Wszystko ułożyło się nie tak.
Przecież po zarządzie miało być lepiej. Wszystko wreszcie miało wyjść na
prostą. Miał wyplątać się z kłamstw i wreszcie zacząć żyć normalnie. Wiedział,
że na dłuższą metę nie dałoby się tego ciągnąć. Już teraz musiał się nieźle
głowić, by nic nie wypłynęło w nieodpowiednim czasie. ‘Kłamstwo ma to do
siebie, że prędzej, czy później wyjdzie na jaw’ – przypomniał sobie słowa
swojej nieżyjącej babci. Już myślał, że się udało, a jednak mylił się. Niby
zarząd przyjął udoskonalony raport, ale wypłynęła kwestia tajemniczej
inwestorki. Ula chciała dobrze, pomagała mu, robiła to, co chciał. Ratowała
firmę, ryzykowała dla niego. A na koniec została uznana za oszustkę, która
próbowała wyłudzić od FD pieniądze. Nie mógł na to pozwolić. Bronił jej przed
atakami Aleksa, ale na nic się to zdało. Ojciec też był przeciwny. Wierzył, że
gdy opowie wszystko na spokojnie seniorowi ten zmieni zdanie. Jednak póki co i
Krzysztof Dobrzański miał Ulę za złodziejkę działającą na szkodę firmy. Ale tak
naprawdę zarząd w tej chwili był mało istotny. Głowę zaprzątała mu Ula. W dość
niefortunnych okolicznościach dowiedziała się o prezentach od Sebastiana. Dotarło
do niej, że z jego strony była to tylko gra. Miała prawo oskarżać go, że w jego
oczach ona się nie liczy, że robił wszystko ze względu na raport. Poznała
prawdę, jego wcześniejsze intencje i motywacje, a jednak przedstawiła ratującą
go wersję raportu. Sądził, że po wczorajszej rozmowie w jej domu, zrozumiała,
że mu uwierzyła. Trzymał się tej myśli kurczowo, ale tuż po zarządzie odarła go
ze złudzeń. Ona nie zrobiła tego dla niego, a dla swoich przyjaciół, którym
gorzej by się żyło pod panowaniem Aleksa. Gdy wszedł do jej gabinetu widział w
jej oczach ból i żal. Miała prawo mu nie wierzyć. Robił wszystko, by ją nieco
do siebie przekonać, by chociaż chciała z nim rozmawiać. Obiecywał, że to ostatnie
kłamstwo na jego rzecz, że on żałuje, że mu zależy, że chce z nią być. A ona
wciąż sądziła, że chodzi mu tylko o te pieprzone weksle. W tej chwili był gotów
oddać tą firmę w diabły by tylko mu uwierzyła i chciała słuchać. Przecież tak
naprawdę, gdyby dała mu szansę, wszystko udałoby się w miarę logicznie
wytłumaczyć. Nie chciała rozmawiać, nie chciała słuchać. I wtedy z
rozdzierającym bólem serca w oczach powiedziała mu, że żałuje. Żałuje wszystkiego,
co z nim związane. Wezwali go na zarząd. Nie miał więcej czasu, nie mógł w tej
chwili nic zrobić, ale wiedział, że tak tego nie zostawi. Postanowił, że zmusi ją do tego, by go wysłuchała. Choćby siłą.
Wrócił po zebraniu do swojego
gabinetu. Odruchowo wyjrzał przez okno. Zawsze tak robił, gdy nie wiedział co
dalej. Przestrzeń dawała mu nadzieję, poczucie wolności. Spojrzał w dół.
Zauważył ją. Wychodziła z firmy w towarzystwie Szymczyka. Niczym błyskawica
wypadł z gabinetu i pędem ruszył w kierunku schodów. Nie miał czasu czekać na
windę. Liczyła się każda sekunda. Za plecami na piątym piętrze usłyszał jeszcze
wołanie swojego ojca. Nie zatrzymał się. Wybiegł z firmy już nieco zasapany.
Wreszcie ją dogonił. Ledwo hamowała łzy, widział to bardzo dobrze.
