Piotr rozentuzjazmowany opowiadał
jej przy kolacji o swoim pierwszym, samodzielnym przeszczepie. Nie potrafiła
się skupić na jego słowach. Od czasu do czasu posyłała mu niewyraźny uśmiech,
kiwała głową ze zrozumieniem, ale kompletnie nie wiedziała, o czym jej teraz
dokładnie opowiadał. Jej myśli były dużo dalej. Miała dość. Wykręcając się
bólem głowy zaszyła się w sypialni. Jej nocna koszulka wciąż pachniała
Dobrzańskim. Ktoś postronny nie zwróciłby nawet uwagi na ten niezbyt intensywny
zapach. Ona go czuła. To ta woń, za którą tęskniła tyle miesięcy. Zaczynała
wariować.
Niechętnie pojechała do firmy.
Miała ochotę jeszcze przez kilka dni zostać w domu, ale wiedziała, że Piotr
zacząłby pytać. Chciała uniknąć odpowiedzi i kłamania prosto w oczy. I tak było
jej wystarczająco ciężko.
Cicho wsunął się do jej gabinetu.
Stała tyłem do drzwi segregując dokumenty na biurku. Podszedł niezauważony i
złożył delikatny pocałunek na jej szyi. Wzdrygnęła się i gwałtownie od niego
odskoczyła.
- Nigdy więcej tego nie rób –
niemal wysyczała przez zaciśnięte zęby, wpatrując się w szybę wychodzącą na
korytarz. Na szczęście było pusto. Spojrzał na nią marszcząc brwi.
- Przepraszam – powiedział
spokojnie – Tęskniłem – rzekł z ujmującym uśmiechem
- Głośniej! Głośniej! Niech
usłyszy cię cała firma! – nerwy zaczęły jej puszczać. Do tej pory potrafiła się
opanować, ale gdy znalazł się przy niej, znów wywołał w jej wnętrzu burzę,
której nie potrafiła wyciszyć.
- Co się dzieje? – wpatrywał się
w nią intensywnie
- Nic. Oprócz tego, że zdradziłam
męża – powiedziała stłumionym głosem – to nic się nie dzieje – nerwowym gestem
poporawiła włosy
- Ja poniekąd w tej sprawie –
dodał zbliżając się do niej – chciałbym porozmawiać. O przeszłości i
przyszłości – celowo zaakcentował ostatnie słowo.
- Nie będę prowadzić z tobą
takich dyskusji w biurze. Nikt nie może się dowiedzieć, rozumiesz?
- Dobrze. To pójdź ze mną na
kawę, lunch, spacer. Gdziekolwiek – naciskał
- Nie. Na razie nie jestem gotowa
na taką rozmowę. Muszę dojść do ładu sama ze sobą – przyjrzał j się badawczo i
zrozumiał, że siłą nic nie ugra.
- Dobrze. Poczekam tyle, ile
będziesz chciała – szepnął zrezygnowany i posłusznie wyszedł z jej gabinetu.
Głośno wypuściła powietrze z płuc.
Kiedyś to jemu zarzucała, że jest
obłudny, że kłamie na każdym kroku, że zdradza. Teraz robiła dokładnie tak
samo. Kłamała. Tak naprawdę nie była uczciwa ani w stosunku do Piotra, ani w
stosunku do Marka. Zdradziła męża i co gorsze, wcale tej zdrady nie żałowała.
Nie bardzo wiedziała, co ma zrobić. Ten pocałunek wtedy w gabinecie. Sama nie
wiedziała, co ją do niego pchnęło. Tęsknota, sentymenty czy miłość? Marek wciąż
był dla niej ważny, bardzo ważny, ale nie mogła zapominać o Piotrze. On w tej
całej sprawie był najmniej winny, a najwięcej go dotyczyło. Potrzebowała czasu.
Najbliższe dni postanowiła poświęcić na pracę i ślub Sebastiana i Violetty.
Później będzie zastanawiać się nad swoim życiem.
Trzymając Piotra za rękę
wkroczyła do Urzędu Stanu Cywilnego na Ursynowie. Musiała przyznać, że
Kubasińska wyglądała zjawiskowo. Promieniała. Sebastian również był szczęśliwy.
Goście powoli zaczęli się gromadzić. Kilka osób z firmy, przyjaciele i
najbliższa rodzina. Jakieś czterdzieści osób. Wreszcie go dostrzegła. Stał z
boku i bacznie ją obserwował. W idealnie skrojonym, czarnym garniturze wyglądał
jak marzenie. Posłał jej tęskne spojrzenie. Odwróciła głowę w stronę Piotra i
zaczęła o czymś mu opowiadać. Zaczęło się. Dobrzański, wraz z przyjaciółką
Violki Gośką, był świadkiem. Stał bokiem do zebranych gości. Ta pozycja dawała
mu okazję do zerkania od czasu do czasu na Ulę. Skupił na niej całą swoją uwagę
podczas składania przez młodych przysięgi. Zastanawiał się, czy jemu
kiedykolwiek będzie dane ślubować ukochanej miłość, wierność i że jej nie
opuści aż do śmierci. Czuła na sobie jego wzrok, ale pozostawała niewzruszona.
Uparcie wpatrywała się w plecy Olszańskiej. Pojechali na przyjęcie weselne do
pobliskiej restauracji. Zajęła się prowadzeniem dyskusji z Anią i Pshemko, z
którymi siedzieli obok. Na chwilę zapomniała o Dobrzańskim. Tylko na chwilę.
Tuż po posiłku rozpoczęła się zabawa. Wirowała na parkiecie w ramionach Piotra.
Wciąż czuła wlepione w nią spojrzenie Dobrzańskiego. Zmęczona opadła na
krzesło, by po ledwie kilku minutach usłyszeć za sobą jego głos
- Zatańczysz ze mną?- zapytał intensywnie
się w nią wpatrując. Obrzuciła go przerażonym spojrzeniem. Pozostał
niewzruszony – No chyba się mnie nie boisz? - Stał z wyciągniętą dłonią i
bezczelnie wpatrywał się w jej oczy. Zerknęła na Piotra, który posłał jej
niewyraźny uśmiech. Całując męża w policzek wstała i podążyła z Markiem na
środek sali.
- Co ty wyprawiasz? – zapytała z pretensją
w głosie, gdy zaczęli wirować. Był świetnym tancerzem.
- Tańczę z tobą – odparł najnormalniej
w świecie, wolno sunąc dłonią po jej odsłoniętych plecach.
- Marek, proszę cię przestań się
zgrywać.
- Ja się nie zgrywam – odparł poważnie
– Wariuję bez ciebie – szepnął jej do ucha. Przeszedł ją dreszcz. Rzuciła
wzrokiem w kierunku stolików. Piotr bacznie ich obserwował. Nieznacznie
odsunęła się od Dobrzańskiego. Doskonale potrafiła udawać obojętność. Marek
zerknął na nią i z bólem zaśmiał się pod nosem
- Jesteś świetną aktorką. Lepszą
niż ja – spojrzał jej w oczy
- Uspokój się. Piotr nas
obserwuje – wyszeptała przez zaciśnięte zęby.
- Co będzie dalej?
