Był wściekły. Autentycznie był
wściekły. Na nią, ale i na siebie. Gdyby kazał jej oddać sobie raport
wcześniej, gdyby go przeanalizował osobiście, uniknęliby wpadki. Myślał, że
poradzi sobie z tym prostym zadaniem, że nie musi jej kontrolować, dlatego dał
jej wolną rękę. Zaufał jej. A ona to zaufanie zawiodła. Nie cierpiał ludzi,
którzy go zawodzili. Miał ją za profesjonalistkę. Lekko zarozumiałą, niekiedy
zbyt ambitną, ale profesjonalistkę, która nie pozwoli sobie na tak prymitywne
błędy. Mylił się. Sądził, że jest na tyle inteligentna i pracowita, że sobie
poradzi. Nie zlecił jej nic arcytrudnego, ani nowego. Poprzednie raporty,
posegregowane w odpowiednie teczki, leżały na półce w jej gabinecie. Mogła z
nich korzystać. Zresztą był przekonany, że pisała takie raporty wielokrotnie w
swoim życiu. Powinni ją tego nauczyć na studiach, powinna mieć z nimi styczność
w firmach, w których odbywała staże, praktyki. Była młoda i sądził, że bardzo
zdolna. Teraz zastanawiał się, czy wybór jej na to stanowisko był słuszny.
Owszem, niby każdy miał prawo do pomyłki, ale on nie znosił ludzi, którzy się
mylą, zwłaszcza, że każdy błąd może wiele kosztować jego firmę. Jego firmę i
jego samego. Wygrała ten konkurs, bo miała najlepsze papiery. Ale czy papiery,
liczne kursy, praktyki, wystarczą? Zdecydowanie brakowało jej obycia w tak
dużej firmie i doświadczenia. Dał jej wolną rękę, miał nadzieję, że się wykaże.
To był jej debiut. Mimo wszystkich złośliwości, które kierował pod jej adresem,
sądził, że będzie bardzo udany. Wierzył w nią, mimo, że nigdy jej tego nie
powiedział. Oblała ten pierwszy, ważny egzamin. I zamiast przyjąć jego
reprymendę z pokorą zaczęła się rzucać. Zamiast przyznać się do błędu i w ciszy
zabrać się do dalszej pracy, ona za wszelką cenę starała się zbagatelizować swoją
pomyłkę. Bezczelnie jeszcze z nim dyskutowała i zarzucała, że celowo stara się
złamać jej wiarę w siebie. Musiał przyznać, że nieprzeciętnie działała mu na
nerwy.
Początkowo miał z tego świetną
zabawę. Gdy Sebastian powiedział mu, że finansami będzie zajmować młoda,
zdolna, ale przemądrzała kobieta, był jej strasznie ciekawy. Potrzebował w
swoim zespole ludzi pracowitych i dobrze wykształconych. Sądził, że gdy trochę
utrze ten zadarty do góry nosek, będą z niej ludzie, będzie z niej świetny
dyrektor finansowy jego firmy. Skłamałby, gdyby powiedział, że moment ich
poznania nie zrobił na nim wrażenia. Ta sytuacja w bufecie tylko go utwierdziła
w przekonaniu, że nie będzie się z nią nudził. Była inteligentna i bardzo
bystra, a każda ich utarczka słowna, każda bitwa na inteligentne docinki
sprawiała mu przyjemność. Traktował to w kategoriach sportu. Sportu, który
poprawiał mu humor. Wiedział, że jest bardzo pewna siebie i silna, że nie tak
łatwo jest ją złamać. Dzięki tym cechom jej charakteru mógł sobie pozwolić na
więcej. Mógł balansować na granicy pomiędzy ciętą ripostą, inteligentnym, acz
złośliwym dowcipem, a bezczelną odzywką. W innym przypadku, w stosunku do innej
kobiety, nigdy by sobie na takie zachowanie nie pozwolił. Ale ona była inna.
