W podziękowaniu za Wasz liczny odzew pod ostatnią notką, postanowiłam podzielić się z Wami tą oto miniaturką. Miała się pojawić w środę, by trzymać się harmonogramu publikacji, ale niestety mój tydzień będzie bardzo intensywny, stąd decyzja o publikacji dzisiaj.
A już teraz zapraszam Was na sobotę - pojawi się druga część 'miłości za oceanem'.
Miłego tygodnia! :)
Od trzech lat byli małżeństwem. Niespełna rok po ślubie przyszedł na świat Tymek. Została z nim osiem miesięcy. Później wróciła do pracy. Chciała wrócić. Syn był ważny, ale brakowało jej ludzi, zajęcia, cyferek. Przez okres macierzyńskiego pomagała Markowi z wyliczeniami przed zarządem, ale to było za mało. Zawsze była w ruchu, lubiła swoją pracę i chciała wrócić na swoje dawne stanowisko. Mąż nie robił trudności. W firmie była mu bardzo potrzebna a i dla ich syna znalazła się odpowiednia niania. Jego matka poleciła im panią Janinę. Bardzo żywotną, sześćdziesięciopięcioletnią kobietę, która od kilku lat udzielała się dla podopiecznych fundacji. Tymoteusz bardzo polubił swoją nową ‘babcię’. Wszystko biegło swoim rytmem i układało tak, jak powinno. Znów tworzyli świetny duet w pracy. Od zawsze rozumieli się bez słów i uzupełniali. Zaczęli planować drugie dziecko. Marek początkowo naciskał, chciał od razu rozpocząć starania. Ula wolała jeszcze chwilę poczekać. Chciała nacieszyć się pracą i nieco odchować Tymka. Uległ żonie. Postanowili, że najlepszym momentem na początek ciąży będzie koniec jesieni, tuż po trzecich urodzinach ich pierworodnego.
Byli szczęśliwi. Kochali się, cieszyli swoją rodziną. Firma świetnie prosperowała. Marek pospłacał dawne zobowiązania i teraz skupiali się wyłącznie na liczeniu zysków. Nowe kontrakty przynosiły krocie. I wtedy zapadła decyzja o przyjęciu specjalisty od PR. Ich marka była coraz bardziej znana, umacniała się jej pozycja na rynku i potrzebny był specjalista, który wszystkim się zajmie i który odciąży prezesa. Spłynęło wiele ofert. Wspólnie z Ulą i Sebastianem wybrał pięcioro kandydatów, których zaprosili na rozmowy kwalifikacyjne. Najlepiej wypadły dwie osoby o podobnych kompetencjach i doświadczeniu. Mikołaj Piątkowski i Monika Kamińska. Oboje w okolicach trzydziestki. Z tej dwójki mieli wybrać PR’owca Febo&Dobrzański. Sebastian od samego początku zachwycony był Moniką. Długonoga blondynka z dużym biustem zrobiła na nim piorunujące wrażenie. Ula wolała Mikołaja. Może to było zachowanie asekuracyje? Gdy patrzyła na Kamińską i obserwowała sposób jej bycia, towarzyszył jej dziwny niepokój. Próbowała przekonać chłopaków, iż mężczyzna będzie lepszy na tym stanowisku i dłużej będą mogli na nim polegać. Zwykle była zwolenniczką równouprawnienia, zawsze twierdziła, że kobiety bywają niedoceniane i dyskryminowane, ale teraz bardzo starała się przeforsować swoje racje, iż młoda blondynka szybko zajdzie w ciąże i porzuci ich na długie miesiące. Marek się wahał. Doceniał profesjonalizm obojga. Decyzja należała do niego. Uległ podszeptom Olszańskiego, który twierdził, że nie tylko piękna, ale i mądra pani od PR z pewnością da sobie radę, a jak będzie trzeba śmiało będzie mogła wystąpić przed kamerami i pełnić rolę rzecznika prasowego.
