B

wtorek, 22 marca 2016

'Droga do kobiecego serca' VIII



 Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem. 
Część IX 02.04!


Od tej randki na dachu spotykali się częściej, głównie tuż po pracy. Zgodnie stwierdzili, że nie chcą nigdzie wychodzić razem wieczorami, by utrzymać rytuał jednej randki tygodniowo. Wspólny lunch, spacer, kawę, traktowali w kategoriach zwykłego spotkania. Ich piątkowo-sobotnie randki miały wciąż być otoczone tą magiczną atmosferą. Niestety Markowi nie udało się jeszcze wyciągnąć ją na lunch w czasie pracy, a tym bardziej zaprosić na krótką wizytę w firmie. Miała bardzo napięty grafik w tym tygodniu z uwagi na trwającą w jej banku kontrolę. Trzykrotnie za to umówili się po pracy i codziennie rozmawiali przez telefon lub choćby wymieniali krótkie wiadomości tekstowe, którymi Marek cały czas akcentował, że o niej myśli.

- A pojutrze zabieram cię do klubu – snuł weekendowe plany, gdy odprowadzał ją do domu po wspólnym obiedzie. Skrzywiła się lekko, co momentalnie zauważył – Ale nie do tego, w którym się poznaliśmy. Nad Wisłą jest parę fajnych miejsc
- Wtedy w gruncie rzeczy nie było tak tragicznie. Całkiem dobrze nam się tańczyło – ostatnie chwile ich wspólnego wieczoru wolała wymazać z pamięci – Niemniej to nie moje klimaty. To była moja pierwsza wizyta. Patrycja wciągnęła mnie niemal na siłę
- Ale to będzie klub innego rodzaju. Bardziej miejsce z dobrą muzyką, fajnymi drinkami i miejscem do posiedzenia i pogadania. Co chwila odbywają się fajne koncerty. Co prawda nie wiem jeszcze, kto będzie grał w tym tygodniu, ale jutro to sprawdzę i wybiorę konkretne miejsce. Więc bardziej zapraszam cię na koncert. Może trochę później potańczymy, ale główny mój cel wizyty jest zgoła inny. Chciałbym, żebyś poznała moich znajomych. Sebastiana już miałaś okazję poznać, ale będzie jeszcze dwóch innych kumpli, z którymi od dawna planujemy wyjście. Jeden będzie z żoną, drugi z narzeczoną, no i Seba z Patrycją – mile zaskoczył ją tym, że przyjaźni się z poukładanymi prywatnie facetami. Najwyraźniej z tej całej paczki, to on z Olszańskim wciąż szukali odpowiednich partnerek.
- Jeśli tak, to ok. Chętnie ich poznam. I z pewnością będę się lepiej czuć skoro będzie tam Patrycja.
- No to jesteśmy umówieni – uśmiechnął się, zatrzymując pod drzwiami właściwej klatki schodowej – Dam ci jutro znać, o której dokładnie przyjadę. Już się nie mogę doczekać kolejnego spotkania. Choć tego wyjścia klasyczną randką nazwać nie będzie można, bo nie będziemy sami. A szkoda – szepnął i czule musnął jej usta – Miłego wieczoru 
Gdy tylko wdrapała się na górę  powitał ją dźwięk wydmuchiwanego nosa. Patrycja rano czuła się dobrze, więc nie chodziło o zwykły katar. Z niepokojem wymalowanym na twarzy zajrzała do jej pokoju. Gdy tylko uchyliła drzwi ukazał jej się obraz nędzy i rozpaczy. Przyjaciółka siedziała na łóżku z podkulonym nogami i ocierała cieknące po policzkach łzy. 
- Co się stało? – niepewnie przysiadła na brzegu materaca i pocieszająco pogłaskała blondynkę po nodze
- Rzucił mnie – szlochała w najlepsze – Umówił się ze mną po pracy i zakomunikował, że nasz związek nie ma przyszłości – pociągnęła nosem – Czekaj, jak on to powiedział… Przepraszam, ale nic z tego nie będzie – rozłożyła ręce w geście bezradności
- Ciiii – przygarnęła Patrycję, która wtuliła się w jej ciało niczym mała dziewczynka – Najwyraźniej nie był ciebie wart. Wszystko się jakoś ułoży. Za jakiś czas będzie nic nieznaczącym wspomnieniem.
- Mnie naprawdę na nim zależało.  Było nam razem dobrze – łkała w jej bluzkę
- Wiem, wiem – uspokajająco gładziła ją po głowie – Nie płacz już. On nie jest tego wart.

