B

poniedziałek, 1 czerwca 2015

'Dwa plus dwa' VII



W koprodukcji z KaEm!   



Gdy tylko dostrzegli się pośród rosnących w Łazienkach dębów i kasztanowców Jasiek rzucił się biegiem w stronę Tosi. Dzieciaki padły sobie w ramiona, czym kompletnie rozbroiły zbliżających się do siebie rodziców. Chłopiec wręczał Tosi torbę, w której znalazły się hiszpańskie łakocie, gdy oni stanęli naprzeciw siebie.
- Cześć prezesie – przywitała się nieco zaczepnie. Śmiały się nie tylko jego usta, ale przede wszystkim oczy.
- Witaj. Ślicznie wyglądasz – rzekł obrzucając ją zachwyconym spojrzeniem i musnął ustami jej policzek. Zdawała sobie sprawę, że zrobi na nim wrażenie. Pistacjowa, przewiewna sukienka z dużym dekoltem w kształcie litery v podkreślała jej smukłe nogi i spory biust – Tydzień to szmat czasu – szepnął, przy okazji zahaczając wargami o poduszeczkę jej ucha
- Opaleni, wypoczęci – spojrzała na Dobrzańskiego, który w bordowych spodniach i białej koszuli, z wyraźnie odznaczającym się zarostem na śniadej skórze wyglądał bardzo pociągająco – Jasiu, dasz mi buziaka? – zapytała chłopca, który nie mógł nagadać się z Tosią, opowiadając jej swoje hiszpańskie przygody. Chłopiec wycisnął na jej policzku słodkiego całusa. Kiedy już się przywitali, ruszyli wolnym krokiem w kierunku Belvedere.
- Byłym zapomniał – rzucił szatyn, wyciągając z tylnej kieszeni spodni niewielkie pudełeczko – Taki drobiazg – obrzuciła go zaciekawionym spojrzeniem i szybko odpakowała bransoletkę z kamieni szlachetnych w ciepłych kolorach
- Jest piękna – szepnęła. Czyżby celowo zamiast w policzek, jej usta trafiły w kącik jego warg? Uśmiechnął się z satysfakcją.  Te drobne gesty, zarówno z jego strony, jak i z jej były bardzo znaczące.

- Masz jakieś plany na przyszły weekend? – zapytał po skończonym posiłku. Oni sączyli kawę, a dzieci pobiegły oglądać pawia dumnie przechadzającego się parkowymi alejkami.
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Jasiek chciał was zabrać do Barcelony – zaśmiał się pod nosem – Tłumaczyłem mu, że nie dostaniesz urlopu. Chociaż prawdę mówiąc podobnie jak on żałowałem, że nie możecie jechać z nami. I tak  sobie pomyślałem, że może się zgodzisz.. – chrząknął - że będziesz miała ochotę spędzić z nami, ze mną – wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo – trochę więcej czasu. Moglibyśmy jechać w przyszłym tygodniu do domku moich rodziców w Sopocie. Rozciąga się z niego piękny widok na morze, a poza tym z tego, co wiem, Jasiek obiecał Tosi, że pokaże jej swój domek na drzewie. Do Trójmiasta to maksymalnie jakieś cztery godziny jazdy z przystankami. Wyjechalibyśmy w piątek wieczorem, żeby nie tracić soboty i wrócili w niedzielę przed zmrokiem.
- Myślę, że Tosia będzie zachwycona tą propozycją i zacznie cię jeszcze bardziej wychwalać – roześmiał się pod nosem, ale bardzo szybko jego twarz na powrót spoważniała
- Ale ja nie pytam o to, czego chce Antosia, tylko czego ty chcesz – spojrzał jej prosto w oczy - Czy ty masz ochotę jechać tam ze mną – z jego wyrazu twarzy odczytała jakby podwójne znaczenie tego pytania
- Mam – odpowiedziała krótko i zdecydowanie.