Monika od samego początku nie wywarła dobrego wrażenia na Ulce. Te napięte między nimi relacje dało się wyczuć. Ula stosowała wobec Kamińskiej zasadę ograniczonego zaufania. Widziała, jak blondynka patrzy na jej męża. Marek początkowo tego nie dostrzegał. Zachowywał w stosunku do niej należny dystans, starał się zachowywać profesjonalnie. Blisko ze sobą współpracowali. Monika bardzo starała się przypodobać Markowi i zyskać jak największe zaufanie prezesa. Doceniał jej profesjonalizm. Polubili się. Ula z niepokojem obserwowała tą rodzącą się między nimi zażyłość. Nie mogła wiele zrobić. Marek bagatelizował jej uwagi składając to na karb zazdrości. Gdy ilekroć robiła mu wymówki, że dużo pracuje z Moniką powtarzał 'Jesteś zazdrosna? Uważam, że przesadzasz, choć nie ukrywam, że schlebia mi to'. Imponowała mu zazdrosna postawa żony. Tak samo, jak imponowało mu zachowanie Moniki. Czuł, że się jej podoba. Musiał przyznać, że to było miłe, ale mimo to starał się jasno wyznaczać granice. Miał żonę, dziecko i nie szukał przygód. Kamińska bardzo się starała. Starała się przypodobać, ale robić to w taki sposób, by nikt nie mógł zarzucić jej nachalności, a jej postępowanie można będzie interpretować dwojako. Granica, którą kiedyś wyznaczył Marek stopniowo zaczęła się przesuwać. Z czasem zyskała coraz mocniejszą pozycję w firmie i coraz lepsze relacje łączyły ją z Markiem. Jej trafne decyzje i posunięcia bardzo podobały się prezesowi. W pewnym momencie zaczął traktować ją jak wyrocznię. Zdanie i sugestie innych, również Uli, przestały się liczyć. Monika stała się niemal strategiem firmy. Uli było przykro, że mąż nie liczy się z jej zdaniem, a realizuje wszystkie propozycje kogoś, kto ledwie kilka miesięcy pracuje w FD. Ich życie się zmieniło. Zarówno to zawodowe, jak i prywatne. Już nie byli nierozłącznym duetem. Teraz u boku Marka na oficjalnych spotkaniach pojawiała się Monika. Dobrzański twierdził, iż lepiej będzie, jak jedno z nich stale będzie obecne w firmie w razie jakiś problemów, niezapowiedzianych wizyt kontrahentów. Ona pilnowała wszystkiego na miejscu, on chodził w towarzystwie Kamińskiej na lunche, śniadania i biznesowe kolacje. Za każdym razem, kiedy mijała ich na korytarzu, gdy wychodzili na spotkanie, a ona zostawała na miejscu, widziała to triumfujące spojrzenie blondynki. Wielokrotnie zastanawiała się, czy te służbowe kolacje nie są wyłącznie przykrywką, pretekstem. Zaczęła go sprawdzać, ale ilekroć próbowała potwierdzić swoje podejrzenia, przekonywała się, że kontrahenci są prawdziwi, a wyjścia rzeczywiście służbowe. W ich życiu domowym też wiele się zmieniło. Przez to, że pracowali oddzielnie, również osobno wracali do domu. O różnych porach. Zwykle ona tuż po siedemnastej. Spieszyła się do dziecka. Marek później. Niewiele rozmawiali o pracy, a pozostałe tematy ograniczały się wyłącznie do Tymka. Gdzieś zagubili po drodze ‘ich’. Wspólne sprawy, problemy, marzenia. Ula stała z boku. Starała się trzymać rękę na pulsie, ale znalazła się w trudnej sytuacji. Nie chciała odgrywać roli zaborczej i zazdrosnej żony, zwłaszcza, że nic nie mogła tak naprawdę zarzucić ani Markowi ani Monice. Jej obawy jednak rosły z każdym dniem. Marek wszystko bagatelizował.
Nerwy puściły jej po raz pierwszy, gdy zmuszeni byli zabrać Tymka do firmy. Pani Janina złapała jakiegoś wirusa i przez tydzień nie mogła zajmować się małym. Rodzice Marka byli w Szwajcarii, a dziadek Józef tego dnia miał kontrolne badania w szpitalu. Nie było wyjścia. Mały Dobrzański musiał przyjechać z rodzicami do firmy i zostać pod opieką Ani i Violetty. Marek z dumą krążył po firmie nosząc na rękach syna. Chełpił się nim. Ula obserwowała tę scenę z uśmiechem. Było tak, jak kilkanaście tygodni po porodzie. Wtedy też urządził sobie wycieczkę, chwaląc się przed pracownikami noworodkiem. Gdy jej dziecko trafiło w ręce Moniki, która stwierdziła, że Tymek jest równie uroczy i czarujący, jak jego tata, nie wytrzymała. Ostentacyjnie zabrała syna z rąk Kamińskiej i ku zaskoczeniu swojego męża zamknęła się z małym w swoim gabinecie na cały dzień. Marek nie potrafił zrozumieć jej zachowania i miał jej za złe dąsy, które w jego mniemaniu okazywała Monice. Nie chciała o tym rozmawiać. Wiedziała, że nie ma sensu. Ilekroć rozpoczynała temat nowej ulubienicy męża, ten ją zbywał i wszystko zrzucał na karb zazdrości. Od momentu pojawienia się Tymoteusza w firmie Marek zaczął przekazywać Uli wskazówki wychowawcze autorstwa Moniki. Jego żonę trafił szlak. Zaczęli się regularnie kłócić. Czarę goryczy przelał tydzień, w którym obchodzili swoją