- Kochanie – zaczęła, tym samym
powodując, że oderwał wzrok od gazety – chciałabym, żebyśmy wyjechali na urlop –
spojrzał na nią trochę zaskoczony. Uważał ją za pracoholiczkę. On owszem, nigdy
nie lubił się przemęczać, za to ona mogła nieustannie tonąć w papierkach, a
każda jego próba namówienia ją na choćby jeden dzień wolny kończyła się
fiaskiem
- Kiedy?
- Jak najszybciej –odparła zdecydowanie
- Tydzień, dwa, gdziekolwiek. Po prostu muszę odpocząć i oderwać się od tego
wszystkiego.
- Ula, co się dzieje? – zapytał zmartwiony
- Nie udawaj, że nie wiesz. To,
że nigdy nie rozmawiamy o tym wprost nie oznacza, że nie ma problemu. Jest
problem i oboje o tym wiemy – była zdenerwowana. Powili przestawała sobie
radzić sama ze sobą. Tak bardzo pragnęła dać mu dziecko, a jednocześnie zawsze
uciekała od tego typu rozmów. Oboje sądzili, że gdy nie rozmawiają o tym
głośno, łatwiej przychodzi im udawanie, że nic się nie dzieje.
- Kochanie, nie powinnaś się
przejmować zrzędzeniem mojej matki. Z tego co wiem, na Paulinę i Pablo też
naciska. Jej się po prostu nudzi i chciałaby się pobawić w babcię – próbował bagatelizować.
Nie. Tak naprawdę też próbował od tego uciec.
- Akurat twoja matka najmniej
mnie obchodzi – zaczęła z pretensją, by po chwili wziąć głęboki oddech i nieco
się uspokoić – Dobrze wiesz, że mamy problem. Dobrze wiesz, choć nie chcesz
powiedzieć o tym głośno. Ja mam dość tego udawania, uciekania i oszukiwania
siebie… Od siedmiu miesięcy kochamy się niemal codziennie, ba, czasami nawet
kilka razy. Nie biorę tabletek, zresztą nigdy nie brałam. Powinniśmy już od
kilku miesięcy chodzić na USG, gromadzić śpioszki i wybierać łóżeczko. Inne
pary niekiedy zaliczają wpadkę po jednorazowym seksie bez prezerwatywy, a my
co? Mam dwadzieścia osiem lat i chcę być matką, a nie mogę. Zaczynam wpadać w
panikę – odparła kuląc się i hamując łzy. Nie chciała się przy nim rozkleić,
nie w takiej chwili. Przyciągnął ją do siebie i otulił swoimi ramionami.
- Dobrze. Jeźdźmy. Może
faktycznie tej wyjazd dobrze nam zrobi – zaskoczyła go swoimi słowami. Widział,
że się martwi, ale nie sądził, że aż tak bardzo się tym zadręcza. On również
myślał wielokrotnie o tym, dlaczego im nie wychodzi, ale nie chciał jej dołować,
nie chciał rozpoczynać tego tematu, by nie potraktowała tego zbyt osobiście. Słowa
matki ignorował lub odpowiadał wymijająco, by dała spokój jego żonie, ale sam
zastanawiał się w czym problem, czemu nie mogą zostać rodzicami, jak większość
par – Dokąd chcesz jechać?
- Wszystko jedno
- Jutro coś zarezerwuję – rzekł całując
jej skroń – chodź, przygotuję nam kąpiel. Zrelaksujesz się.
Wyjechali na dwa tygodnie na
Dominikanę, zostawiając firmę w rękach Krzysztofa, Sebastiana i Adama.
Wypoczęli, opalili się, odwiedzili ciekawe miejsca. To dla obojga był bardzo
dobrze spędzony czas. Potrzebowali siebie. Potrzebowali siebie z dala od
problemów, firmy. Z dala od życia dnia codziennego. Nigdzie nie byli razem od
czasu krótkiej podróży poślubnej. Ula odetchnęła i wydawało się, że przestała się
zamartwiać. Jednak urlop dobiegł końca. Po czternastu dniach znów znaleźli się
na lotnisku Chopina. Pierwszą rzeczą, którą zrobiła po powrocie był test
ciążowy. Nie powiedziała mu. Nie chciała robić nadziei, a może po prostu
wstydziła się, swojego zachowania. Tego, że mimo wakacji i próby oderwania się
od problemów ona wciąż o tym myśli. On i tak wiedział dlaczego tuż po powrocie
zamknęła się na kilkanaście minut w łazience. Zdążył rozpakować bagaż podręczny
nim pojawiła się w salonie. Po jej minie widział, że nie osiągnęli sukcesu. Bez
słowa ją przytulił.
