Witajcie!
Dziesiejszą notką kończymy przygodę z 'Po drugiej stronie słońca'. Dziękuję tym wszystkim, którzy wiernie czytali to opowiadnie, którzy chętnie dzielili się swoimi przemyśleniami, analizowali kolejne rozdziały. Dziękuję, że byliście ze mną przez te kilka ostatnich tygodni.
Co do braku publikacji w środę. No cóż, ten system się nie sprawdza, więc nie będziemy go utrzymywać na siłę. Być może kolejne opowiadania swoją treścią 'kupią' sobie Waszą przychylność i zrobi się na tym blogu autentyczny ruch, a pod każdą notką będą prowadzone ożywione dyskusje na kanwie Waszych przemyśleń. Tych wszystkich, którzy czekali w środę na notkę, przepraszam!
Ja tymczasem wybywam na krótki urlop. Moja nieobecność wymusza krótką przerwę w publikacjach. O ile nic mi się nie poprzesuwa w związku z wyjazdem, a w zasadzie z powrotem, zacznę ponowanie być aktywna na blogu od 20.08. Wtedy też najprawdopodobniej opublikuję pierwszy rozdział nowego opowiadania 'Pozorne szczęście', na które już teraz Was zapraszam. Nie będzie to może jakaś mega długa historia, ale myślę, że jej 'temat' przewodni Was zainteresuje. Nie będzie to bajkowa historyjka, a raczej opowiadanie o życiu.
Pozdrawiam! :)
Towarzyszył jej za każdym razem.
Kolejne wizyty, badania. Nie broniła się przed jego obecnością. Wiedziała, że
ma do tego prawo, a nawet tego chciała. Czuła, że nie jest z tym wszystkim
sama. Nie, nie bała się. Perspektywa matki samotnie wychowującej dwójkę dzieci
nie była jej straszna. Zresztą wiedziała, że nie będzie taką do końca samotną
matką. Marek bardzo się angażował, jeszcze za czasów, gdy był tylko Szymon.
Poza tym nie mogła zapomnieć o Alicji, swoich przyjaciołach i teściowej. Perspektywa
posiadania kolejnego dziecka sprawiała Dobrzańskiemu ewidentną radość. Znów bywał
częstym gościem w swoim dawnym domu. Zabrał się za przemeblowywanie pokoju tuż
koło sypialni. Kiedyś, zajmował go Szymon, teraz miał mieć nowego lokatora. Z
wielkim zapałem i entuzjazmem pewnego popołudnia zabrał się za skręcanie
łóżeczka, która od kilku lat obrastało kurzem w garażu.
Wiele razy zastanawiała się, jak
będzie wyglądała jej przyszłość. Jak będzie wyglądało jej życie za pięć,
dziesięć lat. Czy wciąż będę sama?
Wielokrotnie zastanawiała się, czy będzie potrafiła stworzyć normalny związek.
Normalny związek z innym mężczyzną. Wiedziała, że Marek jest jej wielką
miłością. Jedyną miłością. Taką na całe życie. I wiedziała również, że żaden
mężczyzna nie będzie w stanie go zastąpić. To prawda, bardzo ją skrzywdził, ale
dał jej wszystko to, czego oczekiwała od idealnego mężczyzny. Spełniał jej
wszystkie wyobrażania o księciu na białym koniu. Miał swoje wady, ale ona
widziała głównie zalety. Wiedziała, że potencjalny kandydat na jej partnera nie
wytrzymałby porównania z Dobrzańskim. Skrzywdził, zdradził, ale musiała
przyznać, że była z nim niewyobrażalnie szczęśliwa.
Wszedł do domu. W ostatnich
tygodniach nie zapowiadał się. Po prostu przyjeżdżał i wchodził. Było to
naturalne, że wpadał do domu tuż po pracy. Zajmował się Szymonem, by odciążyć
ją, gdy pani Halinka szła do domu. Zaawansowana ciąża nie pozwalała jej na
normalne funkcjonowanie.
