Kochani, tym rozdziałem kończę publikacje tego opowiadania w tym roku. 'Kto, jak nie Ty' powróci w styczniu. Tymczasem przez okres świąt co trzy dni będzie pojawiało się opowiadanie pt. 'Marzenie'. To dość krótka historia nawiązaująca w dużej mierze do wydarzeń serialowych. To moje 'stare' dziecko. Być może część z Was czytała już jego kilka pierwszych rozdziałów. Kiedyś było już gdzieś publikowane (pewnie Ty Małgosiu będziesz kojarzyć) jednak nie było wówczas skończone. Wreszcie do trzech pierwszych rozdziałów udało mi się dopisać ciąg dalszy. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę Wam radosnych Świąt! :)
Sześćset złotych. Tyle miało
kosztować przekreślenie ostatnich kilku lat jej życia, a raczej ostateczne
zakończenie czegoś, co przekreślił Marek. Wpatrywała się w cztery kartki
tekstu, które składały się na pozew rozwodowy.
- Czy moja obecność jest tutaj
niezbędna? – dopytywała
- Ja wiem, że pani spotkanie z
mężem będzie trudne, ale nie uniknie pani tego. I tak będzie musiała pani
stanąć z nim twarzą w twarz podczas rozprawy. Ja będę mówić, ja będę
przedstawiać pani stanowisko, ale o część rzeczy sąd będzie chciał panią
zapytać osobiście – wyjaśniała rzeczowym tonem. Kobiety widziały się raptem
trzy razy, ale Ula zaczynała darzyć prawniczkę pewną sympatią. Były w podobnym
wieku. Aneta była z pozoru ostra i stanowcza, jednak podczas trzygodzinnej
rozmowy w cztery oczy, przed podpisaniem dokumentów poznała ją lepiej i w głębi
duszy blondynka okazała się bardzo ciepłą i sympatyczną osobą. Nie dawała tego
po sobie poznać, ale wielokrotnie, jako specjalistka od spraw rozwodowych i
prawa rodzinnego spotykała się z różnymi historiami, wiele z nich przeżywała
osobiście i myślała o nich również w czasie wolnym. Bardzo często szczerze współczuła
swoim klientom, którzy ewidentnie były ofiarami – Dzisiejsze spotkanie jest
niezbędne. Im więcej kwestii ustalimy przed sprawą, tym szybciej zapadnie
wyrok. Nie jest w naszym interesie by posiedzeń było kilka, a państwo będziecie
prać brudy na sali sądowej w towarzystwie przyjaciół i rodziny. Dzisiaj pani
nie musi nic mówić. Musi tam pani po prostu być. Pełnomocnik męża mógłby
wykorzystać pani nieobecność na naszą niekorzyść i wnioskować o kolejne posiedzenia. Nasza strategia jest taka, by rozwód uzyskała pani na pierwszej, a zarazem ostatniej sprawie. Proszę pozwolić mi działać –
kiwnęła głową ze zrozumieniem. Zależało jej, by sprawę zakończyć jak
najszybciej. Wiedziała, że prędzej czy później spotkanie z Markiem nastąpi.
Póki co udawało jej się od niego odciąć, ale nie mogła w nieskończoność
uciekać. Tak samo, jak nie mogła w nieskończoność izolować Rocha przed
kontaktami z ojcem – Już są – powiedziała, gdy chwilę wcześniej zaanonsowała
przybycie gości jej sekretarka – Musi być pani silna – pogładziła Dobrzańską po
plecach i puściła przodem.
Nie widział jej od miesiąca.
Początkowo dzwonił, sms’ował, pisał maile, próbował odnaleźć, jednak po
tygodniu, dwóch odpuścił. Zrozumiał, że ona potrzebuje trochę czasu, że musi
oswoić się z sytuacją, która miała miejsce zanim zaczną rozmawiać. Telefon
prawnika był dla niego totalnym szokiem. Nie sądził, że jej deklaracja o
rozwodzie była na poważnie. Miał nadzieję, że powiedziała tak w nerwach. On nie
zgadzał się na rozwód. Miał nadzieję, że porozmawiają, że uda im się dojść po
porozumienia, że mimo błędu, jaki popełnił uda im się uratować ich rodzinę, że
ona da mu szansę. Najwyraźniej nie chciała albo nie potrafiła. Zastanawiał się
po co zabrał ze sobą prawnika, po co w ogóle go wynajmował. To był impuls, ale
teraz stojąc w niewielkiej salce konferencyjnej uświadamiał sobie, że nie
potrzebują prawników, że przecież sami mogliby się dogadać. Prawnikom zależy na
rozwodach, prawnicy z tego żyją, on chciał tego rozwodu uniknąć. Wreszcie ją
zobaczył. Jak zwykle bardzo elegancka, piękna, choć jej twarzy nie zdobił
promienny uśmiech, a w oczach nie było wesołego blasku. Była przygaszona, smutna.
- Witaj – szepnął ledwie
słyszalnie. Obrzuciła go spojrzeniem pełnym bólu. Coś go ścisnęło w środku.
