Przez ostatni tydzień wegetował.
Przebywał w willi rodziców, a jego plan dnia opierał się na spaniu, jedzeniu i
gapieniu się w sufit. Wciąż nie mógł przełknąć tej guli, która wraz z
rewelacjami przekazanymi przez matkę, wyrosła w jego gardle. Wreszcie, ku
ogromnej radości Heleny, wyszedł z domu. Zrozumiał, że to nic nie da.
Zrozumiał, że nigdy się z tym nie pogodzi, a jednak musi żyć dalej. Pierwszą
rzeczą było znalezienie mieszkania. Był już za stary, by siedzieć na głowie
rodzicom. Zresztą teraz, jak nigdy wcześniej, potrzebował samotności. Miał
trochę szczęścia. Znalazł odpowiedni lokal trzy dni później. Mieszkanie na
Czerniakowskiej było drugim, które oglądał. Śmiał się w duchu, że wcześniej nie
miał tyle szczęścia. Kilka lat temu, nim znalazł kawalerkę na Siennej, minęły
dobre trzy tygodnie. Teraz poszło mu jak po maśle. ‘Przynajmniej w tym mam
szczęście’. Od kilku dni wzbierała w nim chęć odezwania się do Sebastiana.
Olszański tak naprawdę nawet nie miał pojęcia, że jest już w kraju. Wcześniej
zapowiadał przyjacielowi swój przylot dzień przed ślubem. Ale od tego czasu tak
wiele się zmieniło. Postanowił odwiedzić Sebastiana w firmie. Tak naprawdę to
był tylko pretekst do spotkania jej. Dziwnie się czuł jadąc na Lwowską. Nie
miał pojęcia, jak będzie wyglądać ich spotkanie, jak będzie przebiegać rozmowa
i tak naprawdę co chce jej powiedzieć. Postawił na tzw. spontan. Od zawsze to
była jego mocna strona.
Wzbudził wielkie zainteresowanie wśród pracowników firmy. Chyba jeszcze nigdy nie doświadczył od nich tyle serdeczności, co przez ostatnie pięć minut. Witali się, pytali jak żyje i czy wraca do nich. Zbywał ich ogólnikami. Swoje kroki od razu skierował do gabinetu prezesa. Sekretariat był pusty. Przynajmniej ominął go teatrzyk powitalny, który z pewnością zgotowałaby mu Violetta. Zapukał i biorąc głęboki oddech otworzył drzwi. Zamarła. W pierwszej chwili sądziła, że widzi ducha. ‘Przecież to niemożliwe, że jak gdyby nigdy nic stoi teraz przede mną.’ Uwierzyła, że to jednak on, gdy do jej uszu dotarł jego głos.
- Witaj – powiedział miękko,
wpatrując się w nią zachwyconym spojrzeniem. Była jeszcze piękniejsza, niż
niemal trzy lata temu.
- Marek? – zapytała bezgłośnie.
Odpowiedział jej delikatnym uśmiechem i zbliżył się o kilka kroków.
- Możemy porozmawiać? – zapytał przyglądając
się jej uważnie. Przez chwilę w milczeniu wpatrywali się w swoje oczy. Wreszcie
odzyskała jasność umysłu. Wzięła głęboki oddech i wstała ze skórzanego fotela,
wskazując na sofę
- Oczywiście – usiedli na dwóch krańcach
– Chcesz wrócić do firmy? Mam oddać ci stanowisko?
- Jesteś szczęśliwa? Kochasz go?–
wypalił nagle. Spojrzała na niego zaskoczona. Nerwowo splotła ręce na kolanach.
Złoty krążek tak bardzo odznaczał się na jej smukłych palcach. Całą swoją uwagę
skupił na tym kawałku metalu.Poczuł, jakby niewidoczna żelazna obręcz ściskała jego klatkę piersiową.
- Co to w ogóle są za pytania? –
w jej głosie można było dostrzec pretensję.
- Normalne. Bardzo łatwe i
proste, na które można odpowiedzieć tak lub nie – odparł spokojnie.
- Kpisz sobie ze mnie? –
gwałtownie wstała i obrzuciła do wściekłym spojrzeniem
- Po prostu pytam
- Pytasz? – powtórzyła dobitnie –
No oczywiście. Czego ja się mogłam spodziewać? Przychodzisz sobie tutaj, jak
gdyby nigdy nic, prawie po trzech latach i pytasz mnie czy jestem szczęśliwa. Co
ty sobie wyobrażasz?