- Cześć Marek – zatelefonowała do niego z samego rana – Już wiesz?
- O czym? 
- O Patrycji i Sebastianie
- A co z nimi? Nie widziałem się jeszcze dzisiaj z Sebą. Wczoraj praktycznie też nie gadaliśmy. Stało się coś? – zaniepokoił się jej poważnym tonem
- Rozstali się. To znaczy Sebastian ją zostawił.
- Nie miałem pojęcia
- Dzwonię w sprawie naszego jutrzejszego spotkania. Chciałabym je odwołać – zaczął nerwowo spacerować po swoim gabinecie
- Ale… - urwał na chwilę, próbując zebrać myśli. Czuł, jakby tracił grunt pod nogami – Przykro mi, że się rozstali. Ja wiem, że ja przyjaźnię się z Sebą, ty z Patrycją, ale… Między nami nic się nie zmieni, prawda? – upewniał się
- Nie – odetchnął z ulgą – Po prostu głupio mi wychodzić na randkę, gdy ona zużywa kolejne paczki chusteczek. Chcę ten wieczór spędzić z nią. Posiedzieć, pocieszyć. Jestem jej przyjaciółką, a ona teraz potrzebuje wsparcia.
- Jasne. Żałuję, że się jutro nie zobaczymy, ale rozumiem. Umówmy się, że przekładamy to wyjście o tydzień, ok?
- Ok.
- A jutro może uda mi się ciebie wyciągnąć wreszcie na lunch.
- Jeszcze nie tym razem. Obiecuję, że się wybierzemy w przyszłym tygodniu. Będzie luźniej. Zobaczymy się po weekendzie.
- No trudno – mruknął – Jakoś będę musiał wytrzymać.
- Muszę wracać do pracy. Miłego dnia.
- Ula…
- Tak?
- Mnie naprawdę na tobie zależy – chciał, żeby to usłyszała
- Wiem – odparła krótko i się rozłączyła

- Trochę głupia sytuacja – chrząknął idąc z nią za rękę przez park - Rozmawiałem z Sebastianem, ale niewiele się dowiedziałem – wzruszył ramionami – Generalnie był dość nerwowy, gdy rozpocząłem temat Patrycji
- Pewnie poznał kogoś nowego – mruknęła
- Być może. Chociaż z drugiej strony nie wiem, kiedy i gdzie. Na pewno nie jest zainteresowany nikim z firmy, bo bym wiedział. A po pracy? Do tej pory czas spędzał głównie w Pati. Na dodatek przestaliśmy chodzić wieczorami do klubów, a to tam poznawaliśmy nowe dziewczyny. Przecież dwa tygodnie temu byli na tym wspólnym weekendzie. Sebastian wrócił zachwycony. Nie wiem, co mu strzeliło do głowy – nie dało się ukryć, że czuł się trochę niezręcznie w tej sytuacji
- Spokojnie, nie musisz go tłumaczyć. Przyjaźnimy się z nimi. Na początku będzie trochę drętwo, gdy ty będziesz przychodził do naszego mieszkania, a ja będę spotykać Sebastiana, ale nie przeskoczymy tego. To, co się między nimi wydarzyło, to nie jest nasza wina i nie mamy na to wpływu.
- Masz rację