Kiedyś sobie obiecał, że zrobi wszystko, by już nigdy przez niego nie płakała.
Jak zwykle złamał dane słowo, tak, jak złamał przysięgę, którą jej złożył. Dał
się omotać Klaudii krzywdząc najważniejszą kobietę na świecie. Na powitanie
skinęła jedynie głową i uścisnęła dłoń jego adwokata.
- Urszula Dobrzańska –
przedstawiła się słabym głosem
- Adam Nawrocki – odpowiedział
czterdziestoletni, łysiejący adwokat, którego znakiem rozpoznawczym był zielony
krawat i zielona poszetka. Za nią weszła niewiele od niej starsza niewysoka
blondynka w eleganckiej garsonce.
- Aneta Nec-Himmel, adwokat –
wyciągnęła rękę do Dobrzańskiego i rozpakowując aktówkę zajęła swoje miejsce
przy stole, naprzeciw pełnomocnika Marka.
- Ula, proszę cię, wyjdźmy na
korytarz i porozmawiajmy – zaczął Dobrzański błagalnym tonem – Proszę, chwila
rozmowy. Czy potrzebni nam są adwokaci?
- My już nie mamy o czym
rozmawiać – odparła chłodnym tonem. Wiedziała, że musi być zimna,
zdystansowana. Nie mogła pozwolić zwyciężyć sercu nad rozumem. Zawsze, gdy tak
robiła, dostawała bolesną lekcję życia – A kwestiami, które nam jeszcze
zostały, zajmie się pani mecenas – spuścił głowę załamany. W sumie tego się
spodziewał. Na to zasłużył.
- Dobrze panowie, zaczynajmy.
Kopię pozwu, który dwa dni temu został złożony w sądzie otrzymał pan ode mnie
mailem – spojrzała na bruneta - Sprawa jest jasna i klarowna. Chcąc
zaoszczędzić mojej klientce nerwów i czasu zdecydowałyśmy się na rozwód bez
orzekania o winie, co i pana Dobrzańskiego stawia w lepszej sytuacji. Jednak,
jak wszyscy doskonale wiemy rozpad małżeństwa nastąpił z wyłącznej winy
pozwanego. Dlatego też moja klientka domaga się pewnej rekompensaty, która i
tak jest niewspółmierna do krzywd, jakie zostały jej wyrządzone
- Nie zgadzam się na rozwód! –
stanowczo zaprotestował Dobrzański
- Panie Marku, nie wiem, czy
mecenas panu wyjaśnił, jak wyglądają procedury przy braku pańskiej zgody? –
zadała pytanie retoryczne. Nie miał pojęcia. Adwokata wynajął raptem dwa dni
wcześniej. Nie ustalili żadnej strategii, bo miał nadzieję, że do rozwodu nie
dojdzie – Rozwód i tak dojdzie do skutku, tylko dłużej będziemy się handryczyć
na sali sądowej. Po co stres, wielomiesięczne odraczanie sprawy? Pan nie będzie
się zgadzał, powinien wejść w takiej sytuacji mediator, na którego nie zgodzi
się moja klientka, będzie kolejne posiedzenie, później następne i następne, aż
w końcu zapadnie wyrok. Lepiej, jeśli ustalimy wszystko teraz, a pan zamiast
utrudniać będzie współpracował. Chyba tyle jest pan winien żonie, prawda? –
spojrzała na niego wymownie i przerzuciła kilka kartek – Ta
rekompensata będzie od razu połączona z podziałem majątku. Nie ma sensu rozdzielać
tych dwóch spraw. Po pierwsze kwestia domu w Zalesiu Górnym. Teoretycznie z
uwagi na dobro dziecka i konieczność zapewnienia mu stabilizacji i
bezpieczeństwa dom powinien zostać przyznany mojej kliencie i małoletniemu Rochowi, który oczywiście zostaje z matką. Jednak z uwagi na fakt, że do
zdrady, będącej bezpośrednią przyczyną rozpadu małżeństwa, doszło w tym budynku
moja klientka nie wyobraża sobie, by mogła tam mieszkać. Rozwiązania są dwa.
Albo dom zostanie sprzedany, albo pan Dobrzański chcąc tam zostać spłaci moją
klientkę. Wartość nieruchomości została wyceniona w przybliżeniu na dwa miliony sto tysięcy
złotych. Z uwagi na okoliczności i zapewnienie dziecku odpowiedniego standardu
życia będę wnosić o przyznanie pani Dobrzańskiej kwoty miliona trzystu tysięcy tytułem podziału nieruchomości mieszczącej się przy ulicy Jodłowej
osiem.
- Pani mecenas – ostatnacyjnie zaśmiał się
prawnik – No trochę pani przesadziła. Kwota powinna zostać podzielona po
połowie. Ja już pomijam fakt, że nakłady na kupno domu pochodziły w zdecydowanej
większości z oszczędności, jak mniemam, mojego klienta, którego rodzina od
wielu lat prowadzi dobrze prosperującą firmę modową. Poza tym nieruchomość
wciąż jest obciążona kredytem hipotecznym. Równy podział wydaje się jedynym
rozsądnym wyjściem. A za milion pani Urszula będzie mogła zakupić apartament,
tudzież domek o odpowiednim metrażu dla niej i dziecka.
