B

piątek, 23 sierpnia 2013

'Pozorne szczęście' II



- Kochanie – zaczęła, tym samym powodując, że oderwał wzrok od gazety – chciałabym, żebyśmy wyjechali na urlop – spojrzał na nią trochę zaskoczony. Uważał ją za pracoholiczkę. On owszem, nigdy nie lubił się przemęczać, za to ona mogła nieustannie tonąć w papierkach, a każda jego próba namówienia ją na choćby jeden dzień wolny kończyła się fiaskiem
- Kiedy?
- Jak najszybciej –odparła zdecydowanie - Tydzień, dwa, gdziekolwiek. Po prostu muszę odpocząć i oderwać się od tego wszystkiego.
- Ula, co się dzieje? – zapytał zmartwiony
- Nie udawaj, że nie wiesz. To, że nigdy nie rozmawiamy o tym wprost nie oznacza, że nie ma problemu. Jest problem i oboje o tym wiemy – była zdenerwowana. Powili przestawała sobie radzić sama ze sobą. Tak bardzo pragnęła dać mu dziecko, a jednocześnie zawsze uciekała od tego typu rozmów. Oboje sądzili, że gdy nie rozmawiają o tym głośno, łatwiej przychodzi im udawanie, że nic się nie dzieje.
- Kochanie, nie powinnaś się przejmować zrzędzeniem mojej matki. Z tego co wiem, na Paulinę i Pablo też naciska. Jej się po prostu nudzi i chciałaby się pobawić w babcię – próbował bagatelizować. Nie. Tak naprawdę też próbował od tego uciec.
- Akurat twoja matka najmniej mnie obchodzi – zaczęła z pretensją, by po chwili wziąć głęboki oddech i nieco się uspokoić – Dobrze wiesz, że mamy problem. Dobrze wiesz, choć nie chcesz powiedzieć o tym głośno. Ja mam dość tego udawania, uciekania i oszukiwania siebie… Od siedmiu miesięcy kochamy się niemal codziennie, ba, czasami nawet kilka razy. Nie biorę tabletek, zresztą nigdy nie brałam. Powinniśmy już od kilku miesięcy chodzić na USG, gromadzić śpioszki i wybierać łóżeczko. Inne pary niekiedy zaliczają wpadkę po jednorazowym seksie bez prezerwatywy, a my co? Mam dwadzieścia osiem lat i chcę być matką, a nie mogę. Zaczynam wpadać w panikę – odparła kuląc się i hamując łzy. Nie chciała się przy nim rozkleić, nie w takiej chwili. Przyciągnął ją do siebie i otulił swoimi ramionami.
- Dobrze. Jeźdźmy. Może faktycznie tej wyjazd dobrze nam zrobi – zaskoczyła go swoimi słowami. Widział, że się martwi, ale nie sądził, że aż tak bardzo się tym zadręcza. On również myślał wielokrotnie o tym, dlaczego im nie wychodzi, ale nie chciał jej dołować, nie chciał rozpoczynać tego tematu, by nie potraktowała tego zbyt osobiście. Słowa matki ignorował lub odpowiadał wymijająco, by dała spokój jego żonie, ale sam zastanawiał się w czym problem, czemu nie mogą zostać rodzicami, jak większość par – Dokąd chcesz jechać?  
- Wszystko jedno
- Jutro coś zarezerwuję – rzekł całując jej skroń – chodź, przygotuję nam kąpiel. Zrelaksujesz się.

Wyjechali na dwa tygodnie na Dominikanę, zostawiając firmę w rękach Krzysztofa, Sebastiana i Adama. Wypoczęli, opalili się, odwiedzili ciekawe miejsca. To dla obojga był bardzo dobrze spędzony czas. Potrzebowali siebie. Potrzebowali siebie z dala od problemów, firmy. Z dala od życia dnia codziennego. Nigdzie nie byli razem od czasu krótkiej podróży poślubnej. Ula odetchnęła i wydawało się, że przestała się zamartwiać. Jednak urlop dobiegł końca. Po czternastu dniach znów znaleźli się na lotnisku Chopina. Pierwszą rzeczą, którą zrobiła po powrocie był test ciążowy. Nie powiedziała mu. Nie chciała robić nadziei, a może po prostu wstydziła się, swojego zachowania. Tego, że mimo wakacji i próby oderwania się od problemów ona wciąż o tym myśli. On i tak wiedział dlaczego tuż po powrocie zamknęła się na kilkanaście minut w łazience. Zdążył rozpakować bagaż podręczny nim pojawiła się w salonie. Po jej minie widział, że nie osiągnęli sukcesu. Bez słowa ją przytulił.