- Dalej? – odpowiedziała zdziwiona
pytaniem na pytanie
- Z nami… - szepnął wprost do jej
ucha
- Jeszcze nic nie postanowiłam - Zamilkł.
Usłyszeli ostatnie takty piosenki. Bez słowa odprowadził ją do stolika i ruszył
w kierunku przyjaciela. Miał ochotę się napić. Alkohol był najlepszym wyjściem
w tej sytuacji.
W poniedziałkowy ranek ostentacyjnie
wpadł do jej biura. Bez zbędnej zwłoki i nawet słowa przywitania stanął przed
jej biurkiem z kartką papieru
- Moje podanie o dwa tygodnie
urlopu – obrzuciła do zaskoczonym spojrzeniem i niemal mechanicznie złożyła
swój podpis – Może przez ten czas podejmiesz decyzję, czy wolisz być z mężem,
którego nie kochasz, czy ze mną.
- Skąd wiesz, że go nie kocham? –
zapytała podirytowana. Zaśmiał się pod nosem
- Bo bardzo dobrze cię znam.
- Jesteś bardzo pewny siebie.
Zbyt pewny – dodała po chwili. Zmarszczył brwi.
- To się jeszcze okaże –
powiedział i ruszył w kierunku drzwi. Zatrzymał się w pół kroku i ponownie
stanął przed nią. Spojrzał na kartki trzymane w ręku – Aaa, i tu masz jeszcze
zaproszenie na trzydniową konferencję w Amsterdamie. Przez przypadek znalazło
się wśród mojej korespondencji. Radziłbym jechać. Ojciec zwykle wracał z takich
eventów z kilkoma nowymi partnerami biznesowymi – podał jej kopertę i wyszedł.
Odetchnęła. Liczyła, że przez te
czternaście dni jego nieobecności jakoś poukłada swoje życie. Nie dawała tego
po sobie poznać, ale była w totalnej rozsypce. Pierwszy raz w życiu, tak
naprawdę nie wiedziała, co ma robić, jaką decyzję podjąć i czego w życiu pragnie.
W czwartek z ulgą spakowała
walizkę.
- Zawiozę cię na lotnisko w
drodze do szpitala – w drzwiach sypialni stanął Sosnowski
- Zamówiłam już taksówkę. Powinna
być za kwadrans. Nie chcę byś spóźnił się na dyżur. Wiesz, że o tej porze są
straszne korki.
- Jak uważasz – wzruszył ramionami.
Widział, że od kilkunastu dni coś się z nią dzieje, ale nie chciała nic mu
powiedzieć. Nie naciskał. Wychodził z założenia, że gdy będzie gotowa sama mu
powie – Nie lubię, gdy wyjeżdżasz – posłała mu ciepłe spojrzenie
- Taka praca. Trzy dni szybko
zlecą – przytuliła się do niego
- A Marek nie mógł jechać za
ciebie? – na dźwięk imienia swojego… ‘no właśnie kogo? Kochanka?’ pytała samą
siebie. Spięła wszystkie mięśnie.
- Marek jest na urlopie –
szepnęła. Pogładził ją po plecach.
- Chciałbym z tobą porozmawiać,
jak już wrócisz z tej Holandii
- O czym?
- O nas – odparł. ‘Czyżby się
czegoś domyślał?’ przemknęło jej przez głowę. Odsunęła się lekko i wyczekująco
wpatrywała się w jego oczy – No dobrze – westchnął – Chce porozmawiać o
przyszłości – ‘Co oni do cholery wszyscy z tą przyszłością?’ – Chciałbym, żebyśmy
mieli dziecko – jego słowa ją zamurowały. Co prawda jeszcze przed ślubem
planowali dwójkę, ale Piotr podkreślał, że chce jeszcze poczekać nim skończy
doktorat. Odchrząknęła nerwowo i zrozumiała, że jedynym wyjściem w tej sytuacji
jest jak najszybsze wyjście z domu.
- O wszystkim porozmawiamy, jak
wrócę – krótko musnęła jego usta i chwyciła walizkę – chyba taksówka już
podjechała.
Nie znosiła latać. Ale dzisiejsza
podróż jakoś jej nie przeszkadzała. Spojrzała na swoją obrączkę. Jeszcze kilka
tygodni temu wszystko wydawało się proste. Była żoną Piotra. Była szczęśliwa. A
później wrócił Marek i wszystko się zmieniło. Po raz kolejny wywrócił jej życie
do góry nogami. Myślała, że uda im się utrzymać dystans. Myślała, że uda im się
żyć tak, by łączyła ich tylko praca. Myliła się. Wciąż był dla niej ważny. Zbyt
ważny. Kiedyś, gdy przeczytała w jednym z czasopism o kobiecie, która kochała
dwóch mężczyzn jednocześnie, głośno się roześmiała. Chyba los się na niej
zemścił. Była teraz w takiej samej sytuacji. Wciąż kochała Dobrzańskiego. Ale
nie mogła zaprzeczyć i powiedzieć, że Piotr nic dla niej nie znaczy. Kochała
swojego męża. Nim wyjechał do Bostonu nie czuła do niego nic oprócz sympatii.
Później wrócił i zaczęli od nowa. Był inny niż Marek. Wielokrotnie łapała się
na tym, że ich porównywała. Wiedziała, że to do niczego nie prowadzi. Teraz
zastanawiała się, która miłość jest ważniejsza. ‘Czy to w ogóle można jakoś
zmierzyć?’
Zameldowała się w eleganckim
hotelu i ruszyła na górę. Przeciągnęła kartę i usłyszała brzdęk otwieranego
zamka. Pchnęła drzwi i wpadła wprost w jego ramiona. Przylgnął do niej całym
ciałem, mocno tuląc ją do siebie.
- Boże, już myślałem, że się nie
doczekam – znieruchomiała. Dała się podejść.
- Co to ma znaczyć? – wlepiła w
niego swoje błękitne tęczówki, które wciąż były wielkości pięciozłotówki
- Unikasz mnie – zaczął, wprowadzając
ją za rękę w głąb pokoju – A ja bardzo za tobą tęsknię. Wiedziałem, że tu będę
cię mógł mieć tylko dla siebie – zbliżył się i stanął z nią twarzą w twarz –
Poza tym – zaczął szeptać wprost w jej usta – masz podjąć decyzję. Przez te
trzy dni zamierzam pomóc ci ją podjąć – jego usta zaczęły gwałtownie miażdżyć
jej wargi. Poddała się tej pieszczocie i już po chwili z równie wielką pasją
odpłacała mu się tym samym. Spragnieni siebie runęli na łóżko.
Z niemałym trudem próbowali
wyrównać oddechy. Delikatnie się uśmiechała. Musiała przyznać, że Piotr nigdy
nie potrafił zadowolić jej w łóżku, tak, jak Marek. Mimo, że kochali się dopiero
po raz trzeci, on doskonale znał jej ciało. Potrafił jednym ruchem, jednym
pocałunkiem doprowadzić ją do szaleństwa. Seks z nim był niemal mistycznym
przeżyciem. Położył się na boku i opierając głowę na ramieniu intensywnie jej
się przyglądał.
