B

czwartek, 12 lutego 2015

'Kto, jak nie Ty' VIII



Trochę dziwnie wyglądali stojąc razem pod blokiem operacyjnym. Górecki towarzyszył Uli od rana, podtrzymując ją na duchu i zapewniając, że wszystko będzie dobrze. Dobrzański dołączył kwadrans temu, zostawiając dzieci pod opieką matki. Czuł, że musi przyjechać, że musi się upewnić, że wszystko przebiegło bez komplikacji. Nie chciał bezczynnie czekać na ewentualny telefon od Alicji, który mógłby nastąpić dopiero wieczorem. Taka była kolej rzeczy. Artur poinformowałby Milewską, a ta być może w przypływie troski o dzieci zadzwoniłaby do niego. Oprócz chłodnego powitania nie zamienili ze sobą słowa, w napięciu oczekując, aż drzwi bloku operacyjnego się otworzą.  Kwadrans przed trzynastą wywieźli ją. Spała, okryta białą, szpitalną pościelą. Chwilę później na korytarzu pojawił się profesor Mikołowski w towarzystwie swojego asystenta.
- Panie profesorze, i jak? – zapytał Górecki
- Wszystko zgodnie z planem – odparł lakonicznie i chciał ich wyminąć
- Proszę mnie nie zbywać – rzekł dość ostro – Wyciął pan guz, węzły chłonne, rozumiem, że teraz będzie już tylko lepiej
- Panowie – westchnął i spojrzał w kierunku milczącego Marka – Ja nie wiem, czy mogę z wami rozmawiać na ten temat. Ja wiem, że pojawialiście się tutaj u pacjentki, ale… - nie dokończył, bo aktor wtrącił się
- Jestem jej partnerem
- A ja byłym mężem, który za chwilę pojedzie do domu, do dwóch małych chłopców, którzy dopytują kiedy wróci mama – rzekł Dobrzański – I muszę wiedzieć, co mam im odpowiedzieć, żeby później nie czuli się oszukani.
- Dobrze, zapraszam – wskazał ręką gabinet. Gdy we trzej rozsiedli się na tapicerowanych krzesłach profesor zaczął swój monolog – Operacja przebiegła bez komplikacji. Usunąłem pierś i sąsiadujące węzły chłonne. Pacjentka została przewieziona na salą pooperacyjną w ogólnym stanie dobrym, z prawidłowym ciśnieniem. Dzisiaj z pewnością cały czas będzie spać po narkozie. Jutro zostanie przewieziona do swojej sali. Również na jutro zaplanowana jest konsultacja z psychologiem. Pani Urszula co prawda była poinformowana o mastektomii, zgodziła się na nią, jasno określając swoje priorytety, jednak taka rozmowa zwykle bardzo się przydaje. Będziemy obserwować postępy w gojeniu i wówczas podejmiemy decyzję o dacie rozpoczęcia radioterapii. Generalnie moglibyśmy z niej zrezygnować, bo zwykle przy całościowym usunięciu sutka się tego nie praktykuje, ale wolę dmuchać na zimne – mężczyźni uważnie słuchali każdego słowa
- Czyli generalnie nie może mi pan powiedzieć kiedy Ula zostanie wypisana – dopytywał Artur
- Wie pan – podrapał się po brodzie pokrytej siwym zarostem – Tu nie ma określonego harmonogramu i ja nie mogę panu powiedzieć z pełnym przekonaniem, że wypiszemy pacjentkę dwudziestego czwartego w południe. Plan na najbliższe dni jest taki, jutro rozmowa z psychologiem, w trzeciej, bądź czwartej dobie po operacji rozpoczynamy rehabilitację – wyjaśniał spokojnym tonem - Po usunięciu węzłów chłonnych jest ona niezbędna i będzie musiała być kontynuowana przez dłuższy okres czasu, również po wyjściu pacjentki do domu. W zależności od stanu chorej będziemy wdrażać radioterapię, później nastąpi operacja rekonstrukcji, gdyż wiem, że pani Urszuli bardzo zależy na tym zabiegu. Gdyby nie radioterapia, rekonstrukcję mógłbym wykonać od razu tuż po amputacji sutka, ale może to i lepiej. Pani Dobrzańska będzie miała czas na oswojenie się sytuacją i podjęcie słusznej decyzji. Wówczas można byłoby wykonać dwie rekonstrukcje podczas jednego zabiegu
- Dwie? – zmarszczył brwi prezes
- Nie ukrywam, że będę rekomendował żonie usunięcie drugiej piersi – oczy obu mężczyzn były wielkości pięciozłotówek – Takie zabiegi prewencyjne są coraz popularniejsze. Ma to na celu wyeliminowanie możliwości pojawienia w przyszłości zmian, choćby o łagodnym charakterze. Poza tym jest również inny plus, estetyczny. Gdy wykonywana jest rekonstrukcja jednej piersi, zwykle różni się ona od tej naturalnej. Wielkością, kształtem. Nawet najlepszy chirurg plastyk nie dobierze idealnego implantu – widząc miny swoich gości kontynuował – Panowie, jesteśmy tu w swoim gronie – zaśmiał się pod nosem, chcąc nieco rozładować atmosferę – Owszem, bardzo cenimy sobie ten element wyglądu zewnętrznego kobiety, ubóstwiamy piersi, ale nikt nie powiedział, że koniecznie muszą być naturalne. Przecież zabiegi powiększania dotyczą coraz większej grupy kobiet w naszym kraju. Są wykonywane wyłącznie po to, by piersi wyglądały lepiej optycznie, by kobieta była pewniejsza siebie, by nam zaimponować, skusić nas – spojrzał na nich wymownie – A w tej sytuacji jeśli implant ma spowodować to, że matka – spojrzał na Marka, by po chwili przenieść wzrok na Artura – i partnerka będzie cieszyła się długim zdrowiem, to nie ma co debatować nad wyższością natury nad silikonem – zgodnie kiwnęli głowami – No właśnie
- Ale wówczas automatycznie nie ma możliwości karmienia piersią – odezwał się Górecki, na twarzy którego było widać całą paletę emocji. Profesor zmarszczył brwi i przypatrywał mu się zaciekawiony – Przed wiadomością o chorobie rozmawialiśmy o dziecku – Dobrzański gwałtownie odwrócił głowę w kierunku swojego towarzysza i pozostając w głębokim szoku wstrzymał oddech – Zależało nam na powiększeniu rodziny.
- Panie Arturze, w gruncie rzeczy jedno nie wyklucza drugiego. Obecnie na rynku mamy całą paletę tak zwanego mleka zastępczego. Znam wiele kobiet, które sięgają po nie choćby ze względów estetycznych. Obawiają się, że przez karmienie ich biust będzie bardziej obwisły. Często są zmuszone zrezygnować z karmienia piersią, bo alergie, bo dziecko ma katar i nie chce ssać sutka, a nie chcą poddawać się procedurze ściągania pokarmu. Generalnie jest wiele powodów. Te produkty z każdym kolejnym rokiem są udoskonalane i nie można twierdzić, że mają gorsze wartości od mleka matki. Także zanim zaczniecie państwo starania z pewnością na rynku będzie jeszcze bogatsza oferta. Bo oczywiście liczy się pan z tym, że wasze plany muszą zostać zdecydowanie przesunięte w czasie – spojrzał na mężczyznę uważnie
- Naturalnie – przyznał – Nie wiem tylko na jak długo, a w gruncie rzeczy to bez znaczenia. Ważne, żeby Ula wróciła do zdrowia – uśmiechnął się blado. Dobrzański siedział z zaciętą miną uparcie wpatrując się w historię choroby niejakiej Janiny Rzaklickiej, rocznik czterdziesty siódmy.
- Może ja od razu tutaj wyjaśnię, żeby nie było niedomówień – lecznicze okulary z czubka głowy wylądowały na kopercie z nazwiskiem ów Janiny. Dobrzański niechętnie skupił teraz wzrok na granatowym krawacie profesora – Z powodów obiektywnych zalecamy pacjentkom odłożenie decyzji o ciąży na kilka lat. Im pacjentka młodsza, tym okres między chorobą, a ciążą może być dłuższy, a tym samym jest bezpieczniej. O ile u pani Urszuli wszystko będzie przebiegało szczęśliwie i zgodnie z naszymi założeniami, to takie minimum minimorum to dwa lata.
- Rozumiem – kiwnął głową. Dziękując za rozmowę obaj opuścili gabinet lekarza. Dobrzański bez słowa ruszył w kierunku wyjścia. Artur skierował się w stronę automatu z napojami. Musiał się napić, bo czuł, że z nadmiaru emocji zasycha mu w gardle.

