B

czwartek, 26 czerwca 2014

'Dziecko' VI



W ciągu kilku minut zabrali ją z SORu na patologię ciąży. Musiał przyznać, że poczuł ulgę, gdy zajęli się nią medycy. Widział jaka była przestraszona. Był wdzięczny losowi, że trafili akurat do tego szpitala. Był kiedyś z Sebą na pogotowiu w Warszawie, gdy przyjaciel skręcił nogę podczas gry w tenisa. W ogromnej kolejce czekali dwie godziny nim ktokolwiek się nimi zainteresował. Całe szczęście, że był przy niej, gdy źle się poczuła. Jednak z drugiej strony zastanawiał się, czy to nie przez niego. Zdenerwowała się, gdy stanął przed nią. Widział to w każdym jej geście, spojrzeniu, słychać to było w każdym słowie. Przypomniał sobie jej słowa, które wypowiedziała, gdy pielęgniarka wiozła ją na wózku na piąte piętro. ‘Zadzwoń do Agnieszki. Niech przywiezie mi rzeczy. Pewnie mnie tu zostawią’. Chwycił jej komórkę i odszukał właściwy numer. Po chwili usłyszał damski głos. Przedstawił się i wytłumaczył o co chodzi. Powiedziała, że będzie za godzinę. Cierpliwie czekał na korytarzu. Jeszcze nic nie było wiadomo. Bał się o nią. Czy o dziecko również? Tak. Chyba tak. Miał świadomość, że gdyby teraz poroniła nie pozbierałaby się po tym ciosie tak łatwo. ‘Szukam Urszuli Cieplak’ usłyszał po drugiej stronie korytarza. Spojrzał w tamtą stronę i dostrzegł mężczyznę koło trzydziestki. Wysoki, postawny blondyn z niewielką torbą zaczepił pielęgniarkę. ‘A pan jest kimś z rodziny?’. ‘Tak’ odparł zdecydowanie. Dobrzański obrzucił go zdziwionym spojrzeniem. ‘Proszę poczekać pod gabinetem doktora Wołka. Ostatnie drzwi po prawej stronie’. Blondyn ruszył w kierunku Dobrzańskiego.
- Ty jesteś Marek?- zapytał, gdy stanął obok krzeseł, na których siedział prezes
- Tak- wstał i niepewnie wyciągnął do niego rękę
- Norbert- uścisnął dłoń – W zasadzie to powinienem obić ci gębę – powiedział mało przyjaźnie – ale tą przyjemność zostawię sobie na inne okoliczności. Jak to się stało, że tu trafiła?
- Rozmawialiśmy i źle się poczuła – wyjaśnił
- Rozmawialiście – powtórzył tonem ociekającym ironią
- Tak – odparł spokojnie – Ja tak naprawdę nawet nie wiem kim ty jesteś - Marek obrzucił go zaciekawionym spojrzeniem
- Jestem jej bratem ciotecznym. Przyjechała do mnie leczyć rany po niezbyt szczęśliwym finale związku z tobą – spojrzał na bruneta wymownie
- No tak – westchnął – Posłuchaj..- zaczął, ale jego wypowiedź przerwał dzwonek komórki Norberta
- Tak kochanie?.... Nie, nie wiem nic jeszcze. Czekamy na lekarza…. Nic się nie denerwuj. Jak tylko czegoś się dowiem, od razu do ciebie zadzwonię…. Dobrze. Pa
- Agnieszka nie mogła wyrwać się z pracy – mimochodem wyjaśnił. Zza rogu wyłonił się lekarz i skierował w ich stronę.
- Panowie w sprawie pani Cieplak? – zapytał
- Tak – odpowiedzieli niemal jednocześnie
- A panowie są dla pacjentki… - urwał czekają na odpowiedź
- Ja jestem kuzynem – rzekł i spojrzał na Marka
- A ja jestem… ojcem dziecka – dodał po krótkiej chwili milczenia
- To zapraszam – otworzył drzwi gabinetu numer siedemnaście – Nie będę owijał w bawełnę. Nie jest najlepiej. Wykonaliśmy już kilka podstawowych badań. Dalsza diagnostyka będzie przebiegała przez najbliższe dwa dni. Ale już teraz mogę powiedzieć, że ciąża jest zagrożona. Pacjentka bezwzględnie musi leżeć przez najbliższe kilka tygodni. Być może nawet do końca ciąży, ale o tym będziemy decydować na bieżąco. I najważniejsze, musi unikać sytuacji stresujących. Z wywiadu wiem, że przez ostatnie kilka tygodni stres towarzyszył jej nieustannie – Norbert spiorunował Dobrzańskiego wzrokiem, a ten spuścił głowę – No i po części mamy tego efekty. Sytuacja nie jest komfortowa, bo teraz jeszcze doszedł strach o dziecko. Dlatego też, trzeba wyeliminować inne czynniki stresogenne. Panowie znacie pacjentkę najlepiej. Waszym zadaniem jest zapewnić jej maksimum spokoju, jeśli chcecie, by donosiła tę ciążę. Będziemy monitorować sytuację i podawać leki podtrzymujące ciąże. Tyle z mojej strony na dzień dzisiejszy.
- Czy możemy do niej wejść? – zapytał Tomczyk
- Tak. Jest już w sali numer pięć. Tylko bardzo proszę na krótko. Dostała delikatne środki nasenne. Musi dużo wypoczywać.
- Dziękujemy – kiwnął głową i ruszył do wyjścia. Dobrzański za nim, nie odzywając się nawet słowem. Miał poczucie, że to jego wina.

Jak najciszej wsunęli się do sali, w której stały trzy łóżka. Póki co panna Cieplak nie miała żadnych sąsiadek. Spała cichutko posapując. Norbert postawił torbę z jej rzeczami na krześle i wolnym krokiem ruszył w stronę drzwi. Stając w progu wymownie spojrzał na Marka, który kiwnął głową przecząco. On nie miał zamiaru jeszcze wychodzić. Chciał z nią zostać choć przez chwilę. Usiadł na krześle i strapiony spojrzał na jej spokojną, pogrążoną we śnie twarz. Bardzo się o nią bał. O nią i o dziecko. Nie chciał go tracić w momencie, gdy chciał podjąć to wyzwanie i chociaż próbować być tatą. Aborcję zaproponował wtedy w panice, nie zastanawiając się tak naprawdę nad konsekwencjami. Stało się tak, w tak zwanym afekcie. Nie myślał, co będzie dalej. Nie przyjmował do wiadomości tego, że to dziecko w ogóle jest i będzie, więc myśl o pozbyciu się go nie wywoływała specjalnych emocji. Teraz już się z tym oswoił. Minęło już kilka tygodni i dotarło do niego, że niebawem pojawi się na świecie cząstka jego i Uli. Teraz, gdy siedział z tej potwornie pustej i zimnej białej sali, nie wyobrażał sobie, że mógłby tego dziecka nie zobaczyć. Był go po prostu ciekawy. W ciągu ostatnich kilku dni nawet zaczął się zastanawiać czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka, czy będzie bardziej podobne do niego, czy do Uli. A teraz, w najmniej oczekiwanym momencie dowiaduje się, że poronienie nie jest wykluczone. Z zaskakująca siłą dotarło do niego, że może nigdy już nie być ojcem. W tym momencie przyznawał rację tym, którzy twierdzili, że doceniamy to, co mamy, dopiero wtedy, gdy możemy to stracić. Nawet nie chciał myśleć, jak tą stratę przeżyłaby Ula. Miał niemal pewność, że miałaby do niego żal. Żal, którego być może nigdy nie byłaby w stanie się pozbyć. W jednym momencie mógłby definitywnie stracić nienarodzone dziecko i kobietę, którą kocha. Zamknął jej dłoń w swojej. Była dla niego całym światem. Przez ostatnie kilkadziesiąt dni, podczas których nie było jej w jego życiu, wariował. Kwadrans przed osiemnastą pojawiła się koło niego pielęgniarka. Poprosiła go o opuszczenie oddziału. Ostatni raz spojrzał na ukochaną i uwalniając z uścisku jej dłoń pojechał do hotelu. Kilka godzin czekania na nią pod blokiem, kilka godzin w szpitalu, stres, spowodowały, że zasnął, gdy tylko położył się na łóżku okrytym śnieżnobiałą pościelą.
Obudziła ją salowa, która przyniosła kanapki. Spojrzała na nią lekko nieprzytomnym wzorkiem.
- Kolacja – uśmiechnęła się serdecznie – niech pani je, póki herbata ciepła. Wy tu na ginekologii musicie się dobrze odżywiać. Który to tydzień?
- Jedenasty – powiedziała z wyraźnym rozczuleniem. Tak bardzo czekała na to dziecko. Dzisiejsze bóle przeraziły ją. Nie mogła go stracić. Z ulgą stwierdziła, że teraz czuje się już całkiem nieźle.
- Tu chyba pani rzeczy – wskazała na torbę – Pielęgniarka wygoniła męża pół godziny temu. Długo pani spała.
- Męża?- zapytała zdziwiona
- Taki przystojny brunet. Siedział tu przy pani kilka godzin. Muszę iść dalej. Smacznego i dobrej nocy

