Siedział w ciemnym pokoju, sącząc
już drugą szklaneczkę szkockiej. Pustym wzrokiem wpatrywał się w ścianę, na
której wpadające przez niezasłonięte okno światło księżyca tworzyło magiczną
poświatę. Czuł się… dziwnie. Choć słowo dziwnie z pewnością nie jest adekwatne.
Nie bardzo potrafił określić, jak czuje się w tej chwili. Zdradzony? Nie. Oszukany?
Może tak. Chociaż nie raz był oszukiwany, a jednak dopiero tym razem uderzyło
to w niego z taką mocą. Może dlatego, że kochał. Zawsze to on oszukiwał.
Uwodził i kłamał, zaliczał i porzucał. Zwykle nie były zaskakująco piękne. Ot, takie przecietę, ale
potrafiły zaspokoić jego pragnienia. Wykorzystywał ich miłość, oddanie,
zaślepienie. Przeważnie były w niego wpatrzone, jak w obrazek i były w stanie zrobić
dla niego wszystko. A on bez skrupułów mówił im prosto w twarz, że nic do nich
nie czuje, że dobrze się bawił, ale to koniec, żeby zniknęły z jego życia.
Odchodziły ze łzami w oczach i złamanym sercem. Te piękne były bardzo
interesowne i wykorzystywały jego. Uwodziły, mamiły, oddawały się mu, by tylko
załatwić sobie jakiś kontrakt, dostać od niego kosztowne prezenty, by
przedstawił je swoim wpływowym znajomym. Łasiły się do niego jak pieski, by
sprezentował im futro, kolię, by załatwił im umowę na najbliższe dwa lata w prestiżowej agencji modelek w Mediolanie,
Paryżu, Berlinie. I gdy dostały to, co chciały, z przesłodzoną minką zamykały
mu drzwi przed nosem. Łudził się, że może wreszcie dla którejś z nich jest
ważny, że któraś z nich wreszcie dostrzeże w nim mężczyznę, który pragnie
ciepła, uczucia, bezinteresownej troski. Łudził się, że któraś z nich wreszcie
dostrzeże w nim mężczyznę, a nie tylko bogatego panicza ze znanym nazwiskiem i
szerokimi znajomościami. Nic z tego. Choć bardzo chciał, nie potrafił być w
związku. Kiedyś był. Tuż po studiach związał się z córką współwłaścicieli. Jak
się okazało dla niej również nic nie znaczył. Była z nim, bo był przystojny.
Była z nim, by zaimponować koleżankom, by wzbudzić w nich zazdrość, że udało
jej się zdobyć ‘tego Dobrzańskiego’. Kolejne oszustwo, którego doświadczył. I
wreszcie na jego drodze stanęła ona. Całkiem przypadkowo, jak sądził, choć
teraz wiedział, że to kolejne kłamstwo. Znów czuł się oszukany. Z tym, że teraz
bolało nie do zniesienia. Bolało, że go oszukała. Bolało, że stracił miłość.
Poznali się w pewien kwietniowy
wieczór w jego ulubionej knajpie. Dobijał trzydziestki i od pewnego czasu
huczne zabawy w klubie zamienił na piątkowe kolacje w jednej ze stołecznych
knajp. Przychodził sam, albo z przyjacielem. Siadał zawsze przy tym samym stoliku, zamawiał jedzenie i wsłuchiwał się
w grę pana Gustawa na pianinie, któremu towarzyszyła czasami młoda dziewczyna o imieniu Klara, studentka
wydziału wokalistyki estradowej. Relaksowały go te piątkowe wypady. Odkąd
zasiadł w fotelu prezesa i nie chciał zawieść ojca, pracował na pełnych
obrotach pięć dni w tygodniu. Gdy wychodził już do domu wpadł na nią. Oblała mu
koszulę czerwonym winem. W pierwszym momencie był wściekły. To była jego
ulubiona, liliowa koszula. Ale gdy spojrzał jej w oczy, odpłynął, a złość
odeszła w siną dal. Stała przed nim prześliczna brunetka z nienaturalnie
niebieskimi oczami i lekko zakłopotaną miną. Zaczęła go żarliwie przepraszać, a
on nie tracąc ani chwili stwierdził, że to była jego ulubiona koszula i może
puścić ten incydent w niepamięć pod jednym warunkiem – zgodzi się pójść z nim
na kolację następnego dnia. Zgodziła się i nawet nie musiał jej specjalnie
namawiać. Być może nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Trudno mu to
było jednoznacznie stwierdzić. Na pewno było to silne zauroczenie, które z
każdym kolejnym spotkaniem zaczęło przeradzać się w miłość. Podczas tego
sobotniego wieczoru, który spędzili razem w przytulnej restauracji na obrzeżach
Warszawy dostrzegł, że jest nie tylko piękna, ale również inteligentna i
zabawna. Na jego drodze stanął ideał. Ideał kobiety, której szukał latami. Śmiał się w duchu, że to takie trywialne być zakochanym na wiosnę. Ku
jego ogromnej radości zgodziła się na kolejne spotkanie. W piątek, w knajpie, w
której się poznali. Nie chciał niczego przyspieszać, nie chciał niczego
zniszczyć i jej wystraszyć. Ale to ona, ku jego radości ale i dozie
zaskoczenia, poprosiła by pokazał jej swoje mieszkanie. Wiedział, co to
oznacza. Finał tego wieczoru miał miejsce w sypialni. Zwariował na jej punkcie.
