We wtorek rano oboje zgłosili się
do kliniki na badania. Dobrzański chciał towarzyszyć żonie przez cały dzień,
ale obowiązki mu to uniemożliwiały. Czekało go kilka ważnych spotkań. Chciał je
poprzekładać, by być przy niej, by wspierać, by przechodzili przez to razem.
Ula upierała się, że ich życie prywatne nie może rujnować firmy. Odpuścił. Tuż
po rozpakowaniu jej rzeczy w eleganckiej salce na trzecim piętrze pojechał do
firmy, zapewniając, że przyjedzie jak tylko upora się z kontrahentami.
Dalsza diagnostyka czekała ją
dopiero po południu. Profesor Dębowski zaproponował jej by zajęła się czymś
przyjemnym, by nie myśleć o czekających ją badaniach. Sugerował spacer po
pięknym ogrodzie kliniki lub pójście na siłownię. Prywatna klinika, o jednym z
najwyższych standardów w Polsce, rządziła się swoimi prawami. Ubrana w dres
postanowiła wybrać się na spacer. Zrezygnowała z windy. Pokonując kolejne
stopnie w dół usłyszała za sobą męski głos wypowiadający jej imię. Odwróciła
się gwałtownie i zamarła
- Piotr? – zapytała z wyraźnym
niedowierzaniem
- Cześć – stanął naprzeciw niej z
delikatnym uśmiechem na twarzy – Pięknie wyglądasz
- Tak, zwłaszcza w tym dresie –
zaśmiała się cicho – Co ty tutaj robisz? Nie powinieneś być w Bostonie? –
zapytała zaciekawiona jego obecnością w kraju i w klinice
- Wróciłem dwa miesiące temu. Źle
obliczyli środki. Pojechało czterech lekarzy z Polski. Pieniędzy w sumie mieli
dla dwóch. Dlatego w trakcie skrócili nasz staż z rocznego na półroczny –
zaśmiał się, choć wiedziała, że jest zły i rozżalony – W sumie najważniejszych
rzeczy zdążyłem się na szczęście nauczyć
- Nie pracujesz już w szpitalu?
- Pracuję. Ale mam trochę mniej
dyżurów, żeby móc zahaczyć się tutaj. Prawdziwe pieniądze zarabia się w
prywatnych klinikach, a ja chcę zmienić mieszkanie – uśmiechnął się - a poza tym rozwija się tu bardzo dobry
oddział kardiologii. Pracują najlepsi z całej Warszawy. Mają świetny sprzęt. To
dla mnie duża szansa również w sensie rozwojowym. A ty? – zapytał po chwili
milczenia – Masz jakieś problemy ze zdrowiem?
- Nie – uśmiechnęła się blado –
Rutynowe badania. Staramy się o dziecko – ostatnie wypowiedziane słowo wywołało
dziwny błysk w jej oku.
- Wzięliście ślub – bardziej stwierdził
niż zapytał wskazując na jej obrączkę z białego złota
- Tak – mimowolnie się
uśmiechnęła spoglądając na krążek na swoim palcu – Pół roku temu – westchnęła niezauważalnie
– Piotr, ja tak naprawdę nie miałam okazji ci podziękować za to, co dla nas
zrobiłeś, za to, co zrobiłeś dla mnie. I chcę cię jeszcze raz przeprosić
- Było minęło. Nie ma co do tego
wracać. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa – posłał jej spojrzenie pełne ciepła –
W której sali leżysz?
- W piątce na trzecim piętrze
- Wpadnę do ciebie po południu to
opowiem ci o stażu, a ty mi o zdrowiu swojego ojca, zgoda? – kiwnęła głową – teraz
muszę uciekać, za kwadrans mam operację – machnął jej ręką na pożegnanie i
zniknął za rogiem
Z jej Sali dochodziły głośne
śmiechy. Cicho otworzył drzwi i stanął jak wryty. W życiu by się go tu nie
spodziewał. Nie teraz. Przecież miał być w Stanach. Dostrzegła go. Stał w
drzwiach z bukiecikiem stokrotek i przyglądał im się wzrokiem pełnym uwagi, ale
i irytacji.
- O jesteś już – uśmiechnęła się
do niego promiennie. Siedzący obok jej łóżka Sosnowski podniósł się z miejsca.
