B

sobota, 10 października 2015

'Błąd' 2/2

Czuję się tak, jakby już była niedziela... 






Zgodnie z jej życzeniem przeniósł się na kanapę. Wolał nie dyskutować i nie drażnić jej jeszcze bardziej. Miał nadzieję, że szybko uda mu się ją udobruchać i nie będzie musiał odwoływać uroczystości. Wciąż wyrzucał sobie, że dał się podejść Soni i jej uległ. Gdyby nie jego głupota, wspólnie z Ulą odliczaliby dni do ceremonii. Miał nadzieję, że za ten błąd nie przyjdzie mu zapłacić najwyższej ceny, jaką była miłość Cieplakówny.
Wstał o świcie i udał się do kuchni. Zerwał się tak rano nie tylko dlatego, że kanapa w salonie była wybitnie niewygodna, przede wszystkim chciał przygotować ukochanej śniadanie. Zrobił jej ulubioną sałatkę z tuńczyka, wycisnął sok z pomarańczy i przygotował grzanki z dwoma rodzajami konfitury. Właśnie stawiał na stole filiżanki z aromatyczną kawą, gdy pojawiła się w salonie.
- Zapraszam na śniadanie – zawołał. Pojawiła się w drzwiach kuchni obrzucając stół obojętnym spojrzeniem.
- Przykro mi, ale spieszę się. Zjem coś w bufecie. Cześć – i zostawiając osłupiałego Marka szybko wyszła z domu. Westchnął głośno i zasiadł do samotnego posiłku.
Na firmowych korytarzach za wszelką cenę starała się go unikać. Nie miała ochoty na kolejne rozmowy, do których z pewnością by dążył. Nie chciała też wzbudzać sensacji w firmie. Miała pewność, że i tak plotki się pojawią, gdy Marek poinformuje ich przyjaciół o odwołanej uroczystości. Gdy po siedemnastej pojawił się w domu z bukietem kwiatów, ona już była, czytając książkę na sofie, którą w nocy zajmował. Położył róże na kawowym stoliku. Nie odrywając wzroku od tekstu rzuciła pod nosem, żeby wstawił je do wody, bo zwiędną. Na jakiekolwiek próby podejmowania przez niego rozmowy odpowiadała wymownym milczeniem. I gdyby ignorowała go dzień, dwa, trzy, z pewnością zniósłby to z pokorą, ale powoli zaczynał mieć dość. Traktowała go, jak powietrze od dwóch tygodni. Podejmował próby pojednania. Przygotowywał śniadania, kolacje, chciał ją wyciągnąć do kina, na spacer. Zawsze reagowała tak samo. ‘Nie musisz mi nadskakiwać. To i tak nic nie zmieni’. Powoli stawał się bezsilny.