Cudownie było im nie tylko w łóżku. Potrafili rozmawiać godzinami, a
przyjemność sprawiało im także wspólne milczenie. Była jego rówieśniczką, ekonomistką,
analitykiem w jednym z funduszy inwestycyjnych. Wiedział, czuł, że spotkał
wreszcie właściwą kobietę. Szczerą, otwartą i zakochaną w nim tak po prostu. Byli
razem ledwie trzy miesiące, a on już zaczął planować zaręczyny. W pierwszy
weekend sierpnia miał ją zabrać nad morze. Apartament przy plaży, świece,
szampan i pierścionek, który od dwóch tygodni leżał w szufladzie jego biurka.
Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Ten weekend spędzali w jej mieszkaniu.
Namiętny poranek, śniadanie do łóżka. Wydostali się z pościeli dopiero przed
południem. Właśnie wybierała sukienkę, którą miała założyć w ten upalny dzień,
gdy zapiszczał jego telefon. Odczytał wiadomość od przyjaciela, który
informował go, że jeśli nie dokona przelewu za hotel, to organizatorzy
konferencji wykreślą go z listy uczestników. Poprosił ją o udostępnienie
laptopa. Bez namysłu podała mu urządzenie i zniknęła pod prysznicem. Przelał sześćset
euro na właściwy rachunek i już miał zamknąć klapę komputera, gdy na pulpicie
dostrzegł folder oznaczony jego imieniem. Z zaciekawieniem kliknął sądząc, że
znajdzie tam kilka z ich nielicznych, wspólnych zdjęć, które już zdążyli sobie
zrobić. Nic z tych rzeczy. Były tam wyłącznie jego zdjęcia. Kilkadziesiąt, z
różnych okresów jego życia. Ku jego zdziwieniu również zdjęcia z czasów studenckich,
które z pewnością nie krążyły nigdzie po sieci, ani żadna plotkarska gazeta ich
nie publikowała. W jego głowie pojawiły się tysiące myśli. Zastanawiał się kim
jest kobieta, z którą kochał się dziś rano, z którą był od kilku miesięcy,
której planował się oświadczyć. Pospiesznie naciągnął spodnie i założył szary
t-shirt, w którym przyjechał do niej wczorajszego wieczora. Nerwowo przemierzał
salon w oczekiwaniu na jej powrót z łazienki. Był zamyślony i zdenerwowany.
Oszukała go! Perfidnie go oszukała. Nawet nie spostrzegł, gdy znalazła się koło
niego. Do rzeczywistości przywrócił go dotyk jej dłoni oplatających go w pasie.
- To co robimy z tak pięknie
rozpoczętym dniem? – zapytała chcąc przytulić się do jego pleców. Odskoczył,
jak oparzony i wlepił w nią przeszywające spojrzenie. Zmarszczyła brwi nie
bardzo rozumiejąc czemu zachowuje się tak dziwnie.
