Kolejny wieczór przyniósł ten sam
obrazek. Znów stała na balkonie wpatrzona w dal. Tym razem doskonale zdawał
sobie sprawę, o czym myśli. Nawet nie musiał pytać. Tak, jak wczoraj, przytulił
się do jej pleców, szczelnie oplatając swoimi ramionami i szepnął do ucha
-Kochanie, przestań się tym
zadręczać.
- Wiesz, zastanawiam się jakbym
się czuła będąc na jej miejscu. Co bym zrobiła, co bym czuła, gdyby do mojego
życia weszła z butami jakaś kobieta, która by wszystko rozbiła – delikatnie
wyswobodził ją ze swojego uścisku i już po chwili stali twarzą w twarz.
- Ula, nie można rozbić czegoś,
co nie istnieje. Słyszałaś, żeby ktokolwiek, kiedykolwiek rozbił rozbitą
butelkę? – zrobiła dziwną minę. Faktycznie nie bardzo miało to sensu. To jego
porównanie można by bez problemu przypisać Violetcie, ale w tym momencie się
tym nie przyjmował - Nie. Nasz związek od dawna istniał tylko w świadomości
moich rodziców, przyjaciół, prasy i pracowników firmy. Już dawno wypaliło się
to, co było na początku. Zresztą nigdy nie było idealnie. Ale w pierwszych
latach oboje się staraliśmy, więc jakoś udało się to ciągnąć. Później było
coraz gorzej. Związki bez miłości nie są trwałe. My w ogóle ze sobą nie
rozmawiamy. Nie mamy wspólnych tematów, nie interesujemy się swoim życiem.
- Ale gdyby nie ja…. – nie dał
jej dokończyć
- Gdyby nie ty nigdy nie
poznałbym smaku miłości. Gdyby nie ty owszem ślub by się odbył. Ale co z tego?
Po miesiącu, trzech, po roku wróciłbym do dawnego życia. Oboje byśmy to znosili
rok, dwa, może pięć. I nadszedłby czas rozwodu. Więc po co to wszystko? Twoje
pojawienie się w moim życiu uświadomiło mi, że to i tak nie ma sensu. Oboje nie
jesteśmy już najmłodsi, więc po co tracić czas? Znajdzie sobie jeszcze
mężczyznę, który ją pokocha, z którym będzie szczęśliwa. Ja jej nigdy tego
prawdziwego szczęścia dać nie potrafiłem. To wszystko to tylko pozory –
przytulił ją do siebie i szepnął do ucha – więc przestań się tym zamartwiać i
skup się na sobie. Ciesz się naszą miłością i pozwól mnie się nią cieszyć.
- Nie dane mi będzie się nią
długo cieszyć. Jutro wracamy i do zarządu będziemy udawać, że nic się nie
stało, że łączy nas tylko praca – odparła smutno – O której jutro wyjeżdżamy? –
odsunął ją od siebie i przez chwilę wpatrywał się wprost w jej błękitne
tęczówki. Pośpiesznie coś analizował.
- Ula, zostańmy – niespodziewanie
padło z jego ust
- Co? – spytała zaskoczona, jakby
nie rozumiejąc sensu jego słów
- Chcę, żebyśmy tu zostali do
zarządu. Tylko ty, ja, jezioro i te magiczne zachody słońca – w napięciu
oczekiwał jej reakcji. W głębi duszy pragnął, by się zgodziła. Uśmiechnęła się
na perspektywę spędzenia z nim jeszcze kilku dni, z dala od firmy, Pauliny i
problemów.
- A co z firmą, Pauliną?
- Firmą zajmie się Sebastian.
Jeśli się zgodzisz, nawet teraz mogę do niego zadzwonić prosząc o zastępstwo.
To tylko cztery dni, nie powinno dziać się nic nadzwyczajnego. A Paulinie
powiem, że wracam później. Nie widzę powodu, bym musiał się jej tłumaczyć. Już
nie.
- Marek, ona już coś podejrzewa.
Twój późniejszy powrót tylko utwierdzi ją w przekonaniu, że masz romans. Nie
poprze cię na zarządzie.