Nie należała do grona kobiet, które słysząc złośliwość biegną do łazienki ze
łzami w oczach. Była inna i podobało mu się to. Liczył na owocną współpracę
urozmaiconą złośliwymi komentarzami i małymi wojenkami. Lubił i cenił ludzi
zdolnych, pracowitych, z poczuciem humoru, a przede wszystkim z dystansem do
siebie. Ona była bardzo dumna, a wszystkie jego złośliwości traktowała jako
sprawy honorowe. Początkowo myślał, że podchwyci jego grę, że będą dobrze razem
współpracować, gdy nieco spokornieje, a w wolnych chwilach będą się świetnie
bawić uruchamiając swój niecodzienny sposób bycia i poczucie humoru. Teraz miał
pewność, że tak kolorowo nie będzie. Nie mógł zmienić jej podejścia nawet o
jotę. Była bezczelna i zbyt pewna siebie. Nie potrafiła wyciągnąć wniosków ze
swoich błędów. Jako przełożony miał prawo zwrócić jej uwagę. Zrobił to. Może
nazbyt ostro, ale emocje wzięły górę. A ona zamiast przyjąć krytykę z pewnym
rodzajem potulności, zaczęła się bronić i to zdecydowanie zbyt gwałtownie,
atakując przy tym jego. Nie podobało mu się to. Żaden szef nie zgodzi się na
takie zachowanie podwładnego. Wiedział, że jest bardzo wymagający, że lubi, gdy
pracownicy chodzą jak w zegarku. Jego sposób pracy przynosił jednak efekty.
Wzbudził w swoim zespole poczucie odpowiedzialności za firmę. Wciąż im
powtarzał, że ich sukces, to sukces całej firmy, a sukces firmy, to ich większe
zarobki. Był diabelnie skuteczny w swoich działaniach. Był szanowany i lubiany.
Miał swoje zasady, miał określony model, do którego pracownik musiał się
przyzwyczaić. Z nikim wcześniej nie miał jeszcze takich problemów. Ona się
buntowała. I zamiast powoli uczyć się zwyczajów i systemu pracy, panujących w
tej firmie, to tworzyła nowe problemy. Sytuacja się zaogniała. Zamiast
potulnieć, pokazywała pazurki. Brakowało jej korporacyjnej ogłady. Wierzył, że
jednak się opamięta i zrozumie gdzie jest jej miejsce w szeregu.
W tym samym składzie ponownie
zebrali się w sali konferencyjnej. Tym razem wszystko przebiegło pomyślnie.
Musiał przyznać, że nawet był z niej dumny, gdy perfekcyjnie odpierała wszelkie
ataki Aleksa, gdy potrafiła odpowiedzieć na każde, nawet najbardziej
podchwytliwe pytanie. Febo najwyraźniej chciał złapać ją na czymś, pogrążyć i
pokazać, że wczorajsza wpadka nie była przypadkowa. Nie udało mu się. W końcu
odpuścił i bez szemrania zagłosował za przyjęciem raportu finansowego. Już miał
jej podziękować i przejść do kolejnego punktu obrad, którym było jego wystąpienie
o koncepcji rozwoju, gdy Cieplak niemal weszła mu w słowo.
- Ja jeszcze raz chciałam państwa
bardzo przeprosić za tą wczorajszą sytuację. Przez mój błąd straciliście
państwo czas wczoraj, musieliście pojawić się tutaj dzisiaj. Dlatego, żeby choć
trochę poprawić to nie najlepsze pierwsze wrażenie, chciałam państwu
przedstawić coś jeszcze – Marek obrzucił ją zdumionym spojrzeniem –
przygotowałam projekt oszczędności, który mam nadzieję w niedalekiej
przyszłości uda się wdrożyć – aż otworzył usta w wrażenia. Ojciec wyglądał na
zaskoczonego, a Aleks złośliwie śmiał się tylko pod nosem. On nie wiedział, co
ma robić. To zabawne, ale pierwszy raz w życiu zabrakło mu pomysłu, jak wyjść z
tej niezręcznej sytuacji. Na zewnątrz był spokojny, jednak w środku cały się
trząsł z nerwów. Musiał ratować sytuację. Nie wiedział co ma w tej teczce,
jakie dane chce przedstawiać, ani na jakiej podstawie je przygotowała. Musiał
uchronić i ją i siebie przed kompromitacją. Nim zdążyła wyciągnąć papiery z
teczki gwałtownie zabrał głos
- Sądzę, że najlepiej będzie,
jeśli przełożymy tą prezentację na kolejne posiedzenie zarządu – mówiąc to
spiorunował ją wzrokiem. Aż się w nim gotowało. Jej ręka zastygła w bezruchu.