- Zgadzam się – odparł milczący
Marek, który od dobrych kilku minut intensywnie wpatrywał się w twarz żony. Ula
natomiast chcąc uniknąć wzrokowego spotkania z Dobrzańskim podziwiała panoramę
miasta, rozciągającą się za oknem
- Panie Marku, proszę zostawić to
mnie – upomniał go mecenas
- Zgadzam się – powtórzył
dobitnie
- Świetnie – uśmiechnęła się
Aneta – Kwestia wspomnianej przez mecenasa firmy. W chwili obecnej pan
Dobrzański dysponuje wszystkimi udziałami. Pięćdziesiąt procent, które
zostały odkupione od rodzeństwa Febo weszło do majątku wspólnego, gdyż
transakcja nastąpiła już po zawarciu przez państwa Dobrzańskich związku
małżeńskiego. Moja propozycja jest następująca. Celem zabezpieczenia
przyszłości Rocha Dobrzańskiego wspomniane pięćdziesiąt procent zostaje
przepisane na jego rzecz. Do momentu uzyskania przez niego pełnoletniości
udziałami będzie zarządzać matka, z zaznaczeniem faktu, że udziałów tych nie
może sprzedać. Pani Dobrzańska będzie również czerpać korzyści z tytułu
podziału zysków, które do momentu osiągnięcia przez syna osiemnastego roku
życia będą do jej wyłącznej dyspozycji.
- Firma Dobrzański Fashion jest
firmą rodzinną, założoną przez rodziców mojego klienta. Nie można dzielić
czegoś, co wchodzi w skład majątku osobistego – protestował
- Majątek osobisty to
pięćdziesiąt procent, które pański klient dostał od rodziców jeszcze przed
ślubem. Druga połowa została dokupiona i jest częścią majątku małżonków.
- Pani mecenas – zaśmiał się
lekceważąco – Ja odnoszę wrażenie, że na tym związku pani klientka chce zrobić
interes życia.
- Panie mecenasie – upomniała go. Chciała kontynuować, że takie uwagi są nie na miejscu, ale przerwał
jej Dobrzański.
- Proszę jej dać wszystko, czego
zażąda – odparł spokojnie
- Pan nie wie, co pan robi –
zaśmiał się – za chwilę zostanie pan bez domu, firmy i środków do życia –
wyjaśniał
- Wszystko, czego zażąda –
spojrzał wymownie na adwokata
- Panie Marku, wydaje mi się, że
powinniśmy porozmawiać na korytarzu. Pani mecenas, ja poproszę o chwilę przerwy - spojrzał na kobietę i już chciał wstawać, gdy usłyszał głos swojego klienta
- Nie ma takiej potrzeby.
Dziękuję już panu mecenasie. Poradzę sobie sam. Pańskie honorarium jeszcze dziś
przeleję na konto kancelarii - spojrzał na niego zdenerwowany
- Za te wyrzuty sumienia będzie
pan musiał słono zapłacić. Proszę się zastanowić – próbował go przekonać
- Pan już dla mnie nie pracuje! –
rzekł ostro, czym skupił na sobie wzrok Uli i jej pełnomocnika – Poradzę sobie
sam!
- Jak pan uważa – obruszył się i
pospiesznie spakował teczkę – Do widzenia – zostali we trójkę.
- Rozumiem, że się pan zgadza? –
zapytała blondynka
- Naturalnie- próbował zebrać myśli po tej słownej przepychance ze swoim pełnomocnikiem
- Dobrze, w takim razie przejdźmy
do kwestii związanych z Rochem. Aaaa nie, jeszcze oszczędności. Tutaj środki
z konta proponuję podzielić po równo. Dwieście tysięcy dla pana i dwieście dla
żony. Każdy z państwa dysponuje swoim autem i niech tak zostanie, nie będziemy
dociekać wartości każdego z pojazdów – rzekła notując coś naprędce – Roch –
spojrzała na Dobrzańskiego – Podsumowując wszystkie wydatki niezbędne do
zapewnienia synowi odpowiedniego standardu życia i patrząc na pana miesięczne
dochody, kwota alimentów powinna oscylować w granicy trzech i pół tysięca
złotych. Sądzę, że nie będzie pan oszczędzał na dziecku – uśmiechnęła się
przyjaźnie. Zwykle tego typu stwierdzenia odnosiły pozytywny skutek. Tak było i
w tym przypadku. Dobrzański skinieniem głowy zgodził się na wszystko – No i
zostaje nam kwestia kontaktów z synem. I tutaj sprawa jest bardzo poważna. Będziemy
wnosić o to, by pańskie kontakty z synem były jak najrzadsze
- Słucham? - w jego głosie można było usłyszeć niedowierzanie. Nerwowo przerzucał wzrok z Uli na blondynkę. Westchnął ciężko próbując uspokoić
emocje i spojrzał błagalnie na Ulę – Oddam ci wszystko, co mam. Weź całą firmę,
dom, co tylko zechcesz, ale nie odbieraj mi syna. Błagam. Wiem, że cię
skrzywdziłem, bardzo tego żałuję, ale nie możesz odebrać mi Rocha – wyjaśniał błagalnym tonem. Mocniej
ścisnęła pięści, które chowała pod stołem. Wiele ją ta dzisiejsza konfrontacja
kosztowała, a na dodatek on teraz sądzi, że zależy jej tylko na pieniądzach. Że
jest materialistką, która mści się na nim ograniczając mu kontakty z dzieckiem.