- I tak mnie nie poprze, bo tuż
po naszym powrocie odwołam ślub – zamyślił się na chwilę – Zresztą wątpię, by
mój własny ojciec zagłosował ‘za’, gdy się dowie jakie firma ma wyniki.
- Już o tym rozmawialiśmy –
westchnęła – przecież wiesz, że sfałszuję dla ciebie ten raport
- Wiem – odparł zdecydowanie –
tyle, że ja nie chcę byś go fałszowała. Nie chcę żebyś dla mnie kłamała. Nie
sprawdziłem się jako prezes i muszę ponieść tego konsekwencje.
- Ty chyba nie sądzisz, że
przyłożę rękę do twojego odwołania? – zdenerwowała się. Teraz, gdy już podjęła
decyzję, że go uratuje, on tak po prostu się poddaje.
- Kochanie, uwierz mi, tak
naprawdę będzie lepiej – musnął swoimi ustami jej policzek i szepnął – a teraz
dzwoń do ojca, że wrócisz dopiero w czwartek. Idę na dół zamówić nam kolację do
pokoju.
Poinformowała Cieplaka, że są
jakieś problemy ze szwalniami i wrócą kilka dni później. Zrozumiał, o nic nie
pytał, prosił, by dbała o siebie. Uśmiechnęła się na perspektywę spędzenia
kolejnych kilku dni tylko we dwoje. Wreszcie była w pełni szczęśliwa. On dawał
jej szczęście.
Prawie cały kolejny dzień
spędzili nad jeziorem, ciesząc się piękną pogodą. Marek wypożyczył łódkę i
zabrał ją na wycieczkę. Popłynęli na niewielką wysepkę pośrodku jeziora. Zacumował
przy niewielkim pomoście i pomógł jej wysiąść. Pomyślał o wszystkim, nawet o prowiancie.
Obsługa hotelu przygotowała im kosz pełen smakołyków. Czuła się jak księżniczka,
którą porwał książę z bajki, jej bajki. Wyspa była mikroskopijna. W kwadrans można było przemierzyć ją całą.
Było jeszcze przed sezonem, więc mięli ją na wyłączność. Kilka dębów, buków,
krzaki niedojrzałych jeszcze malin i niewielka polanka, którą postanowili
zająć. Soczysto zieloną trawę przykrył koc, na którym wylądował kosz wypełniony
owocami, sałatkami, rogalikami i butelką szampana.
- Cudownie mi tu z tobą – odparła
leżąc tuż obok niego w letniej, kwiecistej sukience. Przekręcił się na bok, by
móc patrzeć na nią
- Mnie z tobą też – wyszeptał
zmysłowym głosem wprost do jej ucha – Napijemy się szampana?
- Widzę, że ten trunek to
nieodłączny element naszych spotkań – odparła przypominając sobie ich wszystkie
wypady do Palmiarni
- Każda chwila spędzona z tobą to
świetna okazja do świętowania.
Wypili po dwa kieliszki tego
wyśmienitego trunku. Spojrzała mu w oczy i dostrzegła pożądanie. Musnął jej usta,
by już po chwili kąsać jej dolną wargę. Pogłębiła pocałunek, mierzwiąc
jednocześnie jego włosy. Uwielbiał, gdy przeczesywała jego czarną czuprynę. Ich
języki zaczynały tańczyć w rytm namiętności. Położył ją na kocu i zawisł nad
nią. Nie przestając całować delikatnie zsunął prawe ramiączka jej sukienki i
stanika. Zszedł z pocałunkami niżej. Teraz znaczył wilgotne ścieżki na jej
szyi, obojczyku, by dotrzeć do piersi. Jęknęła cicho, gdy przyssał się do jej
sutka. Gdy poczuła jego dłoń sunącą w górę, pod sukienką, włączyła rozum.
- Marek… - powiedziała słabym głosem.
Było jej cudownie, ale… - nie tutaj – Nie przestając jej pieścić wyszeptał
pomiędzy kolejnymi pocałunkami
- Ale dlaczego? – przyssał się do
jej drugiej piersi
- ktoś tu może przyjść – nie chciała
mu przerywać, ale co będzie, jak ktoś ich nakryje. Oderwał się od niej i
spojrzał głęboko w oczy, z widocznym rozbawieniem.