czwartą rocznicę ślubu. Dobrzański zabrał żonę na romantyczną kolację. Było bardzo miło. Po raz pierwszy od miesięcy. Podczas tego wieczoru zapomniała o pani dyrektor, jej zażyłości z mężem i swoich obawach. Widziała, że Marek skupiony jest wyłącznie na niej i ich sprawach. Przez te kilka godzin znów było tak, jak dawniej. Znów było cudownie. Podarował jej piękny naszyjnik. Trochę nie w jej stylu, trochę zbyt wystawny, ale bardzo ładny. Następnego dnia pojawiła się w nim w firmie. Specjalistka od PR’u nie omieszkała skomentować nowej biżuterii, gdy przyszła do Dobrzańskiej z dokumentami do podpisania. ‘Piękny naszyjnik. Sama bym lepszego nie wybrała’ – rzuciła z ironicznym uśmieszkiem i spojrzała na Ulę wymownie. To dało Dobrzańskiej do myślenia. Marek wiedział, że lubi nieco skromniejsze błyskotki, że taki przepych nie jest w jej stylu. W jej myślach zaczęło pojawiać się wiele pytań. Postanowiła, że porozmawia o tym z mężem wieczorem. Nie może i nie potrafi tak dłużej żyć. Idąc na lunch mijała gabinet męża. Była zaskoczona, gdy zobaczyła, że Kamińska siedzi na biurku prezesa rozkosznie wymachując nogami. Oboje byli bardzo rozbawieni. A Markowi najwyraźniej podobało się, że blondynka bawi się jego krawatem. Intencje Moniki były bardzo czytelne. Marek był jej celem. Potwierdziły się jej obawy z początków współpracy. Poczuła ukłucie w sercu. Miała jasny dowód na to, że jej mąż lepiej czuje się w towarzystwie blondynki, niż swojej własnej żony. Słona kropla spłynęła po jej policzku. Poza tym nie sądziła, że Dobrzański pozawala Monice na takie zachowanie. W jej głowie pojawiło się jeszcze więcej wątpliwości. ‘A może coś przegapiłam?’ Wyszła wcześniej do domu nie informując nawet Marka. Zresztą miała niemal pewność, że nawet nie zauważy jej nieobecności. Zawiozła Tymka do Rysiowa. Przez całą drogę intensywnie myślała o swoim małżeństwie i kierunku, w którym ten związek zmierza.
Marek jak zwykle wrócił później. Z kieliszkiem białego wina czekała na niego w salonie.
- Gdzie Tymek? – zapytał rozwiązując
krawat.
- W Rysiowie - odparła spokojnie - Musimy porozmawiać.
- O czym? - zainteresował się, przeczesując palcami włosy
- O nas
- A musimy rozmawiać dzisiaj? Jestem padnięty - przetarł lekko zaczerwienione oczy i ruszył w kierunku barku. Nalał sobie kieliszek koniaku. Przez chwilę obserwowała go w milczeniu. Postanowiła zagrać w otwarte karty.
- W Rysiowie - odparła spokojnie - Musimy porozmawiać.
- O czym? - zainteresował się, przeczesując palcami włosy
- O nas
- A musimy rozmawiać dzisiaj? Jestem padnięty - przetarł lekko zaczerwienione oczy i ruszył w kierunku barku. Nalał sobie kieliszek koniaku. Przez chwilę obserwowała go w milczeniu. Postanowiła zagrać w otwarte karty.
- Od jak dawna masz romans z
Moniką? – jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zdążyła się już wypłakać, gdy
była sama. Teraz była nad wyraz spokojna.
- Słucham? – roześmiał się licząc
na to, że się przesłyszał
- Pytam, od jak dawna zdradzasz
mnie z Moniką – wyraz twarzy Uli świadczył o tym, że nie żartuje. Zmarszczył
brwi.
- Ty mnie chyba nie podejrzewasz…
- urwał i wlepił w żonę zaskoczone spojrzenie. W milczeniu i skupieniu czekała
na jego odpowiedź – Jak mogłaś coś takiego pomyśleć? – pretensja w jego głosie
była ewidentna
- Widzę, co się z tobą dzieje w
ostatnich miesiącach – odparła spokojnie – Więc… - ponagliła go
- Nigdy ciebie nie zdradziłem –
powiedział poważnie, patrząc jej prosto w oczy. Dosiadł się obok niej –
Przecież wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza
- No chyba nie do końca – odparła
natychmiast - Marek, ja widzę, co się dzieje. Ty w ciągu ostatnich kilku
miesięcy kompletnie straciłeś głowę. Nie ma nas! Nie ma naszej rodziny. Jest
tylko Monika, Monika i Monika! Twój świat kręci się wokół Moniki! Jej imię pada
w każdej naszej rozmowie! Stała się dla ciebie autorytetem nie tylko w pracy.
Wydaje mi się, że jest dla ciebie ideałem żony i matki! – już otwierał usta, by
coś powiedzieć, ale nie dała mu szans – Może ty powinieneś zamienić mnie na
Monikę, co? Przecież zna cię lepiej ode mnie. Tak świetnie się dogadujecie. I
tak fantastycznie wychowałaby Tymka! Bo przecież ja się nie znam na wychowaniu
własnego syna! Monika to, Monika tamto! Ciągle to powtarzasz. Monika
powiedziała, że Tymek powinien chodzić już na angielski, bo jest zdolnym
dzieckiem. Monika powiedziała, że powinniśmy ubierać go bardziej elegancko, bo
kolor jego oczu, tak jak i mój będzie idealnie komponował się z błękitną
koszulą! – w złości cytowała jego wypowiedzi sprzed kilku tygodni – Pamiętasz?