- Będziesz mieć teraz dobrą
opiekę, więc mogę z czystym sumieniem wracać do pacjentów – zwrócił się do
Ulki, a mijając Dobrzańskiego rzucił krótkie ‘cześć’ i wyciągnął w jego
kierunku dłoń. Prezes po chwili uścisnął ją, obrzucając lekarza morderczym
spojrzeniem. Wiedział, że wiele mu zawdzięcza. Wiedział, że gdyby nie on, być
może nigdy by się z Ulą nie zeszli. Wiedział, jak wiele musiało kosztować
Piotra tamto spotkanie przed jego wylotem. On to wszystko wiedział. A jednak nie
mógł pozbyć się antypatii do tego człowieka i wciąż upatrywał w nim zagrożenie.
Drzwi za Sosnowskim już dawno się zamknęły. Powolnym, wręcz ociężałym krokiem
podszedł do jej łóżka i ciężko opadł na krzesło zajmowane chwilę wcześniej
przez kardiologa.
- Co on tu robi? – zapytał tonem
wręcz nieprzyjemnym
- Pracuje – odparła bacznie
przyglądając się zachowaniu męża
- Akurat tutaj? Czy w Warszawie
jest jedna prywatna klinika? – czyżby słyszała w jego głosie pretensję
- Kochanie, daj spokój –
uśmiechnęła się pobłażliwie – Jak tam spotkania?
- Dlaczego nie jest w Bostonie? –
dociekał, w napięciu oczekując odpowiedzi
- Bo zabrakło sponsorowi
pieniędzy na roczny staż – odpowiedziała już lekko zmęczona tą bezsensowną
dyskusją o jej byłym chłopaku – Zapewniam cię, że nie wrócił ze względu na
mnie. Spotkaliśmy się przypadkiem na korytarzu. Przyszedł kwadrans przed tobą, żeby
opowiedzieć mi o Bostonie – pokiwał głową ze zrozumieniem i starał się przestać
myśleć o tym ‘kolesiu w polo’ jak zwykł go nazywać w myślach. Położył na jej
kolanach kwiatki. Uśmiechnęła się i w ramach podziękowania złożyła delikatny
pocałunek na jego ustach.'Zazdrośnik' szepnęła mu do ucha. W odpowiedzi mocno wpił się w jej usta.
Następnego dnia znów siedzieli w
gabinecie profesora.
- Proszę państwa, wciąż czekamy
na wyniki. Laboratorium się trochę ociąga. Sami państwo rozumieją, że jest
okres urlopowy. Poza tym w przypadku kilku badań efekty można dopiero
stwierdzić po kilkudniowym okresie. Sądzę, że jutro, góra pojutrze będę miał
część danych. Reszta za dziesięć dni. Póki co, mogę powiedzieć, że USG nie
wykazało nic niepokojącego.
- W takim razie podjedziemy może
do kliniki w poniedziałek – zaproponował Dobrzański
- Nie. Nie ma sensu państwa
fatygować. Ja muszę sobie wszystko na spokojnie przeanalizować, a we wtorek
lecę do Paryża. Poza tym stawianie diagnozy na podstawie tylko połowy danych to
spekulowanie, a nie leczenie. Umówimy się na spotkanie za dwa tygodnie. Gdyby
działo się coś niepokojącego oczywiście proszę o wcześniejszy kontakt. W międzyczasie zgłosi się pan na badanie nasienia tutaj do szpitala. Dzisiaj mamy
czwartek – rzucił okiem na kalendarz – zapiszę pana na czwartek za dwa tygodnie,
na dwunastą. Zajmie się tym mój asystent. Wynik będzie tego samego dnia, ale niestety
ja będę wtedy w gabinecie, dlatego spotkamy się w szpitalu w piątek. Jestem od
rana, proszę przyjechać, o której będzie państwu pasować. Oj, zapomniałbym. Jedynym
wymogiem badania jest fakt, iż na pięć dni przed oddaniem nasienia muszą się państwo
powstrzymać od współżycia. To wymóg niezbędny, ażeby wynik był miarodajny –
uśmiechnął się do nich pokrzepiająco – Kończymy już diagnostykę, będziemy
wyciągać wnioski i wdrażać ewentualne leczenie. Biorą państwo pod uwagę in
vitro?
- Oczywiście – stwierdzili zgodnie
- Miejmy nadzieję, że obejdzie
się i bez niego zostaniecie państwo rodzicami. Do zobaczenia niebawem. Mam
nadzieję, że będę miał dobre wieści.
