B

poniedziałek, 12 października 2015

'W chmurach' VII



W koprodukcji z K.!


Był piękny, słoneczny, wrześniowy dzień z przyjemną temperaturą. Dobrzański w garniturowych spodniach i białej koszuli zmierzał na spotkanie ze swoją partnerką. Śmiał się w duchu, że jest już w takim wieku, że nie wypada o Uli mówić i myśleć ‘moja dziewczyna’. Dobrze, że przed wejściem do parku jakaś starowinka sprzedawała bukieciki polnych kwiatków, bo niestety był spóźniony.
- Witaj kochanie – zaszedł ją od tyłu i szepnął wprost do jej ucha. Wzdrygnęła się, przestraszył ją. Zwykle przychodził alejką od południowej bramy. Cmoknął ustami jej kark i sekundę później siedział już obok niej – Wybacz, że musiałaś czekać
- Daj spokój. To tylko dziesięć minut – przyjęła od niego niewielki bukiecik – Poza tym przecież wysłałeś mi sms’a
- Mimo wszystko to niedopuszczalne, żeby kobieta czekała na mężczyznę. Powinno być zdecydowanie odwrotnie – roześmiała się i czule pogładziła jego włosy
- Ty i te twoje staroświeckie zasady – cmoknęła jego policzek i powąchała kwiatki. Pachniały łąką. Uśmiechnęła się pod nosem przywołując wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to dziadek zabierał ją na spacery na polanki – Jedziemy do mnie? – zapytała z figlarnym uśmiechem. Momentalnie mina mu zrzedła.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciał – przytulił ją do swego boku – ale dziś nie dam rady. Umówiłem się z Marysią za godzinę – pokiwała głową ze zrozumieniem. Nie miała żalu. Doskonale wiedziała, że córka jest i zawsze będzie dla niego na pierwszym miejscu – Ale za to mam wolną sobotę. Moi rodzice zabierają małą do stadniny swoich znajomych gdzieś pod Olsztyn. Wyjeżdżają z samego rana, wracają w niedzielę przed południem – musnął ustami jej szyję - W niedzielę będę musiał do nich jechać, ale całą sobotę i niedzielny poranek mam wolny.
- Kusząca propozycja – zagryzła wargę, jednocześnie wplatając palce w jego włosy
- Zapraszam więc do siebie. Zobaczysz, jak mieszkamy, a przy okazji obiecuję ci wynagrodzić moją dzisiejszą niedyspozycję – nie zwracając uwagi na mijających ich ludzi delikatnie przygryzł poduszeczkę jej ucha – Mam baaardzo wygodne łóżko – wymruczał
- Co ty nie powiesz – zaśmiała się radośnie
- A na jutro mam inną propozycję – rzekł poważniejszym tonem – Wybieramy się z Manią do ZOO i chciałbym, żebyś poszła z nami
- Pytanie, czy ona tego chce – spojrzała uważnie w jego oczy
- Rozmawiałem z nią. Powiedziałem, że bardzo bym chciał byśmy wybrali się tam we trójkę. Nie protestowała.
- Ale też nie wyraziła entuzjastycznej zgody – mruknęła
- Powiedziała, że możemy iść razem z tobą. Daj jej jeszcze trochę czasu. Powoli, małymi krokami się do ciebie przekonuje – zapewnił. Westchnęła
- To o której to ZOO?
- Przyjedziemy po ciebie o piątej. Wyrobisz się? – potakująco kiwnęła głową


