Witajcie!
Bardzo Was przepraszam za opóźnienia w publikacji. Skumulowało się wiele spraw w moim życiu i niestety na bloga już nie było czasu. Ale postaram się znów wrócić do regularnego publikowania. W ramach wynagrodzenia Wam tej obsuwy wrzucam dzisiaj pierwszą część nowego mini opowiadania. Kolejny rozdział 'Dwa oblicza tego samego' w sobotę, już o stałej porze.
Pozdrawiam! :)
Wyjechał. Nie mógł znieść widoku
jej i Piotra razem. To on chciał ją całować, przytulać i szeptać czułe słówka.
Nie mógł. Ona sobie tego nie życzyła. Nie mógł stać z boku i patrzeć na jej
szczęście. Podobno można zrobić wiele dla szczęścia tej drugiej osoby, nawet
odejść. On potrafił odejść. Ale był również wielkim egoistą. Kochał ją i nie
potrafił patrzeć na jej uśmiech, którym obdarza Sosnowskiego. Nie potrafił
cieszyć się jej szczęściem. Nie potrafił stać z boku i czekać na cud. Wiedział,
że oczekiwanie nic nie da. Zbyt mocno ją zranił, zbyt mocno ją zawiódł. Zakpił
z niej i z jej miłości. Oszukał i wykorzystał w najperfidniejszy sposób. Ona mu
nie wybaczy. Wiedział to. Musiał wyjechać. A w zasadzie uciec. Uciec od niej,
od miłości do niej, od otoczenia, które wciąż przypominało mu o wspólnie
spędzonych chwilach. Wyjechał. Starał się żyć normalnie. Jakoś sobie poukładać
świat bez niej. Nie potrafił. Nie potrafił stworzyć normalnego związku na
dłuższą metę. Próbował trzy razy. Każda kolejna znajomość kończyła się
szybciej, niż się zaczęła. Nie potrafił żyć normalnie, mimo, że od ich
ostatniego spotkania przed pokazem minęło ponad dwa i pół roku. Wciąż za nią
tęsknił. Brakowało mu jej głosu, śmiechu, jaj zapachu i pocałunków. Miał
wrażenie, że z każdym dniem kocha ją coraz bardziej. Zastanawiał się, czy to w
ogóle możliwe. Teraz rozumiał jej słowa ‘jeśli się kogoś kocha, to nie można
tak po prostu przestać’. Miała rację. On kochał ją prawdziwie i wciąż kocha.
Nie mógł przestać mimo, że przez te wszystkie lata tak bardzo się starał. Podjął
decyzję, że musi wrócić i spróbować to uratować. Przecież też go kochała.
Wiedział to na pewno.
Zaczął zamykać wszystkie sprawy w
Londynie. Rozwiązać umowę najmu mieszkania, zakończyć wszystkie zlecenia, które
rozpoczął. Kilka miesięcy po przyjeździe zahaczył się w firmie produkującej
odzież i akcesoria sportowe. Zajął się ich promocją. Niby dostawał
comiesięcznie wpływy z tytułu współwłaścicielstwa w Febo&Dobrzański, ale i
tak wolał iść do pracy. Zwariowałby w domu. Postanowił wrócić do kraju na
początku kwietnia. Nie informował nikogo o swoim powrocie. Większość jego
znajomości urwała się wraz z jego wyjazdem. Paulina była obrażona, że nie
wybrał się wraz z nią do Włoch. Kontakty rozluźniły się również z Sebastianem.
Przyjaciel miał mu za złe, że zaszył się na drugim końcu Europy i przez pół
roku nie dawał znaku życia. Namawiał do powrotu, a każda tego typu dyskusja
kończyła się awanturą. Początkowo Marek niemal agresywnie reagował na wszelkie
wzmianki o Uli. Chciał zapomnieć, a swoimi opowieściami Olszański nie ułatwiał
mu zadania. O FD nie rozmawiali w ogóle. Dla Marka to miejsce jakby przestało
istnieć. Może dlatego, że przez kilkanaście miesięcy ta firma, ten budynek
wiązał się głównie z jego asystentką, a później kochanką. Chciał wyeliminować
wspomnienia. Tak było łatwiej. Przyjacielowi opowiadał głównie o sobie, swoim
życiu w Anglii i pracy, którą podjął. Interesował się wyłącznie życiem
prywatnym Olszańskiego. Moment powrotu był najlepszy również ze względu na
Sebastiana. Na początku maja miał poślubić Violettę Kubasińską. Marek nie
wyobrażał sobie, że mogłoby go nie być tego dnia obok przyjaciela. Z rodzicami
kontakt ograniczył się to telefonów raz na jakiś czas. Dopytywał o zdrowie ojca
i informował, że u niego wszystko w porządku. Wiedział, że senior miał mu za
złe porzucenie firmy, dlatego rozmawiał głównie z matką, by nie doprowadzać do
nieprzyjemnych dyskusji. Wiedział, że po raz kolejny zawiódł ojca. ‘Żadna
nowość’ gorzko śmiał się w duchu. Ale wiedział, że pretensje ojca były
uzasadnione. Porzucił firmę, kompletnie się nią nie interesował. Nie tak
powinien zachowywać się współwłaściciel, nie tak powinien zachowywać się syn
założyciela. Chciał naprawić swoje błędy. Wreszcie dorósł.
