B

czwartek, 6 listopada 2014

'Prawdziwej miłości nie udowodni się słowami' cz. II ost.

Wrzucam zaległą i obiecaną już dawno końcówkę mini. 'Wbrew' pojawi się niebawem, ale nie podaję konkretnego terminu. Opowiadanie wymaga jeszcze niewielkich korekt, a póki co niezbyt dużo czasu mogę jeszcze spędząć przed komputerem. Moja rekonwalescenacja przebiega całkiem dobrze, ale wolno. Udanego weekendu.








- Grupa krwi jeszcze niczego nie przesądza – odparł Piotr, po twarzy którego było widać, że nie jest zadowolony z tej deklaracji
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ale spróbować warto. Kto jest jej lekarzem prowadzącym? Chyba muszę z nim porozmawiać – rzekł wpatrując się wciąż w jej sylwetkę
- Naprawdę chce pan oddać mojej córce kawałek wątroby? – usłyszał wzruszony głos Cieplaka. Józef wiedział, że propozycja Dobrzańskiego niczego nie gwarantuje. Przecież Jasiek już miał być dawcą, a jednak w ostatniej chwili okazało się, że są zbyt poważne przeciwwskazania, ale… Marek dał mu nadzieję, którą kilka godzin wcześniej brutalnie odebrał doktor Rymkiewicz.
- Jeśli mogę jej w ten sposób pomóc, to – urwał na chwilę – nie ma się nad czym zastanawiać – dokończył. Chciał powiedzieć coś innego, ale nie wypadało. Nie w tych okolicznościach i nie w obecności Piotra. Zresztą ‘czy to ma jakiekolwiek znaczenie w tej chwili?’
- Prawdopodobnie i tak przeszczep nie będzie możliwy – stwierdził kardiolog niby to obojętnym tonem
- A to dlaczego? – Dobrzański przeszył go wzrokiem. Najwyraźniej Sosnowski chciał ratować zdrowie Ulki tylko do czasu, gdy mógł to robić sam. Gdy pojawiło się towarzystwo w postaci jej byłego kochanka zaczął kombinować
- Bo nie jesteś dawcą spokrewnionym. Takie są w Polsce przepisy – spojrzał na niego z lekką satysfakcją
- Mimo to porozmawiam z lekarzem – zadeklarował i spojrzał w głąb korytarza – Który to gabinet? – zwrócił się w stronę Józefa. Miał niemal pewność, że Cieplak chcąc ratować córkę będzie chętnie współpracował.
- Osiemnaście, po lewej stronie – prezes kiwnął głową i pewnym krokiem ruszył przed siebie