-Chciałabym, żebyś wrócił do
firmy – zaczęła rozmowę pewnego wieczoru podczas kolacji
- Ale przecież jestem tam niemal
codziennie
- Ale ja nie mówię o pomaganiu mi
i wpadaniu na kilka godzin. Chcę, abyś wrócił na swoje dawne stanowisko –
odparła rzeczowo
- Mateusz nie sprawdza się
jako dyrektor promocji? – zmarszczył brwi
– Wydawało mi się, że jest dobry
- Ja nie mówię o tym stanowisku.
Chcę oddać ci fotel prezesa
- Wykluczone – odparł gwałtownie –
Sto razy lepiej sprawdzasz się w tej roli niż ja
- Po pierwsze jak zwykle
przesadzasz – uśmiechnęła się niemrawo – A po drugie ja potrzebuję oddechu. To
mimo wszystko dość stresująca praca. Mnóstwo spotkań, pod presją czasu. Stres
mi nie pomaga. Są rzeczy ważniejsze od firmy – westchnął przyglądają się jej
badawczo
- Dobrze, jak chcesz mogę wrócić
nawet jutro. Zresztą nie chodzi o mój powrót, ale o twoje odejście. Sądzisz, że
gdy zamkniesz się w domu i nie będziesz myśleć o niczym innym, tylko o tym
kiedy zostaniemy rodzicami, to coś zmieni. Będziesz się tym jeszcze bardziej zadręczać. Kochanie, nie
dajmy się zwariować. To, że póki co nam nie wychodzi nie oznacza, że musimy
wpadać w obsesje.
- To, że póki co nam nie
wychodzi, nie oznacza, że kiedykolwiek nam wyjdzie – powiedziała wreszcie na
głos to, co od kilku tygodni nie pozwalało jej spokojnie spać, funkcjonować i
ciszyć się życiem. Dosiadł się obok i spoglądając jej w oczy delikatnie zaczął
gładzić kciukiem jej dłoń
- Skarbie, nie dramatyzuj.
Powinnaś iść do lekarza i zrobić badania. Pójdę z tobą, jeśli chcesz – spojrzał
na nią z troską i czułością. Widział, ile ta sytuacja ją kosztuje.
Nigdy nie sądził, że tak bardzo
będzie pragnął zostać ojcem. Człowiek zawsze najbardziej pragnie tego, co w
danym momencie najtrudniej osiągnąć. Tak było i z nim. Teraz, gdy mieli
trudności, coraz częściej myślał o tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby w ich
poukładanym świecie pojawił się mały ktoś. Ktoś, kto byłby częścią jego i Uli.
Krew z ich krwi, kość z ich kości. Ktoś, kto by uczył się od nich życia, dla
kogo on, Marek Dobrzański byłby wzorem do naśladowania. Pragnął być ojcem, ale
tak naprawdę dopiero od niedawna. Wcześniej jakoś specjalnie się nad tym nie
zastanawiał. Zawsze wydawała się to odległa przyszłość. Podczas związku z
Pauliną to ona planowała wesołą gromadkę. Zaplanowała trójkę, tak naprawdę
nawet nie pytając go o zdanie. A on w tamtym momencie nie myślał nawet o jednym
dziecku. Nie chciał dzieci, nie był na nie gotowy. Bezgłośnie podporządkował się
planom panny Febo. Teraz, podczas związku z Ulą marzył o potomku. Wiedział, że
tylko z nią może stworzyć nowe życie, z którego będzie dumny, którym będzie się
chełpił na każdym kroku, które będzie dla niego powodem do szczęścia. Wierzył,
że mimo początkowych problemów im się uda i stworzą prawdziwą, pełną rodzinę.
Znów był prezesem. Jego żona
wróciła na swoje dawne stanowisko. Co prawda Adam całkiem dobrze wypełniał
obowiązki dyrektora finansowego, ale był tylko pełniącym obowiązki. Ona zajęła
właściwe stanowisko odciążając go nieco. Turek miał mniej pracy, a i ona
znalazła zajęcie na kilka godzin dziennie.