-Chciałabym, żebyś wrócił do firmy – zaczęła rozmowę pewnego wieczoru podczas kolacji
- Ale przecież jestem tam niemal codziennie
- Ale ja nie mówię o pomaganiu mi i wpadaniu na kilka godzin. Chcę, abyś wrócił na swoje dawne stanowisko – odparła rzeczowo
- Mateusz nie sprawdza się jako  dyrektor promocji? – zmarszczył brwi – Wydawało mi się, że jest dobry
- Ja nie mówię o tym stanowisku. Chcę oddać ci fotel prezesa
- Wykluczone – odparł gwałtownie – Sto razy lepiej sprawdzasz się w tej roli niż ja
- Po pierwsze jak zwykle przesadzasz – uśmiechnęła się niemrawo – A po drugie ja potrzebuję oddechu. To mimo wszystko dość stresująca praca. Mnóstwo spotkań, pod presją czasu. Stres mi nie pomaga. Są rzeczy ważniejsze od firmy – westchnął przyglądają się jej badawczo
- Dobrze, jak chcesz mogę wrócić nawet jutro. Zresztą nie chodzi o mój powrót, ale o twoje odejście. Sądzisz, że gdy zamkniesz się w domu i nie będziesz myśleć o niczym innym, tylko o tym kiedy zostaniemy rodzicami, to coś zmieni. Będziesz się  tym jeszcze bardziej zadręczać. Kochanie, nie dajmy się zwariować. To, że póki co nam nie wychodzi nie oznacza, że musimy wpadać w obsesje.
- To, że póki co nam nie wychodzi, nie oznacza, że kiedykolwiek nam wyjdzie – powiedziała wreszcie na głos to, co od kilku tygodni nie pozwalało jej spokojnie spać, funkcjonować i ciszyć się życiem. Dosiadł się obok i spoglądając jej w oczy delikatnie zaczął gładzić kciukiem jej dłoń
- Skarbie, nie dramatyzuj. Powinnaś iść do lekarza i zrobić badania. Pójdę z tobą, jeśli chcesz – spojrzał na nią z troską i czułością. Widział, ile ta sytuacja ją kosztuje.

Nigdy nie sądził, że tak bardzo będzie pragnął zostać ojcem. Człowiek zawsze najbardziej pragnie tego, co w danym momencie najtrudniej osiągnąć. Tak było i z nim. Teraz, gdy mieli trudności, coraz częściej myślał o tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby w ich poukładanym świecie pojawił się mały ktoś. Ktoś, kto byłby częścią jego i Uli. Krew z ich krwi, kość z ich kości. Ktoś, kto by uczył się od nich życia, dla kogo on, Marek Dobrzański byłby wzorem do naśladowania. Pragnął być ojcem, ale tak naprawdę dopiero od niedawna. Wcześniej jakoś specjalnie się nad tym nie zastanawiał. Zawsze wydawała się to odległa przyszłość. Podczas związku z Pauliną to ona planowała wesołą gromadkę. Zaplanowała trójkę, tak naprawdę nawet nie pytając go o zdanie. A on w tamtym momencie nie myślał nawet o jednym dziecku. Nie chciał dzieci, nie był na nie gotowy. Bezgłośnie podporządkował się planom panny Febo. Teraz, podczas związku z Ulą marzył o potomku. Wiedział, że tylko z nią może stworzyć nowe życie, z którego będzie dumny, którym będzie się chełpił na każdym kroku, które będzie dla niego powodem do szczęścia. Wierzył, że mimo początkowych problemów im się uda i stworzą prawdziwą, pełną rodzinę.