Wpadła do domu jak burza. Była wściekła. Rzuciła torebkę na komodę i pędem ruszyła w kierunku kuchni, w której to Marek parzył sobie kawę
- Dlaczego robisz mi wbrew? – naskoczyła na niego od progu
- Nie bardzo rozumiem – rzekł zdezorientowany wyłączając ekspres
- Prosiłam, byś odwołał ślub i miałam nadzieję, że spełnisz moją prośbę. I moje zdziwienie było dzisiaj ogromne, gdy Ania zapytała mnie, czy mamy już wszystko dopięte na ostatni guzik
- Ja nie chcę go odwoływać – rzekł pewnym głosem
- Ale ja chcę – syknęła poirytowana.
- Mam jeszcze trochę czasu. Dwa i pół miesiąca to długo. Miałem nadzieję, że uda mi się wreszcie ciebie przeprosić i odzyskać twoje zaufanie
- Zaufanie traci się w sekundzie, a pracuje się na nie latami – spojrzała mu prosto w oczy – Sądzisz, że siłą zaciągniesz mnie przed ołtarz? Że będzie tak, jak z Pauliną, która zamierzała doprowadzić do zaślubin za wszelką cenę? Nawet za cenę zaprowadzenia cię do kościoła na smyczy!
- Różnica jest taka, że tamten ślub miał być na pokaz. Bo my z Pauliną od dawna się nie kochaliśmy. Z tobą chcę się żenić, bo cię do cholery kocham – i jemu puszczały już nerwy. Bezsilność, która gromadziła się w nim od kilkunastu dni dała teraz upust – Wiem, że popełniłem błąd, ale nie dajesz mi szansy go naprawić! Naprawdę mi na tobie zależy! Przez moment znów stałem się głupim fiutem, ale doskonale wiem, ja chcę żyć. I że to życie chcę spędzić tylko z tobą! Co mam zrobić? Powiedz mi, co mam zrobić? Bo już sam nie wiem – pokręcił głową - Czegokolwiek bym nie próbował, od razu sprowadzasz mnie do parteru. Wiem, że to element kary dla mnie, ale ja już zrozumiałem. Mam odejść z firmy? Bo boisz się tego, że cię zdradzę, prawda? Boisz się, że po raz kolejny ulegnę jakiejś modelce? – nerwowym krokiem przemierzał pomieszczenie – Proszę bardzo, mogę odejść! Ty jesteś dużo lepszym prezesem. A ja mogę zająć się czymś innym. Nie ma sprawy – podrapał się po głowie – Mogę otworzyć warsztat samochodowy. To typowo męskie zajęcie. Zatrudnię mechaników, a do ewentualnych klientek będę wysyłał jakiegoś pracownika. Co ty na to? – patrzyła na niego z niedowierzaniem
- Sądziłam, że bardzo kochasz firmę – szepnęła – To twój rodzinny interes
- Bardziej kocham ciebie – rzekł zdecydowanie, z nutą czułości
- I nie masz pojęcia o naprawie samochodu. Przecież ty do zmiany gumy wzywasz pomoc drogową – nieznacznie uśmiechnęła się pod nosem
- Nie ja je będę naprawiał. Od tego będę miał wyspecjalizowanych ludzi. Zresztą dodatkowe źródło dochodu z pewnością się przyda, a i mniej angażujące zajęcie będzie lepsze, gdy pojawi się dziecko. Mógłbym z nim zostać po macierzyńskim, jak myślisz? – kompletnie zaskoczyła ją jego propozycja – Bo dziecko się pojawi, prawda? – upewniał się – Bardzo chciałbym mieć z tobą dzieci – gadał jak najęty – Dwójkę, a najlepiej trójkę. Dwóch chłopców i dziewczynkę, albo nie – wyraźnie się rozmarzył – Chłopca i dwie dziewczynki
- Z Pauliną nie chciałeś mieć dzieci – spojrzała mu w oczy
- Jak długo jeszcze będziesz się z nią porównywać? – rzucił przez zaciśnięte zęby – Nic nas nie łączyło. Może poza przywiązaniem i początkową namiętnością. Nie można założyć rodziny z kobietą, której się nie kocha. A z tobą chcę tę rodzinę mieć – podszedł do niej, stając naprzeciw. Ich twarze dzieliło kilkanaście centymetrów – I obiecuję ci, że już nigdy nie popełnię podobnego błędu. Nigdy nie zrobię czegoś, co mogłoby znów nami zachwiać i spowodować, że choć przez moment zaczęłabyś rozważać rozwód – wpatrywała się w jego oczy bez słowa, jakby szukając tam potwierdzenia wypowiedzianych przed chwilą słów – Wybacz mi – szepnął błagalnie, bardzo powoli zmniejszając dzielący ich dystans i już po chwili tulił ją w swoich ramionach. Nic nie powiedziała, ale nie musiała nic mówić. On wiedział. Gdyby mu nie wybaczyła, nie pozwoliłaby się dotknąć – Wyjedźmy gdzieś na kilka dni – poprosił cicho – Tylko ty i ja. Z dala od firmy, Warszawy i tego normalnego życia
- Zadzwoń do SPA, może mają wolny apartament senatorski – uśmiechnął się promiennie i czule pogładził jej policzek.
- Kocham cię – zatonął w jej spojrzeniu
- To gdzie będzie ten warsztat? – zapytała z rozbrajającą miną. Roześmiał się i delikatnie musnął jej usta

27 komentarzy:

  1. Piękne, piękne...Ma Ula charakter!!! I tu pięknie widać, że milczenie nie zawsze jest złotem, bo pozostawia wiele niedomówień... a on się po prostu kochają. :) <3
    p.s. Nie wspomnę, że strasznie czekam na 'W chmurach" :)
    p.s. 2 - potrzeba dobrych warsztatów samochodowych ;) :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Chmurach niebawem. dzięki, że wpadłaś. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. A u mnie wciąż sobota :(. Ale właśnie poprawiłaś mi humor. Dzięki. Cóż Ulka zmiękła, łatwo i szybko nie było no ale dobrze się skończyło. Może tym razem Marek się czegoś na błędzie nauczy. Warto by było, bo następnego wybaczania raczej nie będzie. Nawet Ulka by tak nie zrobiła. Dzięki. Czy jutro będzie prawdziwa niedziela i chmury? Pozdrawiam. KaEm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. soboty są fajne ;) Chmury niebawem, jeszcze ciut cierpliwości. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Dobra to uzbrajam się ponownie w cierpliwość :). KaEm.