Zerwała się wcześniej z pracy, żeby dojechać do domu bez korków i mieć jeszcze czas na przebranie się. Korporacyjny strój i szpilki nie były odpowiednie na spacer po ogrodzie zoologicznym. Kilka minut po siedemnastej Marek wysłał jej sms’a, że czekają już na dole. Tym razem Marysia przywitała się z nią uprzejmie, ale wciąż z wyczuwalnym dystansem. Mimo wszystko zrobili krok do przodu. Już jej nie ignorowała i ostentacyjnie nie manifestowała swojej niechęci.
- Księżniczko, opowiesz nam jak ci minął dzień – zapytał, gdy tylko wyjechali na zakorkowany Wał Miedzeszyński
- Strasznie nudno było dzisiaj na plastyce. A na dodatek pani Mariola posadziła mnie w ławce z Patrykiem. Cały dzień mi dokuczał
- Jak to ci dokuczał? – zainteresował się Dobrzański
- Mówił, że jestem głupia
- Musisz mu powiedzieć, że prawdziwy mężczyzna nie mówi takich rzeczy do kobiety – wtrąciła się Ula
- Powiedziałam, a on mi odpowiedział, że mówię bzdury, bo jego tata tak właśnie mówi do mamy
- Patologia – mruknął pod nosem Marek – Porozmawiam jutro z panią Mariolą, żeby już nigdy nie sadzała was razem i żeby miała na oku tego całego Patryka – przez wsteczne lusterko spojrzał na córkę z troską – A mówiłem matce, żeby zapisać ją do prywatnej szkoły – rzekł nieco ciszej – To nie, uparła się, że lepsza będzie szkoła publiczna. W prywatnej placówce przynajmniej nie byłoby takiego elementu.
Gdy dojechali na miejsce dziewczynka euforycznie wyskoczyła z samochodu. Nie mogła się doczekać, gdyż tata wizytę w ZOO obiecywał jej od dawna. Chwyciła ojca za rękę i energicznie pociągnęła w stronę bramy wejściowej. Spacerowali wolnym rokiem dyskutując o mijanych zwierzętach, ich zwyczajach żywieniowych i miejscach naturalnego występowania. Marysia chętnie słuchała uwag Cieplak, zadawała jej pytania, a nawet śmiała się z jej żartów. Marek obserwując ten obrazek powoli zyskiwał pewność, że wszystko skończy się dobrze. Od dawna nie wyobrażał sobie, żeby musiał wybierać między ukochaną kobietą, a córką.
- A najbardziej lubię naleśniki – rzekła w pewnym momencie mała brunetka
- Naprawdę? Ja też – uśmiechnęła się do niej
- Ale tata nie umie ich robić – skrzywiła się ze smutną miną
- O przepraszam – włączył się Marek, chcąc się bronić – wychodzą mi całkiem niezłe. W każdym razie bardzo się staram
- Ale nie tak dobre, jak babci. Nawet babcia Helena mówi, że wychodzą ci gumiaste – spojrzała na niego z miną Ważniaka ze Smerfów. Roześmiał się
- Jeśli już to gumowate
- Widzę mój drogi, że muszę cię podszkolić - zaśmiała się pod nosem
- W sobotę? – spojrzał jej w oczy prowokująco. Spuściła wzrok nie chcąc wdawać się z nim w tę dyskusję w obecności dziecka. Z opresji wybawiła ją Mania
- A pani umie robić naleśniki? – wlepiła w Cieplak swoje brązowe oczy
- Oczywiście. Mam nadzieję, że równie dobre, jak twojej babci – w tym prostym daniu upatrywała szansę na zbudowanie nici porozumienia z dziewczynką – W wielu wersjach. A ty jakie najbardziej lubisz?
 - Z truskawkami i bitą śmietaną albo z malinami i czekoladą – aż się oblizała na wspomnienia słodkości
- A jadłaś kiedyś na słono? Na przykład z kurczakiem i pieczarkami albo z szynką i serem – mała przecząco pokręciła głową – To koniecznie musisz kiedyś spróbować
- A zrobi mi pani? – Marek swoje zaskoczone spojrzenie przeniósł z córki na Ulę, posyłając jej nikły uśmiech
- Oczywiście, jeśli tylko masz ochotę – zdecydowała się na dość odważny gest i czule pogładziła ją po głowie
- Tato, to kiedy pani Ula będzie mogła do nas przyjść?
- To kiedy pani Ula będzie mogła do nas przyjść? – powtórzył za córką z miną wyrażającą satysfakcję
- Może w przyszłą sobotę? – dziewczynka kiwnęła głową
- No to umówieni – rzekł z szerokim uśmiechem ukazując rząd białych zębów -  Cudowne dwa weekendy nam się szykują – szepnął wprost do jej ucha, gdy Marysia nieco ich wyprzedziła, biegnąc w stronę wybiegu na słoni