Aleks widząc tą sytuację odezwał się, obdarzając ją nieszczerym uśmiechem
- Ale dlaczego Marku mamy to
odkładać. Dajmy się wypowiedzieć pani Cieplak
- To są dopiero wstępne
wyliczenia, Pani dyrektor dopiero zaczęła nad nimi pracę. Pani Urszula z pewnością
chętnie przedstawi je na kolejnym posiedzeniu, gdy będą one na tyle skrystalizowane,
iż będzie wiadomo jakiego rządu przyniosą oszczędności. Wstępny zarys nic ci
nie da – mimo zdenerwowania, spojrzał na Febo z ogromną pewnością siebie.
Krzysztof obserwował ich w milczeniu.
- Ale mimo to ja chętnie
posłucham – naciskał Febo licząc na to, że nadarzy się kolejna okazja do
wyłapania błędu
- Prezes ma rację – odezwała się
wreszcie. Nie było sensu, by działała wbrew niemu – to szkic projektu. Dokładne
wyliczenia przedstawię za dwa miesiące. Nie ma sensu zawracać państwu głowy wstępnymi
koncepcjami – pospiesznie zaczęła zbierać swoje rzeczy – Dziękuję państwu.
- Dziękujemy pani dyrektor –
rzucił Dobrzański, spoglądając na nią spode łba. Całe szczęście, że
się wycofała. Nie zdawała sobie sprawy, co czyni. Szybkim krokiem opuściła
gabinet. Znów mu podpadła przez swoją nadgorliwość i chęć pokazania swoich
umiejętności. Nie pomyślała. Stworzyła ten projekt wczorajszej nocy, chciała
się wykazać. Wyszło jak zwykle. Zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie
powinna od czasu do czasu ugryźć się w język i zajmować się tylko podstawowymi
wyliczeniami, a co do reszty, to jakoś to będzie. Zadzwoniła jej komórka. Na
wyświetlaczu zobaczyła ‘Tomek’.
- Cześć kochanie – rzuciła, siląc
się na radosny ton
-….
- Tak, skończyłam już.
-….
- Dobrze - westchnęła - powiedzmy, że dobrze mi
poszło.
- …
- Opowiem ci w domu.
-…
- Co?
- …..
- No dobra. To przyjedź po mnie
za pół godziny. Jak chcesz, to możesz wejść. Zobaczysz moje biuro. Zgłoszę
ochronie, że będziesz. Wjedź na piąte piętro i zadzwoń, to po ciebie wyjdę. Pa
Po dwóch kwadransach winda
wwiozła na piąte piętro przystojnego blondyna. Trzydziestolatek przyciągnął
spojrzenia wszystkich kobiet znajdujących się na piątym piętrze. Lekko
zdezorientowany rozejrzał się po holu i podszedł do młodego chłopaka za ladą.
- Szukam Uli Cieplak
- Gabinet pani dyrektor znajduje
się na końcu korytarza. Prosto, ostatnie drzwi po lewej – uprzejmie udzielił mu
informacji Daniel
- Dzięki – uśmiechnął się i
ruszył we wskazanym kierunku. Cicho zapukał. Spięła się. Sądziła, że to
Dobrzański, który zapewne skończył już swoją prezentację.
-Nieźle się tu urządziłaś, pani
dyrektor – celowo podkreślił ostatnie słowo. Wiedział, że nie znosi, gdy ją tak
nazywa.
- Jesteś – odparła jakby z ulgą i
wtuliła się w jego ramię – Chodźmy na ten lunch. Muszę odsapnąć – chwyciła
torebkę i skierowała się w kierunku drzwi
- A jak tam zarząd? – dopytywał
- Lepiej nie pytaj. Chyba znów
podpadłam szefowi – uśmiechnęła się blado. ‘O wilku mowa’ pomyślała, gdy
dostrzegła go na korytarzu. Stał przed konferencyjną, zażarcie o czymś
dyskutując z ojcem. Miała nadzieję, że wyminą go niezauważeni. Wiedziała, że
znowu ją opieprzy, a naprawdę nie miała na to ochoty. Chciała dobrze, chciała
zaoszczędzić kilkadziesiąt tysięcy, a on jak zwykle nawet nie pozwolił jej się
odezwać. Jak na zawołanie odwrócił się w ich kierunku.