- Dzień dobry – rzucił od progu
- O pan Marek, dzień dobry – w drzwiach
kuchni pojawiła się starsza kobieta
- Co tu tak cicho?
- Pani Ula położyła się. Od rana
narzeka na silny ból głowy. A Szymona na lody zabrała pańska matka. Powinni być
za jakieś czterdzieści minut. Zrobiłam mu naleśniki zgodnie z obietnicą.
Wystarczy odgrzać.
- Dziękuję – uśmiechnął się –
proszę się zbierać do domu, już po siedemnastej – odprowadził opiekunkę i
ruszył schodami na górę. Cicho pukając wszedł do sypialni
- Hej – rzucił siadając na brzegu
łóżka. Nie spała. Rzeczywiście nie wyglądała najlepiej. Okna były zasłonięte.
- Cześć – odpowiedziała cicho
- Jak się czujesz? – zapytał z
troską
- Głowa za chwilę mi pęknie. Że
też nie mogę się truć żadnymi tabletkami.
- Zaraz wracam. Zrobię ci chłodny
kompres, może coś pomoże – po chwili wrócił, kładąc wilgotną gazę na jej czole.
Kciukiem odgarnął kosmyki włosów opadające na czoło. Tak bardzo pragnął jej
dotyku. Ostatnio miał okazję czuć pod palcami jej skórę siedem miesięcy temu,
gdy się kochali – A jak małe Dobrzańskie? Daje ci popalić?
- Nie. Dziś jest wyjątkowo
spokojne. Chyba czuje mój nienajlepszy nastrój i postanowiło mi nie dokładać –
uśmiechnęła się delikatnie. Określali swoje dziecko mianem nieokreślonym. Marek
bardzo chciał dziewczynkę, ale zgodnie stwierdzili, że tak jak w przypadku
Szymona chcą mieć niespodziankę i wcześniejsze poznawanie płci nie wchodzi w
grę.
- Spróbuj zasnąć. Poczekam na
Szymona, dam mu kolację i położę spać – okrył ją kocem i wyszedł z sypialni. Wciąż
był obok, a jej, mimo wszystko, sprawiało to przyjemność.
Wbiegł do szpitala. Była tam już
jego matka i Maciek, który przywiózł Ulkę.
- Co się dzieje? – zapytał zdyszany
- Zaczęła rodzić – odparła mocno
przejęta Helena
- Jak to? Przecież jeszcze trzy
tygodnie – zaczął panikować
- Nic nie chcą nam powiedzieć –
rzucił milczący dotąd Szymczyk – o idzie lekarz, który ją przyjmował – wskazał na
mężczyznę w białym kitlu, który wyszedł z jednej z sal
- Dzień dobry, Marek Dobrzański.
Co się dzieje z moją żoną?
- Pani Urszula jest na porodówce.
Rozpoczęła się akcja porodowa – wyjaśniał ginekolog, niewiele młodszy od Marka
- Ale termin był dopiero za trzy
tygodnie
- Tak czasami bywa – odparł i
ruszył przed siebie
- Chcę do niej wejść – powiedział
zdecydowanie
- Tłumaczę panu, że rozpoczął się
poród. Proszę tu usiąść i spokojnie czekać na wieści
- Jak mogę być spokojny, skoro
moja żona rodzi trzy tygodnie przed czasem! – wściekł się. Jak lekarz może nie
rozumieć tak podstawowych rzeczy, jak strach, obawa, zdenerwowanie – Obiecałem jej,
że będę z nią cały czas! Chcę do niej wejść
- To nie jest najlepszy pomysł.
Powiadomię państwa – próbował zbyć prezesa. Marka szlak trafił. Ten konował
nawet nie potrafił podać racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego nie może być
teraz razem z Ulką. Po prostu tak sobie ubzdurał i koniec. Wyobrażał sobie,
jaka musi być przerażona. Tak się bała, czy wszystko będzie dobrze. Obiecał
jej, że będzie przy niej. Nie mógł zostawić jej samej. Był przy porodzie
Szymona. Miał być i teraz.