Miała już zasypiać, gdy rozdzwoniła się jej komórka leżąca na stoliku. Spojrzała na wyświetlacz ‘tata’. Chwilę się wahała, czy odbierać. Nie chciała martwić Cieplaka. Jednak wiedziała, że gdy nie odbierze ojciec będzie się martwił jeszcze bardziej.
- Cześć tatusiu
- Cześć córeczko. Jak się czujesz? Wszystko dobrze?
- Proszę cię, tylko się nie denerwuj. Jestem w szpitalu. Dziś źle się poczułam, ale już jest lepiej. Dali mi jakieś leki, jutro mają zrobić jeszcze kilka badań. Potrzymają mnie dwa, trzy dni i mnie wypuszczą – ‘a przynajmniej mam taką nadzieję’ dodała w myślach
- Ale na pewno wszystko jest już dobrze? – dopytywał zmartwiony – Może ja przyjadę? Poproszę Alicję, żeby została z Beti.
- Tatku, nie ma takiej potrzeby. Jest Norbert, jest Agnieszka. Dzisiaj widziałam się też z Markiem – dodała ciszej
- Z Markiem? – sądził, że się przesłyszał. Jeszcze kilka dni temu jego córka nawet nie chciała słyszeć o Dobrzańskim, a teraz ściągnęła go na Pomorze
- Tak. Przyjechał za Alicją. Rozmawialiśmy. Przyjechał mnie przeprosić. To on przywiózł mnie do szpitala – wyjaśniła
- Rozmawiałem z nim. Był kilka razy w Rysiowie. Szukał cię. Nie mówiłem ci, bo nie chciałaś o nim słyszeć. Nie powiedziałem mu gdzie jesteś. Ostatnio opowiedział mi wszystko ze szczegółami o tamtej waszej rozmowie- Ula zacisnęła powieki, na wspomnienie tamtego dnia zakręciły jej się w oczach łzy – Ja nie próbuję go usprawiedliwiać i do czegokolwiek cię nakłaniać, ale…- urwał na chwilę. Wiedział, że musi jej o tym powiedzieć. Powinna to przemyśleć i się zastanowić nad jego słowami. Nie zamierzał się wtrącać, ale… żal mu było obojga. Marek w przypływie chwili, w akcie paniki zranił ją okrutnie, ale widział szczerość w oczach tego chłopaka. Widział, że żałuje i że naprawdę kocha jego córkę. Ula także cierpiała, bo doznała ciosu od najważniejszego w jej życiu człowieka. A taki cios boli dwa razy bardziej. Wiedział, że zamknęła się w sobie ze swoim bólem i starannie od Marka odgrodziła.  – Gdy dowiedziałem się, że mama jest z tobą w ciąży byłem przerażony. Magda tak bardzo się cieszyła, a ja po prostu jakbym był obok tego – mruknęła cicho chcąc o coś zapytać. Uprzedził ją – Nie, nie myślałem o zabiegu. Po prostu nie tryskałem hura optymizmem. Wiedziałem, że nasze życie się zmieni, ale tak naprawdę nie wiedziałem, czy na lepsze, czy na gorsze. Nie dawałem tego po sobie poznać, nie chciałem Magdy ranić, ale niemal przez cały okres ciąży każdego dnia zadawałem sobie pytanie ‘jak będzie wyglądać nasze życie z dzieckiem?’. I dopiero gdy po raz pierwszy cię zobaczyłem w dniu, w którym zabierałem mamę do domu, zrozumiałem, że dziecko to najpiękniejszy prezent, jaki może spotkać dwójkę kochających się osób. Zakochałem się w tobie bez reszty – po tych słowach po jej policzku spłynęły łzy – Marek zachował się karygodnie, ale musisz wiedzieć, że mężczyźni patrzą na ciążę trochę inaczej. Ona tak naprawdę zaczyna nas dotyczyć w momencie, gdy na świecie pojawia się dziecko… - przedłużająca się po drugiej stronie cisza dała mu do zrozumienia, że jego córka potrzebuje teraz chwili tylko dla siebie, by przetrawić słowa, które przed chwilą usłyszała - Śpij dobrze, zadzwonię jutro