-Słucham? – mężczyzna po pięćdziesiątce podniósł wzrok na stojącego w progu Marka
- Ja w sprawie Uli Cieplak – odparł i nie czekając na zaproszenie rozsiadł się na drewnianym krześle
- Pan z rodziny? – zmarszczył brwi. Jego pacjentka leżała tutaj od kilkunastu dni, a tego bruneta widział po raz pierwszy
- Nie do końca… - zawahał się – Jestem jej przyjacielem – ‘miałem szansę być kimś więcej, byłem kimś więcej, ale przy okazji byłem idiotą’ przemknęło mu przez głowę – O ile to będzie możliwe, chciałbym być dawcą – lekarz obrzucił go przenikliwym spojrzeniem
- Pan chce być dawcą. To nie jest taka prosta sprawa – zaczął spokojnie, ściągając z nosa okulary w czarnej oprawce – Po pierwsze, nie wiemy, czy pan w ogóle mógłby dawcą być. Trzeba byłoby wykonać szereg badań, począwszy od grupy krwi i zgodności tkankowej, na próbach wątrobowych skończywszy. Tam po drodze jest jeszcze szereg innych badań. Do tego dochodzi wywiad. Czy nie było nowotworów w rodzinie, czy nie nadużywał pan alkoholu i tak dalej, i tak dalej. Po drugie, pan nie jest spokrewniony z biorcą. W Polsce jest to zakazane z uwagi na możliwość handlu narządami. Jeśli kwalifikowałby się pan musielibyśmy wystąpić do sądu o zgodę. Tam by była potrzebna konsultacja psychiatryczna. A po trzecie i najważniejsze – westchnął – pytanie do pana, czy pan wie, na co się pan decyduje.
- Chyba tak – odparł
- Proszę pana, chyba to moja córka poszła dzisiaj do szkoły. Pan musi być pewny. Ja wiem, że łatwiej jest się decydować na oddanie wątroby niż na przykład nerki, bo niby jedna zostaje, ale różnie to może być. Wątroba w dużej mierze się regeneruje… Proszę pana – spojrzał na Dobrzańskiego z sympatią – każdy zabieg chirurgiczny wiąże się z ryzykiem. Pobranie fragmentu wątroby od dawcy niesie ze sobą ryzyko komplikacji. Ja nie mogę panu zagwarantować, że my tę wątrobę pobierzemy, pan poleży cztery dni w szpitalu i wyjdzie do domu, a tym samym wróci do normalnego trybu życia. Przez pewien okres czasu jest niezbędna specjalna dieta, poza tym badania kontrolne, które trzeba wykonywać regularnie w celu ustalenia jak narząd się regeneruje. Zero alkoholu przez dłuższy okres. Dam panu broszurę informacyjną. Proszę się z nią uważnie zapoznać i jeśli będzie pan zdecydowany, rozpoczniemy procedurę kwalifikacji.
- Jestem zdecydowany – rzekł pewnym głosem, na co lekarz podniósł zdziwiony brwi
- Dobrze – zaśmiał się nerwowo - Umówimy się tak. Pan do jutra to przeczyta i rano spotkamy się na pierwszych badaniach. Zgoda?
- Naturalnie 
- Proszę być na czczo. Zgłosi się pan do zabiegowego na pierwszy piętrze. Tutaj jest jeszcze formularz  z danymi. Proszę wypełnić i zostawić w dyżurce u pielęgniarek. Do jutra
- Dziękuję. Do zobaczenia.
Wyszedł z gabinetu dzierżąc w dłoni papiery. Wrócił pod salę na której leżała
- I co? – zapytał z nadzieją Cieplak
- Jutro mam pierwsze badania kwalifikujące – posłał mu ciepły uśmiech – Proszę być dobrej myśli. Do widzenia panie Józefie. Cześć – rzucił w stronę kardiologa i pojechał do domu.

- Dlaczego pan to robi? Czym się pan kieruje? – dopytywała około czterdziestoletnia blondynka uważnie go obserwując
- Co w takiej sytuacji powinienem odpowiedzieć, by wszystko poszło gładko?
- Prawdę – stwierdziła – To nie jest matura, gdzie musi się pan wpasować z odpowiedzią w klucz. Pan ze mną rozmawia szczerze, ja wystawiam krótką opinię, czy jest pan świadomy podjętej decyzji i tyle. Więc proszę o szczerość – pokiwał głową ze zrozumieniem
- Chcę ratować zdrowie kobiety, na której bardzo mi zależy
- Państwa coś łączy?
- Łączyło – odparł gorzko – Ale przez moją głupotę rozstaliśmy się zanim zdążyliśmy zbudować prawdziwy związek
- Może to są zwykłe wyrzuty sumienia? – zaciekawiła się
- Nie – w jego głosie brzmiała pewność siebie – Nie chodzi mi o odpokutowanie win kawałkiem wątroby, tak samo, jak nie chodzi mi o jej wdzięczność. Po prostu chcę, by kobieta, którą kocham wróciła do zdrowia i za kilka miesięcy mogła być szczęśliwa.