- Pani się dokądś wybiera? –
obrzucił ją pytającym spojrzeniem
- Tak. Idę na lunch – spojrzała
na Tomka – A tak właściwie, to poznajcie się panowie. To mój chłopak, a to
prezes Febo&Dobrzański.
- Tomasz Kasprzak – blondyn
wyciągnął dłoń
- Marek Dobrzański – uścisnął mu
rękę i obrzucił sceptycznym spojrzeniem – Bardzo mi przykro, ale będzie musiała
pani zmienić plany – wymownie spojrzał jej w oczy – Chyba mamy pewną kwestię do
omówienia. Zapraszam – wskazał ręką na swój gabinet.
- Przepraszam. Porozmawiamy w
domu – rzuciła w stronę chłopaka i posłusznie udała się za Dobrzańskim w stronę
jego biura.
Dość niedbale rzucił dokumenty na
biurko i spojrzał na nią gniewnie.
- To już jest jakiś skandal! Co
ty sobie wyobrażasz? – nawet nie zwrócił uwagi na fakt, iż pominął formę ‘pani’
– Co to miało być? Solo niedocenianej i tłamszonej przez szefa niewinnej
duszyczki?
- Ja chciałam tylko… - przerwał
jej
- Mnie nie interesuje to, co pani
chciała. Mnie interesuje to, co z tego wyszło. Pani się chyba zapomina! – był
wściekły. Na korytarzu jeszcze jakoś się hamował, ale teraz nerwy mu puściły -
Chciałem puścić w niepamięć ten wczorajszy incydent. Ale to, co zaprezentowała
pani dzisiaj, to już przechodzi ludzkie pojęcie!
- Przygotowałam projekt oszczędności,
który…
- Chciałam państwu przedstawić –
zacytował ją przedrzeźniając jednocześnie – Jakie chciałam przedstawić, co? –
wrzasnął – Co to miało być? Machanie szabelką?!
- Chciałam przedstawić koncepcję
oszczędności, dzięki którym firma w ciągu roku może zyskać jakieś dziesięć
procent – próbowała się usprawiedliwiać
- Świetnie – rzucił ironicznie – Tylko, że tu nie chodzi o to, co chciałaś przedstawić, tylko w jaki sposób chciałaś to zrobić! Przygotwała pani projekt, bardzo dobrze.... Pogratulować! Tylko trzeba było najpierw przyjść z tym do mnie!
- Do pana? Pan nawet nie chce
słuchać moich pomysłów, nie daje mi pan szansy – odparła bezradnie
- Owszem, nie słuchałem pani
pomysłów dotyczących spraw, które nie leżą w pani kompetencjach. Pani mi
podsuwała rozwiązania odnośnie współpracy z konkretnymi firmami… Pani mi
proponowała umowy, o których tak naprawdę nie ma pani pojęcia! Ile pani pracuje
w branży modowej? Miesiąc? Pół roku? – zapytał, nawet nie czekając na jej
odpowiedź – Ja siedzę w tym środowisku już dwadzieścia lat. Znam wszystkich. Od
kierownika szwalni w Pcimiu Dolnym do prezesa Fox Fashion. Wiem bardzo dobrze,
którą firmę na co stać i z kim warto wchodzić w układy, a kogo unikać jako
biznesowego partnera. Więc pani pozycje były dla mnie stratą cennego czasu. Ale
w tym wypadku nie rozumiem dlaczego działała pani poza mną!?
- Bo pan cały czas neguje moje
umiejętności, podważa moje kompetencje…
- Ja nie umniejszam pani talentu,
ani osiągnięć. Ja tylko próbuję pani pokazać, że trzeba znać swoje miejsce w
szeregu i nie wychodzić przed orkiestrę. Ja jestem prezesem- podkreślił - Pani
dyrektorem finansowym, który stoi pół kroku za mną. Zanim zaproponuje pani
cokolwiek zarządowi, ma pani obowiązek skonsultować ze mną. Chyba nie wymagam
zbyt wiele? Szef ma prawo wiedzieć o wszystkim, a pracownik musi go informować.