Znów był prezesem. Jego żona wróciła na swoje dawne stanowisko. Co prawda Adam całkiem dobrze wypełniał obowiązki dyrektora finansowego, ale był tylko pełniącym obowiązki. Ona zajęła właściwe stanowisko odciążając go nieco. Turek miał mniej pracy, a i ona znalazła zajęcie na kilka godzin dziennie.
Zapisała się na wizytę do lekarza. Chciał iść z nią. Odmówiła. Z jednej strony bardzo chciała, by jej towarzyszył, by trzymał za rękę, by czuła jego obecność i to poczucie bezpieczeństwa jakie jej dawał. Z drugiej wolała najpierw sama się z tym uporać. Niby po pierwszej wizycie niczego nie mogła się spodziewać, a już z pewnością nie diagnozy, ale sądziła, że będzie jej łatwiej.
W głowie wciąż dudniły jej słowa, które wypowiedziała podczas rozmowy z Milewską tuż po powrocie z kliniki. ‘Jeśli okaże się, że jestem bezpłodna rozwiodę się z Markiem. Powinien być z kobietą, która urodzi mu dziecko’. Od dawna się nad tym zastanawiała. Był cudownym facetem i była pewna, że będzie cudownym ojcem. Ona nie może pozbawić go możliwości posiadania dziecka. Za bardzo jej na nim zależy. A już z pewnością tego, że byliby bezdzietną parą nie wybaczyłaby jej Helena. Nie zniosłaby tych ciągłych aluzji, docinek. Zresztą była niemal pewna, że Helena sugerowałaby Markowi założenie nowej rodziny.
Siedzieli przytuleni na kanapie pijąc zieloną herbatę.
- A co będzie, jeśli nie będę w stanie dać ci dziecka? – zapytała ledwie słyszalnie. Widział, jak powoli jej błękitne tęczówki zachodzą łzami
- Nic. Będziemy szczęśliwą, bezdzietną parą – odparł z przekonaniem
- Zdecydowałbyś się na adopcję? – chciała znać jego pogląd w tej sprawie. Ona nie była pewna, czy potrafiłaby w pełni pokochać cudze dziecko, mimo, że tej miłości było w niej aż nadto
- Nie. Raczej nie – rzekł po chwili namysłu. Owszem, chciał dziecka, ale nie wiedział, czy tak naprawdę będzie w stanie udźwignąć tą rolę. Co innego własny potomek, a co innego opieka nad porzuconym dzieckiem. Czy byłby w stanie je pokochać? Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Bał się i nie chciał eksperymentować. Nie można igrać z niczyimi uczuciami. On teraz to wiedział – Kochanie, wiele małżeństw mimo, że mogą nie decydują się na dziecko. Nie każdy musi je mieć – westchnęła – Poza tym w dzisiejszych czasach medycyna jest tak rozwinięta. Poczekajmy na te wyniki. Pójdę tam w piątek z tobą. Trzeba porozmawiać z lekarzem czy w razie czego kwalifikowalibyśmy się do in vitro – miał wrażenie, że gdzieś odpłynęła i nawet nie usłyszała jego słów – Ula? – zapytał, wyrywając ją tym samym z zamyślenia. Spojrzała na niego i starała się zebrać myśli. Odsunęła się lekko od niego.
- Obiecaj mi coś – poprosiła ni stąd ni zowąd
- Co tylko chcesz- uśmiechnął się ciepło
- Obiecaj mi, że jeśli okaże się, że nie będziemy mogli mieć dziecka, nie będziesz robił trudności i dasz mi rozwód – powiedziała poważnym tonem, intensywnie wpatrując się w jego oczy. Zaczął nerwowo kaszleć. Miał wrażenie, że krztusi się własną śliną. Złapał gwałtownie powietrze
- Słucham? – zapytał z niedowierzaniem – Czy ty słyszysz, co ty mówisz? – powiedział nieco podniesionym głosem – Czy ty słyszysz, o co ty mnie prosisz? – wściekł się, była tego pewna – Kocham cię! Chcę tego dziecka, ale do cholery, tylko z tobą, rozumiesz?! Nikt nie powiedział, że muszę być ojcem – rzucił i szybko opuścił salon. Wyszedł na taras. Potrzebował odetchnąć świeżym powietrzem. Nie poszła za nim.