- Jesteś dla mnie najważniejsza –
spojrzała w jego oczy. Wiedziała, że mówi prawdę. Zaczął wskazującym palcem
kreślić kółka na jej piersi – Kocham cię i zrobię dla ciebie wszystko – nic nie
powiedziała. Nie musiała. On wiedział. Wiedział, że jest dla niej równie ważny.
Czytał w jej oczach, jak w otwartej księdze. Tą magiczną chwilę przerwał
dzwonek jej telefonu. Owinęła się prześcieradłem i odszukała aparat. Stanęła
naprzeciw okna.
- Halo
-….
- Tak, już doleciałam.
Przepraszam, że od razu nie zadzwoniłam, ale trochę trwała droga do hotelu i formalności
w hotelu – spuściła głowę.
- ….
- Zadzwonię jutro po południu.
Cały dzień będę jakieś szalenie interesujące wystąpienia. Będę zajęta.
- …
- Pa.
Zakończyła połączenie i stała
nieruchomo, wpatrzona w bliżej nieokreślony punkt za oknem. Doskonale zdawał
sobie sprawę z tego, co przeżywa. Wysunął się spod kołdry i stanął tuż za nią.
Objął ją ramionami i przyciągnął ją bliżej siebie.
- Przepraszam – szepnął – to moja
wina. Gdybym wtedy nie wyjechał, gdybym nie uciekł jak tchórz… nie musiałabyś
teraz kłamać – odwróciła się do niego. Dostrzegł w jej oczach łzy
- To nie tylko twoja wina. Gdybym
pozwoliła ci wtedy wyjaśnić, gdybym chciała słuchać. A teraz z premedytacją
zdradzam męża, któremu ślubowałam wierność – szloch wstrząsnął jej ciałem. Przytulił
ją. Wiedział, że dla niego łamie wszystkie swoje zasady.
- Ciiii, wszystko się jakoś ułoży
– scałowywał słone krople z jej twarzy.
- Kocham cię – padło wreszcie z
jej ust. Uśmiechnął się do niej, ukazując w pełnej krasie swoje dołeczki. Straciła
grunt pod nogami, a prześcieradło swobodnie opadło na podłogę. Zaniósł ją do
łóżka.
Te trzy dni były niczym bajka.
Niczym sen, z którego nie chciała się budzić. Tak właśnie wyobrażała sobie
przyszłość u jego boku, gdy tylko wrócili ze SPA. Wtedy, to były tylko marzenia
brzydkiej kochanki prezesa, dziś – rzeczywistość. Wiele sobie wyjaśnili,
starali się zrozumieć swoje postępowanie. Ich miłość naprawdę była wyjątkowa.
Teraz to wiedziała. Ale wiedziała również, że jest jeszcze Piotr. Człowiek jej
bardzo bliski, którego nie miała prawa krzywdzić w tak okrutny sposób. Nie
chciała go zranić, ale miała świadomość, że prowadzenie podwójnego życia będzie
bolesne dla całej trójki. Jej będzie coraz trudniej, Marek nigdy się z tym nie
pogodzi, że nie ma jej na wyłączność, a i Piotr w końcu się zorientuje, że coś
się zmieniło. Podjęła decyzję.
- Wracasz ze mną?
- Nie – pokiwał przecząco głową –
zostaje do jutra. Zresztą pewnie Piotr odbierze cię z lotniska, mam rację? –
przytaknęła – No właśnie. Nie chcę utrudniać… Wiem, że to nie będzie łatwa dla
ciebie rozmowa.
- Marek, ja nie mogę ci obiecać,
że powiem mu już dzisiaj. Muszę poczekać na odpowiedni moment.
- Wiem kochanie – odparł i mocno
ją przytulił.
- Powiedziałaś mu? – to było
pierwsze pytanie, jakie jej zadał, gdy tylko przekroczył próg jej biura
- To nie jest takie proste –
powiedziała obrzucając go krótkim spojrzeniem i jak gdyby nigdy nic wróciła do
odpisywania na maile
- Wiem, ale nie możesz tego
odkładać w nieskończoność – starał się być spokojny. Od jej powrotu do Polski
minęły już cztery dni.
- I kto to mówi? Człowiek, który
niemal do samego ślubu czekał na odpowiedni moment, by go odwołać – powiedziała
ostro. Spojrzał na nią ze smutkiem. To był cios poniżej pasa – Jakbyś
zapomniał, ja już jestem po ślubie i sprawa jest nieco bardziej skomplikowana –
wyżywała się na nim, bo nie potrafiła poradzić sobie z wyrzutami sumienia i
świadomością, że tak bardzo skrzywdzi człowieka, przez ostatnie półtora roku,
najbliższego.
- Dobrze – westchnął – Nie będę
naciskał. Wiem, że potrzebujesz czasu – posłał jej blady uśmiech i wyszedł z
gabinetu.
Miał rację. Nie mogła odkładać
tego w nieskończoność. Gra na zwłokę nic nie da. Zawsze ceniła sobie szczerość.
Była mu to winna. Miała nadzieję, że podczas zbliżającego się weekendu zbierze
się na odwagę. W sobotę Piotr miał dyżur, ale niedziela będzie
najodpowiedniejszym dniem na szczerą rozmowę.
- Marek, możemy porozmawiać? –
zapytała, gdy tylko dostrzegła go na korytarzu piątego piętra
- Jasne. U mnie, czy u ciebie?
- Wolałabym przejść się do parku –
obrzucił ją przenikliwym spojrzeniem marszcząc przy tym brwi. Szykowała się
poważna rozmowa. Czuł to po tonie jej głosu. Zresztą miała to wymalowane na
twarzy. Miał nadzieję, że wreszcie powiedziała Sosnowskiemu.
- Czemu cię wczoraj nie było? –
dopytywał, gdy tylko wyszli przed budynek firmy
- Musiałam załatwić kilka ważnych
spraw. Upewnić się odnośnie jednej kwestii. Bardzo ważnej kwestii – powiedziała
zamyślona – Jestem w ciąży – szepnęła. Dobrzański w pierwszej chwili spojrzał
na nią z niedowierzaniem. Jej wyraz twarzy nie pozostawił złudzeń. To nie żart.
Naprawdę jest w ciąży. Roześmiał się radośnie. Miał ochotę skakać ze szczęścia.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę
– odparł, wodząc po jej sylwetce rozbieganym wzrokiem. Jakoś nigdy nie
zastanawiał się, jak to będzie, gdy zostanie ojcem, czy kiedykolwiek nim
zostanie. A teraz, był szczęśliwy. Perspektywa ojcostwa dawała mu wielką
satysfakcję – Posłuchaj, jeszcze dzisiaj musisz się od niego wyprowadzić. Na
razie zamieszkamy na Czerniakowskiej, ale szybko postaram się znaleźć jakiś dom
pod miastem. Moje dziecko nie będzie się wychowywało w tym hałasie i zanieczyszczeniach
– snuł plany. Rozczulił ją. Tego się po nim nie spodziewała.