- Ula, jesteśmy sami. Gwarantuję
ci, że nikt tutaj nie przyjdzie. Jesteśmy tutaj tylko ty i ja, a ja mam na
ciebie wielką ochotę, więc proszę cię, poddaj się magii tej chwili – miał rację,
kto może przypłynąć na środek jeziora. Ośrodek był niemal pusty, gości przed
sezonem niewiele. Mocno przyciągnęła go do siebie, nogą oplatając jego biodra.
Dała mu jasny znak, a on nie chciał tracić więcej czasu. Zatracili się. Głośno
dysząc opadł tuż obok niej i roześmiał się. Spojrzała na niego, jak na wariata.
- Wiesz, że jeszcze nigdy nie
kochałem się pod gołym niebem – teraz i ona zaczęła się śmiać. Kto by pomyślał,
że ich służbowy wyjazd do szwalni będzie miał taki scenariusz – Byłaś wspaniała,
dziękuję – połączył ich usta w pocałunku pełnym pasji, namiętności i miłości.
Dzień wyjazdu zbliżał się
wielkimi krokami. Praca czekała, nie można jej było odkładać w nieskończoność.
Marek jeszcze spał, gdy usiadła z laptopem nad papierami. Kolejne symulacje i
zestawienia nie pozostawiały złudzeń. Wyniki prezentowały się fatalnie. Pewne
było odwołanie Marka. Stery w firmie przejmie Aleks, a to nie będzie przyjemne.
Doskonale wiedziała, że on traktuje ludzi jak przedmioty, a pracowników jak
niewolników z Afryki. Jeśli Marek odejdzie, ona również. Nie wyobrażała sobie,
żeby miała być dalej dyrektorem finansowym. Zresztą pierwszą decyzją Aleksa i
tak będzie jej odwołanie i ulokowanie na tym stanowisku Adama. Postanowiła
jeszcze raz przekonać Marka do poprawienia wyników. Sama się sobie dziwiła, ale
wiedziała, że nie ma innego wyjścia, jeśli chce uratować firmę przed włoskim
furiatem. Jeszcze tydzień temu miała za złe Dobrzańskiemu, że w ogóle
zaproponował jej fałszerstwo. Dziś sama chciała go do tego nakłaniać. Była tak
pogrążona we własnych myślach i tworzeniu koncepcji poprawienia wyników firmy,
że nawet nie zauważyła, że od dobrych kilku minut brunet już nie śpi i z
wielkim zaciekawieniem jej się przygląda. Otulona białym ręcznikiem, z
wilgotnymi jeszcze włosami i laptopem na kolanach wyglądała uroczo.
- O czym tak myślisz,
księżniczko? – z zadumy wyrwał ją jego głos
- O tym o ile procent mogę
poprawić wyniki, żeby zarząd się nie zorientował – uśmiech z jego twarzy zszedł
momentalnie
- Ulka, rozmawialiśmy już o tym –
zdenerwował się i gwałtownie wstał z łóżka – Nie będziesz poprawiać żadnych
wyników
- Jeszcze kilka dni temu sam
mówiłeś, że… - przerwał jej
- Wiem co mówiłem! Ale teraz
proszę cię, żebyś napisała raport zgodnie z prawdą – nie potrafiła go
zrozumieć, nie mogła się pogodzić z tym, że za kilkanaście godzin go odwołają
ze stanowiska
- Ja jestem dyrektorem finansowym
i napiszę ten raport jak zachcę – powiedziała zdecydowanie. Jej słowa go
zaskoczyły i zdenerwowały.
- Zdaje się, że dyrektor
finansowy podlega prezesowi! – wściekł się, dlaczego tak uparcie chce fałszować
to sprawozdanie. Gdy on dał już sobie spokój z tym idiotycznym planem, ona się
uczepiła tej koncepcji jak rzep - A ja jestem prezesem i każę ci napisać ten
raport jak należy! – trzaskając drzwiami poszedł do łazienki. Siedziała
osłupiała. Jeszcze nigdy nie widziała go tak zdenerwowanego.
