B

sobota, 8 lutego 2014

'Miłość za Oceanem' I



Miała być dzisiaj kolejna część 'Zapomnij o mnie', jednak w mojej głowie pojawiła się jeszcze jedna scena, na dopisanie której zabrakło czasu. Tak więc pojawi się ta notka następnym razem. Czy to będzie w środę, czy dopiero w sobotę, ciężko mi teraz powiedzieć. 
Tymczasem przedstawiam Wam dzisiaj pierwszą część nowego mini opowiadania. :)


Wrócił z krótkiego urlopu we Włoszech. Nie zastał jej w firmie. Wyjechała z Piotrem do Stanów. Dopóki nie wylądował w Warszawie, dopóki nie przyjechał na Lwowską tliła się w nim nadzieja, że może jednak została, może zrezygnowała z wyjazdu. Nie przypuszczał, że zależy jej na Sosnowskim tak bardzo, że jest w stanie na rok zostawić swoją rodzinę. A jednak zrobiła ta. Miał świadomość, że może wrócić do Polski jako żona innego, jako owoc zakazany. Rzucił się w wir pracy, żeby nie myśleć, nie analizować, nie rozpamiętywać.

Pewnego wrześniowego dnia usłyszał energiczne pukanie do drzwi. Zaprosił gościa do środka. Ku jego ogromnemu zdziwieniu okazał się nim Cieplak. Momentalnie poderwał się z miejsca.
- Dzień dobry panie Józefie. Co pana do mnie sprowadza – zapytał nim przybysz zdążył pokonać odcinek drzwi i sofę
- Dzień dobry – wyciągnął do prezesa dłoń – Potrzebuję pańskiej pomocy – wzrok miał lekko rozbiegany, głos mu drżał. ‘Stało się coś’ przebiegło przez głowę Dobrzańskiego.
- Jeśli tylko będę mógł pomóc, to oczywiście – uśmiechnął się niemrawo. Niepokój w nim narastał. Bał się o nią – Proszę mówić
- Przyszedłem do pana, bo tak naprawdę jest pan moją jedyną deską ratunku. Dwie godziny temu dzwonili do mnie z konsulatu. Ula i Piotr mieli wypadek samochodowy pod Bostonem – dla Marka świat się zatrzymał. Przestały do niego docierać bodźce zewnętrzne. Nie słyszał dalszych słów Cieplaka. Czuł jedynie jak miękną mu kolana. Przed oczami stanęła mu uśmiechnięta twarz ukochanej. Szybko zebrał się w sobie i skupił całą swoją uwagę na słowach Józefa – Nic więcej nie wiedzieli. Kazali kontaktować się bezpośrednio ze szpitalem. A ja nie znam angielskiego. Jak na złość Maciek pojechał rano do Krakowa, a Jasiek ze swoją dziewczyną na szkolną wycieczkę – mówił płaczliwym głosem – Może pan zadzwonić i dowiedzieć się w jakim jest stanie – podał mu małą kartkę z numerem telefonu. Przełknął głośno ślinę i chwycił świstek. Bał się zadzwonić. Bał się usłyszeć, że być może ona nie żyje. Drżącymi palcami wystukał na ekranie smartfona kombinację cyfr.
- Dzień dobry, Marek Dobrzański – zaczął płynną angielszczyzną – Mój teść dostał informację z polskiego konsulatu o wypadku z udziałem Urszuli Cieplak i Piotra Sosnowskiego. Podobno zostali przewiezieniu do państwa. Chciałbym się dowiedzieć w jakim są stanie  – mówił powoli, a głos grzązł mu w gardle. W tym momencie do jego gabinetu wparował Sebastian.