Wzięła kilka dni wolnego. Oczekiwanie na diagnozę nie wprawiało ją w najlepszy nastrój. Czuła się zmęczona. Nie miała ochoty na kontakty z ludźmi. Wolała w piżamie zaszyć się w sypialni i czekać na wyrok. Tak, diagnoza lekarza to w jej mniemaniu wyrok. Albo zostaną rodzicami, albo nie. Nie ma 'może', nie ma 'to zależy'. Jest 'tak', albo 'nie'. Kilka dni wcześniej zagadnęła Marka o badanie nasienia. Chciała mu towarzyszyć. Stwierdził, że nie ma sensu, by jechali oboje. Pojechał do firmy sam. W międzyczasie miał podjechać do szpitala. Asystent profesora poinformował go, że po południu będą wyniki i jeśli chce może zapoznać się z nimi jeszcze przed jutrzejszą konsultacją. Chciał. Chciał wiedzieć jak najszybciej. Do tej pory, gdy myślał o tym, że nie mogą mieć dzieci, zwykł myśleć o Uli. Nie, nie obwiniał jej. Nie było powodu do obwiniania. Jeszcze nic tak naprawdę nie wiedzieli. Poza tym nawet jeśli jest bezpłodna, to nie jej wina. Nie doprowadziła do tego celowo. Bezpłodność łączył z Ulą być może również dlatego, że to ona najczęściej mówiła o tym 'problemie'. Ale od wizyty u Dębowskiego, od informacji, że będą badać mu nasienie, zaczął coraz częściej myśleć, że być może to on ma problem. Nigdy nie rozmawiał o tym z Ulą, nigdy nawet jej na ten temat nie napomknął. Zresztą to kompletnie niedorzeczne, że on mógłby nie móc dać jej dziecka. Wariactwo. A jednak jakiś głos w podświadomości powtarzał 'a może to twoja wina?'. Chciał się wreszcie uspokoić.
Tuż po piętnastej jego komórka zaczęła wibrować. Dzwonił Słocki. Po uprzejmym powitaniu wypowiedział tylko jedno zdanie 'Mam już pańskie wyniki'.
Wzięła kilka dni wolnego. Oczekiwanie na diagnozę nie wprawiało ją w najlepszy nastrój. Czuła się zmęczona. Nie miała ochoty na kontakty z ludźmi. Wolała w piżamie zaszyć się w sypialni i czekać na wyrok. Tak, diagnoza lekarza to w jej mniemaniu wyrok. Albo zostaną rodzicami, albo nie. Nie ma 'może', nie ma 'to zależy'. Jest 'tak', albo 'nie'. Kilka dni wcześniej zagadnęła Marka o badanie nasienia. Chciała mu towarzyszyć. Stwierdził, że nie ma sensu, by jechali oboje. Pojechał do firmy sam. W międzyczasie miał podjechać do szpitala. Asystent profesora poinformował go, że po południu będą wyniki i jeśli chce może zapoznać się z nimi jeszcze przed jutrzejszą konsultacją. Chciał. Chciał wiedzieć jak najszybciej. Do tej pory, gdy myślał o tym, że nie mogą mieć dzieci, zwykł myśleć o Uli. Nie, nie obwiniał jej. Nie było powodu do obwiniania. Jeszcze nic tak naprawdę nie wiedzieli. Poza tym nawet jeśli jest bezpłodna, to nie jej wina. Nie doprowadziła do tego celowo. Bezpłodność łączył z Ulą być może również dlatego, że to ona najczęściej mówiła o tym 'problemie'. Ale od wizyty u Dębowskiego, od informacji, że będą badać mu nasienie, zaczął coraz częściej myśleć, że być może to on ma problem. Nigdy nie rozmawiał o tym z Ulą, nigdy nawet jej na ten temat nie napomknął. Zresztą to kompletnie niedorzeczne, że on mógłby nie móc dać jej dziecka. Wariactwo. A jednak jakiś głos w podświadomości powtarzał 'a może to twoja wina?'. Chciał się wreszcie uspokoić.
Tuż po piętnastej jego komórka zaczęła wibrować. Dzwonił Słocki. Po uprzejmym powitaniu wypowiedział tylko jedno zdanie 'Mam już pańskie wyniki'.
We wcześniejszym rozdziale byłam zła na Marka, że tak się zbulwersował faktem, że to on może być bezpłodny. Teraz zmieniłam zdanie. On po prostu się zmartwił, że być może nie jest w stanie dać Uli dziecka, a przecież chciałby jej ofiarować wszystko czego ona tylko pragnie. To wokół niej kręci się jego świat, to dla niej żyje. I jeszcze ten Piotr, niby nie jest już zagrożeniem dla niego, ale jednak jego obecność czyni sytuację jeszcze bardziej nieprzyjemną, przynajmniej dla Marka.
OdpowiedzUsuńMam cichą nadzieję, że Ula z Markiem nie mogą zajść w ciążę przez to że za bardzo tego chcą.
