Przypominam, że kolejny rozdział pojawi się w sobotę (12.10)
Zyskał w jej oczach podczas tego wyjazdu. Zaimponował jej nie jeden raz. Musiała przyznać, że zyskiwał przy bliższym poznaniu. Już podczas podróży do Krakowa dużo rozmawiali. Również na tematy prywatne. Dopytywał o jej siostrę, której zbliżały się urodziny, o ojca. Ku jej ogromnemu zdziwieniu okazało się, że potrafi być całkiem zabawnym facetem. W jednej chwili potrafił rozbawić ją niemal do łez. Obawiała się, czy przypadkiem ten wyjazd nie będzie męczący dla obojga, a na dodatek, czy znów nie zaczną prowadzić wojny na słowa. Nic z tych rzeczy. Było całkiem miło. No może nie do końca, ale to akurat nie wina Marka, a ich potencjalnego kontrahenta. Problemy zaczęły się od samego wjazdu do Krakowa. Wciąż jej się wierzyć nie chciało, że świat biznesu może być tak bezwzględny, że trzeba być czujnym na każdym kroku, a ludziom nie można ufać. Sądziła, że wszyscy są dorosłymi ludźmi i poważnie podchodzą do sprawy. Myliła się. Pamięcią wróciła do momentu ich przyjazdu.
Zaparkował pod niewielkim budynkiem. Obrzucił hotel sceptycznym
spojrzeniem i niechętnie wysiadł. Otwierając jej drzwi rzucił jedynie
- Ja mam nadzieję, że albo mój GPS kłamie, albo im się coś pomyliło –
rzekł zniechęcony. Niestety GSP się nie mylił. Przed budynkiem pojawił się
przedstawiciel ‘Best Moda’.
- Dobry wieczór, Michał Wielicki – przywitał się z nimi uprzejmie – Mam
nadzieję, że mieli państwo udaną podróż – uśmiechnął się życzliwie – Zapraszam
– wskazał na budynek o wątpliwym standardzie
- To jest jakiś żart? – odezwał się chłodno Dobrzański
- Nie rozumiem… - zdziwił się mężczyzna
- Państwo naprawdę zarezerwowali nam nocleg w tej ruderze? – z
niedowierzaniem pokręcił głową – To jest jakiś skandal! Nie przywykłem do
zatrzymywania się w hotelu, który nie ma przynajmniej trzech gwiazdek –
powiedział z pogardą – A tym bardziej nie pozwolę, by w takich warunkach
przyszło nocować damie, która mi towarzyszy – spojrzał na Ulę – Pani dyrektor,
zbieramy się stąd – otworzył jej drzwi auta
- Ale… - usłyszeli za plecami przeciągły jęk zaskoczonego pracownika
‘Best Moda’ – Co z jutrzejszym spotkaniem?
- Pojawimy się w siedzibie firmy, choć nie ukrywam, że ta dzisiejsza
pomyłka – ironicznie zaakcentował ostatnie słowo – niezbyt dobrze rokuje naszej
współpracy. Kto by pomyślał, że jesteście państwo firmą na światowym poziomie. Żegnam
– rzucił i z piskiem opon ruszył z parkingu.
- Matoł! – mruknął wściekły, gdy zmierzał już w kierunku Hotelu
Starego, mieszczącego się nieopodal krakowskiego rynku.
Z jednej strony mogłaby
powiedzieć, że zachował się jak rozkapryszony panicz, ale z drugiej… Fakt,
wtedy w bufecie zachował się nieelegancko, ich utarczki słowne też były
charakterystyczne, ale… Już dawno to zauważyła, że miał w sobie coś z
dżentelmena z dawnych czasów. W swoim zachowaniu, sposobie bycia i traktowaniu
wszystkich kobiet w firmie, niezależnie od zajmowanego stanowiska, różnił się
od większości współczesnych mężczyzn. Musiała przyznać, że jej się to podobało.
Maniery z poprzedniego wieku w połączeniu z jego elegancją i dostojnością
idealnie współgrały. Był inny, a przez to ciekawy.