- Ula – zaczął, ale nie dała mu
dokończyć
- Wyjechałeś bez słowa. Tak
naprawdę bez pożegnania. Przez pierwsze dwa miesiące sądziłam, że jesteś z
Pauliną we Włoszech, że wróciliście do siebie. Potem ona wróciła i dowiedziałam
się, że wcale z nią nie pojechałeś. Za to zapadłeś się pod ziemię. Przez pół
roku żyłam w strachu i niepewności. Nie odzywałeś się do nikogo. Twój telefon
nie odpowiadał. Ja nawet nie miałam pojęcia, czy żyjesz! – w jej głosie było
pełno żalu i bólu. Ledwo hamowała łzy. Dopiero teraz rozumiał, jak wiele błędów
popełnił i jak bardzo ją skrzywdził – Po kilku długich miesiącach, które
wykończyły mnie psychicznie, dowiedziałam się, że ty sobie tak po prostu
mieszkasz w Londynie. Nie dawałeś znaku życia. Ani razu się do mnie nie
odezwałeś. Nie zadzwoniłeś, nawet głupiego maila nie wysłałeś z pytaniem co u
mnie! A teraz wracasz i pytasz czy jestem szczęśliwa ze swoim mężem? – celowo zaakcentowała ostatnie słowo –
Co ty sobie myślałeś. Że co, że ja będę czekać na ciebie? Dwa i pół roku?! –
uniosła głos. Spojrzała na niego, a w jej błękitnych tęczówkach dostrzegł tyle
cierpienia, że aż poczuł ciarki na plecach – Owszem, czekałam – zaskoczyła go - Nie poleciałam do Stanów, tylko czekałam. Rok! - powiedziała dobitnie - Po dwunastu miesiącach Piotr wrócił z Bostonu, a ja zrozumiałam,
że nie mam na co czekać. Ani razu nie wspomniałeś Sebastianowi kiedy wracasz.
Ba, czy w ogóle kiedyś wrócisz! Miałam czekać na cud i wspaniałe pojawienie się
pana Dobrzańskiego? – zapytała drwiąco – Byłam przekonana, że już dawno
ułożyłeś sobie życie z kimś innym, że już nigdy cię nie zobaczę.
- Czyli go nie kochasz - powiedział bardziej do siebie, niż do niej
- Ty jesteś bezczelny! - wściekłość w niej wzbierała
- Czyli go nie kochasz - powiedział bardziej do siebie, niż do niej
- Ty jesteś bezczelny! - wściekłość w niej wzbierała
- Ula – podjął kolejną próbę. Nie
dała mu szansy
- Odpowiadając na twoje
pytanie – tak, jestem z nim szczęśliwa – wzięła głęboki oddech – Sądzę, że
najlepiej będzie, jak już pójdziesz – powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu
i stanęła naprzeciw okna.
Bez słowa wstał i opuścił jej gabinet. Towarzyszyło mu to fatalne uczucie, kiedy wiesz, że już wszystko stracone, a jednak nadal masz nadzieję. 'Kochała. Czekała' wciąż powtarzał w myślach. Jak zwykle wszystki spieprzył. 'Gdybym wrócił wcześniej! Gdybym tylko wrócił wcześniej....'
To spotkanie wiele ją kosztowało.
Nie spodziewała się, że właśnie dziś pojawi się w firmie. Gdy tylko zamknęły
się za nim drzwi, słone krople zaczęły spływać po jej policzkach.
Wciąż nie mogła się pozbierać po
tym przedwczorajszym spotkaniu. Piotr dopytywał co się stało. Unikała
odpowiedzi i zagadywała jakimiś nieistotnymi duperelami. Wciąż wmawiała sobie,
że jego powrót zupełnie jej nie obchodzi, że on już nie ma dla niej żadnego
znaczenia. Próbowała wyciszyć serce, które na jego widok znów zabiło mocniej.
Co on w sobie takiego miał, co nie pozwalało jej o nim zapomnieć, co nie
pozwoliło przestać tęsknić.
Usłyszała pukanie. Znów stanął w
jej drzwiach.
