Były dwie wersje tej mini. Ostatecznie zdecydowałam się na tą. Wasze reakcje pokażą, czy to był słuszny wybór ;)
Kolejna notka w II połowie miesiąca!
Ten dzień należał do jednego z
najgorszych w jej życiu. Zaszyła się w domu z butelką wina. Choć mama dopytywała,
kiedy przyjedzie do rodzinnego miasta, odciągała ten moment w czasie. Nie było
powodów do świętowania. Bilans trzydziestolatki wychodził naprawdę
beznadziejnie. Choć zawsze ten dzień spędzała ze swoimi koleżankami, to dziś
była sama. Nie, nie mogła tych dziewczyn nazwać przyjaciółkami. Już nie. Kiedyś
myślała, że ma w nich bratnie dusze, teraz nie miała już złudzeń. Utrzymywały
bliski kontakt, gdy one poszukiwały pracy, były wolne. Później relacje zaczęły
się rozluźniać. Coraz częściej słyszała wymówki i wykręty. Gotowały mężom
obiadki, zajmowały się dziećmi, były pochłonięte pracą zawodową. To ona im wszystkim
znalazła etaty. Wszystkie cztery zatrudnione były w firmach, w których
pracowała kilka lat temu. A gdy ona w ubiegłym miesiącu straciła pracę, znajdowały
wytłumaczenie, by się z nią nie spotkać, nie pogadać, nie pomóc w szukaniu
zajęcia. Nawet w dniu jej urodzin zamiast tradycyjnego telefonu, zdobyły się
tylko na krótkie sms’y. Przyjaciół z pewnością można było jej pogratulować. Podobnie
bezrobocia. Była cenioną specjalistką, dopóki w firmie nie pojawiła się córka
jednego z dyrektorów. Od początku było widać,
że ma chrapkę na jej stanowisko, że czuła w niej zagrożenie. Kopała pod
nią dołki tak długo, aż wreszcie prezes wręczył jej wypowiedzenie. Z szukaniem
nowej pracy też jej nie szło. W ciągu dwóch tygodni rozesłała pięćdziesiąt CV. Albo
w ogóle nie odpowiadali, a jeśli już nawet zapraszali ją na rozmowy
kwalifikacyjne to słyszała standardową formułkę ‘odezwiemy się do pani’. Tylko
dwóch potencjalnych pracodawców zdobyło się na szczerość, mówiąc wprost, że ma
zbyt wysokie kwalifikacje, by u nich pracować. Nade wszystko można było jej
pogratulować nieudanego życia osobistego. Choć zawsze marzyła o rodzinie,
ciepłym domu, kochającym mężu i dwójcie dzieci, była sama. Jej marzenia
ostatecznie zostały przekreślone w ubiegłą sobotę. Jej chłopak wziął ślub.
Niestety na miejscu panny młodej stał ktoś inny. Dawid był jej wielką miłością.
Kochała się w nim od czasów studiów. Przystojny, wysportowany, inteligentny. Byli
na tym samym roku, na innych kierunkach. Kompletnie nie zwracał na nią uwagi.
Przez pierwsze dwa lata zmieniał dziewczyny, jak rękawiczki. Później związał
się z piękną Jessicą. Miss uczelni, o amerykańskich korzeniach trwała u jego
boku do końca educkacji. Studia się skończyły, a ona nie potrafiła pozbyć się
tego uczucia. I gdy podjęła pierwszą pracę, w jej życiu pojawił się Łukasz.
Ideał. Miała nadzieję, że to właśnie on wyleczy ją z Dawida, że z tej
znajomości coś będzie. Szybko ją uświadomił, że jest gejem. Śmiała się wtedy w
duchu, że ma niebywałe szczęście, że trafia, jak kulą w płot. Rok po odebraniu
dyplomów jej koleżanka zorganizowała imprezę, na której pojawił się również Dawid.
Ona była sama, on też. Zaiskrzyło. Jej marzenia wreszcie zaczęły się spełniać.
Po trzech miesiącach zamieszkali razem. Na początku było naprawdę fajnie.