30 komentarzy:

  1. Nie, nie,nie dlaczego kończysz tak szybko??? błagam nie każ nam czekac az do wtorku na kolejną częśc, to jest tak piękne opowiadanie,dla mnie bardzo bliskie gdyż byłam w tak owej sytuacji... U mnie skończyło się szczęśliwie i mam nadzieję że tam też tak się zakończy, błagam i zaklinam o kolejny rozdział jak najszybciej, pozdrawiam Wera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szybko? rozdziały są zwykle tej długości ;) na pocieszenie jutro będzie mini :) Pozdrawiam i bardzo się cieszę, że śledzisz tą historię :)

      Usuń
    2. szybko w sensie że to juz i nic więcej nie wiadomo:) śledze każdą jedną ale ta dotknęła mnie szczególnie... a może dziś jeszcze jeden??? zdaje sobie sprawe że nie ale zapytać zawsze warto:):)

      Usuń
    3. no niestety oprócz pisania mam jeszcze wiele innych zajęć. Staram się publikować regularnie, ale nie mogę zapomnieć o życiu pozablogowym. Nie wykluczam, ale w czasie wakacji wrócę do starego systemu 2 rozdziały opowiadania + jedna mini tygodniowo. Póki co zaglądam na bloga tyle, na ile pozwala mi czas.
      Bardzo się cieszę, że śledzisz każdą notkę. :) Dzięki! Pozdrawiam

      Usuń
  2. Całe szczęście że Ula nie porobiła, to byłaby prawdziwa tragedia, liczę że dasz spokojnie przyjść na świat małemu Dobrzaniątku ;) myślę, że ta rozmowa z Józefem da Uli do myślenia i zrozumie reakcję Marka i wybaczy mu. Można wiedzieć o której jutro pojawi się mini? Wyjeżdżam o 18, a bardzo chciałabym ją przeczytać.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że nie poroniła, nie oznacza, że już nie poroni ;) Ciąża jest zagrożona i tak naprawdę jeszcze nie wiadomo co dalej. Przed 18 raczej się niestety nie pojawi. przykro mi. Teraz wpadłam tylko na moment na bloga. Muszę jeszcze raz tamtą część przeczytać, żeby znów Lectrice nie dała mi po łapach ;)
      Będzie co czytać po powrocie.
      Pozdrawiam i udanego wyjazdu! :)