- Posłuchaj mnie – powiedział
przez zaciśnięte zęby, jednocześnie chwytając medyka za biały kitel – muszę być
teraz razem z żoną! Obiecałem jej to i jej teraz nie zostawię. Rozumiesz? –
widząc, co się dzieje, Maciek podbiegł do Dobrzańskiego i odciągnął go od
lekarza
- Uspokój się! – próbował nieco
ostudzić porywcze zapędy prezesa
- Przepraszam – rzucił spoglądając
na lekarza. Nerwowo przeczesał włosy – Byliśmy umówieni na poród rodzinny. To
wszystko miało wyglądać inaczej. Ona jest tam teraz sama. Przerażona. Stres nie
pomoże wcześniakowi, prawda?
- Dobrze, już dobrze. Proszę za
mną – poddał się i zaprowadził Marka do właściwej sali.
Wyraźnie odetchnęła, gdy znalazł
się tuż obok jej głowy. Widział w jej oczach przerażenie. Splótł ich dłonie.
Chciał choć trochę ją uspokoić i dać choć niewielkie poczucie bezpieczeństwa.
Sam również się bał. O nią i o dziecko. Zaczął szeptać jej uspokajające słowa.
Wreszcie powitali na świecie nowe pokolenie Dobrzańskich. Spełniło się marzenia
Marka. Miał córkę. Dziękując Uli za ten mały cud z czarnymi włoskami, pozwolił
sobie złożyć pocałunek na jej skroni. Uśmiechnęła się do niego Była zmęczona,
ale szczęśliwa. Dziecko to największy skarb. Życiowy skarb. Mała była zdrowa,
ale z uwagi na przedwczesny poród musiała zostać przez jakiś czas w
inkubatorze. Dobrzański z miłością i nieukrywanym wzruszeniem obserwował, jak
jego mała córeczka wierci się w szpitalnym łóżeczku. Dla takich chwil warto żyć.
Po dwóch tygodniach wreszcie
mogli zabrać do domu swoje maleństwo. Rodzina i przyjaciele przez kolejne dni
tłumnie ściągali do podwarszawskiej willi, by poznać Anetę Dobrzańską. Odziedziczyła
po rodzicach to, co najlepsze. Po matce oczy, po ojcu włosy i dołeczki w
policzkach. Była zachwycająca. A najbardziej zachwycony siostrą był Szymek.
W ciągu ostatnich dni niemal
mieszkał w Magdalence. Wracał do siebie późną nocą tylko po to, by się
przespać. Kilka pierwszych dni spędził na urlopie. Później krążył między swoim
mieszkaniem w Piasecznie, firmą, a domem. Chciał jak najwięcej czasu spędzić z
dzieciakami, chciał jak najbardziej odciążyć Ulę. Wiedział, że Aneta jest
strasznie marudna i nie daje mamie spać w nocy. Przyjeżdżał po pracy i
przejmował wszystkie obowiązki, by Ula mogła choć trochę się zdrzemnąć.
Wstała po dwudziestej. Na dworze
była już szarówka. Weszła do pokoiku dziecięcego, ale nikogo tam nie było. Pokój
Szymona również był pusty. Zeszła schodami na dół. Powitała ją cisza. To nie
było normalne. Zwykle było słychać kwilenie małej, śmiech Szymona lub rozmowy
obu Dobrzańskich. Weszła do salonu, a widok, który zastała sprawił, że ni mogła
zapanować nad emocjami. Łzy same zaczęły płynąć po jej twarzy. Nie sądziła, że
potrafi aż tak łatwo się wzruszać, a jednak. Na kanapie leżał Marek cicho
pochrapując. Na jego torsie smacznie spała Aneta. Z główką wtuloną w pierś ojca
wyglądała jak aniołek. Na krańcu sofy, z głową na nogach Marka drzemał Szymon.
Wyglądali tak… tak.. brakowało jej słów. Patrzyła na nich i wiedziała, że tuż
przed nią leżą trzy najważniejsze osoby w jej życiu. Osoby, które kocha ponad
wszystko. Jej rodzina, która jest dla niej całym światem.