- Marek.. – próbowała wejść mu w
słowo, ale ciężko było przerwać ten jego entuzjastyczny słowotok
- Jutro zadzwonię do mecenasa
Soboty. Trzeba jak najszybciej załatwić rozwód. Potem nasz ślub. Jeśli zechcesz
oczywiście – spojrzał na nią z czułością – bardzo bym chciał, ale papierek to
nie wszystko. Dla mnie najważniejsze jest to, że już zawsze będę się przy tobie
budził i zasypiał – rozpłakała się. Ukryła twarz w dłoniach – Kochanie, co się
dzieje? – zapytał z przejęciem
- To dziecko Piotra – wyszeptała przez
łzy – Jestem w siódmym tygodniu ciąży – powiedziała ledwie słyszalnie. Jaka
była głupia. Przez ten powrót Marka nawet nie zdała sobie sprawy, że jej
ostatni okres nie był taki, jak zwykle, że jej organizm zachowywał się inaczej.
Co za ironia losu. Musiała zajść w ciążę tuż przed powrotem Marka do kraju. Dobrzański
stał jak sparaliżowany. Wreszcie odzyskał jasność umysłu
- Ula, to nic nie zmienia. Będę
je kochał jak swoje, obiecuje. Będę się starał być najlepszym ojcem, jakim
potrafię – coraz bardziej zanosiła się płaczem – Błagam cię, nie płacz.
- Ty nic nie rozumiesz. Ja nie
mogę teraz od niego odejść. Nie mogę go zostawić…. – czuł, że traci grunt pod
nogami. Zaczęło brakować mu tchu. Nerwowym ruchem poluzował krawat.
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Błagam cię, nie utrudniaj.
Widocznie dla nas jest już za późno – nie potrafiła spojrzeć mu w oczy.
Obiecała sobie, że będzie twarda, ale nie potrafiła. Gdy w weekend zaczęły ją
męczyć nudności, gdy zaczęła łączyć fakty jakaś mała lampeczka zapaliła się w
jej głowie. Jeszcze do wczorajszej wizyty u lekarza miała nadzieję, że nosi pod
sercem dziecko Dobrzańskiego. Ale wczoraj wszystko się zmieniło. Była w ciąży,
a ojcem jej dziecka, był jej mąż. Człowiek, który nie zasłużył na takie
traktowanie. Człowiek, któremu przez swoje błędne decyzje z przeszłości, nie
mogła zniszczyć całego świata. Kochała go i nie potrafiła zranić. Tak samo jak
nie mogła zranić swojego nienarodzonego dziecka, pozbawiając go pełnoetatowego ojca.
Tego właściwego ojca. Musiała wybrać. Teraz nie decydowała tylko o sobie.
Wiedziała, że będzie bolało, ale nie wiedziała innego rozwiązania. Z czasem się
przyzwyczai, z czasem zapomni, z czasem zacznie żyć tak, jak jeszcze kilka
miesięcy temu.
- Za późno? – krzyknął Dobrzański
przez łzy – Przecież ja ciebie kocham! I ty też mnie kochasz! – łapczywie wpił
się w jej usta. Zatraciła się w tym pocałunku. Wiedziała, że to ich ostatni. Oderwała
się od niego i po raz ostatni zatonęła w jego szarym spojrzeniu. Teraz pełnym
bólu i rozpaczy.
- Złożyłam rezygnację. Twój
ojciec już wie. Nie potrafilibyśmy pracować razem. To by się nie udało - wyszeptała gładząc jego policzek
- Co ty pierzysz?! – odskoczył do niej. Nerwy mu
puszczały. Nie potrafił jej zrozumieć - Ja nie pozwolę ci odejść, rozumiesz!
- To koniec – wyszeptała i
wybiegła z parku. Nie pobiegł za nią. Zrozumiał, że to nie ma sensu. Ona już
zdecydowała. Zdecydowała za nich oboje.
KONIEC!
KONIEC!
Ulka popełniła błąd decydując się zostać z Piotrem mimo że jest z nim w ciąży zwłaszcza że zrobiła to tylko z powodu dziecka, a tym samym unieszczęśliwiła teraz już cztery osoby. Bo ani ona ani dziecko nie będą szczęśliwi w rodzinie gdzie tylko jedna strona kocha druga nie ( a wiadomo że Ulka dalej kocha Marka z taką samą siłą jak wcześniej jeśli nie bardziej, a Piotra nie)zwłaszcza że w którymś momencie (i to szybciej niz później) zaczęłyby się kłótnie, a sama Ulka by długo w takim związku nie wytrzymała zwłaszcza że cały czas by go okłamywała bo zapewne o zdradach by nie powiedziała, a i Piotr by jej raczej nie wybaczył. Pozatym lepiej dla dziecka by się wychowywało w rodzinie gdzie obie strony się kochają nawet jeśli oznacza to że miało by przybranego ojca niż w takiej na jaka skazała go Ulka (rodzine gdzie jest tylko jednostronna miłość i gdzie druga strona od początku oszukuje partnera a tak jest w tym przypadku). Ale widać Ulka się musi sama o tym przekonać żeby to zrozumieć tylko nie wiem czy gdyby to już o niej dotarło to czy nie byłoby za późno i czy Marek by sobie kogos nie znalazł.
OdpowiedzUsuńPozatym Ulka daremnie się łódzi że zapomni o Marku skoro przez 2 i pół roku nie zapomniała tylko jej się tak wydawało, tak samo jak sobie teraz wmawia że kocha PIotra, (gdyby tak było to by go nie zdradziła, a przynajmniej drugim razem). Pozatym niby nie chce go zranic a postępując tak jak postepuje rani go jeszcze bardziej niż gdyby się z nim rozwiodła.
UsuńKobiety czasami podejmują takie decyzje. To nie tylko fikcja literacka. W życiu tak też się zdarza. Niestety!
UsuńNie możesz pisać, że Ula kocha Marka, a Piotra nie. Problem w tym, że ona kocha ich obu. Każdego na swój sposób. Marek to w jej życiu ktoś naprawdę wyjątkowy. Pierwsza prawdziwa i wielka miłość. Ta miłość z porywami serca, wielką namiętnością i pasją. Piotra kocha nieco bardziej dojrzale. Można powiedzieć, że Piotr swoją postawą i obecnością nauczył ją siebie kochać. Obdarza miłością ich obu. Każdego inną i w żaden sposób tak naprawdę tej miłości nie można zmierzyć ani porównać, bo każda jest inna.
Kobiety potrafią dla dobra dziecka wytrzymać w takich związkach bardzo długo, niekiedy całe życie, rezygnując z prawdziwego szczęścia. Jeśli oczywiście jest to ewidentnie związek z rozsądku i nie darzy się ojca dziecka żadnym uczuciem. W tej historii, jak już pisałam wcześniej, ona Piotra również kocha. Wybiera związek z miłości z dozą rozsądku, niż z samej, czystej i ogormnej miłości.
Ta sytuacja między Markiem, Ulą i Piotrem od początku jest bardzo skomplikowana. Zawiła i zagmatwana. Uczucia tutaj nie są jednoznaczne.
Masz rację, zdradza męża. Ale czuje wyrzuty sumienia, bo go kocha. Decyduje się na kolejne zbliżenie z Markiem, bo ten seks nie wypływa z jej znudzenia Piotrem, z chęci przeżycia czegoś szalonego, ale z miłości.
Wiedziałam, że tą końcówką wywołam burze. Nie wszystkie historie dobrze się kończą. I w literackiej fikcji i w życiu.