- Jak się czujesz? – zapytał siadając obok jej łóżka. Kilka minut po dwunastej przewieźli ją ponownie do sali numer siedem.
- Trochę obolała i nie mogę podnosić ręki do góry – rzekła cicho – Za to wyspałam się za wszelkie czasy – posłała mu blady uśmiech
- Próbujesz być dowcipna, to dobry znak – uśmiechnął się i musnął ustami jej prawą dłoń
- Wolę się śmiać, niż płakać. Artur – spojrzała w jego smutne oczy – ja zostanę tu jeszcze wiele dni. Czeka mnie rehabilitacja, później kolejna operacja rekonstrukcji – obrzucił ją lekko zaskoczonym spojrzeniem. Najwyraźniej profesor nie rozmawiał z nią jeszcze o swoich planach – nie możesz tu siedzieć cały czas.
- Chcesz mi zabronić? – zapytał z udawanym oburzeniem
- Nie. Po prostu chcę, żebyśmy zaczęli żyć normalnie. Zacznij pracować. Zacznij jeździć na castingi. Owszem, jesteśmy razem, ale wiem, że kariera jest dla ciebie równie ważna. Nie rezygnuj z pracy dla mnie. Ja mam tu świetną opiekę.
- Dobrze, już dobrze – westchnął – Jeszcze za mną zatęsknisz, zobaczysz – ze śmiechem pogroził jej palcem.