- Kim ty jesteś? – zapytał odchodząc
kilka kroków – Kim ty jesteś? – powtórzył przez zaciśnięte zęby – Psychofanką ‘tego
Dobrzańskiego’ – celowo użył określenia, które stosowano nagminnie w prasie – Siostrą,
przyjaciółką, współlokatorką którejś z moich byłych dziewczyn, która teraz chce się na mnie zemścić? – na język
cisnęły mu się wszystkie scenariusze, które przyszły mu do głowy przez ostatni
kwadrans – Szpiegiem konkurencji? No kim? – wzbierał w niej niepokój, ale postanowiła
za wszelką cenę zachować pozory
- Nie bardzo rozumiem… - zaczęła
powoli, ale przerwał jej
- Skąd to masz? – wskazał na
otwarty folder na ekranie laptopa – Oszukałaś mnie! – rzekł oskarżycielskim
tonem – Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?- westchnęła próbując zebrać myśli. Nie było już odwrotu.
- Rocznik osiemdziesiąty trzeci.
Studia na SGH – zaczęła siadając na fotelu. On stał po drugiej stronie pokoju
ze skrzyżowanymi na piersi rękami – Oprócz ekonomii studiowałam równocześnie
zarządzanie. Grupa czwarta. Ty byłeś w pierwszej. Mieliśmy razem niewiele
zajęć. Ledwie kilka wykładów i parę egzaminów - zmarszczył brwi próbując sobie ją przypomnieć. Może ją wtedy uwiódł i porzucił? Nie pamiętał jej - W auli c, w której spotykał się
cały nasz rok na zajęciach u profesora Mączyka, w kolejnych latach Tybowskiego i
Kaczora zawsze siadałeś na górze, w przedostatnim rzędzie, z grupą swoich
znajomych – opowiadała wypranym z emocji głosem. Tylko ona wiedziała, ile ją to
kosztuje – Ale na każdym egzaminie przesiadałeś się trzy rzędy niżej i siadałeś
obok mnie. Uśmiechałeś się wtedy uroczo i ze swoim uwodzicielskim spojrzeniem
pytałeś czy ci pomogę – zmarszczył brwi przysłuchując się tej opowieści - Zawsze
się zgadzałam, mimo tego, że do następnego egzaminu mijając mnie na korytarzu
nie mówiłeś mi nawet cześć. Traktowałeś mnie, jak powietrze. Żeby tego było
mało naśmiewałeś się ze mnie razem ze swoimi kolegami, Remkiem i Marcinem. Pamiętasz?
Okularnica w niemodnych ciuchach i aparacie ortodontycznym – przełknął głośno
ślinę i ciężko opadł na sofę – Zakochana w tobie od pierwszego wejrzenia. A ty traktowałeś
mnie jak śmiecia, który można użyć, a później się go pozbyć, gdy jest
nieużyteczny. Chyba dzięki mnie skończyłeś studia. Na egzaminie z zarządzania
ryzykiem na rynkach kapitałowych byłeś tak skacowany, że ledwo byłeś w stanie
tam wysiedzieć. Napisałam najpierw odpowiedzi na twoje pytania, a dopiero później
wzięłam się za swoją kartkę. Nawet nie oczekiwałam od ciebie słowa dziękuję,
które przez te wszystkie lata padło raptem cztery razy. Mnie wystarczyło twoje
spojrzenie, twój uśmiech, gdy podsuwałeś mi swój test. Przez całe
pięć lat wierzyłam, że gdy będę ci pomagać wreszcie dostrzeżesz we mnie nie
tylko paszczura – szepnęła cicho – ale normalną dziewczynę, która zrobi dla
ciebie wszystko. Na koniec studiów był bal absolwenta, pamiętasz? Tańczyłeś po
kolei ze wszystkimi dziewczynami z roku. Ze wszystkimi – podkreśliła z bólem –
tylko nie ze mną. Brzydula. Tak na mnie mówiliście. Nawet nie pamiętałeś mojego imienia. Pewnie dlatego, gdy
przedstawiłam ci się po latach nie skojarzyłeś faktów. Zresztą byłam o tym
przekonana. Tam wtedy, na tym balu zrozumiałam, że dopóki nie zmienię się, nie
mam co liczyć na twoje przychylne spojrzenie. Byłeś koneserem kobiecego piękna,
a ja nie mieściłam się w tych ramach. Przez te wszystkie lata nie potrafiłam o
tobie zapomnieć. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile razy śniły mi się te
roześmiane oczy w kolorze górskiego lodowca, które widziałam zawsze wtedy, gdy
oddawałam ci wypełniony test. Przez te wszystkie lata nie potrafiłam przestać
cię kochać mimo tych wszystkich przykrości. I gdy już zdjęłam aparat, okulary zamieniłam na szkła kontaktowe i
zarobiłam na modne ubrania postanowiłam cię odnaleźć – spojrzała mu prosto w
oczy – Od początku wiedziałam, że będziemy tworzyć świetną parę, a ty w głębi duszy potrafisz być wspaniałym facetem. Czułym, torskliwym i dobrym. Pewnie masz
mnie za wariatkę – wzruszyła ramionami, przecierając nerowowo czoło dłonią, za wszelką cenę starając się nie
rozpłakać – ale ja po prostu chciałam zaznać odrobiny szczęścia u twojego boku –
zakończyła swój monolog, a on przez chwilę siedział, jak skamieniały.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi
tego wcześniej? – zapytał już nieco łagodniejszym tonem. Jej wyznanie wywarło
na nim piorunujące wrażenie. Wściekłość zastąpiło rozczarowanie – Dlaczego mnie
oszukiwałaś? Chciałaś zbudować związek na kłamstwie? Sądziłaś, że to się nigdy
nie wyda, że znaliśmy się wcześniej?