- Cześć – rzucił od progu i
widząc jej niewyraźną minę, szybko dodał – nie obawiaj się. Nie przyszedłem tu
by rozmawiać o nas
- Nie ma już nas – weszła mu w
słowo
- Masz rację – przyznał z bólem –
przyszedłem w sprawach czysto zawodowych. Chciałbym, żebyśmy odcięli przeszłość
grubą kreską. Chciałbym, żeby znów było tak, jak dawniej. Chcę wrócić do pracy.
Na jakie stanowisko, oczywiście to ty zdecydujesz. Nie chcę aby mój powrót
jakoś drastycznie wpłynął na zmiany w firmie – mówił szybko, zdecydowanym
głosem – Już raz, mimo tego co nas łączyło – ten czas przeszły z trudem
przeszedł mu przez gardło – potrafiliśmy współpracować i to z dużym sukcesem –
pokiwała głową ze zrozumieniem i milczała przez chwilę. Nie mogła mu odmówić.
Był współwłaścicielem. Zresztą w głębi serca chciała z nim pracować. To, że nie
są i nigdy już nie będą razem nie oznacza, że muszą się unikać. Marek miał
rację, pracowali przed pokazem razem i ta współpraca przyniosła więcej korzyści
dla firmy, niż strat. Poza tym jej odmowa mogłaby zasiać w nim ziarno nadziei i
nutkę niepewności…że może ona jeszcze ‘coś’, a przecież ona już nic. Kompletnie
nic.
- Dobrze. Oczywiście – poczuł
ulgę – Wciąż nie mamy dyrektora ds. promocji. Violetta ciągle szukała wymówek
by nie umiesić w sieci informacji o wolnym stanowisku. Jakoś sobie radziliśmy,
więc nie chciało mi się z nią przekomarzać. Tobie nie powinna robić wyrzutów.
Co najwyżej, jak się zgodzisz, może być twoją prawą ręką.
- Dzięki – odparł z wyraźną
radością w głosie - To gdzie będzie mój gabinet?
- Jedyne wolne pomieszczenie jest
vis a vis mojego. Najwyżej będziemy mieć wspólny sekretariat – westchnęła
- Dziękuję. Obiecuję nie wchodzić
ci w drogę. Pójdę się rozejrzeć po tym pokoju. Poproszę informatyków o podłączenie
sprzętu – już otwierał drzwi, gdy ktoś szarpnął je z drugiej strony. Stanął
twarzą w twarz z Sosnowskim. Minia kardiologa wyrażała wszystkie uczucia - od
niedowierzania, przez zaskoczenie, aż do totalnej antypatii. Jak gdyby nigdy
nic Dobrzański wyciągnął w jego kierunku dłoń rzucając krótkie ‘cześć’. Niemal
automatycznie uścisnął jego dłoń i obrzucił żonę pytającym spojrzeniem.
- Wpadnę później, to podpiszemy
wszystkie dokumenty – rzucił na odchodne Marek i opuścił jej gabinet
- Co on tu robi? – zapytał podejrzliwie
- Wrócił- oznajmiła najnormalniej
w świecie
-Wrócił? Świetnie – jego słowa
ociekały ironią – Ja mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj złożysz swoją rezygnację –
niemal zażądał
- Ty chyba żartujesz? – nie
wierzyła własnym uszom
- Zamierzasz z nim pracować? Po
tym wszystkim? - dopytywał
- Piotr, to już przeszłość.
Zamknięty rozdział – przekonywała go spokojnie
- Jasne! – wywrócił oczami
- Twoje akty zazdrości są
zupełnie niepotrzebne – nie po raz pierwszy się tak zachowywał. Jeszcze przed
wylotem do Bostonu urządzał jej sceny zazdrości, mimo, że tak naprawdę nie byli
wtedy w prawdziwym związku. Piotra za każdym razem zachowywał się dziwnie nienaturalnie,
gdy na horyzoncie pojawiał się Dobrzański. Zaczynało ją to męczyć.
- Nie podoba mi się, że znów będziesz
z nim pracować
- Jego powrót nic między nami nie
zmienia. Pamiętaj o tym. Z Markiem łączy mnie tylko i wyłącznie praca –
przytuliła się do niego – i wspólny sekretariat – rzuciła żartobliwie by nieco
rozładować napiętą atmosferę. Mina Piotra wciąż była niewyraźna. Pocałowała go
namiętnie.