Przeczytał Leonowi ulubioną bajkę o smoku i dzielnym rycerzu i okrywając go szczelnie kołdrą wyszedł z pokoju. Swoje kroki skierował prosto do barku. Niestety nie znalazł nic mocniejszego, więc nalał sobie kieliszek Cabernet Sauvignon i zabierając ze sobą butelkę usiadł na sofie. Musiał przemyśleć kilka spraw. Po pierwsze kwestia chłopców. Coraz gorzej znosili nieobecność mamy. Co prawda Ula dzwoniła do nich raz dziennie, czasami nawet częściej, ale telefon to nie to samo. Wciąż dopytywali kiedy wróci mama. Umawiali się z Ulą, że nic im nie powie o jej chorobie, że nie przywiezie ich do szpitala, by nie oglądali innych chorych, ale z każdym dniem mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że tak się nie da. Pewnego dnia będzie musiał ich zabrać ze sobą. Chłopaki nigdy nie przeżywali tak nieobecności mamy, bo po pierwsze zwykle rozstawali się z nią na trzy, góra pięć dni. Nie wiadomo było, jak długo to potrwa tym razem. Jedno było pewne, dla ich synów za długo. Leo był jeszcze mały, niewiele rozumiał, ale Roch… Ani tata, ani mama nie potrafili mu powiedzieć konkretnie kiedy znów Dobrzańska pojawi się w domu, będzie tuliła, gdy się skaleczy i będzie robiła naleśniki, a brak konkretnej daty tylko pogłębiał jego frustrację. Poza tym Marek dochodził teraz do wniosku, że jego przeprowadzka tutaj była błędem. Może gdyby zabrał chłopców na wakacje łatwiej by im było znieść tę rozłąkę. Zajęci poznawaniem nowych miejsc, nowymi wyzwaniami nie tęskniliby tak bardzo. Ula chciała zadbać o ich komfort psychiczny, ale chyba odniosła odwrotny efekt. Myślami powędrował teraz w kierunku Darii. Kolejny nieudany związek na jego koncie. ‘Ja się chyba do związków nie nadaję’ szepnął pod nosem. Miał świadomość, że skrzywdził ją. Gorzko zaśmiał się pod nosem. ‘Kolejna skrzywdzona kobieta na moim koncie. Pięknie!’. Błędem było to, że w ogóle pozwolił na ich bliższą relację. Dla niego było to tylko kilka spotkań i kolacji ze śniadaniem. Ona uparcie dążyła do związku. Od początku doskonale zdawał sobie sprawę, że oprócz sympatii i seksu nie może jej nic zaoferować, a mimo to brnął to dalej, dając jej nadzieję, że kiedyś stworzą trwały i poważny związek. ‘Nie moja wina, że nie potrafiłem jej pokochać’ – wlał w siebie kolejny kieliszek trunku. Miał świadomość, że prawdziwie potrafił pokochać tylko Ulę, a i tak to spieprzył. Do dnia dzisiejszego pluł sobie w brodę, że dał się wkręcić w ten romans z Klaudią. Gdyby nie to chwilowe zaćmienie umysłu i myślenie penisem, a nie sercem byłby wciąż szczęśliwym mężem i ojcem na pełen etat. Spędzając teraz czas z chłopcami zaczęło do niego docierać z pełną mocną, jak wiele traci każdego dnia.

- Przykro mi pani Urszulo – usłyszał głos profesora, gdy w poniedziałkowe popołudnie uchylił drzwi jej sali. Niemal w progu minął się z lekarzem, który przywitał go uściskiem dłoni. Spojrzał na Ulę i zobaczył na jej twarzy niepokój.
- Ula, co się stało? – wpatrując się w nią intensywnie, stanął nad szpitalnym łóżkiem
- Właśnie się dowiedziałam, że mój przypadek ma przejąć jakiś inny lekarz – mówiła powoli, wciąż przetrawiając informacje
- Bo? – ponaglił ją. Sam nie krył zaskoczenia tą informacją.  
- Profesor odchodzi. To jego ostatni dzień pracy tutaj – rzekła wyraźnie zmartwiona – Jeszcze dwa dni temu rozmawialiśmy o ewentualnym usunięciu drugiej piersi prewencyjnie. Miał się tego podjąć. Mam do niego zaufanie, a teraz…. – westchnęła – Marek, boję się – spuściła głowę, jakby wstydząc się swoich słów
- Porozmawiam z nim.