Później ona zmieniła pracę i spędzała w biurze po dwanaście godzin. On często
wyjeżdżał służbowo. Zaczęli się mijać. Po jakimś czasie, wreszcie do niej
dotarło, że w tym wyścigu o pieniądze, pozycję zawodową, zgubili siebie.
Wiedziała, że to ostatni dzwonek, na ratowanie tego związku. Podjęła ten
wysiłek. Bardziej ona, niż on, ale udało się. Przez chwilę znów było tak, jak
na początku. Aż pewnego wieczora, zamiast ujrzeć pierścionek zaręczynowy,
zobaczyła jego spakowane walizki. Miała nadzieję, że przemyśli sprawę i do niej
wróci. Nie wrócił. Od wspólnych znajomych dowiedziała się, że planuje ślub.
Pobrali się po ośmiu miesiącach znajomości. A co najważniejsze, spodziewają się
dziecka. Z nią nie chciał ich mieć. Bilans trzydziestolatki wychodził wybitnie
na minus. Nie miała męża, dzieci, pracy, ani przyjaciół. Miała za to złamane
serce i ogromną potrzebę czułości i bliskości.
Opróżniła butelkę wina i
spojrzała na zegarek. Dochodziła dwudziesta druga. Nie, nie będzie siedziała i
upijała się w samotności. To, że jej życie było do kitu nie znaczy, że ma
siedzieć w domu i się umartwiać. Co roku wychodziły z dziewczynami tańczyć. W
tym roku pójdzie sama, ich strata. Postanowiła świetnie się bawić do białego
rana.
Czuła, jakby za chwilę miało
rozsadzić jej głowę. Najwyraźniej musiała przesadzić wczoraj z alkoholem.
Kolorowe drinki kusiły, ale ich połączenie doły mieszankę wybuchową w postaci
kaca giganta. Powoli otworzyła powieki, ważące tonę i stwierdziła, że ona przecież
takie oświetlenia nigdy nie kupowała. Uniosła lekko głowę i pierwsze, co dostrzegła,
to śpiącego po drugiej stronie łóżka mężczyznę. Wszystko wskazywało na to, że
był nagi. Ostrożnie, by go nie zbudzić podniosła kołdrę i stwierdziła, że jej
bielizna zniknęła w tajemniczych okolicznościach. ‘Fuck!’ zaklęła w duchu. Najwyraźniej
upiła się tak bardzo, że przespała się z pierwszym, lepszym kolesiem. Fakt,
bardzo przystojnym, ale kompletnie nieznajomym. Próbowała otworzyć w pamięci
wczorajszy wieczór. Była pewna, że wypiła w domu wino, a później zrobiła się na
bóstwo i pojechała do jednego z najmodniejszych klubów w Warszawie. Tańczyła z
kolejnymi chłopakami, sącząc w przerwach drinki z parasolką, a później…. A
później była tylko czarna dziura. Nie pamiętała kim jest ten brunet śpiący po
drugiej stronie i gdzie tak naprawdę się znajdują. Z pewnością nie byli u niej.
Opcje były dwie. Jego mieszkanie, albo hotel. Najciszej, jak potrafiła wstała z
łóżka i rozejrzała się po podłodze w poszukiwaniu garderoby. Ucieczka w tym
momencie była dla niej najrozsądniejszym wyjściem. Czułaby się mega niezręcznie
jedząc z nim śniadanie, gdy nawet nie pamięta, jak ma na imię. Znalazła bieliznę
i sukienkę i wymknęła się do łazienki. Ubrała się w tempie ekspresowym. Nigdzie
nie mogła znaleźć torebki. Postanowiła wychylić się na korytarz. Miała nadzieję
znaleźć tam zgubę i jak najszybciej opuścić to miejsce. Nie zwracając uwagi na
dużą przestrzeń i drogie wyposażenie wnętrza zeszła na palcach schodami na dół.
Przy drzwiach wejściowych dostrzegła swoje szpilki, a w rogu pomieszczenia
swoją kopertówkę. Wybiegła z domu. Miała szczęście, że furtka była otwarta.
Odeszła kilkadziesiąt metrów i dostrzegając tablicę z nazwą ulicy na jednym z
parkanów, zamówiła taksówkę.