Dzięki za tak obszerny komentarz i podzielenie się ze mną przemyśleniami.
Pozdrawiam serdecznie :)
NIE NIE NIE NIE.... FAJNE ALE JESTEM STRASZNIE ROZCZAROWANA NIE TAK SIE TO MIAŁO SKOŃCZYĆ....:(:(
OdpowiedzUsuńnie wszystkie bajki dobrze się kończą.
UsuńPozdrawiam :)
Zgodzę się z poprzednikami. Zastanawia mnie jedna rzecz: mianowicie czy Ulka wzięła pod uwagę fakt że lekarz mógł się pomylić? A tak się czasami zdarza. Ciekawe co by wtedy zrobiła gdyby tak się właśnie okazało i dziecko okazało się jednak Marka. Juta
OdpowiedzUsuńW dzisiejszych czasach, przy tak zaawansowanej medycynie i precyzyjnym sprzęcie takie pomyłki praktycznie w ogóle się nie zdarzają. Poza tym pamiętaj, że Ula jest w siódmym tygodniu ciąży. Piszę, że zaszła w nią przed powrotem Marka, przed jego pojawieniem się w firmie. A ich pierwsze zbliżenie miało miejsce ponad dwa tygodnie po ich pierwszym spotkaniu. Jeśli to miałoby być dzieco Marka, mogłaby być co najwyżej w końcówce czwartego tygodnia.
UsuńPozdrawiam :)
A moim zdaniem skonczyło się świetnie... Ula przecież kocha Piotra inaczej niż Marka, ale kocha. Piotra kocha jak męża,jak ojca swojego dziecka , a do Marka czuje pożądanie wymieszanie z miłością.
OdpowiedzUsuńChyba jesteś jedyną osobą, która tak sądzi. Nawet ja mam wątpliwości, czy nie powinnam tu zafundować happy endu ;)
UsuńDzięki!
Pozdrawiam :)
Ula nie tylko nie jest uczciwa w stosunku do Piotra i Marka ale przede wszystkim w stosunku do samej siebie.
OdpowiedzUsuńKiedys dawala dobre rady Markowi (co do uczciwego zycia), pewnie miala racje ale byla to troche teoretyczna wiedza, wtedy byla milym dziewczeciem obracajacym sie w czarno bialym swiecie zla i dobra. Teraz jest sama w skomplikowanej sytuacji zyciowej (zycie jej pokazalo, ze istnieje nieskonczona ilosc odcieni szarosci) i nie potrafi dobrze z tego wybrnac, klamie i rani bo inaczej sie nie da.
Ula bardzo chce aby jej dziecko bylo szczesliwe, zapomina jednak, ze najszczesliwsze dzieci wychowuja sie przy szczesliwych rodzicach, wlasnych lub zastepczych, to nie jest juz takie wazne, jesli sa kochane, a to dziecko by bylo kochane i przez Piotra i przez Marka.
Teraz bedzie musiala grac pzez caly czas i zachowywac pozory by utrzymac ten schemat szczesliwej rodziny. Ila czasu wytrzyma?
Czy to co buduje z Piotem nie rozpadnie sie za pare lat?
Ula jest taka wspaniala i uczciwa wiec moze bedzie udawac skutecznie cale zycie ? (Jesli udawanie i uczciwosc ida w parze...)
Ula jest niedojrzala panienka, ktora gra obrazalska i mimo, ze tak bardzo holduje szczerosci, nie potrafi sie na te szczerosc zdobyc.
Po pokazie odrzucala Marka i mimo jego prob zapewnien o milosci nigdy nie odwazyla sie na szczera rozmowe z nim.
Teraz, gdy jej zmysly szaleja na jego widok, zachowuje sie jak ktos nagabywany przez Marka. Marek sie zblizyl do niej i do niczego jej nie zmuszal, "do tego trzeba dwojga", a ona dobrze wiedziala co robi i czerpala z tego niewymowna przyjemnosc.
Marek jest chyba od poczatku uczciwszy w swoim postepowaniu, jak nie byl zakochany to sie bawil na calego, jak sie zakochal to istniala tylko Ula, jak zrozumial ze Ona jedzie z Piotrem to przestal sie narzucac i zniknal, wyjechal. Jak wrocil i dostrzegl mozliwosc powrotu to walczy o to uczucie na calego.
A Ula ma przed soba milosc swojego zycia i z niej rezygnyje. Ula mimo tej calej inteligencji jaka posiada niestety poraza glupota.
Ja bym nie chciala byc dzieckiem dla ktorego wlasna matka rezygnuje ze szczescia. Takie dziecko jest dzieckiem smutku, a jak ono sie kiedys dowie z czym wiazalo sie jego przyjscie na swiat?
Zyjemy w spanialych czasach, w ktorych mozna zmienic partnera zyciowego, rozwod nie jest czyms dobrym ale jest uczciwym wyjsciem z sytuacji. Kiedys ludzie nie mieli tego luksusu i musieli sie meczyc w niedobranych zwiazkach.
Prawda jest taka, że Ula znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Bez właściwego wyjścia. W tym momencie zarówno wybór Marka, jak i Piotra niesie ze sobą plusy i minusy. Wydaje jej się, że podemuje najlepszą decyzję, jaką może. Wie, że niesie ona konsekwencje, że i tak ktoś będzie cierpiał. Czy jej decyzja jest słuszna, to zweryfikują lata.
UsuńRzeczywiście Ulka kieruje się tu głównie dobrem dziecka. Chce mu zapewnić życie z dwójką właściwych rodziców. Nie chce swoim postępowaniem, swoimi decyzjami burzyć jego świata. Wydaje jej się, że nie ma takiego prawa. I że nie ma prawa w pewnym stopniu odbierać tego dziecka Piotrowi. Wiadomo, że po rozwodzie dziecko zostałoby z nią, a Piotr miałby z nim ograniczony kontakt.
Wiele kobiet godzi się na różne dziwne układy, na związki bez miłości, dla dobra dziecka. Wytrzymują bardzo długo, niekiedy całe życie. Nie można powiedzieć, że ona decyduje się na związek bez miłości. Kocha Piotra, na swój sposób. Bo miłość do Marka i do Piotra, to zupełnie coś innego.
Przyznaję, że Marek jest w tej historii uczciwszy i dojrzalszy od Uli. Ale wcześniej popełnił błąd. Odpuścił, nie walczył do końca i to teraz się na nim mści. Gdyby wrócił wcześniej, gdyby wrócił do kraju wtedy, gdy ona miała być w Bostonie, życie obojga potoczyłoby się inaczej i teraz byliby szczęśliwym małżeństwem.
Inteligencja niestety nie idzie w parze z życiową mądrością.
Do rozwodu trzeba dojrzeć. Poza tym trzeba być przekonanym co do jego słuszności. Ona nie jest, stąd rezygnuje z odejścia od męża i związku z Markiem. Musi wybrać albo, albo. I wybiera. Czy słusznie? Trudno powiedzieć.
Dzięki za tak długą analizę.
Pozdrawiam :)
Może i początek bylo super to na koniec gdy przeczytałam cóż powiem prawde jestem rozczarowana......
