Kochani, wrzucam kolejną część. Dziękuj, że wciąż trwacie i zaglądacie na tego bloga. Wiem, że ostatnio nawalam z terminami publikacji, ale nie mam na nic czasu. Niebawem wrócę do Was i mam nadzieję, że Wy wciąż tu będziecie :) Pozdrawiam
Już miał ruszać z parkingu, gdy
przed oczami stanął mu obrazek, który napotkał po wyjściu z gabinetu. Tamta
kobieta siedziała nad swoim ojcem z kubeczkiem wody. Najwyraźniej zrobiło mu
się słabo. Była tak bardzo przejęta, a w każdym jej geście było tak wiele
troski. Był to dla niego widok niecodzienny. ‘Chyba zbyt ostro ją
potraktowałem…’ pomyślał, gdy przypomniał sobie sytuację sprzed godziny.
Dopytywała, dociekała, bo po prostu martwiła się o swojego ojca, a nie była
wścibska. Poczuł się głupio.
Po wielogodzinnym czekaniu,
wreszcie poproszono ich do gabinetu. Józef miał zostać przyjęty na oddział za
dwa tygodnie. Do tego czasu musiał wykonać kilka badań, które przyspieszą
proces leczenia. Wiedziała, że doktor Kołodziej starał się dać Józefowi
nadzieję, że próbował wzbudzić w nich optymizm i chęć do walki, ale widziała
też jego minę, gdy zerknął na wyniki badań. Miała świadomość, że nie jest
dobrze.
Wyszli z tego potwornie dusznego
budynku i skierowali się w stronę przystanku autobusowego. Czekała ich jeszcze
prawie dwugodzinna podróż po domu z dwoma przesiadkami. Ula zmęczonym wzrokiem
spojrzała na zegarek. Dochodziła piętnasta trzydzieści.
- Proszę zaczekać – usłyszeli za
plecami. Ula odwróciła się i zobaczyła tego bufona z poczekalni – Chciałem
panią przeprosić – spojrzał w te wyjątkowe oczy
- Nie ma powodu. Był pan po
prostu szczery. Za szczerość nie się przeprasza – odparła i biorąc ojca pod
rękę ruszyła do przodu
- To nie była szczerość, tylko
bezczelność. Może odwiozę państwa do domu. Pan jest bardzo zmęczony – spojrzał
na Józefa – pani zresztą też. Trochę się tutaj naczekaliście
- Nie dziękujemy. Nie jesteśmy z
Warszawy
- To może chociaż podwiozę
państwa do Centrum. Akurat jadę w tamtą stronę – zaproponował.
- Nie, nie. Nie będziemy panu
zawracać głowy – posłała mu niewyraźny uśmiech. Miał świadomość, że jest
zmartwiona stanem ojca. Wspominała o nowotworze trzustki. Zdawał sobie sprawę,
jaki to rodzaj choroby i jakie są rokowania. Ale odnosił wrażenie, że mimo
wszystko ma do niego żal za jego zachowanie pod gabinetem
- Córcia, a może skorzystamy z
pana uprzejmości? – odezwał się milczący dotąd Cieplak – Zobacz – wskazał na
przystanek – właśnie odjechał nasz autobus. Kolejny będzie za dwadzieścia
minut.
- No dobrze – westchnęła – to
chodźmy
- Zapraszam – wskazał na stojące
obok czarne Porsche Cayenne. Józef zajął miejsce z tyłu. Chciała usiąść obok
ojca z drugiej strony, ale Dobrzański otworzył jej przednie drzwi. Gdy znalazła
się w środku poczuła się trochę przytłoczona bogactwem tego samochodu. Takie
auta oglądała zwykle w telewizji lub niekiedy na ulicach Warszawy. ‘Bogaty
panicz. Nic dziwnego, że traktuje ludzi z góry’. Wyjechał z parkingu i
skierował się w stronę Śródmieścia. Zdążyli wyjechać z Ursynowa, a w
samochodzie wciąż panowała cisza.
- Proszę się nie martwić. Doktor
Kołodziej to naprawdę świetny specjalista – odezwał się wreszcie – Ja jeszcze
raz przepraszam za tamto. Jestem dzisiaj zestresowany. Każda wizyta w tym
budynku powoduje u mnie irytację.
- Rozumiem. Naprawdę nie ma o
czym mówić – posłała mu blady uśmiech
- Skąd państwo odjeżdżacie? Z
Centralnego?