21 komentarzy:

  1. Albo przypadek, albo intuicja :). Uwielbiam i podziwiam. Pochłonęłam zdecydowanie za szybko! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. raczej to drugie ;) Kamień z serca, że wciąż Ci się podoba. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Albo to trzecie - uzależnienie ;).

      Usuń
  2. Wchłonąło mnie to opowiadanie. Czułam się jakbym tam była. Nie często mi się to zdarza i nie ma dużo takich opowiadań, które przenoszą mnie, gdzie indziej. Tobie się dzisiaj udało. Wypad do Zoo. Jak ja kocham ZOO. To cudowne miejsce. Na mój wiek, ktoś mógłby powiedzieć, że jestem dziecinna. Ale co mi tam. Z życia trzeba korzystać. Nie prawda? Ula coraz lepszy ma kontakt z Ulą i to mi się bardzo podoba. Wspólne soboty się szykują dla pary. Kiedy Ula z Markiem zamieszkują razem? Nie mogę doczekać się ślubu. Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ZOO to bardzo mi pasowało do tego opowiadania, bo dzieciaki lubią takie klimaty, ale osobiście mam mieszane uczucia. Miejsce może i cudowne, ale to także miejsce dramatu wielu uwięzionych zwierząt. Jest taka stacja benzynowa w woj. pomorskim, gdzie powstało całkiem spore ZOO. W studni 3x3m przez dwa, może trzy lata mieszkała tam niedźwiedzica Basia. Zdechła z rozpaczy i samotności. To trochę nieludzkie, gdy zwierzak nie ma nawet miejsca, żeby się przejść, a jedyne co widzi, to beton i skrawek nieba. Koniec dygresji...
      Marysia jeszcze w pełni nie jest przekonana do Uli, ledwie ją toleruje, a Ty już planujesz przeprowadzkę? No chyba trochę za szybko
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Jak miło:), staram się codziennie tu zaglądać, szczerze nie spodziewałam się dziś rozdziału, a tu taka miła niespodzianka:), ido tego wszystko idzie w dobrym kierunku w relacjach Ulki i Marysi, Pozdrawiam serdecznie i dzięki za rozdział Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię zaskakiwać, gdy mam wolną chwilę. Tym razem udało mi się ją wygospodarować. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Marek musi Ulę baardzo kochać i wydaje mi się bardziej cierpliwy niż Ula. Muszę przyznać, że rozmowa z psychologiem była niezbędna i bardzo pomocna:) Marysia coraz bardziej akceptuje Ulkę, a między Markiem a Ulą po postu iskrzy namiętność...co to się będzie działo w weekend!!! <3 Mam nadzieję, że mała nie wróci z dziadkami wcześniej i nie zastanie Uli w łóżku swojego taty.... taka mi myśl właśnie przyszła... Mam nadzieję, że już "soon" będzie cd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba dzieci uczą cierpliwości swoich rodziców, nie sądzisz? Od razu zaznaczę, że nie planuję wparowania Marysi do sypialni. To by chyba definitywnie przekreśliło Ulę. Mała dopiero co zgodziła się na naleśniki, a Ty planujesz zrobić z niej świadka momentów ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Sprawdza się tu stare polskie przysłowie "przez żołądek do serca", Mania powoli się przełamuje, Marek szczęśliwy, ale coś mi tu za sielankowo. Pytanie czy możesz im coś skomplikować, np. niespodziewanym pojawieniem się Pauliny i Marysia znowu się wycofa w stosunku do Uli, czy będą żyli długo i szczęśliwie ? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach, na które bardzo niecierpliwie czekam. pozdrawiam B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że sama sobie odpowiedziałaś, że wyjaśniania w dalszych rozdziałach. Doskonale wiesz, że nic innego nie mogłabym Ci napisać, żeby nie zdradzać.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. przecież wiem, że nic nie powiesz , dlatego po części sama sobie odpowiedziałam, a kiedy będzie cd. ?B