- Profesorze, mogę? – starszy mężczyzna zaprosił go gestem dłoni – Co to za zmiany?
- Byłem zmuszony zrezygnować z pracy tutaj – rzekł wyraźnie niezadowolony – Wiem, że zostawiam wiele niedokończonych spraw, a moje pacjentki są w trakcie leczenia, ale nie mam innego wyjścia – Dobrzański przypatrywał mu się uważnie – W zasadzie to nie pozostawiono mi wyboru – wstał z miejsca i nerwowo zaczął krążyć po gabinecie
- Ula mówiła, że jeszcze wczoraj planował pan kolejną operację – profesor westchnął i ściągnął marynarkę, która chwilę później wylądowała na oparciu krzesła
- To prawda, ale… Widzi pan, od kilku miesięcy jestem skonfliktowany z dyrekcją szpitala. Zresztą nie tylko ja, ale wielu moich kolegów. Przychodzimy tutaj, żeby pracować, żeby leczyć ludzi, ratować ludzkie życie, a nie żeby po prostu być. Moja wiedza, moje doświadczenie nie pozwala mi na siedzenie z założonymi rękami. A moja praca niestety generuje koszty dla szpitala – rzekł kpiąco – Dowiedziałem się dziś, że od przyszłego miesiąca dla moich pacjentek nie zostanie sprowadzony lek, bo jest za drogi… A no i jeszcze, że muszę ograniczyć ilość zabiegów operacyjnych – widać było, że jest wściekły, a zarazem rozgoryczony – Bywanie tutaj tylko po to, by szpital mógł się pochwalić, że u nich pracuję i raz do roku wysłać mnie na zagraniczną konferencję… Ja się nie mogę na to zgodzić.
- Rozumiem – przyznał – Ula ma do pana duże zaufanie. Nie wyobraża sobie, żeby miał ją leczyć ktoś inny
- Zostało jeszcze kilku kolegów, którzy są dobrymi specjalistami – uśmiechnął się blado – Radioterapia jest już zaplanowana. A kolejna operacja… W zasadzie może się jej podjąć nawet chirurg plastyk. Mogę polecić mojego kolegę, który prowadzi klinikę medycyny estetycznej
- My jednak byśmy woleli, żeby to pan kontynuował leczenie.  Kończy pan pracę tutaj, ale jak sądzę, nie wybiera się pan na bezrobocie, a na emeryturę jest pan za młody. Jeśli będzie pan pracował w jakimś prywatnym szpitalu, to nie ma problemu. Ja pokryję wszystkie koszty
- Przenoszę się do szpitala w Wieliszewie.
- Gdzie? – pierwsze słyszał
- Koło Serocka. Część mojego zespołu już tam pracuje. To w miarę nowa placówka publiczno-prywatna. Z dobrym sprzętem, pełnym zakresem leczenia.
- Świetnie – Marek poczuł wyraźną ulgę – w takim razie chcę przenieść tam żonę – rzekł zdecydowanie – Uli bardzo zależy, by to pan ją dalej leczył. To bardzo dzielna i silna kobieta. Bardzo rzadko można dostrzec rozpacz w jej oczach. Dziś ją dostrzegłem. Rozpacz i rezygnację
- No właśnie rozmawiałem wczoraj z psychologiem, który odwiedza panią Ulę. O ile jest zdeterminowana i bardzo chce się wyleczyć i dojść do pełnej sprawności… Bardzo intensywnie ćwiczy, rehabilitanci ją chwalą – wtrącił – Psychicznie nie jest najlepiej. Bardzo martwi się o synów i bardzo za nimi tęskni.
- Właśnie o tym chciałem z nią dziś rozmawiać. Chłopcom też brakuje mamy – zamyślił się na chwilę i uśmiechnął się do siebie, dumny z pomysłu jaki wpadł mu do głowy – Ale chyba będę mógł temu jakoś zaradzić. Co z tym przeniesieniem?
- Jeśli taka jest państwa wola, to wpiszemy pacjentkę na jej żądanie, a jutro mój asystent przyjmie ją na oddział w Wieliszewie. Jeszcze dziś zarezerwuję dla niej miejsce. Mogłaby dojechać tam autem osobowym, ale ta ręka nie jest jeszcze sprawna, poza tym objazdy, remonty. Kartką będzie szybciej. Oczywiście będzie pan musiał pokryć koszty transportu medycznego
- Panie profesorze – rzekła stojąca w progu pielęgniarka – Dyrektor prosi – Mikołowski wyraźnie się skrzywił i podniósł z miejsca szepcząc pod nosem ‘ostatni raz’. Razem z Dobrzańskim wyszedł na korytarz.
- Nie ma najmniejszego problemu – uśmiechnął się z satysfakcją prezes, że udało mu się załatwić jej kontynuację leczenia
- No to w takim razie jutro o jedenastej dostanie wypis i zostanie przewieziona do Mazowieckiego Szpitala Onkologicznego.
- Dziękuję profesorze. Do zobaczenia – medyk uśmiechnął się serdecznie i zniknął za rogiem.