- Nie wiem – szepnęła, a po jej
policzku spłynęła łza, którą szybko otarła – Przepraszam
- Oszukałaś mnie, a tyle razy ci
powtarzałem, że najbardziej w tobie cenię tą prawdomówność, szczerość i
otwartość. Wiesz, ile razy mnie oszukano, a ty z premedytacją zrobiłaś to samo!
– rzekł z pretensją i nie czekając na jej dalsze wyjaśniania szybkim krokiem
wyszedł z jej mieszkania, solidnie przy tym trzaskając drzwiami.
Prosto z jej domu pojechał
nad Wisłę. Musiał się przejść. Musiał ochłonąć. Próbowała się do niego
dodzwonić. Wyłączył telefon i ze złością wcisnął go do kieszeni. Nie potrafił
zrozumieć, jak mogła go oszukać, skoro tak go kochała. Przed wieczorem wrócił do
domu. Nie czuł głodu. Nalał sobie szklankę szkockiej.
Nie powiedziała mu, że się znali,
że razem studiowali, że to ona pomagała mu na studiach. Czuł się rozczarowany.
Sądził, że znalazł wreszcie ideał. Ale czy tak w istocie nie było? Przecież
byli razem tacy szczęśliwi. Myślał o założeniu z nią rodziny, o ślubie, dzieciach,
domu na przedmieściach. Naprawdę ją kochał. Kochał całym sobą, jak jeszcze
nigdy. W pewnym momencie zaczął dostrzegać również swoje błędy. Bo przecież też
je popełnił. Może nie teraz, ale w przeszłości. Przecież nie oszukiwałaby go,
gdyby te pięć lat temu nie potraktował jej w tak bezczelny sposób. Gdyby nie
liczyło się wówczas dla niego opakowanie, gdyby by ulegał presji kolegów. Ona
nie była w stosunku do niego uczciwa, ale on kiedyś również nie był fair.
Zaczął się zastanawiać, czy teraz zwróciłby na nią uwagę, gdyby w dalszym ciągu
wyglądała jak Brzydula. I szybko doszedł do wniosku, że nie. Że pewnie
nawrzeszczałby na nią w tej knajpie, oskarżył o zniszczenie koszuli i nie
chciał nawet na nią patrzeć. Wciąż był powierzchowny, a mimo to była z nim,
kochała go, troszczyła się o niego. Dała mu wszystko to, czego szukał przez
ostatnie lata i do czego dążył. Czy warto przez jeden błąd przekreślić miłość?
Przecież była jego ideałem. Ideałem, na którym co prawda pojawiła się rysa, ale
zaufanie można z czasem odbudować. Zmieniła się dla niego i chciała z nim być pomimo przeszłości. Przecież Ula, niegdyś Brzydula, była jego
miłością. Miłością, której nie może stracić, której nie chce stracić. Zamówił
taksówkę. Chwycił portfel i klucze i szybko wyszedł z domu. Otworzyła mu
zapłakana, z podpuchniętymi oczami. Nie kryła zaskoczenia, gdy ujrzała go na
klatce. Niewiele myśląc wszedł do środka i mocno do siebie przytulił.