Zapisała się na wizytę do
lekarza. Chciał iść z nią. Odmówiła. Z jednej strony bardzo chciała, by jej
towarzyszył, by trzymał za rękę, by czuła jego obecność i to poczucie
bezpieczeństwa jakie jej dawał. Z drugiej wolała najpierw sama się z tym
uporać. Niby po pierwszej wizycie niczego nie mogła się spodziewać, a już z
pewnością nie diagnozy, ale sądziła, że będzie jej łatwiej.
W głowie wciąż dudniły jej słowa,
które wypowiedziała podczas rozmowy z Milewską tuż po powrocie z kliniki. ‘Jeśli
okaże się, że jestem bezpłodna rozwiodę się z Markiem. Powinien być z kobietą,
która urodzi mu dziecko’. Od dawna się nad tym zastanawiała. Był cudownym
facetem i była pewna, że będzie cudownym ojcem. Ona nie może pozbawić go
możliwości posiadania dziecka. Za bardzo jej na nim zależy. A już z pewnością
tego, że byliby bezdzietną parą nie wybaczyłaby jej Helena. Nie zniosłaby tych
ciągłych aluzji, docinek. Zresztą była niemal pewna, że Helena sugerowałaby
Markowi założenie nowej rodziny.
Siedzieli przytuleni na kanapie
pijąc zieloną herbatę.
- A co będzie, jeśli nie będę w
stanie dać ci dziecka? – zapytała ledwie słyszalnie. Widział, jak powoli jej
błękitne tęczówki zachodzą łzami
- Nic. Będziemy szczęśliwą,
bezdzietną parą – odparł z przekonaniem
- Zdecydowałbyś się na adopcję? –
chciała znać jego pogląd w tej sprawie. Ona nie była pewna, czy potrafiłaby w
pełni pokochać cudze dziecko, mimo, że tej miłości było w niej aż nadto
- Nie. Raczej nie – rzekł po
chwili namysłu. Owszem, chciał dziecka, ale nie wiedział, czy tak naprawdę
będzie w stanie udźwignąć tą rolę. Co innego własny potomek, a co innego opieka
nad porzuconym dzieckiem. Czy byłby w stanie je pokochać? Nie potrafił
odpowiedzieć na to pytanie. Bał się i nie chciał eksperymentować. Nie można
igrać z niczyimi uczuciami. On teraz to wiedział – Kochanie, wiele małżeństw
mimo, że mogą nie decydują się na dziecko. Nie każdy musi je mieć – westchnęła –
Poza tym w dzisiejszych czasach medycyna jest tak rozwinięta. Poczekajmy na te
wyniki. Pójdę tam w piątek z tobą. Trzeba porozmawiać z lekarzem czy w razie
czego kwalifikowalibyśmy się do in vitro – miał wrażenie, że gdzieś odpłynęła i
nawet nie usłyszała jego słów – Ula? – zapytał, wyrywając ją tym samym z
zamyślenia. Spojrzała na niego i starała się zebrać myśli. Odsunęła się lekko
od niego.
- Obiecaj mi coś – poprosiła ni
stąd ni zowąd
- Co tylko chcesz- uśmiechnął się
ciepło
- Obiecaj mi, że jeśli okaże się,
że nie będziemy mogli mieć dziecka, nie będziesz robił trudności i dasz mi
rozwód – powiedziała poważnym tonem, intensywnie wpatrując się w jego oczy.
Zaczął nerwowo kaszleć. Miał wrażenie, że krztusi się własną śliną. Złapał gwałtownie
powietrze
- Słucham? – zapytał z
niedowierzaniem – Czy ty słyszysz, co ty mówisz? – powiedział nieco
podniesionym głosem – Czy ty słyszysz, o co ty mnie prosisz? – wściekł się,
była tego pewna – Kocham cię! Chcę tego dziecka, ale do cholery, tylko z tobą,
rozumiesz?! Nikt nie powiedział, że muszę być ojcem – rzucił i szybko opuścił
salon. Wyszedł na taras. Potrzebował odetchnąć świeżym powietrzem. Nie poszła
za nim.