Kilkanaście minut przed dwudziestą trzecią zajechali przed niewielki, wykończony drewnem domek, pośród wysokich sosen. Zaparkował na podjeździe i rzekł na tyle cicho, by nie zbudzić śpiących na tylnym siedzeniu dzieci
- Zostań z nimi. Pójdę otworzyć i zapalić światło. Mam nadzieję, że pani Teresa wszystko przygotowała. Zaniosę je prosto do łóżek – kiwnęła głową i cierpliwie czekała w środku, aż wróci. Pierwszego chwycił na ręce Janka. Chłopiec poruszył się niespokojnie, ale na szczęście się nie przebudził. Zaniósł go na górę i ostrożnie ściągając mu buty, w ubraniu położył do łóżka. Ula w tym czasie wysiadając z auta zaciągnęła się rześkim, nadmorskim powietrzem. Tego właśnie jej było trzeba. Szybko zbiegł po schodach, by wnieść dziewczynkę. Gdy tylko rozpiął pas i wyjął ją z fotelika, otworzyła zaspane oczka
- Śpij skarbie – szepnął – Zaniosę cię do sypialni. Mama będzie w pokoju naprzeciwko, dobrze – blondyneczka mruknęła coś niewyraźnie i wtulając się w jego pierś zasnęła mu na rękach. Ostrożnie ułożył dziewczynkę w łóżku i zostawił z Ulą. Gdy kobieta na palcach wychodziła z pokoju córki, Dobrzański wnosił właśnie jej walizkę. Otworzył sosnowe drzwi i wpuścił ją przodem – Mam nadzieję, że ci się spodoba. Ma oddzielną łazienkę – wskazał na drzwi – I wyjście na balkon . Jakby ci w nocy było za gorąco, to śmiało możesz otwierać okna. Wszędzie są zamontowane moskitiery, więc komary nie będą atakować. Łazienka dzieciaków jest na końcu korytarza.
- A ty gdzie będziesz spał? – zaciekawiła się. Co prawda nie zdążyła jeszcze do końca zwiedzić domu, ale na górze były cztery pomieszczenia, co stwierdziła po liczbie drzwi, a na dole znajdował się spory salon z otwartą kuchnią. Pomieszczenie pod schodami bardziej pasowało na łazienkę, niż małą sypialnię.
- Na kanapie w salonie. Jest bardzo wygodna – stanął naprzeciw niej i przez krótką chwilę tonęli w swoim spojrzeniu – Cieszę się, że zgodziłaś się tu ze mną przyjechać. Późno już, powinnaś się położyć. Dobranoc – wycofał się dwa kroki, ale zatrzymał go jej głos
- Cieszę się, że mnie tu zabrałeś. Dobranoc Marku – i ku jego ogromnej radości, ale i zaskoczeniu, na krótki moment złączyła ich wargi. Wyszedł z jej sypialni z uśmiechem na ustach.

Gdy się obudziła zegar wskazywał dopiero szóstą trzydzieści, a mimo to czuła się wypoczęta i pełna energii. Otulając ciało satynowym szlafrokiem wyszła na balkon, z którego rozpościerał się widok na plażę. Opierając się o barierkę zamknęła oczy i napawała się szumem morze.
- Dzień dobry – usłyszała wesoły głos dochodzący z dołu. Spojrzała w tamtym kierunku i dojrzała Dobrzańskiego, spacerującego na boso, z kubkiem parującego napoju po ogrodzie w piżamowych spodniach w kratę i białym podkoszulku – Skoro już wstałaś, to zapraszam na kawę – po chwili znalazła się obok niego na tarasie – Taka jak lubisz – podsunął jej zielone naczynie, a sam upił kolejny łyk z kubka z napisem ‘najlepszy tata na świecie’.
- Pięknie tu – odparła delektując się dawką kofeiny
- Zawsze twierdzę, że ważniejsze od miejsca jest towarzystwo – spojrzała na niego uważnie – Przepraszam. Chyba zaczynam cię osaczać
- Nie odnoszę takiego wrażenia
- To dobrze. Po prostu zależy mi na tobie i z jednej strony chciałabym coraz więcej, a z drugiej boję się, bo nie chcę tego zepsuć – przyznał szczerze
- Ja ci nie pozwolę tego zepsuć – zapewniła. Już chciał coś odpowiedzieć, gdy usłyszał dzwonek swojego telefonu
- Przepraszam, podjechał pan Andrzej. Wraz z żoną zajmuje się domkiem pod naszą nieobecność – wyjaśnił pospiesznie, zabierając ze stolika portfel – Przywiózł nam świeże bułeczki na śniadanie – puścił jej oko i ruszył w kierunku bramy.