- Pański syn niezbyt dobrze odebrał
sytuację, której był świadkiem. Dziecko ma poważny problem z emocjami.
Niezbędna była interwencja psychologa dziecięcego – wyjaśniała Aneta
- Dlaczego nic mi nie
powiedziałaś? – ignorując prawniczkę zwrócił się do żony – Jestem jego ojcem,
miałem prawo wiedzieć! – zirytował się
- Chcesz wiedzieć jak odebrał to
twój ukochany syn? – odezwała się wreszcie spoglądając na niego z nutą pogardy
– Wciąż mnie pyta, czemu ta pani leżała koło tatusia, dlaczego nie miała
piżamki i kim w ogóle jest. Mały budzi się w środku nocy z płaczem, przestał
panować nad emocjami. Złości się z byle powodu, jest niespokojny – tłumaczyła.
Nieco ubarwiła tę sytuację. Tak było lepiej. Tak było trzeba. Rzeczywiście mały
bywał płaczliwy i pytał o Nowicką, korzystali również z pomocy psychologa, ale
razem z prawnikiem ustaliła, że trzeba udramatyzować tę opowieść. Chciała
chronić syna przed konsekwencjami nieodpowiedniego zachowania ojca. Może gdyby o jego romansie dowiedziała się w innych okolicznościach, gdyby Roch nie był tego świadkiem, może potrafiłaby postępować nieco łagodniej. Ale nie mogła wybaczyć mu faktu, że zdradzał ją z Nowicką w ich domu, niemal na oczach dziecka. Nie miała pewności, czy gdy będą po rozwodzie ich syn nie będzie świadkiem podbojów miłosnych ojca. Musiała być w tej kwestii stanowcza. Dobrzański
spuścił głowę załamany.
- Terapia trochę potrwa. Z uwagi
na psychiczny komfort dziecka najlepiej byłoby, gdyby pańskie kontakty z synem miały
miejsce dwa razy w miesiącu. Jeśli będzie się pan spotykał z dzieckiem, to albo
w obecności żony, albo osoby przez żonę wskazanej, przy której dziecko również
czuje się bezpieczne. Jeśli będzie pan chciał zabrać syna na dwa dni to warunek
jest jeden. Musi pan z nim przebywać w
domu swoich rodziców w Konstancinie. Ma pan jakieś pytania, uwagi? – zwróciła
się do niego, zbierając ze stołu dokumenty
- Nie. Chciałbym jedynie
porozmawiać z żoną w cztery oczy – spojrzał na Ulę
- Nie mam ochoty – rzuciła i szybkim krokiem opuściła
pomieszczenie
smutne...straszne i dobrze, że na święta będzie coś innego .... ufff...chyba jednak wolę mniej tragiczne opowiadania...choć i tak wierzę, że będą razem...Prawdziwa Miłość pokonuje wszystkie trudności i tak jak mawia Ula: "Jeśli się kogoś kocha, to nie można tak po prostu przestać, choćby był największą świnią...itp "
OdpowiedzUsuńBĘDĄ RAZEM!!!
smutne może i tak, ale tragiczne na szczęście nie ;) Po sielance musiało przyjść coś innego, żeby Was nie zanudzić jedną tematyką ;) W święta będzie bardziej serialowo i już teraz mogę powiedzieć, że szczęśliwie. Pozdrawiam
UsuńNie lubię tego opowiadania, Ula jest bez serca. A Marek tym co zrobił tez zasługuje na konkretną pokutę. Mam nadzieję że mimo wszystko jakoś się między nimi pouklada i będą razem. Czekam na nowe opowiadanko. Kk
OdpowiedzUsuńCóż mogę powiedzieć? Moje opowiadanie nie jest lekturą obowiązkową. Short story startuje przed Wigilią i skończy się chwilę po Nowym Roku. Później wracam to tego. Więc na kolejne długie mogę Cię zaprosić jakoś w lutym. Pozdrawiam
UsuńInteresujące opowiadanie. Bardzo smutne,ale mam nadzieje że będzie lepiej. Czekam na styczniowe części i oczywiście na świąteczne
OdpowiedzUsuńPozdrawiam GOZDI ^.^
Czy będzie lepiej? Zapraszam do śledzenia kolejnych rozdziałów. Po Nowym Roku postaram się wrzucić jakąś miniaturkę. Wiem, że lubisz ;) Dzięki za wizytę. Pozdrawiam
UsuńMiniaturki <3
UsuńGOZDI ^.^
Jak ja kocham miniaturki <3 albo opowiadania, które mają początki powiązane z serialem, szczególnie po zarządzie. Andziok