      Usuń
  3. Nareszcie! Nie mogłam się odczekać drugiej części :) Wszystko, ku mojej uciesze skończyło się pomyślnie :D Ula wybaczyła Markowi ten błąd. Zabawny pomysł z tym warsztatem samochodowym. Szczerze powiedziawszy myślałam, że trochę bardziej go pomęczy :) Ale chyba ten czas, gdy była dla niego taka zimna, strząsnął nim i wydaje mi się, że już nie popełni podobnego błędu.
    Pozdrawiam, UiM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się :) czekajcie, a będzie Wam wynagrodzone! ;) pozdrawiam

      Usuń
  4. Czyli Marek przekonał do siebie Ulę. Mnie nie, ale to nie kwestia tego, jak napisałaś ten rozdział :) Ja po prostu nie byłabym w stanie uwierzyć w przemianę Marka w monogamistę. Cieszę się, że serial skończył się tak, a nie inaczej, ale gdybym ja spotkała takiego Marka... raczej nie łudziłabym się, że nastąpi cudowna przemiana.
    Pozdrawiam: L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poligamiści bywają trudni w reformowaniu ;) ale czasami się udaje. Usłyszałam kiedyś takie zdanie, które wydaje się bardzo prawdziwe 'mężczyzna potrafi się zmienić dla kobiety, którą bardzo kocha'. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Nie rozumiem zachowania Uli na początku. Bardzo ją boli zdrada. Myślała, że po tym wszystkim co przeszli Marek nie wywinie takiego głupstwa. A tu proszę. Była taka chłodna. Wtedy przypomniało mi się zachowanie Pauliny w serialu. Zazwyczaj była właśnie tak chłodna. Ula nie chce wybaczyć Markowi, chociaż że bardzo go kocha. Gdy dowiaduje się o tym, że Marek nie odwołał ślubu wpada w szał.Prosi go o to, a on nie wypełnij zadanie. Nareszcie powiedzieli sobie co tak naprawdę o sobie myślą. Warsztat samochodowy. Bardzo dobry pomysł. Już widzę Marka przy samochodzie jak naprawia usterki. Pewien pomysł mi się nasunął. Zobaczę co z tego wyjdzie. A wracając. Bardzo piękne zakończenie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiesz jej postawy? Jej wściekłości, żalu, wycofania, tego że nie chciała rozmawiać? Marek z pewnością nie będzie naprawiał, bo nie ma o tym zielonego pojęcia. Zapewniam cię, że są faceci, którzy nie potrafią wymienić żarówki w kierunkowskazie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Proponowałam GPS-a i porażenie prądem przy kontakcie z innymi kobietami, ale może rzeczywiście porzucenie firmy i pozbycie się ewentualnych pokus to lepszy pomysł. Zdecydowanie bardziej humanitarny. Skoro Marek nie potrafi korzystać z rozumu i ma słabą silną wolę to niech się zajmie samochodami albo budowlanką. Ulka mu dała kolejną szansę i tylko od niego zależy co z nią zrobi. Pozostaje mieć nadzieję, że ta sytuacja czegoś go nauczyła. Fajne to było takie życiowe. Walka ze słabościami i przeszłością. Tę wygrali i będzie ślub, wesele i dzieci. Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marek noszący worki z cementem? No jakoś tego nie widzę. Zdecydowanie brakowało mu mięśni. Nie ta postura. ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Czekałam, czekałam, czekałam i doczekałam się :D
    Może to nagroda dla mnie za zdanie dzisiaj egzaminu teoretycznego prawa jazdy? :)
    Myślałam, że Marek będzie dłużej cierpiał, szkoda, że tak szybko, ale zakończenie super.
    Kapitalny pomysł na wartszat samochodowy- brakuje dobrych w Polsce :D
    Pozdrawiam szczęśliwa i rozpromieniona,
    Andziok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze powtarzam, że cierpliwość popłaca ;)
      Gratulacje! Słyszałam od znajomych, że egzamin ma być coraz trudniejszy, także spiesz się. Po co dodatkowo się stresować ;)
      Teoria teorią, ale ja i tak wyznaję zasadę, że najważniejsza jest praktyka. Co z tego, że ktoś zna przepisy, jak jest sierotą na drodze. Podstawowe przepisy trzeba znać, reszta to kwestia praktyki i doświadczenia. Co z tego, że znasz znaki, jak jadąc 50km/h i tak wszystkich nie zobaczysz, bo na pewnych odcinkach potrafi ich stać cały las. Człowiek nie patrzyłby co przed nim i na jezdni, tylko gapiłby się na znaki. ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dziękuję :)
      Spieszenie swoją drogą a kolejki w WORDACH swoją...minimum miesiąc trzeba czekać na praktykę....ale cóż - mam nadzieję że JAKOŚ to będzie :D

      Usuń
    3. a w którym mieście zdajesz i na jakim samochodzie?