18 komentarzy:

  1. Cudo!;-) naprawdę świetnie piszesz! Jeszcze ta obietnica... Ach wciągasz w tą historię:-D już nie mogę doczekać się nexta;-)
    Cieszę się że wróciłaś i dziękuję za notkę;-)
    Pozdrawiam. Olka:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię serdecznie :)
      Staram się Was wciągać. Jeśli mi to udaje, to mogę się tylko cieszyć :)
      Dzięki za wizytę
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Nie można! Nie można tak podchodzić do miłości, jak to robi Ula!!! To nie zabawa w rodzinę! Ona chce cierpieć i chce skazać na to cierpienie Marka. Przecież można być szczęśliwym bez dzieci. Jeśli ludzie się kochają to do prawdziwego szczęścia potrzebują tylko siebie. Ula to mądra dziewczyna więc mam nadzieję, że w porę oprzytomnieje i zrozumie jaką krzywdę chcę wyrządzić nie tylko sobie, ale i Markowi. A co jeśli to Marek jest bezpłodny – to wtedy ona odejdzie, żeby mieć dzieci z innym? Przecież to głupie, nielogiczne. Są ze sobą z miłości, bo chcą być razem przez resztę swoich dni, a nie tylko po to żeby mieć dzieci. Mam nadzieję, że Marek będzie walczył, choć i tak bidulek swoje już przeszedł, żeby być z Ulą. Czekam na poniedziałek, a może znowu wstawisz coś wcześniej. Pozdrawiam, Kasia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula bardzo przeżywa tą sytuację, w której się znaleźli. A wtedy do głowy przychodzą różne rzeczy/ myśli. Czasem bardzo głupie...
      Raczej postaram się już trzymać założeń. To był rodzaj eksperymentu, takiego sądowania i sprawdzania, czy ktoś tu zagląda w dni i godziny 'bez publikacji' ;) Cieszę się, że wpadacie również w innych porach niże te ustalone :)
      Dzięki!
      Pozdrawiam Kasiu serdecznie! :)

      Usuń
  3. nie no, Ulka ma jakieś kuku, czy ona jest z markiem tylko po to żeby miec dzieci? nie rozumie, albo go kocha dla niego samego albo dla posiadania dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula jest zdesperowana. Obwinia siebie i nie może sobie poradzić z tą sytuacją. Tak naprawdę jeszcze nic nie wie. Nie dała pola do popisu lekarzom, a już stawia wyrok. Zadręcza się i bardzo przeżywa tą sytuację. A w takich chwilach człowieka nachodzą różne myśli, również te mało rozsądne.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Amicus,
    Ula próbuje uciekać od problemu, ale nie do końca jej wychodzi. Nawet na urlopie myśli tylko o dziecku. A raczej o niemożności zajścia w ciążę.
    Podoba mi się postawa Marka, który widzi w Uli przede wszystkim kobietę - żonę, a nie kobietę - matkę, która musi mu dać potomka. Pokazuje, że potrafi kochać w zdrowiu i chorobie, mimo wszystko. Tylko czy w pewnym momencie się nie złamie? Oto jest pytanie.
    Pozdrawiam ;)
    Marcysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się czegoś bardzo chce, jeśli to nasze jedyne pragnienie/marzenie, to w dążeniu do tego można popaść w swoistego rodzaju obsesję. Ula ma wszystko, czego możne pragnąć współczesna, młoda kobieta. Wszystko, oprócz dziecka. Dziecko jest pięknym ukoronowaniem miłości i im tego ukoronowania ich uczucia brakuje. Oboje marzą o potomku. Czy im się uda, zobaczymy....
      Marek długo o Ulę walczył. Bardzo mu zależało na tym związku i z pewnością szybko się nie podda.
      Dzięki za komentarz. Pozdrawiam Cię Marcysiu :)

      Usuń
  5. Amicus :)