- Dobry Boże, Marek – szepnęła ze
łzami w oczach Helena, gdy jej jedyny syn stanął w kwietniowy poranek u drzwi
jej domu
- Witaj mamo. Tak bardzo za tobą
tęskniłem – mocno ją przytulił. I on był bardzo wzruszony tym spotkaniem.
- Wróciłeś na stałe? – dopytywała
– Obiecaj, że już nigdzie nie wyjedziesz – mówiła błagalnym tonem
- Nigdzie się już nie wybieram.
Nie mogę całe życie uciekać. Czas zmierzyć się z rzeczywistością. I odzyskać
to, co dla mnie najważniejsze – rzucił tajemniczo, gdy znaleźli się już w
salonie
- O czym ty mówisz?
- Chcę wrócić do firmy. Chcę
wreszcie być odpowiedzialny. Nawet nie wiem, kto nią teraz zarządza. Aleks? –
obrzucił ją roześmianym spojrzeniem. Dopiero teraz siedząc w salonie swojego
rodzinnego domu rozumiał jak bardzo tęsknił za Polską.
- Nie – odparła matka. Zmarszczył
brwi – Pani Urszula – słowa matki spotęgowały jego zdziwienie. ‘A jednak wciąż
tam jest. Może czeka na mnie? Gdyby nie czekała już dawno zmieniłaby pracę’
Miał ochotę tańczyć z radości. Jest w jego firmie, będzie miał łatwiejsze
zadanie.
- Ula – szepnął i z rozmarzonym
wyrazem twarzy uśmiechnął się pod nosem – To dla niej wróciłem. Nie potrafię
przestać jej kochać. Chcę ją odzyskać – w jego głosie można było dostrzec dumę
wynikającą z podjętej decyzji. Miał wrażenie, że wreszcie zachowuje się jak
facet, a nie rozpieszczony chłopczyk, który kuli się na samą myśl o
przeciwnościach. Podjął decyzję i konsekwentnie będzie dążył do realizacji
swojego planu. Już się nie podda, nie ucieknie.
- Marek – Dobrzańska przyjrzała
mu się uważnie – Ty o niczym nie wiesz, prawda?
- Ale o czym? – zapytał z
szerokim uśmiechem. Powrót, spotkanie matki, a także wiadomość, że Ula wciąż
jest na Lwowskiej wprawiały go w szampański nastrój. Helena przez dłuższą
chwilę przyglądała mu się zmartwiona. Szkoda jej było syna. Popełnił w życiu
wiele błędów, ale chciała by wreszcie był szczęśliwy, by wreszcie założył
rodzinę z kobietą, którą pokocha prawdziwie i która jego będzie kochać
bezgranicznie.
- Ula w październiku wyszła za
tego kardiologa, Piotra – dodała, bacznie obserwując reakcję syna na te
rewelacje.
- Żartujesz? – roześmiał się w
akcie niedowierzania. Gdy matka konsekwentnie milczała, zaczęło powoli docierać
do niego, że to jednak prawda. Błyskawicznie zrzedła mu mina. Zamiast szczęścia
i beztroski na jego twarzy malowało się teraz zrezygnowanie, żal, złość i
bezsilność. ‘Jest żoną. Jego żoną od sześciu miesięcy’. Rozum z trudem, ale
przyjął to do wiadomości. Serce nie potrafiło. W jednej chwili jego świat
rozsypał się na tysiące małych kawałeczków. Jego marzenia, plany przestały mieć
w tym momencie jakikolwiek sens. Bez słowa zerwał się z miejsca i wybiegł z
domu. Musiał się przejść. Musiał być teraz sam.
Amicus.