Mam wymieniać dalej?! – krzyknęła i gwałtownie wstała z sofy. Marek był
zdumiony zachowaniem żony i emocjami, jakie przez nią przemawiały.
- Chciałaś rozmawiać, a teraz się kłócisz. Nie mam na to ochoty. Idę pod prysznic - jak gdyby nigdy nic wstał.
- No oczywiście, najłatwiej jest uciec. Zawsze mnie zbywasz! - powiedziała oskarżycielsko
- Chciałaś rozmawiać, a teraz się kłócisz. Nie mam na to ochoty. Idę pod prysznic - jak gdyby nigdy nic wstał.
- No oczywiście, najłatwiej jest uciec. Zawsze mnie zbywasz! - powiedziała oskarżycielsko
- Dobrze, porozmawiajmy.... - westchnął - Odnoszę wrażenie, że trochę
przesadzasz – próbował bagatelizować.
- Ty masz takie wrażenie? A ja
mam wrażenie, że od pewnego czasu żyjemy w jakimś pieprzonym trójkącie! Ja, ty
i Monika! Opamiętaj się Marek! Naprawdę tego nie widzisz, że ona stoi między
nami? Naprawdę tego nie widzisz, co się z nami dzieje? Jak się od siebie
ostatnio odsunęliśmy! Jak masz więcej tematów z nią, niż ze mną! Ile czasu
spędzasz z nią, a ile ze mną i swoim własnym synem! Zastanów się nad sobą i tym
co robisz! Zastanów się nad swoim życiem, naszym małżeństwem i swoją relacją z
Moniczką, bo w pewnym momencie może być
za późno i już nie będzie czego ratować! – pospiesznie ruszyła w kierunku
drzwi, ale zatrzymała się w pół kroku
- Ula – zerwał się z miejsca i
ruszył w jej kierunku – Poczekaj…
- A możesz mi jeszcze łaskawie powiedzieć
– weszła mu w słowo – czy twoja ulubienica ma z tym coś wspólnego? – wskazała na
naszyjnik. Spuścił wzrok. Wiedział, że kręcenie nic nie pomoże. Westchnął i
spojrzał jej w oczy.
- Pomagała mi wybierać
- Od kiedy dyrektor PR pomaga
prezesowi wybrać prezent dla żony na rocznicę ślubu!? – W jej głosie było tyle
bólu i rozczarowania. Jej teoria się potwierdziła. Czuła, że to nie był wybór
Marka. ‘Jak mógł?’ Przecież zawsze kupował jej prezenty sam, poświęcając
wyborowi wiele uwagi. Idealnie potrafił trafić w jej gust. Szybkim ruchem
zerwała błyskotkę z szyi i rzuciła nią prosto w Marka – Daj go Moniczce. Będzie
zachwycona. W końcu jest w jej stylu, a nie w moim – powiedziała przez łzy i
wyszła z domu trzaskając drzwiami. Został na środku salonu ze świadomością, że
jego rodzina się sypie. Powoli zaczynało do niego docierać, że Ula ma rację.
Monika stopniowo odgrywała coraz ważniejszą rolę w jego życiu. Początkowo była
zwykłym pracownikiem firmy, ale z czasem starała się coraz bardziej do niego
zbliżyć i zacieśnić ich relacje. ‘Czyżby to była jej świadoma strategia?’
Wiedział, że pozwolił Kamińskiej na zbyt wiele. Teraz rozumiał, jak to mogło
wyglądać z perspektywy Uli i jak ona się czuła. Zaniedbał ją i ich syna. Popełnił multum błędów, które
mogą go kosztować wiele, bardzo wiele.
Nie wróciła na noc. Próbował się do niej dodzwonić, ale szybko się zorientował, że telefon został w jej torebce, w przedpokoju. Nie wzięła ze sobą nic. Telefonu, dokumentów, kluczyków do samochodu. Całą noc nie spał. Szalał z niepokoju. Wiedział, że jeśli coś jej się stanie nigdy sobie tego nie wybaczy. Ta wczorajsza rozmowa, a w zasadzie kłótnia wiele mu uświadomiła. Przede wszystkim to, jak ważna jest dla niego jego żona i jak wiele bólu jej zadał swoim zachowaniem. Miał świadomość, że musi wszystko naprawić, bo inaczej straci ją bezpowrotnie. Nigdy nie miał zamiaru zdradzić Uli. Nawet mu to przez myśl nie przeszło. Wiedział, że jego zachowanie w stosunku do Kamińskiej bardzo boli Ulę. Tak samo, jak boli ją podejście Moniki do ich relacji, jej wtrącanie się, chełpienie się ich zażyłością. Wiedział również, że ostatnio był zbyt obojętny w stosunku do Ulki. Wszystko to sprawiało, że cierpiała równie mocno, jak gdyby przeleciał panią dyrektor. Musi bardziej uważać i pilnować wyznaczonej granicy. Jeśli Monika się nie dostosuje, zwolni ją. I nawet się nie będzie zastanawiał.