Zabrała małą z brzucha
Dobrzańskiego, tym samym budząc go. Przyłożyła palec do ust, tym samym dając mu
znak, by nie obudził dzieciaków. Wyswobodził swoje nogi i chwytając wciąż
śpiącego Szymona na ręce ruszył na górę. Położył go w łóżku i szczelnie otulił
kołdrą. Miał już wychodzić, ale postanowił zajrzeć jeszcze do Anety. Chciał
pożegnać się z Ulą. Zastał ją wpatrzoną w uśpioną twarz ich córki. Stanął dwa
kroki za nią.
- Wygląda jak aniołek. Szkoda, że
zamienia się w słodkiego diabełka w ciągu dnia – szepnął. Uśmiechnęła się, ale
nie odwróciła w jego stronę – Tak bardzo żałuję, że wszystko spieprzyłem. Tak
bardzo bym chciał być obecny w jej życiu. W waszym życiu. Tak wiele mnie
ominie. Pierwszy ząbek, pierwszy krok, pierwsze słowo. Pamiętasz, jak Szymon
zamiast ‘mama’ czy ‘tata’ powiedział najpierw ‘nie’ – zaśmiał się cicho – Tak bardzo
żałuję, że was straciłem – zastanawiał się, dlaczego akurat teraz naszło go na
takie refleksje. Tak wiele chciał jej powiedzieć - Gdym mógł cofnąć czas…
- Ale nie możesz – weszła mu w
słowo
- Tak. Nie mogę – odparł gorzko –
Pójdę już – szepnął i odwracając się skierował się do wyjścia. Poczuł, jak
chwyciła go za dłoń. Odwrócił się i obrzucił ją pytającym spojrzeniem. Nic nie
mówiła. Przez chwilę wpatrywali się w swoje oczy.
- Zostań – zastanawiał się, czy
naprawdę to powiedziała, czy się przesłyszał – Zostań z nami. Zostań ze mną –
dodała, widząc jego zdezorientowane spojrzenie. Wciąż nie mógł uwierzyć. Miał ochotę
na głośny wybuch radości, ale musiał się powstrzymać ze względu na śpiące
dzieci.
- Jesteś tego pewna? – był szczęśliwy,
ale wolał się upewnić. Nie chciał, żeby czegokolwiek żałowała.
- Tak – odparła wpatrując się w
jego oczy. Po jego policzku spłynęła łza. Nie przejmował się tym.
- Tak długo na to czekałem –
szepnął i mocno przytulił ją do siebie. Znów miał szansę upajać się jej
zapachem, ciepłem – Czy to znaczy, że mi wybaczyłaś? – zapytał opierając swoje
czoło o jej
- Jeśli się kogoś kocha, nie ma
takiej rzeczy, której nie można wybaczyć. Ja potrzebowałam trochę czasu… Kocham
cię. A zaufanie? Na to potrzeba lat. Wolę niepewność z tobą, niż pewność z
kimkolwiek innym.
- Kocham cię Ula – krótko musnął
jej usta – Dziękuję. Dziękuję, że dałaś mi kolejną szansę. Dziękuję, że znowu was mam. Ula, obiecuję ci, że - nie pozwoliła mu dokończyć...
- Nie obiecuj. Po prostu z nami bądź i nie zepsuj tego - znów przyciągnął ją do siebie. Ufnie wtuliła się w jego ciało. To przy nim czuła się najlepiej.
Gdyby ktoś go zapytał o
najszczęśliwszy dzień w jego życiu, to nie wymieniłby tego, w którym poznał
Ulę. Nie wymieniłby tego, gdy na świat przyszedł jego pierwszy syn, ani tego,
gdy powitali córkę. Nie wspomniałby też o dniu ślubu. Najszczęśliwszym dniem
jego życia był ten, w którym odzyskał rodzinę. W którym odzyskał ukochaną
kobietę i w którym znów na co dzień miał dwójkę wspaniałych dzieci. Bo
najlepiej smakuje odzyskanie czegoś, czego utrata jest najbardziej bolesna i
dotkliwa. Odzyskanie czegoś, co jest najważniejsze w życiu jest największym
sukcesem. On odzyskał rodzinę.