Spotkał Sosnowskiego przed wejściem do szpitala.
- Widziałem wyniki – zaczął niepewnym głosem – Póki co kwalifikujesz się. Czekają jeszcze na jedne badania. Prawdopodobnie będziesz mógł być dawcą – prezes odetchnął z wyraźną ulgą. Kardiolog wręcz przeciwnie.
- Jak ona się czuje? – zapytał kierując się wolnym krokiem w stronę pokoju doktora Rymkiewicza
- Coraz lepiej. Powoli nabiera więcej sił – cień uśmiechu pojawił się na twarzach obu mężczyzn
- Cieszę się – w jego głosie pobrzmiewało autentyczne szczęście – Sorry, ale lekarz na mnie czeka – chciał przyspieszyć kroku, ale zatrzymał go głos Sosnowskiego
- Marek – urwał na chwilę chcąc zebrać myśli. Był wyraźnie zdenerwowany – Posłuchaj, jeśli ten przeszczep dojdzie do skutku.. – motał się wodząc po szpitalnym korytarzu rozbieganym wzrokiem. Dobrzański doskonale wiedział, o co mu chodzi i do czego dąży.
- Nie zmieniłem zdania, jeśli o to ci chodzi – zapewnił go – Ja to robię dla niej, nie dla siebie – rzucił i wbiegł na drugie piętro

We czwórkę siedzieli przy jednym ze stolików w kawiarni, która mieściła się tuż obok szpitala.
- Sąd najprawdopodobniej jutro wyda zgodę na transplantację – wyjaśniał – Jak zapewne wiecie od Rymkiewicza zabieg mógłby się odbyć w przyszły czwartek – Józef wzruszony kiwnął głową
- Marku, chciałem ci bardzo podziękować – ta sytuacja pozwoliła obu mężczyznom poznać się lepiej. Jednostronnie przeszli na ty – To co robisz – chciał kontynuować, ale Dobrzański mu nie pozwolił
- Niech pan da spokój. Ja naprawdę nie potrzebuję podziękowań. Mam jedynie nadzieję, że obejdzie się bez komplikacji, a organizm Uli nie odrzuci wątroby i będzie ona mogła jej służyć długie lata – uśmiechnął się ciepło. Mielewska wpatrywała się w szefa z wyraźną sympatią. Ostatnie kilkanaście dni pozwoliło jej diametralnie zmienić zdanie o prezesie. Zaczynała rozumieć, że on naprawdę kocha jej przyjaciółkę. Piotr siedział ze spuszczoną głową. Bał się. Czuł, że z każdym dniem coraz bardziej przesuwa się na przegraną pozycję. Cieszył się, że Ula odzyska zdrowie, że pojawiła się dla niej szansa, ale jednocześnie się bał. Przecież doskonale wiedział, jak bardzo Ula kochała Dobrzańskiego – i chcę was prosić, byśmy trzymali się tego, co ustaliliśmy. Rymkiewicza również poinformowałem. Ma się on trzymać wersji, że organ pochodzi od anonimowego dawcy, prawdopodobnej ofiary wypadku. Absolutna dyskrecja jest moim jedynym warunkiem.

Czy jadąc na blok operacyjny się bał? Oczywiście. Byłby idiotą, gdyby tak nie było. Bał się o siebie, ale również o nią. Alicja opowiadała mu z jakim wzruszeniem przyjęła wiadomość, że znalazł się dawca. Wciąż w uszach dźwięczały mu słowa kadrowej ‘Przepraszam Marek. Myliłam się co do ciebie. Żałuję, że wam wtedy nie pomogłam’. On też żałował, ale było już za późno. A teraz ta wdzięczność i skakanie koło niego na palcach, doprowadzały go do szału. Chciał po prostu jej pomóc. Bez wdzięczności, bez podtekstów. Nie oczekując nic w zamian. Taką decyzję podjął. Ona pierwsza podjęła decyzję o odcięciu się od niego. Chciał to uszanować i nie stawiać w niezręcznej sytuacji. Nie chciał wdzięczności. Chciał jej pomóc i umożliwić normalne życie. Chciał jej szczęścia. Czy to nie jest właśnie miłość? Owszem, ale dla nich było już za późno. Zbyt wiele błędów popełnił, zbyt późno zrozumiał. Ona już dawno podjęła decyzję.