Pani zaczyna działać za moimi plecami.. a to mi się nie podoba i nie spodobałoby
się nikomu na moim miejscu. Pani chyba nie zdaje sobie sprawy, że gdyby w tej
chwili pracowała w innej firmie i zdarzyłaby się taka sytuacja, jak przed
chwilą, z mety zostałaby pani zwolniona. Ma pani tego świadomość? – świdrował
ją wzrokiem - W ciągu pięciu minut wyleciałaby pani i to z naganą w papierach! –
urwał na chwilę bacznie ją obserwując. Siedziała na sofie, zerkając na niego co
chwilę. Dzisiaj przynajmniej nie dyskutowała tak zażarcie. Nie patrzyła tak
bezczelnie i przestała atakować - Pani się chyba przecenia! Pani największy
problem to brak pokory! Ten brak pokory zdecydowanie wyprzedza talent. Im
szybciej to pani zrozumie, tym lepiej dla pani! - jego zimny głos obniżył
temperaturę w pokoju o kilka dobrych stopni. Zadrżała – Wczorajszy błąd miałem
potraktować w kategoriach głupiej pomyłki. Jesteśmy tylko ludźmi. Miałem
nadzieję, że wyciągnie pani wnioski. A pani zamiast wyciągnąć wnioski, próbuje
mi pani wbić nóż w plecy. A w zasadzie nie tylko mnie. Sobie też i całej
firmie. Nie ma pani prawa prezentować czegokolwiek zarządowi bez mojej zgody!
Jasne? – siedziała pokornie. Miała ochotę wykrzyczeć co leży jej na wątrobie,
że nie pozwala się jej wykazać, że podcina skrzydła, że ona chce pomóc mu
wypłynąć…
- Jak słońce – rzuciła pod nosem, wywracając przy tym oczami.
Znów dawała o sobie znać jej charakterek. Zgromił ją wzrokiem.
- Proszę pamiętać, że każde pani
potknięcie, to także moje potknięcie! A na to nie mogę sobie pozwolić. Mój
ojciec nie znosi takich sytuacji, a Aleks tylko czeka na mój błąd. A w tym
wypadku pani błąd, to także mój błąd! Rozumiemy się? Gdy ja stąd odejdę, pani
wyleci jeszcze szybciej, niż została pani zatrudniona. Moje miejsce zajmie
Aleks i proszę mi wierzyć, nawet nie będzie chciał z panią rozmawiać o
pogodzie, a co dopiero o finansach. Zastąpi cię twój ulubiony kolega Adam,
który tak chętnie podrzuca ci średnio sprawdzone wyliczenia, z którymi tak
chętnie do mnie pani przybiega, budując na ich podstawie koncepcje podboju
modowego rynku. – westchnął. Nieco się już uspokoił. Starał się myśleć o tym
incydencie na chłodno. Powoli mu się udawało - Szanuję pani ambicję i
determinację, ale proszę się zastanowić, co jest dla pani dobre i do której
bramki pani gra. To stanowisko to dla
pani wielka szansa i proszę jej nie zmarnować – usiadł naprzeciw niej.
Milczała. On również. Intensywnie się nad czymś zastanawiał. Wreszcie się
odezwał - Myślę, że najlepiej będzie, jak weźmie pani trzy, może cztery dni
wolnego, a później szczegółowo ustalimy zakres naszej współpracy – nie zabrzmiało to w kategoriach propozycji. To było polecenie do
wykonania. Bez słowa wstała i opuściła jego gabinet.
Czarno widział ich dalszą
współpracę. Wiedział, że jeśli jej podejście się nie zmieni, nie dadzą rady
tego ciągnąć. Był zmęczony. Pracowała raptem od miesiąca, a on miał dość.
Zespół powinien być tak zbudowany, by praca w nim była miła i przyjemna. Z nią
to było bardzo trudne. Zwłaszcza, jeśli nie zrozumie kilku podstawowych zasad. 'Przemądrzała, butna smarkula'.