- Marek, słuchaj – zatrzymał się w pół kroku widząc gromiący go wzrok przyjaciela. Dobrzański wyglądał na przerażonego, podobnie, jak znajdujący się w pomieszczeniu Cieplak. Olszański zamilkł gwałtownie i próbował zorientować się, co się dzieje.
- Tak, jestem narzeczonym pani Cieplak – oczy Seby w tym momencie były wielkości pięciozłotówki, ale nic nie powiedział. Przysłuchiwał się rozmowie Dobrzańskiego z uwagą.  - Czy mogę się najpierw dowiedzieć, jaki jest jej stan, a dopiero później zacznę odpowiadać na te biurokratyczne pytania?!  A pani na moim miejscu nie byłaby zdenerwowana, gdyby okazało się, że mężczyzna, którego pani kocha miał wypadek po drugiej stronie globu? Dobrze, przepraszam. Powtarzam pani, że jestem jej narzeczonym! Pan Sosnowski jest jej kuzynem. Odbywa staż w bostońskim szpitalu, a Ula pojechała wraz z nim w celach turystycznych. Tak – mówił zniecierpliwiony. Ta kobieta doprowadzała go do furii – Od dwóch miesięcy. Zgadza się. Ma pani jeszcze jakieś pytania? Świetnie, to czy mogę się wreszcie dowiedzieć, co z Ulą? – powiedział ostrzej niż zamierzał - Operacja? Jakie są obrażenia? – zbladł. Odkąd dowiedział się, że żyje, miał nadzieję, że skończyło się na kilku siniakach – Jakie są rokowania? Dobrze, a kiedy będzie mi pani mogła powiedzieć coś więcej? Rozumiem. A Piotr Sosnowski? – zapytał. Nie znosił doktorka. To on ją wywiózł na drugi koniec świata, to on z nią jechał, gdy miał miejsce ten cholerny wypadek, ale tak po ludzku  było mu go żal – Doprawdy? – krew w nim zawrzała – Dziękuję pani bardzo za informację. Czy ja mogę poprosić o telefon, gdy operacja się już skończy… bardzo mi zależy – pospiesznie podał numer swojej komórki i rozłączył się. Wzrok miał rozbiegany. Miał ochotę zabić Sosnowskiego gołymi rękami. Spojrzał przed siebie. Cieplak z Sebastianem stali w skupieniu czekając na jego relację. Spojrzał w przerażone oczy Józefa i nie wiedział, jak ma przekazać mu informacje, że lekarze nie wiedzą, czy ona przeżyje. Sam był tymi wiadomościami zdruzgotany. W tyle głowy wciąż dźwięczały mu słowa Uli ‘mój ojciec ma chore serce’. Odchrząknął i powiedział powoli
- Ula jest w tej chwili operowana. Powinni dać znać za jakieś dwie, trzy godziny, gdy zabieg się skończy. Prosili, by nie martwić się na zapas, bo tak naprawdę nic jeszcze nie wiadomo… – starał się brzmieć jak najbardziej wiarygodnie. Posłał Sebastianowi porozumiewawcze spojrzenie. Przyjaciel już wiedział. Cieplak z nadmiaru emocji ciężko opadł na fotel – Panie Józefie, dobrze się pan czuje? – błyskawicznie zareagował Olszański, podając mu szklankę wody
- Tak, tak – westchnął ciężko - To ze zdenerwowania. Bardzo się o nią boję