Spędzili naprawdę bardzo udany dzień. Dzieciaki bawiły się w domku na drzewie i nawet Ula przestała drżeć o swoją córeczkę wdrapującą się po drabinie do środka, widząc z jaką troską asekuruje ją Jan. Rodzice siedząc na tarasie przytuleni, rozmawiali o wszystkim i o niczym. Obecność tej drugiej osoby nie ciążyła, wręcz przeciwnie. Cieszyli się, że są tam razem. Chłopiec i dziewczynka tak dobrze bawili się w swoim małym azylu, że nawet nie chcieli słyszeć o spacerze brzegiem morza. Dopiero, gdy Marek obiecał im gofry przystali niechętnie.
- Tato – podczas kolacji odezwał się junior – A czy my już zawsze będziemy przyjeżdżać tutaj w czwórkę? – Dobrzański spojrzał najpierw na wlepione w niego oczy blondyneczki, później spotkał wyczekujący wzrok syna, by ostatecznie zatonąć w śmiejących się do niego, a zarazem lekko zakłopotanych błękitnych oczach Uli.
- Bardzo bym tego chciał – odpowiedział dolewając Tosi soku
- Super! – krzyknęła dziewczynka
- My się chyba umawiałyśmy, że nie będziesz tak często używała tego słowa – spojrzała na córkę Ula
- Ja się po prostu mamusiu bardzo cieszę – wyszczerzyła się, ukazując swoje niekompletne uzębienie.

Dzieciaki już dawno spały, a oni wciąż siedzieli na tarasie, delektując się ciepłym wieczorem, ciszą i swoim towarzystwem.
- Dolać ci wina? – zapytał cicho, by nie burzyć tej wyjątkowej atmosfery
- Chcesz mnie upić? – zapytała spoglądając w jego oczy prowokująco
- Chce po prostu wypić z tobą butelkę świetnej Cavy, którą przywiozłem na specjalną okazję – odparł
- Zwykły wieczór na tarasie to dla ciebie specjalna okazja? – celowo udała zdziwienie
- Zwykłe wieczory spędzam sam, a nie w towarzystwie pięknej kobiety. A tym winem chce uczcić początek czegoś wyjątkowego, co się miedzy nami rodzi  – krótko musnął jej usta. Roześmiała się
- Czyli jednak chcesz mnie upić. Sądzisz, że będę łatwiejsza – zastanawiał się, czy celowo go prowokuje. Pokręcił głową ze śmiechem
- Nie zamierzam za pomocą wina zmuszać cię do czegokolwiek – rzekł poważnie – Nie ukrywam, że chciałby się z tobą kochać, co nie oznacza, że nie mogę poczekać – odstawiła kieliszek na szklany blat i wstała, wyciągając w jego kierunku rękę
- Nie musisz czekać – splótł ich palce i pozwolił, by poprowadziła ich na górę.