Po tej nocy miała moralnego kaca.
Czy poszła z nim do łóżka, bo była pijana, czy dlatego, że tęskniła za
bliskością? Brakowało jej czułości, brakowało jej mężczyzny. Tęskniła za
silnymi, męskimi ramionami, w których mogłaby się budzić każdego ranka. I choć
facet był przystojny, to miała nadzieję już nigdy go nie spotkać. Musi ochłonąć
i puścić ten incydent w niepamięć. Nie ona pierwsza i nie ostatnia.
- Dzień dobry, ja na rozmowę w
sprawie pracy – uśmiechnęła się do blondynki stojącej w recepcji
- Pani Cieplak? – kiwnęła głową
potakująco – Prezes spotka się z panią osobiście. Zapraszam do jego gabinetu –
wskazała na drzwi po drugiej stronie korytarza. ‘Prezes osobiście?’ dziwiła
się. ‘Może wreszcie będą mną autentycznie zainteresowani. Szlak mnie trafi jak
usłyszę po raz kolejny coś w stylu jest pani za dobra’. Zapukała i pewnym
krokiem weszła do środka.
- Dzień dobry, Urszula… - rzekła
od progu i urwała w pół zdania, gdy mężczyzna podniósł głowę i spojrzał jej
prosto w oczy.
- Witaj – odparł miękko i wstał
zza biurka – miło cię widzieć – nie potrafiła zrobić kroku. Stała wmurowana w
ziemię i czuła, jak jej twarz robi się czerwona – Usiądź – gestem dłoni
zaprosił ją na kremową sofę.
- Chyba ta rozmowa nie ma sensu –
burknęła pod nosem i już chciała wychodzić, gdy złapał ją za rękę
- Myślę wręcz przeciwnie.
Przecież szukasz pracy. A ja poszukuję dyrektora finansowego. Usiądź –
powtórzył swoją prośbę. Posłusznie zajęła miejsce na sofie. Czuła się
zażenowana tą całą sytuacją. Jej pewność siebie gdzieś uleciała. Onieśmielał
ją. Zwłaszcza, że teraz, prezentował się jeszcze lepiej niż rankiem – Zawsze uciekasz
po wspólnej nocy?
- Nie – odparła i wreszcie
zdecydowała się spojrzeć mu w oczy – Prawdę mówiąc taka przygoda zdarzyła mi
się po raz pierwszy – szepnęła zażenowana
- Możesz mi wierzyć lub nie, ale
ja również nie jestem stałym bywalcem klubów. Prawdę mówiąc poszedłem tam
pierwszy raz od rozstania z narzeczoną. Rankiem czułem się rozczarowany, gdy
nigdzie cię nie mogłem znaleźć.
- Przepraszam. Faktycznie,
uciekałam jak gówniara. Szczerze mówiąc, to nawet nie pamiętam, jak masz na
imię – tym faktem była wyraźnie skrępowana. Uśmiechnął się pod nosem
- Marek. Marek Dobrzański –
uśmiechnęła się niewyraźnie
- Ta rozmowa chyba naprawdę nie
ma sensu. Na to stanowisko pewnie masz jeszcze wiele kandydatów, a chyba nie
potrafiłabym z tobą pracować po tym, co się wydarzyło
- Rzeczywiście zaczęliśmy tę znajomość
trochę od końca, ale…. Trzeba rozdzielić sprawy prywatne od zawodowych. Jest
kilku kandydatów, ale to ty masz najlepsze kwalifikacje. Twoje CV jest naprawdę
imponujące. Jeśli zgodzisz się na dwanaście tysięcy brutto, plus premia kwartalna,
to jestem w stanie podpisać z tobą umowę nawet teraz
- Powtórzę raz jeszcze, nie wiem,
czy będę potrafiła z tobą pracować.
- Myślę, że się dogadamy. Jesteś
profesjonalistką. A co do sfery prywatnej…. Spędziliśmy razem bardzo fajny
wieczór. Świetnie się razem bawiliśmy. Rzeczywiście, zaczęliśmy od seksu. Może
powinniśmy się trochę lepiej poznać, ale… nic straconego. Chciałbym to
kontynuować – słysząc tę deklarację spojrzała na niego zaskoczona – Zjesz ze
mną jutro kolację? – długo milczała zastanawiając się nad odpowiedzią. Podobał
jej się, to prawda, ale…. Tych ‘ale’ było zbyt dużo.