- Ula, co ty robisz? – zapytał bez
sensu, chociaż doskonale wiedział. Widział ten karton, który niósł Maciek
- Odchodzi – odezwał się jej
przyjaciel. Poczuł, że zaczyna brakować mu tchu.
- To prawda? – odpowiedziała mu
cisza – Ula, proszę cię nie wygłupiaj się. Porozmawiajmy i wszystko będzie tak,
jak dawniej
- Nic już nie będzie tak, jak
dawniej – szepnęła cicho, nawet na niego nie spoglądając – Wymówienie zostawiłam
na biurku
- Błagam cię, daj mi dziesięć
minut – gdyby kazała mu teraz paść na kolana, zrobiłby to. Wszystko by zrobił,
by tylko zechciała go wysłuchać – Ula, proszę. Dziesięć minut rozmowy.
- Marek! – usłyszeli głos
dobiegający od strony wejścia do firmy. Na schodach stał senior Dobrzański w
towarzystwie Pauliny.
- Idź, czekają na ciebie –
rzuciła beznamiętnym tonem, otwierając drzwi Volvo przyjaciela
- Niech czekają. Proszę cię,
porozmawiajmy – błagał niemal płaczliwym tonem. Nie słuchała go. Czuła się
oszukana, skrzywdzona. Nawet nie miała ochoty na niego patrzeć. Wsiadła do
samochodu głośno zatrzaskując drzwi. Widział, że jest zdenerwowana. Nerwowymi
ruchami szarpała pas bezpieczeństwa.
- Marek! – ojciec z jego
narzeczoną podeszli bliżej. Oboje nie rozumieli co się dzieje. Marek kompletnie
nie zwracał na nich uwagi. Wciąż stał nad samochodem. Auto ruszyło. Odsunął się
lekko. Wiedział, że przegrał. Wiedział, że jeśli ona teraz odjedzie, to być
może już nigdy nie będzie im dane się spotkać. Będzie go unikać, może nawet
gdzieś wyjedzie. Wiedział, że jeśli teraz nie porozmawiają, żal i ból będę w
niej narastać, skutecznie odgradzając ją od niego. Musiał coś zrobić. Musiał ją
zatrzymać. Miał niewiele czasu. Ułamki sekundy były na wagę złota. Jak w
zwolnionym tempie widział, jak samochód wyjeżdża z miejsca postojowego na
parkingową alejkę. Musi działać teraz. Musi wytoczyć najsilniejsze działa. ‘Teraz,
albo nigdy!’ przebiegło mu przez głowę. W ostatniej chwili wybiegł wprost przed
samochód. Szymczyk gwałtownie zahamował. Stanął przed autem, rozpościerając
szeroko ręce na jego masce. Przez przednią szybę intensywnie wpatrywał się w
jej oczy.
- Kocham cię! – krzyknął na tyle
głośno, by usłyszała mimo warkotu silnika, mimo zamkniętych okien. Miała
wrażenie, że było go słychać na całym parkingu. Zamarła. Na moment zapomniała o
oddychaniu. Powiedział to. Wreszcie to
powiedział. Czy teraz też kłamał? Jaki miałby w tym interes?
- Marek! – Febo wrzasnęła
wściekła. Cieplakówna spojrzała w tamtą stroną. Na twarzy Włoszki malowała się
furia. Senior Dobrzański stał w szoku. Czy prezes kłamałby? Czy gdyby nie była
to prawda, wyznawałby jej miłość w obecności Maćka, ale przede wszystkim
swojego ojca i narzeczonej.
- Kocham cię – powtórzył już
nieco ciszej, wciąż ingresywnie wpatrując się w jej twarz. Wyczytała te słowa z
ruchów jego warg. Wreszcie odsunął się nieco od samochodu i spojrzał w kierunku
swojej przyszłej żony – Wybacz mi – rzekł – Ślubu nie będzie.
Wzrok Febo ciskał piorunami.
Ojciec milczał, obrzucając go jedynie złowrogim spojrzeniem. Miał to gdzieś.