- I jaki jest jego stan? – dopytywał Cieplak Sosnowskiego
- Stabilny. Komplikacje w pierwszych dwóch dobach po tego typu operacji zdążają się dość często. Najwyraźniej jedno z naczyń po pobraniu organu nie zostało odpowiednio zamknięte. Reoperacja jak pan wie się udała. Będzie musiał dłużej zostać w szpitalu, ale powinno obyć się bez kolejnych niespodzianek – Józef zmartwiony potarł czoło
- Boże, mam nadzieję, że wyjdzie z tego bez większego szwanku. Uratował Ulę, a sam ma teraz problemy ze zdrowiem.
- Poprosiłem o konsultację mojego kolegę, bardzo dobrego chirurga. Powiedział, że teraz jest wszystko w porządku. Z resztą Marek z każdym dniem czuje się lepiej – wyjaśniał, siedząc na szpitalnym krześle nieopodal sali Ulki – ma dobrą opiekę - zapewnił
- Chyba powinienem powiedzieć Uli – zamyślił się Cieplak
- Rozmawiałem z nim. Prosił byśmy tego nie robili. Musimy uszanować jego wolę
- To chociaż do niego pojadę. Będzie mu miło. Może nawet dzisiaj. Rozmawiałem z lekarzem. Jutro powinni wypisać Ulę do domu, nie będę chciał zostawiać jej samej.
- Zawiozę pana – zaoferował, choć w głębi duszy ta sytuacja była mu wybitnie nie na rękę. Doceniał gest Dobrzańskiego i doceniał to, że pragnął utrzymywać wersję anonimowego dawcy. Wciąż obawiał się odrodzenia miłości Ulki do prezesa.

Spacerowała parkową alejką w to słoneczne, kwietniowe przedpołudnie. Lubiła to miejsce. Wiązało się z wieloma pięknymi wspomnieniami. Często przychodziła tu razem z Markiem. W ciągu ostatniego roku wiele się u niej zmieniło. Odeszła z firmy, później ten wypadek, który powoli stawał się tylko nieprzyjemnym wspomnieniem. Spojrzała przed siebie i dostrzegła znajomą postać siedzącą na jeden z ławek. Nie była pewna, czy to on. W końcu była jedenasta, środek dnia pracy, a on w jeansach i ciepłej bluzie z kapturem siedział w parku gapiąc się na pływające kaczki.
- Cześć – usłyszał za plecami głos, za którym tęsknił od miesięcy. Chciał się poderwać z ławki, ale ból wywołany gwałtownym ruchem mu to uniemożliwił. Wyprostował się tylko i przywidział na twarz szeroki uśmiech, który miał zatuszować grymas wywołany bólem. Dosiadła się obok i spojrzała na niego ciepło. Nic się nie zmienił przez te ostatnie osiem miesięcy podczas których się nie widzieli. No może był bardziej blady i silniejsze zmęczenie malowało się na jego twarzy. ‘Pewnie Violka wciąż się obija’ zaśmiała się w duchu.
- Cześć – odpowiedział w końcu – Miło cię widzieć. Słyszałem o twoim wypadku. Jak się czujesz?
- Dziękuję, dobrze. Szybko doszłam do siebie, a pobyt w szpitalu, operacja, jedna, druga, powili staje się zacierającym się wspomnieniem – uśmiechnęła się blado – A ty nie w firmie? Wagary sobie urządzasz? – serdeczny ton jej głosu wywołał uśmiech na jego twarzy
- Mam wolne – bąknął. Nie wyobrażał sobie, by powiedzieć jej, że jest na zwolnieniu, że wciąż  dochodzi do siebie po zabiegu
- Zostawiłeś firmę w rękach Aleksa? – zdziwiła się
- Nie. Zastępuje mnie ojciec i Seba. Oboje Febo wyjechali z kraju zaraz po pokazie. Aleks założył firmę we Włoszech, Paula układa sobie życie z jakimś Włochem. Już nie wrócą.
- Sądziłam, że wróciliście do siebie – zmarszczyła brwi, a on słysząc te słowa wybuchnął śmiechem
- Nawet tak nie żartuj. Kompletnie do siebie nie pasujemy. Mogę się tylko cieszyć, że wreszcie znalazła odpowiedniego człowieka i jest szczęśliwa – spojrzał na nią z nieskłamaną przyjemnością. Tę chwilę, gdy tonęli w swoich oczach przerwał dźwięk nadchodzącego sms’a. Niechętnie sięgnęła do torebki i przeczytała treść szeroko się uśmiechając
- Piotr? – rzucił, choć po chwili tego pożałował. Nie powinien był pytać. To nie jego sprawa.
- Nie, Beti – wyjaśniła szybko, jakby się usprawiedliwiając – Dostała szóstkę ze sprawdzianu z matematyki
- Zdolna jak siostra – rzucił z uśmiechem, ale ona jakby tego nie słysząc ciągnęła dalej
- Rozstałam się z Piotrem przed Gwiazdką – spojrzał na nią zaskoczony – Zrozumiałam, że nigdy nie będę w stanie pokochać go tak, jak na to zasługuje – szepnęła spuszczając głowę – W styczniu poleciał do Bostonu – przez chwilę wpatrywał się w nią w kompletniej ciszy analizując czy to dzisiejszego spotkanie co znak, że powinni spróbować, czy on powinien zawalczyć o jej miłość. Jej rozstanie z Sosnowskim dawało mu zielone światło.
- Dasz się zaprosić na kawę?
- Na herbatę, a najlepiej jakiś owocowy koktajl – uśmiechnęła się. No tak, przecież oboje są na podobnej diecie.

Można powiedzieć, że nieoficjalnie zaczęli wszystko od nowa. Obecnie byli na etapie randkowania. Nie uciekała przed nim, nie broniła się, wręcz sama niekiedy prowokowała spotkania. Szukał odpowiedniego momentu by powiedzieć jej prawdę. Gdy nadarzała się jednak okazja, rezygnował. Tak, jak zrezygnował wtedy, gdy po jednej z kolacji odwiózł ją do Rysiowa, a ona zaprosiła go na herbatę. Ku ogromnemu zaskoczeniu Uli Józef powitał Dobrzańskiego nad wyraz wylewnie. Cieplak już chciał coś powiedzieć, gdy prezes jednoznacznym spojrzeniem i przeczącym ruchem głowy dał mu do zrozumienia, że Ula jeszcze nic nie wie. Marek miał świadomość, że odwlekanie tego momentu nie ma sensu, ale z tyłu głowy wciąż tlił się strach. Bał się, że Ula znów będzie miała do niego żal, że zaczął budować ich związek na kłamstwie, że jej nie powiedział, że od samego początku oszukiwał ją nie tylko on, ale i jej rodzina na jego prośbę. Powinna znać prawdę.
Cieszył się tym rodzącym się związkiem. Oboje się cieszyli. Ona wreszcie miała pewność, że mu zależy, on cieszył się, że nie ucieka przed spotkaniami z nim, przed jego dotykiem. Zaczął ją ponownie ze sobą oswajać. Ku jego ogromnemu zdziwieniu, ale i radości po jednym z wieczornych wyjść do kina zapytała, czy pokaże jej swoje mieszkanie. Jej wzrok mówił wszystko. Z błąkającym się na twarzy delikatnym uśmiechem pomógł jej wsiąść do samochodu i ruszył w kierunku Siennej. Wygrała drugie życie i postanowiła go już nie marnować. Wiedziała, że szczęśliwa może być tylko u boku Dobrzańskiego.
Już w windzie łapczywie wpił się w jej usta. Tak bardzo za nią tęsknił, tak bardzo jej pragnął. Prosiła by nie zapalał światła. Wstydziła się jeszcze swoich blizn. Nie myślał o niczym innym, jak tylko o tym, by jak najszybciej poczuć zapach i ciepło jej skóry, by usłyszeć, jak w chwili największej rozkoszy szepcze jego imię.
- Kocham cię – szepnął wprost do jej ucha i wszedł z gorącymi pocałunkami na szyję.
- Ja ciebie też – mocniej objęła go za szyję.
Pozbyła się jego koszuli i zaczęła wodzić opuszkami palców po torsie. Zjechała niżej i trafiła na dziwne zgrubienie po prawej stronie. Zamarł. Odsunęła się lekko i spojrzała na niego.
- Miałeś jakiś wypadek? Nie miałeś tego wcześniej – rzekła przejętym tonem. Doskonale pamiętała swój dramat. Przełknął głośno ślinę i zapalił stojącą w rogu pokoju lampę
- Nie – szepnął. Uciekał wzrokiem. Powinien był to załatwić inaczej, wcześniej. Jak zwykle tchórzył. Usiadł na skraju łóżka i niepewnie spojrzał na nią – Wiem, że powinienem był ci powiedzieć wcześniej – urwał na chwilę, a w niej rósł niepokój – Wiedziałem o twoim wypadku. Byłem w szpitalu – patrzyła na niego swoimi wielkimi, błękitnymi oczami. Zaczynała rozumieć – To ja byłem dawcą – łza spłynęła po jej policzku. Podeszła do niego i usiadła mu na kolanach
- Dziękuję – szepnęła wzruszona i musnęła jego usta – Dlaczego mi nie powiedziałeś? Dlaczego nikt mi nie powiedział? – spytała z wyczuwalną nutą pretensji. Kciukiem pogładziła jego policzek, obrysowała dolną wargę i wpatrując się w jego oczy czekała na odpowiedź
- Nie miej do nich żalu. Prosiłem ich o dyskrecję. Nie chciałem, żebyś czuła, że jesteś mi coś winna – westchnął – Nie chciałem, żebyś była ze mną z wdzięczności
- Uratowałeś mnie. Uratowałeś mnie dla siebie – szepnęła wprost w jego wargi. Była wzruszona jego gestem. Przez długie miesiące nie wierzyła w jego miłość. Teraz nie mogła mieć już wątpliwości. Podarował jej najpiękniejszy prezent. Podarował jej życie. Przyciągnął ją bliżej. Miała rację. Uratował ją dla siebie i zrobi wszystko, by jej nie stracić.

25 komentarzy:

  1. Witaj Amicus,
    Strasznie się cieszę, że wróciłaś, że jest lepiej, że dajesz radę, że walczysz. Jak widzisz moje uzależnienie od Twojego bloga nie minęło. Właśnie skończyłam kolejny raz czytać dawne opowiadania.
    Bardzo przejmująca część. Miłość pokona wszystkie przeszkody. Zakochany Marek jest gotowy na wiele, nie po to, żeby odpokutować winy, ale po to, żeby ukochana kobieta mogła żyć normalnie. By mogła być szczęśliwa. Myślę, że niewiele osób nawet spokrewnionych byłoby stać na taki gest. Jest to jednak bardzo poważna decyzja, wymagająca wiele odwagi. Ale jeśli się kogoś kocha to nie powinno to stanowić żadnego problemu. Marka oddanie mogło się dla niego skończyć zdecydowanie źle. Komplikacje pooperacyjny groziły jego życiu. Dramaturgii nie brakowało. Obawy Zmiętego w pełni uzasadnione - wiedział jak silnym uczuciem darzyła Marka Ula i chyba zdawał sobie sprawę z tego, że ta miłość wciąż jeszcze gdzieś się tli. Że Ulka prowadzi nierówną walkę serca z rozumem. Na szczęście zabieg się udał. Oboje wyszli z niego w miarę sprawni. I mogli zacząć wszystko od nowa. Ich spotkanie w parku przypadkowe a może i nie. Oboje uwielbiają swój park - niemego świadka ich spotkań. I po raz kolejny to tam wszystko się zaczęło. To, że Marek nie chciał żeby Ulka wiedziała w pełni zrozumiałe, nie chciał jej do niczego zmuszać, nie chciał żeby czuła że jest mu coś winna. Na szczęście i bez tego potrafili się odnaleźć, zrozumieli że łączy ich coś wyjątkowego. Teraz może być tylko lepiej. Fantastyczna mini.
    Przepraszam za chyba chaotyczny komentarz. Wybacz za dużo myśli i wniosków za mało czasu.
    Pozdrawiam i wysyłam pozytywną energię.
    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Dziś krótko. Przeczytałaś znów dawne opowiadania? Musiało Ci to zajęć trochę czasu. Sporo już ich naprodukowałam. Dzięki, że wciąż zaglądasz. I dzięki za energię. Bardzo jest mi teraz potrzebna.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Czesc :)
    niedawno trafiłam na twoj blog i tak sie stalo, ze akurat wtedy przeslalas pisac :( przez ten czas nadrobilam wszystkie twoja opowiadania i jestem pod wrazeniem :) Masz bardzo fajny styl pisania, ciekawe pomysly :) i baaardzo sie ciesze, ze wrocilas :) Mam nadzieje,ze wszystko Ci sie dobrze pouklada i wrocisz do pisania :) a to krotkie opowiadanie bardzo ładne, wzruszajace. Marek z milosci oddal Ulce watrobe i przede wszystkim chcial anonimowosci, co wskazuje,ze naprawde ja kocha. Bardzo fajnie, ze sie im udalo, a Ula dala im szanse :) Z niecierpliwoscia czekam na kolejne rozdziały poprzedniego opowiadania. Baaardzo mnie wciagnelo :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam nową Czytelniczkę. Mam nadzieję, że będziesz tu zaglądać regularnie. Ja staram się wrócić na bloga na 'pełen etat', ale jeszcze nie do końca mi się to udaje. Potrzebuję trochę czasu i wolniejszego tempa.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Piękne opowiadanie,szkoda że to ostatnia cześć. Wszystko skończyło się dobrze. Już nie mogę się doczekać 'Wbrew'.
    Pozdrawiam GOZDI ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew mam nadzieję w przyszłym tygodniu. Kawałek po kawałku, jak tylko mogę, doprowadzam je do porządku. Niebawem kolejny rozdział będzie gotowy do publikacji.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Cóż dodać? :) To było do przewidzenia...MIŁOŚĆ zawsze zwycięża jeśli tylko da się jej szansę-a Ula jest mądra, więc...
    A Marek...gest, nie na pokaz...z Miłości dla niej - dla ULI, żeby była szczęśliwa...
    Cieszę się, że już wróciłaś...brakowało mi tych Twoich opowiadań :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że ja również bardzo się cieszę. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Fajnie, że znów jesteś. Bardzo pozytywna i optymistyczna mini. Przeznaczenia nie oszukasz i miłość znajdzie Cię wszędzie. Super, że dobrze się skończyło, że wszystko sobie wyjaśnili, że dali sobie szansę na wspólną przyszłość. Gest Marka bardzo ważny zarówno dla niego, jak i Uli. Pokonali wiele przeszkód żeby być razem i teraz musi im się udać. Cieszę się, że wróciłaś. Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę ze swojego powrotu i faktu, że czekaliście i wciąż zaglądacie. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Witaj z powrotem :). już nie mogłam się doczekać kolejnej części twojej mini oraz czekam nadal na " wbrew...". ;)
    Nie mam słów by opisać tę miniaturkę. Piękna i wzruszająca. Wspaniały gest ze strony Dobrzańskiego. Uratował życie ukochanej ryzykując przy tym swoje... I jeszcze ta anonimowość by nie Ula nie czuła wobec niego zobowiązań i wdzięczności. zrobił to bo ją kochał. No facet jak marzenie ;). Oby więcej takich ...
    Uwielbiam twoje opowiadania, mini i tym podobne, a do tej mini będe powracać z przyjemnością bo mnie naprawdę urzekła . Poprostu jak się czyta Twoje opowiadania to widzę to wszystko oczyma wyobraźni.:) Jesteś Amicus przez duuuże A ;) Pozdrawiam Oluśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Pozdrawiam i do zobaczenia w tym wirtualnym świecie niebawem :)

      Usuń
  7. Piękne opowiadanie, na prawdę się wzruszyłam:)
    Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego Kasia

    OdpowiedzUsuń
  8. Amicus wróciła. Czy czegoś trzeba nam Czytelnikom więcej. Bardzo się cieszę, że jesteś tu znowu. I dziękuję, że mimo przeciwności losu dalej dajesz nam nowe dzieła i umilasz nam czas. Dziękuję.
    Miniatura rewelacyjna. Super pokazałaś cały proces przygotowań, walki, wątpliwości, niepewności. A w końcu i etap budowania wzajemnego zaufania i miłości. Marek faktycznie udowodnił swoją miłość nie tylko słowami ale przede wszystkim czynami czy one nie są ważniejsze i bardziej wymowne. Udowodnił nie sobie i nawet nie Uli ale wszystkim wokół, że jest odpowiedzialny i pewny tego czego chce. Najważniejsza była Ula. A jego anonimowość była tylko dowodem na to, że robi to bezinteresownie. Super zbudowałaś akcje, pokazałaś walkę i uczucia. Super się czyta. Ale to że uwielbiam tu wracać już wiesz. Dzięki jeszcze raz.
    Trzymaj się i nie poddawaj. Pozdrawiam, KaEm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wciąż trwacie przy tym blogu, mimo mojej długiej nieobecności. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  9. Kobieto,nie rób nam takich numerów. Zejdziemy kiedyś na zawał przez Ciebie. Nawet nie postawić kropki,żyję wariaci,spoko ?
    Zlituj się i nie ma być już więcej następnych takich razów.
    O rety,prawię kazanie jak moherówka.
    Taki nawiasem, tylko ja przewidziałam przeszczep. Bo to sama przeszłam.Super.
    Odpoczywaj i nabieraj siły witalne na następne tasiemce.
    Ściskam lekko i pozdrawiam.
    Na moje uwagi nie musisz odpisywać,telepatia. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że bardzo sobie życzę, by więcej następnych razów nie było. Każdy ma określoną liczbę żyć. I uwierz mi również, że gdy jesteś po drugiej stronie kraju w mało ciekawej sytuacji, to nie myślisz o blogu, o czekających Czytelnikach i konieczności ich powiadomienia. Myślisz tylko o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w Warszawie i mieć pieniądze by sfinansować opiekę, gdy ubezpiecznie cię nie obejmuje, bo pracujesz w dziedzinie, która nie uznaje etatów, zusów itp.

      Usuń
  10. Piękna i wzruszająca miniaturka. Uroniłam łezki. Czyż może być coś piękniejszego, niż wspaniały gest Dobrzańskiego? Nie dla poklasku, nie dla chwały, nie dla zaszczytów, ale popełniony z wielkiej miłości? Kiedyś, bardzo dawno temu czytałam taką mini o tym, że Marek poświęcił Uli swoje serce, by ona mogła żyć. Jego już nie było, a ona nie mogła zrozumieć, dlaczego tak nagle odszedł. Nie pamiętam, jak dowiedziała się, że nosi w sobie część niego, ale pamiętam, że na koniec odnalazła jego grób i bardzo płakała.
    Tu zaszło coś podobnego i dla mnie bardziej do przyjęcia, bo nie zostało poświęcone życie dla uratowania ukochanej osoby. Gdyby nie pożądanie obojga pewnie jeszcze jakiś czas żyłaby w nieświadomości, że zawdzięcza Markowi życie.
    Pięknie poprowadziłaś to opowiadanie aż do szczęśliwego, łapiącego za serce finału. To są właśnie moje klimaty, za które bardzo Ci dziękuję.
    Mam nadzieję Amicus, że z Tobą wszystko już dobrze. Mogę się tylko domyślać, że nawaliło Ci zdrowie, więc życze Ci jak najszybszego powrotu do dobrej kondycji i serdecznie Cię pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kłopoty z wstawieniem komentarza, o których napisałam Ci w mailu. Spróbowałam raz jeszcze i tym razem zamiast cyfr pojawiły się litery i zadziałało. Na szczęście. :)

      Usuń
    2. Witaj Małgosiu. Cieszę się, że wciąż tu zaglądasz. Jakby nie patrzeć jesteś weteranką tego bloga :)
      Dzięki, powoli dochodzę do siebie. Mówiąc krótko przekonałam się, że rzeczywiście polskie drogi są jednymi z najmniej bezpiecznych w Europie.
      Maila odebrałam dziś. Dzięki.
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Kiedy nowa notka?? Też jestem tu nowa, ale w ciągu dwóch dni przeczytałam wszystkie opowiadania :) są rewelacyjne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki. Nowa notka już za kwadrans. Pozdrawiam i zapraszam częściej :)

      Usuń
  12. Zachęcamy do przyłączenia się do akcji: www.facebook.com/chcemykontynuacjibrzyduli :) Pozdrawiamy autorkę bloga ;)

    OdpowiedzUsuń