Świetna miniaturka.Ciekawie opisany moment studiów. Ciesze się że wszystko skończyło się dobrze.Nie mogę się doczekać innych miniaturek i dalszej części opowiadania.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam GOZDI ^.^
dzięki za wizytę i wpis. pozdrawiam :)
UsuńZaskoczę Cię Amicus swoim stwierdzeniem,ale dla mnie ,oczyściłaś dusze oboju z popełnionych błędów w przeszłości i teraźniejszości.
OdpowiedzUsuńKażdy z nas też je popełnił zapewne i nadal je popełnia.Przyznaję,Ty zrobiłaś to z wielką klasą......szczególnie, życiowy rachunek sumienia Marka. Super.
Ula ? Jak zawsze,wykorzystana,nie doceniona,nie dostrzeżona jako piękna dziewczyna.
I gdyby to niefortunne oblanie winem,....dostrzegłby jej wdzięk......? Wątpię. Jak każdy facet,patrzą tylko na zewnętrzne,czyli piękno,a co z wnętrzem, tego w ogóle nie widzą. Na to mają za mało czasu,albo wcale.
Uczymy się na błędach,a miłość......ona zawsze nad nami góruje,oby nie była ślepa i nie musiała czekać tylu lat co Ula.
Pozdrawiam Amicus.
dzięki! :)
Usuńoblanie winem nie było wcale takie niefortunne. Nie piszę tego wprost, ale to ich spotkanie było sprytnie zaplanowane. Jakoś musieli się spotkać ;)
Dziękuję za wizytę. Pozdrawiam
na początku sceptycznie to tej miniaturki podchodziłam. Ale wczytując się bardziej stwierdzam jest jest na prawdę fajna. Mi się bardzo podoba, mimo że wolę miniaturki i opowiadania połączone z serialem, np. zaczynające sie od jakiegoś odcinka. Ale jest super!!! życzę Ci czasu Andziok :)
OdpowiedzUsuńcieszę się, że ta mini się obroniła :)
UsuńJa też lubię 'co by było gdyby', ale coraz mniej mam 'bazy' do budowania takich miniaturek -> tzn. serial był tak dawno, że większości scen, które by się nadawały do opisania i zmiany po prostu nie pamiętam.
Dzięki! Pozdrawiam
można zawsze przypomnieć sobie serial na tvnplayer.pl
Usuńnon stop mogę oglądać tam odcinki i nigdy mi się nie znudzą chociaż brakuje mi tego ciągu dalszego albo ekranizacji niektórych opowiadań z blogu, fajnie jest tak oglądnąć coś co się czytało i porównać z naszymi wyobrażeniami :D Andziok :)
Świetna miniaturka, no i szczęśliwe zakończenie :) Zawsze gdy zaczynam coś czytać to zaczynam od końca czy jest happy end :D W miniaturkach mam ten niedosyt, co dalej? Cieszę się, że Marek zauważył swoje błędy, no bo to on jednak był bardziej nie fair. Na początku użalał się nad sobą, że to ona go oszukała? A jak przez te wszystkie lata czuła się Ula? W końcu doszedł do wniosku, że to on jest większą świnią, Ula co prawda oszukała go, ale pomimo wszystko, co on jej zrobił w przeszłości kocha go. Mam nadzieję, że w następnej części opowiadania Kto, jak nie ty? też będzie trochę bardziej, hmm radośnie? :D Pozdrawiam UiM
OdpowiedzUsuńLectrice też tak ma, że zaczyna od końca ;) widzę, że grono fanów zdań końcowych się powiększa.
UsuńRadośnie? Przy nowotworze? No chyba się nie da
Pozdrawiam serdecznie
No może nie do końca Radośnie. Ulka może w końcu wybaczy Markowi. W sumie gdy zaczęłam czytać pierwsze odcinki opowiadania to miałam ochotę wykastrować Marka, ale teraz uważam, że Ula powinna wybaczyć Markowi. Ała, całkiem zapomniałam o tym nowotworze :/ Jest jeden powód, ale bardzo ważny dlaczego czytam od końca :D Jeśli czytam o zdradzie, śmierci.. itp, to powstaje we mnie pewien uraz.... Później cały dzień analizuję czy Marek jednak mógł zdradzić Ulę i staram się sobie wmówić, że jednak jej nie zdradził i że to jest po prostu fikcja literacka ... Czasami po kilku dniach wracam do tego. Najgorzej jest jak przeczytam to wieczorem.. Usnąć nie mogę :D Albo przed napisaniem swojego następnego rozdziału, tracę ochotę na pisanie i jakoś wena mi ulatuje. Gdybym miała pisać po jakimś nieszczęśliwym zakończeniu, to chyba bym ich wszystkich powybijała :/ Może trochę za bardzo się zaangażowałam uczuciowo, ale wierzę, że ...żyli długo i szczęśliwie.
