Następnego dnia pojechał do
Rysiowa. Początkowo Cieplak chciał zamknąć mu drzwi przed nosem. Chwilę trwało,
nim Marek przekonał go, żeby go wysłuchał. Opowiedział mu wszystko od początku
do końca. Streścił przebieg tej cholernej rozmowy z Ulą, a raczej kłótni,
opowiedział o swoich obawach, powiedział, że żałuje tego, jak potoczyło się
wszystko tamtego dnia. Przyznał, że najpierw działał, a potem dopiero myślał.
Wiedział, że gdyby zastanowił się nad wszystkim na spokojnie, gdyby powiedział
Uli o swoich obawach, ich życie wyglądałoby teraz inaczej. Cieplak starał się
go zrozumieć. Widział autentyczną rozpacz w oczach chłopaka. Widział, że
Dobrzański żałuje swojego zachowania i zaczyna wiele do niego docierać. Po
części przyznawał mu rację, choć nie powiedział tego głośno. On także bał się,
że nie podoła, gdy Magda zakomunikowała mu, że jest w ciąży. Tyle, że wtedy to
była inna sytuacja. Byli już po ślubie, liczył się z tym, że lada moment jego
żona będzie chciała mieć dziecko, taka była kolej rzeczy. Dzisiaj młodzi żyli
inaczej, byli przyzwyczajeni do wygody, swobody. Związek Uli i Marka był inny.
Nie mieli jeszcze ślubu i na dobrą
sprawę nawet go nie planowali. Dobrzański chciał się widzieć z Ulą.
Józef nie mógł mu pomóc. Obiecał córce, że nie wyjawi miejsca jej zamieszkania.
Minęły kolejne dwa tygodnie.
Kolejne dwa tygodnie pustki. Odkąd zabrakło jej w jego życiu zastanawiał się,
po co wstaje rano, po co się goli i je śniadanie. Z jej odejściem jego życie
straciło wszystkie barwy. Żył jedynie nadzieją, że w końcu będą mieli okazję
się spotkać, a on będzie miał szansę z nią porozmawiać. Od kilku dni na jego
zlecenie pracował Fryderyk Kwiatkowski, warszawski detektyw. Póki co, nie miał
dla Marka żadnych wieści. Ula rzeczywiście nie chciała, by ją znaleźć.
Ni stąd ni zowąd do jego gabinetu
wpadł czymś dziwnie podekscytowany Sebastian.
- Alicja jedzie do Ulki –
Dobrzański w sekundę się ożywił
- Skąd wiesz?
- Tak mi się wydaje. Podsłuchałem
jej rozmowę przez telefon. Była dość dziwna, nie chciała wiele mówić, jakby
bojąc się, że ktoś może się zorientować. Umawiała się, że jutro zwolni się z
pracy wcześniej, by jeszcze przed wieczorem dojechać.
- Może rozmawiała z kimś z
rodziny…
- Wątpię. Pytała jak się czuje,
jak sobie radzi. Później mówiła półsłówkami. Moim zdaniem gadała z Ulką
- Dzięki – w głowie Marka zaczął krystalizować
się plan działania. Postanowił nie informować o niczym Fryderyka, tylko zająć
się tym osobiście. Zaoszczędzi sobie czasu i nerwów.
Następnego dnia jeszcze przed
południem do jego gabinetu zapukała Milewska. Rzadko pojawiała się w tej części
firmy. Ewidentnie unikała Dobrzańskiego. Tym razem nie miała wyjścia. Jeśli
chciała dojechać do Gdyni przez zmrokiem musiała wyjść z firmy dwie godziny
wcześniej.
- Cześć Marek – rzuciła od progu
unikając jego wzroku – Chciałabym wyjść dzisiaj dwie godziny wcześniej.
Odpracuję to w przyszłym tygodniu
- Coś się stało? – zapytał z
udawaną troską. Obrzuciła go krótkim spojrzeniem.
- Jadę na dwa dni do rodziny na
drugi koniec Polski. Nie lubię jeździć po zmroku.