UsuńAmicus, tym razem powstrzymam się od komentarza - z bardzo prostej przyczyny - nie wiem co napisać, nie wiem co o tym myśleć. Mam strasznie sprzeczne odczucia po tej części, toczę sama z sobą wewnętrzną dyskusję (mam nadzieję, że to nie początki schizofrenii) i analizuję "za" i "przeciw". Szukam słów poparcia dla postawy Uli, ale za chwilę pojawiają się wątpliwości i już taka pewna nie jestem. To samo dotyczy postawy Marka - jedno wiem na pewno - zdrada jest niezaprzeczalna, zawiódł, zranił, skrzywdził. To jedno wiem. Ale przebieg tego spotkania, jego postawa cały czas mnie zastanawiają. Nie wiem jak przewidziałaś ciąg dalszy i nie ukrywam strasznie mnie to intryguje, bo coś mi tu nie gra, coś nie pasuje - ale jedno jest pewne emocji nie zabraknie. Zwłaszcza, że wspominałaś, że akcja przyspieszy w III czy IV części. Pozostając na razie w tym zawieszeniu z natłokiem myśli serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńSprawić, że nie tworzysz rozbudowanego komentarza, że nie dzielisz się rozwiązaniami i tym, co może być za chwilę... Najwyraźniej udało mi się napisać zupełnie niejednoznaczne dwa pierwsze rozdziały. Cieszę się :) W IV części. III będzie jeszcze mocno powiązana z II. Będzie Marek, Ula, spotkanie z Rochem i ukazany stosunek Dobrzańskich.
UsuńPozdrawiam :)
Nie uwierzysz, ale po raz pierwszy czytałam rozdział ze ściśniętym sercem. Co za koszmarna sytuacja. Wiem, że Marek jest winny jak diabli. Został przyłapany in flagranti. Źle się stało, bardzo źle, że zobaczył to wszystko jego syn. Dla Uli to też był ogromny szok, ale czytając tę część odnosiłam wrażenie, że spotkanie z prawnikami było jakąś głupią licytacją i to nie między Ulą i Markiem, ale właśnie między prawnikami. To nie wpływa dobrze na żadną ze stron. Nie podobało mi się stwierdzenie prawniczki, że trzeba ubarwić sytuację w jakiej jest teraz Roch. To bardzo nieuczciwe, a przede wszystkim jest tylko półprawdą. Gdzie się podziała w tym wszystkim niezwykła uczciwość Uli, niemal do szpiku kości, że zgodziła się na sugestie prawniczki? To krzywdzi Marka i może pozbawić go praw do dziecka. Teraz propozycja spotkań z synem dwa razy w miesiącu przy świadku, a za pół roku będzie próba całkowitego pozbawienia go praw rodzicielskich. Ula może i ma uzasadnione obawy, że spotykając się z Rochem Marek może narazić go na kolejną taką traumę, ale nie można przecież zakładać z góry takich rzeczy. Raz został przyłapany i na pewno nie dopuści po raz kolejny, żeby mały miał zobaczyć taki obrazek.
OdpowiedzUsuńMimo, że Dobrzański zawinił jest mi go żal. Żal, bo opisałaś wszystko tak niezwykle plastycznie, że niemal widzę jego minę, kiedy odmawia mu się częstych kontaktów z synem. Pieniądze rzecz nabyta, chociaż myślę, że prawniczka Uli ewidentnie wykorzystuje sytuację. Gdyby pogadali w cztery oczy, to znając uczciwość Uli ona nie zgodziła by się na przyjęcie czegoś ponad to, co dorobili się wspólnie, bo jest honorowa i ambitna.
Bardzo ciężkie położenie ich obojga i aż drżę na myśl, że oni rozstaną się na dobre i nigdy nie podejmą próby powrotu do siebie. Rozwód to zawsze jest zamknięcie jakiegoś etapu w życiu, do którego nie ma już powrotu, bo jest ostateczny. Wprawdzie znam dwa małżeństwa, które rozwiodły się, a potem ponownie były śluby, ale czy tak będzie w tym przypadku?
Dzięki Amicus za tak wiele skrajnych emocji. To było jak porażenie prądem.
Pozdrawiam życząc miłych, spokojnych, rodzinnych świąt.
Akurat sala sądowa to miejsce, gdzie kłamie się najwięcej. Nie będę powiadać się po stronie Marka, ani po stronie Uli. Starałam się zbudować postacie niejednoznaczne. Ula co prawda jest ofiarą zdrady, ale z pewnością nie chciałam jej stworzyć jako umęczonego anioła. Marek to łajdak, ale nie bez serca. Zresztą przyjdzie czas na lepsze poznanie stanowiska każdego z nich. Zachowanie pani mecenas jest typowe. Stara się zabezpieczyć interesy swojego klienta. Może i podział majątku nie jest jak na Ulę sprawiedliwy, ale pamiętajmy, że myśli ona o przyszłości. Zostaje sama z dzieckiem i nie może pozowlić, by Rochowi czegoś brakowało w kwestii materialnej. Wraz z panią mecenas nie występują o orzekanie o winie. Gdyby takowe było, Ula śmiało mogłaby domagać się alimentów również na siebie.