Zimny prysznic podziałał na niego
kojąco. Nie powinien był tak na nią naskakiwać. Przecież chciała dobrze,
chciała zrobić to, do czego sam ją nakłaniał jeszcze tydzień temu. Wiedział, że
była zdezorientowana. Musi ją przeprosić i jakoś to odkręcić. Gdy wyszedł z łazienki
ubrana w jeansy i bluzkę w kropki stała na tarasie, wpatrzona w niespokojne
tego dnia jezioro. Podszedł i stanął obok niej.
- Przepraszam – powiedział łagodnie
– Przepraszam, nie powinienem był na ciebie krzyczeć.
- Marek, dlaczego ty nie dajesz
sobie pomóc? Ja już się zdecydowałam – powiedziała wpatrując się w jego oczy
- Bo to jest nieuczciwe.
Nieumiejętnie zarządzałem firmą i muszę ponieść tego konsekwencje. Może ja po
prostu nie nadaję się na prezesa
- Co za bzdury! A Aleks się
nadaje? – zapytała z nutą pretensji w głosie
- Nie wiem. Ale wiem, że ja
doprowadziłem firmę na dno – powiedział gorzko
- Jest kryzys. Wszystkie firmy
notują spadki.
- Ale nie takie jak FD. Gdyby nie
twoje kredyty już dawno byśmy splajtowali. Poza tym nie chcę żebyś dla mnie
ryzykowała – czule pogładził jej policzek. Splotła ich palce
- A jeśli ja chcę dla ciebie ryzykować?
- Nie – odparł, intensywnie
wpatrując się w jej chabrowe tęczówki – Aleks prędzej czy później i tak by się
do tego dokopał i mógłby cię oskarżyć o działanie na szkodę firmy. Na to są
paragrafy. Nie mogę cię tak narażać.
- Więc co, zamierzasz się tak po
prostu poddać?
- To nie poddanie się, to wyjście
na prostą. Nie można całe życie oszukiwać.
- Jedno małe kłamstewko, które
uratowałoby ciebie, mnie i resztę pracowników – dalej próbowała go przekonać.
Co za ironia, ona namawia go do kłamstwa
- Nie! Mam dość, nie chcę i nie
potrafię tak dłużej żyć. Kłamstwa wszystko komplikują. Później ciężko się z
nich wyplątać. Coś przestaje być kłamstwem, ale ciągnie się za tobą bez końca.
Z jednej strony jest szczęście, a z drugiej stale masz wyrzuty sumienia. Chcę
wreszcie wyjść na prostą. Chcę w pełni cieszyć się życiem, ale nie potrafię, bo
wiem, że gdy powiem prawdę, mogę stracić to, co udało mi się już zbudować. Boję
się, a nie chcę się już bać – przyglądała mu się badawczo i zastanawiała się o
co mu chodzi, bo chyba nie o firmę.
- O czym ty mówisz?
- O nas – odparł zdecydowanie.
Wiedział, że albo teraz, albo nigdy – Kocham cię, ale… - przerwał, nie wiedział
jak ma to powiedzieć, co zrobić, by bolało ją jak najmniej
- Ale?? – w jej głosie słyszał
napięcie i zdenerwowanie
- Ale nasza znajomość zaczęła się
przez firmę, a w zasadzie nasz związek zaczął się dla firmy – widział gromadzące
się w jej oczach łzy – Chodziło mi o weksle, o kredyty i o to, byś zgodziła się
zostać dyrektorem finansowym – teraz już płakała. Słone krople spływały po jej
policzkach – Ten wyjazd tutaj miał być po to, byś sfałszowała raport. Tyle, że
gdy tu przyjechaliśmy, zrozumiałem, że ty i to, co jest między nami jest
najważniejsze, a firma kompletnie się nie liczy – zrobił krok w jej stronę.
Odsunęła się – wybacz mi – milczała, nie potrafiła powiedzieć nawet słowa.
Patrzyła tylko na niego tymi zapłakanymi, przepełnionymi bólem oczami. On
widząc w jakim jest stanie, jak bardzo jego słowa ścięły ją z nóg też miał łzy
w oczach – Ula… - chciał coś powiedzieć, ale nie dała mu szansy
- Muszę się przejść – rzuciła i
szybkim krokiem wyszła z ich apartamentu.
Został sam. Nie potrafił wykonać
nawet kroku. Ocknął się dopiero, gdy poczuł doskwierający mu chłód. Pogoda tego
dnia była niespecjalna. Chmury szczelnie przykrywały niebo, wiał silny wiatr.