Liczyła się teraz tylko Ula. Miał nadzieję, że teraz wreszcie mu uwierzy i
pozwoli wyjaśnić. Powinien jej wyznać miłość
w inny sposób, ale gdyby nie zrobił tego teraz, być może już nigdy nie
miałby na to szans. Samochód wciąż stał pośrodku alejki. I Szymczyk nie
przypuszczał, że prezes zachowa się w ten sposób. Ta chwila ciszy,
bezczynności, przeciągała się w nieskończoność. Czekał na jej ruch, ale ona
wciąż siedziała wbita w fotel. Każda sekunda zdawała się być wiecznością.
Podszedł to tylnych drzwi samochodu i otworzył je szeroko wsiadając do środka.
- Zawieź nas nad Wisłę – niemal
rozkazał Szymczykowi – pod most kolejowy – dodał po chwili, nieco już
łagodniejszym tonem. Miał nadzieję, że pozwoli mu wyjaśnić i uwierzy. Bardzo tego
pragnął. Tak, jak bardzo pragnął być z nią. Postawił wszystko na jedną kartę i
w głębi serca wierzył, że wygra tą walkę o jej serce. Auto ruszyło ku jego
nowej, lepszej przyszłości.
Amicus
OdpowiedzUsuńSądziłam, że dzisiaj dodasz drugą część opowiadania, bo byłam ciekawa jak znajdzie się w nowym środowisku nowy prezes F&D. Tymczasem zastałam piękną miniaturkę ze znanego już cyklu "Co by było, gdyby..."
Odnalazłaś w serialu fragment, w którym rzeczywiście albo mogło skończyć się wszystko, albo skończyć się szczęśliwie dla Uli i Marka. Jak przebiegła rozmowa nad Wisłą możemy się jedynie domyślać. Marek pewnie błagał i przepraszał na klęczkach, a ona zrozumiawszy wreszcie, że jego wyznanie miłości było prawdziwe, wybaczyła mu i od teraz są już razem.
W niekonwencjonalny sposób zerwał z Pauliną. W porównaniu do serialu, gdzie długo zbierał się do kupy, by wreszcie z wielką obawą wyznać jej, że ślubu nie będzie, tutaj zrobił to desperacko rozpłaszczony na masce samochodu łamiąc wszelkie konwenanse. Z drugiej jednak strony wcale się nie dziwię takiemu zachowaniu, bo Marek znany był przecież z nietypowych zachowań. Lubię, gdy dumna panna Febo dostaje od losu taki właśnie policzek, bo uważam, że zasługuje na takie a nie inne zachowanie. I bardzo dobrze, że był przy tym Krzysztof. Wprawdzie i on był wściekły, ale może wyznanie syna coś mu uświadomiło.
Jak zwykle miniaturka najwyższych lotów, pięknie napisana i trzymająca do końca w napięciu. Dziękuję i serdecznie Cię pozdrawiam. :)
Masz rację. Powinna się pojawić kolejna część. Przepraszam Was za to. Ostatnio wpadło mi do głowy kilka zdań, które chciałabym tam jeszcze dopisać, a niestety na to zabrakło czasu, więc wrzuciłam miniaturkę, która już była gotowa od dawna. Nie chciałam znów robić przerwy w publikacjach.
UsuńGosiu, doskonale wiesz, że lubię wracać do serialowych scenek i generalnie lepiej się czuję w miniaturkach niż długich opowiadaniach. Jakoś łatwiej i szybciej mi się je pisze, poza tym mam już bazę. Kiedyś gdzieś miałam nawet listę scen, które można by było przerobić, udoskonalić, na ich podstawie napisać mini. Podczas przeprowadzki gdzieś mi się zapodziała, więc w wolnej chwili będę musiała z wielką przyjemnością wrócić jeszcze raz do odcinków. Póki co piszę na kanwie tego, o czym pamiętam.
Dziękuję Ci!