UsuńMoże i ograniczenie kontaktów z Markiem dla małego nie jest dobre, ale Ula się boi. I ma prawo się bać. O tym też będzie więcej w kolejnej części.Tak samo, jak będzie o odczuciach Rocha.
Rozwód będzie. To już teraz mogę napisać.
Dziękuję Gosiu. Tobie również wspaniałych świąt! :)
Smutne...:( wiem, ze nie powinnam tego pisac, ale szkoda mi troche Marka, ale wiem, zasłuzyl sobie...:( skrzywdził ogromnie Ule i dziecko...Ula twarda i uparta....ciekawe jak to sie potoczy...Ciesze sie, ze teraz opublikujesz nowe opowiadanie i to czesciej :) ale no kontynuacje tego tez bede czekac :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
cieszę się :) dalsza część już w styczniu. I zapewniam, że będzie się działo. Zapraszam we wtorek na coś nowego, weselszego.
UsuńPozdrawiam
W 100 a nawet w 200% zgadzam się z Małgosią! Rozumiem, że to fikcja literacka, że Ulka w opowiadaniu nie musi być taka jak w serialu OK - nie zawsze jest, tym niemniej tu jej zachowania nie do końca rozumiem. Wiem, że jest skrzywdzona, zawiedziona, zdradzona - ma prawo być wściekła na Marka i żądać rozwodu, ale Marek zawiódł jako MĄŻ nie jako ojciec. A swoimi żądaniami i przekoloryzowaną sytuacją chce skrzywdzić syna. W imię walki o jego dobra odbiera mu możliwość kontaktu z ojcem. Rozumiem jej obawy, ale Marek jest jego ojcem! Uczestniczył w jego wychowaniu, Roch jest do niego przywiązany. A takie postawienie sprawy nie polepszy stanu psychicznego Malca. Pani prawnik dosyć mocno i stanowczo pogrywa. Rozwód jest chyba przesądzony, ale co dalej.
OdpowiedzUsuńJeszcze jedna kwestia to Nowicka powiedziała, że sypiał z nią od tygodnia - jego wersji nie znamy. Nie wiemy jak ich relacje wyglądały - czy to nie ona wpakowała się do łóżka Marka, czy to nie ona go szantażowała, czy to nie ona o coś walczyła. Nie bronię Marka, nie twierdzę, że nie zdradzał a przyłapanie go było tylko potwierdzeniem, ale Ulka nie dała mu żadnej szansy na powiedzenie chociażby słowa. Ona również nie jest w porządku, nie obwiniam jej o to, że chce rozwodu. Nie! Ale czy kiedyś nie będzie żałować, że zabrakło jej odwagi na jedną rozmowę. Jedną i tylko albo aż tyle. Powtórzę znowu wykorzystywanie dziecka do walki w czasie rozwodu i karanie dziecka za błędy rodziców jest nieodpowiedzialne. Amicus znowu prowokujesz i wzbudzasz emocjonalne dyskusje. Ty to jednak bestia jesteś. Czekam na ciąg dalszy bo intryguje mnie to opowiadanie bardzo. Pozdrawiam. KaEm.
Tak, jak już pisałam wyżej, nie chciałam tworzyć kolejnej postaci Uli, która jest uczciwa, poczciwa, skrzywdzona i biedna. Owszem jest skrzywdzona, ale najpewniej postępuje nie do końca właściwie w wielu kwestiach. Jej zachowanie, jej postawa są podyktowane tym, że jest skrzywdzona, że się boi o przyszłośc swoją i dziecka i że cierpi. Więcej o jej uczuciach będzie w III rozdziale.
UsuńTak, jak było powiedziane w rozdziale, owszem Ula podkoloryzowała sytuację, ale Roch ewidentnie ma problemy z emocjami, a sytuacja, której był świadkiem mocno na niego wpłynęła. O tym też będzie w kolejnym rozdziale. Poniekąd Marek zawiódł również jako ojciec dopuszczając do sytuacji, że w łóżku z inną kobietą zastał go synek.
Lubię prowokować! :D Pozdrawiam i dzięki za pełen emocji komentarz!
Witaj Amicus..Przeczytałam iii muszę przetrawić.Komentarz jutro.Dzisiaj to by była sama łacina.No kurde,muszę być jutro "w pionie",a nie wiem czy zasnę.Przez Ciebie!
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że mi wybaczysz! ;)
UsuńNo cóż. Ula to świnia , ale adwokatka to wredna małpa! Chyba ,że sama ma ochotę na Dobrzańskiego?. Szkoda ,że ciąg dalszy będzie dopiero po świętach. :(
OdpowiedzUsuńRanczUla.
Ulka to świnia, a Marek jest święty i skrzywdzony?