UsuńUff, napisałam co mi leży na sercu... :D
Pozdrawiam, Ula i Marek Dobrzańscy.
bo to jest fikcja. Czy to sielanka, 7 dzieci i miłość aż do śmierci, czy zdrada i rozstanie, to wszystko jest fikcja. I w fikcji i w życiu nie wszystko jest idealne i ze szczęśliwym zakończeniem. Poza tym musi być trochę problemów, nawet jeśli koniec końców będzie szczęśliwie. Bo ile można czytać o tym że ona zakochuje się w nim, on w niej, robią sobie wspólne śniadanka, biorą ślub i mają gromadkę dzieci. Wszystko to na jedno kopyto. A tak jest ciekawiej. Nie możesz tak brać wszystkiego do siebie, analizować i przeżywać. To ma być for fun, a nie żeby się zadręczać.
UsuńPozdrawiam
Nie mówię,że musi być cały czas sielanka, ale czy te problemu muszą być miedzy nimi? Nie mogą przeżywać ich razem? Na przykład wątek zdrady. Można to opisywać, że niby on ją zdradził, a w ostatnim odcinku okazuję się, że nic między nim, a kochanką nie zaszłą, tylko ona go upiła, naćpała a później wmówiła mu romans :D I mamy happy end bez rycia psychy :D Ale nie ważne. Ja nigdy nie przeżyłam takie miłości z motylami w brzuchu, to może dlatego o takiej marze i tak jej bronię? :D W sumie to nie powinnam się wypowiadać, bo sama robię z Dobrzańskiego sukinsyna w opowiadaniu Katusze. Pozdrawiam UiM :)
UsuńPS: Wiem, że jestem lekka walnięta :) romantyczka, pff
a czy w życiu są tylko idealne sytuacje bez 'rycia psychiki', jak to napisałaś? ale każdy ma swoją filizofię. motyle w brzuchu, a później książę okazuje się prosięciem...
Usuńpozdrawiam
Dobre, smutasowate.. ale dobe ... i ten koniuszek rozczulajacy.... gdzie takie chlopy, gdzie ????
OdpowiedzUsuńP.S. Czekam na odp i dokladne namiary....
jaką odpowiedź? Czyżbyś napisała do mnie maila? Nic nie dostałam, a dziś odpowiadałam na wszystkie otrzymane wiadomości. Jeśli rzeczywiście powinnam coś mieć, napisz proszę raz jeszcze. amicus148@gmail.com
Usuńpozdrawiam
Wydaje mi się, że Lectrice chodziło odpowiedz na pytanie gdzie takie chłopy i żebyś podała na nich dokładne namiary :D
UsuńW sumie masz rację. To pewnie efekt tego, że mimo dwóch kaw jeszcze się dziś nie obudziłam po ostatnich 4 dniach intensywnej pracy... i tego, że dzisiejszy dzień rozpoczęłam od odpowiedzi na Waszą korespondencję mailową.... I miałam nadzieję, że Lectrice też postanowiła napisac do mnie wiadomość... No ale skoro nie, to trudno! ;)
UsuńCo do namiarów na 'tych chłopów'... to cóż... Już wielokrotnie powtarzam, że takich nie ma, dlatego tworzę sobie ich wirtualnie. Idealny Marek. Taki ideał charakteru schowany w postać Filipa. Miałabym jeszcze kilka propozycji postaci, ale chyba nie spotkałby się to z Waszym entuzjazmem, gdybym zmieniła 'twarz' głównego bohatera... Już to przerabiam przy okazji Artura ;)
Wracam po jednym z sześciu ciężkich dni jakie mnie czekają w tym tygodniu i oczom nie wierzę. Amicus dzięki. Fantastyczne rozpoczęcie tygodnia. Liczę, że koniec będzie równie udany. Jakaś miła niespodzianka w "Kto, jak nie Ty" mile widziana, wręcz pożądana :). No i mamy Marka cierpiącego z miłości, który czuje się oszukany i porzucony. Nic w tej miniaturze nie jest jednoznaczne, chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest inaczej. Oboje popełnili kilka błędów. Oboje żałują i oboje cierpią. Kurde Ulka przez tyle lat go kochała, tyle lat o nim marzyła - miłość cierpliwa jest, a przecież przez niego płakała, była nieszczęśliwa, ale nie poddała się zawalczyła i znowu ma szansę zbudować coś ważnego i trwałego teraz już bez kłamstw i tajemnic. Teraz będzie już tylko dobrze. Dzięki jeszcze raz. Pozdrawiam. KaEm.