- Nie wiem, czy jestem gotowa na
nową znajomość.
- W ubiegłym tygodniu zamknęły
się jedne drzwi – umiejętnie nawiązał do ślubu Dawida – Może warto spróbować
otworzyć inne?
- Skąd wiesz, że….. – nie pozwolił
jej dokończyć
- Oprócz tego, że się kochaliśmy
i tańczyliśmy, całkiem sporo też rozmawialiśmy. On już jest przeszłością. Zresztą
nigdy nie był ciebie wart. Może warto dać sobie szansę na szczęście? - coś ją w
tym mężczyźnie pociągała, musiała to przyznać. Postanowiła zaryzykować. Może to
właśnie jest jej szansa? Może to właśnie są te drzwi? Może to właśnie jej
trzydzieste urodziny miały przynieść przełom?
- To o której ta kolacja? –
spojrzała na niego. Uśmiechał się szeroko.
Początek świetny ;) Faktycznie może ich znajomość nie rozpoczęła się tak jak powinna, ale Marek ma rację da się rozdzielić życie prywatne od zawodowego. Mam nadzieję że to się im uda. Ciekawa jestem jak to się dalej potoczy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)
to jak się dalej potoczy, zostawiam Twojej wyobraźni. Możesz dopisać scenariusz taki, jaki Ci najbardziej pasuje ;) Pozdrawiam
UsuńJeśli chodzi o moją reakcję to może być tylko jedna - rewelacyjnie! Podoba się bardzo. Nie wiem jaka była druga wersja ale ta cud miód i dobrze, że tę wybrałaś. Kto powiedział, że zaczynając od seksu nie można później stworzyć związku? Może komuś się udaje. A ten Marek jest chyba fajny, więc będzie fajnie. Dzięki Ci za to ;). Pozdrawiam, KaEm.
OdpowiedzUsuńdruga była bardziej przegadana ;) bo się poznali w klubie przy barze ;)
Usuńten Marek miał być fajny ;) niefajny będzie w innych historiach
pozdrawiam
Lubimy fajnych Marków :D. Niefajnych niekoniecznie, chyba że z niefajnego staje się fajny :D. KaEm.
UsuńBardzo fajna miniaturka.
OdpowiedzUsuńSzkoda że taka krótka jak dla mnie.
Pozdrawiam MM
no tak wyszło. Nie lubię przeciągać na siłę, żeby wyszło jak najdłużej, a za to bez treści.
UsuńPozdrawiam
Bardzo dobry wybór i bardzo fajna miniatura. Bardzo mi się podoba. Zaczęli znajomość tak jak wiele osób w dzisiejszych czasach, tylko nie wszystkim zależy na ich kontynuowaniu a im chyba tak. Szczególnie Marek wydaje się być zainteresowany co dobrze wróży. Dla mnie super. Ania.
OdpowiedzUsuńmasz rację, tutaj to Marek jest zdecydowanie tą stroną aktywniejszą w kontynuowaniu tej znajomości.
UsuńA takie mamy czasy, że więcej jest jednorazowych przygód, niż poważnych związków. Ludzie są wygodni i nie lubią zobowiązań
pozdrawiam
Super mini a zdradzisz nam jaka była druga wersja czy wykorzystasz ją w innym opowiadaniu.
OdpowiedzUsuńwykorzystywać nie zamierzam. Druga, jak już pisałam wyżej, była bardziej przegadana. Poznali się w klubie przy barze i zaczęło się od rozmowy. Dość uszczypliwej i zgryźliwej, a później coraz bardziej szczerej i sympatycznej.