To było cudooownee opowiadanie. Na początku tyle niepewności, zawodu i wręcz rozpaczy. Marek zdradził i zawiódł tym Ulę na całej linii. Długą drogę musiała przejść, by wreszcie zrozumieć, że bez niego byłaby najbardziej nieszczęśliwą osobą na ziemi. On odpokutował swoje czyny. Pod tym względem nie zawiódł jej w najmniejszym stopniu. Zawsze był, gdy go potrzebowała, odciążał w opiece nad Szymonem a potem nad obojgiem dzieci. Był przy niej, gdy rodziła. Cały czas po prostu był, a to okazało się dla Uli najważniejsze. On nie chciał jej już zawieść, chciał, żeby ponownie mu zaufała i by uwierzyła, że ta zdrada była ostatnią jego zdradą i nigdy więcej się nie powtórzy. Dostał dobrą lekcję. Niewiele przecież brakowało, a już nigdy nie byłby z nią blisko, bo rozwód był pierwszym krokiem do separacji na zawsze.
OdpowiedzUsuńTo dziecko, mała Anetka, zrodzone z wielkiego bólu, zmartwienia i niepewności nad losem Szymona, okazało się mostem, który połączył na nowo ich wielką miłość w jedną całość.
Zakończenie po prostu mnie urzekło. Zaraz zwizualizowałam sobie Marka śpiącego wraz z dziećmi na kanapie i patrzącą na nich Ulę. To piękny, wzruszający obrazek pełnej i kochającej się rodziny.
Cóż mogę jeszcze powiedzieć... Cokolwiek by to nie było, będę się powtarzać, bo już wielokrotnie robiłam takie podsumowania w przypadku Twojej twórczości. To opowiadanie jest piękne, pouczające, wzruszające. Jest kolejnym, z którego możesz być dumna.
To nic, że nie jest wiele komentarzy pod rozdziałami. Mamy wakacje i na pewno większość gdzieś wypoczywa. Spójrz jednak na wynik wejść na blog. Pobiłaś wszelkie rekordy. Przez niecałe pół roku odwiedziło go ponad pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Ja przez dwa lata nie osiągnęłam takiego wyniku. To tylko świadczy o tym, że masz niezwykły talent i wspaniałe pomysły na opowiadania, które porywają tłumy. Ja gratuluję Ci z całego serca i już wyglądam niecierpliwie kolejnego tytułu. Życzę Ci też udanych i z pewnością zasłużonych wakacji. Wszystkiego najlepszego Amicus, nasza cudowna, genialna pisarko. :)
Gosiu,
Usuńna samym wstępie chciałam Ci podziękować za komentarz pod każdym rozdziałem. Za ciekawe uwagi i wszelkie refleksje.
Ciszę się, że w pewnym stopniu udało mi się opisać to, co siedziało w mojej głowie. Nie zawsze łatwo jest mi dobrać odpowiednie słowa, żeby opisać daną historię. Ta miała opowiadać o zdradzie. O sytuacji, która dotyka setki tysięcy związków. O walce o utraconą rodzinę. O walce o miłość, zaufanie. Wiele jest takich par, które po takim zdarzeniu nie potrafią już być razem. A czasami nawet nie chcą, bo zdrada jest początkiem owocnego romasu, a rodzina schodzi na dalszy plan. Jest wiele takich kobiet, które nie potrafią się po takim ciosie podnieść, które nie potrafią już zaufać, których miłość zamienia się w odwieczną nienawiść.
Rzeczywiście ta ciąża, to dziecko zbliżyło ich do siebie. Ale co naważniejsze nie wrócili do siebie dla dobra dzieci. Nie ma tu udawania, zmuszania się, ciągnięcia czegoś na siłę. Ula dojrzała do tej decyzji. Potrzebowała dużo czasu, a cierpliwość Marka przysniosła oczekiwane efekty. Zeszli się blisko półtora roku od rozstania. Ich miłość przetrwała próbę czasu.