Nieźle tąpnęła Dobrzańskim wiadomość o zamążpójściu Uli i jak widać, przez dłuższy czas nie potrafił się opamiętać, a przede wszystkim poogodzić. Myślę, że spotkanie z nią nie było tak do końca jednoznaczne. Wprawdzie wygarnęła mu, że jednak czekała, że liczyła na jego powrót, a on nie zrobił nic. Jednak mimo tych gorzkich słów jakie od niej usłyszał nie wierzy jej, że tak po prostu przestała go kochać. W tym kontekście jej małżeństwo jest bez znaczenia, bo z jej strony zostało zawarte bez miłości.
OdpowiedzUsuńSosnowski mnie nie zaskoczył. Był i nadal jest zazdrosnym dupkiem bez jakiejkolwiek klasy i mimo swojego wykształcenia totalnie prymitywny, bo kieruje się najniższymi instynktami. Zachowuije się jak samiec alfa, któremu na terytorium wdarł się rywal. Nie sądzę, żeby potrafił stanąć z Markiem twarzą w twarz, porozmawiać spokojnie i wyłuszczyć swoje prawa jako mąż ukochanej przez Dobrzańskiego kobiety. On potrafi jedynie swoje frustracje wyładowywać na Uli. W tym miejscu powiem - oby tak dalej, bo któregoś dnia ona będzie miała tych wyrzutów dość i od niego odejdzie.
Teraz sytuacja wygląda tak, że to Sosnowski jest na dominującej pozycji, bo jest mężem. Utarł Markowi nosa i sprzątnął mu spod niego dziewczynę. Jeśli jednak rozpatrywać to z szerszej perspektywy, to mam wątpliwości, czy taki stan długo się utrzyma. Marek jak chce, jak bardzo mu zależy, to potrafi walczyć, a powód do tej walki ma bardzo dobry. Odzyskanie Uli. Ona na razie traktuje go dość ozięble, ale jeśli Piotr dalej będzie tak postępował i dalej robił jej sceny zazdrości, to myślę, że na dłuższą metę ona nie wytrzyma i zacznie ją to w końcu drażnić.
Póki co przed nimi wspólna praca. Zawsze dobrze im się ze sobą współpracowało i potrafili się dogadywać w sensie zawodowym. Nie wątpię, że i teraz tak będzie. A Sosnowski niech obgryza z zazdrości pazury.
Świetna część. Dziękuję Amicus i cieplutko pozdrawiam. Jutro po południu u mnie nowy rozdział. Zapraszam. :)
Faktycznie, zupełnie się nie spodziwał, nie przypuszczał, że ona mogłaby...bo przecież tak bardzo go kochała. A jednak rzeczywistość stawia go przed faktem dokonanym. Ona już nosi złoty krążek na palcu. Dla Marka jest to czysta abstrakcja.
UsuńNigdy nie byłam fanką Sosnowskiego, ale tutaj jego zachowanie jest uzasadnione. Ma prawo się denerwować. Wie, co jego żona czuła do Dobrzańskiego. I akceptuje jej pracę w FD wiedząc, że Marka tam nie ma. Jego powrót zmienia sytuację. Nie chce pozwolić żonie pracować z byłą miłością, by znów nie cierpiała i by nie wróciły dawne sentymenty.
Trochę się boi o swoją pozycję, ale chce też Ulę chronić. I przed Markiem i przed nią samą.
Dziękuję Gosiu!
Pozdrawiam serdecznie :)
Nie bardzo rozumiem jak Marek wytrzymal te dwa i pol roku w Londynie bez podjecia zupelnie zadnej proby skontaktowania sie z Ula skoro jego uczucia do niej sa tak mocne.
OdpowiedzUsuńNiby uwazal ze wyjechala do Stanow ale przeciez mogl wyslac jej chociez zyczenia swiateczne mailem, urodzinowe lub zwyczajnie zapytac sie co slychac, tak neutralnie.
Oczywiscie nie byloby to takie niewinne nawiazanie dialogu z jego strony, moglby trafic na obojetnosc Uli i grzeczne odeslanie zyczen (swiatecznych)lub na chec podjecia tego dialogu.