Amicus,
OdpowiedzUsuńjak widzę, atmosfera między prezesem a panią dyrektor coraz bardziej napięta. To krok od wojny, naprawdę. A wojenna ścieżka parzy ich coraz bardziej. Ula nawet nie ma czasu wyżalić się Tomkowi, to bardzo smutne. Wychodzi na to, jakby Ula była odpowiedzialna za całe zło tego świata.
Jestem ciekawa, jak to dalej rozwiniesz ;)
Buziaki!
Marcysia
Marcysiu,
Usuńoj tak, dzieje się. Linia ognia niemal. Ula popełnia błędy. Wciąż jest bardzo dumna i uparcie dąży do pokazania jakim jest fachowcem. Marek wciąż próbuje ustawić ją do pionu, pokazać, że nadmierna chęć zabłyśniecią przynosi efekt przeciwny do zamierzonego.
Za zło świata nie. Nie przesadzajmy. Robi coś, o co nie została poproszona, a zawala swoją działkę. Na dodatek chcę błysnąć przed zarządem i zaprezentować swoje koncepcje z pominięciem swoje bezpośredniego przełożonego. To nie spododobałoby się w każdej firmie. Działa bez wiedzy szefa, a można to nawet odebrać, jako działanie przeciwko niemu. Całe szczęście, że Marek jest u siebie, że jest właścicielem i nie obawia się, że jej zbędna nadgorliwość będzie skutkować zamianą miejsc. W inne sytaucji prezes obawia się, że zarząd może posadzić dyrektora finansowego na jego miejscu, a jego pozbawić pracy. Trzeba przyznać,że daje jej szansę. Ona nie bardzo to rozumie, ale niebawem ktoś jej to uświadomi.
Dzięki za wizytę i komentarz.
Pozdrawiam! :)
Amicus
OdpowiedzUsuńPierwsza część rozdziału dała mi wreszcie odpowiedź, dlaczego prezes ma takie podejście do swojej pani dyrektor finansowej i w tej chwili jestem w stanie przyjąć jego argumenty i zgodzić się z nimi. On wypracował sobie przez te wszystkie lata pewien schemat i ma skonkretyzowaną wizję prowadzenia swojej firmy. Jak się okazuje realizacja tej wizji sprawdza się dzięki doświadczeniu poprzez praktykę. Znajduje to też uznanie wśród pracowników, bo mimo, iż prezes jest wymagającym szefem, to jednak dzięki temu oni mają dobre warunki pracy i dobrze zarabiają. Myślę, że gdyby przeprowadzić wśród nich sondę, to znakomita większość potępiłaby działania Uli. Początkowo jej broniłam i byłam zbulwersowana postawą Marka, ale teraz uważam, że jej postępowanie nacechowane jest w jakiś sposób ignorancją i chyba arogancją. Zbytnią wiarą w swoje umiejętności i zbytnią gorliwością. Ona uważa, że ma rację. Chce dla firmy dobrze, chce być lojalna, chce udowodnić, że jej rozwiązania przyniosą firmie korzyści. Zapomina tylko o jednym. Nic nie może się dziać bez wiedzy i akceptacji jej szefa. To, co chciała zrobić na zarządzie jest karygodne. To jest jak pominięcie drogi służbowej, która jest obowiązkowa. Nie dziwi mnie reakcja Marka. Przecież nawet nie miał pojęcia o czym ona chce powiedzieć i dobrze, że zabronił jej przedstawienia tego pomysłu.
Po tym rozdziale wreszcie mogłam sobie wyrobić o niej zdanie i chociaż na samym początku było mi jej żal, to teraz myślę, że wychodzi z niej brak doświadczenia nie w finansach, bo zapewne o nich wie bardzo dużo, ale właśnie w odpowiedzialnym zachowaniu się wobec szefa i właściciela. W jakimś też sensie nie potrafi uderzyć się w piersi i przyznać do błędu, który popełniła. To arogancja wynikająca ze zbytniej pewności siebie.
Marek chciał ją utemperować, ale może okazać się to bardzo trudne. Jest zbyt ambitna, zbyt harda, zbyt dumna.