Kolejnym, z którego mogę być dumna, przede wszystkim dlatego, że udało mi się dobrnąć do końca. Doskonale wiesz, jak to ze mną jest. Doskonale wiesz, że czasami brakowało mi konsekwencji. Tym razem wytrwale dobrnęłam do celu. Jestem z tego dumna. ;)
Z komentarzami odpuszczam. Nie zamierzam prowadzić swoistego rodzaju kampanii, by przekupić czytających. Jak ktoś chce zostawić kilka słów, podzielić się swoimi przemyśleniami, to robi to. Jak nie ma ochoty, nic na siłę. Ja i tak robię i będę robić swoje ;)
Oj już nie przesadzaj z tym telentem. Mam trochę szczęścia w doborze tematyki i bujną wyobraźnię.
Dziękuję Ci!
Pozdrawiam Cię serdecznie. Do 'zobaczenia'/napisania niebawem. :)
Ha, ha, ha. Amicus, dopóki nie zaczęłam śledzić Twojej twórczości myślałam, że też mam bujną wyobraźnię. Teraz zmieniłam zdanie. :) A co do talentu, to nie przesadziłam ani trochę i jestem pewna, że inni czytelnicy czytający Twoje mini i opowiadania mają podobne zdanie.
UsuńPamiętam, że zawsze podkreślałaś, że nie napiszesz opowiadania, bo krótsza forma jest Ci bliższa. I co? Mamy wspaniały efekt tych prób konsekwentnie doprowadzający do finału każdą historię i za Te niezwykle udane próby i samozaparcie wielkie dla Ciebie podziękowanie. Buziaki. :)
przeczytałam i teraz mam problem jak ja dam radę przeżyć do tego 20 bez twoich notek ,chyba zapadnę w sen póznoletni proszę obuć mnie jak wrócisz
OdpowiedzUsuńDasz radę. Wierzę w Ciebie. Poza tym mała przerwa wszystkim nam dobrze zrobi. Ja wrócę z nową energią do pisania, a Wy chętniej będziecie czytać moje wypociny.
UsuńPozdrawiam! :)
AMICUS
OdpowiedzUsuńTo było cudowne opowiadanie.
na początku było pare smutnych kawałków, ale chyba tak powinno byc skoro ma byc szczęśliwe zakończenie.....
Nie morzna życ na samym szczęściu
w ostatniej notce tego opowidania najbardziej mnie rozczuliło co i ulkę...
Rodzinny sen dzieci i ojca...
niewiem jak wytszymam te prawie dwa tygodnie ....
Moze chćby przez ten czas nieobecności dodaj miniaturkę
pozdrawiam i życzę udanych wakacji
Patka;)
Patko,
Usuńnie wszystkie historie dobrze się kończą. Ta z założenia miała być z happy endem. Ale równie dobrze mogła zakończyć się rozstaniem na wieki. Miło miłości, mimo ciąży, brak zaufania, żal zabiłby to, co było między nimi, a miłość zamieniłaby się w nienawiść.
Przerwa i dla mnie i dla Was ;)
Dzięki.
Pozdrawiam! :)
hej, a mnie szczerze czegoś brakuje w tym ostatnim rozdziale. Sama nie wiem czego,i nie twierdze z enie jest super-bo jest-ale czegoś mi brak.... jakaś niedopieszczona dziś jestem.
OdpowiedzUsuńczekałam, czy ktoś powie, że coś tu jest nie halo. Mnie też ;) Założenie happy endu zostało zrealizowane. Większość scen przewidzianych została opisana, ale mnie również czegoś brakuje. Mimo wszystko miało być trochę inaczej, ale nie chciałam przekombinować...
UsuńDzięki za wpis.