OdpowiedzUsuńTy to potrafisz zaskakiwać. Kiedy dobrnęłam do końca rozdziału niemal udławiłam się jedzeniem. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i chociaż sama w jednym z opowiadań uwikłałam Ulę w małżeństwo z Sosnowskim, to mój mózg dziwnie nie przyswaja dobrze tej konfiguracji.
Oderwanie Marka od firmy i rodziny a także od Uli odbywa się w dośc długim przedziale czasowym. Dwa i pół roku. Nie wiem dlaczego nie przyszło mu do głowy, że Ula może być już żoną Piotra. On nie dał jej żadnego znaku, żadnego sygnału, żeby miała powód czekać. Z drugiej strony pewnie nawet nie chciałaby go wysłuchać. A jemu wraz z tą chęcią powrotu do kraju zakiełkowała w głowie myśl, żeby ją odzyskać i wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że ona jest już Sosnowska.
Kto by przypuszczał, że ta miłość będzie w nim tkwić tak mocno, że nie pozwoli zbudować szczęśliwego związku z inną kobietą. To zawsze o Uli pisałyśmy (a przynajmniej ja), że ona nie potrafiłaby już nikogo innego pokochać równie mocno jak Marka.
Nieźle trzepnęła go wiadomość o jej zamążpójściu. Skoro jednak zaczęłaś to opowiadanie i już mamy trochę jasność, że on chce o nią walczyć i tytuł tej historii jest dość znamienny, bo został postawiony znak zapytania, to może jednak nie jest za późno i wszystko będzie można odkręcić.
Taka miłość zdarza się niezwykle rzadko i nie sądzę, by Ula potrafiła o tym zapomnieć. Nie podejrzewam też, że z miłości wyszła za Piotra. To raczej fakt, iż jest tak bardzo różny od Marka i to, że mówi jej prawdę (a przynajmniej jej to wmawia)sprawił, że podjęła próbę ułozenia sobie życia.
Rozdział daje szerokie pole dla wyobraźni i rozwinąć się może w bardzo różny sposób. Ja już jestem ciekawa w jaki. Czy Marek znajdzie w sobie tyle determinacji, by zacząć walczyć o Ulę i sprawić, że to z nim będzie dzielić życie a nie z Piotrem? Może Uli na widok Marka zabije ponownie mocniej serce i wrócą dawne sentymenty? Oby. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie.
Dziękuję Amicus i serdecznie Cię pozdrawiam. :)
Widzisz Gosiu, i to dowód na to, że nie należy jeść przed monitorem komputera ;)
UsuńNawaliłam z częstotliwością publikacji, więc chociaż udało mi się Was zaskoczyć ;)
Próbował żyć normalnie, próbował żyć bez niej. Gdy wyjeżdżał jego miejsce u jej boku zajął Piotr. Nie chciał się narzucać, wiedział, że ona nie chce jego obecności. Próbował sobie ułożyć życie i gdy kolejna próba stworzenia normalnego związku zakończyła się fiaskiem, on zdaje sobie sprawę, że może być szczęśliwy tylko z Ulą i że tylko z nią chce być. Dostrzega wreszcie tą potęgę miłości. I sądzi, że jeśli on przez tyle długich miesięcy i lat nie potrafił ułożyć sobie życia bez niej, to ona, skoro kochała go równie mocno, też wciąż jest wolna. Myli się. I to pomyłka bardzo bolesna.
Przeniosłam ten schemat 'wiernej miłości' Uli na Marka, bo sądzę, że jeśli facet kocha prawdziwie i mocno, jeśli to jest ta najważniejsza w życiu kobieta, to mimo upływu lat wciąż kocha, tęskni i pragnie. Tak bywa też w życiu. Jeśli nawet miajają lata, każde układa sobie życie oddzielnie, ale kochali się kiedyś prawdziwie, to wciąż to w człowieku siedzi. Stłumione, nieco zastąpione, ale siedzi.
Nie ustosunkuję się teraz do Twoich pytań i przypuszczeń. Może tym krótkim opowiadaniem znów uda mi się Was zaskoczyć. Pewne jest to, że się spotkają już w następnym rozdziale.
Dziękuję Ci Małgosiu za wizytę :)
Pozdrawiam
zapowiada sie świetnie, to opowiadanie bije na głowe to drugie, ja z niecierpliwością czekam na cd właśnie tego.... pozdrawiam
OdpowiedzUsuńSkoro bije na głowę 'dwa oblicza tego samego' i właśnie to chcecie czytać, to możemy się umówić, że doprowadzę do końca to i dopiero wznowię publikację tamtego. W takim razie kolejny rozdział 'za późno?' już w sobotę! :)
UsuńPozdrawiam
a kiedy kolejna część tego mini opowiadania? świetne jest, jak nie lubie pierwszych rozdziałów to jest rewelacyjne:)
OdpowiedzUsuń:) cieszę się, że się podoba. Choć w taki sposób mogłam Wam wynagrodzić te opóźnienia w publikacji i moje chwilowe zniknięcie. Skoro ta historia tak bardzo przypadła Wam do gustu, to zmieniam plany i kolejna część już w sobotę. Już teraz zapraszam.