UsuńPani prawnik z całą pewnością nie ma ochoty na Marka. Ona z takimi jak on zbyt często ma do czynienia, by ją interesowali i by brani byli pod uwagę jako 'mężczyźni do wzięcia'. Po świętach cd. Za to w czasie świąt coś innego. Pozdrawiam
Witaj Amicus.Tak sobie czytam i czytam.Wydaje mi się dziewczyny,że Ulka powinna Marka przeprosić. Po jaką cholerę tam przylazła.To co że to był jej dom jej łózko,zepsuła Markowi tak cudownie zapowiadający się poranek.Macie rację Ulka to świnia.Żeby tak biedaczka oskubać.W końcu gdyby Marek zwolnił ją z firmy po jakimś czasie ( bo np, jego aktualna dziewczyna nie lubi jej widoku)lub tak tak "umilił jej "firmowe " życie ,że odeszła by sama,to przecież Ulka jest wykształconą i bystrą dziewczyną ,pewnie by sobie coś znalazła.Albo gdyby zachorowała, gdyby nie była w stanie pracować,to zawsze może przecież poprosić Marka żeby jej pomógł. Jeżeli jego nowa flama nie będzie potrzebowała nowego samochodu czy futerka to pewnie jej były da Ulce parę groszy.Gdyby np, zachorował Roch i potrzebował specjalistycznego (drogiego) leczenia. a Marek nie miał by więcej niż jednego "nowego " potomka ze swojego nowego związku, to pewnie by pomógł swojemu pierworodnemu.Ula powinna zminimalizować swoje żądania,zaufać mu.Przecież nie raz.pokazał,że można mu zaufać i na nim polegać.No w najgorszym wypadku Ula by mogła poprosić Klaudię o audiencję ( może by ta jej nie upokorzyła i nie poniżyła już bardziej) buchnąć dobrodziejkę w mankiet i poprosić o wstawiennictwo u byłego lub parę groszy.Co do wizyt Rocha u tatusia,to Ula powinna się zgodzić na tyle ile Mareckiemu będzie pasowało, oczywiście bez nadzoru. Pewnie by się dzieciak dużo naumiał i sporo zobaczył ,zawsze to jakaś edukacja.A może i trochę o mamusi by się dowiedział, oczywiście to by było wszystko na odpowiednim dla dziecka poziomie, przecież Klaudia pokazała ,że wie jak się zachować przy maluchu .Ulka krzywdzi biednego Marka,co on jest winien,że Klaudia ma nad nim totalną władzę ( poświecił dla nie rodzinę),że nie jest wstanie się jej oprzeć.Proces się jeszcze nie odbył,więc Klaudynka może jeszcze przekonać Marka ,ze nie jest Uli nic winien.Ulka ma dobrą prawniczkę ,dobrze znająca prawo,ale Marka stać na prawnika wybitnego,to taki który zna sędziego.A tak już całkiem poważnie,to co zrobił Marek, jest niewybaczalne. To nie był jakiś jednorazowy wyskok jakaś "pomroczność jasna", tylko romans. Nie tylko kolejny raz skrzywdził Ulę ale też pozwolił na to,żeby jego kochanka ją upokorzyła i poniżyła.Mam nadzieje,że w następnej części ten jego"mózg" odpadnie.Życzę mu tego z całego serca.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJute, wybacz ale trochę Cię poniosło - zupełnie niesprawiedliwie i niepotrzebnie. I nie w stosunku do bohaterów opowiadania tylko do nas komentujących! Nadinterpretacja też bywa niebezpieczna. Miłej nocy. KaEm.
UsuńMasz racje,ale może tak można wytłumaczyć dlaczego Ula robi,to co robi.Co może się stać, jeżeli nie dopilnuje swoich spraw,teraz,gdy Mare ma jeszcze wyrzuty sumienia.Ten stan może mu pod wpływem różnych osób szybko przejść.Ulka zawsze była w stosunku do niego w porządku,przebaczała,ufała.Co ma w zamian?.Jedno wielkie nic.Nie jestem w stanie sobie tak całkiem wyobrazić co Ulka musiała wtedy czuć,ale jestem pewna ,ze ten koszmar będzie ja prześladował do końca życia,nie mam pojęcia jak ona będzie mogła z tego wyjść,czy da sobie radę.Nazywanie jej świnią jest krzywdzące i niesprawiedliwe.Pani mecenas też jest w porządku.Mogła przecież zasugerować Uli,aby chciała 2/3 wszystkiego,alimenty dla dziecka oraz alimenty dla siebie ( obniży jej się standard życia) jednak tego nie zrobiła.To nie jest pirania tylko prawniczka dbająca o interesy Uli i Rocha.Jesli poczułaś się urażona moimi złośliwością, to przepraszam.Czasem wyłazi z mojej duszyczki straszna zołza.Dobranoc.
OdpowiedzUsuńJute, rozumiem Twoje wzburzenie i absolutnie nie twierdzę, że to Ulka jest wygraną w tej sytuacji a Marek wielką jej ofiarą! Nie. To, że jedna z komentujących tak twierdzi, nie znaczy, że wszystkie tak myślimy i wrzucanie nas do jednego worka jest nie fair! Marek jest tu winny jak cholera, chociaż nie ukrywam, że chcę poznać ich przemyślenia i odczucia. Jedyne co mi się nie podoba w zachowaniu Ulki to ograniczanie kontaktów dziecka z ojcem do minimum. Rozumiem jej obawy, ale.... (zawsze jest jakieś). Mogę się mylić, ale pewnie Amicus w dalszych częściach z błędu mnie wyprowadzi. Pozdrawiam. KaEm.
UsuńJute! Absolutnie Cię uwielbiam! :D Twój komentarz nie dość, że jest zabawny, to przede wszystkim jest prawidziwy i tak bardzo... życiowy? (nie wiem czy to odpowiednie słowo, do tego, co chcę wyrazić, ale lepszego nie znajduję). Doskonale w tych kilkunastu zdaniach napisałaś to, co przeżywa wiele kobiet w czasie i po rozwodzie. Gosia pisała o tym, że Ulka bywała zwykle uczciwa i honorowa. Z pewnością gdyby była sama, gdyby oprócz papierka nic ją z Markiem nie łączyło uniosłaby się swoją dumą, odwróciła na pięcie i nie chciała do niego nawet złotówki. Ale ona ma dziecko i słowa Maćka, że należy zabezpieczyć ich przyszłość dają jej do myślenia. Ona sobie na dumę pozwolić nie może. Bo część pieniędzy jej się po prostu należy, reszta to zabezpiczenie przyszłości dziecka. Marek zachował się karygodnie i zgadzam się w 100%, że atakowanie Uli, a tłumaczenie Marka to nie jest dobra droga. Być może koloryzowanie stanu w jakim jest Roch nie jest uczciwe i właściwe, ale takie rozwiązanie wydaje się w tej chwili Uli najlepsze. Chce zadbać o syna. O jego komfort i spokój. A po akcji jaką dostawił Marek nie może mieć pewności, że taka sytaucja się nie powtórzy.
UsuńJute uwielbiam Twój styl i to w jaki sposób dzielisz się swoimi przemyśleniami. Bardzo Ci dziękuję za ten pełen emocji komentarz.
KaEm
Przemyślenia i odczucia obojga będa w kolejnej części. Tak, jak już zapowiadałam, że będzie a Roch i Dobrzańscy.
Dziewczyny, obu dziękuję za tę emocjonującą dyskusję. Pozdrawiam Was i zapraszam we wtorek na nieco nudniejszą i bardziej przewidywalną historię.
Po co Ulka jechała do Rysiowa,skoro ojciec nie podnosił larum.? Chciała,aby uprawiał seks, podając tym samym Klaudię do wyrka, na tacy? Nie ma wzmianki,że Marek był goły, flama leżała goła.Chyba tylko jako dekoracja. Pochopne wnioski Uli o zdradzie! Kochała go? Stworzyła mu sama wolną chatę do zdrady.Jaki w tym cel. Mam dziwne odczucie,co do szczerości Uli. Po drugie. Myśli o bogatej przyszłości dla syna? Dlaczego nie myśli, w jaki sposób on sam, w przyszłości,odpłaci jej piękny za nadobne? Bogactwo zastąpi mu cholerny, brak czułości, ojca do syna ? Tego,że nie mógł z nim pograć w piłkę? Wyjść na mecz? Targane emocje dziecka ? Jeśli za często rozmawia się w domu na nie wygodny temat,a dzieci słyszą,zawsze utwierdza się w nim to na czym nam zależy by pamiętało. A tak w ogóle,po cholerę miesza się dzieci do spraw dorosłych. Niech się sami poszarpią . No nie? Dzieci na boisku tak robią i starych tam nie ma,a sami między sobą walczą.
OdpowiedzUsuńSeniorzy powinni odebrać im wnuka,bogactwo i puścić z torbami.
Czekam końca.
Kochana Amicus. W Święta odpoczywaj z nogami zadartymi nawet na ścianie. Nie objadaj się,bo przytyjesz.Najlepiej nic nie szykuj. Postaw dzbanek z kawą,kup kawał toru czekoladowego i Święta przelecą jak przeciąg. Zdrowych,pogodnych,radosnych z dobrą komedią,u boku,by brzuch od śmiechu bolał. Najlepszego,szczęśliwego Nowego Roku,z wielgaśnymi pomysłami do tworzenia. Ściskam cieplutko.
Powiem Ci, że mocno zaskoczyłaś mnie swoim komentarzem. Uważam, że w związku ważne jest przede wszystkim zaufanie. Sądziła, że się zmienił, że zrozumiał, że kocha i nie poleci na 'kawałek ładnego ciała'. Czy każda kobieta powinna nieustannie drżeć? Czy nie powinnyśmy wychodzić na babski wieczór do przyjaciółki, czy nie powinnyśmy np. spędzić nocy u chorych rodziców, nie jeździć na służbowe delegacje, tylko siedzieć w domu i 24h/7 dni w tygodniu pilnować swojego faceta? To trochę bez sensu.Zresztą nawet, jak go będziemy pilnować, a on będzie chciał zdradzić, to i tak zdradzi. Jeżeli mamy faceta, którego non stop trzeba pilnować to lepiej go nie mieć. Zresztą 'są mężczyźni nie do upilnowania'.
UsuńDobrych Świąt!
Pozdrawiam