- Rozumiem – z zachowania kadrowej
wnioskował, że Seba mógł mieć rację – Jedź śmiało. I nie musisz tego
odpracowywać. I tak robisz wiele dla tej firmy – posłał jej blady uśmiech
- Dzięki – rzuciła i szybko
opuściła jego gabinet. Spojrzał na zegarek. Zostały jeszcze cztery godziny.
Od rana pod tylnym wejściem stał
zaparkowany samochód. Wypożyczył go wczoraj. Wiedział, że nie może jechać swoim
Lexusem. Milewska doskonale znała jego auto i szybko zorientowałaby się, że za
nią jedzie. W jednej z warszawskich wypożyczalni zarezerwował na najbliższe
cztery dni czarną Vectrę na śląskich tablicach. Kwadrans przed piętnastą
zjechał na dół. Rzucił marynarkę na tylne siedzenie i podwijając rękawy
błękitnej koszuli usiadł za kierownicą. Chwilę później ruszył za seledynową
Corsą na drogę wylotową z Warszawy. ‘Czyli jedziemy nad morze’ pomyślał, gdy
mijając Skierniewice wjechał na autostradę A1. Kilkanaście minut po
dziewiętnastej skręcił w uliczkę, przy której po obu stronach usytuowane były
nowoczesne osiedla. Pod jednym z bloków dostrzegł zaparkowane auto Milewskiej.
Właścicielki nie było już w środku. Spojrzał w bok. Witała się z Ulą pod klatką
bloku numer dwanaście. Serce zabiło mu mocniej. Nie wiedział jej blisko od
dwóch miesięcy. Miał ochotę wysiąść i podejść do niej już teraz. Zrezygnował.
Wiedział, że musi poczekać, że musi być sama. Pojechał do centrum Gdyni, do
jednego z większych hoteli. Wynajął pokój na dwie doby. Przed zaśnięciem wysłał
jeszcze sms’a Olszańskiemu ‘Jest w Gdyni’.
Od rana czekał pod jej blokiem.
Milewska najwyraźniej wróciła już do Warszawy, bo nigdzie w pobliżu nie
dostrzegł jej auta. Miał nadzieję, że prędzej, czy później Ula wyjdzie na
zewnątrz na zakupy lub choćby na spacer. Blok był duży, nie znał numeru
mieszkania. Plecy zaczynały go boleć od siedzenia w jednej pozycji przez ostatnie
cztery godziny. Chwilę po dwunastej dostrzegł jej postać przed drzwiami klatki
schodowej. Położył rękę na klamce, ale zawahał się przez moment. Bał się tego
spotkania. Bał się jej spojrzeć w oczy, po tym, co ostatnio od niego usłyszała.
Zdążyła dojść już do niewysokiej furtki, gdy zebrał się w sobie i zdecydował
wysiąść. Zobaczyła do i momentalnie stanęła w pół kroku. Nie była gotowa na to
spotkanie. Było jeszcze za wcześnie, zdecydowanie za wcześnie. Podszedł do niej
z duszą na ramieniu i głosem całkowicie pozbawionym siły szepnął ciche ‘cześć’.
Nawet na niego nie spojrzała. Wzrok miała utkwiony gdzieś pomiędzy jego
granatowymi, zamszowymi butami, a szarą kostką chodnikową. Bała się spojrzeć mu
w oczy. Wiedziała, że jeśli tylko dostrzeże w nich skruchę i miłość będzie w
stanie wybaczyć mu wszystko. Nienawidziła siebie za to. W jego wnętrzu szalały
emocje. Z jeden strony radość z tego, że wreszcie ją odnalazł, z drugiej
strach, czy nie pośle go do diabła.
- Musimy porozmawiać – powiedział
niepewnie.
- Kto ci powiedział, że tutaj
jestem? – zapytała lekko zirytowana samym faktem, że trafił do jej kryjówki
- Nikt mi nie powiedział
- Mój ojciec? – dociekała
- Jechałem za Alicją. Domyśliłem się,
że może jechać do ciebie – wziął głęboki oddech – Możemy wejść na górę i porozmawiać?