- Nie. Wysiądziemy pod Rotundą.
Stamtąd odjeżdża bus do Łomianek
- Aaa, to państwo z Łomianek –
bardziej stwierdził niż zapytał
- Niezupełnie. Z Rysiowa. Jednak
w Łomiankach musimy się przesiąść
- Wiem, gdzie to jest. Mój przyjaciel
ma działkę pod Rysiowem. Bardzo ładna okolica – spojrzał na nią przelotnie.
Rozdzwoniła się jego komórka. Włożył do ucha słuchawkę i odebrał
- Tak Aniu?.... Wiem, pamiętam,
jutro… W takim razie przełóż ich na przyszły tydzień. W czwartek lecę do
Mediolanu na dwa dni. Przepraszam, zapomniałem ci powiedzieć. Wpisz bardzo
proszę w kalendarz. Jeśli są jakieś spotkania w piątek, odwołaj…. Nie. Nie mam
zamiaru rozmawiać z nim osobiście. Niech Sebastian się tym zajmie… Nie, już
dzisiaj mnie nie będzie. Ale jestem cały czas pod telefonem… Dzięki. Do jutra
- Do Śródmieścia chyba powinniśmy
skręcić dwie przecznice temu – odezwała się Ula
- Ma pani rację. Ale my nie
jedziemy do Centrum – stwierdził, a ona spojrzała na niego z mieszaniną zaskoczenia,
zdezorientowania i niepokoju – Zawiozę was do domu
- Ale to naprawdę nie jest
konieczne.
- Nie? To proszę się odwrócić –
już kilka minut wcześniej zauważył, że Józef zasnął na tylnym siedzeniu – Pani ojciec
ma dość. Jest słaby. Nie fundujmy mu wycieczki autobusem, skoro mam czas i mogę
państwa odstawić pod sam dom.
- Ale..- próbowała jeszcze
zaprotestować, ale wiedziała, że ten człowiek ma rację.
- Żadnego ale. Co powiedział
lekarz? Przyjmą pani ojca na oddział?
- Tak, za dwa tygodnie. Do tego
czasu musimy wykonać kilka badań uzupełniających. Limity się wyczerpują. Tata
musiałby czekać w długiej kolejce. A jeśli zgłosimy się już z częścią badań
będzie można szybciej rozpocząć leczenie.
- PET?
- Tak. I kilka innych –
westchnęła – będę musiała podzwonić po prywatnych przychodniach i szpitalach. W
tych pracujących dla NFZ nawet nie mamy co szukać, bo nas będą odsyłać w
nieskończoność lub wpisywać w kilkuletnią kolejkę.
- Służbę zdrowia mamy niestety
nienajlepszą – odparł i skręcił w prawo, kierując się w stronę głównej drogi
Rysiowa – Poprowadzi mnie pani?
- Trzecia w lewo – odparła, a on
po chwili skręcił we wskazaną przez nią ulicę – budynek numer osiem. To ta
posesja z zieloną bramą – zatrzymał się. Dom był skromny, nawet bardzo. Zresztą
od początku, po ich ubraniach widział, że nie jest to wyjątkowo zamożna rodzina
- Bardzo panu dziękuję
- Drobiazg – uśmiechnął się
uroczo. Dopiero teraz dostrzegła urok jego dołeczków
- Tatusiu – odwróciła się i
poklepała ojca w kolano – jesteśmy w domu. Józef szybko się ocknął i zaskoczony
rozejrzał wkoło.
- Nawet nie wiem kiedy przysnąłem
– zaczął się tłumaczyć lekko zakłopotany – Bardzo panu dziękujemy
- Już mówiłem córce, że nie ma o
czym mówić
- Może pan wejdzie na herbatę –
zaproponował Cieplak
- Nie, dziękuję. Jesteście
państwo zmęczeni, ja również. Może jeszcze kiedyś będzie okazja. Dużo zdrowia –
odparł, gdy Józef wysiadał z samochodu
- Dziękuję. I dziękuję bardzo za
podwiezienie
- Dziękujemy panu – odparła Ula –
dowidzenia
- Dowidzenia – odpowiedział. Już
miał odjeżdżać, gdy zobaczył, że z posesji naprzeciwko wybiega dwójka dzieci.
Chłopak w wieku licealisty i mała dziewczynka. Wyglądał na osiem, może
dziesięć lat. Dzieciaki wtuliły się w
ojca. Biła od nich miłość. Rzadko kiedy miał okazję oglądać taki widok.
Bardzo się cieszę, że dodałaś nowy rozdział. Marek zrehabilitował się. To bardzo ładny gest z jego strony, że podwiózł Cieplaków do domu. Ewidentnie Józef mocno odczuwa skutki choroby. Nie wiem, jakie są Twoje dalsze plany odnośnie opowiadania, ale boję się, że on jednak nie przeżyje. Ciekawa też jestem, w jaki sposób doprowadzisz do kolejnego spotkania Marka i Uli, a także na co leczy się w tej klinice Dobrzański, bo tego jeszcze nie wiemy.
OdpowiedzUsuńWiemy natomiast, że jest pod urokiem rodziny Cieplaków, szacunku dzieci do ojca i opiekuńczości Uli. Może w jakiś sposób poczuł się zaintrygowany i zechce do Rysiowa wrócić?
Bardzo wciągająca historia, a ja już nie mogę doczekać się kolejnej części.
Pozdrawiam. :)
Amicus, bardzo się cieszę, że pojawiła się kolejna część Twojego opowiadania. Czekałam na nią cierpliwie, jak na każdy Twój tekst, bo wiem, że naprawdę warto. A ta część bardzo mi się podoba i zapowiada ciekawy dalszy ciąg. :)
OdpowiedzUsuńDziękuję i pozdrawiam. A.
Witaj Amicus.Znowu postawiłaś moją marną duszyczkę i wątły kręgosłup do pionu.Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej.Dla mnie gest Marka jest bardzo naturalny.Taki właśnie był serialowy Marek życzliwy, wrażliwy, współczujący.Chwilami się tylko gubił.Opowiadanie zapowiada się wspaniale,mam tylko nadzieję,że nie utopisz nas w smutku? Dziękuję . Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze, że Marek zrozumiał swój błąd. Ale od zawsze wiadomo, że to bad boy o złotym sercu i prędzej czy później dociera do niego co jest złe, a co dobre :) Jestem ciekawa, jak dalej rozwiniesz akcję. Spotkają się w szpitalu? Ula będzie próbowała zatrudnić się w firmie? A może Marek postanowi pomóc Cieplakowi przejść badania jak najszybciej i bez kolejek i znów pojawi się w Rysiowie? Zobaczymy :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko :)
Cieszy sie dusza, ze znalazlas dla nas chwilke.
OdpowiedzUsuńTwoj znak firmowy to stwierdzenie 'wyjatkowe oczy', powtarza sie to chyba zawsze jak opisujesz oczy Uli i bardzo dobrze bo czytajac jestesmy tak troszke 'u siebie'. Czytelnik jak dziecko, lubi wracac do pewnych rzeczy, zataczac krag i do poczatku ...
Marka najpierw ujmie cieplo emanujace od tej rodziny. Mam wrazenie, ze wroci tu jeszcze z wlasnej woli bo go bedzie cos 'ciagnac' do tych ludzi i sila rzeczy chyba cos dla nich zrobi bo ma mozliwosci (nie w formie jalmuzny). Mam nadzieje, ze nie usmiercisz Jozefa za szybko zeby ta znajomosc sie przerodzila w przyjazn, a nie w relacje potrzebujacy - pomagajacy.
No i juz oczekiwanie na cd sie zaczelo !
No i to jest w końcu przykład jak mozna sie w tak krótkim czasie przyznac sie do błedu. ciesze się,że marek to zrobił. Ciekawa jestem jak dalej sie potocza ich losy. Pewno Marek bedzie chciał załatwic szybsze leczenie a zarazem zblizyć sie do ulki.
OdpowiedzUsuńAmicus jednym słowem jak zawsze ... wspaniale
pozdrawiam z mojeje slonecznej miejscowośc patka;)
Zwykle nie wciągają mnie historie mniej związane z serialem (czyli bez FD oraz Marka i Uli w roli szefa i pracownika), ale ta mnie zainteresowała. Przede wszystkim dlatego, że Marek jest tutaj dość tajemniczą postacią. Nie wiemy na razie co dokładnie mu dolega, ani jak wygląda jego życie. Jestem też bardzo ciekawa tego, kiedy kolejny raz Ula i Marek będą mieli okazję się spotkać. Mam tylko nadzieję, że nam Marka nie uśmiercisz na koniec :) Pozdrawiam i czekam na cd
OdpowiedzUsuń