Pozdrawiam :)
świetne opowiadanie Już nie moge sie doczekac nastepnych. Pozdrawiam Justyna:)
OdpowiedzUsuń'Pozorne szczęście' już niebawem. A później 'Zapomnij o mnie' i kolejna historia, która co prawda jeszcze nie ma tytułu, ale mam nadzieję, że Was wciągnie i może trochę rozbawi ;) Zobaczymy. Stopniowo realizuję kolejne pomysły. Czasem tylko czasu brak ;)
UsuńPozdrawiam!
wspaniałe zakończenie trudnej historii- dziękuję
OdpowiedzUsuńJa dziękuję za wizytę :)
UsuńPozdrawiam
Dziękuję za piękną notkę;-) Cieszę się że to historia z happy endem:-) Miłość Uli i Marka została wystawiona na ciężką próbę i ją przetrwała... Muszę przyznać że to opowiadanie wzruszające i nie raz łezka zakręciła mi się w oku:-) Już tęsknię za tymi poniedziałkowo-środowo-piątkowymi opowieściami:-) Mam nadzieję że wrócisz do tego systemu;-)
OdpowiedzUsuńŻyczę ci udanego,SŁONECZNEGO urlopu!:-)
Pozdrawiam Olka;-)
Amicus,
OdpowiedzUsuńlepszego zakończenia tej historii chyba nie mogłam sobie wymarzyć. Dobrzańscy powitali na świecie swoją córkę, małą Anetę. I to był, moim zdaniem, najważniejszy moment ich drogi ku powrotowi do siebie.
To prawda. Nie warto zejść się ze względu na dzieci. I oni tego nie zrobili w ten sposób. Chwila, w której zobaczyła dzieci ze swoim ukochanym mężczyzną uświadomiła Uli wszystko. To była ta chwila, dla których warto żyć i dla których można zrobić wszystko. Bez słów. Po prostu.
Cieszę się, że jednak są razem. Faktycznie, lepsza niepewność z Markiem. Miłość jest, w moim odczuciu, ważniejsza.
Buziaki!
Marcysia.
Amicus,
OdpowiedzUsuńwróciłam z urlopu,wyczytałam wszystko, odpisuję
Wielka miłość zdarza się w życiu tylko raz, wszystko, co następuje potem, jest tylko szukaniem tej utraconej miłości.
Ula właśnie to wie i mimo że Marek zawiódł ją drugi raz, zdradził nie potrafiła jej porzucić, wie że cierpiałaby ona i jej dzieci, nie mogła na to pozwolić.Jeśli znalazło się miłość, powinno się ją pielęgnować i zrezygnować z zachowań, które narażają ją na niebezpieczeństwo.Marek trochę o tym zapomniał, zdradził, podjął ponownie walkę tym razem o rodzinę. Tęsknił za nimi i udało się i oby to było ostatni raz.Piękne opowiadanie choć czegoś mi tam trochę brakło na koniec.
Pozdrawaiam i życzę miłego wypoczynku i oczywiście czekam na kolejne opowiadanie.
Darka
Zapraszam nowa wyjatkowa notka :) przepraszam ,że ostatnio nie zaglądałam do Ciebie :( obiecuję ze to nadrobię :* :) buzka :)
OdpowiedzUsuńAmicus,
OdpowiedzUsuńserdecznie zapraszam do mnie na miniaturkę. Buziaki!
Marcysia
Amicus, wiesz dobrze jak podoba mi się to opowiadanie. Zaczęłaś od skrajnych emocji, zdrada, ból, cierpienie… Ale życie nas uczy pokory. Marek bardzo się starał, a już w ogóle oszalał ze szczęścia gdy dowiedział się, że ponownie zostanie ojcem. Ojcem dziecka, które urodzi mu ukochana kobieta. Ula została postawiona w trudnej sytuacji. Dobrze, że pozwoliła mu na pomaganie sobie.
OdpowiedzUsuńNie wyobrażałam sobie innego zakończenia. To musiało się tak skończyć, bo przecież oni są stworzeni dla siebie. Jednak na miejscu Uli, uprzedziłabym Marka, że mogę być trochę bardziej podejrzliwa niż wcześniej, a on powinien być tego świadomy.
Zdrada pozostawia rysę, której nijak nie można wypolerować… To coś zostaje już na zawsze. Dobrze, że Ulka zrozumiała, że tylko z nim będzie szczęśliwa.
Piękna rodzinka.
Pozdrawiam
Bea