Okrył ich ciała cienką kołdrą i położył się obok wspierając głowę na ramieniu. Przyglądał się jej w milczeniu, a ona wybuchała śmiechem, przyciskając otwartą dłoń do ust, by nie zbudzić dzieci. Patrzył na nią zdezorientowany, nie rozumiejąc, o co jej chodzi.
- Przepraszam, chyba zaczyna mi odbijać – wyjaśniała, gdy nieco się uspokoiła – Od rozstania z Norbertem nie byłam z żadnym mężczyzną i już powoli zaczęłam zapominać, jakie to cudowne uczucie – spojrzał na nią z rozczuleniem
- Ja powoli też zacząłem zapominać, ile kobieta potrafi dać mężczyźnie rozkoszy – przyznał
- Chyba ci nie uwierzę, że od śmierci żony uskuteczniałeś celibat – spojrzała mu w oczy
- Nie uskuteczniałem – chrząknął nieco zestresowany, ale wiedział, że powinien być z nią szczery i powinien jej powiedzieć prawdę – Być może po tym, co usłyszysz zmienisz o mnie zdanie, bo nie cały czas byłem dobrym ojcem… ale chyba powinnaś wiedzieć – ona powiedziała mu prawdę o swoim małżeństwie, życiu, czas na jego chwilę prawdy – Po śmierci Pauliny odciąłem się od normalnego życia. Przestałem pracować, spotykać się z rodziną i przyjaciółmi. Na pół roku odsunąłem się od wszystkich. Zamknąłem się w domu i przeżywałem swoją żałobę. Sam sobie radziłem z Jankiem, reagując agresją na każdą próbę pomocy ze strony mojej mamy czy przyjaciół. Uznałem, że muszę opiekować się synem sam, że jestem to winny Pauli. Po kilku miesiącach zaczęło do mnie docierać, że ona już nie wróci, a ja muszę żyć dalej. Popadłem ze skrajności w skrajność. Na jakieś trzy miesiące niemal na stałe oddałem Jaśka rodzicom i zacząłem ostro odreagowywać ostatnie miesiące. Prawie każdy wieczór spędzałem w klubie, upijając się i lądując w hotelowym pokoju z inną dziewczyną. I wtedy Jasiek zachorował. Chyba miał zapalenie oskrzeli. Miał dziewięć, czy dziesięć miesięcy. Przyszło opamiętanie i doszedłem do wniosku, że życie, jakie prowadzę, nie ma sensu. Zrozumiałem, że muszę skupić się na dziecku, a nie odreagowywaniu swojej tragedii w bardzo głupi i niedojrzały sposób. Byłem ojcem, a syn mnie potrzebował – słuchała go uważnie, od czasu do czasu głaszcząc dłonią jego ramię, kark, policzek – Przez następne dwa lata czasem umawiałem się z kobietami od czasu do czasu, dwa razy w roku wyjeżdżałem z przyjacielem na urlop, szukając intensywnie zaspokojenia potrzeb. Szukałem sobie kobiety na dłużej, tylko, że one wszystkie były zainteresowane mną, moim łóżkiem i moim portfelem, a nie moim synem. Były moimi kochankami, które nie akceptowały mojego dziecka, tym samym dając mi do zrozumienia, że ta nasza znajomość jest na chwilę. Na początku może i mi się to podobało, ale na dłuższą metę… Zacząłem się zastanawiać co będzie za rok, dwa, gdy Janek podrośnie i zacznie rozumieć. W naszym domu co miesiąc, dwa będzie pojawiała się nowa ciocia, a mój syn zacznie zadawać niewygodne pytania. Nie chciałem, żeby na to patrzył i odpuściłem. Podjąłem decyzję, że moje życie osobiste może poczekać, a teraz najważniejszy jest syn, który się kształtuje i powinien mieć odpowiednie wzorce – zaimponował jej tym zdaniem – I wreszcie pojawiłaś się ty. Piękna, cudowna, inteligentna kobieta, która oprócz mężczyzny widziała we mnie ojca, która polubiła mojego syna. No i wpadłem po uszy – nie wprost, ale dał jej do zrozumienia, że się zakochał. To była dużo jaśniejsze wyznanie, niż stwierdzenie, że mu zależy, że jest dla niego ważna. Usiadła na nim i zaczęła obsypywać jego twarz i tors pocałunkami, inicjując kolejne zbliżenie.