- Przyjechałeś sprawdzić, czy
usunęłam już ciąże? – zapytała z wyraźnym żalem – Czy nie będę występować o
uznanie ojcostwa i żądać od ciebie alimentów? – obrzuciła go krótki, pogarliwym spojrzeniem. Wyglądał na wyraźnie
zmieszanego – Nie martw się, nic od ciebie nie chcę. To będzie tylko moje
dziecko.
- Wiem, że niczego ode mnie nie
będziesz wymagać. Znam cię bardzo dobrze i wiem, że jesteś na to zbyt dumna. Przyjechałem
cię przeprosić i porozmawiać na spokojnie. Zachowałem się wtedy jak sukinsyn.
Wstydzę się słów, które wtedy padły z moich ust i tego, jak cię potraktowałem.
Nie miałem prawa tak się zachowywać i nie miałem prawa zrzucać winy włącznie na
ciebie – spojrzała mu w oczy. Te kilka sekund, gdy spojrzał w te błękitne oczy pozwoliły mu dostrzec ból, jaki
się w nich malował. Przeraził się. Dopiero teraz z całą mocą dotarło do
niego, jak bardzo ją skrzywdził. Bez słowa odwróciła się i ruszyła w kierunku
drzwi wejściowych. Posłusznie podążył za nią.
Wszedł do mieszkania i rozejrzał
się z zainteresowaniem. Wnętrze było przestronne, urządzone tradycyjnie.
Zastanawiał się, czy wynajęła, czy po prostu u kogoś mieszka. Postanowił póki
co o to nie pytać. Usiadł w salonie i spojrzał na nią z miną zbitego psa
- Ula, posłuchaj, ja się po
prostu przestraszyłem. Przestraszyłem się odpowiedzialności i tego, że nasze życie
tak naprawdę z dnia na dzień zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni. Ja nie byłem
na to gotowy.
- I nagle doznałeś olśnienia i
już jesteś gotowy i zamierzasz pchać wózek w niedzielne popołudnia? –
zironizowała
- Nie wiem, czy jestem na to
gotowy. Wiem, że bardzo mi na tobie zależy. Nie miałaś racji pisząc, że mi się
pomyliło. Kocham cię i jestem tego pewny, jak niczego innego.
- I co… - urwała. Spojrzał na nią
zdziwiony. Pobladła i gwałtownie złapała się za brzuch. Ból był tak silny, że zakręciło
jej się w głowie
- Ula, dobrze się czujesz? – w sekundę
znalazł się u jej stóp
- Boli – jęknęła
– błagam, zadzwoń po pogotowie – czuła, że powoli zaczyna brakować jej tchu
- Zawiozę cię –
mówiąc to wziął ją na ręce – Będzie szybciej. Jadąc tu z hotelu widziałem
szpital trzy przecznice stąd. Spokojnie. Wszystko będzie dobrze - starał się ją uspokoić. Widział, że jest przerażona.
Tak naprawdę to myślałam, że Dobrzański nie znajdzie jej tak łatwo, a tymczasem proszę. Wystarczyło trochę sprytu i już ją ma.
OdpowiedzUsuńNiepokoi mnie tylko ta ostatnia część rozdziału i mam nadzieję, że Ula nie poroni. To byłoby niesprawiedliwe i nawet nie chcę myśleć, że w takim wypadku Marek by się ucieszył, bo chyba nie stać go na taki cynizm. Bez wątpienia ją kocha i zrobi wszystko, żeby nic jej się nie stało, a także dziecku.
Cholera, już było tak pięknie. Już zaczęli rozmawiać i nagle taka dramatyczna sytuacja. Oszczędź jej tego poronienia Amicus, bo ona dość w życiu przeszła. Niech przynajmniej ma się czym cieszyć.
Pozdrawiam. :)
Dobrzański nie jest aż takim sukinsynem, żeby cieszyć się z utraty dziecka. Niby problem z głowy, ale okazałby się człowiekiem bez serca. Bardziej otwarta pozostaje kwestia jak przymie to Ula i czy nie będzie go obwiniać. 'To Twoja wina, bo go nie chciałeś'. Tragedie łączą ludzi, ale potrafią ich również rozdzielić.