UsuńPozdrawiam
Cytując klasyka - nieważne, jak się zaczyna ważne jak się kończy! A odnoszę wrażenie, że akurat tutaj Ulka z Markiem początek znajomości mieli może zaskakujący, ale za to przyjemny i chyba nic nie stoi na przeszkodzie żeby dalej też było przyjemnie :D. Warunki ku temu mają spore, można stwierdzić że znają się niedługo, ale za to dogłębnie! A teraz poważnie... początek tej historii bardzo mi coś przypomina, bardzo. Ale przemilczę. Mimo, że Ulka ma doła to postanowiła się dobrze bawić nawet sama, a że ta mini to taka trochę bajka, to tylko na dobre jej te (nie do końca samotne) urodziny wyszły. Spotkała fajnego faceta, może na trzeźwo to by jej się nie udało :D. I śmiem twierdzić, że bawiła się lepiej niż z koleżankami, a wieczór z Markiem był przyjemniejszy niż plotki z niby przyjaciółkami. A na pewno korzyści na przyszłość będą ciekawsze :D. Fajny Marek, ma potencjał na fajnego partnera, wygląda na odpowiedzialnego i zachowuje się jak odpowiedzialny facet. Nie udaje, że jej nie zna, nie ucieka, to co się stało to już było i nic tego nie zmieni. Teraz trzeba brać byka za rogi. Ale nie przesadzajmy przecież tak naprawdę nie stało się nic, co by mogło w jakikolwiek sposób ich dyskredytować w swoich oczach. Ot dwoje dorosłych ludzi spędziło razem wieczór i noc? No i co z tego? Oboje są dorośli nie zrobili nic złego. Dobrze się razem bawili, dobrze się razem czuli i poszli do łóżka. Nikt nikogo nie skrzywdził, nie zdradził, nie mieli innych partnerów, po prostu spędzili razem noc. Nie oszukujmy się nie oni pierwsi, nie oni ostatni, a że potem Ulka miała moralniaka to inna sprawa. W sumie głupio jej było przed samą sobą. Nie wie jak zachowałby się Marek, a patrząc na to jak zareagował gdy ją zobaczył w swoim gabinecie to poranek mógł być bardzo miły i zaskakujący. Pozytywnie zaskakujący ;). Ale śmiem twierdzić, że jeszcze wiele wspólnych, intensywnych poranków przed nimi. Marek zapewne skutecznie wyleczy ją z chorej fascynacji niewartym jej uwagi Dawidem. Chociaż w sumie odpowiedzialny facet - będzie miał dziecko to i ślub z jego matką weźmie. Brawo on. I jeszcze jedno nie oni pierwsi i nie oni ostatni będą razem pracować i mieszkać (wybiegam za daleko wiem, ale lepiej brzmi takie uogólnienie). Wiele osób jest razem w pracy i w domu, wiele poznaje się w pracy, a jeszcze więcej ma romanse w pracy i żyje. Życie pisze różne scenariusze. Jakby każdy romans czy fascynacja szefem, przełożonym, czy podwładną miały powodować bezrobocie to strach pomyśleć. Może na początku będzie dziwnie, chociaż wcale nie musi tylko od nich zależy jak się zachowają. Nie ma powodów ku temu żeby od razu rezygnować z pracy. Oboje są ludźmi na poziomie, na czole nie mają wypisane że razem spali i tylko od nich zależy co z tym zrobią. Nikt nie musi wiedzieć że znali się wcześniej i nikt nie oskarży Ulki, że zdobyła stanowisko przez łóżko, bo i ma odpowiednie kwalifikacje i ich noc jest ich tajemnicą. A Marek ma już pewne plany i brawo dla niego - tamten wieczór będzie początkiem czegoś fajnego, a nie końcem. I dzięki temu Ulka na starcie może podejrzewać, że Marek będzie nie tylko fajnym szefem, ale że jest też dobrym kochankiem. Chyba, że nie pamięta jak było, ale zapewne Marek szybko jej przypomni ;). Podsumowując bardzo fajna miniatura, jedyny minus brak momentów. Zdecydowanie za szybko Ulka się obudziła ;). Apeluję o momenty! Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńA Tobie to tylko momenty w głowie! :P ile razy można pisać to samo... :P mimo, że zawsze staram się napisać to jakoś inaczej, to mam wrażenie, że sceny seksu wychodzą mi tam samo. Chyba muszę częściej zaglądać na pewnego bloga ;) żeby się podszkolić w kwestii pisania pikantnych scen.