Obudziła się, gdy na dworze było już jasno i ze smutkiem stwierdziła, że druga połowa łóżka jest pusta. Założyła koronkowe majtki, narzuciła na siebie nocną koszulkę i szlafrok i ruszyła w poszukiwaniu Marka. Już w połowie schodów usłyszała radosne rozmowy dochodzące z kuchni.
- To co, dżem truskawkowy czy nutella? – usłyszała głos swojego kochanka, który ubrany w jeansy i granatowe polo smażył naleśniki.
- Dżemik – odparła Tosia
- Nutella – odezwał się Janek
- Synu, ciebie to już nawet nie pytam. Doskonale znam twoje preferencje – puścił chłopcu oczko i wtedy ją dostrzegł. Stała z boku, obserwując ich z uśmiechem – Dzień dobry – rzekł, a w jego głosie pobrzmiewały nuty czułości
- Dzień dobry – podeszła bliżej cmokając w czubek głowy Tosię, a później Jaśka, by na koniec musnąć ustami policzek Dobrzańskiego – a co wy tu od rana robicie?
- Śniadanko!
- Tata jest mistrzem naleśników – dumnie rzekł chłopiec
- No oczywiście ten młody dżentelmen, przy wielkim wsparciu Antosi mnie przekupił. A ty na co masz ochotę? – wymownie spojrzał jej w oczy i widząc jej lekko zaróżowione policzki szybko wybawił ją z opresji – Dżem czy czekolada?
- Jeden taki, jeden taki – odparła, opierając się o kuchenny blat i z zaciekawieniem obserwowała, jak świetnie radzi sobie w kuchni
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – szepnął niskim głosem – Idźcie umyć ręce. Zaraz będziemy jeść – gdy tylko dzieci oddaliły się od stołu, wyłączył gaz i obejmując Ulę w pasie, przyciągnął do siebie, całując łapczywie – Wybacz, że zostawiałem cię rano samą, ale wolałem uniknąć ewentualnej, krępującej sytuacji. Obudziłem dzieciaki i zająłem je śniadaniem by przypadkiem Tosia nie wparowała do twojej sypialni. Niech się najpierw oswoją z naszymi pocałunkami, przytulaniem, a na wiadomość o wspólnym łóżku przyjdzie czas trochę później – wyjaśnił
- Masz rację. I dziękuję, że o tym pomyślałeś – musnęła jego usta – Co prawda chciałam się obudzić wtulona w ciebie, ale… - nie dał jej dokończyć
- To dopiero początek – te słowa zabrzmiały w jego ustach tak, jakby ślubował jej, że nie opuści jej aż do śmierci - Jeszcze będziesz miała dość tych wspólnych poranków
- Z tobą? W życiu – mocno ją do siebie przytulił
- A naleśniki? – usłyszeli za sobą zniecierpliwiony głos szatyna
- Boże, wychowałem małego łasucha-pasibrzucha – szepnął jej do ucha i sięgnął po talerz wywracając oczami.

28 komentarzy:

  1. O jeżuniu, nie wiem co napisać, cudownie , w końcu stało się to na co od początku się zanosiło , mam nadzieje że teraz będzie już z górki i nic nie zepsuje tego sielankowego obrazka, mam na myśli głównie naszą ulubioną bohaterkę czyli HD, pozdrawiam B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Amicus, czy ja już mówiłam że Cię uwielbiam? Rewelacyjna cześć, pełna emocji, uczuć, tęsknoty, ale i nadziei. Jest rozliczenie się z przeszłością ale kroki ku wspólnej przyszłości. A spędzany razem czas sprawia, że to już nie tylko dwoje dzieci i ich rodzice. To raczej dwoje rodziców i ich dwoje dzieci. Niezmiennie Cię podziwiam i jestem zachwycona. Pozdrawiam, KaEm.

    OdpowiedzUsuń
  3. Amicus jesteś złota...kochana :) a reszta wieczorkiem... cudnieeeeee!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Amicus,
    jest sielsko-anielsko, aż boję się pomyśleć, co szykujesz dalej. Nie wiem, czy to wytrzymam nerwowo :D Jest tak cudownie, że lepiej chyba być nie może :) Pozostaje mi tylko cierpliwie czekać na CD.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam twoje opowiadanie :) i uwielbiam to ze wróciłaś.
    Eww

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie niespodzianek i proszę o więcej. Oni są już prawie jak rodzina I podoba mi się, że Marek w końcu po latach znalazł odpowiednią kobietę na matkę Janka, a nie tylko kochanki. I kocha Ulę. Czy może być piękniej? Chyba,że z tej nocy zrodzi się jakiś albo jakaś dziecina. Mam nadzieję, że nic nie zmąci ich szczęścia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten rozdział to mistrzostwo świata. Tyle w nim pozytywów, że nie wiadomo od czego zacząć. Obaj Dobrzańscy wracają stęsknieni. Propozycja wyjazdu, który okazuje się niezwykle romantyczny i pełen miłosnych uniesień. Dzieci zachwycone.
    Chylę czoła Amicus i pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Od początku :) Bardzo cieszę się, że wróciłaś. Ta przerwa była dla mnie wiecznością. Nie miałam gdzie się podziać, nie miałam gdzie uciec od nauki i mam nadzieję, że więcej już takiego psikusa nam nie wyrządzisz :D
    Rozdział bardzo sielankowy, piękny, cudowny, wspaniały. Czytając o wyjeździe wiedziałam już, że dojdzie do zbliżenia. Mimo to Marek zachował cień spostrzegawości i wymknął się rankiem z sypialni Uli. Prawdziwy z niego tatuś, który dba o psychikę dzieciaków, a może dbał o siebie i Ulkę, żeby uniknąć kłopotliwych pytań? Myślę, że to pierwsze było ważniejsze :D Mam nadzieję, że nie przerwiesz tej sielanki i może opiszesz ich zbliżenie? :)
    POzdrawiam i zapraszam na moje nowe opowiadanie :**
    Andziok