Wreszcie w sobotni wieczór wybrali się do jednego z nadwiślańskich klubów. Marek pominął Sebastiana, nie chcąc stawiać Uli w niezręcznej sytuacji. Umówił się tylko z Arkiem, kolegą z czasów liceum, z którym starał się wciąż utrzymywać kontakt i Kubą, który pracował w FD, jako informatyk.
- Julia, żona Arka i Ola, narzeczona Kuby – dokonał prezentacji partnerek przyjaciół – A to Ula, moja dziewczyna – rzekł najwyraźniej z siebie zadowolony. Obawy Cieplak, że towarzystwo okaże się nieprzystępne okazały się nieuzasadnione. Gdy panowie poszli po napoje, Ula szybko złapała dobry kontakt z Aleksandrą, z którą łączyła ją podobna praca. Jak się okazało narzeczona Kuby pracowała w dziale finansowym w sieci salonów obuwniczych. Koncert wschodzącego zespołu alternatywnego przypadł wszystkim do gustu, a wieczór zaliczał się do naprawdę udanych. Ula do tej pory wszystkie wieczory spędzała w domu, z książką i dopiero znajomość z Markiem pokazała jej, jak wiele ma do zaoferowania Warszawa nocą. Zespół opuścił scenę, a z głośników zaczęła płynąć muzyka zachęcająca do tańca. Dobrzański szybko wyciągnął Ulę na parkiet. Tłumaczył, że przecież już raz dobrze im się razem tańczyło. Trudno było jej się z tym nie zgodzić i po chwili przytuleni tańczyli do utworu puszczanego często przez największe stacje radiowe.
- Marek? – usłyszała za plecami damski głos. Spojrzała na skonsternowanego Marka, by odwracając się zobaczyć przed sobą niską blondynkę w wydekoltowanej sukience sięgającej ledwie za pośladki – Nie przedstawisz nas – chrząknął nerwowo i odezwał się po chwili
- Sonia, moja znajoma… - nie dała mu dokończyć
- Znajoma? – zapytała z kpiną – Kochanie, chyba zapomniałeś, że regularnie ze mną sypiałeś przez dwa miesiące – wyszczerzyła się w złośliwym uśmiechu – Jesteś jego nową zabawką? – spojrzała na Cieplak z politowaniem – Widzę, że z wiekiem gust ci się pogorszył – prychnęła
- Dość! – zaprotestował i mocniej ścisnął dłoń Uli
- Szybko się tobą znudzi – rzekła w stronę brunetki i pożeglowała między tańczącymi parami w stronę baru
- Przepraszam cię za nią – szepnął wprost do jej ucha. Wciąż wpatrywała się w stronę, w której zniknęła kobieta. Wreszcie się odwróciła i spojrzała na niego ze smutkiem.
- Zamów mi taksówkę – ruszyła w stronę stolika, który zajmowali. Chciała zabrać torebkę i jak najszybciej opuścić to miejsce
- Ula, proszę – zawołał, idąc za nią – Chyba nie pozwolimy, żeby jakaś wariatka zepsuła nam wieczór – próbował bagatelizować. Sonia była ostatnią osobą, którą spodziewał się spotkać w tego typu miejscu.
- Przepraszam cię, ale straciłam ochotę na zabawę – mruknęła – Sama zadzwonię – wyciągnęła z torebki telefon – Zostań z przyjaciółmi. Dobranoc – rzuciła i nawet nie całując go na pożegnanie szybkim krokiem poszła w stronę ulicy
- Fuck! – prychnął pod nosem, odprowadzając ją wzrokiem. Przeszłość dała o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie.

8 komentarzy:

  1. Znowu wspięłam się na wyżyny cierpliwości i jak widzę nie była to ostatnia wspinaczka. Amicus za co te kary, że tak długo trzeba czekać? Czym żeśmy podpadły? Trochę się niefajnie porobiło Seba od początku nie pomagał i właśnie znowu pokrzyżował Markowi szyki, a do tego jeszcze przeszłość daje o sobie znać. Moim zdaniem Ulka trochę przesadziła uciekając, przecież Marek odkąd jest z nią jest wobec niej uczciwy, a karanie go za przeszłość nie jest fair. No ale zobaczymy czy to już ostatni minus na koncie Dobrzańskiego. I jak tym razem będzie odpokutowywał winy. Oby skutecznie. Czekam niezmiennie na więcej... KaEm.