      Usuń
    2. Szkoda, 2 tygodnie bez twoich opowiadań ;(
      I dziękuję

      Usuń
  3. Bardzo chcę, żeby Ula utrzymała tę ciążę. Marek zaczyna wreszcie rozumieć, przechodzi swoistą metamorfozę postrzegania całej sytuacji. Ciekawe, że każdy z nas dopiero, gdy zaczyna się dziać coś niepokojącego, lub złego, dochodzi do logicznych wniosków, które wcześniej nie przyszłyby mu do głowy. Tak dzieje się z Markiem. Jeszcze trochę, a będzie pragnął wszystkimi zmysłami, by to dziecko się urodziło, a on został szczęśliwym ojcem. Jest w pełni świadomy, że obecny stan Uli, to również jego wina. Piszę "również", bo być może oprócz przyczyny emocjonalnej jest jeszcze jakaś zdrowotna, o której nie wiemy.
    Nie sądzę, by Marek wrócił teraz do Warszawy. Pewnie sam uważa, że będzie to możliwe wtedy, gdy będzie miał stuprocentową pewność, że Ula jest bezpieczna. Ja też chciałabym taką mieć i liczę na to, że nie uczęstujesz nas dramatem, po którym oboje nie będą potrafili się pozbierać.
    Serdecznie pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dramaty są teraz w modzie :D Czy tym razem będzie dramat nie napiszę. Bankowo jeden wielki dramat będzie w jednym z kolejnych opowiadań. Trochę się obawiam jego publikacji, bo jest dość kontrowersyjne, ale powiedziało się A, trzeba powiedzieć B.
      Dzięki, że wpadłaś, pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. No w koncu wszytsko zaczyna powoooli wychdzić na prostą...... Ula nie poroniła 9całe szczęście) a Marek zaczyna rozumiec bardzo swoj błąd i chyba zaczyna kochac dziecko które ulka nosi pod sercem
    Juz niemoge sie doczekac kolejnego rozdziału ale bardzo ciesze się ,że jutro mini bo ja uwielbiam je ale to chyba wiesz;)
    pozdrawiam patka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w tej kwestii jesteśmy do siebie podobne! Ja też uwielbiam mini. Uważam je za najlepszą formę! :) Mam nadzieję, że nie będziecie zawiedzeni.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Amicus, cieszy mnie to ,że do Marka coś dotarło,ale dalej nie jestem pewna czy dotarło do niego wszystko. Chce spróbować bycia ojcem,a co jeżeli mu się to nie spodoba?.Nie rozumiem ,dlaczego nie rozmawiali z Ulą o przyszłości.Miał pewnie jakiś pomysł na swoje,(no właśnie swoje) życie,ale czy dla Uli było w tym jego życiu stałe miejsce?..Słowa,które powiedział w końcu pierwszej części ( odpowiadając na pytanie Uli) sugerowały,że jest dla niego tylko kolejną kochanką nikim więcej.Wiem,że ślub nie dla wszystkich jest koniecznością ,niektórym ludziom jest niepotrzebny,ale powiedzenie sobie jak taki związek ma wyglądać i czego oczekujemy od partnera jest właściwe i konieczne.Dla mnie Marek w tym opowiadaniu jest totalnym dupkiem,chyba,że twardo udowodni że jest inaczej.Na razie widzę tylko "chcenie" i nic więcej. Dziękuję. Pozdrawiam. I bardzo czekam na więcej.( Na więcej WSZYSTKICH opowiadań)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa które padły w pierwszej cześci z jego ust były dość niefortunne. Rozmowa potoczyła się tak w złości, rozgoryczeniu. On nie traktował jej nigdy w kategoriach kochanki. Kochanek nie kochał, nie mieszkał z nimi. Fakt, to bład, że nie rozmawiali o tym, co będzie za rok, dwa, dziesięć. Ale to trochę domena dzisiejszych par żyjących z dnia na dzień, skupionych na pracy i trochę na własnej przyjemności.
      Hahaha, będzie więcej. Szczerze mówiąc ostatnio zaczęłam w opowiadaniach i mini łapać dziesięć srok za ogon i zaczynam się w tym gubić. Ale już tuż tuż chwila wytchniania i będzie mogła skupić się na kończeniu tego, co niedokończone i poprawianiu tego, co napisane i mam nadzieję, będziecie zadowoleni.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Juz niz bede dawac po lapach, musze chyba przejsc na wyzszy stopien kar cielesnych, zostaje mi tylko klaps w .....
    "ale tą przyjemność zostawię sobie na inne okoliczności. " - to jest cytat z bledem, a nie zaniechanie karania upartego autora !

    "by donosiła tę ciążę." - brawo, punkt dla Ciebie !