Wszedł do środka i położył się na łóżku. Pościel była przesiąknięta jej
zapachem. Wreszcie jej powiedział, wreszcie ma to za sobą, teraz musi zrobić
wszystko, by uratować to, co ma w życiu najcenniejszego. Długo nie wracała.
Spojrzał na zegarek, który wskazywał dwunastą. Jakby nie liczył wychodziło na
to, że nie było jej już jakieś trzy godziny. Wyszła bez śniadania, w samej
bluzce. Spojrzał za okno. Zanosiło się na burzę, a przecież ona tak bardzo jej
się boi. Musi ją znaleźć. Założył trampki, zarzucił bluzę i ruszył przed hotel.
Nie było jej ani na pomoście, ani w okolicach zacumowanych łódek. Szybkim
krokiem ruszył wzdłuż jeziora do sąsiadującego z hotelem parku. Tam też jej nie
było. Niewielki lasek też był pusty. Powoli zaczynał wpadać w panikę. Nawet nie
miał po co do niej dzwonić, jej komórka została w pokoju. Usłyszał grzmot, a
niebo rozjaśnił potężny piorun. Teraz już biegł, nerwowo rozglądając się wokół siebie.
Poczuł pierwsze krople deszczu i wtedy dostrzegł niewyraźną postać w altanie,
po drugiej stronie ogrodu. To ona. Pędem ruszył w tamtym kierunku. Siedziała
skulona, zziębnięta i zapłakana.
- Ula – powiedział zdyszany, z
wyraźną ulgą w głosie – wszędzie cię szukałem. Tak bardzo się bałem – chciał ją
przytulić, odsunęła się. Szybko zdjął swoją bluzę i okrył nią jej ramiona –
Chodź, wracamy do hotelu – wyciągnął rękę w jej kierunku
- Nie – wyszeptała i wtem rozległ
się kolejny huk pioruna
- Ula, proszę cię – spojrzała na
niego smutnym wzrokiem i ruszyła tuż obok niego, udając, że nie widzi tej
wyciągniętej dłoni. Mocniej wtuliła się w jego szarą bluzę. Dygotała z zimna.
Jej cieniutka, letnia bluzka nie potrafiła ochronić jej przed tym zimnym
wiatrem.
Gdy znaleźli się w pokoju
wyciągnęła z szafy swoją torbę i zaczęła pakować swoje rzeczy
- Odwieź mnie do domu – poprosiła
nawet na niego nie spoglądając
- Nie – odparł zdecydowanie.
Spojrzała na niego zaskoczona. Zdenerwowała się i bardziej zamaszystymi ruchami
zaczęła wrzucać swoje rzeczy do środka brązowej torby.
- W takim razie pojadę autobusem –
podszedł i wyrwał jej z ręki kosmetyczkę
- Nigdzie nie pojedziesz, dopóki
nie porozmawiamy – chwycił ją za ramiona, próbowała się wyrwać, był silniejszy
- Myślisz, że ja ci pozwolę teraz tak po prostu uciec? Powiedziałem ci prawdę,
bo mi na tobie zależy! Mogłem nic nie mówić, przecież i tak niczego byś się nie
dowiedziała – płakała - Powiedziałem ci prawdę, bo chcę zbudować z tobą normalny
związek, oparty na prawdzie i szczerości. Nie mogłem cię dłużej oszukiwać, bo
za bardzo mi na tobie zależy.
- Jesteś gorszy od Bartka! –
zaczęła jego klatkę okładać pięściami – Nienawidzę cię! – stał nieruchomo,
przyjmując kolejne ciosy.
- Bij, należy mi się. - Słabła. Przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił - Nie pozwolę ci teraz uciec, bo się rozpadniemy. Zbudujesz mur, którego nie będę wstanie przebić. A ja nie pozwolę na to, by nasza znajomość się skończyła w ten sposób, nie mogę pozwolić, by w ogóle się skończyła. Kocham cię – jeszcze głośniej szlochała w jego ramionach – Wybacz mi i pozwól odbudować zaufanie, które straciłem – mocno się w niego wtuliła. To był dobry znak, że jeszcze nie wszystko stracone.