W piątek decydujący rozdział. Ciekawa jestem jak to zakończysz. Pozdrawiam serdecznie. Kasia
Chęć spełnienia marzenia Uli o dziecko to jedno. Niedopuszczanie do siebie myśli, że on może być bezpłodny, ego ponad rozsądek - tak typowy dla mężczyzn zwłaszcza w tej delikatnej kwestii, to drugie.
UsuńUla bagatelizuje pojawienie się Piotra. Było to dla niej koniec końców miłe spotkanie. Rozstali się w końcu w dość dziwnych okolicznościach, tak naprawdę nawet nie miała okazji mu podziękować... Dla Marka to powrót do przeszłości. I przez to faktycznie sytuacja staje się mniej komfortowa.
Tak, w piątek koniec historii i wreszcie będę mogła wystartować z nowym opowiadaniem ;) W sumie wciąż się waham od którego zacząć. Niemniej mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :) W jednym z nich z pewnością będzie się działo ;)
Dzięki za odwiedziny!
Pozdrawiam :)
czuje że to Marek ma problem, serio:( ale fajnie ze notka tak wcześnie, może w ramach końca wakacji dodasz wieczorem jeszcze jedną??? nie trzymaj nas do piątku w niepewności...
OdpowiedzUsuńCzy Twoje przeczucia są prawdziwe... nie powiem ;) Zapraszam w piątek. Możemy się umówić, że wrzucę kolejną część nieco wcześniej. Powiedzmy tak koło południa. Ok? Chcę się trzymać grafiku. A poza tym jestem w trakcie równoległego pisania kilku nowych rzeczy. Powoli zaczynam się sama gubić w ilości tych projektów... :P Ale w ramach końca wakacji mogę Wam zaoferować nową historię jeszcze w sierpniu, a konkretniej w sobotę :)
UsuńPozdrawiam :)
Nie masz serca. Jak mogłaś zakończyć w takim ważnym momencie. Czuję jakbym siedziała na desce z gwoździami.
OdpowiedzUsuńTo potwornie stresujące czekać tak długo na wyniki, które albo potwierdzą, albo zaprzeczą w kwestii macierzyństwa Uli. Postrzeganie przez Marka całości problemu zaczyna byś bardzo dojrzałe. Już nie zżyma się przed oddaniem nasienia. Już dopuszcza taką możliwość, że to niekoniecznie w Uli tkwi powód, że nie może zajść w ciążę. Pod koniec rozdziału wręcz zaczyna się obawiać, że to w nim siedzi problem. Jest spięty i chyba boi się usłyszeć to, co ma mu do przekazania lekarz. Może jednak się okazać, że oboje są zdrowi i nie ma żadnych przeciwwskazań, by nie mogli mieć potomstwa. Wystarczy tylko nie chcieć tego tak bardzo i nie dążyć do tego za wszelką cenę.
No i to spotkanie z Piotrem. Nie wiem, co planujesz? Czy zamierzasz jego postać wprowadzić do opowiadania na dłużej, czy tylko to był mały nic nie znaczący epizod, którego zadaniem było zburzenie spokoju Marka i zagranie mu na nerwach. Teraz, kiedy oni starają się o dziecko nie byłoby dobrze mącić ich spokoju nachalnością Sosnowskiego. Aż się boję tego następnego rozdziału.
Przeczytałam Twoją odpowiedź na ostatni komentarz i aż podskoczyłam z radości. Będziesz dodawać dwa dni pod rząd? Czy to oznacza, że w piątek będzie ostatni rozdział tej historii a w sobotę zaczniesz nową? Byłoby wspaniale.
Ja dziękuję za tą część, pozdrawiam i już dziś zapraszam Cię na mój blog, na którym jutro ukaże się ostatnia część mini opowiadania. Buziaki. :)
Miałam świetną okazję, żeby potrzymać Was w niepewności i postanowiłam perfidnie tą okazję wykorzystać ;) Oczywiście wiem, że mi wybaczycie ;)
UsuńMarek rzeczywiście zmienia swoje podejście. Patrzy na ten problem z innej perspektywy, uwzględniając również swoją ewentualną 'ułomność' w tej kwestii. Bardzo słusznie. Nie można z góry zakładać, że to wina kobiety. Tak, jak pisałaś wcześniej, problem z poczęciem dziecka rozkłada się niemal po połowie.
Pojawienie się Piotra rzeczywiście wywołało zamęt w życiu Marka. Jego poukładany świat lekko się zachwiał. Ula traktuje to spotkanie w kategoriach przyjacielskich, jak również rozliczenia się z przeszłością. Dobrzańskim kierują emocje. Zazdrość i niepewność.