Nie wróciła na noc. Próbował się do niej dodzwonić, ale szybko się zorientował, że telefon został w jej torebce, w przedpokoju. Nie wzięła ze sobą nic. Telefonu, dokumentów, kluczyków do samochodu. Całą noc nie spał. Szalał z niepokoju. Wiedział, że jeśli coś jej się stanie nigdy sobie tego nie wybaczy. Ta wczorajsza rozmowa, a w zasadzie kłótnia wiele mu uświadomiła. Przede wszystkim to, jak ważna jest dla niego jego żona i jak wiele bólu jej zadał swoim zachowaniem. Miał świadomość, że musi wszystko naprawić, bo inaczej straci ją bezpowrotnie. Nigdy nie miał zamiaru zdradzić Uli. Nawet mu to przez myśl nie przeszło. Wiedział, że jego zachowanie w stosunku do Kamińskiej bardzo boli Ulę. Tak samo, jak boli ją podejście Moniki do ich relacji, jej wtrącanie się, chełpienie się ich zażyłością. Wiedział również, że ostatnio był zbyt obojętny w stosunku do Ulki. Wszystko to sprawiało, że cierpiała równie mocno, jak gdyby przeleciał panią dyrektor. Musi bardziej uważać i pilnować wyznaczonej granicy. Jeśli Monika się nie dostosuje, zwolni ją. I nawet się nie będzie zastanawiał.
Przed dziewiątą usłyszał dźwięk
otwieranych drzwi. Momentalnie znalazł się tuż przy niej i potrwał ją w swoje
ramiona. Nie zastanawiał się, czy będzie protestować, czy go odepchnie. Musiał
ją przytulić. Nie wyrwała się. Wtuliła się w niego.
- Tak bardzo się o ciebie
martwiłem – wyszeptał wprost w jej włosy.
W jego głosie słychać było ulgę.
- Byłam u Ali. Musiałam wszystko
przemyśleć – powiedziała, gdy wyswobodziła się już z tego uścisku.
- Rozumiem. Chodź – chwycił ją za
rękę prowadząc do salonu – Musimy porozmawiać
- A ty nie powinieneś być już w firmie
- Firma nie jest w tej chwili
najważniejsza. A nasza rodzina tak. Nasz związek jest ważniejszy od firmy. Ty
jesteś ważniejsza od firmy – zapewnił, gdy usiadła już tuż obok niego –
Przemyślałem wszystko bardzo dokładnie. Miałem jedenaście godzin na rozmyślania
i teraz widzę, jak wiele błędów popełniłem. Wiedziałem, że jesteśmy małżeństwem,
że mamy dziecko, że osiągnąłem pewien constans i przestałem się starać. Co nie
znaczy, że przestało mi na tobie zależeć. Wiem, że przestałem ci to ostatnio okazywać, że cię zaniedbałem. Skupiłem się na firmie. Faktycznie, masz
rację, że pozwoliłem Monice za bardzo się zbliżyć. Nasze relacje powinny zostać
wyłącznie w sferze szef-podwładny. Popełniłem błąd. Nigdy nie przyszło mi przez
myśl, że mógłby łączyć mnie z nią romans, ale pozwoliłem na to, by nasze
relacje były zbyt zażyłe. Przepraszam – szepnął i pocałował wewnętrzna stronę
jej dłoni – Przepraszam, że cię tak traktowałem. Przepraszam za to, że
przestałem liczyć się z twoim zdaniem. Przepraszam, że przestałem cię słuchać i
bagatelizowałem wszystkie sygnały, które mi wysyłałaś. Teraz wiem, że to nie była
czysta zazdrość. Kocham cię – po jej policzku spłynęła łza. Tak dawno tego od
niego nie słyszała. Szybko starł kciukiem słoną kroplę – Ty i Tymek jesteście
całym moim światem. Wybacz mi, że przez chwilę zapomniałem jak bardzo jesteście
dla mnie ważni.
- Tak bardzo się bałam, że się
rozpadniemy. I byłam taka bezsilna, bo nie mogłam nic zrobić. Bagatelizowałeś
moje obawy, a ja mogłam jedynie przyglądać się, jak ona wkrada się coraz
bardziej do twojego życia.
- Jej kontrakt wygasa za cztery
miesiące. Obiecuję ci, że go nie przedłużę. A jeśli to tego czasu będzie
starała się ingerować w nasze życie rozwiążę go przed czasem – znów pocałował
jej dłoń - Wziąłem tydzień wolnego. Ty też masz urlop.
- A co z firmą? – obrzuciła go
pytającym spojrzeniem
- Sebastian się wszystkim zajmie.
Mój ojciec też będzie wpadał. Już z nim rozmawiałem. Zaraz jadę po Tymka. Chcę,
żebyśmy się jeszcze dzisiaj spakowali i pojechali do domku na Mazury. Pani
Marysia już go dla nas przygotowuje. Pomyślałem, że dobrze będzie, jak spędzimy
trochę czasu razem, z dala od firmy i tego zgiełku.
- Tak bardzo mi ciebie brakowało –
szepnęła i pocałowała go namiętnie. W jego oczach malowała się miłość i radość,
że jej nie stracił. Widziała, że intensywnie się nad czymś zastanawia - No mów śmiało – zachęciła go
- Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o rodzeństwie
dla Tymka – z tajemniczym uśmiechem kiwnęła głową – Zdaje sobie sprawę, że
dziecko to nie plaster na problemy w związku, ale wiem, że będziemy
stopniowo zacieśniać nasze relacje i znów będzie tak, jak dawniej. A ja bardzo
pragnę mieć z tobą jeszcze jedno dziecko – zatonęła w jego oczach. W napięciu
oczekiwał jej reakcji.
- Myślę, że ten wyjazd będzie
świetną okazją, by postarać się o dziewczynkę – uśmiechnęła się i wtuliła w
jego tors – Kocham cię Marek
- Ja ciebie też – pogłaskał ją po
plecach – i dziękuję ci, że nie pozwoliłaś mi ciebie stracić - szepnął wprost do jej ucha.
Dziekuję za tę miniaturkę ! Jest cudowna! Daję wiarę w to,że jeżeli ludzie na prawdę się kochają to pokonają wszystkie trudnosci, wszystkie niedomówienia i wszystkie "Moniki".
OdpowiedzUsuńpozdrawiam U.
Masz rację. Amor vincit omnia!
UsuńDzięki za wizytę :)
Pozdrawiam
Ta miniatura potwierdza starą prawdę, że miłość zawsze zwycięży. Jednak po drodze działo się mnóstwo niefajnych rzeczy. Nie ma nic gorszego jak ta trzecia, która tak jak Monika powoli wykrada po kawałku ojca dziecku i męża żonie. Tu sytuacja jest o tyle skomplikowana, że pracują wszyscy razem w jednej firmie.
OdpowiedzUsuńKobiety pokroju Moniki są bezwzględne i bardzo egoistyczne, bo dla nich nie ma znaczenia, czy obiekt ich pożądania ma rodzinę, czy jest wolnym człowiekiem. Dla niej Marek jest wzorem idealnego faceta i pod względem aparycji i pod względem pozycji społecznej. Żony łatwo można się pozbyć, a na dziecko płacić alimenty.
Marek był zadowolony ze współpracy z Moniką, bo mile łechtała jego męskie ego swoim zainteresowaniem nim. Najgorsze, że działo się to wszystko niemal na oczach Uli. Myślę, że żadna kobieta nie wytrzymałaby długo w takiej sytuacji i nic dziwnego, że Ulę poniosło. Przecież doskonale znała przeszłość Marka. Wiedziała jak lgnęły do niego kobiety, a on nie zawsze był odporny na ich wdzięki. Miała pełne prawo podejrzewać, że on ma romans. On był niewinny, ale przez swoje zachowanie sprawiał zupełnie odwrotne wrażenie.
Prawdą jest, że szczera rozmowa może zdziałać cuda. Pomoże wyjaśnić niedomówienia i sporne kwestie. Bardzo dobrze, że do takiej doszło, bo dzięki niej zrozumieli, że są dla siebie najważniejsi.
Piękna mini i bardzo życiowa, bo takich przypadków jest na pęczki.
Serdecznie pozdrawiam. :)
Marek pewnych kwestii nie rozumiał, nie dostrzegał. Nie pojmował zachowania Moniki w tych negatywnych kategoriach. Imponowała mu. Nie rozumiał, że jego postawa może ranić Ulę. Dopiero gdy żona mu to wykrzyczała, zaczął się zastanawiać i zobaczył, jak wiele złego zdarzyło się przez te kilka miesięcy. Zrozumiał co jest w jego życiu ważne i podjął konkretne decyzje. Zachował się jak prawdziwy facet, który rodzinę stawia na pierwszym miejscu.
UsuńOby więcej takich Marków było na świecie, a nie traciłabym wiary w mężczyzn!
Dziękuję Ci za wpis.
Pozdrawiam :)
Oooooooo, jak miło :) Marek naprawdę zachował się jak prawdziwy mężczyzna i doszedł do pewnych wniosków. Ma ogromne szczęście, że spotkał taką żonę. Widać, że obojgu im na sobie zależy. Naprawdę bardzo miło czytało się miniaturkę i mam nadzieję na duuuużo więcej! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńAmor vincit omnia! Ula otworzyła Markowi oczy, a on wyciągnął wnioski i zmienił swoje podejście i sposób patrzenia na świat.
UsuńUratował swoją rodzinę. Niemal w ostatniej chwili, bo Monika posuwała się do przodu.
Dzięki, że przeczytałaś.
Pozdrawiam :)
Najpierw musisz dostac po lapkach bo brakuje ogonka :" Ula z niepokojem obserwowała tą (teeeeeee !!! )rodzącą się między nimi zażyłość. "
OdpowiedzUsuńA nastepnie poglaszcze Cie po glowce bo grzeczne z ciebie dziecko i widze, ze sie przykladasz i czasami Ci wychodzi : "Ula obserwowała tę (BRAWO BRAWO BRAWO) scenę z uśmiechem."