UsuńPozdrawiam :)
Witaj!
OdpowiedzUsuńAardzoCudo nie notka!
:) Dziękuję! :)
UsuńKolejny rozdział w sobotę! Zapraszam! :)
Amicus.
OdpowiedzUsuńNie kontynuuj tego opowiadania bo zagości chaos, również w naszych głowach. Lepiej doprowadzić tamto do końca a potem wklejać następne rozdziały tego.
Pozdrawiam. :)
Amicus
OdpowiedzUsuńZapraszam Cię na pierwszy rozdział nowego opowiadania "Upadki i wzloty". Pozdrawiam. :)
myśle ze z chaosem w głowach sobie poradzimy,prosimy o nowym rozdział tego opowiadania:):)
OdpowiedzUsuńA ja stęskniłąm sie za Dwa oblicza tego samego !
OdpowiedzUsuńJa za tym nowym:):) hmmm Amicus ma problem których czytelników zadowolić....
OdpowiedzUsuńOdpowiadając 'hurtowo' na kilka ostatnich Waszych komentarzy napiszę tak - żyjemy w demokratycznym państwie, gdzie decyduje większość ;)
Usuń'Za późno?' jest dość krótkie, więc szybko się skończy. Tamta historia będzie się ciągnąć dużo dłużej.
'Dwa oblicza tego samego' powracają już niebawem! ;)
Bardzo mi miło, że wchodzicie na bloga i śledzicie kolejne opowiadania. Dzięki za znak, że jesteście.
Pozdrawiam Was! :)
Witaj Amicus!
OdpowiedzUsuńNa początku chciałam cię przeprosić za to, że przez tak długi czas nie komentowałam twoich notek (wyjaśnienie znajduje się na moim blogu, serdecznie zapraszam cię do przeczytania go).
"Dwa oblicza tego samego" zaczęło się dość intrygująco. Ula kojarzy mi się z Margaret Thatcher - kobieta z jajami, która musi sobie radzić w świecie, gdzie na każdym kroku mężczyzna ma do niej pretensje. Oczywiście Ula (podobnie jak Thatcher :P) ma niebywały tupet i operuje bardzo zgrabną ironią :)
Współpraca Marka z Ulą się nie układa. Panna Cieplak stara się być we wszystkim najlepsza, co niestety nie odnosi pożądanego skutku. Jej zachowanie denerwuje Marka. Mam nadzieję, że Ulka w końcu się opamięta i będzie starała się robić wszystko tak, aby nie denerwować Dobrzańskiego. Może właśnie dzięki temu, zakochają się w sobie?
"Za późno?" również zaczęło się bardzo intrygująco. Mam nadzieję, że Marek się nie podda i będzie walczył o Ulę, choć ona i tak już jest żoną Piotra. Bardzo chciałabym się dowiedzieć jak to się stało, bo wątpię, że Cieplakówna zgodziła się tak sama z siebie na to, aby wyjść za mąż za mężczyznę, którego nie kocha. A może chciała po prostu zapomnieć o Dobrzańskim i tylko ślub z Piotrem wydawał jej się dobrym rozwiązaniem?
Serdecznie cię pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejne części opowiadań ;]
kawi ^^
Kawi,
Usuńnawet nie wiesz, jak się cieszę, że się odezwałaś. :) Byłam, czytałam i mam nadzieję, że szybko uporasz się ze szkołą i wygospodarujesz czas na jakąś nową historię :) Trzymam kciuki!
Hahaha, rozbawiłaś mnie. Powiem Ci, że akurat o Żelaznej Damie nie pomyślałam, ale faktycznie może jest coś na rzeczy i można się doszukać pewnych podobieństw.
Ula po rozmowie z kimś bliskim będzie starała się odpuścić i opamiętać, ale jej charakterek będzie dawał jeszcze niejednokrotnie o sobie znać.
Z 'dwa oblicza tego samego' wracam już w przyszły weekend :)
Co to 'za późno?' to nie będę nic pisać. Jest krótkie, więc wszystko dość szybko się wyjaśni.
Dziękuję Ci za wizytę i wpis.
Pozdrawiam :)