Później było tylko gorzej.
Następnego dnia była kolejna niemiła sytuacja, podczas której, pozytywnie ją
zaskoczył. Potrafił panować nad emocjami. To, co działo się w jego środku, nie
ujawniał w nieodpowiednich momentach. Potrafił zachować kamienną twarz, nawet
jeśli coś wyprowadzało go z równowagi. Posiadał też umiejętność, która chyba
swoje zakorzenienie miała w inteligencji. Potrafił powiedzieć coś dosadnie, tak
żeby poszło w piąty, ale nikt nie mógł zarzucić mu chamstwa. Pojechali na te
negocjacje. Wszystko przebiegało bez zarzutu. Z nieukrywanym zachwytem
obserwowała, jak umiejętnie prowadził negocjacje, by dla FD zyskać jak
najkorzystniejsze warunki. Był świetnym negocjatorem i musiała przyznać, że
wiele mogła się od niego nauczyć. Miał wtedy rację mówiąc, że siedzi w tej
branży bardzo długo i zna się na swojej pracy. Rzeczywiście tak było. Nawet się
trochę dziwiła, że krakowski właściciel senior przystał na propozycje
Dobrzańskiego, przecież Marek nie miał o nim najlepszego zdania. I gdy przyszło
podpisywać umowę, okazało się, że to wszystko to tylko gra. Chciano ich
oszukać. Tuż przed podpisaniem umowy Marek wnikliwie ją przeglądał. I dopatrzył
się nieścisłości. Nieścisłości, które wiele by ich kosztowały. Zrozumiała, że
niekiedy przecinek w niewłaściwym miejscu lub jedno zero mogą przesądzić o
przyszłości ogromnej firmy. Gdyby nie jego ostrożność, wnikliwość i ograniczone
zaufanie, podczas tego wyjazdu, doprowadziliby FD do bankructwa. Dobrzański się
wściekł i miał rację. W dość dosadnych słowach powiedział krakowskiemu
biznesmenowi co o nim sądzi i wyprowadził ją z firmy. Te wyjazd nie przyniósł
korzyści ich firmie, ale z pewnością przyniósł wiele dobrego dla samej dyrektor
Cieplak. To była dla niej cenna lekcja. Teraz wiedziała, że w biznesie trzeba
być czujnym. Mówią jedno, robią drugie i tylko od twojego zaangażowania i
skupienia zależy czy dasz się nabić w butelkę, czy nie. Czasem jedno słowo
przesądza o przyszłości. W tej sytuacji przesądzałoby o przyszłości FD. Na
szczęście wyszli z tej próby obronną ręką.
- I jak? – zapytał Tomek od progu
- Dobrze – odparła, odkładając
książkę na stolik – Co prawda kontrakt okazał się jednym wielkim oszustwem,
który miał pogrążyć firmę, ale za to Marek w drodze powrotnej cierpliwie wysłuchał
kilku moich propozycji – uśmiechnęła się szczęśliwa
- Marek? – blondyn zmarszczył
brwi
- Przeszliśmy na ‘ty’, a to milowy krok w naszych relacjach. Chyba
doszedł do wniosku, że nie jestem największym przekleństwem jego firmy.
Oczywiście kilka pomysłów od razu spiorunował, że niby w FD to nie przejdzie,
ale dwie postanowił od razu wdrożyć w życie. Dzięki nim jeszcze do czasu pokazu
zaoszczędzimy jakieś pięćdziesiąt, może siedemdziesiąt tysięcy.
- Widzisz, mówiłem ci, że się na
tobie pozna. Moja ty zdolna pani dyrektor – musnął jej usta i zmęczony zniknął
za drzwiami łazienki. Uśmiechnęła się pod nosem.
Zaczął ją zabierać na wszystkie spotkania.