Cudo!;-) naprawdę świetnie piszesz! Jeszcze ta obietnica... Ach wciągasz w tą historię:-D już nie mogę doczekać się nexta;-)
OdpowiedzUsuńCieszę się że wróciłaś i dziękuję za notkę;-)
Pozdrawiam. Olka:-)
Witam Cię serdecznie :)
UsuńStaram się Was wciągać. Jeśli mi to udaje, to mogę się tylko cieszyć :)
Dzięki za wizytę
Pozdrawiam! :)
Nie można! Nie można tak podchodzić do miłości, jak to robi Ula!!! To nie zabawa w rodzinę! Ona chce cierpieć i chce skazać na to cierpienie Marka. Przecież można być szczęśliwym bez dzieci. Jeśli ludzie się kochają to do prawdziwego szczęścia potrzebują tylko siebie. Ula to mądra dziewczyna więc mam nadzieję, że w porę oprzytomnieje i zrozumie jaką krzywdę chcę wyrządzić nie tylko sobie, ale i Markowi. A co jeśli to Marek jest bezpłodny – to wtedy ona odejdzie, żeby mieć dzieci z innym? Przecież to głupie, nielogiczne. Są ze sobą z miłości, bo chcą być razem przez resztę swoich dni, a nie tylko po to żeby mieć dzieci. Mam nadzieję, że Marek będzie walczył, choć i tak bidulek swoje już przeszedł, żeby być z Ulą. Czekam na poniedziałek, a może znowu wstawisz coś wcześniej. Pozdrawiam, Kasia :-)
OdpowiedzUsuńUla bardzo przeżywa tą sytuację, w której się znaleźli. A wtedy do głowy przychodzą różne rzeczy/ myśli. Czasem bardzo głupie...
UsuńRaczej postaram się już trzymać założeń. To był rodzaj eksperymentu, takiego sądowania i sprawdzania, czy ktoś tu zagląda w dni i godziny 'bez publikacji' ;) Cieszę się, że wpadacie również w innych porach niże te ustalone :)
Dzięki!
Pozdrawiam Kasiu serdecznie! :)
nie no, Ulka ma jakieś kuku, czy ona jest z markiem tylko po to żeby miec dzieci? nie rozumie, albo go kocha dla niego samego albo dla posiadania dzieci...
OdpowiedzUsuńUla jest zdesperowana. Obwinia siebie i nie może sobie poradzić z tą sytuacją. Tak naprawdę jeszcze nic nie wie. Nie dała pola do popisu lekarzom, a już stawia wyrok. Zadręcza się i bardzo przeżywa tą sytuację. A w takich chwilach człowieka nachodzą różne myśli, również te mało rozsądne.
UsuńPozdrawiam :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńUla próbuje uciekać od problemu, ale nie do końca jej wychodzi. Nawet na urlopie myśli tylko o dziecku. A raczej o niemożności zajścia w ciążę.
Podoba mi się postawa Marka, który widzi w Uli przede wszystkim kobietę - żonę, a nie kobietę - matkę, która musi mu dać potomka. Pokazuje, że potrafi kochać w zdrowiu i chorobie, mimo wszystko. Tylko czy w pewnym momencie się nie złamie? Oto jest pytanie.
Pozdrawiam ;)
Marcysia
Jeśli się czegoś bardzo chce, jeśli to nasze jedyne pragnienie/marzenie, to w dążeniu do tego można popaść w swoistego rodzaju obsesję. Ula ma wszystko, czego możne pragnąć współczesna, młoda kobieta. Wszystko, oprócz dziecka. Dziecko jest pięknym ukoronowaniem miłości i im tego ukoronowania ich uczucia brakuje. Oboje marzą o potomku. Czy im się uda, zobaczymy....
UsuńMarek długo o Ulę walczył. Bardzo mu zależało na tym związku i z pewnością szybko się nie podda.
Dzięki za komentarz. Pozdrawiam Cię Marcysiu :)
Amicus :)
OdpowiedzUsuńBiedna Ula pogubiła się i ucieka od problemu ,ale jej to nie wychodzi:( Wyjechała na urlop i myśli o ciąży bo i się ,że jeżli nie zajdzie w ciązę i nie da Markowi dziecka to ją zostawi. Jednak Marek ją pociesza i bardzo mi się podoba to ,że nawet gdyby Ula mu nie dała dziecka to i tak ją bedzie kochać. Ula nie powinna się załamywać i od razu brać zakładkę ze nie zostanie mamą. Adopcja też dobry pomysł ,ale myślę ze Ula i Marek będę mieli dziecko :) Mam nadzieje ze Marek się nie załamie i będzie wspierać Ulę tak jak robi to do tej pory i oboje dadzą radę 3mam kciuki :) i czekam na nową notkę :) zapraszam u mnie 2 nowe notki www.filip-bobek.blogspot.com :) buzka:*
Trudno uciec do tego, czego się pragnie. Trudno zapomnieć o swoim, tak naprawdę jedynym, marzeniu. Co do adopcji, to nie jest taka łatwa sprawa, jeśli oboje nie są co do jej słuszności przekonani w 100%. Nie każdy potrafi pokochać nie swoje dziecko.
