasadzie to jestem na diecie
- Żartujesz? – obruszył się – Masz świetną figurę – jego wzrok był pełen zachwytu – Niejedna modelka mogłaby ci zazdrościć…
- Dobra, dobra – zaśmiała się uroczo

Fashion Week zbliżał się wielkimi krokami. Do wylotu zostały trzy dni. Gdy o osiemnastej wyłączyła komputer i zaczęła zbierać się do wyjścia mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Mijała właśnie sekretariat, gdy dostrzegła zmierzającego w jej kierunku Marka. Zdziwiła się, że jeszcze jest w pracy. Widząc jej pytające spojrzenie pospieszył z wyjaśnieniem
- Siedziałem nad folderem promującym firmę. Mam kilka propozycji. Po powrocie z Hiszpanii musimy je przedyskutować. Może część z nich uda się wprowadzić z życie wraz z nową partią.
- Jasne – odparła zmęczona i mijając go ruszyła do windy – Do jutra
- Poczekaj – usłyszała za plecami – Dasz się zaprosić na kolację? – posłał jej tajemniczy uśmiech i z wyczekiwaniem wpatrywał się w oczy. Ta propozycja automatycznie ją otrzeźwiła. Zmęczenie uciekło gdzieś w dal, a jej rozum zaczął pracować na najwyższych obrotach
- Wybacz, ale nie mam siły. Od kilku dni śpię po kilka godzin dziennie. O niczym innym teraz nie marzę, jak o łóżku - na ostatnie słowo oczy Marka pociemniały - Powoli zapominam, jak wygląda moje mieszkanie – spojrzała na niego przepraszająco
- To może jutro, pojutrze? – nie dawał za wygraną
- Marek… – westchnęła, chciała dość dodać, ale nie pozwolił jej. Jej mina mówiła wszystko.
- Jasne – uśmiechnął się niewyraźnie – Nie musisz się tłumaczyć… Dostałem kosza. Zdarza się – na jego twarzy malował się zawód – Do jutra – rzucił i nim się obejrzała zniknął w swoim gabinecie. Poczuła się głupio. 

12 komentarzy:

  1. No mam nadzieje, ze sie poczula glupio ...
    A Marek dostal kosza, ignoruja go, musi sie starac !!!
    Ula to tylko sama praca zyje czy jest cos o czym jeszcze nie wiemy ?
    Bo jak sama praca to trzeba poczekac chwilke, jak tylko poczuje blusa odmienia jej sie proporcje priorytetow ! Tylko zeby Marek wytrwale krecil sie kolo niej, odmowila mu wiec powinno go to zdopingowac !

    A teraz z innej beczki :

    W nawiazaniu do razaco lekcewazacych wypowiedzi jakie zamiescilas na blogu Malgosi o samej sobie !!!

    To nie twoim bazgrolom wiele brakuje tylko wiary Ci brakuje... a jesli juz tym bazgrolom rzeczywiscie czegos brakuje to OKLADKI, takiej ksiazkowej...
    Ty sie nigdzie nie zamykaj, w sobie czy gdzie indziej bo jak przestaniesz nas karmic tymi wysmienitymi historiam to sie zaplaczemy i nasze ryki bedzie slychac nawet tam gdzie sie zamkniesz... spokoju nie zaznasz ...
    Grochola to moze i fenomen ale nie jeden fenomen na tym swiecie i ona monopolu nie ma...

    To, ze 'w tym kraju każdy idiota może napisać książkę' nie znaczy, że każdy kto pisze jest idiota, to by bylo za prosto ! Wiec do roboty !

    A co do jedzenia to jestes wybredna i sprawdza sie powiedzenie mojej mamy "byle co zje i byle co gada" – ty najwyrazniej byle czego nie pochlaniasz i stad te nietypowe miniaturki i inne cudenka !

    Pozdrowienia, w czekiwaniu na autograf na pierwszej stronie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie powiem, nic nie zdradzę, bo jak odkryję teraz karty, bo z mniejszą niecierpliwością będziecie czekać na kolejne części ;) Musi być jakaś tajemnica, jakiś element zaskoczenia... coś musi być niejasnego, niewiadomego, żeby później się wyjaśnić ;)
      Dajcie już spokój z tą książką.
      Oj zdarza mi się pochłaniać nawet śmieciowe jedzenie. Będąc 12h poza domem czasami nie mam wyjścia. Ale wyznaję kult dobrego jedzenia. Lubię gotować. Nie mam czasu robić tego regularnie, ale może dzięki temu sprawia mi to jeszcze większą przyjemność, kiedy gotuję kilka razy w miesiącu. Przygotowanie posiłku, a później jego spożycie to pewnien rytuał. I tego się trzymam ;)
      Dzięki! Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Niestety jeszcze nie nalezysz do klubu "biernikowego te z ogonkiem" , a zapraszalam, zapraszalam ! No coz, pozostaje mi tylko ponowic zaproszenie : w zdaniu "Chciałem cię przeprosić i nieco osłodzić tą pracę ze mną " powinno byc "te prace" z ogonkiem oczywiscie !


    Co kryje sie zazachowaniem Uli , zwykle zaproszenie na kolacje wywoluje reakcje obronna, co z nia nie tak ? Przezycia z przeszlosci, totalny brak doswiadczenia czy skrywanie jakiegos defektu np cielesnego ?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już chyba gdzieś pisałam, że ciężko zmieniam swoje przyzwyczajenia i jestem opornym materiałem. Chyba się starzeję.
      Ale dobrze, że jesteś Ty i stoisz na straży poprawności biernikowej. Poprawione.
      O tym będzie w kolejnej części ;)

      Usuń
  3. Amicus,
    Wyraźnie widać, że Ula bardzo spodobała się Markowi. On jej jednak na razie chyba nie. Mam nadzieję, że się to zmieni i że on tak łatwo się nie podda. Może i jest lekkoduchem, ale mimo wszystko to fajny facet. Na przeprosiny przynósł jej kawę i ciasto (moje ulubione), też bym tak chciała.
    W oczekiwaniu na kolejną część serdecznie Cię pozdrawiam.
    Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On jej nie? O tym, że podoba jej się i uważa go za przystojnego faceta było już chyba w drugiej części. Co innego charakter. Więcej będzie na ten temat w IV rozdziale, który pojawi się w sobotę ;) Postanowiłam wrzucić jeszcze jeden nim pojawi się tu miniaturka :)
      Kaja się, bo wie, że de facto nie robi nic, a Ulka prowadzi firmę za niego.
      Dzięki Aniu za wizytę i wpis. Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Mi chodziło właśnie o to, że nie podoba jej się jego charakter. Bo on sam w sobie chyba tak. W końcu jest przystojny.
      Czekam więc na sobotę na czwartą część.
      Pozdrawiam.
      Ania.

      Usuń
  4. Hej!
    widze ,że wróciłas do środy i soboty? bardzo się z tego cieszę;)
    Marek jest naprawde świetnym facetem, no dobra może i na niego nawrzeszczała jak do pracy sie spoóźnił miała powód.
    Markowi spodobała sie ula i to widać gołym okiem, stara sie z nia umówić a ona znowu odmawia najpierw lunch a teraz kolacja
    nie widzi ,że marek sie stara bo jest pracocholiczką
    Mam nadzieje,że zrobi jeje sie glupio przeprosi i zmondrzeje

    Może w madrycie zmieni zdanie o Marku , bo przeciez inny klimat inaczej się odrazu patrzy na człowieka
    ps. uwielbia twoje opowiadania
    pozdrawiam patka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj :)
      to nie jest niestety powrót na stałe. Kiedy mi się uda, będę wrzucała dwie notki tygodniowo, ale nie mogę obiecać, że będzie tak regularnie. Zmagam się teraz z magisterką, więc na pisanie dla przyjemności mam naprawdę bardzo mało czasu.
      Markowi owszem podoba się Ula jako kobieta. Ale kto wie, czy jego intencje są szczere? ;)
      W Madrycie powiadasz.... ;)
      Dzięki za wpis! Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. MalgorzataSz15 lutego 2014 20:01

    No, no.Ula pokazuje pazurki, ale nic dziwnego, bo rzeczywiście odwala kupę roboty za prezesa. Miała prawo się wściec na jego artystyczną duszę i potrzebę wykorzystania światła, ale przecież ma kobieta świadomość, że on dopiero się uczy być prezesem i nie jest na etapie podejmowania jakichkolwiek decyzji. Najzwyczajniej boi się konsekwencji tych błędnie podjętych.
    Mimo, że trochę ciapowaty, trochę nieogarnięty, to podoba mi się Twój Marek. Jest tak bardzo rozbrajający, że naprawdę trudno się na niego gniewać lub chować urazę. Wie, że zawalił i stara się załagodzić sytuację. Przyszedł z tą kawą i sernikiem jak z białą flagą pokorny i uniżony. Całe szczęście, że Uli przeszło i nie wyżywała się już na nim. Ich fizyczność w jakimś sensie ich przyciąga do siebie. Pytanie tylko jak to będzie dalej, bo Ula w tej historii jest niesamowicie konkretna i rzetelna. Nie znosi partaniny i spóźnialstwa. Stara się ogarnąć wszystko i pamiętać o wszystkim. Jest bardzo oddana firmie. Można powiedzieć, że nie oszczędza się i tego samego wymaga od innych, również od Marka. Czy on przy tym swoim roztrzepaniu, rozkojarzeniu i artystycznych inklinacjach będzie potrafił za nią nadążyć? Mam nadzieję, że z czasem zacznie ją zaskakiwać i to sprawi, że wreszcie ona zacznie mu ufać.
    Piękna część jak zwykle Amicus. Ula władcza, a Marek, no cóż... artysta.
    Serdecznie Cię pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świadomość, że on jeszcze nie potrafi, nie zna się, nie ma doświadczenia to jedno. Fakt, że jest przystojny to drugie. Jak nam się ktoś podoba pod względem fizycznym, to potrafimy więcej puścić w niepamięć.
      Ciepowaty, nieogarnięty... Pytanie czy jest taki naprawdę, czy to tylko taka poza, maska, którą zakłada przy Uli? Może tylko udaje, by coś osiągnąć...
      Marek to rzeczywiście artysta pełną gębą. Artysta, który niekiedy buja w obłokach, żyje w innym świecie, by po chwili twardo po nim stąpać... ku zaskoczeniu wszystkich.
      Dziękuję Ci za wizytę i komentarz. pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Amicus,
    Zapraszam Cię serdecznie na kolejną część mojego opowiadania.
    Pozdrawiam. Ania.

    OdpowiedzUsuń