Chciał, by jak najlepiej i jak najszybciej poznała biznesowe realia i wdrożyła
się w ten negocjacyjny klimat. Powoli zaczynała się odnajdywać. Wciąż śmiał się
pod nosem na wspomnienie spotkania w konferencyjnej z Pawłem Kierpińskim z
firmy ‘Świat tkanin’, który miał dla FD sprowadzać najwyższej jakości materiały
z Bliskiego Wschodu.
Od początku zauważył, że Ula
wpadła Pawłowi w oko. Znał go doskonale. Wiedział jaki jest i wiedział, że
zrobi wszystko, by się z nią umówić i by ją zdobyć. Ona najwyraźniej nie była
zainteresowana. Widział jej zdegustowaną minę, gdy tylko dołączył do nich w
konferencyjnej. Posłała mu wdzięczne spojrzenie, że wreszcie się pojawił.
Najwyraźniej miała dość zalotów i jednoznacznych aluzji Kierpińskiego. Ustalili
szczegóły współpracy, terminy przelewów i dostaw. Spotkanie powoli dobiegało
końca. Mężczyzna wciąż bacznie obserwował każdy ruch Cieplakówny, gdy zaczęła
zbierać swoje dokumenty niespokojnie poruszył się na miejscu.
- Pani Urszulo, może jednak
zgodzi się pani – zaczął brunet po trzydziestce, ale Marek nie pozwolił mu
dokończyć i gwałtownie wszedł mu w słowo spoglądając wymownie na Ulę
- Kochanie – obrzuciła go
zaskoczonym spojrzeniem i przez chwilę zapomniała o oddychaniu – Dorota prosiła,
bym ci przypomniał, że o trzynastej masz spotkanie w banku – posłał jej uroczy
uśmiech. Kierpińskiego zamurowało i nieco speszony spuścił wzrok. Ula
uśmiechnęła się pod nosem obserwując reakcję nowo poznanego mężczyzny
- Na śmierć zapomniałam – odparła
nieco teatralnie – Uciekam w takim razie. Do widzenia panie Pawle – rzuciła i
skierowała się w stronę drzwi. Nim wyszła Dobrzański zdążył jeszcze zapytać kolegę
- Na co niby miała się zgodzić
moja narzeczona, co? – obrzucił go złowrogim spojrzeniem. Kierpiński zakrztusił
się własną śliną
- Nie wiedziałem, że jesteście
razem – odparł unikając wzroku Marka
- To teraz już wiesz i dobrze ci
radzę, żebyś nieco pohamował swoje zapędy. Ciebie i Ulę będą łączyć wyłącznie
sprawy zawodowe, jasne?
- Jasne – mruknął
- Cieszę się – uśmiechnął się
złośliwie. Uścisnął jego dłoń i wyszedł, kierując się do gabinetu pani
dyrektor.
Zapukał i wolnym krokiem wszedł
do środka.
- Mam nadzieję, że nie masz mi za
złe – zaczął
- Nie – odparła – w zasadzie to
powinnam ci podziękować. Nie znoszę takich namolnych facetów, którzy nie
rozumieją słowa ‘nie’ – odpadła na fotel
- Paweł niestety taki jest. Byłby
gotowy wystawać całymi dniami pod firmą, byś tylko zgodziła się z nim umówić. A
ja wiem, że przecież jesteś w związku – dodał mrużąc lekko prawe oko i uważnie
ją obserwując
- Właśnie – szepnęła – tym bardziej
dziękuję – uśmiechnęła się uroczo
- Ale dzięki temu, że ma do
ciebie słabość udało nam się uzgodnić korzystniejsze dla nas terminy wypłat –
spojrzał na nią rozbawiony
- Jeszcze się okaże, że będę
twoją tajną bronią
- Już nią jesteś – oboje się
roześmieli
Ten rozdział to przełom w relacjach Cieplak - Dobrzański. Wyjazd do Krakowa mimo, że nie zaowocował podpisaniem umowy, to okazał się niezwykle cenny dla Uli. Chyba wreszcie zrozumiała, co miał na myśli Marek robiąc jej poprzednio zarzuty z jej nietrafionych posunięć i podejmowanych bez konsultacji z nim decyzji. To tak jakby przeszła przyśpieszone szkolenie, które diametralnie zmieniło jej zdanie o prezesie.