I oby tak dalej, przykladaj sie, a bedzie piatka z plusem (za moich czasow szostek nie bylo wiec nie bardzo uznaje ich wartosc - za to piatka z plusem to szczyt szczytow, troche dla kujonow ale nie tylko !).
Miniaturka niespodziewana (im bardziej zaskakuje publikacja tym wieksza radosc).
Piekne to wszystko, takie budujace i do tego trwale. Mam nadzieje, ze takie uczucie krazy gdzies po swiecie ... i tacy madrzy zyciowo ludzie tez gdzies istnieja ...
Wspaniale napisane - twoje teksty czyta sie "na slepo" :-)) zawsze sa dobre tresciowo, jakosciowo, jezykowo, skladniowo, pomyslowosciowo, pieknosciowo, ostatnio nawet biernikowo ogonkowo no po prostu ACH i OCH - slow brak.
No to koncze bo slow brak, a na migi sie nie da !
Do soboty (ne zapomnij !).
obiecuję, że poprawię w niedzielę! Dziś już brak czasu i sił.
UsuńAle dzięki, że wyłapałaś.
Widzisz? Czasem się staram. :)
Amor vincit omnia! I oby więcej miłości było wokół nas i takich facetów, którzy potrafią zmądrzeć!
Dzięki, że wciąż trwasz i wspierasz!
Pozdrawiam :)
Super ! Super! Super ! Jesteś niesamowita.Chciałam już wyłączyć kompa a tu taka cudowna niespodziewanka! Uwielbiam to Twoje pisanie. Masz dziewczyno talent i pomysły.A to zakończenie...... Pomimo ,że dochodzi północ to zrobiło się trochę jakby jaśniej. Pisz najlepiej "na okrągło".
OdpowiedzUsuńChciałabym pisać jak najczęściej, ale ilość obowiązków mi niestety na to nie pozwala. Staram się wygospodarowywać czas, ale różnie z tym bywa. Niemniej częściej lub nie, ale nowe rzeczy będą się pojawiać, bo mam wiele rozgrzebanych opowiadań i miniatur, które trzeba dokończyć.
UsuńCieszę się, że czytasz i czekasz na nowości. I dziękuję, że akcentujesz swoją obecność w komentarzu :)
Pozdrawiam serdecznie!
Uwielbiam Twoje opowiadania!
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło.
UsuńZapraszam częściej :)
Ta miniaturka jest przecudna ,wszystkie opowiadania są fantastyczne mozna czytac po kilka razy i choć na chwilę oderwać się od codziennosci.Pozdrawiam i oczekuje na nastempny wpis ,stała i wierna fanka .
OdpowiedzUsuńCieszę się, że jako stała i wierna fanka odzywasz się w komentarzu ;) Bardzo mi miło, że śledzisz mojego bloga, a to moje pisanie odpbierasz tak pozytywnie.
UsuńNastępne wpisy będą i mam nadzieję, że będą i następne komntarze ;)
Pozdrawiam
Cudna mini. Z reszą jak wszystko co wyszło spod Twojego pióra. Pozdrawiam. Kasia
OdpowiedzUsuńDziękuję. Miło jest czytać tyle pochwał skierowanych pod moim adresem.
UsuńDzięki, że czytasz i odzywasz się w komentarzu.
Pozdrawiam :)
Szanowna Amicus.Nie będę wypowiadać się na temat obecnej miniaturki,lecz na temat ogólnej twórczości jaką na Twoim blogu zaczęłam czytać.Szczerze powiedziawszy jestem pod wielkim wrażeniem stylu,formy i płynności wypowiadania się w opowiadaniach. Pod wielkim wrażeniem jest mój kolega poeta,któremu pokazałam Twoją,mogę rzec,wspaniałą twórczość Brzyduli.Wierz mi zauroczyła go Twoja swoboda pisowni i nie samowity zasób słów wypowiedzianych w każdym opowiadaniu.Zaiste nie omieszka przeczytać wszystkich opowiadań Twoich jak również MałgorzatySz,która też ujęła go niesamowitym swoim swobodnym stylem i co ciekawsze,bardzo spodobała nam się mała konkurencja między Wami,zdobywając wiernych czytelników.Fajnie. Ja osobiście oczekuję następnych wpisów i zapewne wciągnę w tą lekturę mojego kolegę.Pozdrawiamy.
OdpowiedzUsuńWitaj :)
UsuńCieszę się, że pojawiła się kolejna osoba, a w zasadzie dwie, które chętnie zaglądają na tego bloga. Jak już pisałam wielokrotnie to bardzo motywuje. Pozdrów kolegę, poetę.
Co do konkurencji z Małgosią... Tak, jak napisała poniżej, nie rywalizujemy ze sobą. No może rywalizujemy pod względem poprawności. Czuwa nad tym Lectrice, która stoi nad nami z drewnianą linijką i leje nas po łapach. Zwłaszcza mnie za biernikowe 'ę' ;)
Dzięki za wizytę i wpis.
Pozdrawiam serdecznie :)
Anonimowy
OdpowiedzUsuńTo bardzo miło przeczytać tyle pozytywnych słów o swoich próbach sprawdzenia się w pisaniu opowiadań. Jednak muszę tutaj dodać sprostowanie, a mianowicie takie, że ani ja ani Amicus nie rywalizujemy ze sobą. Ja mam swoje stałe grono wiernych czytelników i ona również. Różnica jest tylko taka, że Amicus pisze przepięknie, ma cudowne pomysły na opowiadania i miniaturki, i przez to jest niesłychanie uniwersalna. To ta uniwersalność przyciąga całe rzecze nowych czytelników na jej bloga, który jest najlepszym blogiem o "Brzyduli" jaki kiedykolwiek istniał. Pisałam to już wielokrotnie i będę to pisać wciąż i wciąż. Ja jestem pod jego wielkim uroki,em a do opowiadań wracam po kilkanaście razy i nadal będę wracać, bo nie sądzę, żeby kiedykolwiek mi się znudziły.
Serdecznie Cię pozdrawiam, również kolegę Poetę. :)
Miało być: "...całe rzesze nowych czytelników", nie "...całe rzecze..". Sorry za błąd.
UsuńTo już jest przesada. Zawstydzasz mnie, a wiesz, że jestem niezwykle nieśmiała ;)
UsuńJuż wiem, kto mi nabija tyle wejść na bloga.
Nie przesadzaj Amicus. Sama sobie nabijasz te wejścia, bo piszesz cudownie. :)
UsuńPozdrawiam.
A nie mowilam, ze pisze super, starych bab (w moim rodzaju) trzeba sie sluchac ! (:-))
OdpowiedzUsuńI niech nie pogubi tych opowiadan w czelusciach sieci, bo sie cala jej publika zaplacze... (:-(
Pzdrawiam
archiwizuję ;)
UsuńSzanowna Pani Małgorzato,obie jesteście wspaniałe i nie chodziło mi o rywalizację między paniami,a o zdobywanie czytelnika i jego opinię. Wszyscy Wasi wierni czytelnicy bardzo pozytywnie i ze szczerością wypowiadają opinie.Ja również z kolega przyłączamy się do nich i podkreślam,iż obie Panie jesteś wspaniałe. Mamy nadzieję, że Wasze opowiadania spotkamy na półce w księgarni,sięgając po małe tomiki. Życzymy powodzenia i w dalszym ciągu z zainteresowaniem oczekujemy następnych wpisów i jak zwykle różnorodnych opowiadań. Pozdrawiamy.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo, że natrafiłam na tak pozytywny odbiór. To naprawdę daje mocnego kopa do dalszej pracy i bardzo motywuje. Niestety jeśli chodzi o wydanie drukiem to muszę Was zmartwić, bo ani ja ani Amicus nie mamy takich ambicji. (Pozwalam sobie tu napisać również i w jej imieniu, bo niejednokrotnie nagabywana o to, wypowiadała się na ten temat). Jeśli komuś zależy, zawsze może sobie wydrukować jakieś opowiadanie z bloga.
UsuńJa zapraszam serdecznie do siebie jutro na kolejną część "Bezwarunkowej miłości".
Pozdrawiam. :)
Jak zwykle świetne opowiadanie. Ula postanawia zawalczyć o swojego mężczyznę, a Marek to prawdziwy facet - z jednej strony dość naiwnie pozwala sobą manipulować sprytnej pani dyrektor, nie dostrzegając w jej zachowaniu nic "niestosownego", z drugiej potrafi dokonać rachunku sumienia i ustawić życiowe priorytety. Szkoda, że nie wszyscy panowie tak potrafią. :P. Dzięki, droga Autorko, za to opowiadanie. :D Już mam apetyt na następne. Pozdrawiam serdecznie. A.
OdpowiedzUsuńUla otwiera mu oczy wykrzykując swoje żale, a on wreszcie dostrzega pewne kwestie i działa, by ratować rodzinę.
UsuńOj szkoda, szkoda. Przydałoby się więcej takich Marków.
Dzięki za wpis.
Pozdrawiam :)
Fajnie, że pokazałaś, iż życie nie składa się tylko z „Żyli długo i szczęśliwie”. Los poddaje ich próbie. Czy są pewni siebie samych i swojej miłości? Cieszę się, że Marek okazał się godnym facetem i dokończył zaczęta rozmowę. Dzięki czemu dali sobie nowe nadzieje i szanse. Dobrze, że oboje rozumieją, że dziecko to nie lek na problemy.
OdpowiedzUsuńCzekam na następne wspaniałe historie.
Pozdrawiam Niki918
Ta miniaturka kończy się szczęśliwie, ale nie przedstawia bajkowej historii. Życie. Tak się zdarza w wielu przypadkach, ale nie wszystkie niestety kończą się szczęśliwie.
UsuńDzięki za komentarz!
Pozdrawiam :)