      Usuń
  6. Aaa doczekałyśmy się - ja i moja cierpliwość. Dziękujemy :). Coś znowu drgnęło jest coraz lepiej i bliżej ciepła w relacjach Ula Marysia. Superowo, bo Marek dzielący czas między swoje dwie kobiety bardzo musi się starać i hamować. A że love is in the air no to coraz trudniej utrzymać mu ręce przy sobie. Szykują się dwa ciekawe weekendy w Markowo-Ulowym i Markowo-Ulowo-Marysiowym świecie. I fajnie, mam nadzieję, że tych weekendów nie pominiesz, bo ja i moja cierpliwość czekamy na momenty :D. Bo mamy podstawy żeby na nie liczyć. I z tych obu spotkań może coś dobrego wyniknąć. Marysia się przełamuje, przede wszystkim daje Uli szansę a to już dużo. Pnie się opowiadanie w rankingu pnie. Aha i jeszcze jedno - ja i moja cierpliwość (bardzo nadwyrężona w ostatnich dniach) mamy nadzieję, że nie trzeba będzie czekać na CD aż do weekendu albo i dłużej. Pozdrawiam. KaEm i moja cierpliwość ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie musiałyście długo czekać - od zapowiedzi do realizacji w sumie nie minęło aż tak wiele czasu ;) Ale to wyjątkowa sytuacja :P
      A bez momentów się nie da? Po prostu napiszę, że weekend który spędzili był bardzo udany i pójdę dalej... ;)
      O którym weekendzie piszesz? :D
      Pozdrawiam Was obie! ;)

      Usuń
    2. Od zapowiedzi nie, ale od VI do VII przepaść. Nawet miesiąc się zmienił :P. Widzisz, co Ty nam robisz!? "Wyjątkowa sytuacja", już gasisz moje nadzieję! Znów moja cierpliwość musi ciężko pracować, a ona tak by chciała mieć chwile wytchnienia.
      Czy da się bez momentów? Ano da, niestety, ale z momentami jest ciekawiej, fajnie, intensywniej :D. Także weekend może być udany, nawet powinien ale z momentami.
      O najbliższym. Zdecydowanie o najbliższym tym za 3 dni :D.
      Pozdrawiam, KaEm. Cierpliwość się na razie gniewa i nie pozdrawia ;).

      Usuń
  7. Przeczytałam bardzo szybko. Wciągnęło mnie widać ,że między Markiem i Ulą cały czas jest chemia a Mania powoli zaczyna akceptować Ulę . Tylko jak jest już tak dobrze to przeważnie pojawia się przysłowiowe ,,ale'' . Czy również tutaj? Z niecierpliwością czekam na cd dalszy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marek miał rację - metoda małych kroków działa
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Wreszcie i wreszcie... a do tego rozwija ie dobrze... oby tak dalej... ide spac bo juz dzis... ciesze sie , ze przeczytalam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jednak wciąż tu zaglądasz. Cieszę się :)
      Mam nadzieję, że następnymi rozdziałami będziesz usatysfakcjonowana
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Świetnie. Wzajemna fascynacja nie ustaje, nadal aż iskrzy i walczą o ten związek i akceptacje Marysi. A ona chyba jest coraz ufniejsza i milsza dla Uli. Czyżby naleśniki miały być tym ostatecznym akcentem? Może w przypadku Marysi zadziała przez żołądek do serca? Fajnie by było bo oboje, a nawet wszyscy troje zasługują na normalny dom pełen miłości, zrozumienia i wsparcia. Super się to czyta. I jak wszyscy czekam na dalsze części. Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naleśniki to zdecydowanie autorski pomysł K.!
      Dzięki, że wpadłaś i skomentowałaś. Pozdrawiam :)

      Usuń