OdpowiedzUsuńtym razem staje po stronie marka
pozdrawiam patka
Patko,
Usuńja sama zaczynam mieć wątpliwości, czy dobrze zrobiłam z takim zakończeniem. Ale nie wszystkie historie kończą się szczęśliwie. I te fikcyjne, ale przede wszystkim te realne, życiowe. Poza tym czy przypadkiem nie zemdliłoby Was po kolejnym, przesłodzonym happy endzie?
Pozdrawiam :)
Amicus, nie dziwię się, że po tym co się stało nie może skupić się na słowach Piotra. Rozmowa Marka i Uli w biurze przypominała rozmowę kochanków. Ale czy teraz ona nie postępowała tak jak Marek wcześniej? Przecież zdradziła… I nie chciała chyba kończyć tej znajomości. Oby z tego dzieci nie było.
OdpowiedzUsuńHmm, po opisie ślubu myślałam, że obdarzysz nas weselnym seksem jak to bywa w amerykańskich serialach, haha. Niestety nic z tego. Ulka do bólu przypomina mi Marka – swoim postępowaniem, a Paulę – postawą „nikt nic nie wie, nikt nic nie widział, jest okej, kocham mojego męża”.
Ja coś przeczuwałam, że ten urlop to tylko pretekst. A te trzy dni były po brzegi zaplanowane przez Marka. Zastanawia mnie tylko co zrobi Ula… Słowami: „Muszę poczekać na odpowiedni moment” przypomniała mi Marka, który tak się tłumaczył przed nią.
Oj, nie lubię Ulki! Jest samolubna! Najpierw zdradziła męża, a teraz chce z nim zyć jakby nic się nie stało. A co z dzieckiem? Przecież ona będzie nieszczęśliwa, a z czasem to może przełożyć się na dziecko…
Zostawiłaś mnie bez słów tym rozdziałem, w ogóle tym opowiadaniem. Jedno z lepszych opowiadań jakie czytałam. Naprawdę! Uwielbiam twój styl, to ile emocji wkładasz w każde zdanie. Uwielbiam:):)
Pozdraiwam
Bea
Bea,
Usuńtu raczej nie chodzi o to, że nie chciała kończyć tej znajomości. Ona po prostu nie wiedziała co robić, nie wiedziała na co się zdecydować. A w zasadzie na kogo. Na Marka, czy na Piotra. To tym zbliżeniu w jej domu zaczęła poważnie zastanawiać się nad swoimi uczuciami do męża i do kochanka. Wiedziała, że musi podjąć decyzję, bo takiego układu nie chce ciągnąć, że w domu mąż, w pracy Dobrzański. Są w niej resztki uczuciwości.
Hahah, a wiesz, że na to nie wpadłam. Seks w restauracyjnej łazience! To by było niczym 'moda na sukces' :D Nie, nie. To już by było zbyt bezczelne, żeby kochała się z Markiem niemal pod nosem męża.
Masz rację. Ula przypomina Marka. I w postępowaniu - prowadzeniu podwójnego życia i ciągnięcia romansu i wypowiadanych słowach. Celowo nawiązałam do tego 'odpowiedniego momentu'. Liczyłam, że właśnie tak to odbierzecie. Najpierw sama go ganiła za to, dawała się wodzić za nos, a teraz robi dokładnie tak samo. Bo nie wie jak postąpić i jak oznajmić człowiekowi, którego kocha, że odchodzi na zawsze.
Ula sądzi, że decyzja, którą podjęła jest nasłuszniejszą w tej sytuacji. Wybiera jakby 'mniejsze zło'. Czy słusznie? To tak naprawdę zweryfikują lata. Dopiero po jakimś czasie będzie mogła się przekonać, czy rzeczywiście wciąż potrafi być z Piotrem i czy Marek przestał być najważniejszy.
Bardzo mi miło! :) Ale czy jednak nie jesteś rozczarowana finałem?
Dziękuję Ci za wizytę i wpis.
Pozdrawiam serdecznie :)
Nadal przetrawiam ten tekst i zastanawiam się dlaczego dałaś ten znak zapytania. On ewidentnie sugeruje, że jednak nie jest za późno a Ty fundujesz nam rozwiązanie najgorsze z możliwych. W tym opowiadaniu zdecydowanie wybieliłaś Piotra. Zrobiłaś z niego prawdomównego,uczciwego człowieka, pozbawionego obłudy i fałszu a także kochającego męża. Tak naprawdę niewiele wiemy o Sosnowskim, bo nasza wiedza pochodzi jedynie z informacji, które on sam przekazywał Uli, a mówił to, co chciała usłyszeć. Robił z siebie anioła i człowieka stojącego w kontraście do Dobrzańskiego. To Marek był "be" a on był "cacy". W serialu miał stanowić przeciwwagę w stosunku do byłego kochanka Uli, ale czy rzeczywiście był tak do końca uczciwy wobec niej. We mnie od razu wzbudził niechęć i to nie dlatego, że grający Marka Filip wzbudzał naszą sympatię mimo złych uczynków. Ja ciągle odnosiłam wrażenie, że Sosnowski jest obłudny do szpiku kości a pod tym fałszywym uśmieszkiem nie zawsze kryją się szczere intencje. Był zaborczy, chorobliwie zazdrosny i bez przerwy deprymujący Marka w oczach Uli. To nie było w porządku a ona zbyt naiwnie przyznawała mu rację we wszystkim.
OdpowiedzUsuńTrudno jest mi się pogodzić z takim zakończeniem. To, że tak zadecydowała niczego nie zmieni. Ona nie przestanie tęsknić i kochać Marka. Pod tym względem będzie nieszczęśliwa do końca życia. Być może, że nawet dziecko nie zniweluje tej tęsknoty. Z całą pewnością nie można powiedzieć, że do Marka czuje wyłącznie namiętność i pożądanie. Te uczucia są już wypadkową wielkiej, głębokiej miłości, o której trudno zapomnieć i jeszcze trudniej wyrzucić ją z serca. Sosnowski jest dla niej ważny, bo zapełnił pustkę, gdy Marka nie było w kraju. Jak pisałam we wcześniejszym komentarzu, był "zamiast". Teraz wyszło na to, że Ula odrzuca coś naprawdę pięknego i wartościowego. Coś, co uszczęśliwiłoby ją do końca życia. To, co wybrała to jedynie namiastka szczęścia, złudny erzac, który będzie ją uwierał do końca jej dni. Scenariusz będzie taki: ona siedzi w domu bo poświęca się wychowaniu dziecka bądź dzieci, on robi karierę w kardiochirurgii. Ona nie spełnia się zawodowo. Jest zdolna i mądra, ale przy wychowaniu dzieci na nic zdadzą się te mądrości. Będą oddalać się od siebie i zostaną ze sobą tylko ze względu na dzieci. Gdy te dorosną i usamodzielnią się, oni też uwolnią się od siebie, bo nie będą już mieć wspólnych tematów. Każde z nich skończy jako samotny człowiek. Smutne i przygnębiające.
Nie tak to miało być Amicus. Nie tak. Ona miała być szczęśliwa. Piotr nigdy nie kochał jej tak jak Marek. Przeżyłby jakoś to rozstanie. Fundując nam taki "sad ending" skazujesz na cierpienie trzy osoby. Dziecka nie liczę, bo ono zaadaptuje się do warunków jakie stworzy mu matka.
Przez to zakończenie jestem sfrustrowana. Boże! Jak ja nie cierpię Sosnowskiego!
Tak czy owak bardzo Ci dziękuję Amicus, bo opowiadanie jest świetnie napisane i przecież nie każde musi kończyć się zgodnie z oczekiwaniami czytelników. Ja czekam teraz na dalszy ciąg poprzedniego. Serdecznie pozdrawiam. :)
Małgosiu,
Usuńmoją intencją podczas 'tworzenia' tytułu nie było by dać Wam znak, że nie jest za późno. Ten znak zapytania został postawiony, by zasanowić się czy przypadkiem nie jest już za późno. I w mniemaniu Ulki jest. Mare ma nadzieję, że jednak nie jest jeszcze za późno, ale ona nie przyjmuje tego do wiadomości.
Rzeczywiście Piotr miał być lepszy. Zbudowany nieco na kanwie tego serialowego, ale szczery, kochający, cierpliwy i po prostu dobry. Ta serialowa wersja mnie również działa na nerwy. Zachowywał się tak, jak piszesz, bo wiedział, że jest na przegranej pozycji, że Ula nigdy nie pokocha go tak mocno, jak Marka. I stąd te jego zabiegi, niemal stawanie na głowie, by pokazać, że jest chodzącym ideałem, a Marek to diabeł w ludzkiej skórze.
Nie Ty pierwsza i nie ostatnia piszesz, że nie potrafisz pogodzić się z takim zakończeniem lub, że nie takiego się spodziewałaś. Chciałam pójść inną drogą. Chciałam zaskoczyć, nie być przewidywalną. Chciałam opisać historię trudnych relacji, skomplikowanej miłości i pewnego rodzaju trójkąta. Chciałam przedstawić życie, bo w życiu nie wszystko kończy się szczęśliwie. Chciałam napisać coś, co nie skończy się jak zwykle cukierkowo. I chyba przekombinowałam. Po raz pierwszy po zakończeniu historii mam wątpliwości, czy poszłam dobrą drogą. Wywołałam burzę. O to mi chodziło, by Was sprowokować do licznych i rozbudowanych komentarzy. Ale czytając je zaczynam zastanawiać się, czy aby na pewno postąpiłam słusznie pisząc taki finał. Z jednej strony z tej skomplikowanej sytuacji nie ma dobrego wyjścia, bo i tak ktoś będzie cierpiał, ale z drugiej.. Mogło jednak być inaczej. Zastanawiam się, czy nie pokusić się o epilog... Muszę podjąć sensowną decyzję.
Ciąg dlaszy poprzedniego oczywiście będzie.
Dziękuję Ci Gosiu, za konstruktywne komenatarze pod każdą notką.
Pozdrawiam :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńnie spodziewałam się takiego zakończenia tej krótkiej, a jednocześnie bardzo trudnej, historii. Tak, jak w poprzedniej części między Ulą a Markiem wybucha pożądanie, ktorego Sosnowska żałuje. Tak, ona jest do szpiku uczciwa, a tutaj zdradza męża. Przekonuje, że go kocha. Ale gdyby na prawdę kochała, to poszłaby do łóżka z Dobrzańskim? Nie wiem, mam mętlik w głowie. Jak dla mnie Ula nie była szczera w stosunku do Marka, ale to tylko moje odczucie. Smutno, że nie połączyli się znów ze sobą, chociaż tak naprawdę to Ula zadecydowała za oboje.
Pozdrawiam Cię serdecznie!
Marcysiu,
Usuńto nie jest historia z cyklu tych 'biało-czarnych'. Tu, tak jak napisał ktoś we wcześniejszym komentarzu, widać, że życie ma wiele odcieni szarości. Problem w tym, że gdy po raz pierwszy kocha się z Markiem, ma mętlik w głowie. Nie wie, co zrobić dalej, ale nie żałuje. Ma wyrzuty sumienia, że zdradza męża, ale nie żałuje tego zbliżenia. To nie jest takie oczywiste, że jak się kogoś kocha, to się nie zdradza. Owszem, tak jest, ale nie w tym przypadku. Bo tutaj ona zarówno kocha Piotra, ale Marka też. To dwa różne uczucia, o różnej sile i zbudowane na innej podstawie. Inne, a zarazem tak podobne. Idzie z Markiem do łóżka z miłości.. mimo, że kocha Sosnowskiego.
Ula nie jest szczera ani w stosunku do Marka, ani Piotra, ale przede wszystkim wobec samej siebie. Uwikłała się w skomplikowany układ, z którego tak naprawdę nie było dobrego wyjścia.
Ja też mam mętlik w głowie. Chyba po raz pierwszy. Wiedziałam, że tą częścią wywołam burzę, ale nie sądziłam, że aż tak gwałtowną. Zaczynają się rodzić we mnie wątpliwości, czy aby na pewno dobrze to rozegrałam...
Dzięki, że przeczytałaś i skomentowałaś.
Pozdrawiam ciepło! :)
A ja wierze że pojawi sie jakiś CD np rok później gdzie okazuje sie że dziecko jest kopią Marka, i USG sie pomyliło tak sie zdarza (jestem żywym przykładem:):) i Ula odszukuje go i żyją długo i szczęśliwie... Licze na Ciebie kochana że jakoś to sprostujesz, bo śwetny poczatek środek a sam finał-MASKARA
OdpowiedzUsuńPoważnie zastanawiam się nad epilogiem. Co prawda nie w takim kształcie jak piszesz, ale nieco bardziej szczęśliwy dla tej pary. O pomyłce nie może być mowy. To dziecko Sosnowskiego i nie ma co do tego wątpliwości.
UsuńDzięki za wpis.
Pozdrawiam :)
Ale smutno ;( Tak bardzo żal mi Uli i Marka. Myślałam, że będą razem,że po tym jak kochali się w domu Uli już wszystko się ułoży, życie jednak nas zaskakuje. Po mimo wszystko, jednak, mam nadzieje, że Ula będzie szczęśliwa z Piotrem, a Marek znajdzie sobie kobietę, którą pokocha równie mocno jak Ulę.
OdpowiedzUsuńSerdecznie cię pozdrawiam i dziękuję za te piękne opowiadanie.
Ps. Zapraszam do mnie na nn ;)
Nie wszystkie historie dobrze się kończą. To trudna i skomplikowana relacja, w której każde wyjście ma plusy i minusy.
UsuńMam wątpliwości co do finału tego opowiadania... Zobaczymy.
Dzięki wielkie za komentarz! :)
Pozdrawiam
Opowiadanie fajne, tylko niestety zakończenie mnie rozczarowało, i to bardzo. Dlaczego rozdzieliłaś tych dwoje tak bardzo kochających się ludzi? Przecież miłość wszystko zwycięża. Marek nie był by pierwszym, który wychowuje nieswoje dziecko. A Ula nie powinna być aż tak zasadnicza. I tak już złamała swoje zasady zdradzając męża, którego tak na prawdę nie kochała. Takim zakończeniem unieszczęśliwiłaś przynajmniej dwie osoby. Smutno mi teraz :) Mam nadzieję, że w piątek poprawi mi się humor :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że z każdym kolejnym czytaniem tego rozdziału mam wątpliwości czy aby na pewno dobrze to rozegrałam, czy aby na pewno nie przekombinowałam... Chyba po raz pierwszy w mojej 'litereackiej karierze' czuję niedosyt i czuję, że zawiodłam przede wszystkim samą siebie.
UsuńFaktycznie Ula zdradziła, faktycznie złamała zasady. Ale nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że nie kocha męża. Kocha, na swój sposób kocha. Nie tak, jak Marka, bo ich uczucie jest wyjątkowe, ale Piotr jest dla niej bardzo ważny.
W tej historii i tak ktoś musi stać na pozycji przegranego. Teraz przegrał Marek, ale poniekąd także Ula.
O piątku nie ma mowy. Trochę się pozmieniało - publikuję teraz poniedziałek, środa i sobota.
Dzięki za wpis.
Pozdrawiam :)
Amicus,witaj
OdpowiedzUsuńRozpętałaś burzę ;)
Nie wiem jak Ulka wyobraża sobie dalsze życie,jest gorsza niż Marek.Co to jest? "nikt nie może się dowiedzieć", nie tak ją wychowano.to kłamstwo kiedyś ją dogoni ze zdwojona siłą.A jeżeli to nie jest Piotra dziecko.Nie pomyślała o tym, woli się schować za doktorski kitel i udawać że nic się nie stało,tak wygodniej. Zdrada to zdrada i nic tego nie zmieni.
Amicus ,opowiadanko rewelacją,ten znak zapytania w tytule coś znaczy? :)
Darka
witaj! :)
UsuńPrzyznam szczerze, że chciałam wywołać burzę. Cieszę się, że mi się udało. Jeszcze nigdy nie było takiego ruchu w komentarzach na tym blogu. Odzywa się więcej osób niż zwykle i zostawiacie obszerniejsze komentarze, chętniej dzielicie przemyśleniami. To zakończenie miało prowokować i prowokuje. Miało się skończyć mało cukierowko i tak się stało, ale chyba przesadziłam. Mam poczucie, że na koniec schrzaniłam tą historię. Że ten tragiczny dla pary Ula-Marek finał to cena za ruch na tym blogu. Cena chyba zbyt wysoka. Mam pewnego rodzaju niesmak.
Dziecko jest ewidentnie Piotra. Z Markiem kochała sie dużo później. Tu lekarze się nie mylą.
Znak zapytania miał dawać do myślenia. Miał powodować, że zarówno główni bohaterowie jak i czytelnicy będą zadawać sobie pytanie 'czy nie jest za późno'. Dla Marka nie jest. Ula uważa coś odwrotnego i to ona podejmuje decyzję za oboje.
Dziękuję Ci, że wpadasz, czytasz i komentujesz.
Pozdrawiam :)
Nie powinnaś miec wątpliwości czy to zakonczenie jest dobre bo jaką mamy pewnośc ,że Z Markiem bedzie bardziej szczęsliwa, że Marek byłby lepszym ojcem ? Skoro Ula naprawdę kocha Piotra , niczego nie udaje to to zkaończeni jest najlepsze. Bo wybrałą Męża, człowieka któremu przysięgała miłość, wiernośc .... wybrał biologicznego ojca swojego dziecka. Piotr kocha Ulę i będzie kochał swoje dziecko. Nie można mówić,że Ula bedzie niesczęsliwa z Piotrem. Bo dlaczego miała by być nieszczesliwa. A moze będą żyć długo i szczęślie do później starości , kochając się. A może to z Markeim była by nieszczęśliwa. Może Marek by ją zdradzał. Skąd mozey wiedziec czy był by z nim szczęśliwa. Wydaje mi sie,ze większośc czytelniczek jest uprzedzona do Piotra tylko dlatego,że nie jest Markiem Dobrzańskim. Przecieź Piotr jest świtnym facetem i kocha Ulę i myślę,że nawet wybaczył by jej zdradę gdyby ta mu o tym powiedziała.
OdpowiedzUsuńA jednak z każdym kolejny czytaniem mam. I to coraz większe. Przekombinowałam. Zrezygnowałam z happy endu by nie było w każdym opowiadaniu za dużo lukru, żeby nie wszystko kończyło się tak samo. Zrezygnowałam ze szczęśliwego finału, by Was sprowokować. Udało się. Ale niesmak pozostał. Chyba przesadziłam. Chyba powinam rozegrać to inaczej.
UsuńMasz rację, nie wiadomo czy byłaby szczęśliwa z Markiem, czy ich związek by przetrwał, czy on byłby wierny. Ale taka miłość nie zdarza się codziennie. Jej związek z Piotrem jest taki zwyczajny, spokojny. Z Markiem jest zupełnie inaczej. Tam jest chemia.
W takiej sytuacji, w takim trójkącie zawsze jest przegrany. Tym razem chyba przegrała niewłaściwa osoba.
Dzięki :)
Witaj! ;-)
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc nie wiem co myśleć.. Notka bardzo fajnie napisana. Tylko jestem trochę zawiedziona.. Pierwsza część tej historii była bardzo intrygująca...
Totalnie się nie spodziewałam że wyląduja w łóżku! Serio... Było tak jakby ich role się odwróciły... Teraz to Ula zdradzała (czego to już w ogóle nie spodziewałam ). Czuje niedosyt bo myślałam że doczekam się zazdrości Marka albo konfrontacji obu panów...
Nie myśl że notki mi się nie podobały bo tak nie jest. Są naprawdę bardzo dobre:-D Szkoda że to opowiadanie jest takie krótkie..
Cieszę się że regularnie umieszczasz notki (na które niecierpliwie czekam ;-))
Serdecznie Cię pozdrawiam ;-)
Olka;-)
Witaj.
UsuńBardzo się cieszę, że się odzywasz w komentarzu. Mam nadzieję, że będziesz robiła to częściej. :)
Ja też mam niedosyt. Po raz pierwszy po zakończeniu jakiejś historii mam wątpliwości, czy aby na pewno zakończenie, które przedstawiłam jest tym właściwym. I nie chodzi tu o dobór słów, dialogów, bo tak mam bardzo często, ale o wydarzenia.
Masz rację. To Ula jest tutaj tą, która zdradza i kłamie. Tą, która się pogubiła. Tą, która odwleka w nieskończoność rozmowę z mężem, tak samo jak Marek odkładał odwołanie ślubu. Teraz to ona 'czeka na odpowiedni moment'.
Tutaj to Marek jest tym prawy, uczciwym i szczerym. Dojrzał. A ona zapomina o swoich zasadach, o wyznawanych wartościach i daje się ponieść uczuciu.
Zazdrość Marka będzie przy okazji innego opowiadania. Co się odwlecze... ;)
Miało być krótkie. Miało być jeszcze krótsze. Ale tak wiele chciałam opisać, że ten ostatni rozdział wyszedł najdłuższy w mojej całej 'karierze'.
Ja się cieszę, że czytasz i zaglądasz. Po cichu liczę na Twoje częstsze komentarze. To bardzo motywuje do pracy, uwierz mi! :)
dziękuję Ci bardzo!
Pozdrawiam serdecznie :)
Czekam z niecierpliwością i obiecuje poprawę.. ;-)
UsuńOlka;-)