Pozdrawiam! :)
Trochę przesadziłam z tym desperacko rozpłaszczonym na masce Markiem i dopiero czytając drugi raz doczytałam, że na masce rozpłaszczone miał tylko ręce i w zasadzie opierał się o nią. Jednak po przemyśleniu sprawy dochodzę do wniosku, że nawet nieźle mógłby wyglądać leżąc bezradnie na masce i powtarzając w kółko, że kocha Ulę. To dodałoby pewnie więcej dramatyzmu. Jednak to tylko luźne uwagi i moje wyobrażenie takiego Marka-desperata.
OdpowiedzUsuńBuziaki. :)
dramatyzm w tej scenie jak najbardziej wskazany! Zachowanie desperackie, więc mogłoby i tak wyglądać.
UsuńUdanego tygodnia! :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńwspaniała miniaturka. Kolejny raz w cudowny sposób pokazałaś, jak to wszystko powinno wyglądać. Początek doskonale znany z serialu, ale to, co działo się dalej - normalnie odpustowa karuzela! Tak bardzo bałam się, że Marek, tak jak w serialu, po prostu pozwoli im odjechać, podda się i nie będzie szczęśliwego zakończenia. Chwała Bogu - bardzo się pomyliłam :) Rzucił wszystko na jedną kartę, nie patrząc, co dzieje się dookoła, wykrzykuje Uli, że ją kocha. Nie zważa na ojca, nie zważa na narzeczoną. Ryzykuje. Nie pokazujesz szaleńczego rzucania się sobie w ramiona, ale tak, jak napisała Gosia - możemy się domyślić, jak to wyglądało dalej :)
Pozdrawiam Cię serdecznie :)
"Anonimowy" to ja :)
UsuńMarcysiu,
Usuńno mój Marek pokazuje, że 'ma jaja'. Działa, a nie czeka, boi się, analizuje i sam nie wie co powinien zrobić. Jest podstawiony pod ścianą, ale wie co jest dla niego najważniejsze i nie zastanawia się ani minuty dłużej. Wygrywa!
Dzięki!
Pozdrawiam :)
Bardzo piękna miniaturka, przywołująca klimat serialu, emocje tamtych scen, lecz jakże inaczej się kończąca. Marek stawia wszystko na jedną kartę, stawia na miłość. Jak pięknie można było to pokazać w serialu. :) No, ale dobrze, że mamy Ciebie, droga Autorko. :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię serdecznie. :)
Z jednej strony ja też chciałabym, że to tak wyglądało w serialu, ale z drugiej... gdyby tak było BrzydUla skończyła by się jeszcze szybciej, znając jej scenarzystów. A tak to serial trawał ile trwał, w sumie mógł dłużej, a ja mam pole do popisu ;)
UsuńDzięki za wizytę i komentarz.
Pozdrawiam :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńu mnie, na www.brzydulkowo.blog.onet.pl - IV część "Jeszcze będzie przepięknie".
Zapraszam serdecznie!
Bardzo lubie twoje "Co by bylo gdyby..."
OdpowiedzUsuńDla Pauliny asystowanie narzeczonemu przy wyznaniu milosci innej na niewiele przed slubem,to prawdziwa tragedia. Tym bardziej, ze jest to wyznanie pelne pasji i dramatyzmu. Nie oszczedzasz jej !
Te twoje "Co by bylo gdyby" koja zlosc widza bo w filmie nie udawalo im sie dogadac, a czesto byli od porozumienia o kroczek.
Jak zwykle czyta sie twoj tekst jednym tchem, "samo", plynnie i bardzo przyjemnie.
Co do prof. Bralczyka mysle, ze wiele mu brakuje do ciebie. Do tej pory nie slyszalam o nim, (poszperalam sobie w internecie) ale nie sadze aby przekazywal uczucia, napiecie i pasje w sposob rowny Tobie !
Tego nie mozna sie nauczyc, albo sie ma to cos, albo nie !
No ale zeby sie nieco przyblizyc do idealu poprawnosci, to jednak popraw ten biernik z "ta" ("oddać tą firmę" " że wygra tą walkę") na "te" z ogonkiem ("oddać te firmę" " że wygra te walkę").