    Biedna Ula pogubiła się i ucieka od problemu ,ale jej to nie wychodzi:( Wyjechała na urlop i myśli o ciąży bo i się ,że jeżli nie zajdzie w ciązę i nie da Markowi dziecka to ją zostawi. Jednak Marek ją pociesza i bardzo mi się podoba to ,że nawet gdyby Ula mu nie dała dziecka to i tak ją bedzie kochać. Ula nie powinna się załamywać i od razu brać zakładkę ze nie zostanie mamą. Adopcja też dobry pomysł ,ale myślę ze Ula i Marek będę mieli dziecko :) Mam nadzieje ze Marek się nie załamie i będzie wspierać Ulę tak jak robi to do tej pory i oboje dadzą radę 3mam kciuki :) i czekam na nową notkę :) zapraszam u mnie 2 nowe notki www.filip-bobek.blogspot.com :) buzka:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno uciec do tego, czego się pragnie. Trudno zapomnieć o swoim, tak naprawdę jedynym, marzeniu. Co do adopcji, to nie jest taka łatwa sprawa, jeśli oboje nie są co do jej słuszności przekonani w 100%. Nie każdy potrafi pokochać nie swoje dziecko.
      Dzięki, że wpadłaś.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Amicus
    Musiałam odetchnąć po tej lekturze, bo treść ma wymiar ciężkiego kalibru.
    Bardzo trudna i skomplikowana sytuacja i żal mi ich obojga. Wygląda na to, że Marek choć początkowo niezbyt poważnie podchodził do sprawy, teraz zaczął się w nią angażować. Coraz bardziej uświadamia sobie, że zależy mu na dziecku niemal tak samo bardzo jak Uli. Ula zaplątała się chyba we własnych odczuciach i zaczęła mylić dwie rzeczy. Stawia na równym poziomie miłość Marka do niej z jego chęcią posiadania potomka. Jeszcze nic tak naprawdę nie wiadomo, a ona już wygłasza deklaracje, że jeśli nie będzie mogła zajść w ciążę, rozwiedzie się z Markiem. Takich decyzji nie może podejmować tylko jedno z małżonków, bo dotyczą ich obojga i nic dziwnego, że Marek jest zszokowany jej propozycją. Oby tylko Ula nie zabrnęła za daleko w swoich postanowieniach, bo za chwilę zacznie żałować. Może spowodować, że Marek rzeczywiście zacznie się zastanawiać, czy umrzeć bezpotomnie, czy mieć dzieci z inną kobietą. Ula prowokuje niejako los i to może bardzo źle odbić się na jej małżeństwie.
    Świetny rozdział pełen rozterek i dylematów. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Markowi zależy na dziecku, ale wyłącznie na dziecku z Ulą. Kocha żonę i to ona jest w tym momencie najważniejsza. Nie wyobraża sobie, że mógłby być z kimkolwiek innym i z jakąkolwiek inną kobietą spłodzić dziecko.
      Ula panikuje. Bardzo chce zajść w ciążę, a niemożność tego sprawia, że zaczyna wariować i pisać czarne scenariusze, z góry zakładając najgorszą wersję. Ona chciała tylko jego szczęścia, w momencie wielkich emocji, nie myśli racjonalnie. Stąd ta jej głupia propozycja.
      Dziękuję Ci Gosiu.
      Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na cd u Ciebie :)

      Usuń
  7. Amicus,
    zapraszam do mnie na 25. część opowiadania :)
    Buziaki!
    Marcysia

    OdpowiedzUsuń
  8. Amicus
    Zbyt egoistycznie Ula stawia sprawę,jakby nie obchodziło ją co czuje Marek.On też pragnie potomka ale nie ponad wszystko.Ula ma nieco inny wizerunek szczęśliwej rodziny i chyba nie zastanowiła się nad tym co powiedziała Markowi.Zrobiła z siebie ofiarę losu,nic nie potwierdziło że to ona nie może mieć dzieci,ale ona woli zamartwiać się na zapas.Tak bardzo chce zajść w ciążę że rozum wziął urlop.
    Pozdrawiam
    Darka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona faktycznie nie myśli teraz o tym, że Marek kocha ją prawdziwie, całym sobą. Całą swoją uwagę skupia na dziecku i realizacji marzenia swojego i swojego męża. Nie myśli o kosztach i nie myśli o tym, jak bardzo jej słowa mogły zranić Dobrzańskiego. Ta propozycja wynika również z faktu, że 1-chce szczęścia Marka i spelnieniu jego marzeń o potomku choćby z inną kobietą 2- również strachu, takiego podświadomego, że jeśli jednak jest bezpłodna Marek wymieni ją na zdrowy model. W tej sytuacji miałaby ten komfort psychiczny, że to ona odeszła i dała mu wolną rękę, a nie została porzucona.
      Całe szczęście, że rozum Marka nie jest na urlopie i pracuje na pełnych obrotach ;)
      Dzięki za wizytę i wpis.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  9. Amicus
    Serdecznie zapraszam Cię do mnie na nową notkę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Amicus,
    zapraszam Cię na 26. część "Gdy Ciebie zabraknie".
    Pozdrawiam!
    Marcysia ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. zapraszam u mnie nowa notka www.filip-bobek.blogspot.com :) pozdro :)

    OdpowiedzUsuń