- Dokąd zostanie przewieziona? – zapytał Górecki, który najwyraźniej słyszał końcówkę rozmowy
- Do Wieliszewa – rzucił obojętnym tonem i ruszył w kierunku pokoju numer siedem
- A z jakiego powodu? – dociekał. Dobrzańskiego ta wścibskość ‘gwiazdy reklam produktów czekoladopodobnych’, jak zwykł go nazywać w myślach, zaczynała doprowadzać do szału. Wszędzie się musiał wtrącić.
- Bo mam taki kaprys – syknął
- Przenosisz ją na drugą stronę Warszawy, bo uważasz, że możesz za nią decydować, bo co? Bo kiedyś byłeś jej mężem? – zapytał oburzony
- No widzisz – spojrzał na szatyna kpiąco – Byłem, a ty nim nie jesteś – poklepał aktora po ramieniu i otworzył drzwi
- Marek – zaczęła, gdy tylko pojawił się w drzwiach - Ja muszę się leczyć, skutecznie leczyć – oddychała coraz szybciej – Leo jeszcze nie skończył trzech lat. Ja… Ja muszę być zdrowa. Muszę doczekać, aż pójdzie chociaż do gimnazjum – mówiła nerwowo
- Ula – rzekł ciepłym głosem – Obiecuję, że doczekamy naszych wnuków – zapewnił i wszedł głębiej, a tuż za nim Górecki. Ula tylko spojrzała w kierunku Artura i nie dając Markowi nic więcej powiedzieć ciągnęła dalej.
- Twoi rodzice już wyjechali? – przecząco pokiwał głową zaskoczony tym pytaniem – Możesz poprosić swoją mamę, żeby uruchomiła kontakty i znalazła mi dobrego lekarza. Oboje wiemy, że ma znajomości. Będę miała większe zaufanie do lekarza z polecenia. Jeśli będzie trzeba to przeniosę się do prywatnego szpitala. Mam oszczędności – wypowiadała kolejne słowa z prędkością światła. Rozbawiony, a jednocześnie usatysfakcjonowany jej determinacją pokręcił głową. Górecki w tym czasie zajął krzesło i chwycił ją za dłoń. Wreszcie się do niego uśmiechnęła
- Nowy lekarz nie będzie ci potrzebny – spojrzał na nią tak, jak tylko on potrafił.
- Jak to? – jej błękitne oczy były nienaturalnie wielkie
- Profesor będzie cię dalej leczył. Z tym, że nie tutaj, a w szpitalu w Wieliszewie – jej twarz rozpromieniała
- Naprawdę?
- Naprawdę – na jego policzkach wykwitły dwa urocze dołeczki -  Jutro cię wypiszą i przewiozą karetką. Wszystko już jest załatwione
- Dziękuję  – uśmiechnęła się wyraźnie wzruszona.
- Wracam do chłopaków.
- Powiedz im, że bardzo ich kocham – zagryzła wargę. Wciąż nie mogła pogodzić się z faktem, że nie może być już w domu razem z synami
- Sama im to powiesz. Cały dzień się dopytują, czy już jest osiemnasta i mogą zadzwonić do mamy – zaśmiał się – Pa
- Pa – uśmiechnęła się. Wyraźnie szczęśliwa przytuliła się do Artura.

23 komentarze:

  1. powiedzmy, że się zrekompensowałaś :D żartuję, fajna notka :) walka pomiedzy Markiem i Arturem wyszła Ci idealnie :) a ten argument: " Byłem, a ty nim nie jesteś (w sensie mężem)" ...nigdy bym na to nie wpadła. Skąd wiedziałam, ze notka będzie w czwartek??? :D Ile będzie jeszcze części ? :) Andziok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli chcesz mogę zrobić ci reklamę na https://www.facebook.com/brzydulafilipbobek w zamian za to, że zareklamujesz mnie na swoim blogu :) Andziok