OdpowiedzUsuńha! obiecałam, to jest! :)
Usuńniespodzianki nie przewiduję.
Wreszcie Ula nie jest do końca idealna, tylko też popełnia błędy ;)
dzięki! pozdrawiam i do weekendu
Amicus, zastanawiam się czy przestaniesz mnie kiedyś zaskakiwać i stwierdzam, że to niemożliwe. Smutna, wzruszająca i niejednoznaczna miniatura - bo nie wszystko jest takie jakie się wydaje. Tak, za błędy z młodości czasami trzeba zapłacić w przyszłości, wracają w najmniej spodziewanym momencie. Cóż Marek w młodości rozumem, zrozumieniem i ludzkimi odruchami nie grzeszył. Jakoś nie przyszło mu nigdy przez myśl podziękować i spojrzeć na "tę dziewczynę" inaczej niż tylko jako "pomoc naukową", odezwać się w innych okolicznościach niż egzamin, po ludzku zagadać. Nigdy nie zastanawiał się kim była, oprócz tego oczywiście, że odpowiedzialna, super przygotowana, naiwna. I zakochana, ale o tym już nie wiedział. Albo nie chciał wiedzieć przecież nie ona pierwsza miała złamane serce. Nie ona pierwsza płakała przez niego. Nie ona pierwsza została wykorzystana i zapomniana. Ale tylko ona miała odwagę zawalczyć i udowodnić i sobie i jemu, że nie wygląd się liczy. I to jej się udało. On ją wykorzystał, a ona chciała być TYLKO szczęśliwa, chociaż przez chwilę poczuć się ważną i godną jego uwagi kobietą. Oboje byli szczęśliwi. Cholernie ją skrzywdził lata temu, świadomie czy nie ale skrzywdził, a mimo to nigdy w niego nie zwątpiła, nigdy nie przestała kochać. Czy gdyby wiedział kim jest, czy gdyby powiedziała mu, że kiedyś się znali, zakochałby się, chciał kontynuować tę znajomość, zaprosił na kolację? Chyba nie i pewnie tego Ulka bała się podświadomie. Pewnie dlatego mu nie powiedziała. Chociaż zdawała sobie sprawę, że kiedyś Marek się dowie i że wszystko może się posypać. I rzeczywiście tak się stało, ale już wtedy Marek był zakochany, szczęśliwy, chciał właśnie z nią spędzić życie. Ta miłość uratowała ten związek. I ostatecznie to, że nie wiedział kim jest Ula, że jej nie poznał, że nie pamiętał, że znali się wcześniej bardziej im pomogło niż zaszkodziło. Bo tak naprawdę czy ta informacje coś zmieniła? Nie. Oprócz tego, że się wkurzył i na siebie, za swoją nieodpowiedzialność i na nią, że miała przed nim tajemnicę. Za bardzo ją kocha, żeby zrezygnować. Ideał. Znowu. Super. Piękne. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńzapewniam, nadejdzie taki moment ;)
Usuńwreszcie Ula, która nie jest od początku do końca kryształowa ;) A Marek, cóż nie mam nic do dodatnia to tego, co napisałaś. Ja chyba nigdy nie przestanę uwielbiać Twoich komentarzy i analiz.
Pozdrawiam Cię ciepło!
Amicus, obawiam się, że kiedyś i ten moment nadejdzie - nie będzie opowiadań nie będzie komentarzy :). Także tylko współpraca nam pozostaje. Bardzo fajnie się czyta o niekryształowej Ulce, bo któż z nas nie popełnia błędów i czegoś nie żałuje. Bezbłędna Ulka bywa nudna a taka jest bardziej ludzka. Ale, ale żebyś za bardzo tego nie nadinterpretowała :D niekryształowość też jest mierzlana. Pozdrawiam gorąco.
Usuńniekryształowa Ulka? mówisz masz. Doczekałyście się z KaEm. Już za chwilę zapraszam na 'kłotnię'. ;)
Usuń