    No i wychodzi troche na moje... mam nadzieje, ze do konca : sielanka, spacerki w parku i planowanie cd modszego pokolenia, oby !
    Marek jest zagubiony i chyba zaczyna cos kumac, zabi krolewicz, moze wreszcie przestanie byc ta glupia ropucha. Ten watek ojca i jego watpliwosci jest dobry, to moze zlagodzi Ule.
    No i nawet sobie dobrze nie pogadali i nie wyjasnili, a juz koniec !
    ula chyba nie bedzie cieta jako ta wsciekla osa i nie wyrzuci Mareczka z hukiem ?
    No i nie marnuj tej ciazy, prosciej bedzie jak donosi...
    Czekam z niecierpliwoscia na cd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba już jestem za stara na klapsy :P Wstyd mi za ten błąd. Poprawię. Przepraszam. Wypadłam z tego biernikowego stanu. Ale powrócę. Będę mieć więcej czasu, to się będę bardziej pilnować :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Dobrze, że papa Cieplak opowiedział Ulce o swoich obawach zostania tatusiem. To powinno pomóc dziewczynie zrozumieć panikę Marka. Czekam na opis ich rozmowy. Pozdrawiam.
    bewunia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tak.. ale panika panice nie równa. Helena powiedziała, że paniką mogło być upicie się, wyjście bez słowa, a nie porozycja aborcji. Marek zachował się bezczelnie. Nie ma co ukrywać. I niestety będzie za to jeszcze trochę pokutował.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. "Nie chcę,by łączyła nas śmierć naszego dziecka " .To cytat który przytaczam z Twojej odpowiedzi w poprzednim komentarzu.Mam nadzieję,że nie zostawisz Uli samej sobie w Gdyni i pozwolisz Markowi zabrać ją do Warszawy,by mógł opiekować się nią do końca ciąży. To dziecię ma żyć,nie mów mi o jego śmierci,bo ona ich rozłączy,a nie połączy..Marek, jak każdy facet ,z myśleniem wstecznym,zatrybi po wyłożeniu przez Ulę łopatologi i będzie sielańsko.Niech kocha,dogadza,dopieszcza i chce pokazać ,jak wielki błąd popełnił wobec nich ,jak wiele by stracił,niszcząc swoją i Uli cząstkę życia. Czy będą to bliźniaki,Amicus? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bliźniaki? No powiem Ci, że nawet przez chwilę mi taki pomysł nie przemknął przez głowę. Widząc bliźniaki Marek chyba by już totalnie spanikował! :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Właśnie o to chodzi,nie chciałeś jednego dostaniesz w prezencie dwoje i podobne do rodziców.Musi to być parka.
      Amicus plisssssss.

      Usuń
  9. Jak dobrze że ta ciąża nie zakończyła się poronieniem! (I mam nadzieję, że nie zakończy :)). Ciekawa jestem, co dalej? Marek chyba powoli zaczyna doceniać to, co ma, ale jak już wspominałam wcześniej, zawiódł zaufanie Uli tak mocno, że nie wiem, czy jest w stanie jeszcze je odbudować... Nie mam pojęcia, jak planujesz to rozegrać i przez to jestem jeszcze bardziej ciekawa! Czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czekam z niecierpliwością.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. patka;) czeka z niecierpliwością nie podpisałam się

      Usuń
  11. Co to jakiś strajk dzisiaj? ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. No właśnie. W piątek miała być druga część mini :( Czekamy z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Amicus, ganimy facetów za ich niedociągnięcia,ale Ty chyba też zaczynasz nawalać.Co tam znowu stanęło Ci na drodze, nie mów mi,że wyruszyłaś przedwcześnie na wypad integracyjny, na rekonesans?
    Właściwie czemu nie?Tobie zapewne przydałby się taki wypad dla relaksu.Pozdro .

    OdpowiedzUsuń
  14. Amicus, co się dzieje ? Odezwij się przynajmniej.Podaj następny termin publikacji.

    OdpowiedzUsuń
  15. Co chwilę zaglądam i nic ,czekamy z niecierpliwością .Pozdrawiam ❗

    OdpowiedzUsuń
  16. Co się stało,kiedy ukaże się obiecana na piątek miniaturka ❓czekamy.

    OdpowiedzUsuń