UsuńTutaj nie było, niemniej poczekaj, a będzie Ci wynagrodzone. W niektórych opowiadaniach nie dało się od tego uciec.
Pozdrawiam
No i się wydało! Musiałaś to powiedzieć głośno? Naprawdę musiałaś?! Szkolenie Ci nie potrzebne, na razie trzymasz poziom pod względem jakości, gorzej z ilością :D. Tu musisz się podszkolić i obiecać poprawę ;).
UsuńPoczekam, poczekam, żebyś wiedziała, że poczekam w końcu czekanie staje się moją specjalnością. Ale jak długo....
Ale pocisnelas. Szczerze jestem zaskoczona, ale bardzo miło. Ale, ze Ulka w klubie i nic nie pamięta. No no... grubo. A zakończenie mega zaskakujące. Ich relacje mogą być ciekawe�� pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPamiętajcie, że moja Ulka, to nie zawsze ta szara, zahukana myszka z serialu. Marek też bywa inny.
Usuńpozdrawiam
Świetny pomysł. Gratuluję ;)
OdpowiedzUsuńdzięki! :) pozdrawiam
UsuńWow. Co za świetny pomysł na miniaturkę. Genialna mini. Marek inny niż w serialu. Sam przyznaje, ze nie jest stałym bywalcem klubów. Ulka widocznie podobała mu się bardzo, skoro powiedział, ze rankiem, kiedy zauważył że nie ma Cieplakowny był rozczarowany.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie, Andziok ;)
dzięki! :)
Usuńtutaj Marek zdecydowanie nie jest serialowym casanovą ;) pozdrawiam
Świetna miniaturka. Pozdrawiam Kasia.
OdpowiedzUsuńdziękuję! miłego tygodnia!
UsuńBardzo fajna miniaturka, Marek okazal sie bardzo dojrzaly. Na pewno w tym wypadku warto otworzyc inne drzwi :)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejna czesc " Umowy".
Pozdrawiam, M.M. :)
P.S. Amicus szukalam ostatnio opowiadania "Wbrew...", bo bardzo lubie do niego wracac i nie moge go zlokalizowac?
zwłaszcza, że te nowe drzwi wydają się dużo lepsze! ;)
UsuńUmowa w przyszłym tygodniu.
Potwierdzam, zniknęło na pewien czas ;)
pozdrawiam
Bardzo fajny pomysł na miniaturkę i jej wykonanie.Podoba mi się ,że nie skończyli znajomości na tej jednej nocy tylko będą chcieli ją kontynuować i przy okazji lepiej się poznać . Być może stworzą udany związek. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńOboje inni niż w serialu. Podoba mi się ,że Marek nie chciał kończyć tej znajomości
właśnie, oboje inni niż w serialu! Marek zdecydowanie jest jest bawidamkiem, a i Ulka bardziej atrakcyjna i mniej zahukana.
UsuńPozdrawiam
A gdzie zniknęło opowiadanie "Wbrew"?... Błagam oddaj....
OdpowiedzUsuńwróci za jakiś czas ;)
UsuńOoo 900 :D.
OdpowiedzUsuńbrawo Wy! :)
UsuńGratuluję kolejnego wspaniałego pomysłu, ta miniaturka jest po prostu świetna. Tak sobie pomyślałam, że mógłby to być świetny wstęp do dłuższego opowiadania. To dość często się zdarza, że dwoje ludzi spędza ze sobą noc a później każde wraca do swojego życia. Tu jest trochę inaczej bo Marek chciałby tę znajomość kontynuować i choć zaczęli od końca to mogłoby się to udać.
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na kolejny rozdział Umowy, pozdrawiam ;) M
dziękuję! :)
Usuńszczerze mówiąc, jak ją popełniłam, przemknęło mi przez myśl, że może to być dobra kanwa do czegoś dłuższego. Może kiedyś pojawi się podobny motyw ;)
pozdrawiam
Witam Amicus:) A kiedy będzie "to coś" w drugiej połowie miesiąca? pozdrawiam
OdpowiedzUsuńBędzie dziś nowa część.
OdpowiedzUsuń