- Ja też – odezwał się Marek, który od kilkudziesięciu sekund wpatrywał się w martwy punkt za oknem, intensywnie się nad czymś zastanawiając. W końcu oświadczył – Lecę do Stanów – dwaj mężczyźni obrzucili go zdziwionym spojrzeniem. Błyskawicznie znalazł się przy drzwiach i wezwał do gabinetu Violkę – Zarezerwuj mi proszę bilet na lot do Bostonu – rzekł zdecydowanym głosem
- Ale na kiedy?
- Jak najszybciej. Potrzebuję dwie godziny by się spakować i dojechać na Okęcie. Muszę lecieć jeszcze dzisiaj, rozumiesz? Może być biznes klasa. Zrób przelew z firmowego konta, jak wrócę ureguluję wszystko. Pospiesz się – rzekł i zaczął pakować swoje rzeczy z biurka. Obaj mężczyźni siedzieli osłupiali jego zachowaniem.
- Marek – odezwał się wreszcie Olszański – A ty masz wizę? – Dobrzański zamarł. Patrzył na przyjaciela beznamiętnym wzrokiem. Po chwili przyszło olśnienie.
- Miałem. Poleciałem przecież na pokaz tej firmy z Nowego Jorku – wyjął ostatnią szufladę i wrzucił jej zawartość na blat biurka – Mam nadzieję, że jest jeszcze ważna – nerwowymi ruchami przerzucał wszystkie papiery. Wreszcie odnalazł swój paszport. Odetchnął z ulgą, gdy stwierdził, że termin ważności upływa dopiero za miesiąc – Zbieraj się – wrzucił do Seby – zawieziesz mnie do domu, muszę się spakować, później na lotnisko. Panie Józefie, pojedzie pan z nami. Wracając Sebastian odwiezie pana do Rysiowa – mimo zdenerwowania jego zdolności organizacyjne były na najwyższym poziomie.
- Nie ma takiej potrzeby. Poradzę sobie
- To żaden kłopot – wtrącił dyrektor HR
- Panie Marku, ja nie chciałem robić kłopotu. Pan ma firmę, swoje życie, nie chciałbym, żeby przez ten wyjazd do Bostonu miał pan jakieś problemy – ciągnął starszy mężczyzna – Ja przyszedłem do pana, bo naprawdę nie było mi komu pomóc. Byłem spanikowany… A wiem, że pan i Ula byliście kiedyś blisko – wymownie spojrzał w oczy prezesa
- Nigdy bym sobie nie darował, gdyby mnie przy niej nie było w takiej chwili.
- Przecież jest z nią Piotr. Poza tym ona od ciebie uciekła – niemal szepnął Sebastian
- Zamknij się! – wrzasnął Dobrzański
- A właśnie, co z Piotrem? – przypomniał sobie Cieplak. W Marku zawrzało. Wciąż nie mógł sobie poradzić z tym, że ona walczy teraz o życie, a on….
- W zasadzie nic mu nie jest – powiedział z bólem – Ma złamaną nogę, wybity bark, kilka zadrapań i rozciętą brew – zapadła chwila ciszy, którą przerwało wtargnięcie Violetty
- Łatwo nie było. Użyłam wszystkich swoich wdzięków, bo pawie cały samolot był już zarezerwowany – paplała podekscytowana swoją misją
- Violka, do rzeczy! – niecierpliwił się prezes
- Masz lot o siedemnastej dwadzieścia – Marek spojrzał na zegarek. Miał jeszcze trzy i pół godziny. Przynajmniej będzie mógł się spokojnie spakować i mimo godzin szczytu dotrzeć na czas na lotnisko
- Dzięki – posłał jej niewyraźny uśmiech – Panowie, zbieramy się.