UsuńDzięki, że wpadłaś.
Pozdrawiam :)
Amicus
OdpowiedzUsuńMusiałam odetchnąć po tej lekturze, bo treść ma wymiar ciężkiego kalibru.
Bardzo trudna i skomplikowana sytuacja i żal mi ich obojga. Wygląda na to, że Marek choć początkowo niezbyt poważnie podchodził do sprawy, teraz zaczął się w nią angażować. Coraz bardziej uświadamia sobie, że zależy mu na dziecku niemal tak samo bardzo jak Uli. Ula zaplątała się chyba we własnych odczuciach i zaczęła mylić dwie rzeczy. Stawia na równym poziomie miłość Marka do niej z jego chęcią posiadania potomka. Jeszcze nic tak naprawdę nie wiadomo, a ona już wygłasza deklaracje, że jeśli nie będzie mogła zajść w ciążę, rozwiedzie się z Markiem. Takich decyzji nie może podejmować tylko jedno z małżonków, bo dotyczą ich obojga i nic dziwnego, że Marek jest zszokowany jej propozycją. Oby tylko Ula nie zabrnęła za daleko w swoich postanowieniach, bo za chwilę zacznie żałować. Może spowodować, że Marek rzeczywiście zacznie się zastanawiać, czy umrzeć bezpotomnie, czy mieć dzieci z inną kobietą. Ula prowokuje niejako los i to może bardzo źle odbić się na jej małżeństwie.
Świetny rozdział pełen rozterek i dylematów. Pozdrawiam. :)
Markowi zależy na dziecku, ale wyłącznie na dziecku z Ulą. Kocha żonę i to ona jest w tym momencie najważniejsza. Nie wyobraża sobie, że mógłby być z kimkolwiek innym i z jakąkolwiek inną kobietą spłodzić dziecko.
UsuńUla panikuje. Bardzo chce zajść w ciążę, a niemożność tego sprawia, że zaczyna wariować i pisać czarne scenariusze, z góry zakładając najgorszą wersję. Ona chciała tylko jego szczęścia, w momencie wielkich emocji, nie myśli racjonalnie. Stąd ta jej głupia propozycja.
Dziękuję Ci Gosiu.
Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na cd u Ciebie :)
Amicus,
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie na 25. część opowiadania :)
Buziaki!
Marcysia
Amicus
OdpowiedzUsuńZbyt egoistycznie Ula stawia sprawę,jakby nie obchodziło ją co czuje Marek.On też pragnie potomka ale nie ponad wszystko.Ula ma nieco inny wizerunek szczęśliwej rodziny i chyba nie zastanowiła się nad tym co powiedziała Markowi.Zrobiła z siebie ofiarę losu,nic nie potwierdziło że to ona nie może mieć dzieci,ale ona woli zamartwiać się na zapas.Tak bardzo chce zajść w ciążę że rozum wziął urlop.
Pozdrawiam
Darka
Ona faktycznie nie myśli teraz o tym, że Marek kocha ją prawdziwie, całym sobą. Całą swoją uwagę skupia na dziecku i realizacji marzenia swojego i swojego męża. Nie myśli o kosztach i nie myśli o tym, jak bardzo jej słowa mogły zranić Dobrzańskiego. Ta propozycja wynika również z faktu, że 1-chce szczęścia Marka i spelnieniu jego marzeń o potomku choćby z inną kobietą 2- również strachu, takiego podświadomego, że jeśli jednak jest bezpłodna Marek wymieni ją na zdrowy model. W tej sytuacji miałaby ten komfort psychiczny, że to ona odeszła i dała mu wolną rękę, a nie została porzucona.
UsuńCałe szczęście, że rozum Marka nie jest na urlopie i pracuje na pełnych obrotach ;)
Dzięki za wizytę i wpis.
Pozdrawiam serdecznie!
Amicus
OdpowiedzUsuńSerdecznie zapraszam Cię do mnie na nową notkę.
Amicus,
OdpowiedzUsuńzapraszam Cię na 26. część "Gdy Ciebie zabraknie".
Pozdrawiam!
Marcysia ;)
zapraszam u mnie nowa notka www.filip-bobek.blogspot.com :) pozdro :)
OdpowiedzUsuń