- Bij, należy mi się. - Słabła. Przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił - Nie pozwolę ci teraz uciec, bo się rozpadniemy. Zbudujesz mur, którego nie będę wstanie przebić. A ja nie pozwolę na to, by nasza znajomość się skończyła w ten sposób, nie mogę pozwolić, by w ogóle się skończyła. Kocham cię – jeszcze głośniej szlochała w jego ramionach – Wybacz mi i pozwól odbudować zaufanie, które straciłem – mocno się w niego wtuliła. To był dobry znak, że jeszcze nie wszystko stracone.
KONIEC
Dobre! Inny obrót sprawy niż w serialu. Fajnie, że Marek wykazał się odwaga i wyznał prawdę. like it! Jednak jak wiesz, słodko-pierdzące zakończenia, nie są w moim stylu. Lecz zdanie "pozwol mi odbudowac zaufanie, ktore stracilem". Fajnie, chyba muszę znaleźć sobie wreszcie dojrzałego faceta, żeby tę miłość przeżywać. Wspaniale, pozdrawiam i buziole!
OdpowiedzUsuńNatalio, wiem, że nie jesteś fanką przecukrowanych happy endów, dlatego tym bardziej cieszę się, że przeczytałaś i skomentowałaś... i mimo, że trochę przesłodzone, to choć trochę Ci się podobało. Ja lubię szczęśliwe zakończenia i takich słodkich historyjek z mojej strony powstanie jeszcze wiele. Ale już teraz mogę Ci obiecać, że po 'Kocham Was' będę publikować nowe opowiadanie - ze smutnymi wydarzeniami i bliższe szarej prozie życia. Pozdrawiam! :)
UsuńI znowu Marek taki jakiego lubię najbardziej. Zdecydowany, asertywny a przede wszystkim uczciwy. Ewidentnie pod wpływem Uli się zmienił, bo zrozumiał, że kłamstwo nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem problemów, że szczerość i uczciwość, mimo, że czasem bolesna, pozwala żyć bez wyrzutów sumienia i ciągłego zadręczania się.
OdpowiedzUsuńWyjazd, dzięki któremu miał ją uwieść i zmusić do sfałszowania raportu okazał się swoistym catharsis. On zrozumiał, że być może nie utrzyma się na stanowisku prezesa, ale w zamian może zyskać coś najważniejszego w życiu, miłość i oddanie kobiety, którą pokochał.
Ta ostatnia scena, kiedy ona pakuje rzeczy a on w taki zdecydowany sposób usiłuje temu zapobiec, po prostu mnie uwiodła. Za wszelką cenę stara się jej wszystko wyjaśnić i ją zatrzymać. Ma świadomość, że jeśli teraz pozwoli jej odjechać, nigdy jej nie odzyska. Z pewnością wbrew temu, co mówi o nim Ula, nie jest taki jak Bartek, bo on kocha ją naprawdę i zależy mu na niej. Oczami wyobraźni widziałam ten obrazek, gdy ona okłada jego klatkę piersiową pięściami a każdy cios jest coraz słabszy, aż wreszcie wtula się w niego. CUDOWNE.
Wielkie dzięki Amicus za tyle wrażeń i emocji, które zawarłaś w tej mini. Z przyjemnością mi się czytało i proszę o więcej.
Pozdrawiam. :)
Gosiu, baaardzo się cieszę, że CI się podobało. Twoje refleksje są zawsze dla mnie bardzo ważne :) Takich scen, takiego oczyszczenia i emocji właśnie mi w serialu brakowało. Każdy w głębi duszy przeżywał dramat, a na zawnątrz zakładał maskę, jaki to jest szczęśliwy i jak mu się dobrze żyje.
UsuńBędzie więcej takich historyjek i postaram się znów powrócić do regularnych publikacji. Już teraz mogę obiecać, że w sobotę o 22:22 pojawi się kolejny rozdział opowiadania. Nie ukrywam, że chcę je jak najszybciej skończyć, bo trochę zaczyna mnie już nudzić :P i chciałabym zacząć pisać coś nowego. ;)
Pozdrawiam i bardzo dziękuję za wpis! :)
U mnie nowa notka. Zapraszam.
OdpowiedzUsuń