    OdpowiedzUsuń
  2. ŚWIETNY i jeszcze raz świetny rozdział. Wszystko jest tak pięknie. Mam nadZieje że ta Sonia nic nie popsuła między nimi. Czekam na kolejny
    Pozdrawiam MM

    OdpowiedzUsuń
  3. o nie, taki moment i tak długo musimy czekać na kolejny rozdział?! :(

    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  4. Doczekałam się. Szkoda tylko, że nie skończyło się najlepiej. Trochę się popsuło między Ulką i Markiem, jakieś demony przeszłości ich dopadły. A do tego kryzys Seby i Pati też ochłodził wzajemne relacje. Mam nadzieję, że to stan chwilowy i Ulka pozwoli sobie wytłumaczyć. A Marek nadal będzie walczył. Pozdrawiam. Ania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba się dobra passa Marka skończyła, mimo że facet nic nie zrobił, oberwało mu się zupełnie niesłusznie - moim zdaniem. Zazwyczaj bronię Ulki i ją popieram, ale uważam że tym razem zareagowała bardzo emocjonalnie. Za bardzo. Ale o tym zaraz. Zaczęło się fajnie, skutki randki pod gwiazdami są widoczne, a może inaczej - były widoczne. Coraz więcej czasu spędzali razem, coraz więcej chcieli i coraz więcej dostawali i dawali. Ot po prostu fajny, spokojny początek związku. Gdy obu stronom zależy. Aczkolwiek mam wrażenie, że od początku bardziej zależy Markowi, a Ulka czasami sprawia wrażenie jakby mu robiła łaskę, że zgadza się na kolejne spotkanie. Rozumiem, że jest ostrożna, zajęta i zapracowana ale chyba z tą asekuracyjną postawą odrobinę przesadza. Fajnie jak w związku facetowi zależy, jak się stara i zabiega i tak być powinno, ale ta druga strona też powinna dawać coś od siebie, a w postawie Ulki trudno mi się doszukać radości. Owszem zgadza się na kolejne spotkania, pozwoliła sobie nawet na pocałunek ale mam wrażenie, że nadal nie wie czego chce i czy tym czymś jest związek z Markiem. To prawda, że to pierwsza tak poważna relacja w jej życiu, ale mimo wszystko jest jakaś taka wycofana. Może przesadzam. I wszystko może by było dobrze nadal gdyby nie kilka niemiłych zbiegów wydarzeń. Po pierwsze Seba - wzór cnót wszelakich, ekspert do spraw damsko-męskich, ideał mężczyzny (ironia!). Od samego początku Patrycji powinna zaświecić się czerwona lampka, pośpiech wskazany jest tylko przy łapaniu pcheł. I tak jak Ulka postępuje bardzo wolno i asekuracyjnie, tak Pati bardzo szybko wskoczyła na wyższy poziom intensywności kontaktów z Olszańskim. Gdyby obie wypośrodkowały swoje tempo to miały związki idealne. Po drugie, związki mają to do siebie, że są a za chwile może ich nie być - w gruncie rzeczy Seba jej nic nie obiecywał, a jeśli związek opiera się na łóżku to wcześniej czy później się rozpada - dlatego smutek i rozpacz Patrycji jest zrozumiały (w końcu jej zależało i miała nadzieję, na coś więcej), ale już oskarżanie Seby przez Ulkę o cokolwiek jest bezpodstawne. W sumie to nie jej sprawa, owszem skrzywdził jej przyjaciółkę - nie ona pierwsza i nie ona ostatnia, ale mam wrażenie, że Ulka za postawę Seby ukarała też Marka - ot tak przy okazji. Rozumiem, że chciała zostać z przyjaciółką brawa dla niej, ale od początku obie wiedziały na czym opiera się ten związek, a jakiś mocnych podstaw to on nie miał. Łączył ich fajny seks w kilku ciekawych miejscach. Dobrze chociaż, że Ulka definitywnie nie zrezygnowała ze znajomości z Markiem. Owszem na początku będzie drętwo i dziwnie, ale i Pati i Seba są dorosłymi ludźmi i to co było między nimi w żaden sposób nie powinno mieć wpływu na relacje Uli i Marka, Pati i Marka czy Uli i Seby, bo to nie ich sprawa - to tylko i wyłącznie problem Patrycji i Sebastiana. Ale wracając do wątku