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie będę miodzić o powrocie....ale roju Dobrzańskich,u których zapowiada się baaardzooo duży zbiór miodziu,z pasieczki....No,no...sama bym się na ten miód rzepakowy chciała załapać...
    Pozdrawiam Marit.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję, że wróciłaś i publikujesz dalej. Chętnie czytam Twoje opowiadania. Pozdrawiam Madzian

    OdpowiedzUsuń
  11. Amicus,dziękuje że juz jesteś.Poprawiasz mi nawet najgorsze dni.Publikujesz świetne opowiadania.Jeśli chodzi o notkę to bardzo ciekawa,taki przełom w życiu Ulci i Mareczka.Jak zawsze kieruję do ciebie pytanko.Miniaturka?
    Pozdrawiam GOZDI^.^

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzieki... jestem w kawalkach bo sie rozpadlam... piekne... zmyslowe i zarazem pomyslowa fabula... cudenko :-)
    No teraz to juz chyba maja z gorki... moze zaczna razem pracowac... ulatwi im to zycie...
    Z niecierpliwoscia czekam na cd...

    OdpowiedzUsuń
  13. Powtórzę za Tosią - SUPER. Tak, to będzie mój ulubiony rozdział. Jestem nim zachwycona :). Spotkanie po tygodniu nieobecności Panów Dobrzańskich rewelacyjne. Wyraźnie pokazuje, że nie tylko Tośka i Janek tęsknili, ale Ulce i Markowi też było źle. Tydzień to jednak dużo czasu, szczególnie gdy się tęskni. Powitanie każdej dwójki, każde na swój sposób urocze. Ulka świadomie używa kobiecych sztuczek, żeby w oczach Marka zobaczyć zachwyt i osiąga swój cel. On jest zachwycony i coraz bardziej ulega jej urokowi. Wspólny obiad tylko podkreśla, że razem jest im dobrze, że nie wystarczą im tylko sporadyczne, krótkie spotkania. To już nie jest zwykła znajomość. Bo przecież nie przywozi się bransoletki matce koleżanki syna :). I zaproszenie do Sopotu. Ha podejrzewałam, gdzieś tam mi się pojawił taki pomysł, że nasze dwójki pojadą razem oglądać domek. Tylko każda dwójka inny domek :). A i zaproszenie nie jest dla Tosi z Mamą, ale dla Uli z Tosią i to jest wyraźna różnica. Tu Marek nie pyta o to co by chciała Tosia, ale o to czego chce Ulka. Czy chce z nim jechać do Sopotu? W tym pytaniu faktycznie ukryty jest drugi sens. I chyba oboje zdają sobie z tego sprawę i mimo, że oboje są uroczo ostrożni i niepewni to wiedzą, że ta podróż wiele między nimi zmieni. Dzieciaki zachwycone, bo jakże mogłoby być inaczej, a oni już nie kryją się z tym, że ciągnie ich do siebie, bez skrępowania się przytulają nawet przy dzieciach, powoli oswajając ich z nową sytuacją. Rewelacja. Pytania Jaśka czy już zawsze będą przyjeżdżać tu we czworo, takie proste, urocze a jednocześnie kłopotliwe. Odpowiedź wielce wymowna i Ulka doskonale chwyta o co chodzi, co się dzieje. I ona też tego chce. Bałam się w pewnym momencie, że po nie bardzo udanym początku ich znajomości i wcześniejszych doświadczeniach z facetami, Ulka się wycofa, ale na szczęście jest odważniejsza niż mi się wydawało. I tak naprawdę ona robi pierwszy krok. Wie, że Marek jest gotów na coś więcej, ale wie też że on poczeka, że nie chce zepsuć tego co już jest między nimi. Ale ona też tego chce, nie chce czekać, czekała zbyt długo i wie, że obojgu zależy i że oboje będą się starać żeby się nie rozpadło to co się powoli rodzi. To "coś" dzięki czemu oboje są szczęśliwi. Ich pierwsza wspólna noc w Sopocie, z dala od Warszawy i wcześniejszego życia. Nie w domu Marka, nie w mieszkaniu Ulki - ale w nowym miejscu, tu zaczynają wspólne życie - Ona, On, jej córka i jego syn. Rozmowa, wyznanie Marka, że nie zawsze był dobrym ojcem, że kiedyś też błądził, że dobro syna jest dla niego ważniejsze niż jego - wzrusza. Ulka jest pod wrażeniem i chyba jeszcze bardziej jej zależy. Jego wyznanie, że wpadł po uszy, lepsze niż tysiąc zapewnień. Nie ma się co dziwić, że Ulka też wpadła. Facet idealny, co jeszcze udowodnił kolejnego ranka, chociaż też by chciał się obudzić trzymając Ulkę ramionach to nie zapomina o dzieciach. Nie chce na razie kłopotliwych scen. Chce krok po kroku przyzwyczajać ich do nowej sytuacji, do nowych relacji między nim i Ulą. Bo przecież jeszcze nie jeden wspólny poranek przed nimi, nie jedna pobudka w jednym łóżku, nie jedne wspólne naleśniki. A dzieciom zdecydowanie nie przeszkadzają ich całusy, przytulasy i pieszczoty. Dla Tośki i Janka to już normalna sytuacja i bez żadnych obiekcji przechodzą nad tym do porządku dziennego. Przecież tego chciały, nieświadomie do tego dążyły. I chyba są wszyscy na dobrej drodze żeby z Dwa plus Dwa zrobić Cztery, albo Pięć. Rozpływam się dzięki magicznej atmosferze tej części. Gdzie są wszystkie emocje od tęsknoty, przez miłość, zrozumienie, wzruszenie, po szczęście, radość. Rewelacyjnie pokazałaś ich wątpliwości, ostrożność a nawet strach przed odrzuceniem i popsuciem tego co tak powoli się rozwijało. Niepewność i delikatność fantastycznie obrazują uczucia między nimi. Bo tu już nie tylko dzieci chcą spędzać ze sobą czas, tu dorosła dwójka ma te same pragnienia. Rewelacja. Czekam na dalej. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej Amicus ;)
    Twoja notka poprawiła mi dziś humor ;) Tak pięknie dzieje się w relacjach Dobrzańsko-Cieplakowych ;) zarówno dorosłych jak i juniorów ;) Marek jak zwykle czuły i delikatny, a przede wszystkim kochający i troskliwy ojciec. Oboje zresztą są wspaniałymi rodzicami.
    Czytając słowa wypowiedziane przez Marka, że to dopiero początek, na myśl nasunęły mi się słowa pewnej piosenki :

    "(...)A to dopiero początek, tyle przed nami,
    Po co się pytać na starcie,
    Co będzie z nami?
    I nawet jeśli, to życie zna już odpowiedź,
    będzie dużo ciekawiej,
    Gdy teraz nic nam nie powie."

    Taak, napewno to jest początek czegoś nowego, zaczynają jakby nowy rozdział w życiu, i choć pewnie możemy się domyślać, co będzie dalej, jak potoczą się ich losy, to fajniej jest czekać w napięciu na kolejną Twoją notkę i przeżywać wszystko stopniowo razem z naszymi bohaterami ;)
    Pozdrawiam Cię serdecznie i liczę na kolejne notki ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mmmmm....o prostu sie rozpłynalem nad tym rozdziałem. Cudowny, pozytywny, swietnie nastrajajacy :) milosc kwietnie a ty potrafisz to swietnie opisac :) jestem pod wrazeniem, zreszta juz nie pierwszy raz jak chodzi o twoje opowiadania :) bardzo sie ciesze, ze wrocilas! bardzo brakowalo mi opowiadan! :) Pozdrawiam goraco :)

    OdpowiedzUsuń
  16. To co napisał K. to majstersztyk w komentarzu do tej notki, aż szkoda psuć nastrój ;) Ale nie byłabym sobą, gdybym nie dopisała swego.
    Muszę przyznać, że Marek jako facet, jest naprawdę facetem...mężczyzną, wie czego chce, nie czai się i bardzo dba o Ulę - jej uczucia, jej dobro, komfort - IDEAŁ... chciałabym taki spotkać. Czy tak może być? Pomyślałam nawet o tym, żeby taki rozdział dać do przeczytania facetowi i zapytać o jego odczucia, czy tak można się zachowywać jako mężczyzna...kto wie, może kiedyś uda się to sprawdzić.
    Jednym słowem, powtórzę za Tosią - SUPER.
    Mimo, że tytuł opowiadania na to wskazywał, to sposób w jaki budujesz napięcie, pożądanie i humor są nieocenione
    Pozdrawiam i mocno czekam na cd.
    acha...a dzieciaki są bez kopii..cudne, nieświadome i szczęśliwe ze sobą - w dwójkę i czwórkę

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej Amicus ;) Chyba z pięć razy przeczytałam ten rozdział:) i ciągle mam wrażenie że za mało. Cudowny, rewelacyjny, trzymający w napięciu, do tego sielanka, czego chcieć więcej, bardzo się cieszę, że do nas wróciłaś. mam nadzieję, że nasza obecność tutaj i wpisy, (mam wrażenie że nowe osoby się ujawniły:)) dodają Ci radość i siłę i pomysły na kolejne historie, pozdrawiam serdecznie Kasia

    OdpowiedzUsuń
  18. czekam baaardzo na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja też:), zaglądam parę razy dziennie:) Kasia

    OdpowiedzUsuń
  20. Równiez oczekuje z niecierpliwoscia i pare razy dziennie zagladam :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj Amicus.Przepraszam za brak komentarzy ,ale byłam lekko uszkodzona.Tak, to chyba odpowiednie określenie mojego stanu. Wracając do tematu, znajomość Uli i Marka cudownie się rozwija.Zaczyna się związek.Mam nadzieję ,że Marek nie szuka bardziej matki dla swojego syna,ale partnerki dla siebie.Jest tak dobrze między nimi,że aż się boję ,czym w nich łupniesz..I tak niczego nie wymyślę,wiec pozostaje mi czekanie.Czekam i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział i zaglądam tu już dziesiąty raz dzisiaj z nadzieją, że wkrótce go wstawisz ;*

    OdpowiedzUsuń
  23. Czyli nie tylko ja siedzę jak na szpilkach. Dobrze, że jest nas więcej - w kupie zawsze raźniej i milej się czeka :). KaEm.

    OdpowiedzUsuń
  24. To dobrze, że nie jestem jedyna, która oczekuje na kolejną część. A co do rozdziału to chyba najlepszy jaki napisałaś. Rozwalił mnie emocjonalnie. Muszę przyznać, że zaskoczyłaś mi tym i to bardzo. Pozdrawiam Natalia

    OdpowiedzUsuń
  25. Coś czuję, że to milczenie jest związane z kolejnymi atakami na Amicus :( obym się myliła

    OdpowiedzUsuń
  26. Amicus.... no jeszcze... juz nawet nie koncoweczke.... no srodeczek daj.... :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Może Amicus przedłużyła weekend z długiego na jeszcze dłuższy. Też czekam. Zaglądam. Liczę. Ale chyba tylko cierpliwość, cierpliwość i cierpliwość nam została. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  28. Mam nadzieję, że się nie mylisz K i Amicus nie została po raz kolejny narażona na ataki ludzi pozbawionych wyobraźni, bogactwa językowego i umiejętności odpowiedniego wysławiania się, toczenia dyskusji oraz argumentowania swoich wypowiedzi, ktore nawiasem mówiąc za każdym razem przesiąknięte są zazdrością, zawiścią i nienawiścią (wiem, że przynudzam, ale do białej gorączki doprowadza mnie myśl, że tacy ludzie funkcjonują w społeczeństwie, zapewne jako ciche myszki, których nikt nie zauważa albo zarozumiałe, nielubiane zołzy, które w internecie wylewają swoje frustracje w sposób infantylny, oceniając owoce prace innych :/).
    Wybacz, to o czym to ja... A tak, mam nadzieję, że K ma rację i Amicus po prostu zrobila sobie urlop dla zdrowia i relaksu ;)

    OdpowiedzUsuń