OdpowiedzUsuńZ całą pewnością go podziwia, imponuje jej jego wiedza, fachowość i kompetencje, a także skupianie się na szczegółach, które mogą pogrążyć firmę. Myślę, że ta lekcja okaże się bardzo pomocna w dalszej pracy Uli jako dyrektora finansowego. Poza tym ewidentnie nabrała do niego szacunku, a to bardzo ważne.
Końcówka mnie rozwaliła. Dobrzański jednak potrafi zachować przytomność umysłu i reaguje błyskawicznie, bo jest spostrzegawczy. Od razu orientuje się w zamiarach Kierpińskiego i zwrotem "kochanie" prawie go nokautuje i udaremnia jego zamiary. Świetna scena.
Jak zwykle znakomita część, w której w znaczący sposób uległy poprawie ich służbowe relacje. Dzięki Amicus.
Pozdrawiam. :)
Masz rację Gosiu, Marek imponuje jej swoją wiedzą i nieustęplwiością w kontaktach z kontrahentami, ale zwraca jej uwagę również swoim sposobem bycia i to w coraz bardziej pozytywny sposób.
UsuńWięcej nie napiszę, bo jeszcze coś zdradzę z dlaszych części.
Dzięki, że jesteś i wiernie trwasz przy tym opowiadaniu i moim blogu.
Pozdrawiam :)
Doskonala czesc, plynna, bez potkniec stylistycznych czy leksykalnych, sama przyjemnosc.
OdpowiedzUsuńUla i Marek zblizaja sie do siebie, chyba Marek zakonczyl faze "czubienia sie" i teraz rozwija czesc "lubimy sie".
Ula przekonuje sie do niego coraz bardziej, jest pozytywnie zaskoczona jego zaletami i im bardziej ja zaskakuje tym bardziej jest mu przychylna i jej obrona "mieknie".
Marek nawet odwazyl sie na lekkie wtargniecie w prywatnosc. To jego "kochanie" nie jest takie niewinne. Stwierdzenie czy pytanie o jej staly zwiazek tez nie jest przypadkowe.
Ciekawe jak rozwiazesz problem Tomka bo to chyba fajny facet, "chyba" bo niewiele o nim wiemy. Do tej pory byl rozsadny, sluzyl rada i jest raczej zapatrzony w Ule. Jest moze troche zazdrosny bo bardzo szybko reaguje na przejscie na ty Uli i Marka. Chociaz to o niczym nie swiadczy, jego zachowanie pozostaje w normie.
Czekam na cd.
A może fazy się jeszcze będą mieszać? ;) Zobaczycie niebawem jak to się potoczy...
UsuńTomek będzie się pojawiał, ale jakoś specjalnie się na nim nie skupiałam. Dobrzański jest zdecydowanie ważniejszy ;)
Dzięki za komentarz i miło, że mimo mojej długiej nieobecności zechciałaś dzisiaj zajrzeć na bloga :)
Pozdrawiam Cię serdecznie
Witam;-)
OdpowiedzUsuńRozdział świetny jak zawsze:-)
W końcu doczekaliśmy się przełomu. A scena z "kochanie" jest znakomita;-)
Zaczynają dobrze czuć się w swoim towarzystwie.. Oby tak dalej. ;-)
Już nie mogę doczekać się nexta..
Cieszę się że mimo tylu spraw, zajmujesz się pisaniem o Uli i Marku. Dziękuję;-) Pozdrawiam, Olka;-)
Ja dziękuję, że wciąż jesteście, chcecie czytać i odzywacie się w komentarzach! :) Chwilowe zawirowania powoli się wyciszają, więc postaram się już trzymać planu publikacji.
UsuńDzięki Olu, że wciąż śledzisz! Mam nadzieję, że nie zawiodę.
Pozdrawiam serdecznie :)