Bardzo jestem ciekawa co dalej. Póki co trwa otwarta wojna i chociaż Ula nieco spasowała pod koniec rozdziału, to nie wiem, czy tak gładko przełknie wszystkie gorzkie pigułki w postaci słów usłyszanych od Marka. Jedno jest pewne. Musi spokornieć. Schować dumę do kieszeni i zacząć pracować na Marka warunkach. Jeśli tego nie zrozumie, będzie musiała odejść z F&D.
Jak zwykle znakomita i wciągająca część. Pochłonęłam migusiem. Dziękuję za nią i pozdrawiam Cię cieplutko. :)
Małgosiu,
Usuńdo pierwszych dwóch części Twojej wypowiedzi nie pozostaje nic do dodania. Napisałaś tam wszystko to, co chciałam ukazać w tym rozdziale, o czym chciałam Wam powiedzieć.
Ula nie dostrzega swoich błędów. Widzi problem nie w swoim zachowaniu, ale w szefie, który w jej ocenie, z premedytacją ją ignoruje i gnoi. Ale rozmowa z kimś bliskim pomoże jej spojrzeć na niektóre sprawy z trochę innej perspektywy. Będzie starała się odpuścić, będzie starała się nie podpadać szefowi i wykazać się wreszcie w obrębie 'swojej działki', ale czasami będzie jeszcze wychodzić z niej to denerwujące podejście, duma i buta.
Bardzo dziękuję Ci za wizytę i ten rozbudowany komentarz. :)
Pozdrawiam!
Taki z tego Marka profesjonalista a zaufal w ciemno nowej dyrektorce bo myslal ze juz pisala kiedys raporty i ma doswiadczenie...
OdpowiedzUsuńA tak naprawde to niewiele o niej wie bo wygrala konkurs "swiadectw", a jak sam twierdzi nie ma to wiele wspolnego z doswiadczeniem.
Tak bardzo w nia wierzyl (niby od poczatku wiedzial ze zdolna i ambitna)a mimo to ponizal i kpil z niej w bardzo niaprzyjemny sposob, zupelnie niegodny takiego wspanialego szefa.
Jak na takiego super szefa, ze znajomosciami w najlepszych kregach "smietanki" towarzyskiej to zupelnie nie popisal sie kultura osobista.
Wlasciwie czego ten Marek chce? Moc naigrywac sie bezkarnie z pracownikow (wiec oslabiac ich wydajnosc)?
Dal jej wolna reke bo myslal ze sobie poradzi, bo uwazal ja za profesjonalistke !!! A przeciez nie raz mu udowodnila, ze nie skupia sie na swojej pracy tylko wtraca sie do wszystkiego dajac dziwne rady i propozycje ulepszen, napraw itp.(co za tym idzie rozprasza sie i wyraznie brakuje jej samodyscypliny, do tego jest nieprzewidywalna w pomyslach i zupelnie brakuje jej samokrytyki).
Chcial sie nia pobawic, podroczyc, chcial by ona "uruchomila "swoje poczucie humoru, zeby bylo milo i zabawnie... Tu chyba sie przeliczyl, Ula wszystko traktuje powaznie i unosi sie honorem.
Ona jest mlodym pracownikiem, bez duzego doswiadczenia "miedzyludzkiego" i nie bardzo sobie moge wyobrazic, ze nagle zacznie zartowac z szefem a na jego malo wyszukane zaczepki odpowiadac z humorem. On funduje sobie utarczki slowne dla sportu, ona jest zdezorientowana bo tak przekomarzac z szefem mozna po paru latach pracy, jak sie jest z nim na stopie prawie przyjacielskiej a nie na poczatku kariery, w nowej firmie !!!
Ula nie zrozumiala o co szefowi chodzi, zlosliwosci Marka powodowaly stan zagrozenia u niej i bronila sie atakiem...
Za taki stan rzeczy jest odpowiedzialny wylacznie Marek.
Zamiast sie nia bawic powinien bardzo jasno wytlumaczyc jej swoje stanowisko juz po pierwszym pomysle Uli dotyczacym usprawniania tego co nie powinno ja obchodzic. Dac jej jasna odpowiedz a zbywac ja bo to unikanie tylko ja motywowalo do kolejnego dzialania zeby sie wykazac, zeby ja docenil i wreszcie spojrzal przychylnym okiem.