      Usuń
    2. powiem tak - jesteśmy już bliżej, jak dalej ;) nie podam konkretnej liczby, bo szybciej przewidzicie co będzie dalej ;)
      Mogę Twoją stronę wrzucić do polecanych, żaden problem. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Pozbawiasz Ulę obu atrybutów kobiecości, ale skoro tak trzeba, to zrozumiałe. Rzeczywiście ryzyko pojawienia się guza w drugiej piersi jest całkiem spore i lepiej temu zapobiec.
    Rywalizacja między Markiem a Arturem trwa. Odniosłam wrażenie, że w tej części to jednak Marek wysunął się na prowadzenie załatwiając przeprowadzenie drugiego zabiegu przez profesora. Ula chyba to docenia i jest wdzięczna Markowi. Artur wciąż jest opiekuńczy i martwi się o nią. U niego doceniam to, że potrafił zrezygnować z pracy, by móc do niej przyjeżdżać. Jeśli nadszedłby taki moment, że Ula musiałaby wybierać między byłym mężem, a obecnym partnerem, to będzie miała poważny dylemat, bo decyzja nie będzie prosta.
    Zatrzymałam się na chwilę na przemyśleniach Marka. Bardzo jest dla siebie surowy, ale chyba słusznie, bo rzeczywiście jak do tej pory żadna kobieta mająca z nim jakiś związek nie wychodziła z niego szczęśliwa, a raczej zraniona. Sam przyznaje, że nie nadaje się do stałych związków, ale mówi też, że tylko Ulę był w stanie pokochać i nie może odwzajemnić tego uczucia innej kobiecie. Widzi popełnione błędy i bardzo żałuje, a najbardziej tej zdrady z Klaudią, bo to właśnie ona spowodowała, że jego życie posypało się na dobre.
    Ciągle zastanawiam się, czy jest jeszcze możliwe, żeby on i Ula wrócili do siebie. Abstrahując od wszystkiego, czy kobieta jest w stanie wybaczyć zdradę, której była świadkiem i ona i dziecko, czy jest w stanie ponownie związać się z mężczyzną, który ją tak bardzo zranił? Pomimo, że uwielbiam, kiedy oni po perturbacjach wracają do siebie i są szczęśliwi, to w tym przypadku mam poważne wątpliwości. Bardzo jestem ciekawa jak skończy się ta historia i ile rozdziałów jeszcze planujesz.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wiesz, to opowiadanie dość długo czekało na datę swojej premiery. A pomysł z usunięciem drugiej piersi podsunęła mi ta głośna sprawa z Angelina Jolie.
      Co do ilości rozdziałów, to pisałam już wyżej, że konkretnej liczby Wam nie podam, by nie naprowadzać. W każdym razie niewiele ;)
      Ja na szczęście nigdy nie byłam w takiej sytuacji i mam nadzieję, że nigdy nie będę, ale prywatnie uważam, że zdrada, to zdrada i to niestety zamyka drzwi nieodwracalnie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Amicus, nie napiszę nic nowego jeśli ponownie stwierdzę, że znowu mnie zaskoczyłaś. Znowu! Kurcze ile można. Ważny pod kilkoma względami rozdział. Być może istotny dla przyszłości. Ale być może znowu błądzę :). Dziś znowu w punktach.
    1. Z kilku względów Ulka nie jest w prostej sytuacji. I nie chodzi mi tylko o jej stan zdrowia, o walkę jaką musi podjąć, o wytrwałość jaką musi mieć, a o dwóch facetów, którzy są obok, którzy ją wspierają i którzy delikatnie mówiąc się nie tolerują. Obaj się troszczą, czuwają podczas operacji w dość mało komfortowej dla nich obu sytuacji. A ona na razie potrzebuje ich obu, każdego trochę w inny sposób i trudno sobie wyobrazić by ich nie było przy niej teraz. Sam Profesor nie bardzo wie jak ich traktować, z kim rozmawiać, ile - co - i komu może powiedzieć. W końcu po tej małej prezentacji kto jest kim decyduje się na ważną rozmowę, która wiele wnosi.
    2. Rokowania są dobre, co prawda przed Ulką i jej najbliższymi jeszcze daleka droga i sprawdzian z cierpliwości, ale póki życia póty nadziei. Obaj panowie są trochę zszokowani planami doktora i dalszym leczeniem. Zwłaszcza wizja podwójnej mastektomii jest dla nich ciężka do ogarnięcia. Na szczęście stworzyłaś bardzo fajnego Pana Doktora, który z lekkim poczuciem humoru potrafi rozmawiać z ludźmi, niewielu lekarzy to potrafi. Często empatia jest im obca.
    3.Dla Marka jeszcze jeden aspekt tej rozmowy nie jest łatwy. Dowiaduje się o planach posiadania potomstwa przez Ulę i Artura. To dla niego ogromny szok, po raz kolejny uświadamia sobie, że ją stracił, że Ula jest i chce być szczęśliwa bez niego. I chociaż Ulka rozważała kolejną ciążę (nie wiem na ile poważnie) to obstawiam (zaryzykuję dusza hazardzisty :)) że teraz na takie ryzyko się nie zdecyduje. Wiadomo, że powinna odczekać minimum dwa lata, niektórzy twierdzą, że pięć tym niemniej wydaje mi się, że Ulka pomna doświadczeń swojej troski o dzieci i te które już ma i ewentualnie to nowonarodzone nie zaryzykuje, swojego zdrowia i życia. Nie będzie chciała znowu martwić się czy doczeka chwili, że jej dzieci pójdą do szkoły, na pierwszy bal, randkę? A jeśli tak będzie, jeśli nie będzie chciała kolejnego dziecka - to jak zareaguje Artur? A jeśli jednak podejmie ryzyko to co zrobi Marek? Czy będzie miał prawo mówić/robić cokolwiek. Czy użyje chłopców jako argumentu? Ciężki temat, może wybiegam w przyszłość ale wydaje mi się, że ten wątek będzie jeszcze poruszany.
    4. Podoba mi się rozmowa Uli z Arturem, mimo choroby chce żeby żyli w miarę normalnie, żeby nie rezygnował dla niej z pracy i szansy kariery. Czy Artur też tak uważa? Czy coraz bardziej zagrożony i wkurzony na Marka pozwoli Uli samej oddychać? Chyba nie, a zazdrość..... Szczególnie, że Marek: patrz pkt. 5.
    5. Marek znowu robi rachunek sumienia, podsumowuje i znowu wychodzi na minus. Więcej kobiet w życiu skrzywdził, więcej rzeczy spieprzył niż udało mu się zrobić dobrze. Ta rozmowa z Profesorem, przekonanie go do dalszego leczenia Uli, załatwienie wszystkich formalności jest dla niego szansą na zrobienie czegoś dobrego. Dla siebie i dla Uli. I chociaż Arturowi się to nie podoba (znowu) to działa i słusznie nie zwraca na niego uwagi. Górecki tu trochę przypomina Piotra z miniatury "Prawdziwej miłości nie udowodni się...", tamten też chciał pomagać dopóki Dobrzański się nie pojawił na horyzoncie, tu trochę też to tak wygląda. A Marek działa i osiąga cel - Ulka nadal będzie w najlepszych rękach i to bliżej domu.
    Podsumowując Marek jakby trochę wysunął się na prowadzenie w wyścigu o serce i miłość Uli i wydaje mi się, że wątek perspektyw na posiadanie dziecka będzie kluczowy. Bo co jeśli Artur uzna, że takie geny faktycznie nie mogą się zmarnować, a Ulka uzna że mogą :)? Oj Amicus intrygujesz, dajesz do myślenia, ćwiczysz cierpliwość. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj też Cię zaskoczę! Mam nadzieję, że pozytywnie! ;)
      Bardzo często, niestety, empatia jest lekarzom obca. Podchodzą do pacjenta jak do przedmiotu, który leczą, a nie człowieka, który coś czuje i rozumie. Ponadto starałam się stworzyć prawdziwego lekarza. Który ma misje, który stawia nade wszystko dobro pacjanta, który chce pomagać, a dla którego nie liczy się tylko kasa, kasa, kasa.
      Co do wątków, które mogą być jeszcze poruszane, to z wielkim zainteresowaniem przeczytałam to, co piszesz. Oczywiście Ci nic nie odpowiem... Na tyle już mnie znasz. Sama się dowiesz, czy dobrze obstawiasz czytając kolejne części. ;)
      Dzięki K za mega długi i szczegółowy komentarz! Pozdrawiam i....mam nadzieję, że to jest dla Ciebie dobry dzień! :)