      Usuń
    4. W Rzeszowie, hyundai i20

      Usuń
  8. Jednak na błędach warto się uczyć. Marek się czegoś nauczył, oboje się nauczyli. Ula tego, że warto czasami strzelić focha, ale tylko pod warunkiem, że ma się naprawdę rację. A Marek tego, że nie warto pchać rąk tam gdzie obce ciało! Ale ta nauka udała się tylko z jednego powodu. Tylko dlatego, że Marek naprawdę kocha i naprawdę mu na Ulce zależy. Gdyby mu na niej nie zależało po trzech dniach spakowałby swoje rzeczy i powiedział, że ma dość jej i jej humorów. A on nadal wytrwale był obok i walczył. Łatwo nie miał, ale to dobrze - trochę pokory nie zaszkodzi. Mimo, że Ulka manifestowała swoje żale, on się nie obraził. Wielu facetów zabrałoby zabawki i poszło szukać pocieszenia, on zagryzł zęby i przetrzymał - tu ma plusa. Mimo, że za zachowanie w konferencyjnej duży minus. Osobiście uważam, że przygotowanie śniadania i kupienie kwiatków kobiecie powinno odbywać się bez okazji i nie tylko wtedy gdy się odpokutowuje winy, bo wówczas to żadna filozofia. Ale i tego może Marek się nauczy :). Warto czasami bez okazji wstać wcześniej i zrobić coś ot tak, a nie dlatego, że ma się błąd do naprawienie. Koniec dygresji. Ulka wybaczyła, dała kolejną szansę fajnie, ale tu jest jeszcze jeden problem. Mam wrażenie, że ona w siebie nie wierzy, wciąż ma kompleksy i porównuje się do Pauli. Nie tyle siebie co jej związek z Markiem, zupełnie niepotrzebnie. To dwa różne światy, dwie różne kobiety (chociaż Ulka miała czasem ciągoty do zachowania a`la Paulina) i dwóch tak naprawdę różnych Marków. Tu jest uczucie, poważne myślenie o przyszłości i warto żeby i to Ulka zrozumiała. Trochę zaufania i wiary, że Marek jest pewien swoich uczuć i wie czego chce. Ale myślę, że w apartamencie senatorskim wiele sobie wyjaśnią i wiele zrozumieją. Atmosfera będzie ku temu sprzyjająca. Pozdrawiam ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie, że tak to widzisz i fajnie, że tak odbierasz to opowiadanie. Widać, że podobnie patrzymy na tę historię. Marek dawał radę, bo wiedział, że zawinił, a przede wszystkim wiedział, że kocha.
      Motyw kompleksów będzie się jeszcze pojawiał w innych historiach.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  9. Ule na pewno bolala zdrada Marka...Stad jej zachowanie, i tak, ze sie nie wyprowadzila...:) Nie dziwie sie, ze nie umiala i nie chciala z nim rozmawiac, ale widac, ze jemu naprawde zalezy i dobrze, ze sie pogodzili. Mysle, ze Marek czegos sie nauczyl...A warsztat samochodowy? Fajna sprawa! :)
    Pozdrawiam MM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula się nie wyprowadziła, bo nie chciała denerwować ojca... a może tak naprawdę nie chciała się definitywnie odgradzać od Marka, dając mu szansę na odpokutowanie win...
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Dla mnie to nie jest sobota, ani niedziela tylko środa na którą czekałam około trzy tygodnie, a wracając do meritum to chyba Ula za szybko odpuściła, ja chyba bardziej poznęcałabym się nad Markiem, ale ja to ja a ona to ona , obiecuje , przeprasza a z sentymentu może znowu przytulić jakiegoś kościotrupa, ale z drugiej strony nikt nie jest idealny ,a trochę zazdrości w związku jest wręcz wskazane, taka sielanka bywa nudna.Pozdrawiam B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wybacz, że musiałaś czekać tak długo.
      Zastosowałabyś jakiś konkretny rodzaj tortur? ;)
      Miło, że masz podobne zdanie, jak ja, że sielanki bywają nudne... chociaż w ostatnim czasie sama wciąż piszę sielanki....
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. co ja mogłabym mu zrobić nie napiszę, bo nie wypada..........B.

      Usuń
  11. Ula szybko odpuściła. Praktycznie po jednej rozmowie. Nie pomyślała jednak ,że do warsztatów samochodowych również trafiają kobiety.
    Pozdrawiam miło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o kobietach w warsztacie jest mowa. Zresztą Marek sam zaznacza, że będzie jedynie właścicielem.
      Pozdrawiam

      Usuń