Po zarzadzie wreszcie w miare jasno jej powiedzial dlaczego ignorowal jej pomysly , wreszcie rzucil jakas pozytywna opinie na jej temat i zaczal jasno ustalac zasady wspolpracy. Jasno i konkretnie, zrezygnowal z taniego flirtowania kosztem Uli i chyba wreszcie cos do niej dotarlo...
Ten dziwny stosunek do Uli, docinki, dziwna reakcja na Tomka - czy to nie swiadczy o tym, ze Marek nie mysli wylacznie glowa...
Wiesz, z jednej strony trudno żeby prezes kontrolował wszystko i wszystkich. Marek czuje się odpowidzialny za swój zespół, dlatego dosyć osobiście traktuje tą 'porażkę', ten błąd w raporcie. Można śmiało powiedzieć, że w realnym świecie równie dobrze mogłoby być tak, że prezes ten błąd potraktowałaby jako błąd dyrektora i stwierdzjąc, że nie radzi sobie z zdaniami, zwolniłby go i wymienił na bardziej kompetentnego.
UsuńMoże by nie kpił, gdyby ich pierwsze spotkanie wyglądało inaczej? To ona zaprezentowała się nienajlepiej. Jej uwaga w bufecie była niestosowna. Owszem, wpychał się bez kolejki, ale była nowa i powinna zachowywać się inaczej. Nie zna zwyczajów firmy i nie zna szefa, a jej odzywka była nie na miejscu. Nawet jakby chciała, mogła zwrócić mu uwagę, mogła zapytać, ale nie w ten sposób.
Poza tym od samego początku się rzucała, więc szef chciał ją nieco utemperować. Wiedział, że może pozwolić sobie na więcej z uwagi na tą bufetową sytuację. Wiedział, że nie ma do czynienia z ułożoną, potulną dziewczynką z prowincji, która słysząc dość niewybredny komentarz zacznie płakać. Poza tym z pewnością zachowywałby się inaczej, gdyby miał do czynienia z nowym pracownikiem, ale w starszym wieku. Do piędziesięciolatki podchodziłby inaczej. Tutaj wiedział, że partnerem dyskusji jest młoda dziewczyna, dużo młodsza od niego. Stąd jego nieco inny, luźniejszy sposób bycia. Na dodatek może liczył, że jego wrodzony urok osobisty zachęci ją do podjcia rękawicy i wejścia w tą grę na docinki i komentarze?
Krótko mówiąc ja bym się nie doszukiwała winy za stan ich relacji wyłącznie w Marku. Ula również zachowuje się tak, jak nie powinna. Tak, jak pisała już Gosia, jest zbyt dumna, zbyt ambitna, by zrozumieć swoje błędy i spokornieć. Początkowo zachowuje się nie na miejscu, później przechodzi do ataku, a na koniec działa przeciwko szefowi - bez jego wiedzy, bez jego aprobaty. Idzie na skróty, chcąc przedstawić coś zarządowi z pominięciem bezpośredniego przełożonego. Nie tędy droga. Marek rzeczywiście powinien jej na początku pokazać miejsce w szeregu... wysyłał jej sygnały, których nie potrafiła odczytać, a w zasadzie odczytywała mylnie, jako celowe ignorowanie. Powinien jej wyłożyć kawę na ławę. Wreszcie to robi i ona nawet nieco się wycisza, ale mimo wszystko wciąż daje o sobie znać jej natura i sposób bycia. Ona z kolei powinna koniecznie spokornieć, wrozumieć swoje błędy i wyciągnąć wnioski.
Dzięki za komentarz.
Pozdrawiam :)
Amicus
OdpowiedzUsuńZapraszam Cię na ostatnią część mojej short story.
Kiedy kolejna część ?
OdpowiedzUsuńDlaczego nie ma kolejnej części ?
OdpowiedzUsuńA już myślałam że mi się przysnilo że dzisiaj miała się pojawić kolejna część. To kiedy możemy liczyć na cd? :)
OdpowiedzUsuń