Ula nie wydaje sie spelniona w swoim terazniejszym zwiazku, caly czas gdzies w glebi jej serca tkwi Marek i pasja pewnie wezmie gore nad rozsadkiem.
Bedziesz musiala cos wymyslec zeby nie rozwinelo sie w zbyt przewidywalny sposob (no chociaz nie natychmiast) nawet jesli wiele czytelniczek chyba na to czeka.
Próbował żyć bez niej. To było trudne, wymagało od niego wiele samozaparcia, ale dawał radę, bo wiedział, że ona nie chce go w swoim życiu. Uszanował jej decyzję i postanowił się nie narzucać. Wiedział, że nic nie ugra na siłę. Próbował prawie dla lata i wreszcie do niego dotarło, że kocha ją tak mocno, że nie potrafi normalnie bez niej funkcjonować. Wraca tak późno, bo sądzi, że skoro ona kochała go prawdziwie, to również wciąż jest sama, nie mogąc nikim go zastąpić. Bardzo się myli i wie, że czekał zbyt długo.
UsuńMoże uda mi się być nieprzewidywalną w tej przewidywalności... ;)
Dzięki za wpis.
Pozdrawiam Cię! :)
Amicus!
OdpowiedzUsuńOpowiadanie sest super, jak zawsze zreszta twoje;)
Marek przyjeżdża po 2 i pół roku i co słyszy ulka jest męzatka i to kogo ..Piotra!
to byl napewno dla niego cięzki cios...
Ale mimio to przychodzi do ulki. Choć wyrzala mu się ,że na niego czekała ale się nie doczekała i poślubiła Piotra nie odpowiada mu na pytanie czy go kocha ale na to czy jest szczęśliwa.
Piotr jest takim samym zazdrośnikiem jakim był. Myślę ,że przez te wyrzuty które Ulce mówi w końcu ją straci. choc nasuwa mi się refleksja(pomysl) iż gdy z czaem gdy piotr oprócz zazdrości bedzie jej sugerowal co innego ulka w końcu zacznie sie pocieszać w ramionach Marka;)
Pozdrawiam Patka;*
Patko,
UsuńCieszę się, że Ci się podoba :)
Chorobliwa zazdrość jest destruksyjna i niezdrowa. Ale taka w granicach zdrowego rozsądku jest oznaką tego, że komuś bardzo zależy ;)
Nic więcej pisać nie będę, bo do końca tylko dwie części i nie chcę nic zdradzać. ;)
Kolejny rozdział już w poniedziałek. Raczej.... przewidywalny ;)
Zapraszam i pozdrawiam :)
A miniaturka?
UsuńWkurza mnie Ulka. Ma pretensje do Marka a sama co zrobiła żeby go odzyskac czy choćby się z nim skontaktować? Nic, nawet nie raczyła się dowiedzieć chociażby od śeby dlaczego Marek wyjechał. Pozatym jakos nie wierze że jest szczęsliwa z Piotrem, bardziej prawdopodobne ze sobie to wmawia. A swoją drogą to ktoś jej powinien uświadomić że nie różni się niczym od marka, a nawet że jest jeszcze większa świnią od niego bo on ja oszukiwał pod wpływem Sebastiana a ona cały czas os samego początku oszukuje Piotra z pełna świadomością i premedytacją że cos czuje. Ślub tez wzięła bo jej tak było wygodnie bo skoro nie ma Marka (i może nie wróci) to weźmy tego który jest. Ciekawa jestem czy była na tyle cyniczna żeby brać ślub kościelny i kłamać piotrowi przed Bogiem przysięgając mu miłość czy uczciwość małżeńską których w tym związku od początku nie ma.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że teraz na odmianę (jak już serce dojdzie do głosu i pokona rozsądek, a przede wszystkim jak znajdzie się ktoś kto jej uświadomi jaką jest świnią) to Ulka będzie gonić za Markiem żeby go odzyskać a nie wiecznie on za nią.
Początkowo nie robiła nic, bo nie chciała po raz kolejny burzyć jego związku z Pauliną. Była przekonana, że do siebie wrócili. Później czekała, dzwoniła, ale telefon Marka milczał. On całkowicie się odcinął. Od przeszłości, ale także na pewnien czas od rodziny i przyjaciół. A później dowiedziała się, że układa sobie życie od nowa w Londynie. Pewnie znalazłoby się parę takich kobiet, które wsiadłyby w samolot i poleciały na drugi koniec Europy, ale nie Ulka. Ona nie jest tym typem, który walczy do końca, który wlaczy ponad wszystko. Jeśli jej zamyka się drzwi, ona nie puka oknem. Jego wyjazd odebrała jako odcięcie się od tego, co było między nimi i uszanowała jego decyzję.