Ja kocham biernikowe "te" z ogonkiem wiec ostrzegam bede upierdliwa az do skutku ...
Bralczyk wraz z Miodkiem to dwa polskie autorytety w dziedzinie języka. Miodek miał kiedyś cykl programów językowych w tv. Bralczyk za to jest niezwykle sympatycznym człowiekiem, z ogromnym dystansem do siebie i poczuciem humoru. Taka pozytywna dusza! :) Nie przekazuje emocji, bo jego publikacje to raczej teoria i fakty, niż wdzięczne opisy miłosnych stanów ;)
UsuńDzięki za uwagi. Ta miniaturka powstała już dawno, stąd te moje błędy. Nie sprawdzałam jej pod biernikowym kątem. Poza tym jestem dość oporna, więc jeszcze długo będziesz musiała ze mną walczyć.
Postaram się poprawić te błędy w ciągu najbliższych dni.
Dzięki za komentarz.
Pozdrawiam :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńJaka piękna mini. Taka scena mogłaby być w serialu. Marek zrobił tutaj coś czego Ula się nie spodziewała. Wyznał jej miłość i jak miała nie uwierzyć, kiedy zrobił to w takich warunkach. Rozłożony na samochodzie. W dodatku w obecności Maćka, swojego ojca i Pauliny.
Paulina została potraktowana tak jak najbardziej na to zasługiwała. Szkoda, że w serialu nie było taj sceny, ale na szczęście mamy Ciebie. Ty zawsze potrafisz nam pokazać w swoich opowiadaniach coś, na co oczekiwałyśmy oglądając serial.
Wczoraj oczekiwałam kolejnej części opowiadania, ale zrekompensowałaś mi to dodaniem tak przepięknej miniaturki.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Ania.
Kolejny rozdział będzie w przyszłym tygodniu. Zresztą żeby było sprawiedliwie pojawią się dwa pod rząd, żeby wyrównać ;)
UsuńJak już pisałam gdzieś wyżej, gdyby się pojawiło w serialu, to serial skończyłby się wcześniej ;) Więc dobrze, że tego nie było, a i ja mam o czym pisać :)
Pozdrawiam i dziękuję za wizytę i komentarz!
Cześć, znowu obudziłaś we mnie tęsknotę za Brzydulą, uwielbiam Twoje opowiadania "Mogło się skończyć inaczej" wciąż mam w komputerze. Nadrobiłam wszystko i wciąż mi mało. Czekam na dalsze perełki. Uwielbiam Twój styl. Super się czyta i wciąż się chce więcej. Nie mogę się doczekać kolejnych części (cokolwiek by to było czy ekstra miniatury czy wciągające opowiadania).
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, K.
K, bardzo Cię proszę odezwij się do mnie w wolnej chwili na maila. amicus148@gmail.com
UsuńPozdrawiam :)
Amicus, sprawdź pocztę.
UsuńPzdr. K.
Przepiękna notka!
OdpowiedzUsuńDobrze, że Marek miał w sobie tyle determinacji, że zatrzymał samochód w którym jechała Ula i wyznał jej miłość. W tamtym momencie przestała go obchodzić Paulina. Liczyła się tylko Ula.
Bałam się, że Cieplakówna jednak nie będzie chciała porozmawiać z Markiem. Bardzo ją skrzywdził, ale chciała być szczęśliwa, a jedynie przy boku Dobrzańskiego mogła jej się to udać.
Serdecznie pozdrawiam!
No tym razem Dobrzański stanął na wysokości zadania! :)
UsuńCieszę się, że Ci się podoba ta mini.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wizytę i wpis!
Amicus,
OdpowiedzUsuńu mnie V część opowiadania "Jeszcze będzie przepięknie".
Zapraszam i serdecznie pozdrawiam :)
U mnie na blogu pojawiła się nn!
OdpowiedzUsuńZapraszam ;)
Amicus,
OdpowiedzUsuńzapraszam Cię serdecznie na VI część mojego opowiadania :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie na kolejny rozdział.
Pozdrawiam. Ania.