Mam taki plan by jakoś zaakcentować to zakończenie wakacji dla niektórych ;) Finał tego opowiadania rzeczywiście już w piątek. W sobotę chcę wystartować z czymś nowym i szczerze mówiąc nie bardzo wiem z czym. Sama się już trochę gubię. Chyba mam zabyt wiele pomysłów. Wszystko chciałabym napisać od razu i od razu przedstawić w ilości hurtowej. A tak się nie da. Trzy opowiadania rozpoczęte, a w zasadzie są już na etapie zaawansowanym. W przypadku niezdecydowania najwyżej przedstawię Wam moje najnowsze 'dziecko' mini opowiadanie, a później pomyślę nad tymi dłuższymi nieco formami. Mam Wam do zaprezentowania historię smutną, opartą na życiu, drugą powiązaną nieco z serialem, ale Marek jest tam trochę innym człowiekiem, zresztą Ula też i ostatnią, w której oboje są inni, ale myślę, że początek tej historii będzie równie zabawny, co irytujący. Mam dylemat ;)
Dzięki za wizytę i komentarz.
Z przyjemnością wpadnę jutro do Ciebie. Liczę na szczęśliwy finał :)
Pozdrawiam! :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńjestem równie zaskoczona pojawieniem się Piotra, jak i Ula. Myślę jednak, że Sosnowski to nic nieznaczący epizod w tej historii.
Jestem niezmiernie ciekawa wyników badań Marka. Mam nadzieję, że szykujesz nam szczęśliwe zakończenie i nawet, jeżeli diagnoza nie będzie pomyślna, oni sobie jakoś z tym poradzą.
Czekam z niecierpliwością na piątek, a tymczasem juz jutro u mnie powinna pojawić się druga część minaiturki.
Buziaczki!
Marcysia
Nie wszystkie opowiadania muszę się kończyć dobrze. Jak będzie tym razem, przekonacie się już w piątek.
UsuńDzięki za wpis Marcysiu!
Pozdrawiam! :)
Dziękuję za notke;-) Zakończyłas w takim momencie że aż prosi się o więcej! Myślę że spotkanie Piotra to miła niespodzianka dla Uli, niekoniecznie dla Marka ale lubię jak jest zazdrosny;-)
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę że tak dużo dzieje się na Twoim blogu. Będę go odwiedzać regularnie:-)
Pozdrawiam, Olka:-)
Podtrzymuję napięcie ;) żebyście się nie nudzili! :)
UsuńZazdrosny Dobrzański to jest to, co lubimy najbardziej. Niebawem pojawi się opowiadanie, w którym wątek zazdrosnego Marka będzie nieco rozbudowany ;)
Zapraszam! I zapraszam również do regularnego komentowania ;) to bardzo motywuje! :)
Dzięki za wizytę i wpis.
Pozdrawiam! :)
Jak mogłaś w takim momencie urwać. Mam nadzieję, że wyniki badań będą dobre, że i Ula i Marek są zdrowi tylko muszą trochę przystopować :) Czy Piotr namiesza w ich życiu ? Oby nie. Już i tak wystraczająco namieszał. Nie za bardzo go lubię.
OdpowiedzUsuńNie często piszę komentarze , bo a to nie mam czasu tylko przeczytam i znikam , albo po prostu jestem strasznym leniem i mi się nie chce, ale wiedz że bardzo podobają mi się twoje opwiadania i regularnie odwiedziam twojego bloga. Pozdrawiam Cię serdesznie.
Ps. Zapraszam do mnie na nową notkę ;)
Kasiu, tak, jak pisałam już wcześniej, buduję napięcie :)
UsuńWszystko wyjaśni się już jutro! :)
Sama prowadzisz bloga, więc wiesz, że komentarze są bardzo budujące i motywujące do pracy. Ja kiedyś też byłam bierna. Czytałam i milczałam, mimo, że coś bardzo mi się podobało, lub wręcz przeciwnie. Sądziłam, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia lub po prostu mi się nie chciało, tak samo jak Tobie. Odkąd zaczęłam publikować, zaczęłam również komentować. Teraz już wyrobił mi się taki nawyk.
Dodałam Twój blog do polecanych, więc będę zaglądać regularnie. Nowości u Ciebie będą mi się wyświetlać automatycznie.
Dzięki za wizytę, wpis i proszę o więcej :)
Pozdrawiam! :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńpojawiła się u mnie II część mini nr 10.
Pozdrawiam.
Marcysia
P.S.: Nie spodziewaj się wiele, miniaturka nie wyszła.