UsuńPozdrawiam
Wszystko jak lubie, Marek sie kaja, Ula mieknie. Mam nadzieje, ze nie straci tej ciazy...
OdpowiedzUsuńsię kaja, bo ma wiele na sumieniu ;) Ale to kajanie zostało przerwane... cóż. takie życie ;)
UsuńGdyby poronila to nie sadze, ze on bedzie sie cieszyl. Raczej bardzo zalowal bo cos mu umknie, cos z czym juz zaczyna sie oswajac, jeszcze nie bardzo wie ale juz mu zalezy na tym dziecku. Tym wieksza rozpacz po stracie czegos im trudniej bylo to cos przyjac do wiadomosci !
OdpowiedzUsuńJa mysle, ze jesli dojdzie do poronienia to pierwsze slowa by pocieszyc Ule bylyby "jeszcze bedziemy miec dzieci ". Mam nadzieje, ze szanowna autorka sie ze mna zgadza, powinna przynajmniej bo starsi maja racje , O!!!
'Jeszcze będziemy mieć dzieci' a ona na to 'przecież i tak go nie chciałeś!' ;)
UsuńStarsi mają rację? Pierwsze słyszę ;)
Tylko krowa nie zmienia zdania... A starszych trzeba sie sluchac i juz ! Pierwsze slyszysz ? Zawsze jest ten pierwszy raz !!!
UsuńW swojej poprzedniej odpowiedzi,pod moim komentarzem napisałaś swoją opinię o mężczyznach i ich braku odpowiedzialności.
OdpowiedzUsuńStrach przed nosidełkiem,wózkiem ,pampersem, nie jest tak naprawdę,brakującym doświadczeniu w czynnościach ,które mają wykonywać w przyszłości.To postawiony przed samym sobą ,wielki mur i pytanie,czy ja dam radę go przeskoczyć sam,czy ktoś w tym mi pomorze. Tak jest z Markiem i Ulą. Oboje jak wiem ,nigdy nie wspominali o swoim dzieciństwie, przeszłości,bo żyli z dnia na dzień, ciesząc się sobą,napawać się sobą ,swoją wzajemną miłością,nie myśląc i nie zastanawiając się co nastąpi za chwilę. Więc jak sama piszesz,zaskoczyło ich to oboje.Nie wiem co już wobec nich dwojga, wykombinowałaś i postanowiłaś,ale jedno co mogę Ci nasunąć do skomentowania moich myśli.Wiele małżeństw,nawet w naszym kraju, stara się wielkimi siłami o in vitro. Mam nadzieję,że nie planujesz tragedii, poronienia. To musi ich ominąć wielkim łukiem. W czasie trudnej ciąży, związki partnerskie nabierają wielkiej siły i bardzo się oboje nawzajem wspierają.O dziwo zaczynają zdawać sobie sprawę, jak bardzo potrzebują siebie na wzajem.Uwierz mi. Ula wie o tym,gdzieś w podświadomości,że Marek mimo tak ciężkiego popełnionego wobec niej poniżenia,upokorzenia,kocha ją nad życie i obecność w tak nieprzewidzianej chwili, świadczy o tym,że widocznie tak musiało być.
Czekam na cd.
In vitro mówię tak! Nie podpisywałam deklaracji wiary ;) A na poważnie... dziś w radiu usłyszałam rozmowę prowadzącego ze słuchaczem, który strasznie się cieszył, że już za dwa tygodnie zostanie ojcem i mówił, że w sumie wolałby już mieć obie dziewczyny w domu. Szkoda, że nie wszyscy mężczyźni tacy są.
UsuńTragedie i trudne sytuacje scalają, ale także dzielą. Pamiętam pewną kwestię z jakiegoś filmu 'nie chcę by łączyła nas tylko śmierć naszego dziecka'
Cd we wtorek. Już teraz zapraszam :) I pozdrawiam
Amicus,
OdpowiedzUsuńwybacz, że tak długo mnie tu nie było, jednak ja, podobnie jak Ty, byłam zawalona nauką - z tą małą różnicą, że ja jeszcze nie studiuję :)
Pierwszy rozdział tego opowiadania "urodził" ogromną nienawiść, którą zaczełam żywić do Marka, którego stworzyłaś. O matko, nienawidzę mężczyzn, którzy nie ponoszą odpowiedzialności za swoje czyny. Wlaśnie, czyny... Przecież dziecko to nie jest jakiś tam czyn, szczególnie, gdy kocha się drugą osobą - albo przynajmniej się tak twierdzi.
Później zaczęło mi się robisz szkoda Dobrzańskiego. No co ja mogę? Mam za miękkie serce. Z całych sił kibicowałam mu, aby jak najszybciej odnalazł Ulę. Zadziałało piorunem, ale... Takiego zakończenia tej części się nie spodziewałam. Facet na drugim końcu Polski spotyka się z kobietą, która nosi jego dziecko. Nawet nie zdążają w spokoju porozmawiać, bo ona dostaje bóli... Normalnie jak u Hitchcock'a - I rozdział to trzęsienie ziemi, a tu napięcie rośnie. I do wtorku mamy czekać na rozwiązanie? Jejku... Chyba obgryzę wszystkie paznokcie i jeszcze pożyczę od wszystkich moich przyjaciół (rodzinkę oszczędzę).
Pozdrawiam Cię serdecznie :)
Ja doskonale rozumiem brak czasu. Tym bardziej dziękuję Ci że wpadłaś i że zostawiłaś komentarz. To bardzo motywuje! Nie studiujesz... Co się ciesz ;) A jak już będziesz studia wybierać to poszukaj sobie jakiś łatwych i przyjemnych. Szkoda zdrowia. A bezrobocie i tak jest po wszystkim ;) Szkoda paznokci ;) Lepiej pomaluj jakimś krwistym kolorem zamiast obgryzać :)
UsuńPozdrawiam
Och. Trochę mnie zaskoczyłaś końcówką rozdziału. Nie będę dzisiaj dużo pisać, spodziewałam się, że się spotkają :) Ale zakończenie... Wielki znak zapytania się teraz pojawił.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i niecierpliwie czekam na część szóstą :)
Znak zapytania zostanie rozwiany we wtorek :) Pozdrawiam i zapraszam
UsuńMam nadzieję, że to fałszywy alarm. Bo, gdyby Ula poroniła, mogliby się już nie dogadać. A na pewno byłoby to trudniejsze. Trzymam kciuki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
bewunia
Zobaczymy. Zobaczymy. Póki co buduję napięcie. I jutro też będę je budować. Będzie niespodzianka. Czy miła? Zobaczymy czy Wam się spodoba ;) Pozdrawiam
UsuńAmicus, czytam oczywiście Twoje opowiadanie( nie może być inaczej),ale mój komentarz nie nadaje się do publikacji.Po przeczytaniu pierwszej części zbyt dużo niecenzuralnych słów kołatało mi się w głowie. Teraz wcale nie jest lepiej.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńMoże jutro nie będą nasuwać się niecenzuralne słowa. Chyba, że w moim kierunku za numer, jaki mam zamiar Wam wykręcić ;) Pozdrawiam
UsuńOpowiadanie bardzo mnie wciągnęło. I czuję niedosyt. Wiedziałam ,że w końcu się spotkają ale najbardziej zaskoczyła mnie końcówka rozdziału. Czekam z niecierpliwością do wtorku. Marek po mału dochodzi do wniosku ,że skrzywdził Ulę swoim postępowaniem i zaczyna mu zależeć na dziecku. Jeśli ona je straci to będzie cierpieć ona ale również on .I wtedy mogli by też ich drogi się rozejść.
OdpowiedzUsuńA może rozstanie nie byłoby takie złe. Jak widać mają inne priorytety. Ona chce rodziny, on niekoniecznie. Może mają inne wyobrażenie o związku i wspólnym życiu, a później pojawi sie tylko więcej różnic?
UsuńWydaje mi się, że niestety Ula poroni, co będzie już oznaczało definitywny koniec związku tych dwoje. Ogólnie zauważyłam, że w tym opowiadaniu wolisz ich rozdzielać niż łączyć, i nie zdziwię się jeśli zakończysz tą historię bez happy endu :(
OdpowiedzUsuń