      Usuń
  4. Podoba mi się w tej części jedna kwestia wypowiedziana przez Matka taka trochę prorocza " Ula obiecuję, że doczekamy naszych wnuków." , może razem.A tak szczerze , to byłam przekonana ,że w tej części nastąpią jakieś cieplejsze i głębsze relacje między Ulą a Markiem. Kiedyś pisałaś mi w komentarzu ,że opowiadanie będzie mieć około 10 części , więc zostały tylko dwie. A tu jakiegoś ewidentnego polepszenia nie widać. Chyba ,że nastąpi to jak w Brzyduli w ostatnim rozdziale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może razem? A to już Ty powiedziałaś ;)
      Wy naprawdę byście chcieli, żeby oni w tej szpitalnej scenerii tak ni z gruszki ni z pietruszki zaczęli się całować? ;) oczywiście upraszczam...
      Toszkę minęłam się wówczas z prawdą... ale z drugiej strony.. Wątpisz, że w dwa rozdziały udałoby mi się zamknąć całą tę historię? Eliminując kilka sytuacji, które opisuję chyba udałoby mi się dobrnąć do końca :P
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Fajnie,ze dodałas kolejny rozdział,:) rywalizacja trwa nadal a moze i nawet sie zaostrza...Marek na pewno zapunktował tym przeniesieniem...i widac,ze teraz naprawde nie tylko dostrzega, ale przede wszystkim rozumie swoje błedy, co do innych kobiet i przede wszystki, co do Uli. Artur potrafi za to dla Uli zrezygnowac z pracy, ktore tez jest dla niego bardzo wazna. Jestem ciekawa, jak to sie potoczy dalej. nie ukrywam, ze skrycie wierze,ze jednak wroca do siebie z Markiem, choc wiem,ze wybaczyc zdrade, w dodatku taka zdrade jest na pewno niezmiernie trudno. Pozdrawiam :

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja miałam nadzieję, że to zaostrzenie troszkę się jednak będzie rzucać w oczy ;)
      chyba trudno... o ile to w ogóle możliwe...
      Pozdrawiam serdecznie i dzięki za komentarz!