18 komentarzy:

  1. no no . Ciekawa opcja z tym opowiadaniem . Marek wraca a ula w bostonie. I jeszcze ten wypadek ciekawe jak to się dalej potoczy pozdrawiam patka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapraszam do śledzenia. wszystko będzie się dość szybko wyjaśniać i klarować. Ta mini nie jest zbyt długa ;)
      Dzięki, że wpadłaś. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Ciekawie się zaczyna. Ulka wyjechała choć mam spore wątpliwości czy sympatia do doktorka miała z tym cokolwiek wspólnego, bardziej bym zakładała że wyjazd był ucieczką ( a raczej próba ucieczki przed Markiem i uczuciami jakie Ulka do niego zywi). Zastanawia mnie skąd oni wzięli samochód, którym mieli wypadek bo kupić to go nie kupili, bo doktorek z pensji stażysty raczej by takiej kasy nie odłożył a i Ulka też by nie dała skoro po roku miała wracać ( o ile by ten rok wytrzymała z kimś kogo nie kocha, kogo traktuje jak przyjaciela a tym bardziej z dala od rodziny) a służbowego też raczej nie dostał. Ciekawa jestem czy Ulka w ogóle była tam szczęśliwa czy wręcz przeciwnie, szczęśliwa nie była ale nie wróciła bo chciała sobie i być może Maćkowi czy Ali, którzy zapewne ją od wyjazdu odwodzili udowodnić że jest inaczej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia samochodu wyjaśni się niebawem. Maciek i Ala mieliby ją odwodzić od wyjazdu? Przecież zwłaszcza Milewska była zachwycona Sosnowskim i oboje z Maćkiem robili wszystko, by Dobrzański nie mieszał Ulce w głowie.
      Dzięki za wizytę i komentarz! Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. A jesli Ula jest szczesliwa z Piotrem i marzenia Marka pozostana tylko marzeniami ?
    Chyba bedzie musial popelnic jeszcze pare "czynow" aby te milosc udowodnic.
    Piekny jest ten swiat bez ogrniczen - pieniadze na lot znajduja sie w lot... wiza jest, tak zwyczajnie, licza sie wyzsze cele i szara rzeczwistosc im klod pod nogi nie rzuca !
    Mozna odpoczac od zakupow, faktor i innycz przyciemniaczy radosci zycia codziennego.

    Mam nadzieje, ze on tam nie jedzie po nic, ze opercja sie uda, i ze ona nie popadnie w amnezje, a jesli juz to zapomni Piotra...

    Oczywiscie smutas na koniec to nie w stylu blogowym ale zycie jest tylko zyciem (w ktorejs Mini usmiecilas Marka w wypadku.
    Pozdrawiam i czekam wytrwale na cd (tegi i poprzedniego)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak swoją drogą to chyba zmienię tytuł tego opowiadania. Po drodze wpadł mi do głowy inny pomysł, lepszy.... bardziej oddający ten tytuł. Pomyślę jeszcze... ;)
      W świecie realnym zbyt wiele jest ograniczeń, by literackiej fikcji wprowadzać przeszkody w postaci wiz, pieniędzy, braku miejsc w samolocie, zepsutego dreamlinera czy nawałnicy.
      Nie zamierzam uśmiercać Ulki. To mogę powiedzieć już teraz :) Na razie nie mam ochoty na motyw 'śmierć'
      Dzięki, że jesteś! Pozdrawiam :) PS. A cd tamtego już jutro!

      Usuń
  4. Mialo byc "tego i poprzedniego".

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się ciekawie. Można tę sytuację rozwinąć w różne strony. Ciekawe którą wybrałaś. Pisz. Pisz. Pisz.
    Bewunia

    OdpowiedzUsuń
  6. MalgorzataSz18 lutego 2014 21:43

    Genialny pomysł na opowiadanie "po pokazie". Chyba nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać.
    Cieplak senior musiał być w naprawdę wielkiej desperacji, że zdecydował się przyjechać do Warszawy, do firmy i prosić Marka o pomoc. To nieszczęśliwy i szczęśliwy jednocześnie zbieg okoliczności, że akurat w tym dniu zarówno Maciek jak i Jasiek byli nieobecni. Z drugiej strony Marek, który nie miał do tej pory żadnych wiadomości o Uli dowiaduje się o tym dramatycznym w skutkach wypadku. Z jednej strony pewnie mu ulżyło, a z drugiej okropnie się martwi, czy ona nie ma zbyt wielu obrażeń, by przeżyć.
    Nie dziwię, że jest wściekły na doktorka. On wyszedł niemal bez szwanku i tak naprawdę nie wiadomo, czy nie jest czasem sprawcą wypadku. Jeśli się okaże, że tak, Marek rzeczywiście będzie skłonny rozszarpać go gołymi rękami.
    Po rozmowie ze szpitalem w Bostonie jest bardzo zdeterminowany i natychmiast chce tam się znaleźć. To dowód na to, że nadal obdarza Ulę głębokim uczuciem. Nie wiadomo jak kształtują się relacje między nią a doktorkiem. Jeśli są poprawne, Marek może mieć kłopoty. Jeśli ona nadal obdarza Sosnowskiego wyłącznie przyjaźnią, Marek ma spore szanse, by wszystko jej wyjaśnić, a ona mu wybaczyć.
    Oczywiście nie zakładam w ogóle opcji, że ona nie przeżyje tej operacji.

    Piękny początek Amicus. Mam tylko nadzieję, że nie pomieszam ze sobą rozdziałów dwóch różnych opowiadań i ewentualnych miniaturek.
    Pozdrawiam Cię serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józef był niewątpliwe zdesperowany. Nie miał kogo poprosić o pomoc. Pech chciał, że wszyscy mówiący biegle po angielsku znaleźli się poza jego zasięgiem. Został Dobrzański. Cieplak wie, że prezes bardzo Ulę skrzywdził, że ją oszukał, że ona poniekąd uciekła przed miłością do Marka, ale z drugiej strony widział, że Dobrzański starał się odzyskać względy Uli, że próbował, że mu zależało. Wiedział, że Marek mu nie odmówi dlatego zdecydował się na taki krok. Choć oczywiście nie przypuszczał, że prezes zdecyduje się lecieć do Stanów.
      Ula żyć będzie. Nie ma innej opcji ;)
      Nie pomieszasz, nie pomieszasz. Dasz sobie radę! :)
      Dzięki! Pozdrawiam! :)

      Usuń
  7. Zapowiada się bardzo interesująco. Mam nadzieję, że Ula wyjdzie z tego wypadku cała i zdrowa.
    Marek dla miłości do Uli pojechał na drugi koniec świata. Byle tylko przy niej być :)
    Czekam na kolejną część!
    ''Zapomnij o mnie'' bardzo mnie intryguje. Marek to taki lekkoduch, artysta, ale kiedy trzeba stanąć twardo na ziemi to potrafi to zrobić. Dostał od Uli kosza, ale mam nadzieję, że dalej będzie próbował się z nią umówić.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie na nn!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna część 'zapomnij o mnie' już jutro! Serdecznie zapraszam! :)
      Marek wciąż Ulę bardzo kocha, stąd tak szybka decyzja, by lecieć tam, być przy niej, ewentualnie pomóc, by jak najszybciej wróciła do zdrowia.
      Dzięki za wizytę i wpis.
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  8. Moja droga!
    Wróciwszy do czytania blogów, od razu utonęłam w Twoich opowiadaniach. Są naprawdę cudowne. Z przyjemnością czyta się perypetie bohaterów. Jestem przekonana, że skoro Marek poleci do Stanów, to na pewno coś się wydarzy. Nie mogę się doczekać jakiegoś zwrotu akcji. Mam prośbę: czy mogłabyś powiadamiać mnie na moim blogu o nowych notkach? Byłabym bardzo wdzięczna :) Pozdrawiam i gratuluję talentu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Natalio!
      Bardzo się ucieszyłam z Twojej wizyty. :)
      Dziękuję Ci za wszystkie miłe słowa skierowane pod adresem moim i tego bloga! :)
      Publikuję regularnie co sobota, czasami wrzucam coś w środy, ale oczywiście postaram się Ciebie informować.
      Dziękuję za wizytę i wpis! Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. U mnie na blogu pojawiła się mini - zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Amicus

    U mnie wyjątkowo wcześniej nowy rozdział. Zapraszam. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo zainteresowało mnie to opowiadanie. Jestem ciekawa, jaką sytuację zastanie Marek w Stanach i jak Ula zareaguje jego widok.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń