Rozmowa z Mariuszem przebiegła
bardzo pomyślnie. Miał szczęście, bo Konarzewski właśnie powiększał swój
zespół. Firma świetnie prosperowała i miała coraz więcej dużych zleceń. Marek
wiedział, że będzie musiał bardziej się przykładać. Skończyły się czasy, gdy
był sobie szefem, gdy w czasie godzin pracy wyskakiwał z przyjacielem na
squash’a, czy dwugodzinny lunch. Ale cieszył się. Będzie robił coś, na czym
naprawdę się zna. Od zawsze wiedział, że dużo lepiej wychodziło mu bycie
dyrektorem ds. promocji niż prezesem. Zawsze jednak milczał, bo nie mógł
dopuścić, by stery w firmie przejął Aleks. Co za ironia. Teraz sam mu te stery
przekazał. Postanowił odgonić od siebie myśli o FD i skupić się na nowej firmie
i nowych zadaniach. Był również zadowolony pod względem finansowym. Mariusz
zaproponował mu całkiem przyzwoite pieniądze, a na dodatek mógł liczyć na spore
premie po zakończonym projekcie. Rozpoczynał nowe życie zawodowe.
Późnym popołudniem zaparkował pod
jedną z wilanowskich kawiarni. Helena obserwowała ich siedząc przy stoliku tuż
przy oknie. Widziała, jak jej syn wysiada i otwiera drzwi pasażera, zza których
to wyłoniła się piękna kobieta. Musiała przyznać, że dziewczyna, która stoi z
Markiem obok Lexusa, bardzo się różni od tej, którą zapamiętała z firmowych
korytarzy. Widziała, że Cieplak jest nieco przerażona. Uczucie strachu i
niepewności ewidentnie malowało się na jej twarzy. Jej syn też musiał to
dostrzec, bo wskazującym palcem podniósł jej podbródek i zaczął coś do niej
mówić, następnie pocałował ją w czoło i przytulił.
- Witaj mamo
- Dzień dobry – usłyszała, gdy
znaleźli się już przy jej stoliku
- Dzień dobry – podała
Cieplakównie rękę i pocałowała w policzek syna – Siadajcie. Cieszę się, że wreszcie
się spotkałyśmy – powiedział przyjaźnie spoglądając na dziewczynę
- Ja również – powiedziała cicho.
Była zdenerwowana i ciężko było jej to ukryć. Dobrzański splótł ich palce chcąc
dodać jej otuchy. Helena uważnie ich obserwowała, zwracała uwagę na każdy gest,
spojrzenie.
- Świetnie pani wygląda.
Wypiękniała pani, od kiedy ostatni raz widziałyśmy się w firmie – Ula uśmiechnęła
się delikatnie
- Proszę mi mówić po imieniu.
- Dobrze, w takim razie proszę o
to samo – uśmiechnęła się – w końcu niebawem będę babcią, a poza tym – urwała na
chwilę spoglądając na syna – połączyła nas miłość do tego młodzieńca – Marek zaśmiał
się, a Cieplakówna na te słowa oblała się rumieńcem - Wiem, że spodziewacie się
dziecka. Bardzo się cieszę – uśmiechnęła się łagodnie, co oboje odebrali z ulgą
– od dawna czekałam na wnuki. Który to tydzień?
- Siódmy – odpowiedział Marek
czule spoglądając na swoją dziewczynę
- To już półmetek trymestru. Mam
nadzieję, że dobrze znosisz ciążę. Ja spodziewając się Marka przez pierwsze
trzy miesiące w ogóle nie mogłam normalnie funkcjonować.
- Wszystko jest w porządku. Nawet
nie mam porannych mdłości.
- Cieszę się. Przyznaję, że odkąd
się dowiedziałam, nie mogę się już doczekać – uśmiechnęła się serdecznie - Powiedzcie
mi gdzie teraz mieszkacie?
- Póki co wynajęliśmy mieszkanie
na Saskiej Kępie. Ale przez rozwiązaniem chciałbym, żebyśmy przeprowadzili się
gdzieś na stałe. Przenoszenie rzeczy z niemowlakiem byłoby wielkim wyzwaniem.
- Powinniście nas odwiedzić. Zapraszamy
serdecznie. Może w przyszły weekend na obiad? – Marek spojrzał na Ulkę lekko
zaskoczony i po chwili wpatrując się wymownie w oczy matki odparł
- Ula ma rację, powinnaś nas
odwiedzić – celowo zaakcentował liczbę pojedynczą zaproszenia
- Chętnie. Umówimy się jeszcze - Cieplakówna
nie bardzo rozumiała o co chodzi, ale postanowiła nie drążyć teraz czemu oboje
pomijają Krzysztofa. Domyślała się, że zapewne w przeciwieństwie do żony nie
akceptuje ich związku, ale jedyną okazją do zmiany zdania jest wspólne
spotkanie, rozmowa. – Marku, z czego wy teraz żyjecie? Przyznam, że byłam
zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że oddałeś udziały FD – Ulkę zamurowało i
obrzuciła Dobrzańskiego pytającym spojrzeniem. Posłał jej niepewny uśmiech, za
wszelką cenę starając się uniknąć patrzenia w jej oczy.
- Pracuję teraz u Mariusza,
studiowaliśmy razem. Może ci kiedyś o nim opowiadałem… Prowadzi firmę, a ja
wróciłem do swojego pierwotnego zajęcia. Znów zajmuję się reklamą. Wszystko mamy
już dograne i zaczynam od poniedziałku.
Posiedzieli jeszcze razem dwa
kwadranse rozmawiając o mało istotnych sprawach. Marek był szczęśliwy. Wydawało
się, że jego matka zaakceptowała Ulkę. Cieplakówna też była zadowolona z
przebiegu tego spotkania. Wyczuła lekką sympatię ze strony Dobrzańskiej.
Skłamałaby, gdy powiedziała, że nie obawiała się tego spotkania. Bała się i to
jak cholera. W końcu Helena była bardzo związana z Pauliną, niemal zastępowała
jej matkę. A tutaj na kilka tygodni przed ślubem okazuje się, że jej syn
porzuca długoletnią narzeczoną dla swojej asystentki. Spodziewała się żalu ze
strony jego matki, którego na szczęście się nie doszukała. Spodziewała się, iż
może spotkać się z zarzutem, oczywiście nie wyrażonym wprost, ale w postaci
aluzji, że złapała Marka na dziecko. Zamiast tego zauważyła autentyczną radość
i wyczekiwanie wnuka lub wnuczki. Helena wracała do domu ze świadomością, że
jej syn się zmienił. Dorósł i spoważniał. Snuł plany na przyszłość, stał się
odpowiedzialny. Była z niego dumna i dopiero po tym spotkaniu zdała sobie
sprawę, że to zasługa Uli. Ta, dotąd niepozorna dziewczyna, zmieniła jej syna z
wiecznego chłopca w prawdziwego mężczyznę. Marek nie kłamał mówiąc, że to miłość,
a nie przelotny romans. Widziała to uczucie, jakim się darzą w każdym ich
geście, spojrzeniu, słowie. W stosunku do Pauliny jej jedynak nigdy się tak nie
zachowywał. Teraz był zakochany i było to widać na kilometr.
Przez całą drogę nie odezwała się
słowem. Marek spoglądał na nią niepewnie. Wiedział, czym jest spowodowane jej
zachowanie, ale postanowił nie zaczynać tematu. Gdy znaleźli się już w domu nie
wytrzymała
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego
mnie tak traktujesz? – powiedziała z pretensją
- Jak?
- Jak kogoś obcego
- O czym ty mówisz?
- Niby jesteśmy razem, ale żyjemy
obok siebie. Ty masz swoje sprawy, swoje problemy, o których nie tylko ze mną
nie rozmawiasz, ale nawet mnie o nich nie informujesz. Ja wiem, że dla Pauliny
to nie miało znaczenia i interesowała się wyłącznie Aleksem, ale ja naprawdę się
martwię. Widzę, że się od kilkunastu dni męczysz, że dusisz coś w sobie, ale za
wszelką cenę milczysz. Chciałabym ci pomóc, ale nie wiem jak, bo nawet nie
dajesz mi szansy – żal przepełniał każde jej słowo
- Przepraszam. Powinienem był ci powiedzieć
o tych udziałach. Chciałem cię chronić. Potrzebujesz spokoju, a ja nie chciałem
cię martwić – odparł spokojnie
- Marek, tu nie chodzi tylko o te
udziały. Przede wszystkim chodzi mi o twojego ojca. Dlaczego zaprosiłeś samą
mamę, dlaczego nie spotkaliśmy się z obojgiem i co się wydarzyło tamtego wieczora,
gdy wróciłeś jak w amoku?
- Pokłóciliśmy się. Dlatego
zaprosiłem samą mamę, dlatego odszedłem z firmy i dlatego oddałem mu udziały.
- Nie akceptuje mnie, prawda? –
zapytała wprost
- Prosiłem cię, byśmy nie wracali
do tamtego dnia. Ja naprawdę nie chcę o tym rozmawiać i bardzo bym chciał byś
to zrozumiała i nie miała do mnie o to żalu. Zostawmy to i żyjmy przyszłością.
Zaczynam nową pracę, za tydzień mamy kolejną wizytę u doktora Garbarczyka,
przyjdzie moja mama. Wiesz – wpadł na pomysł, którego realizacja odciągnie jej
uwagę od jego relacji z ojcem – pomyślałem sobie, że dobrze by było zapraszając
moją mamę zaprosić również twojego ojca z dzieciakami. Powinni się w końcu
poznać. Co ty na to?
- Czemu nie – odparła, ale w
głowie wciąż kołatały się myśli o Krzysztofie. Zamknął ją w swoich ramionach.
U Mariusza pracował już od miesiąca.
Nawet polubił tą pracę i ludzi, z którymi pracował. No może z paroma wyjątkami,
ale generalnie był zadowolony z zespołu z jakim przyszło mu kooperować. Kolejne
jego kampanie kończyły się sukcesami. Był dobry w tym co robi i Mariusz
doceniał to pokaźnymi premiami. Lubił wyzwania i podejmował się nawet
najbardziej absurdalnych projektów. Niemniej ta praca była bardzo wymagająca.
Absorbowała go bez reszty i była czasochłonna. Ula siedziała w domu. Co prawda
jej zwolnienie skończyło się już kilka tygodni temu, ale ustalili, że do czasu
narodzin nie będzie pracować. On zarabiał przyzwoicie, a ona musiała dbać o
siebie. Poza tym nikt nie zatrudniłby kobiety w ciąży. Całe dnie spędzała więc
na gotowaniu obiadów, spotkaniach z przyjaciółkami i wspieraniu Maćka w PRO-S.
Kiedy tylko mogła jeździła też do Rysiowa, by pomagać ojcu i by Beatka nie czuła
się odtrącona i zapomniana.
Od trzech tygodni Marek zajmował
się jakąś wielką kampanią. Praktycznie się nie widywali. Pracował po
trzynaście, czternaście godzin dziennie, nawet w soboty. Niedziele teoretycznie
mięli spędzać razem. Teoretycznie. Bo jak już był w domu, to albo odsypiał,
albo ślęczał nad laptopem. Mówiła mu, że się przepracowuje, że ma ochotę na najzwyklejszy
w świecie spacer u jego boku. Tłumaczył, że to niebawem się skończy, a ten
kontrakt jest wiele wart. Tłumaczył jej, że jeszcze kilkanaście takich kampanii
i bez konieczności barania ogromnego kredytu będą mogli pozwolić sobie na dom
pod Warszawą. Starała się to znosić. Udawało jej się przez kolejne dwa tygodnie
jakoś to sobie tłumaczyć. Miała dość.
Był czwartkowy wieczór. Spojrzała
na zegar, wskazywał dwudziestą pierwszą, a jego wciąż nie było. Kwadrans
później usłyszała brzdęk zamka. Zdziwił się widząc łunę światła dochodzącą z
salonu. Zastał ją na sofie z podkulonymi nogami i kubkiem herbaty w ręku.
- Cześć kochanie, czemu nie
śpisz? – cmoknął ją w policzek dosiadając się obok. Przyjrzała mu się uważnie. Widać
było, że jest zmęczony. Powolnym ruchem rozwiązał krawat rzucając go na stojący
obok fotel –
- Czekam na ciebie, musimy
porozmawiać.
- Stało się coś? Coś z dzieckiem?
Źle się czujesz? – zaniepokojony zasypywał ją gradem pytań
- Nie – odetchnął – Czy naprawdę
muszę się źle poczuć, żeby mieć pretekst do rozmowy z tobą?
- Nie – odarł i przetarł dłonią swoją
twarz, ziewając przy tym – O matko, jestem padnięty. Może przełożymy tą rozmowę
na weekend, co? Marzę o prysznicu.
- Marek, czy ty naprawdę tego nie
widzisz? - zapytała smutno
- Czego?
- Oddalamy się od siebie. Kiedy
ostatni raz byliśmy razem w kinie, na zakupach czy na spacerze, gdziekolwiek?
Kiedy ostatni raz byliśmy razem w Rysiowie, u Seby i Violki? Kiedy ostatni raz widzieliśmy
się z twoją mamą? Kiedy ostatni raz jedliśmy razem śniadanie? – mówiła z żalem –
Kiedy ostatni raz się kochaliśmy? – dodała ciszej
- Ula… - chciał coś powiedzieć,
ale nie dała mu szansy
- Nie pamiętam. Albo cię nie ma,
albo jesteś zmęczony. Gdy zasypiam jeszcze cię
nie ma, gdy się budzę ty jesteś już w firmie.
- Wiesz przecież, że nie robię
tego specjalnie. Trafił się dobry kontrakt, chciałem zarobić poważne pieniądze,
by zapewnić wam odpowiednie warunki
- Wiem – odparła, głaszcząc jego
policzek – Ale ja nie potrzebuję willi pod miastem. Mogę mieszkać w wynajętym
mieszkaniu do końca życia, albo w przyciasnej kawalerce. Nie potrzebuję wakacji
na Bali, wystarczy mi domek letniskowy nad Zalewem Zegrzyńskim. Nie muszę
jeździć Lexusem, wystarczy mi autobus, ale chcę, żebyś przy mnie był. Chcę się
przy tobie budzić i zasypiać w twoich ramionach. Chcę spędzać z tobą weekendy.
Potrzebuję cię. I nasze dziecko też będzie ciebie potrzebować. Drogimi zabawkami
nie wynagrodzisz mu swojej nieobecności.
- Przepraszam – zatonął w jej
błękitnych tęczówkach i dostrzegł w nich tęsknotę. Miała rację, w ostatnim
czasie skupił się wyłącznie na pracy totalnie zapominając o tym, że ma u
swojego boku cudowną kobietę, która potrzebuje tego, żeby przy niej był –
Faktycznie, ostatnio cię zaniedbywałem. Muszę zwolnić tempo. Zamykamy już ten
projekt. Jutro pojadę do biura na kilka godzin i pogadam z Mariuszem bym mógł
pracować w domu. Zgoda? – zapytał posyłając jej uśmiech, który uwielbiała
- Zgoda – odparła z ulgą.
Przylgnął do jej ust. Całował namiętnie, zachłannie. Rozwiązał jej szlafrok,
zsuwając go z jej ramion.
- Byłeś zmęczony – powiedziała z
rozbawieniem, mocniej przytulając go do siebie
- Nadal… jestem…- mówił między
kolejnymi pocałunkami, które składał na jej szyi, piersiach – ale… nie… aż tak…
bardzo… - wziął ją na ręce i ruszył w kierunku sypialni – marzyłem o tym – znów
zaatakował jej usta.
W piątek zgodnie z obietnicą
wrócił wcześniej. Już o szesnastej siadali do późnego obiadu. W sobotę zabrał
ją na wycieczkę za miasto, a niedziele spędzili w domowym zaciszu. Największa
frajdę sprawiło im wspólne gotowanie, które co chwilę przerywali słodkimi
pocałunkami. Znów było tak, jak dawniej. Poniedziałkowy poranek był taki, na
jaki czekała od dawna. Spała wtulona w jego ramiona. Marek od kilku
dobrych minut nie spał przyglądając jej się uważnie. On też tęsknił za takimi
chwilami. Przebudziła się. Znów mógł wpatrywać się w błękit jej oczu.
- Uwielbiam takie poranki –
wyszeptała
- Ja też – zaatakował jej usta.
Zjedli śniadanie w łóżku. Dzień
rozpoczął się fantastycznie, ale praca czekała. Usiadł w gabinecie nad
laptopem. Odebrał kilka maili, zabrał się za rozpisywanie jakiś danych.
Zadzwoniła jego komórka. Nie odebrał. Telefon zadzwonił kolejny raz. I drugi i
trzeci. Wyciszył dzwonki.
Marek aż tak bardzo rzucił się w wir pracy? To jeszcze rozumiem. Ale Ulka odciągająca go od pracy mnie zdziwiła. A może to hormony? Bardzo fajna Helena. Ciepła, otwarta, obserwująca. Poprawiłaś mi humor. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńbewunia
Bewuniu, bardzo Ci dziękuję za ten poranny komentarz :) Nie spodziewałam się tak wcześnie zastać tu jakiś wpis. Miła niespodzianka.
UsuńMarek skupił się na pracy, bo czuje się odpowiedzialny za rodzinę. Stracił źródło dochodu, oddał Paulinie dom, a dziecko niebawem pojawi się na świecie. Chciał zarobić by zapewnić im odpowiednie warunki, takie, w jakich sam żył przez lata. W FD pieniądze płynęły same, tutaj musi się nieźle natrudzić, by zasilić konto dużym przelewem.
Ulka go odciąga, bo po pierwsze martwi się o niego. Widzi, że chodzi przemęczony, że się nie wysypia. A poza tym najzwyczajniej w świecie czuje się samotna. Nie widują się niemal całymi tygodniami. Nie mają nawet okazji spokojnie porozmawiać, a jej brakuje jego obecności. Znosiła to długo licząc na to, że to przejściowe, ale zrozumiała, że jeżeli nie zróci Markowi uwagi na ten problem to będą tkwić w tym beznadziejnym układzie miesiącami.
Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę udanej niedzieli :)
Marek pracoholikiem!? Ależ się zmienił! Nareszcie zaczął myśleć rozsądnie i ma na uwadze przyszłość Uli i ich wspólnego dziecka. Już wcześniej byłam mile zaskoczona jego postawą, szczególnie
OdpowiedzUsuńwtedy, gdy przeciwstawił się ojcu. Nawiasem mówiąc ciekawa jestem, czy senior Dobrzański zmieni front i będzie w stanie przeprosić Marka za tę propozycję aborcji. Nie sądzę, by Helena nie napomknęła mu o spotkaniu z synem i potencjalną synową, zwłaszcza, że Ula zrobiła na niej dobre wrażenie a także, że zauważyła jak wielką miłością darzą się oboje.
Marek poświęca się pracy, ale przez to traci z oczu to, co najważniejsze. Ula jest tu głosem rozsądku i dobrze, że uświadamia mu nieistotność posiadania dóbr materialnych, bo to nie one mają pierwszorzędne znaczenie w związku.
Zaintrygował mnie w ostatnim zdaniu ten dzwoniący telefon. Czy nieodebranie go będzie miało jakieś istotne znaczenie? Czy dzwonił ktoś dla Marka ważny?
Amicus, rozdział świetny jak zawsze u Ciebie. Każdy dodajesz z dokładnością szwajcarskiego zegarka. Ja trzymam się tylko wyznaczonych dni, bo nie chce mi się pilnować godziny. Właśnie mniej więcej za godzinę zapraszam Cię serdecznie do mnie, bo wstawię ostatni już rozdział opowiadania "W pogoni za szczęściem".
Cieplutko i wiosennie Cię pozdrawiam. :)
Ludzie się zmieniają. On bardzo się zmienił pod wpływem Uli. Stał się odpowiedzialny i zaradny. Z Krzysztofem będzie ciężka przeprawa. Marka bardzo zabolała ta sytuacja, a Krzysztof nie będzie skory do wyciągnęcia ręki jako pierwszy. Długa będzie jego droga do zrozumienia popełnionego błędu. Helena owszem podejmie kilka prób pogodzenia męża z synem, ale odpuści, gdy spotka się z oporem.
UsuńZ pewnością nie dzwonił Krzysztof, a te odrzucane połączenia pociągną za sobą poważniejsze skutki.
Akurat pierwsza publikacja sobotnia dość przypadkowo wypadła o 22:22, ale postanowiłam się trzymać jednej pory. Natomiast godzina wtorkowych publikacji jest odpowiednikiem pewnej daty. 19 kwietnia jest datą dla mnie dość ważną i w związku z tym zamierzam w piątek wyjątkowo dodać miniaturkę. Taki rodzaj świętowania. ;) generalnie przyjęłam konwencję i teraz i w przypadku kolejnych opowiadań publikowania o jednych porach. Systematyzuje to moje życie, ale też jak sądzę ułatwia śledzenie wpisów stałym bywalcom tego bloga. Niekiedy informuję Was o nn ze sporym opóźnieniem, natomiast notki dodawane są systematycznie. Tak też będzie w przyszłą sobotę. Mnie nie będzie przez weekend, a rozdział owszem się pojawi.
Pozdrawiam :)
Zdziwisz się Amicus, ale dla mnie 19 kwietnia to również data niezwykle ważna, bo właśnie tego dnia przyszłam na świat i w piątek będę kolejny raz obchodzić 20 urodziny plus 35% VAT. Hahaha.
OdpowiedzUsuńStałość dodawania kolejnych części dla mnie jest bardzo wygodna, więc rób tak dalej.
Chciałam się jeszcze dowiedzieć, czy będziesz wklejać na streemo, bo masz chyba spory poślizg. Ja już wcześniej deklarowałam przeklejanie komentarzy z bloga i tak właśnie będę robić.
Buziaki. :)
No to widzę, że tego dnia urodziny mają sami pozytywni ludzie :)
UsuńGeneralnie chyba porzucę streemo. Tam i tak chyba już nikt nie zagląda. Jeśli się mylę, to wyprowadź mnie z błędu. Prawda jest taka, że prawie nic tam się nie dzieje, przynajmniej w kwestii publikacji opowiadań. Kto będzie chciał to i tak tafi na moje opowiadania tu.
Udanego poniedziałku! :)
Rzeczywiście na streemo właściwie nikt już nie komentuje, jednak ja dodaję tam opowiadania tak na wszelki wypadek, gdyby coś znowu działo się z blogiem lub właśnie ze streemo. To taka asekuracja po tych przykrych doświadczeniach z socjum.
OdpowiedzUsuńTrochę mi żal, że to teraz tak wygląda. Monika zagląda bardzo rzadko. Ponoć pisze pracę magisterską, ale jakby na to nie patrzeć to ona jest administratorem, stworzyła tę stronę od zera i włożyła w to mnóstwo pracy, czasu i energii, podobnie Shabii, która nie zagląda prawie w ogóle. Tymczasem okazuje się, że od dłuższego czasu streemo funkcjonowało jak zjawisko śnieżnej kuli. Najpierw mocno się rozhulało, by teraz znacznie wyhamować i zacząć popadać w jakąś kompletną stagnację. To nie wróży dobrze a ja nie chciałabym być złym prorokiem. Mam tylko nadzieję, że jak Monika pozdaje już te wszystkie egzaminy i się obroni, bardziej pochyli się nad swoim "dzieckiem".
Siedziałam akurat na kompie dość długo w tę sobotę i czytałam też tą notkę, potem napisałam długaśny komentarz, bo bardzo mi się podobała ta Helena i Marek i w ogóle, niestety nie mam bladego pojęcia dlaczego nie chciał mi się dodać za chiny ludowe, potem się wkurzyłam i przez przypadek zaczęłam coś wciskać i mi się usunęło zanim zdążyłam to "skopiować i zostawić żeby spróbować w niedzielę rano" :( Kurcze no szkoda. Nie odtworzę już tego. Nie wiem nawet czy to co teraz piszę mi się doda:P Ale zobaczymy. W każdym razie teraz powiem krótko, że bardzo mi się podoba ta notka i tyle:D Może po prostu nie dane mi jest się rozpisywać:) Hahaha:)
OdpowiedzUsuńUprzedzam cię też już teraz, że mam egzaminy gimnazjalne niestety w przyszłym tygodniu więc trzeba się troszkę poduczyć, a zaraz dzień po nich, 26 wyjeżdżam do Hiszpanii. Wracam koło 10 Maja. Nie zabieram laptopa więc nie będę miała dostępu do internetu i nie będę na bieżąco:( Za co już od razu z góry przepraszam:) Ale zostawiaj mi informacje o nowych notkach, obiecuję wszytko nadrobić jak wrócę i wtedy też pojawi się XXXI część "Zawiłości Miłości".
Pozdrawiam cieplutko:)
Truskaweczko, tak niestety bywa. Złośliwość rzeczy martwych. Ja niestety miałam kilka takich sytuacji zwłaszcza na blogach onetowskich, ale jak widać google też czasem zawodzi.
UsuńTrzymam w takim razie już teraz kciuki z Twoje egzaminy. :) Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po Twojej myśli :) I oczywiście życzę udanego wyjazdu do Hiszpanii. Czekam na Twój powrót i na kolejną część opowiadania! :)
Dzięki za wpis i pozdrawiam :)
www.gosia-sochaa.blogspot.com nowa notka :) zapraszam :)Czekm na cd Twojego opowiadanka :)
OdpowiedzUsuń