głównego.... Dlaczego Ulka uciekła ze spotkania?! Sorry, ale przecież od początku wiedziała jaki styl życia preferował Marek zanim ją poznał, zanim zaczęło mu zależeć - więc obrażanie się teraz, zostawienia go w środku imprezy i dawanie za wygraną wrednej harpii z taktycznego punktu widzenia nie jest najlepszym rozwiązaniem. W ogóle to kiepski pomysł. Uciekła bo co? Bo jest zazdrosna o przeszłość czy teraźniejszość? Boi się, że Marek mógłby zabłądzić w ciemny kąt z dawną znajomą? Nie ufa mu? Nie rozumiem jej chociaż bardzo się staram. Rozumiem, że zrobiło jej się przykro gdy tamta żmija ją obrażała, ale zamiast odciąć się ostrą odzywką ukarała Marka. Za co? Za przeszłość? Czy za Sebę? Dziwne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawała się być rozsądną kobietą, logicznie myśląca ale teraz zachowała się jak rozkapryszona księżniczka. Chyba, że jest coś o czym nie wiem. Nie wykluczam takiej możliwości, ale patrząc na to co wiem to Ulka popełniła spory błąd. Pokazała Markowi, że mu nie ufa a tak naprawdę odkąd są razem nie dał jej najmniejszego powodu do zazdrości. Wprost przeciwnie. Facet staje na rzęsach żeby jej nie stracić, żeby udowodnić że mu zależy, że chce więcej. Wprowadza ją do swojego świata, przedstawia znajomym, rezygnuje z zaproszenia Seba żeby ona czuła się dobrze (co przyznajmy samo w sobie wiele znaczy - wybrał ją zamiast kumpla!). Ulka nie może od niego wymagać, że nagle odetnie się od dawnych znajomych i miejsc które lubi. Szczególnie, że ją tam ze sobą zabiera! Nie kombinuje, nie łazi sam do klubów, nie spędza wieczorów z innymi kobietami. Przecież to nie on szukał kontaktu z tą harpią! To tamta zołza go odnalazła, chciała wkurzyć Ulkę i ich skłócić i chyba jej się udało. Na pewno udało jej się zasiać ziarno niepewności u Ulki. Trochę mnie Ulka wkurzyła, trzeba koło niej skakać jak wokół jajka, żeby przypadkiem jej czymś nie urazić a ona się po prostu obraża. Na tak naprawdę niewinnego Marka. Może jestem niesprawiedliwa ale tak to wygląda. Musi mieć Marek do niej cierpliwość. A, że mu zależy bardzo to pewnie znowu się postara wszystko wytłumaczyć i może uda mu się Ulę przekonać, że tamtego Marka naprawdę już nie ma. Mimo, że ona sądzi inaczej. Marek też za mądrze nie postąpił zabierając ją tam, gdzie mogła czyhać przeszłość i na jego nieszczęście przeszłość go dopadła. Na takie wyprawy chyba było jeszcze za wcześnie, szczególnie dla Ulki. Chociaż z drugiej strony dlaczego miałby przekreślać wszystko co było przed Ulą? To już było, a odkąd ją poznał prowadzi życie mnicha. Dlaczego miałby udawać, że wcześniej wieczorami siedział w fotelu i czytał książki, przecież Ulka wiedziała, że tak nie było. Że odkąd ją poznał zmienił się, spoważniał, zrozumiał. Tylko dlaczego ona w to nie wierzy? Czyżby nieuzasadnione kompleksy? Nie ma facet z nią łatwo. Oj nie. Ale może znowu znajdzie drogę co by ją przekonać. Mam nadzieję, że się postara a Ulka odpuści, bo na moje oko mocno przesadziła. Czeka ich ciekawa rozmowa, na którą czekam z wielkimi nadziejami. Pozdrawiam ;).
      PS. Obiecałam sobie, że z racji zmniejszenia liczby publikacji i złamania umowy będzie krócej, ale tym razem jeszcze nie dałam rady.

      Usuń
  6. Przeczytałam już wcześniej, ale nie dałam rady nic napisać. Wszystko wyglądało już tak dobrze, a tu o... Sonia. Stare grzechy wychodzą na "dachy". Ulka to jednak ma charakterek. Jestem jednak przekonana, że Marek tak łatwo nie odpuści... aż ściska na cd... A może jakiś "zajączek" w prezencie??? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię to opowiadanie :).

    OdpowiedzUsuń