UsuńNie możesz pisać, że Ula oszukuje Piotra, że go nie kocha. Nie wiesz tego. Jeszcze tego nie wiesz...
Pozdrawiam
Amicus,
OdpowiedzUsuńczy dziwi mnie reakcja Uli? Nie. Nie dziwi. Rok niepewności, rok czekania, rok bólu, cierpienia, życia bez Marka, by potem dowiedzieć się czegoś takiego? Że po prostu uciekł, jak tchórz? Z drugiej jednak strony jestem zaskoczona tym, że mimo wszystko Ula wyszła za Piotra. Przecież go nie kochała, to oczywiste. Chciała zagłuszyć w sobie uczucie, którym darzyła Dobrzańskiego?
Jestem ciekawa ciągu dalszego. Pozdrawiam!
Marcysia
że niby klin klinem? No może nie do końca ;)
UsuńRok to bardzo długo. A gdy się nie ma nadziei na szczęśliwy finał, człowiek zaczyna patrzeć na życie inaczej. Stale nie można żyć w zawieszeniu.
Dzięki za wizytę i wpis.
Pozdrawiam :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie na I. część nowego opowiadania :)
Marcysia
Ja myślałam,że pojawi się kolejna część ''Dwa oblicza tego samego" a tutaj rozkręcasz nowe krótkie opowiadanie, fajnie :)
OdpowiedzUsuńUla ma żal do Marka, znowu. Nie daje mu dojść do słowa. Zachowuje się tak, jak przed pokazem. Rozumiem to, że ona przez niego cierpiała, że ją skrzywdził i wyjechał, ale może czas w końcu na normalną rozmowę? Jest dorosła, kocha go,a boi się, że... no właśnie, że co? Że znowu ją wykorzysta, zostawi? Powinna w końcu mu uwierzyć. Albo chociaż postarać się zaufać. Tyle razy ją zapewniał, że kocha... że się zmienił. Powinna to przyjąć do wiadomości.
Ula wybrała życie z Piotrem. Nie "widać" po niej, aby była specjalnie nieszczęśliwa. Tutaj się do niego przytula, tutaj całuje. Sosnowski jest zazdrosny o Marka. Obawia się, że zniszczy on jego perfekcyjne życie z Ulą. I czemu się dziwić? Po trzech latach nieobecności zjawia się jak, nie wiem, jakiś Jezus i myśli,że wszystko się ułoży, że Ulka odejdzie od Piotra, mam nadzieję, że prędzej czy później tak się stanie ;)
Serdecznie pozdrawiam i czekam na Cd :)
Ps. Kiedy mogę się spodziewać kolejnej części "Dwa oblicza tego samego"?
Chcę je doprowadzić do końca, dlatego, że jest krótkie i szybko się skończy. 'Dwa oblicza...' będą się ciągnąć trochę dłużej. Wracam z tym opowiadaniem już w weekend :) Cieszę się, że Ci przypadło do gustu i tak się o nie dopytujesz :)
UsuńW końcu przyjdzie czas na szczerą rozmowę... ale będziecie musieli jeszcze trochę poczekać :)
Ula nie kłamała. Rzeczywiście jest szczęśliwa. Z pewnością Piotr nie jest Markiem, ale odnalazła przy nim wszystko to, co do szczęśliwego, normalnego życia potrzebne.
Piotr rzeczywiście jest zazdrosny, ale w sumie ma powody. Wie, co łączyło kiedyś jego żonę z prezesem. Marek rzeczywiście zachował się nieco naiwnie myśląc, że stając w jej drzwiach automatycznie zacznie szczęślwie życie z nią u boku. Minęło zbyt wiele czasu. Gdyby wrócił po miesiącu, dwóch, taki pewnie byłby finał tej historii, a teraz.. teraz wszystko jes inaczej
Dzięki za odwiedziny.
Pozdrawiam :)
zapraszam do mnie na nowe opowiadanie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam kawi :)