      Usuń
  6. Ha. Znowu naginamy czasoprzestrzeń, mi to pasuje - zwłaszcza, że ten tydzień miał być lżejszy, a nie jest. Hm nie bardzo wiem co napisać. Ważny rozdział, sporo się dzieje szczególnie w relacjach naszego "trójkącika". Wierzchołek Artur jest coraz bardziej zazdrosny o Marka i widzi, że w pewnych kwestiach jego aktorskie umiejętności na niewiele się zdają. Za to pieniądze i kontakty Marka w polskiej służbie zdrowia mają większą moc. Marek tym u Uli chyba punktuje, a u Artura wręcz odwrotnie, do tego jeszcze Ula każe Góreckiemu wrócić do pracy. Rozumiem, że chce zacząć normalnie żyć, nie myśleć ciągle o chorobie. Ale z drugiej strony.... nadzieja! Wiesz na co :). Dwa momenty były dla mnie mistrzowskie: 1. rozmowa w gabinecie Profesora i wykład o wyższości piersi naturalnych nad silikonowymi; 2. "No widzisz. Byłem, a ty nim nie jesteś" (osobiście mam nadzieję, że nadal nie będzie :)). A i jeszcze "Bo mam taki kaprys". Cóż przyjaźni tu nie będzie wprost przeciwnie - rywalizacja się zaostrza. A to tylko wzmaga mój apetyt. Pozdrawiam. KaEm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię naginać czasoprzestrzeń i żałuję, że w pracy nie potrafię tego robić..
      że niby Artur wracając do pracy zrobi nieświadomie miejsce Markowi? chciałabyś ;)
      Masz rację, przyjaźni tu nie będzie. Wspominałam już kedyś, że znam zaprzyjaźnionych byłego i obecnego, ale większej ilości, to ze świecą szukać.
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  7. Fajna część,ciesze się że u Ulci już lepiej.Mareczek jak zawsze o nią walczy.Szkoda mi ich synów,tyle czasu bez matki.Trudno wytrzymać starszym dzieciom,a co dopiero takim mniejszym.Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam GOZDI ^.^

    OdpowiedzUsuń
  8. Amicus, na litość boską, weź się zlituj juz nad tym Markiem. Już chłopak swoje wycierpiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już? Szybko odpuszczasz! A niech pokutuje dalej! Wiele nagrzeszył w swoim życiu, to teraz kara idzie za całokształt ;)

      Usuń
  9. Opowiadanie przeczytałam w południe. ale nie miałam czasu skomentować... Moje ówczesne odczucia były takie: Marek robi co uważa, że ma robić, nie oczekuje żadnej wdzięczności, informuje Ulę (Arturem się wcale nie przejmuje) i...jedzie do chłopców. I to jest mężczyzna, a nie jakiś rozmazany chłoptaś. Chyba naprawdę staje się mężczyzną, który jest oparciem dla kobiety i dzieci!!! Nie traci pogody ducha,a to jest dla Uli ważne!
    Nie chcę snuć domysłów, co będzie dalej, ale lubię szczęśliwe zakończenia:)
    Pozdrawiam i spokojnego tygodnia,choć może i tym razem piątek będzie wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a my kobiety bardzo takich mężczyzn lubimy ;)
      piątek nie będzie wcześniej. Za to dziś będzie niespodzianka ;)

      Usuń
  10. Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, przeczytałam w czwartek, ale nie miałam weny aby dodać komentarz. Mam nadzieję, że Marek podczas tej choroby zbliży się do Uli. Wybaczenie nie będzie łatwe. Onanie KOCHAŁA ona KOCHA, kilka części temu odczuła zazdrość o Darię, ona po prostu uśpiła uczucia. Artur jest opiekuńczy i dobry ale czy to wystarczy? Jeśli Ula jednak wybaczy byłemu mężowi, to mam nadzieję, że nie będzie już taką "ciapą" jak w filmie i postawi jasne warunki, np. jeden fałszywy krok i odchodzę. Gdyby mu wybaczyła to na pewno nie będzie mu ufać i wierzyć w każde jego słowo, za dużo się wydarzyło. Ona mogłaby zostać alfą tego związku. Jestem ciekawa jak zakończysz tę historię. Pozdrawiam, UiM

    PS: Zapraszam w sobotę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że jesteś bardzo pewna swoich racji ;)
      Sądzę, że w przypadku wybaczenia takich warunków wypowiadać nie byłoby trzeba. W końcu teraz też popełnił błąd i odeszła bez prób dyskusji i szansy na wyjaśniania (w sumie nie było co wyjaśniać...)
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Marek walczy, walczy, ciekawe czy jego zaangażowanie w opiekę na chłopcami i nad Ula coś zmieni w ich relacji, cóż Artur nadal jest blisko, ale może w końcu wyjedzie:) Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń