-
Zaprosiłeś rodziców? – dopytywała, gdy dojeżdżali do siedziby FD
-
Tak – kiwnął głową – Po południu zadzwonię do Sebastiana. Po pokazie lekko się
posprzeczaliśmy, ale to w końcu mój przyjaciel
- Ok
– uśmiechnęła się szeroko, patrząc na swojego towarzysza z miłością – Mam nadzieję,
że wszystko szybko załatwisz – przejechała opuszkami palców po jego prawej dłoni,
która spokojnie spoczywała na skrzyni biegów.
- O
jedenastej podpisuję dokumenty, więc zanim skończysz pracę zdążę jeszcze
pojechać na małe zakupy. Chciałbym, żebyśmy jeszcze w tym tygodniu się
prowadzili. Cholernie wczoraj tęskniłem – rzekł splatając ich palce
-
Ja też – szepnęła – Przyzwyczaiłam się już, że zasypiam wtulona w twoje
ramiona. Czułam się nieswojo, gdy rankiem nie było cię obok – zatrzymał auto na
kopercie i nachylił się, by czule musnąć jej usta
-
Już niedługo. Zmykaj. Miłego dnia – na krótką chwilę przylgnęła ponownie do
jego warg i wysiadła nakładając przeciwsłoneczne okulary. Warszawa od samego
rana skąpana była w słońcu. Zapowiadał się wspaniały dzień. Z uśmiechem na
ustach weszła do budynku przy Lwowskiej. To był wyjątkowy poniedziałek.
Pierwszy, który z całą pewnością nie pasował do zasady ‘nie lubię poniedziałku’.
Ona ten poniedziałek kochała. Tak, jak kochała Dobrzańskiego.
Letnia,
kremowa sukienka idealnie podkreślająca jej opaleniznę. Jasne szpilki, kopertówka
w podobnym odcieniu, markowe okulary słoneczne trzymane w dłoni i szeroki
uśmiech. Tego poranka chyba nie było pracownika, który nie obdarzyłby ją
zachwyconym spojrzeniem. Pani prezes kwitła i było to widać na kilometr. Każdy widział
szczęście wymalowane na jej twarzy i sądził, że jest ono efektem dłuższego
urlopu. Jednak pod pojęciem jej szczęścia kryły się dwa wyrazy na literę ‘m’.
Marek i miłość. Witając Daniela promiennym uśmiechem ruszyła w kierunku swojego
gabinetu.
-
Ula – pisnęła Violetta – wyglądasz jak milion dolarów!
-
Dzięki Viola. Miło cię widzieć – cmoknęła ją w policzek – Jest do mnie jakaś
korespondencja?
-
Zostawiłam na biurku – wskazała na gabinet – Widzę, że urlop się udał. Czyżbyś
wyjechała gdzieś z doktorkiem? – Ula zmarszczyła na chwilę brwi, by szybko
sobie przypomnieć, że przecież tuż przed pokazem prowadzała się z Sosnowskim
-
Z Piotrem się już nie widuję – odparła szybko i by uciąć tę dyskusję spojrzała
na drugie biuro – Ani nie ma?
-
Poszła do Sebastiana po jakieś zestawienie
-
Jak wróci, niech do mniej zajrzy – rzuciła i szybko zniknęła w gabinecie.
Rozsiadła
się wygodnie w fotelu i poprawiając długi srebrny łańcuszek, który swoje
zakończenie miał gdzieś pomiędzy jej piersiami, zaczęła przeglądać kolorowe
koperty. Szybko posegregowała je na dwie kupki – ‘do przejrzenia’ i ‘do
wyrzucenia’ i skupiła swoją uwagę na tej pierwszej.
-
Cześć Ula – usłyszała od progu głos swojej asystentki
-
Witaj Aniu – rozpromieniła się na widok brunetki – Siadaj i opowiadaj, jak
sytuacja w firmie. Co nieco wiem, bo rozmawiałam wczoraj wieczorem przez
telefon z Krzysztofem, ale chcę znać szczegóły.
-
Podpisaliśmy kilka ważnych kontraktów, które przyniosą spore zyski.
Przygotowałam ci małe zestawienie, masz w zielonej teczce – sugestywnie spojrzała
na biurko
-
Jesteś nieoceniona – chwyciła do ręki tekturę
-
Pshemko jest w formie. Już zaczął planować swoje nowe ‘dziecko’, jak raczy
określać swoje kolekcje od tygodnia. Nie wiem czy to wpływ Wojtka, czy jego
nowe dziwactwo, w każdym razie jest tworzy. Od Izy wiem, że projektów jest już
kilka. Dziś rano przyszło faksem zaproszenie na targi w Paryżu. Mają się odbyć
w październiku. Moim zdaniem warto się zastanowić nad tą propozycją, ale oczywiście
decyzja należy do ciebie. A i mam jedno zlecenie do podpisania – wstała podając
szefowej zadrukowaną kartkę
-
Promieniejesz – uśmiechnęła się spoglądając Cieplak w oczy – ten urlop chyba
naprawdę był ci potrzebny
-
Może, może – rzekła robiąc śmieszną minę. Już od progu Banaszyk widziała, że
pani prezes jest dziś w wyśmienitym humorze. Skierowała swój wzrok w stronę
długopisu, którym właśnie kreślony był zamaszysty podpis i uśmiechnęła się pod
nosem
-
Aha – zaśmiała się – Już rozumiem, że twój wyśmienity nastrój nie jest
spowodowany jedynie urlopem
-
Nie – odparła szybko - Tylko bardzo cię proszę zachowaj te rewelacje dla siebie
przynajmniej do jutra.
-
Spokojnie. Bardzo się cieszę i gratuluję – uśmiechnęła się szczerze – Będziecie
świetną parą – Ula zagryzła wargę rozpromieniona i lekko skrępowana spuściła
wzrok. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić do zmian, jakie zaszyły w jej życiu w
ciągu ostatnich dwóch tygodni. I pomyśleć, że piętnaście dni wcześniej siedziała
w tym gabniecie przekonana, że szczęście nigdy już w jej życiu nie zagości, a
miłość to pojęcie, o którym powinna zapomnieć. Asystentka zniknęła za drzwiami,
a ona uśmiechnęła się do swoich myśli.
Szczęśliwi i roześmiani weszli do wynajętej sali restauracji Książęca. Dobrzańscy już czekali nie ukrywając swojego zaciekawienia. Nie mieli pojęcia z jakiej okazji Marek z Ulą zorganizowali ten obiad, chociaż patrząc na ilość przygotowanych nakryć w ich głowach pojawiały się pewne przypuszczania. Sącząc wino i czekając na pozostałych gości opowiadali o swoim urlopie. Alicja, która dołączyła do Józefa, Sebastian z Violettą i Maciek nie kryli swojego zaskoczenia widząc Marka i Ulę razem. Ich brzoskwiniowa opalenizna zdradzała, że ten dwutygodniowy urlop spędzili razem. Jedynie towarzysząca Maćkowi Ania, z którą Szymczyk związany był od kilku tygodni, uśmiechała się pod nosem patrząc na organizatorów spotkania z sympatią.
-
Kochani, zaprosiliśmy was tutaj, gdyż chcieliśmy wam coś ogłosić – zaczął Dobrzański,
u boku którego stała Ula, gdy byli już w komplecie
-
Zaręczyliście się – bardziej stwierdził, niż zapytał Olszański, który
obserwował swojego wyraźnie uszczęśliwionego kumpla. Wszystko wskazywało na to, że Dobrzański
dopiął swego i odzyskał serce panny Cieplak. Oboje z Ulą zaśmiali się zerkając
na siebie ewidentnie z siebie zadowoleni, że niespodzianka im się
udała.
-
Pudło! – rzekł z satysfakcją brunet
-
Wzięliśmy ślub – odezwała się Ula wprawiając zgromadzonych w konsternację
-
W konsulacie w Salonikach – dodał Dobrzański wciąż nie mogąc uwierzyć, że się udało. Pamięcią
wrócił do wydarzeń sprzed kilkunastu dni. Doskonale pamiętał, jak przed
wyjazdem przyjechał do firmy modląc się w duchu, by w firmowych aktach był akt
urodzenia Uli. Swój zabrał z domu i skrzętnie wsadził to zasuwanej kieszonki w
swojej walizce. Nie miał zamiaru naciskać, ale liczył, że być może uda mi się
przekonać Ulę do swojego pomysłu. Podczas jednego z pierwszych wieczorów na
greckiej wyspie oświadczył się, a ona bez wahania powiedziała ‘tak’.
Powiedział, że chce, by pobrali się jak najszybciej. Początkowo się z niego
śmiała, ale gdy pokazał jej dokumenty, które ze sobą zabrał zrozumiała, jak
bardzo mu na tym zależy. Ona nie miała wątpliwości, że chce być jego żoną. Z
jednej strony żałowała, że nie usłyszy marsza Mendelsona, że nie założył białej
sukni, ale z drugiej kto nie chce mieć takich pięknych wspomnień ze ślubu w tym
cudownym kraju. Dobrzański stwierdził, że jeśli tylko będzie chciała będą mogli
po powrocie wziąć ślub kościelny. Ich szybki i cichy ślub był szalonym
pomysłem, ale oboje byli zgodni, że stracili już zbyt wiele czasu. Ona w
przewiewnej, białej, lnianej sukience na ramiączka. On w białej koszuli,
zielonej muszce i luźnych, lnianych, beżowych spodniach. Pobrali się trzy dni
przed przylotem do Warszawy. Ich świadkami była para Polaków, małżeństwo z piętnastoletnim
stażem, którzy spędzali urlop w tym samym ośrodku, co oni.
Na
twarzy ich gości początkowe niedowierzanie zamieniało się w radość i szczery
uśmiech. Na potwierdzenie swoich słów wyciągnęli zawieszone na srebrnych łańcuszkach
złote obrączki. Od momentu powrotu do kraju nosili je na szyjach, by utrzymać swój
ślub w tajemnicy. Pierwszą osobą, która wiedziała była Ania, gdyż na
dokumencie zobaczyła podpis pani prezes. ‘Urszula Dobrzańska’ pasowało do
siebie idealnie. Posypały się gratulacje i łzy wzruszenia ich rodziców.
Od pokazu ich życie bardzo się zmieniło. Nie żałowali swojego kroku. Byli szczęśliwi. Cieszyli się sobą, swoją miłością i nowym, lepszym etapem w życiu, który rozpoczęli na pięknej wyspie Thassos.
Leżeli
przytuleni w swoim pierwszym, wspólnym mieszkaniu.
-
Kocham cię – szepnął, czule gładząc jej plecy
-
Ja ciebie też – odpowiedziała mocniej przylegając do jego torsu
-
Wiesz, że byłaś i wciąż jesteś moim marzeniem – rzekł cicho, nie chcąc burzyć
tej wyjątkowej i intymnej atmosfery
-
Co? – zaśmiała się radośnie, nie bardzo wiedząc o co mu chodzi
-
Jeden marzy o nowym samochodzie, egzotycznych wakacjach… - wyjaśniał – A dla
mnie to wszystko jest bez znaczenia, gdy ciebie nie ma obok. Ja od naszego
wieczoru nad Wisłą marzyłem o tobie. I wciąż marzę, byś zawsze była obok –
spojrzała w jego oczy z wyraźnym wzruszeniem
-
A ja marzę, żeby mieć z tobą dziecko – rzekła poważnym tonem. Przybliżył swoją
twarz do jej, ale nim ją pocałował stwierdził
-
Kochanie, marzenia trzeba spełniać – wpił się w jej usta. Czuł, że podczas tego
pocałunku się uśmiecha.
Amicus
OdpowiedzUsuńJa dzisiaj krótko i węzłowato, bo jednak nie mam dostępu do internetu i korzystam na chwilę z pożyczonego, bezprzewodowego. Całe opowiadanie cudne, a końcówka bajeczna. Pomysł ślubu bardzo oryginalny. Dobrzańscy szczęśliwi jak nigdy dotąd zabierają się za najprzyjemniejszą robotę w życiu, czyli za robienie potomka. Miód, miód, miód.
Pozdrawiam Cię serdecznie z zaśnieżonego Ustronia i bardzo się postaram w czwartek dodać rozdział. :)
też Cię nie mieli gdzie wysłać, tylko tam.... Do zaśnieżonego Ustronia to najlepiej na nartki wstąpić ;) Czekam na czwartek i całe szczęście, że jest ten pożyczany ;) Pozdrawiam
UsuńŁał, nie spodziewał się takiego zakończenia tej historii, na początku myślałem, że to jednak są zaręczyny :D A tu ślub :p Bardzo fajne zakończenie... Lubię happy endy :D Pozdrawiam, UiM
OdpowiedzUsuńmiał być happy end i jest! :) pozdrawiam
UsuńCiekawa część,szczęśliwy i piękny koniec. Pomysł na ślub był ciekawy. Nie mogę się doczekać kolejnych opowiadań.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam GOZDI ^.^
kolejne opowiadania to przyszłośc daleka. Póki co wracamy do 'Kto, jak nie ty', bo już powinniśmy być w połowie, ale przez przerwę świąteczną trochę się nam to rozciągnęło w czasie. pozdrawiam
Usuńno, no, no :) aż mi się buźka śmieje bez przerwy!!!!!! Zrobiłaś to tak,rzekłabym, przebiegle, że do końca nie wiadomo co się stało wcześniej. Masz niesamowity zmysł pisarski, który koniecznie musisz przekształcać w kolejne opowiadania. Czyta się, a ja mam wrażenie, że jestem uczestnikiem. Ostatnia część rewelacyjnie i z pomysłem napisana. I szczęśliwe zakończenie!!! Fakt...musi być. A Ula, taka mocno stąpająca po ziemi romantyczka... Marek, były lekkoduch, pokutnik, ale wie czego chce!!! Cudowna para...
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci Amicus za uśmiech na mojej twarzy...życzę miłego popołudnia
ja bym powiedziała, że część ów 'zmysłu' już jest przekształcona. np. w 'kto, jak nie ty', czy 'drogę do kobiecego serca' ;)
UsuńWzajemnie! :)
No no no. Toś mnie zadziwiła :) zaskoczyła....na plus. Bylam pewna, że Ula i Marek na wakacjach tylko się zaręczyli, a Ania zauważyła pierścionek zaręczynowy na palcu Uli. Chociaż trochę w podświadomości myślałam coś o nazwisku to i tak mnie ogromnie zaskoczyłaś. Twierdziłam ze ten epilog będzie taki oklepany i pospolity, a tu czytałam i z każdą linijka tekstu coraz szerzej otwierały mi sie oczy. Wielkie gratulacje. Trochę szkoda ze po tych pięknych uniesieniach, po tej sielance przyjdzie czas na na wcześniejsze opowiadanie "kto nie jak ty" ale cóż to przynajmniej jest bardziej życiowe i realistyczne. Wracając do tego opowiadania, mam pytanie. Kiedy Ula zobaczyła Marka z Klaudia na łóżku i kochanka twierdziła, ze sypiają ze sobą od tygodnia to mowila racje, czy byl to jednorazowy występek Marka i chciala go bardziej pogrążyć?? No i kiedy kolejna część??? Andziok
OdpowiedzUsuńbrutalnie sprowadzę Was na ziemię! ;)
Usuńniestety masz rację - bardziej życiowe...
Co do Twojego pytania, to powiem Ci tak - zapraszam na kolejny rozdział. Tam wszystko będzie jasne, bo Marek powie jak było w rzeczywistości. Przyzna się, czy to był jednorazowy wyskok po zakrapianym bankiecie, czy regularny romans. Kolejna część już w piątek, bo wracamym do starego schematu - jeden rozdział tygodniowo. Rozdziały III i IV wiele wyjaśnią, bo obejmują dość duży przedział czasowy. I trochę się pomyliłam. To nie w III, a dopiero w IV rodziale będzie kolejne nawiązanie do wcześniejszego mojego opowiadania z Szymonem w roli głównej.
Już teraz zapraszam na piątek. Pozdrawiam i dzięki za wpis.
Juz wcześniej pisałam komentarze ale się nie podpisywałam. Jednak kilka osób mogło cie oskarżyć o pisanie sobie komentarzy dlatego teraz będę się podpisywała moim"rodzinnym" pseudonimem :D Andziok
Usuńże co? hahahah, good joke! :D
UsuńAmicus, Ty chyba nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać! W sumie nie chcę żebyś przestała. Takiego tempa i rozwoju wypadków się nie spodziewałam. A tu proszę. Szast prast i już. Rewelacja. Wszystko mimo, że spontaniczne to jednak zaplanowane przez Marka bardzo dokładnie - pierścionek, dokumenty, formalności. Ich miłość naprawdę jest niezwykła. A oni są świadomi siły tego uczucia. I dobrze w sumie nie ma na co czekać. Skoro się kochają, to po co zwlekać, chcą być razem i niech będą. A przecież zawsze jeszcze może być biała suknia, tłum gości i Mendelson :). Zrobili sobie i bliskim super niespodziankę.
OdpowiedzUsuńGdzieś ostatnio usłyszałam, że czym byłby świat bez wybaczenia, słuchania i miłości... Rewelacyjnie te słowa pasują do tego opowiadania. Zaczęło się od bólu, żalu i cierpienia Uli. Ale potem posłuchała serca, wsłuchała się w siebie, zaczęła dopasowywać kolejne elementy układanki. Wysłuchała Marka, wybaczyła. A teraz jest tylko miłość. Dzięki Ci za te chwile optymizmu i radości. Szkoda, że teraz czeka nas brutalny powrót na ziemię, ale pewnie i w "Kto, jak nie Ty..." też jeszcze nie raz mnie zaskoczysz. Pozdrawiam serdecznie. Do piątku :).
obawiam się, że kiedyś pomysły mogą mi się skończyć... :/ ;)
UsuńDo piątku! Udanej środy! :)
Spokojnie. Bez obaw. Na razie nam to nie grozi :). Dobrej nocy i dobrego dnia.
UsuńWitaj Amicus.Jak zwykle zaskoczyłaś mnie.Poprawiłaś mi humor .Bardzo lubię takiego Marka,który dokładnie wie czego chce i zdecydowanie sięga po swoje marzenie.(ale podoba mi się taki ,tylko jeżeli chce Uli).Czekam na piątek,chociaż myślę,że będzie przygnębiający.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńno trochę będzie... ale nie może być cały czas optymistycznie, bo my się Wam szybko znudziło, a mnie szybko skończyłyby się pomysły ;) Pozdrawiam serdecznie!
UsuńDzięki za to opowiadanko. rozpłynęłam się normalnie ;-) cudeńko a z tym ślubem to genialny pomysł. w ogóle się nie spodziewałam. ;) szkoda że to już koniec i powracamy w piątek na ziemie. ale może jakoś pozytywnie się zakończy? zobaczymy
OdpowiedzUsuńa i mam pytanie- kiedy planujesz jakąś miniaturkę?
pozdrawiam Oluśka
Miniaturki planuję już od dawna, ale prawda jest taka, że mam teraz zbyt wiele zajęć, bo je napisać. O ile w przypadku opowiadań jest łatwiej publikować, bo niektóre z nich są napisane, inne kończę w tzw 'między...... czasie', to miniaturce muszę poświęcić 3-4h, żeby była w takim kształcie, jak chcę... Jednym słowem musicie się uzbroić w cierpliwość i skupiać się na opowiadaniu, które póki co jest publikowane. Pozdrawiam
UsuńKurde myślałam, że Marek najwyżej jakiś cudny diament wyciągnie. Oj głupia ja. A tu nie tylko diament ale i obrączki. Szalony zakochany. To tylko pokazuje smutną rzeczywistość, że takich mężczyzn nie ma. No chyba, że tylko ja takich nie znam. Super wakacje im zafundowałaś na pewno ich nigdy nie zapomną. To było świetne opowiadanie. Bardzo miła odmiana wyjątkowo pasujące do świątecznej atmosfery.
OdpowiedzUsuńA i powtarzając za Markiem - Marzenia trzeba spełniać! A więc spełniajmy. Pozdrawiam serdecznie. KaEm.
Marzenia obowiązkowo trzeba spełniać, albo przynajmniej się starać! Pozdrawiam i dzięki za wizytę. Zapraszam już jutro :)
Usuń